Dodaj do ulubionych

"V jak Vendetta" Alana Moore'a - klasyk komiksu...

IP: 217.96.2.* 12.11.03, 12:16
Panie Orliński,

jeśli chodzi o cytaty, to postanowiliśmy zostawić trochę miejsca
dla Czytelnika - niech sam się bawi w wyszukiwanie odniesień,
łopatologia jest może dobra dla Pana. Podpowiadam: komplet
przypisów można bez większego trudu znaleźć w Sieci.
Zapewniam, że nie zgubiliśmy cytatów - jest ich znacznie więcej
niż się Panu wydaje (vide Pańskie wypociny pt. "brakujące
przypisy" czy coś w tym stylu), tylko nie biją po oczach.
A "ryzykowne" odpowiedniki? "Sympathy" jest o szatanie, a "Pani
Twardowska" niby o czym? O królikach? Poza tym romantyczna
ballada, której akcja usytuowana jest w XV w. raczej dobrze
pasuje do poetyki takiej postaci jak V.
Dla Pańskiej informacji: dzieło sztuki to nie artykuł naukowy,
model jego odbioru jest nieco inny... Życzyłbym Panu odrobinę
więcej wyobraźni...

Jacek Malczewski
Obserwuj wątek
    • Gość: Wojtek Re: IP: *.CNet.Gawex.PL 12.11.03, 18:15
      Szanowny Panie Malczewski

      Skoro pisze Pan, że komplet przypisów można znaleźć w sieci -
      to dlaczego nie można ich było zamieścić przy tłumaczeniu? Inna
      sprawa: to, że jakieś twa utwory mówią o tym samym wcale nie
      znaczy, że mogą być stosowane zamiennie. Wyczuwam pewne różnice
      pomiędzy miłosnymi balladami Scorpions'ów a Hymnem o miłości z
      Biblii. A może jestem jakiś dziwny i to jest to samo? Wydaje mi
      się, że gdyby Alan Moore chciał zamieścić w swoim utworze
      fragment "Pani Twardowskiej" to by to zrobił. Proponowałbym nie
      rzucać się (choćby tekstem typu "wypociny")na człowieka, który
      (zgodnie z panującą w Polsce wolnością słowa) pisze co myśli o
      pańskim dziele, tylko przemyśleć jego uwagi (i być może wydać
      tom z dopiskiem - wydanie drugie, poprawione). Poddaję pod
      rozwagę.
      • Gość: kalfonzo Re: IP: *.mcluhan.utoronto.ca 12.11.03, 18:56
        aua, panie malczewski, ostro, internet jednak bardziej niz gazeta
        pozwala dosypac papryczki do kotla!!!
        mnie tam bardziej martwi, ze drodzy czytelnicy w drugim akapicie
        dowiaduja sie o pochodzeniu V, ktore Moore zdradza nam zdaje sie
        w polowie, i jest to jednak ostry zwrot narracji, ostry na tyle,
        ze pan malczewski swoje papryczki, ktore jakakolwiek probe obrony
        swojego stanowiska, jakkolwiek slusznego, czyni beznadziejna
        niczym ziemniaki i to bez skwarek, moze schowac do swojego komputera.
      • Gość: katarsis Szanowni Panowie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.03, 00:21
        I tu powstaje problem: czy tezę o niewspółmierności przekładu
        można odnieść także do komiksów, a jeżeli tak to w jakim
        zakresie?

        Wydaje mi się, że wtrącanie do fabuły dość sztywno osadzonej w
        realiach wielkiej metropolii, swojskiej kiełbasy wypacza nieco
        sens tekstu. Poza tym z obecnością diabła w utworze 'Pani
        Twardowska' nie przesadzałabym nadto - bo utwór to humoreska z
        cyklu 'gdzie diabeł nie może- tam babę pośle'.

      • Gość: Jacek Malczewski Oj, ależ Pan przynudza... IP: 217.96.2.* 13.11.03, 10:55
        1. widział Pan choć 1 przypis w oryginale?
        2. próbował Pan dosłownie tłumaczyć teksty piosenek?
        3. wie Pan, co to jest postmodernizm?

        krytyka też jest sztuką, jak się zdaje całkowicie Panu obcą...
    • Gość: Jacek Malczewski Odczepcie się od Twardowskiej IP: 217.96.2.* 13.11.03, 10:51
      W 2. tomie "Vendetty" również znajduje się 1 tego rodzaju
      zamiana. Sądzę, że równie trafna albo nawet lepsza - sprawdżcie
      sami. Poza tym, zamiast madrzyć się i wybrzydzać, proponuję
      przetłumaczyć dosłownie początek "Sympathy" Stonesów - ciekawe,
      czy wtedy wam to zabrzmi i czy ktoś będzie wiedział, o co
      chodzi - polecam tłumaczenie Wojciecha Manna z "Manniaka
      Czwartkowego" :)Szukałem odpowiedników u Goethego, Manna i
      Bułhakowa - nic. Mickiewicz był najlepszy.
      Przekład to nie bezmyślne kalkowanie (choć takich właśnie
      tłumaczeń jest najwięcej), tylko ciężka, twórcza praca
      (zwłaszcza w komiksach, gdzi trzeba mieścić się w dymkach...:)

      A przypisy - widzieliście może choc 1 przypis w oryginalnym
      wydaniu???
      • Gość: XXX Re: Odczepcie się od Twardowskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.03, 11:22
        Panie Jacku,
        Czy postmodernizm to modernizm w interpretacji wydawnictwa Post?
        Ja rozumiem że zabawa cytatami i zrównanie w prawach z autorem,
        ale czy tłumacz któremu jak widać erudycji nie starcza, powinien
        sobie tak swobodnie poczynać, stawiając się na równi z kimś
        takim jak Moore? I czy wreszcie to wypada, żeby naruszać święte
        prawo recenzenta do własnej opinii i zaczynać taką pyskówkę - bo
        w kontekście użytych przez Pana zwrotów inaczej nazwać tego nie
        można? Nie jesteśmy w piaskownicy, mama nie strzeli w tyłek
        Wojtusia, że napluł na kurteczkę... Więcej pokory młody
        (strzelam, ale dziwnie jestem pewien,że nie spudłuję) człowieku.
        Spadłeś z wysokiego konia i nie takie rzeczy się zdarzają, ale
        takie zadufanie w sobie na pewno Ci nie pomoże w karierze
        tłumacza.
        • Gość: Jacek Malczewski Parę słów z piaskownicy IP: 217.96.2.* 14.11.03, 10:47
          Szanowny Panie XXX,

          jak widzę, z lubością próbuje Pan uszczypnąć mnie w tyłek.
          Szkoda, że anonimowo. Fakt, nie lubię jak mi ktoś szcza do
          wiaderka w piaskownicy - żadne dziecko tego nie lubi.
          A poważnie mówiąc - Orliński ma święte prawo do krytykowania. Ja
          też. Skoro więc bezpodstawnie zarzuca mi pominięcie cytatów, co
          nie miało miejsca - proszę uważnie przeczytać komiks - muszę sie
          bronić. Jesli zaś chodzi o biedną "Panią Twardowską": nie, nie
          należy padać na kolana przed wielkimi twórcami i w efekcie
          otrzymywać słaby, literalny przekład. Trzeba trochę pomyśleć i
          zaryzykować, nawet jeśli efekt się wszystkim nie spodoba.
          Zamiast wymądrzać się w sieci, proszę najpierw przeczytać komiks
          i zorientować się o co w nim chodzi. Może wtedy zmieni Pan
          zdanie. Proszę więc spuścić nieco z tonu i na razie pluć na
          własną kurteczkę, ok?

          Pozdrawiam,
          Jacek Malczewski
          • sir_fred Re: Parę słów z piaskownicy 24.11.03, 16:32
            Gość portalu: Jacek Malczewski napisał(a):

            > Szanowny Panie XXX,
            >
            > jak widzę, z lubością próbuje Pan uszczypnąć mnie w tyłek.
            > Szkoda, że anonimowo. Fakt, nie lubię jak mi ktoś szcza do
            > wiaderka w piaskownicy - żadne dziecko tego nie lubi.
            > A poważnie mówiąc - Orliński ma święte prawo do krytykowania. Ja
            > też.

            Och, chyba Pan za bardzo wierzy w wolność słowa :) Krytykowanie krytyka przez
            nie krytyka to wykroczenie przeciw etykiecie. Przecież krytyk musi czasem
            zaistnieć, pokazując ilu to rozumów nie zjadł. Na przykład przeczytał tekst w
            oryginale. I nawiązania wychwycił. Oczywiście sam przełożyłby lepiej, ale
            przecież mu za to nie płacą, więc jako profesjonalista wykonuje tylko swoją
            robotę. Tłumacz który uzasadnia - a fe! Ewentualnie mógłby to być inny krytyk,
            ustawiony na pozycji dobrego gliny. Tłumacz swoje już zrobił, teraz na owsiankę
            pracują krytycy ...

            I tak dziwnie sie składa, że za ten postmodernizm internetowi spece od kultury
            wysokiej jeszcze na Pana a i dzieło Moore'a (fuj tam, zwykły komiks dla dzieci
            co chamami chcą zostać :)) nie wsiedli. Przecież to zaraza i człowiek
            zabierający głos w dziedzinie literatury powinien słowa postmodernizm używać z
            niesmakiem albo przynajmniej znaczącym uśmieszkiem.

            Co do problematyki przekładów jako tych żon albo wiernych albo pięknych,
            napisano już wiele. Ja tam wierne lubię w prasie informacyjnej.
    • Gość: maska Postmodernizm! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.03, 09:33
      Czy nie uważacie że to bardzo zabawne połączenie: Malczewski,
      Post i postmodernizm? POST + modernizm (z którym trudno nie
      skojarzyć Jacka Malczewskiego) = POSTMODERNIZM!
      • Gość: Jacek Malczewski Re: Postmodernizm! IP: 217.96.2.* 14.11.03, 10:25
        Owszem, uważam że to bardzo zabawne :)))
    • Gość: Wydawnictwo Post WYDAWNICTWO POST - ODPOWIEDŹ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 10:31
      W artykule „Zemsta kultury” (Gazeta Wyborcza z dnia 12
      listopada 2003 r.), poświęconym polskiemu wydaniu komiksu „V jak
      Vendetta”, jego autor Pan Wojciech Orliński napisał m.in., że
      Wydawnictwo Post i tłumacz „beztrosko” zgubili część
      erudycyjnych cytatów autora, zaś dla części znaleźli „ryzykowne
      zamienniki”, podając jako przykład zastąpienie
      fragmentu „Sympathy for the Devil” Rolling Stonesów cytatem
      z „Pani Twardowskiej” Mickiewicza. Zarzucono nam również nie
      zamieszczenie w książce przypisów wyszczególniających źródła
      cytatów i rolę, jaką pełnią one w narracji książki.

      Ponieważ Czytelnicy „Gazety” mogliby odnieść pewne mylne
      wrażenie co do przekładu „V jak Vendetta” przedstawiamy poniżej
      racje, które kierowały nami przy opracowywaniu polskiej wersji
      komiksu.

      Do tłumaczenia „Vendetty” przykładaliśmy wielką uwagę i zdając
      sobie sprawę ze złożoności scenariuszy Moore’a, szczególnie
      zależało nam na wyrazistości i zachowaniu charakteru odniesień,
      które w książce się znajdują. Kierowaliśmy się w tej kwestii
      zarówno dostępnymi nam analizami dzieła Moore’a, jak i
      sugestiami fanów komiksu, którzy od momentu zapowiedzenia przez
      nas wydania książki przesyłali nam swoje spostrzeżenia na jej
      temat. Na podstawie zgromadzonych materiałów i ilości pracy
      włożonej w ich redakcję możemy zapewnić, że nie zgubiono żadnego
      z cytatów zawartych w oryginalnym tekście „V jak Vendetta” i o
      żadnej niedbałości nie może tu być mowy.

      W kwestii wierności polskiego przekładu. Komiks został
      przetłumaczony przez Jacka Malczewskiego w sposób maksymalnie
      zgodny z angielskim oryginałem. Dla zdecydowanej większości
      cytatów i odniesień tłumaczowi udało się odnaleźć ich polskie
      odpowiedniki, lub – w razie ich braku – takowe stworzyć. Na
      zmianę cytatów zdecydowaliśmy się tylko w trzech przypadkach,
      kiedy stwierdziliśmy, że dosłowne tłumaczenie brzmiałoby
      nieudolnie lub niewiele sugerowało czytelnikowi:

      1. Tytuł pierwszej księgi brzmiący w oryginale „Europe after the
      reign” jest nie tylko nawiązaniem do tytułu obrazu Maxa
      Ernsta „Europa po deszczach”, ale jest też – poprzez trudną do
      przetłumaczenia na polski grę słów (zamianę angielskiego „rain”
      na „reign”), zapowiedzią sytuacji politycznej, z jaką mamy do
      czynienia w komiksie. Obraz Ernsta został namalowany w 1942 r.
      jako protest przeciwko wojnie i ówczesnej polityce. Moore
      używając „reign” wprowadził do katastroficznego w swoim
      wydźwięku dzieła Ernsta sugestię powrotu porządku totalitarnego.
      Pozostawienie tylko i wyłącznie tytułu obrazu nie oddawałoby
      charakteru gry słownej zawartej w tytule. Zgodnie z sugestią
      Jacka Malczewskiego zmieniliśmy rzeczony tytuł na „Nową,
      wspaniałą Brytanię”, co w oczywisty sposób nawiązuje do słynnej
      antyutopii Aldousa Huxleya – wymienionej zresztą przez Moore’a
      jako źródło inspiracji (w artykule zamieszczonym w II tomie
      komiksu).

      2. Scena zabójstwa biskupa. Rzecz niby prosta – można oczywiście
      było dochować wierności oryginałowi, tłumacząc angielskie „I’m a
      man of wealth and taste” (Rolling Stones, „Sympathy for the
      Devil”) na polskie „jestem człowiekiem bogactwa i smaku” i
      zamieszczając przypis u dołu strony „że to Stonesi”. Problem
      zaczyna się w momencie gdy zauważymy, że scena ta jest
      kulminacją dłuższej sekwencji przedstawiającej diaboliczny pakt
      pomiędzy „V” i Evey i jego konsekwencje. Sekwencja ta z kolei
      poprzedzona jest przez Moore’a cytatem z „Fausta” Goethego i
      ambiwalentny charakter relacji pomiędzy dwójką bohaterów
      jest „wygrany” właśnie dzięki porównaniu jej do tej znanej z
      dramatu Goethego. O ile Anglik czytający w oryginale ogólnie
      znany tekst Stonesów od razu zrozumie jego nawiązanie do sceny
      spotkania Mefistofelesa i Fausta, polski czytelnik po
      przewertowaniu przypisów doszedłby tylko do wniosku, że to Mick
      Jagger.
      Problem tej sceny najlepiej wyraża fakt, że ani w przekładzie
      francuskim, ani niemieckim nie przetłumaczono cytatu
      angielskiego, zamieniając go na wytwory rodzimej kultury.
      Natomiast wybrana przez Malczewskiego „Pani Twardowska”
      Mickiewicza jest pastiszem interesującego nas w tym kontekście
      tematu faustowskiego i w dodatku dokładnie nawiązuje do znanej
      sceny u Goethego. Utwór ten jest raczej lekki i ma dowcipny
      wydźwięk, podobnie zresztą jak zacytowane w tym
      kontekście „Sympathy for the Devil”. Ponadto, cytat ze
      wspomnianej ballady sygnalizuje centralny dla komiksu wątek
      zemsty.

      3. W tomie drugim „Vendetty” pojawił się analogiczny problem. W
      pewnym momencie w oryginale „V” mówi do Evey: I’m waiting for
      the man – cytując znany utwór z pierwszej płyty „The Velvet
      Undergound”. Znów mamy do czynienia z dziełem ogólnie znanym w
      oryginale, którego dosłowne przetłumaczenie na polski niewiele
      powiedziałoby czytelnikowi. Malczewski zastąpił go
      tekstem „Czekam na sygnał z centrali... centrala nas ocali.”
      Chyba nie trzeba wyjaśniać, skąd pochodzi ten cytat. Napiszemy
      tylko, że naszym zdaniem idealnie pasuje on do mrocznego i
      dusznego klimatu „Vendetty”.

      Kwestia przypisów. W trakcie pracy nad „Vendettą” rozważaliśmy
      opatrzenie jej przypisami oraz dołączenie do książki tekstu
      tłumacza, który przybliżyłby Czytelnikowi niektóre wątki
      historyczne i kulturowe. Była to dla nas istotna sprawa i
      zrezygnowaliśmy z niej świadomie. Komiks został opatrzony dwoma
      wstępami autorów (w tomie I) i długim artykułem Alana Moore’a (w
      tomie II), gdzie pisze on jasno i klarownie o swoich
      inspiracjach i przybliża proces tworzenia dzieła. Ponieważ pewne
      źródła inspiracji zostały już zasugerowane przez samego autora,
      stwierdziliśmy, że dodanie przypisów do książki
      byłoby „przedobrzeniem”. Koniec końców, odnajdywanie cytatów i
      odniesień w komiksie jest jednym ze źródeł przyjemności, jakie
      sprawia nam gra zawarta w „Vendetcie”. Nie widzieliśmy sensu w
      pozbawianiu Czytelnika tej frajdy.
      „V jak Vendetta” to komiks bardzo gęsty fabularnie. Odniesienia
      w nim istnieją nie tylko w płaszczyźnie tekstualnej, ale i
      graficznej (elementy scenografii, kompozycja kadrów). Komiks
      Moore’a można czytać wiele razy i za każdym razem odnajdywać w
      nim kolejne, niezauważone wcześniej znaczenia. Stworzenie
      kompetentnych przypisów do komiksu wymagałoby dodania do książki
      całkiem pokaźnego rozdziału, z kolei wybór pewnych przypisów
      byłby sugerowaniem jakiegoś „kanonicznego” klucza do jego
      odczytania, a tego chcieliśmy się ustrzec. Zrezygnowaliśmy z
      przypisów również dlatego, że nie ma ich ani w oryginale, ani
      też w znanych nam wydaniach zagranicznych: niemieckim i
      francuskim. Wydania te nie zawierają też wspomnianych wyżej
      artykułów Moore’a i Lloyda. Wnioskujemy z tego, że „Vendetta”
      nie jest dziełem adresowanym do osoby nie obytej z przywoływanym
      w niej kontekstem kulturowym, i że jednak Czytelnik ma prawo do
      swojej interpretacji. Oczywiście, jeśli okaże się to w
      niedługiej przyszłości problemem i sugestie będą iść jednak w
      kierunku opatrzenia komiksu przypisami, ten wymóg spełnimy.

      W każdym przekładzie komiksu, książki czy filmu, zasadniczym
      problemem jest stopień dochowania wierności oryginałowi i zawsze
      w tym kontekście pojawiają się kontrowersje. Zbyt duże odejście
      od oryginalnego tekstu wypacza lub zniekształca ideę dzieła, z
      kolei praktyka dowodzi, że bezkrytyczna czołobitność prowadzi do
      tragicznych lub śmiesznych „kwiatków” w postaci
    • Gość: Wydawnictwo Post WYDAWNICTWO POST - CD. ODPOWIEDZI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 15:06
      w postaci będącej parę lat temu obiektem żartów
      nieszczęsnej „Fredzi Phi-phi”- zbyt dosłownego tłumaczenia
      tytułu „Winnie-the-Pooh”, bardziej znanego u nas pod prostszą
      nazwą „Kubuś Puchatek”. Jak widać, zawsze jest to kwestią
      indywidualnego wyboru tłumacza, który tłumacząc tekst musi mieć
      jednak jakąś zwartą koncepcję tego co robi. Dokonując
      przekładu „Vendetty” Jacek Malczewski taką koncepcję bez
      wątpienia miał. Dyskutowaliśmy z nim na ten temat wielokrotnie,
      i mieliśmy okazję do dokładnego określenia szczegółów związanych
      z polskim wydaniem. Ufamy, że spełnia ono oczekiwania polskiego
      Czytelnika.

      Z poważaniem

      Andrzej i Marek Rabenda
      Wydawnictwo Post
      www.post.krakow.pl
      • Gość: HyLo Re: WYDAWNICTWO POST - CD. ODPOWIEDZI IP: *.phils.uj.edu.pl 21.11.03, 19:52
        Dziękuję Panom za tę odpowiedź. Dlaczego? Po kolei.

        Wilekim fanem komiksu nie jestem, wole wydawać forsę na książki, ale po
        przeczytaniu jakichś 20 stron Vendetty w Empiku po prostu musiałem ja kupić. I
        nie żałuję, bo to po prostu genialne. Czytam bez przerwy i polecam wszystkim
        wokół.

        Potem trafiłem na recenzję Orlińskiego i odpowiedź Malczewskiego. Skutek był
        taki, że poczułem sie wkurzony, ze takie kutasy (przepraszam) na mnie
        zarobiły. MOgłem po prostu ten komiks od kogos pożyczyć i tez byłoby dobrze.
        Forma, w jakiej wasz tłumacz odpowiedział była poniżej wszelkiej krytyki. "Co
        to, ktoś osmielił się mieć do mnie jakieś zarzuty? DO MNIE? No to musi być buc
        i złamas. Zaraz mu dokopię". Po prostu zenujące, zagrywka w stylu
        rozpieszczonego bachora. Nie dyskutuje tu teraz o racjach obu stron, tylko o
        prezentowanej przez nich kulturze osobistej.

        Wasz list po pierwsze, pokazał mi, ze nie wszyscy związani z wydaniem V są
        kutasami ;-), więc te 60 zł to nie taka wielka strata, a po drugie zawiera
        przyzwoitą argumentację na obronę np. nieumieszczania przypisów.

        Na przyszłość pozwólcie Malczewskiemu tłumaczyć, ale jak najdzie go ochota
        wypowiadać się publicznie, kneblować bez wahania! Dobrze to zrobi na PR firmy.

        pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka