Dodaj do ulubionych

Prośba o opinię

29.04.09, 17:09
Witam wszystkich,
Pierwszy raz zamieszczam coś na tym forum. To fragment powieści, którą właśnie kończę. Z uwagą wczytam sie w Wasze opinie, o ile ktoś zada sobie trud...:)

(...) Rysio w garniturze specjalnie odświeżonym przez matkę stał naprzeciw wejścia do kościoła. Słońce niemrawo przezierało przez chmury.
- Augustynie, przyjmij znamię Ducha Świętego – usłyszał i poczuł na czole dotyk wilgotnego krzyżma. Biskup uśmiechnął się do niego i na krótkie „amen” skinął głową.
Dokonało się, Duch Święty wreszcie napełnił duszę Rysia Augustyna, który czekał na tę chwilę w uniesieniu przez cały okres nowenny. Już dawno wymazał z pamięci pychę chłopca, co chciał zostać księdzem, a gorliwa pokuta pozwoliła mu lepiej zrozumieć naturę swego wyboru. Umocniony w wierze, przyjął namaszczenie z otwartym sercem, jak nakazywał katechizm. Dobre słowo proboszcza znów wsparło go w obliczu świętego Sakramentu.
I gdy tak stał przed wrotami kościoła, chłonąc światło Pana rozchodzące się w nim niebiańską miłością, wzrok jego spoczął na przyjmującej właśnie Sakrament dziewczynie w jasnej sukience.
Chodziła do równoległej klasy, tyle Rysio Augustyn wiedział, i nazywała się Ela Krochmal. Była dziewczynką nieco od niego niższą, zgrabną i mającą w sobie czarujący powab. Należała do tych podstarzałych lolitek, które w gronie koleżanek znajdują się zawsze w centrum i nigdy nie lawirują na obrzeżach kółka. Są punktami odniesienia, zarówno dla rówieśniczek-satelitek, jak i młodzieńców omiatających szkolne korytarze posępnym wzrokiem klasowych osiłków. Jako obiekty marzeń stają się sprawczyniami najskrytszych chłopięcych pragnień. Na widok takiego na przykład Andrzeja Młynarskiego, powtarzającego drugi raz siódmą klasę, z oczu Eli Krochmal natychmiast wystrzeliwały niewidzialne promienie-wabiki, głowa nieznacznie przechylała się w lewo, a dłoń wędrowała w stronę ucha, aby wygładzić kosmyki włosów, które wysuwały się sponad lekko odstającej małżowiny. Wtedy Ela Krochmal przenosiła ciężar ciała na prawą nogę. Wiedziała, że w ten sposób może zaprezentować swą lewą, większą pierś w najkorzystniejszym świetle, w pełni jej świeżego rozrostu, a odsłaniając bok szczupłego ciała poprzez uniesienie ramienia, wystawiała na widok Młynarskiego cudowny dla jego oczu obraz miodomlecznego organu z wypustkiem rysującym się pod cieniutką sukienką. Była pewna, że kroczący korytarzem młodzieniec musiał w końcu skierować chmurne spojrzenie na jej figurę zaklętą w boskie kształty, upiersioną już w sposób dojrzały, z biodrem wygiętym w półmisek, świadczącym o finalnej fazie biologicznego modelowania, jaką właśnie przechodziła. I zawsze dopinała swego.
Niewątpliwie była dumna ze swej tak pięknie rozkwitającej kobiecości, i nawet w momencie namaszczania, który ze zdumieniem obserwował Rysio Augustyn, nie zapomniała wysłać biskupowi anielskiego uśmiechu, mogącego stopić serce najtęższego pustelnika. Duchowny pozostał jednak nieczuły na ostentacyjny rumiany uśmiech i po dopełnieniu rytuału, bez słowa przesunął się ku następnej pannie. Za to zupełnie inaczej uśmiech ten podziałał na Rysia Augustyna: pochmurny dzień rozświetlił się nagle, jakby światło jakieś niesłoneczne wylało się blado-ciepłą lawiną na świat wokoło kościoła. Fakt, że chmury rzeczywiście w tym momencie przepuściły trochę słońca nie ma tu nic do rzeczy. Chłopiec kosztował właśnie pierwszego miłosnego zauroczenia.
Grzech pożądania zawładnął Rysiem Augustynem i przez całe wakacje wysysał z niego siły duchowe nie oszczędzając również mocy fizycznej. Pod koniec sierpnia, kiedy od bierzmowania minęło kilka miesięcy, wzmógł nawet swe natężenie w związku ze zbliżającym się początkiem roku szkolnego. Ela Krochmal, jako wzorowa uczennica, wybrała miejscowe liceum, a na dodatek okazało się, że będzie chodzić do tej samej, co Rysio Augustyn klasy B, o profilu ogólnym.
Nie było w jego mocy pomówić o problemie z Ambrożym. Co by się stało, gdyby ten święty mąż dowiedział się o tak potwornym grzechu, jaki w całej swej ohydzie spadł na Rysia Augustyna, i to właśnie w chwili, gdy z nadzieją cieszył się na przyjęcie Ducha Świętego. Wmawiał sobie, ze Bóg najpewniej postanowił doświadczyć go bardziej od innych; specjalnie przygotował widowisko, jeszcze jedną próbę, aby Rysio Augustyn mógł uwierzyć, że z wybranej drogi życiowej nie zmiecie go najsilniejszy nawet wicher. Czyż mogło istnieć inne wytłumaczenie? Koszmarny zbieg okoliczności - jego wzrok osiada na twarzy Eli Krochmal, wskutek czego plugawe doznanie zmysłowe bezcześci napełniającą go moc Ducha! To nie przypadek! W ten sposób mogła przebiegać wyłącznie interwencja Najwyższego, Rysio Augustyn nie miał co do tego wątpliwości. Przeprowadzona z ujmującą celowością stawała się subtelnym znakiem wyższej konieczności i dowodem łaski.
Świadom powagi sytuacji, postanowił jak najprędzej przystąpić do intensywnej pokuty i serii umartwień będących wybawieniem od przepalającego mu wnętrzności hormonalnego tańca. Okres wakacyjny sprzyjał tego rodzaju praktykom, nie narażał Rysia Augustyna na zbyt częste kontakty z kolegami ze szkoły. Chłopak czuł się wolny. Rozmyślania o Eli Krochmal gasił w sobie od pierwszej chwili i pokrzepiał się codzienną długą lekturą Pisma i Ojców Kościoła. Niejeden raz wracał do Wyznań, gdzie odnajdywał pokrewną duszę i utożsamiał się w wewnętrznej walce z genialnym autorem. Szukał odpowiedzi na gnębiące go potwory chuci u świętego Pawła, wyobrażał sobie, jak tenże apostoł zmagał się z własną słabością i w modlitwie prosił o siłę, która pozwoli mu zwyciężyć w odwiecznym boju.
Obok litanii różańcowych, regularnego postu, całodniowej uwagi skupionej na sprawach religijnych, wzywania pomocy u świętych i wczytywania się w życiorysy ojców pustyni, pod koniec sierpnia zmuszony był dopełnić pokuty i zaaplikować sobie serię umartwień fizycznych. Zaczął od wstrzymywania moczu. Sikał dopiero wtedy, gdy ból pęcherza podchodził aż do serca i pierwsze kropelki uryny, mimo walki z przeklętą fizjologią, złociły mu majtki. Po kilku dniach wpadł na pomysł przewiązywania sobie napletka wędkarską żyłką, co tamowało napływ moczu, ale prowadziło do nieznośnego wręcz bólu.
Kilka razy dziennie schładzał w zamrażalniku wodę, napełniał nią litrowy słoik i pławił w nim nabrzmiałego członka, trzymając go tak długo, aż silne cierpienie uniemożliwiało wydłużanie umartwienia. Tuż przed snem, gdy jego myśli stawały się zbyt dosadne, chłostał go skręconymi w małe supełki sznurówkami, odmawiając "Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej"… i "Proszę, Panie, Boże wielki i straszny", potem podszczypywał go za pomocą ojcowskich kombinerek, wreszcie ponownie pławił w słoiku, żałując, że przygotowana zawczasu woda nie miała już odpowiednio niskiej temperatury.
Niestety, heroiczne męczeństwo nie miało końca – po każdym akcie umartwiającym, penis wprawdzie przechodził w stan uśpienia, jednak w końcu budził się znowu i Rysio Augustyn czuł, jak potężnieje z każdą sekundą, aż wreszcie przybiera nienawistny kształt stwardniałej maczugi. Przydarzało się to w najmniej sprzyjających okolicznościach: w sklepie, przy obiedzie, na spacerze i – to było nade wszystko przykrym dla Rysia Augustyna doświadczeniem – podczas posługi ministranckiej. Próbował ukrywać kompromitujący stan i poruszać się w normalny sposób. Odrzucał myśli o diabelskich sztuczkach, o podstępach złego, a uwagę kierował na czyste myśli przebłagalne. Nie zawsze metody te były skuteczne. Fallus miał w pogardzie gorące modlitwy i nie lękał się najsroższych umartwień. Na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy wspomnienie Eli Krochmal zobrazowało się niezdrowo, Rysio Augustyn – będąc w stanie skrajnego niemal wyczerpania ciągłą pokutą i poczuciem winy – zaczął poważnie rozmyślać o ucięciu krnąbrnego instrumentu, którego natura, będąc całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa i chrześcijańskiej pokory, musiała pochodzenie grzesznej inklinacji wywodzić od szatańskiego ducha.
Obserwuj wątek
    • f-ox Re: Prośba o opinię 04.05.09, 17:39
      Chyba niezłe, rokuje, ale daj fragment z dialogami, bo jeśli całość jest tak
      pisana jak ten fragment, to byłaby zbyt ciężka do strawienia.
      • ariz Re: Prośba o opinię 05.05.09, 08:45
        f-ox, dziękuję i wstawiam krótki dialog, zgodnie z prośbą, taki pierwszy z brzegu:

        Elżbieta Rymanek stała tuż przed drzwiami zakrystii. Paliła agresywnie. Na widok Augustyna, natychmiast ruszyła w jego stronę. Zrozumiał, że czekała właśnie na niego.
        - W co ty pakujesz Janusza? Co? – bez ogródek spytała wydmuchując dym niemal w jego twarz.
        - Ela… to wszystko…
        - Nie chcę, żeby mój syn mieszał się w te sprawy. Rozumiesz to? Robi z siebie pośmiewisko. Nie widzisz tego? Co to za dyrdymały o jakiejś relikwii, kościach? Co za brednie?! Rysiek, czy ty zdajesz sobie sprawę, co robisz?!
        - Janusz zawsze był bardzo blisko kościoła, wiesz o tym, i to wbrew tobie, więc co chcesz, żebym zrobił? Zabronił mu? On sam się angażuje.
        - Ale ja tego nie chcę! Nie po to robię wszystko, żeby miał jakiś start w życiu! Nie będę słuchać, jak brnie w jakąś bzdurę.
        - Nie możesz mu zabronić przychodzić.
        - Nie mogę. Ale mogę zrobić coś innego – nie dokończyła zdania, jakby chciała zostawić w domyśle coś, co Augustyn bardzo dobrze znał.
        Domyślił się, że Ela nie żartuje. Przydeptała niedopałek stanowczym przytupem i zaczęła zapinać czarny płaszcz.
        - Jeżeli nie dasz spokoju mojemu synowi, skończy się to w kurii – powiedziała – skończy się dla ciebie źle.
        - Nie rozumiem, co …co niby się skończy?
        - Ty się skończysz, Rysiek. Ty. Na zawsze.
        - Zaczekaj, porozmawiajmy o tym, wytłumaczę ci…
        - Już kiedyś rozmawialiśmy, tu nie ma nic do dodania. To jest mój syn. Mój! I nie pozwolę, żebyś mu marnował życie. Otumaniłeś go, bo nie poświęciłam mu czasu, bo go nie obroniłam przed waszymi metodami, nie zareagowałam odpowiednio wcześnie, gdy był ministrantem. To mój błąd, którego więcej nie popełnię.
        - Ela, posłuchaj, to, co się właśnie dzieje, to coś niezwykłego… to ważne dla nas, dla całego miasta, a nawet więcej. Wy tego jeszcze nie rozumiecie. To prawdziwa, wspaniała relikwia, to odmienia życie, moje, twoje, Janusza, wszystkich…
        - Albo jesteś głupim szarlatanem i sądzisz, że uda ci się z ludzi zrobić idiotów, albo jesteś jeszcze głupszym szarlatanem, bo nieświadomym. Co ty chcesz osiągnąć? Ojcem Pio chcesz zostać? Bo jak tak, to trochę ci brakuje.
        Augustyn czuł, jak serce zaczyna mu walić niczym ogromny młot.
        - Przyszłaś tu po to, żeby mi to powiedzieć? Tylko po to? – spytał.
        - Nie, nie tylko, ale reszta to już nie twoja sprawa. Pamiętaj, mój syn kończy z tym. I tym razem nie będę się powtarzać w nieskończoność. Naprawdę, zrobię, co będzie trzeba. Dobranoc.
        Odwróciła się i odeszła.
        Patrzył jak oddala się leniwym krokiem, na pierwszy rzut oka niedbałym, a jednak niosącym w sobie nieosiągalny dla wielu kobiet kolaż zmysłowej gracji i naturalności ruchów. Powoli dotarła do płotu przy drodze i nie odwróciwszy się ani raz, skręciła na chodnik.
        • f-ox Re: Prośba o opinię 05.05.09, 22:47
          Brzmi nieźle! A napisane jest, jak mi się zdaje, bez zarzutu.
          • ariz Re: Prośba o opinię 06.05.09, 01:20
            W istocie te dwa fragmenty są tak różne, gdyż opisane w nich wydarzenia dzieli wiele lat, stąd w opisie przeszłości (ten pierwszy fragment) nieco odmienna narracja. Tak czy owak, dziękuję za trud przeczytania :)
    • ariz Re: Prośba o opinię 16.05.09, 10:56
      Hej, czy jeszcze ktoś z Was mógłby powiedzieć coś konstruktywnego na temat zameszczonych przeze mnie fragmentów? Czyżby aż tak nudą powiały, że nie da się ich czytać?
      • nobullshit Re: Prośba o opinię 17.05.09, 03:33
        ariz napisał:
        > Hej, czy jeszcze ktoś z Was mógłby powiedzieć coś konstruktywnego
        > na temat zameszczonych przeze mnie fragmentów? Czyżby aż tak nudą
        > powiały, że nie da się ich czytać?

        Maruda z Ciebie:) Wszyscy mamy jakąś pracę i życie osobiste. Bo, wbrew pozorom,
        życie nie kończy się na forum :) A wątków z prośbą o ocenę pojawia się sporo.

        Ja akurat konstruktywnie Cię nie skrytykuję, bo mi się podoba.
        Pierwszy kawałek w najlepszym stylu kultywuje tradycje bildungsroman
        i mnie ten zwarty, gęsty tekst mi nie przeszkadza. Lubię takie pisanie.
        A potem mamy przeskok o kilkanaście lat. Nie wiem, jak to chcesz rozwiązać w
        książce, ale zestawienie tych dwóch fragmentów naprawdę było niezłe i zaskakujące.

        Wystarczy? :)
        • ariz Re: Prośba o opinię 17.05.09, 08:39
          Dziękuję nobullshit. Wystarczy. Skoro przymarudziłem, kajam się. Oczywiście, rozumiem, że forum to nie wszystko, tylko... ja już tak dawno teksty wrzuciłem. W każym razie, doskonale rozumiem, że przeczytanie i dodanie jeszcze paru słów komentarza jest ze strony Ciebie i innych zupełnie bezinteresownym poświęceniem czasu i uwagi. To bardzo wiele i umiem to docenić, niezależnie od opinii.
          Co do Twoich uwag, rzeczywiście, cały rozdział to taki bildungsroman. Jest w książce jeszcze jeden taki, z nieco innej perspektywy. Pozostałe opisują wydarzenia współczesne z nieco większym naciskiem na "dzianie się", aktywność bohaterów.
          Pozdrawiam :)
    • nobullshit Re: Prośba o opinię 17.05.09, 13:04
      Spójrz na to tak: może postów jest mało, bo nie ma się do czego przyczepić. :))
      A im tekst gorszy, tym dłuższy wątek. Zazwyczaj. (Nie chcę generalizować.)
    • ojuciasan Re: Prośba o opinię 17.05.09, 15:27
      Nobullshit ma rację - ten kawałek jest na takim poziomie, że czego od nas
      wymagasz? Pieśni pochwalnych?... ;-) Pisz ciąg dalszy, bo chciałabym zobaczyć
      Twoją książkę w księgarni. Pozdrawiam!
      • ariz Re: Prośba o opinię 17.05.09, 16:45
        Ech, nie wpadłem na to...:) Nie truję więcej w takim razie. Powieść niemal ukończona, ale przed poprawkami. O ewentualnym zaistnieniu w postaci książkowej, powiadomię Szanownych Forumowiczów. Tymczasem, z przyjemnością będę śledził rozwój forum i od czasu do czasu coś skomentuję :) Pozdrowienia!
        • jacek1f no to zmień jeszcze ten jej krok 17.05.09, 20:10
          z leniwego... bo zazgrzytało po przeczytaniu nerwowej, wręcz agresywnej rozmowy, to powolne i niedbałe odejscie:-) Nienaturalne zakończenie takiej rozmowy.

          "Patrzył jak oddala się leniwym krokiem, na pierwszy rzut oka niedbałym..."

          a tak, to jak inni - pisz pisz.
        • nobullshit Re: Prośba o opinię 18.05.09, 02:18
          ariz napisał:
          > Ech, nie wpadłem na to...:)

          Wasza Skromność :) Ale niewątpliwie skromność wychodzi książkom na zdrowie.
          Poprawiaj, spróbuj wydać i melduj nam się tutaj. Tymczasem trzymam kciuki.
          • ariz Re: Prośba o opinię 18.05.09, 08:27
            No tak, teraz to już nie mam wyjścia :) Wypadnie mi więc pobywać tu niekiedy w formie czynnej. Za kciuki jestem wdzięczny...
    • czepialska Re: Prośba o opinię 20.05.09, 10:49
      Dla mnie bomba! Dawno, oj dawno nie było tu czegoś co dorównałoby
      temu fragmentowi!
      Wielkie brawa!!! O ile reszta jest tej samej próby :)
      • ariz Re: Prośba o opinię 20.05.09, 17:39
        Czepialska, czuję się z lekka onieśmielony, bo jeśli spotykamy się wyłącznie z pozytywnymi opiniami, to doprawdy - rośnie w nas poczucie absurdu :), choć oczywiście samo to doznanie w takich okolicznościach wypada uznać za niezwykle miłe. Czy reszta tej samej próby? Mam nadzieję. Tekst dość spory, prawie 680 tys. znaków. Ale zapewne powycinam sporo, więc nieco się zmniejszy. Starałem się na przestrzeni całości dbać o to, aby styl się nie chwiał, choć są słabsze i lepsze fragmenty. No cóż, teraz czas na odleżyny..., potem korekta.
        Dzięki serdeczne za tak sympatyczną opinię :). Cieszę się, że tekst przypadł Wam do gustu. Uwaga "spostrzegawczego" Jacka1f :) cenna i przy poprawkach wezmę ją po uwagę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka