skajstop
07.01.09, 20:56
Na forum "Wydawnictwa i ich obyczaje" lorelein.pl napisała: A jeśli tego nie
kumają, to może lepiej niech sprzedają nie książki, ale np. gwoździe.
To jest pytanie, czy wydawca powinien w książce, a tym samym w maszynopisie,
widzieć przede wszystkim towar, owego pomidora, czy misję, czyli doceniać
autora za wkład, mieć szacunek za wykonaną pracę - w sensie pewnej aury, jaka
kiedyś otaczała ludzi związanych z książkami.
Skoro zakładam ten wątek, powiem, co myślę, a przynajmniej zacznę. Otóż wydaje
mi się, że ta aura, przynajmniej w Polsce, była nadmuchana na wyrost, co
zawdzięczamy historii, nie tylko PRL, choć temu najwięcej. Książka, a tym
samym jej producenci, nie była towarem, a oni rzemieślnikami.
Owszem, teraz mamy przegięcie w drugą stronę, ale... czy to źle? Niech sobie
ta książka będzie towarem, ja nie mam nic przeciwko temu, aby ktoś moje dzieło
kupił na lotnisku w Polsce, po czym w Rzymie po przeczytaniu porzucił
(autentyczny przypadek, znany mi). Niech na tej piramidzie dobrych pomidorów
czasem znajdzie się bombonierka z czymś więcej.
To temat odrębny od traktowania autorów z kulturą, zaznaczam.