gornhard
08.02.09, 21:14
Prosiłbym o bezlitosną <acz w miarę obiektywną> ocenę fragmentu mojej
powieści.
Pozdrawiam i z góry dziękuję
---
Ciemna, mroźna noc, a wokół nic, co mogłoby przykuć uwagę Roberta
bardziej niż płonące zgliszcza jego dawnego domu. Tak jakby fizyczne
zniszczenie przeszłości mogło ją wymazać z pamięci. Ale to nie miało
znaczenia. Rozkoszował się widokiem płomieni tańczących w oknach
starej kamienicy, powoli wpełzających do jego dawnego pokoju i
nieśmiało majaczących za zasłonami. Światło przebijające się przez
ciemny granat materiału narastało z każda chwilą, aż w końcu po
zasłonie wpełzł czysty ogień i pochłonął ją z przerażającą łatwością.
W pokoju panowało piekło. Na ścianach dopalały się plakaty, ponad
językami ognia powoli unosiły się fragmenty spalonych zdjęć...
- Masz ognia?
Z rozkojarzeniem uniósł głowę. Stała nad nim ładna brunetka,
przypatrując mu się badawczo. Musiał naprawdę dziwnie wyglądać
przyglądając się pożarowi z uśmiechem na ustach. Aż dziwne, że
podeszła.
- Tak, mam – odpalił jej papierosa.
Powinna podziękować i odejść, ale tylko zaciągnęła się papierosem.
- Coś jeszcze?
- Masz dziwny wyraz twarzy, jakby ten ogień cię fascynował, a nie
przerażał.
Masz dziwny zwyczaj nagabywania facetów – pomyślał, ale nie
powiedział tego.
- Bo mnie fascynuje – zaciągnął się mieszaniną powietrza i dymu. -
Fascynuje i intryguje. Zachwyca mnie to jak szybko i skutecznie robi
to, na co ja nie miałem odwagi i siły przez tyle lat. - spojrzał na
nią – Masz rację, nie wszystko z moją głową jest w porządku.
Przestąpiła z nogi na nogę i zamyślona zaciągnęła się papierosem, po
chwili usiadła na ławce obok niego.
Co robisz?
- Chyba potrzebujesz się komuś wygadać. Historie złamanych rodzin,
nieszczęśliwego dzieciństwa, ojca alkoholika, matki despotki i inne
dramaty mam w małym paluszku. Nie przestraszysz, ani nie zaskoczysz
mnie. Więc daj mi siebie wysłuchać.
Ładnie pachniała, właśnie tak! Piękna dziewczyna chce wysłuchać jego
łzawej historii, a on potrafi tylko stwierdzić, że ładnie pachnie. To
nie były perfumy, albo nie tylko one. Czuć było od niej świeżość i
słodycz. Przyjrzał się jej twarzy. Była wyjątkowo jednolita, nic w
jej powierzchowności nie kłóciło się ze sobą, była bez makijażu,
naturalna tak jak jej zapach. To tak inne od większości dziewczyn w
jej wieku. Miała w sobie coś z owieczki chcącej zagadać do wilka.
Bezmyślność zmieszana z brakiem instynktu samozachowawczego.
- Moja opowieść... – spojrzał jej w oczy. - jest inna niż wszystkie.
Nie znajdziesz w niej rodziny w rozsypce, potwora w masce ojca, ani
matki w mundurze SS. Wyobraź sobie, że można nienawidzić idealnego
życia. Wyobraź sobie, że można tak kochać, aż nienawidzić, niszczyć
co się kocha, by mniej cierpieć.
- To nic nowego. Wyobraź sobie, że ilu ludzi tyle dramatów, a część z
nich pewnie pokrywa się z twoim.
Oczy jej zaświeciły. Pewnie była bardzo pewna tego, co mówi.
- Gdybym mógł ci opowiedzieć, gdyby mi to pomogło i gdybyś ty mogła
to zrozumieć, pewnie byśmy porozmawiali o moim zasranym życiu, ale
nic z tego. Bo widzisz, to niemalże tajne.
Znów te oczy, one tak wiele mówiły. Teraz była zaintrygowana, chyba.
- Jestem Ania.
Wyciągnęła do niego dłoń. Miała jasną, delikatna skórę. Nic
nadzwyczajnego, a jednak...
- Robert.
Uścisnęli sobie ręce. Ciepła i miękka dłoń w jego zimnej i twardej.
To było dziwnie przyjemne, choć nic nieznaczące. Głupek! - skarcił
się w myślach. I po co mu to było? Już zaraz miał wstać, pójść w
swoją stronę i pewnie nigdy więcej jej nie spotkać...
- To twój dom, prawda?
W jej oczach tyle się działo! Nie lubiła ciągnąć kogoś za język, nie
była do tego nawykła. Ludzie zazwyczaj już po kilku minutach
przelewali się jej przez ręce, tak potrafiła uderzyć w odpowiednią
strunę. Aż tu nagle usiadła przy głazie, próbując wyrwać z niego jego
opowieść, kiedy ten głaz był ledwie zdolny odpowiadać jej na pytania.
Tak, była zaintrygowana.
- Kiedyś tak.