Dodaj do ulubionych

Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta"

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 21:37
Idę o zakład, że Witold Bereś aż się obślinił na myśl o tym, jak
będzie mógł ładnie jedną krótka recenzją zrobić laskę Michnikowi.
Więc niech nie ściemnia, że mu się trudno pisało. No, ale to
takie tam uwagi poboczne, natomiast chciałem wyrazić swoje
oburzenie na tego pismaka z powodu mieszania tego zbira Michnika
z śp. Kisielewskim. Otóż Kisielewski wypowiadał się o tym gnoju
Michniku umiarkowanie pochlebnie do połowy lat
dziwięćdziesiątych, aczkolwiek i wtedy nie krył swojego poglądu
na Michnika, że jest umiarkowanym kolaborantem i karierowiczem.
Potem Kisielewski zaostrzył swoje zdanie o Michniku, uważając go
po prostu za kolaboranta.

Nie wspominam już nawet o zdaniu takich ludzi jak śp. Herbert,
które to zdanie wyraził on w wywiadach (uważał Michnika ze
niezbepiecznego wyszczekanego demagogicznego typka), za co
zresztą gadzinówa Wybiórcza obrabiała mu dupę, zresztą przy
pewnym współudziale niesławnej małżonki Herberta, która okazał
się - co to dużo mówić - dziwką, niegodną wybitnego poety.

Obserwuj wątek
    • Gość: tez Nowak Re: Adam Michnik IP: *.Linguistics.Berkeley.EDU 10.12.03, 23:01
      Kisiel zmienil zdanie o Michniku w polowie lat dziewiecdziesiatych? I zza grobu to przekazal swiatu? (Zmarl w 1991).

      Co do wywiadu z Herbertem zgoda, do dzisiaj pamietam, jak mi sie dlonie w piesci zaciskaly jak to czytalem. Ale winilbym
      bardziej tego cynicznego drania Zakowskiego niz kobiete, ktora badz co badz wiernie stala przy boku Ksiecia Poetow przez
      kilkadziesiat lat.
    • dr.krisk Szanowny Pan się pomylił. 10.12.03, 23:10
      Tu jest forum dyskusyjne.
      Toaleta jest na prawo.
      KrisK
      • Gość: August B.-W. Re: Szanowny Pan się pomylił. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 19:56
        No to nie rób Pan pod siebie z zachwytu, tylko idź Pan tam, bo śmierdzi.
    • Gość: elisa Re: Adam Michnik IP: *.Red-81-40-190.pooles.rima-tde.net 11.12.03, 04:42
      Adam Michnik jest jednym niewielu prawdziwych intelektualistów w
      Polsce, jego ksiazki sa wspaniale, madre. Tej ostatniej jeszcze
      nie czytalam, ale zrobie to napewno.
      Uwaga do niejakiego "Nowaka": gdyby cos takiego wyszlo spod
      klawiatury mojego komputera, bardzo bym sie tego wstydzila. Ktos
      kto wypluwa z siebie slowa obrazliwe, nienawistne po prostu nie
      jest w stanie, nie potrafi rozumowac. Owszem, technologia dla
      mas, ale dlaczego dla tak ciemnych?
      • Gość: jewropa dla Elisy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.03, 09:46
        Gdyby jeszcze eliso wytłumaczyła ciemniakom dlaczego Adam tak nie lubi
        antysemitów i jednocześnie pije bruderszaft z Jaruzelskim, ktory w 1967/68
        złamał zycie wielu oficerom pochodzenia żydowskiego?
      • lalka_01 Re: Adam Michnik 11.12.03, 10:19
        Gość portalu: elisa napisał(a):

        > jego ksiazki sa wspaniale, madre.
        Ktore????
        Ktos
        > kto wypluwa z siebie slowa obrazliwe, nienawistne po prostu nie
        > jest w stanie, nie potrafi rozumowac.
        Czego? Wielkosci Michnika?
        Owszem, technologia dla
        > mas, ale dlaczego dla tak ciemnych?
        Sama sobie czasami zadaje to pytanie.....
      • Gość: bartosz k. Re: Adam Michnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.03, 14:02
        Tekst niejakiego Nowaka, rzeczywiście, bardzo wulgarny.
        Zaliczenie jednak Pana Michnika do wybitnych intelektualistów
        uważam za nadużycie.
        Pozdrawiam
    • Gość: Mariusz Z Re: Adam Michnik IP: *.mimuw.edu.pl / 10.1.4.* 11.12.03, 13:50
      Michnik - to taki nawiedzony pseudo-intelektualista przy tym
      gracz niszczacy oponentow bez litosc- chcialbym przyopomniec o
      artykule niejakiego Sergiusza Piaseckiego ktory w wyjatkowo
      metnym tekscie sugerowal ze wszyscy co nie popieraja akcji
      tropienia antysemitow w Poslce sami sa antysemitami - zadnych
      faktow ale sugerujace pytania itp Ohyda. To takie typowe ohydne
      obrzucanie blotem swoich przeciwnkow ideowych a rownoczesne
      Michnik brata sie z Jaruzelskim ktory w 68 roku bral udzial w
      antysemickiej hecy - czy uwaza ze ta kanalie Kiszczaka (majacy
      niewatpliwe krew na rekach) to czlowiek honoru - ale jaki to
      honor? Taki honor jaki intelektualizm Michnika - skadinad jego
      teksty to grafomania pelan geba - nadete a jak scisnac nic nie ma.
    • Gość: Marek Re: Adam Michnik IP: *.bracz.edu.pl 11.12.03, 14:22
      Zawiodłem się. Ani słowa o najlepszym przyjacielu p. Adama Jerzym Urbanie.
    • Gość: Kuba re IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.03, 15:33
      Cały czas zastanawiam sie dlaczego te masy antymichnikowe,
      antygazetowe, czystonarodowe itp. muszą pisywać tutaj; muszą
      czytać te artykuły i tylko niepotrzebnie psuc sobie krew. czy
      bradziej odpowiednie dla niech gazety nie mają swoich forów? czy
      nie możecie sie szanowni państwo przenieść gdzie indziej?

      • Gość: AUGUST B.-W. MASy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 20:01
        Nie, bo lubimy, jak ciemne masy się wnerwiają...
    • Gość: Kowalski Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego decydenta" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.03, 16:27
      Adaś nowym słoncem naszego narodu,on nietykalny i czysty,jedyny godzien by
      sumieniem naszym , ojcem i promykiem madrosci byc.
      Nic ze wódke z najlepszym swym przyjacielem Urbanem pija omawiajac sprawy dla
      narodu istotne.
      Nic ,ze przed komisja sledcza pajaca z siebie robi broniac niezręcznie
      ewidetnie winnej szajki w imie nie wiadomo czego (a moze własnie wiadomo ?).
      Nic, ze na pytanie Koledy potrafi szałem odpowiedzieć ,Rokite obrażać i sprzed
      komisji uciekac gdy nie w smak mu odpowiedzi udzielic.
      Nic to ze nagrode Masłowskiej trza przyznać za dzieło kultury pełne a Herberta
      opluc i pogrzebać.
      Jemu to wolno ,bo on jedyny sprawiedliwy dusze nasze juz urobił.Sam przeciez
      komune obalił,reszta na smietniku histori,bohaterowie zapomniani.On
      pozostał ,smietanke z komuchami spija.Czasem sie pokłócą,ale co tam to wszak
      jedna wielka ,Polske kochajaca rodzina.
      • Gość: rumba Re: Adam Michnik IP: *.acn.waw.pl 11.12.03, 16:34
        Kowalski...
        przecietność
        miernota
        średnia statystyczna
        NIC...
        • Gość: Kowalski Re: Adam Michnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.03, 12:33
          Rumbo szanowny(a) ,zamiast obrazać wszystkich Kowalskich swiata i mnie w
          szczególnosci lepiej bys moze sie ustosunkował(a) do tresci mego maila.
          A tak to z twego komentarza wynika jeno, że przeciętny Polak,Kowalskim zwany to
          dla Ciebie miernota,przecietnośc i zero.
          Ty jak rozumiem za nieprzecietnego sie uwazasz,moze i tak jest.Pogarda dla
          maluczkich i przecietnych to przeciez styl tych co za lepszych sie uwazaja.
          Gratuluje tez argumentów ad personam a raczej ad nickonam ,do tych uciekaja sie
          zawsze Ci co nic do powiedzenia nie mają.
      • lena_magda Najpierw Nowak, potem Kowalski 11.12.03, 21:17
        A potem? Kwiatkowski? Wieczorek? Czy może też Wiśniewski - oczywiście spod
        znaku Janka nie Michała...

        Co sądzić o człowieku, który nie ma dość odwagi, by twardo przyznawać się do
        swoich poglądów? Zresztą treść jest identyczna w pierwszym i w drugim liście,
        więc domyślić się nietrudno kto to pisał.
        • Gość: Kowalski Re: Najpierw Nowak, potem Kowalski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.03, 12:41
          Wnioskuje z Twoich insynuajcji że ja i Nowak to jedna osoba.Nie jest tak.
          Tego drugiego o nieprzyznawaniu sie do swych pogladów nie rozumiem.Chodzi Ci o
          to ze nie podpisuje sie imieniem nazwiskiem i adresem??? Taka tu panuje
          moda,wychylał sie nie będę.
          A moze sugerujesz zem komuch,antysemita czy cos w tym stylu??
          Zmartwie Cie ,tez nie .Na komucha za młodym ,na antysemitę nie uczonym.
          Po prostu uznaje pana Michnika za osobe dwulicowa,kretacza i tyle i pisze to
          wprost posługujac sie wyjatkami zjego zachowań które moim zdaniem na to
          wskazuja.Nic nie sugerujac jak Ty w moim przypadku.Bo jezyk sugesti i domysłów
          to jezyk z najgłebsza komuna mi sie kojarzący i z tego samego powodu
          obrzydliwy ,pani magdaleno nietrudno domyslic sie kto.
    • ada08 Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" 12.12.03, 09:36
      Gość portalu: Nowak napisał(a):

      > Idę o zakład, że Witold Bereś aż się obślinił na myśl o tym, jak
      > będzie mógł ładnie jedną krótka recenzją zrobić laskę Michnikowi.
      > Więc niech nie ściemnia, że mu się trudno pisało. No, ale to
      > takie tam uwagi poboczne, natomiast chciałem wyrazić swoje
      > oburzenie na tego pismaka z powodu mieszania tego zbira Michnika
      > z śp. Kisielewskim. Otóż Kisielewski wypowiadał się o tym gnoju
      > Michniku umiarkowanie pochlebnie do połowy lat
      > dziwięćdziesiątych, aczkolwiek i wtedy nie krył swojego poglądu
      > na Michnika, że jest umiarkowanym kolaborantem i karierowiczem.
      > Potem Kisielewski zaostrzył swoje zdanie o Michniku, uważając go
      > po prostu za kolaboranta.
      >
      > Nie wspominam już nawet o zdaniu takich ludzi jak śp. Herbert,
      > które to zdanie wyraził on w wywiadach (uważał Michnika ze
      > niezbepiecznego wyszczekanego demagogicznego typka), za co
      > zresztą gadzinówa Wybiórcza obrabiała mu dupę, zresztą przy
      > pewnym współudziale niesławnej małżonki Herberta, która okazał
      > się - co to dużo mówić - dziwką, niegodną wybitnego poety.
      >

      Co za plugastwo ! (Ten post, żeby nie było wątpliwości)
      a.
      • dr.krisk Zawsze, przy takich postach... 12.12.03, 10:06
        .. zastanawiam się, jak wyglada autor owych pomyj. Może to jakiś schludny
        staruszek z niebezpiecznym błyskiem w oku? Albo lekko tęgawy Wszechpolak z
        niezaleczonym trądzikiem (przepraszam za nieapetyczne szczegóły, ale jakoś tak
        ich widzę).
        Ciekawe.
        KrisK
        • Gość: jewropa Do Kriska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.03, 10:32
          Nie ma jak to nieźle stypizowane postaci. Albo staruszek albo Wszechpolak z
          trądzikiem. Wg Ciebie tylko skrajne przypadki nie lubią Michnika? A co na to,
          że może istnieć modelowy czytelnik, który nie jst fanem Giertycha i
          jednocześnie krew go zalewa gdy czyta w GW o tym jaK TO DOBRZE, ŻE UKARANO
          ARGENTYŃSKICH Generałów, a nic sie nie wspomina o Kiszczaku i Jaruzelskim. Ba,
          hołubi się ich.
          • dr.krisk Uprzejmie wyjaśniam. 12.12.03, 11:14
            Gość portalu: jewropa napisał(a):

            > Nie ma jak to nieźle stypizowane postaci. Albo staruszek albo Wszechpolak z
            > trądzikiem. Wg Ciebie tylko skrajne przypadki nie lubią Michnika?
            Ciekawi mnie tylko, jak wygląda ktoś, kto pisze takie posty, pełne wyzwisk i
            jadu. Ja bardzo wielu ludzi nie lubię, ale nie miotam na lewo i prawo
            wulgarnymi epitetami. Nie dlatego, że jestem taki wrażliwy, ale po prostu
            oszczędzam je na tych, którzy naprawdę zasłużyli.
            Jeżeli ciebie tytułowy post tego wątku nie razi, no to nic na to nie poradzę.
            KrisK
            • Gość: slunko Re: Uprzejmie wyjaśniam. IP: 145.228.228.* 12.12.03, 11:19
              mnie tez razi. bardzo. ale rece opadaja i odpowiadac sie nie chce...
            • Gość: Marian Re: Uprzejmie wyjaśniam. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.12.03, 16:05
              Doktorze KrisK,
              Co to za argumentacja? ja rozumiem, że można kogoś lubić, ale lubienie też ma
              swoje granice. Oszczedźmy je na tych, którzy naprawdę na to zasłużyli. Przede
              wszystkim podawać jakies argumenty, a nie uprawiać ble ble. Pański oponent
              przynajmniej podał argumenty. Poza tym Pan Adam michnik też lubi puścić wiązkę
              i zmieszać ludzi (a nawet narody) z błotem.
              • dr.krisk Jakie argumenty? 15.12.03, 22:05
                Gość portalu: Marian napisał(a):

                > Pański oponent
                > przynajmniej podał argumenty.
                A mianowicie jakie? I na co? Uprzejmie proszę przeczytać starannie jeszcze raz
                post autora niniejszego wątku, wykreślić z niego wulgarne obelgi i
                pustosłowie.. Co zostanie? Nic.
                Adama Michnika można nie lubić. Ale nie można mieszać go z błotem, bo na to
                absolutnie nie zasłużył. Wiem, że niektórych niezwykle denerwuje to, że zamiast
                wzorem Wielkiego Elektryka stać się Chodzącym Symbolem, dalej zabiera głos,
                wykłóca się i nie daje sobie przyprawić gęby.
                Zastanawiam się, dlaczego to właśnie Michnik jest tak szczerze znienawidzony
                przez Prawdziwych Polaków. W Polsce można zrobić bezkarnie wiele świństw, łamac
                prawo, niedotrzymywać słowa - wszystko to zostanie zapomniane i wybaczone. Ale
                nie wybaczamy zadawania niewygodnych pytań.
                Zresztą, co ja tu piszę. Post autora wątku jest obrzydliwy i tyle. Dziwię się,
                że ciebie nie razi.
                KrisK
                • Gość: Marian Re: Jakie argumenty? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.12.03, 08:32
                  > Adama Michnika można nie lubić. Ale nie można mieszać go z błotem, bo na to
                  > absolutnie nie zasłużył.

                  Ale mamy wolność słowa, demokrację i część ludzi uważa, że zasłużył. Mają nawet
                  argumenty, tylko,że Pan jest zaprogramowany na KOCHAĆ ADAMA i walka z Panem na
                  argumenty jest stratą czasu, przy całym szacunku zarówno dla Pana jak i dla
                  Adama.

                  > Zastanawiam się, dlaczego to właśnie Michnik jest tak szczerze znienawidzony
                  > przez Prawdziwych Polaków.

                  To proste. Zamiast budować Nową Polskę, wybrał kolaborację z Komuchami. To on
                  był pierwszym, który nie chciał lustracji po złożeniu przez Korwin-Mikkego
                  wniosku w Sejmie o rozliczenie bandytów.

                  > W Polsce można zrobić bezkarnie wiele świństw, łamac
                  > prawo, niedotrzymywać słowa - wszystko to zostanie zapomniane i wybaczone.

                  A Michnik może chodzić bezkarnie. Ciekawe jakim cudem mógł opuszczac
                  wielokrotnie Polskę w stanie wojennym? I pisać w celi więziennej, a jak wiadomo
                  na Rakowieckiej nie można było mieć nawet ołówka.

                  > Ale nie wybaczamy zadawania niewygodnych pytań.
                  > Zresztą, co ja tu piszę. Post autora wątku jest obrzydliwy i tyle. Dziwię
                  > się, że ciebie nie razi.

                  Jak napisałem - Michnik też potrafi zelżyć oponentów; i bałamucić opowieściami
                  jakoby AK mordowało Żydów. To są fakty, konkrety, a Ty (Pan) znowu nie podałeś
                  żadnego. Nawet afera z Rywinem ujawniła jego powiążania z establishmentem. WE
                  końcu nie darmo mówi się o nim, że jest wyżej od Prezydenta.

                  Pozdrawiam,
                  Marian
                  • dr.krisk Patrz Marianie, co robię z twoimi argumentami! 26.12.03, 23:31
                    Gość portalu: Marian napisał(a):

                    > tylko,że Pan jest zaprogramowany na KOCHAĆ ADAMA i walka z Panem na
                    > argumenty jest stratą czasu, przy całym szacunku zarówno dla Pana jak i dla
                    > Adama.
                    A ja sądzę, że twierdzenie iż jestem "zaprogramowany" jest oczywistym brakiem
                    szacunku dla mnie jako dyskutanta. To bardzo wygodny wytrych - jak ktoś ma inne
                    poglądy to jest najwyraźniej ofiarą prania mózgu.. To, że istnieją inne zdanie,
                    powstałe na skutek własnych przemyśleń, najwyraźniej nie przychodzi ci do głowy.

                    > To proste. Zamiast budować Nową Polskę, wybrał kolaborację z Komuchami. To on
                    > był pierwszym, który nie chciał lustracji po złożeniu przez Korwin-Mikkego
                    > wniosku w Sejmie o rozliczenie bandytów.
                    Wcale nie jest proste. Już sobie wyobrażam tę "Nową Polskę"... ciarki po
                    plecach chodzą! Sądy pełne Kaubów, i Korwin-Mikke jako mąz opatrznościowy. Jak
                    się skończyla lustracja, wszyscy widzieliśmy. Ja zamykałem oczy, bo się brzydzę.


                    > A Michnik może chodzić bezkarnie. Ciekawe jakim cudem mógł opuszczac
                    > wielokrotnie Polskę w stanie wojennym? I pisać w celi więziennej, a jak
                    wiadomo
                    >
                    > na Rakowieckiej nie można było mieć nawet ołówka.
                    Najwyraźniej byłeś klawiszem. I za co chcesz , mój ty archaniele Gabrielu z
                    mieczem płomienistym w ręku karać Michnika? Z jakiego paragrafu należy go
                    ukarać?
                    Śmieszne to i żałosne: najpierw karać go chcieli władcy soclaistycznej Polski,
                    teraz Prawdziwi Patrioci.

                    > Nawet afera z Rywinem ujawniła jego powiążania z establishmentem. WE
                    > końcu nie darmo mówi się o nim, że jest wyżej od Prezydenta.
                    >
                    > Pozdrawiam,
                    > Marian
                    Ja wiedziałem, że tak będzie, ja wiedziałem... Niedługo po maglach opowiadać
                    się będzie, że to ten wstęciucha Michnik chciał wziąć łapówkę..
                    Tak to w Polszcze bywa.
                    Też pozdrawiam - KrisK
                    P.S. Mam nadzieję, że nie obraziłeś się za używanie formy "ty" - na forum
                    dajemy sobie spokój z przesadnymi formułkami grzecznościowymi.
                • Gość: Władzio Re: Jakie argumenty? IP: *.acn.waw.pl 28.01.04, 04:38
    • Gość: chudsza Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.03, 09:37
      Chcialabym sie tylko zapytac tych, co szkaluja Pana A.Michnika-Gdzie byli, gdy
      on siedzial w wiezieniu? Niech sobie przypomna, co wtedy robili i w jakiej
      cieplej poscieli sie wygrzewali?I, czy nie zdecydowaliby sie, gdyby im
      proponowali wolnosc na Zachodzie, na wyjazd? A on siedzial na Rakowieckiej i
      odpowiedzial im "Fuck you".No co cwaniaczki, ktory by nie skorzystal?
      Tak, On jest moim bohaterem, choc nie wszystkie jego gesty mi sie podobaja.
      Ale wiem, ze moge byc pewna, ze ten czlowiek jest w porzadku.A nie o
      wszystkich teraz mozemy to powiedziec.Pzdr
      • Gość: Marian Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.12.03, 08:39
        > Chcialabym sie tylko zapytac tych, co szkaluja Pana A.Michnika-Gdzie byli,
        > gdy on siedzial w wiezieniu?

        My siedzieliśmy w ciasnych M-2, z kartkami na żywność i bez nadziei na lepsze
        jutro. Nasze domy były po części naszym wspólnym więzieniem.

        > Niech sobie przypomna, co wtedy robili i w jakiej
        > cieplej poscieli sie wygrzewali?

        Czasami wyłączali CO. A cela AM mogła być ogrzewana.

        > I, czy nie zdecydowaliby sie, gdyby im
        > proponowali wolnosc na Zachodzie, na wyjazd? A on siedzial na Rakowieckiej i
        > odpowiedzial im "Fuck you".

        I wyjeżdżał do Szwajcarii na spotkania z Rakowskim.
        JAKIM CUDEM? Skąd miał paszport? Poza tym on nie musi wyjeżdżać, tutaj w Poslce
        kosi sie prawdziwy szmal.

        > No co cwaniaczki, ktory by nie skorzystal?

        Ja, cwaniaro.

        > Tak, On jest moim bohaterem,

        Twoja sprawa.

        > choc nie wszystkie jego gesty mi sie podobaja.
        > Ale wiem, ze moge byc pewna, ze ten czlowiek jest w porzadku.A nie o
        > wszystkich teraz mozemy to powiedziec.Pzdr

        Ale jakie masz argumenty na to,że jest OK. Ładny wygląd czy coś innego? Może i
        facet OK, ale jakoś nie znajduję ku temu danych.

        Pozdrawiam,
        Marian
        • dr.krisk A tutaj to w ogóle... 26.12.03, 23:36
          Gość portalu: Marian napisał(a):

          >
          > Czasami wyłączali CO. A cela AM mogła być ogrzewana.

          Przepraszam, ale nie wiedziałem, że sobie z nas żartujesz. Myślałem, że ty tak
          poważnie, a tu masz, taki numer: naród trzęsie się z zimna w niedogrzanych M2,
          a spryciula Michnik wygrzewa się w czyściutkiej celi, telewizję kolorową
          ogląda, czasopisma ilustrowane leniwie kartkuje pogryzając profitrolki
          przywiezione na sygnale z kuchni hotelu Forum przez więzienną sukę!
          Nawet ja, KrisK Prześmiewca, nie wykombinowałbym tego!
          Facecjonista z ciebie...
    • Gość: Grzech Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.zab.citynet.pl 28.01.04, 01:01
      Zbigniew Herbert:
      "Michnik jest manipulatorem.
      To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny" (fragment filmu
      Jerzego Zalewskiego "Obywatel poeta").

      Jerzy Robert Nowak:
      Niewiele osób w Polsce może się "poszczycić" takim, jak Michnik zafałszowaniem
      swego życiorysu, równie starannym przemilczaniem rzeczy wstydliwych i
      eksponowaniem "blasków". Czyż można się jednak temu dziwić w przypadku osoby
      przez ponad osiem i pół roku kierującej najpotężniejszą trybuną prasową, jaką
      jest GW i korzystającej z ciągłej reklamy, robionej mu przez wdzięcznych
      podwładnych? Dziennikarka Irena Lasota, niegdyś bardzo bojowa towarzyszka
      Michnika w ruchu marcowym 1968 roku, w listopadzie 1991 r. w obszernym,
      udokumentowanym artykule wyraziła całe swe obrzydzenie nieustającym
      reklamowaniem Michnika na łamach jego własnej gazety (I. Lasota: Niewidzialny
      redaktor, Tygodnik Solidarność l XI 1991 r.). Niewiele się odtąd zmieniło.
      Uznany w swoim czasie przez Żydów amerykańskich za „Żyda roku" i super-
      Europejczyka przez polskie lobby filosemickie, Michnik wciąż cieszy się
      wyjątkową klaką w najbardziej wpływowych mediach. By przypomnieć choćby serię
      ośmiu czy dziewięciu audycji telewizyjnych Jerzego Markuszewskiego, puszczanych
      wieczorami ku skrajnemu zanudzeniu telewidzów. Sam Michnik doszedł wręcz do
      krańców próżności i samouwielbienia, i potrafi już tylko zapewniać, iż nie ma
      cienia wątpliwości, że Jezus go umiłował (GW 24-26 XII 1994 r.).
      Jarosław Kaczyński, opisując kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego
      niebywałą skłonność do kłamstwa, to, że potrafi łżeć w żywe oczy, dosłownie iść
      w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt łgarstwa osiąga Michnik już przy
      najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny. Kiedy na przykład stara się
      maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu
      Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. I pisze o nim, że czuł
      się on jak absolutnie polski Polak (Między Panem a Plebanem, Kraków 1995, s.
      50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, co ten absolutnie polski Polak szukał w
      Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował na sam jej
      wierzchołek z tą swą rzekomą dumą z polskiej tożsamości (tamże, s. 50).
      Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie dążyła
      do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do już
      rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że
      według książki H. Piecucha: Akcje specjalne (Warszawa 1996, s. 76), ten
      absolutnie polski Polak Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy
      w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem
      i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.
      Komuniści - konfidenci
      Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych komunistów
      pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter, bardzo znany działacz
      KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działaczy KPZU jesienią 1930 r.
      Jak pisze Reguła: Oskarżeni sypali innych towarzyszy partyjnych (...)
      przodowali w tym komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze (...) okazało się,
      że ci bohaterowie byli skończonymi tchórzami (J.A. Reguła: Historia
      Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w wywiadzie z
      Danielem Cohn-Benditem stwierdził: Mój ojciec był bardzo znanym działaczem
      komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie
      nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać (cyt. za: L.
      Żebrowski: Paszkwil "Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego
      (op. cit., s. 35): Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z powodu zaszłości
      nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych.
      Według Adama Michnika po wojnie jego ojciec rzekomo już nie wierzył w komunizm,
      doskonale wiedział, że cały realny socjalizm to wielkie świństwo i paskudztwo
      (op. cit., s. 53). A nawet - według zwierzeń Michnika o ojcu: Miał on poglądy
      straszliwie antyreżimowe, antysowieckie, a w związku z tym antykomunistyczne
      (według: Polityka Polska, grudzień 1990, s. 34). I ten wielki antykomunista
      Ozjasz Szechter, który uważał realny socjalizm za wielkie świństwo, po wojnie
      jednak wstąpił do PZPR. Gdy ksiądz Tischner zdziwiony zapytał Michnika o to:
      Zapisał się, chociaż nie wierzył? Michnik odpowiednio „wyjaśnił": Absolutnie
      nie wierzył, ale potem to sobie racjonalizował. Skoro nic się nie da poradzić
      na sowiecką przemoc... (Między Panem... op. cit., s. 51). Ze zwierzeń Michnika
      w Polityce Polskiej dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych
      rozmowach otrzymał niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżi-mowego. Był to
      rzeczywiście „mocny" zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości
      w działaniu przez lata w komunistycznym „czerwonym harcerstwie" walterowców, a
      jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest
      komunistą!
      Brat - morderca sądowy
      W Między Panem a Plebanem (op. cit., s.50) znajdujemy kolejne łgarstwo Michnika
      o ojcu: Przez wszystkie lata bardzo konsekwentnie unikał peerelowskiej kariery.
      Jak więc wytłumaczyć piastowanie przez Ozjasza Szechtera, w czasach
      stalinowskich, stanowiska zastępcy redaktora naczelnego skrajnie
      serwilistycznego organu związków zawodowych - Głosu Pracy (od l stycznia 1951
      do 11 marca 1953). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej gazecie kadłubowych
      związków zawodowych był opisany bardzo negatywnie przez Światłę Bolesław
      Gebert, niegdyś jeden z czołowych działaczy Komunistycznej Partii Stanów
      Zjednoczonych, a w latach 60. ambasador PRL w Turcji, ojciec obecnego
      podwładnego Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta).
      Wpływ wychowawczy wielkiego antykomunisty Ozjasza Szechtera jakoś nie
      zaszkodził w PRL-owskiej karierze starszego brata Adama - mordercy sądowego
      Stefana Michnika. Należy on do grupy stalinowskich katów, którzy winni
      odpowiadać przed sądem Rzeczypospolitej za zbrodnie przeciwko narodowi
      polskiemu. Prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz pisał na łamach
      Rzeczypospolitej (z 18 marca 1996) o kapitanie Stefanie Michniku jako członku
      jednej z dwóch grup sędziów najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki.
      Był on bowiem członkiem grupy sędziów, którzy orzekli wyroki śmierci w
      sprawach, w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób
      skazanych na śmierć.
      Jeszcze jako młody podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do sądzenia
      spraw oficerów dużo wyższych od niego stopniem. Niejednokrotnie wchodził do
      składów sędziowskich w warszawskim Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał
      najwięcej spraw „ciężkiego kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście
      spraw całkowicie sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. „sprawach tatarowskich".
      Stefan Michnik nie zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak, jak od niego
      oczekiwano, nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe wyroki, w tym wyroki
      śmierci na osoby całkowicie niewinne. I został za to dobrze wynagrodzony,
      awansując w 1956 roku w wieku zaledwie 27 lat do stopnia kapitana. Jako
      podporucznik był sędzią wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach majora
      Zefiryna Machalli, pułkownika Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego
      Lewandowskiego, pułkownika Stanisława Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza,
      pułkownika Romualda Sidorskiego, podpułkownika Aleksandra Kowalskiego (por.
      Dokumenty. Mieczysław Szerer. Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie
      praworządności 10 czerwca 1957, paryskie Zeszyty Historyczne, 1979, nr 49, s.
      156-157, i J. Poksiński: My sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276).
      Wydał w tych procesach surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci.
      10 stycznia 1952 stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć przez Michnika
      majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany pośmiertnie 4 maja 1956).
      Stefan Michnik wydał wyroki ś
      • Gość: Grzech Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.citynet.pl 28.01.04, 01:08
        Stefan Michnik wydał wyroki śmierci również na byłego polskiego attache
        wojskowego w Londynie, pułkownika M. Chojeckiego i na majora J. Lewandowskiego.
        Ci mieli więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W przypadku płk. Chojeckiego
        zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał wykorzystać Chojeckiego
        jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki dożył do 1956 roku, a 28
        marca 1956 jego sprawa została umorzona z powodu całkowitego braku dowodów
        winy. 8 grudnia 1954 zmarł w niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w
        wykonywaniu kary więzienia skazany przez Michnika na karę 13 lat więzienia płk
        Stanisław Wecki, były wykładowca Akademii Sztabu Generalnego, przez dwa lata
        więzienia torturowany, pośmiertnie uniewinniony (por. J. Poksiński: TUN,
        Warszawa 1992). Ciężkie przejścia więzienne przyspieszyły śmierć innego
        skazanego przez Michnika (na 12 lat więzienia) płk. Romualda Sidorskiego,
        byłego naczelnego redaktora Przeglądu Kwatermistrzowskiego. W marcu 1955 roku
        ze względu na bardzo zły stan zdrowia udzielono mu przerwy w odbywaniu kary;
        zmarł wkrótce. Został pośmiertnie zrehabilitowany 25 kwietnia 1956.

        Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy generała Tatara
        wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które orzekł Stefan Michnik. Tylko że
        te inne wyroki — w sprawach oficerów podziemia niepodległościowego są dużo
        mniej znane. Tak jak podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na majora
        Karola Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 roku na wystawie
        na UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na temat: Żołnierze Wyklęci (tj.
        żołnierze polskiego niepodległościowego podziemia po 1944 roku). Major Karol
        Sęk, artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer Narodowych
        Sił Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego wojskowego Stefana Michnika w
        1952 roku.
        Stefan Michnik niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki śmierci i czuwał nad
        ich wykonaniem. A były to wyroki godzące w najlepszych polskich patriotów. Tak,
        jak w przypadku kierowanego przez Stefana Michnika wykonania wyroku śmierci na
        wspaniałym polskim patriocie Andrzeju Czaykowskim, Cichociemnym, powstańcu
        warszawskim, zastępcy dowódcy połączonych baonów „Oaza-Ryś" na Mokotowie i
        Czerniakowie. Odznaczonym za bohaterstwo w walce z Niemcami krzyżem Virtuti
        Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października 1953 pod nadzorem
        porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra P. Jakuckiego:
        Zamordowany za patriotyzm, Gazeta Polska, 20 października 1994).
        Hańba domowa
        Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza stanowi jeden z kluczy,
        wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami po czerwcu 1989 roku.
        Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach przed rozliczeniami i pełnym
        pokazaniem „hańby domowej" czy „hańby rodzinnej". Mając stalinowskiego kata w
        rodzinie, Michnik robił wszystko, aby nie doszło do prawdziwych rozliczeń ze
        zbrodniami komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo uznał to za niezwykle
        groźne dla własnej legendy.
        Przypomnę tu, że Adam Michnik usprawiedliwiał wyroki wydawane przez swego brata
        (nigdzie nie podając jednak, że chodziło o wyroki śmierci) tym, że: Kiedy
        zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który
        niewiele rozumiał z tego, co się działo. (Między Panem... op. cii., s. 48).
        Wyjaśnijmy więc, że młody porucznik Stefan Michnik gorączkowo rwał się do
        sądzenia w sfabrykowanych procesach wojskowych nad dużo wyższymi od niego
        stopniem majorami czy pułkownikami, bo widział w tym szansę błyskawicznego
        przyspieszenia swej kariery. I rzeczywiście uległa ona radykalnemu
        przyspieszeniu - już w wieku 27 lat awansował na kapitana.
        Przy obrazie rodowodu Adama Michnika warto wspomnieć również o roli jego matki,
        zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie wsławiła się
        głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in. jak najskuteczniej
        walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy fragment jej zaleceń zamieszczony
        w Komentarzu metodycznym dla klasy IX ogólnokształcącej szkoły
        korespondencyjnej stopnia licealnego do podręczników: E. Kosiński: Historia
        wieków średnich, A.W. Jefimow: Historia Nowożytna, S. Missalowa i J.
        Schoenbrenner: Historia Polski, Warszawa 1953 r: (...) Nie wystarczy np.
        powiedzieć, że Kościół był główną podporą feudalizmu, lecz trzeba to udowodnić.
        Udowadniać będziecie w ten sposób: Kościół był główną podporą feudalizmu
        ponieważ: 1) głosił, że władza królewska pochodzi od Boga, a więc poddanym nie
        wolno się buntować; 2) głosił wieczność feudalizmu i zasady nierówności
        społecznej; 3) stosował klątwę kościelną i karał wszystkich występujących
        przeciwko nierówności społecznej; 4) urządzał krucjaty przeciwko ruchom
        ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji, husytom w Czechach Ud.; 5)
        zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona panujący ustrój (np. potępienie
        nauki Kopernika, Galileusza Ud.); 6) przez hasło „błogosławieni maluczcy
        duchem" utrwalał ciemnotę i zacofanie mas ludowych; 7) głosząc, że ci, którzy
        cierpią na tym świecie, będą zbawieni po śmierci, rozbrajał rewolucyjną walkę
        mas ludowych, Ud. Adam Michnik twierdził, że jego matka wywodziła się z
        całkowicie spolonizowanej żydowskiej rodziny, pisał o jej całkowitej
        identyfikacji z polskością (Między Panem..., op. cit., ss. 46-47). Nie wyjaśnił
        tylko, jak pod opieką takich patriotycznych rodziców - ojca jakoby absolutnie
        polskiego Polaka i matki całkowicie identyfikującej się z polskością - on sam
        już w młodości stał się narodowym nihilistą (Między Panem... op. cit., s. 91).
        Pisał sam o sobie, że był narodowym nihilistą i rzekomo przestał nim być po
        marcu 1968 roku.
        Komunistycznemu rodowodowi Michnika towarzyszyły odpowiednie splendory -
        wielkie eleganckie mieszkanie w gęsto obsadzonej przez zaufanych towarzyszy z
        partyjnej i bezpieczniackiej elity alei Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym
        samym domu, w którym mieszkał były stalinowski minister bezpieczeństwa
        Stanisław Radkiewicz (por. Wprost 22 XII 1991 r.).
        Po kilku latach "czerwonego harcerstwa" Michnik przeżywa kolejny etap
        wtajemniczenia w politykę, tym razem w rozkręcanym pod patronatem dawnego
        stalinowskiego inkwizytora nauki Adama Schaffa Klubie Poszukiwaczy Sprzeczności
        przy stołecznym ZMS. Klub skupił dzieci różnych komunistycznych prominentów,
        między innymi syna ówczesnego I sekretarza KW PZPR - Andrzeja Titkowa. Klub w
        końcu został rozwiązany, ale Michnik już coraz ambitniej przechodzi do
        pierwszego szeregu „intenacjonalistycznego" nurtu studentów UW. Nurtu, który
        krytykuje różne oficjalne rozwiązania z pozycji trockistowskich (popularyzując
        głównie trockistowski List otwarty Kuronia i Modzelewskiego).
        Szczególnie skrajne było zacietrzewienie Michnika i jego środowiska przeciw
        Kościołowi katolickiemu i kardynałowi Wyszyńskiemu. Przedstawiali go jako
        skrajnego wstecznika i popierali ideologiczną wojnę PZPR przeciw Kościołowi.
        Także i w najostrzejszym punkcie tej wojny po ogłoszeniu Listu biskupów w 1965
        roku. Michnik wsławił się wówczas gwałtownym atakiem na kardynała Wyszyńskiego
        na łamach Argumentów, atakiem odzwierciedlającym, jak przyznawał po latach,
        głębię myśli kompletnego troglodyty (Między Panem..., op. cit., s. 73). Już w
        1977 roku „samokrytycznie" oceniał w wydanej w Paryżu książce Kościół, lewica,
        dialog (s. 61) swój udział w potępianiu listu biskupów polskich z 1965 roku:
        (...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu sam wziąłem udział i na samo wspomnienie
        rumienię się ze wstydu. Wstydzę się swojej głupoty (...). W innych częściach
        tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o swoim środowisku lewicy laickiej:
        (...) Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej drogą
        do „ nowego wspaniałego świata ", oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność i
        w
        • Gość: Handy Czy ty durniu myślisz, że ktoś będzie to czytał? IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.04, 01:10
          Możesz sobie ten spam gdzieś wsadzić.
          • Gość: Grzech Re: Czy ty durniu myślisz, że ktoś będzie to czyt IP: *.zab.citynet.pl 28.01.04, 01:13
            Durnie nie muszą czytać.
            Grzegorz Hajduk
            • Gość: Handy O durniach - czyli tobie. IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.04, 01:15
              Durnie natomiast zalewają forum spamem - zamiast podać linki. Czy to przekracza
              twoje umiejętności?
              • Gość: Grzech Re: O durniach - czyli tobie. IP: *.zab.citynet.pl 28.01.04, 01:30
                To nie jest spam. Mylisz kompletnie pojęcia, czemu się zbytnio nie dziwię.
                Nie maobowiązku podawania linków w forach, ale jeśli z taką kulturą prosisz,
                proszę bardzo:
                "Michnik jest manipulatorem.
                To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny" - jak już podałem, te
                słowa padły w filmie Jerzego Zalewskiego pt. "Obywatel Poeta". Tu źródło cgyba
                jest jasne. Można ten film znaleźć w sieci.
                Podałem fragmenty tekstu prof. Jerzego Roberta Nowaka ze strony:
                www.free.polbox.pl/b/bbombel/Nowak
                trzeba wybrać Michnik.htm i stanie się (może) jasność.
                Uprzedzam, że oczekuję argumentów ad meritum, a nie chamskich inwektyw
                (exemplum ut supra)
                Grzegorz Hajduk
        • Gość: Grzech Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.zab.citynet.pl 28.01.04, 01:12
          W innych częściach tej książki (s. 31 i 139) Michnik tak pisał o swoim
          środowisku lewicy laickiej: (...) Popieraliśmy politykę represji, często
          okrutnych, widząc w niej drogą do „ nowego wspaniałego świata ", oskarżaliśmy
          Kościół o reakcyjność i wszystkie inne grzechy główne, nie bacząc na to, że w
          atmosferze totalitarnego zniewolenia Kościół bronił prawdy, godności i wolności
          człowieka (...). Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to
          synonimy wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost
          indyferentyzmu religijnego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik
          umysłowego i moralnego postępu. Pogląd taki - sam byłem jego wyznawcą - uważam
          za fałszywy (...). Warto uważnie przeczytać tę „samokrytykę" Michnika, gdyż
          cała linia GW w sprawach religii i Kościoła od 1989 roku była i jest faktycznym
          bardzo zręcznym rozwinięciem tej samej postawy antykościelnej, za którą tak się
          kajał na pokaz w powyższej wypowiedzi. Faktem jest, że w połowie lat
          sześćdziesiątych Michnik jeszcze nawet nie próbował ukrywać tego, iż uważa, że
          wszystko, co pochodzi od episkopatu katolickiego, jest reakcyjne,
          nacjonalistyczne i perfidne (jak przypomniał w interesującym szkicu o Michniku
          Adam Krzemiński na łamach Polityki z 18 maja 1989 roku).
          Oderwanie Michnika i jego środowiska od przeważającej części polskiego
          społeczeństwa przyniosło fatalne skutki w 1968 roku. „Michnikowcy" dali się
          wówczas wciągnąć w perfidną pułapkę „moczarowców" i nieświadomie ułatwili ich
          grę dla umocnienia polityki „twardej ręki" w Polsce. Najgorsze skutki przyniósł
          fakt, że pochodzący z prominenckich rodzin „michnikowcy" nie umieścili w swym
          programie z 1968 r. żadnych postulatów gospodarczych i społecznych, które by
          mogły rzeczywiście pociągnąć polskie społeczeństwo, zmęczone wyrzeczeniami
          okresu późnego Gomułki (na zaledwie dwa lata przed wybuchem społecznym na
          Wybrzeżu!). Tragicznie rozbity ruch studencki „owocował" represjami, w tym
          pierwszym paroletnim więzieniem Michnika.
          Z daleka od Radomia i Ursusa
          Wydarzenia 1976 roku, czas Radomia i Ursusa, Michnik spędza daleko od Polski.
          Przebywa rok we Francji na zaproszenie Jeana Paula Sartre'a, akurat wówczas
          przeżywającego jeden z najbardziej fanatycznych okresów ultralewicowości.
          Michnik jest wielokrotnym gościem paryskiej Kultury, słynnego Maisons Laffitte,
          poznaje ogromną liczbę ludzi, zdobywa znajomości, które okażą się później
          wprost bezcenne dla nagłaśniania poza Polską ludzi związanych z opozycją z tzw.
          lewicy laickiej. Wiele podróżuje. Zygmunt Hertz w liście do Miłosza z 30 XI
          1976 r. wspomina, że Michnik właśnie narozrabiał jak pijany zając we Włoszech,
          i podziwia jego rozmach.
          Po powrocie do Polski Michnik odgrywa znaczącą rolę w ożywieniu związanego z
          KOR-em ruchu prasowego i książkowego (NOWA), wykładach Latającego Uniwersytetu,
          ale także i w nasileniu konfliktu ze środowiskami niepodległościowymi (grupą
          Głosu etc.). W tym czasie Michnik bardzo mocno deklaruje chęć dialogu z
          Kościołem katolickim w Polsce, jego wydana w 1977 roku w Paryżu
          książka „Kościół, lewica, dialog” przynosi tony pełnego pokory samobiczowania
          za dawny antyklerykalizm własny i swojego środowiska. Swą samokrytyczną
          ekspiacją Michnik umie utorować sobie drogę do licznych środowisk katolickich.
          Nie zdają one sobie bowiem sprawy, że chodzi wyłącznie o manewr taktyczny, by
          zyskać poparcie Kościoła dla ciągle jeszcze czujących swą
          słabość „Europejczyków" z opozycji.
          Na uboczu (1980-1981)
          Wbrew upowszechnianym często na Zachodzie legendom roli Michnika jako jednego
          z „bohaterów" „Solidarności" w latach 1980-1981, faktycznie odegrał niewielką
          rolę w ciągu 16 posierpniowych miesięcy. Same wydarzenia sierpniowe całkowicie
          go zaskoczyły. Akurat wyjechał w góry, by pisać esej o taktyce opozycji, gdy
          doszło do wybuchu strajków. Napisany w tej sytuacji tekst nadawał się tylko na
          papier toaletowy. Zaniepokojony wraz z Kuroniem awanturniczą i
          nieodpowiedzialną, jak im się wtedy wydawało, ideą niezależnych i samorządnych
          związków zawodowych, którą wysunięto w Gdańsku, miał zamiar pojechać do stoczni
          i wytłumaczyć robotnikom, by się nie upierali przy takim żądaniu. Zanim zdążył
          dotrzeć do Gdańska, został aresztowany (por.: A. Krzemiński: Zadra, Polityka 20
          V 1989 r.). W 1981 roku postawił na „złego konia" - Andrzeja Gwiazdę, w
          opozycji do Wałęsy, i został faktycznie zepchnięty na margines wydarzeń. Nie
          wybrano go do żadnych władz „Solidarności". Raz tylko przelotnie zyskał szerszy
          poklask - po błyskotliwym spacyfikowaniu zajść przed posterunkiem milicji w
          Otwocku. Z dzisiejszej perspektywy wręcz szokujący może wydawać się fakt, że
          Michnik, dziś zapełniający swymi tekstami i wywiadami całe płachty GW, w 1981
          roku nie był jakoś autorem szczególnie pożądanym w prasie solidarnościowej.
          Michnik nie rozumie, czym jest lojalność czy proste uczucie wdzięczności wobec
          osób, które mu bardzo znacząco pomogły w różnych okresach życia. Oto kilka
          jakże wymownych przykładów. Redaktorowi naczelnemu paryskiej Kultury Jerzemu
          Giedroyciowi zawdzięczał wieloletnie polityczne wsparcie i nagłośnienie oraz
          pomoc materialną i finansową. Michnik „odwdzięczył się” Giedroyciowi próbą
          przejęcia od niego Kultury z pomocą Barbary Toruńczyk. Jak wspominał z
          niesmakiem Giedroyć: (...)Toruńczyk nie ukrywała, że chce robić samodzielne
          pismo, żeby opanować „Kulturę”. Była niesłychanie oddana Michnikowi,
          przewidywała, że on będzie moim następcą. Bardzo mnie zaskakuje, gdy słyszę od
          pani, że on mnie ceni. Demonstrował coś zupełnie odmiennego, odwiedzając tuż
          przed śmiercią Józia (Czapskiego - J.R.N.). Starannie mnie unikał, mimo
          otwartych jak zawsze drzwi. Nie umiem pani nic więcej powiedzieć o przyczynach
          tej animozji (...) (E. Berberyusz: Książę z Maisons-Laffitte, Gdańsk 1995 r.,
          s. 170).
          Herlingowi-Grudzińskiemu Michnik „odwdzięczył się” za dawną pomoc pełną
          lekceważenia wypowiedzią o jego słynnej łagrowej książce „Inny świat”: Nikt
          tego nie przeczytał (w rozmowie z Jaruzelskim). Kiedy zaś Jaruzelski
          sprostował: Był tłumaczony na jedenaście języków - Michnik odparował: Co z
          tego. Drukowały to antykomunistyczne oficyny, to się nie liczyło. Komentując te
          uwagi Michnika, Herling-Grudziński pisał: „Inny świat” ukazał się najpierw w
          wielkim londyńskim wydawnictwie William Heinemann, które trudno doprawdy
          nazwać „antykomunistyczną oficyną”. I miał, prócz doskonałych recenzji, dwa
          wydania w ciągu bardzo krótkiego czasu.
          Cała sprawa dobrze ilustruje ogromną małostkowość Michnika. Kiedy z kimś się
          pokłóci, to zawsze potem jest gotów do jego maksymalnego oczerniania i
          pomniejszania, bez względu na to, jak wiele tamten ktoś zrobił kiedyś dla niego.
          Środowiskom Kościoła katolickiego Michnik też „się odwdzięczył”. Póki obronny
          puklerz Kościoła był mu potrzebny, kadził Kościołowi, jak mógł i bił się w
          piersi za swe dawne antykościelne wyzwiska, wołając o potrzebie dialogu. Jak
          został naczelnym GW, robił wszystko dla maksymalnego dyskredytowania Kościoła i
          wartości chrześcijańskich. Nawet Jarosław Gowin, redaktor naczelny Znaku, jeden
          z czołowych przedstawicieli katolewicy, którego Michnik tylekroć nagłaśniał na
          łamach GW, w pewnej chwili nie mógł już dłużej ukryć irytacji z powodu ciągłych
          uszczypliwości GW w stosunku do Kościoła. I uznał postępowanie Michnika za
          przejaw zepsucia obyczajów i porażki rozumu (GW z 17 lipca 1996 r). Gowin
          skrytykował Michnika za próby przedstawiania Kościoła jako instytucji, która
          próbuje zająć monopolistyczną pozycję partii komunistycznej (w Polityce, nr 47
          z 1993 roku, Michnik stwierdził, że biskupi jakoby próbowali zastąpić marksizm-
          leninizm ideologią katolicką). Nawet największy Polak XX wieku, Jan Paweł
          • Gość: Grzech Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.citynet.pl 28.01.04, 01:16
            Gowin skrytykował Michnika za próby przedstawiania Kościoła jako instytucji,
            która próbuje zająć monopolistyczną pozycję partii komunistycznej (w Polityce,
            nr 47 z 1993 roku, Michnik stwierdził, że biskupi jakoby próbowali zastąpić
            marksizm-leninizm ideologią katolicką). Nawet największy Polak XX wieku, Jan
            Paweł II niejednokrotnie padał ofiarą mniej lub bardziej zawoalowanych
            uprzedzeń Michnika, który go w pewnym momencie nazwał byłym autorytetem naszych
            czasów. Długi czas hołubiący Michnika biskup Józef Życiński nie mógł ukryć swej
            irytacji przeczytawszy w wywiadzie Michnika dla L 'Actualite religieuse, że po
            upadku komunizmu Jan Paweł II wyznaczył nowego wroga - liberalizm. Krytykuje go
            w kategoriach, które zdają się pochodzić z Soboru trydenckiego (...). Boi się
            on przede wszystkim powrotu Polski do Europy (cyt. za: Bp Józef Życiński:
            Straszenie liberalizmem, Rzeczpospolita z 20 lipca 1996). Biskup Życiński
            porównał te stwierdzenia Michnika z uwagami Miliona Friedmana, „papieża
            amerykańskiego liberalizmu" o elementach bliskich liberalizmowi w nauczaniu
            Jana Pawła II. Jeśli tak deformowana jest przez Michnika postać i nauczanie
            Ojca Świętego, to cóż mówić o sposobie traktowania przez niego i jego gazetę
            różnych mniejszych postaci Kościoła. Począwszy od Prymasa Polski Józefa Glempa
            po licznych biskupów, oskarżanych o rzekomy konserwatyzm i pochlebianie
            Ciemnogrodowi.
            Swoiste, dość szczególne poczucie wdzięczności demonstrował Adam Michnik w
            stosunku do księdza prałata Henryka Jankowskiego, który niejednokrotnie
            udzielał mu u siebie schronienia w trudnych chwilach lat 80., pomagał mu
            materialnie i stwarzał możliwości publicznych wystąpień, narażając się za to
            wciąż na szykany generałów stanu wojennego i esbecji. Jakże wymowne pod tym
            względem są zapiski na kartach drugiego tomu wydanych przez Petera Rainę Rozmów
            z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski w służbie Kościoła i Narodu, Warszawa
            1995. Na s. 133-134 czytamy tam, jak gen. W. Jaruzelski uskarża się do
            kardynała Jana Króla 10 września 1986: (...) Niedawno ks. Jankowski zaprosił
            Michnika do św. Brygidy i ten Żyd zawładnął całym kościołem, wydawało się, że
            przystąpi do ołtarza i będzie odprawiał Mszę. Na s. 254 z kolei czytamy
            uskarżania się przewodniczącego Rady Państwa Kazimierza Barcikowskiego do
            księdza Alojzego Orszulika 24 sierpnia 1988. Przekazał on prośbę
            swego „szefostwa", które (...) chciałoby, aby kierownictwo Episkopatu
            zainteresowało się tym, co dzieje się w kościele św. Brygidy. Usadowił się tam
            sztab kierowania strajkami. Co łączy z tym kościołem p. Michnika? (...) Nieraz
            stawiamy sobie pytanie — ciągnął Barcikowski — kto wam tego Jankowskiego
            podrzucił (...) Parę lat temu przeglądając bogaty księgozbiór księdza prałata
            Jankowskiego znalazłem tam dwie książki Adama Michnika z wymownymi dedykacjami.
            Na książce „Z dziejów honoru w Polsce” dedykacja Michnika: Kochanemu ks.
            kanonikowi Henrykowi Jankowskiemu z przyjaźnią oraz wdzięcznością, marzec 1987
            r., Gdańsk, Adam. Na książce „Szanse polskiej demokracji” jeszcze bardziej
            entuzjastyczna dedykacja: Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu
            przyjacielowi i Mentorowi z pogańską pokorą, maj 1988 r., Gdańsk, Adam Michnik.
            Siedem lat później Michnik, „odpowiednio" odpłacił się „kochanemu ks. Henrykowi
            Jankowskiemu”, „swemu Przyjacielowi i Mentorowi” przez prawdziwą kampanię
            napaści i dezinformacji za rzekomy „antysemityzm”. Peter Raina wyjaśnił w
            książce Ksiądz Jankowski nie ma za co przepraszać, że Michnikowska Gazeta
            Wyborcza świadomie jako pierwsza zmanipulowała tekst kazania, dezinformując
            czytelników i rozpoczynając kampanię przeciw ks. Jankowskiemu, która daleko
            wyszła poza granice Polski. Jak dotąd nie zauważyłem, by Gazeta Wyborcza i sam
            Michnik wytłumaczyli swe dezinformacje i przeprosili „kochanego księdza
            Jankowskiego” za krzywdę wyrządzoną jego dobremu imieniu.
            Dialog i Urbanem
            Czas „okrągłego stołu" przynosi szczególne wzmocnienie pozycji Michnika. Staje
            się jednym z głównych uczestników cichych „dogadań" w Magdalence. I gorąco
            fraternizuje się przy alkoholowych biesiadach z Kiszczakiem, Kwaśniewskim i
            innymi towarzyszami (pięknie zilustrował to Kiszczaka na końcu swej książki).
            Michnik odnawia stare związki z Urbanem z czasów dawnych wspólnych popijań w
            koktajlbarze w ,Bristolu" (wspomnianych przez Kuronia w książce Wiara i wind).
            Jan Skórzyński ujawnił w wydanej przez Rzeczpospolita książce "Ugoda i
            rewolucja" (Warszawa 1995, s. 227-228) dotąd nieznaną sprawę/)o«/«eg0 i
            owocnego dialogu pary Michnik-Urban w czasie „okrągłego stołu", prowadzonego w
            porozumieniu z gen. Jaruzelskim. W czasie tych rozmów Michnik występował z
            niezwykłymi w ustach opozycjonisty deklaracjami lojalności wobec PZPR (tamże,
            s. 228). Zaskoczony przedziwnym zbliżeniem między ministrem Urbanem a
            Michnikiem Ciosek zwierzał się księdzu Orszulikowi, iż: Zauważa się tworzenie
            swoistego lobby żydowskiego (cyt. za P. Raina: Rozmowy z władzami PRL.
            Arcybiskup Dąbrowski, Warszawa 1995, t. 2, s. 440).
            Fraternizacja przynosi efekty. W wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego z 10 I
            1989 r. Michnik starał się jak mógł wybielić postać najbardziej znienawidzonego
            człowieka doby jaruzelszczyzny, akcentując, że Jerzy Urban był konstruktorem
            ogromnej większości posunięć liberalizacyjnych ze strony ówczesnych władz i
            ubolewając, że ten jeden z inteligentniejszych analityków polityki polskiej
            marnuje się jako publicysta Trybuny Ludu. Potem przyszły dalsze bratania i
            zbliżenia, wspólne fetowania imienin „Olka" Kwaśniewskiego etc. I przychodzenie
            sobie nawzajem w sukurs (vide np. atak zastępcy Urbana P. Gadzinowskiego w
            jednym z NIE na moje krytyki Michnika w NP)
            Dzięki Wałęsie Michnik obejmuje kierownictwo pierwszego dziennika
            solidarnościowego „GW", cieszącego się od początku ogromnym zaufaniem
            społeczeństwa. Przez lata z całym cynizmem wykorzystuje to zaufanie do
            skrajnego przyhamowania i zdeformowania polskich przemian.
            Już w pierwszych miesiącach kierowania Wyborczą, w 1989 roku Michnik
            doprowadził do perfekcji swą ulubioną taktykę mimikry. Jeszcze nie czuł się
            dostatecznie mocny, jeszcze odczuwał potrzebę przyczajenia się ze swymi
            prawdziwymi poglądami, jeszcze bał się zrażenia potencjalnych czytelników. Jego
            Gazeta Wyborcza w tym czasie wciąż stroiła się w piórka gazety zdecydowanie
            antykomunistycznej, patriotycznej, a nawet przepełnionej sympatią do Kościoła
            katolickiego i samego Prymasa Polski Józefa Glempa. Była pod tym względem wręcz
            redagowana „na klęczkach" w stosunku do hierarchii Kościoła katolickiego w
            Polsce. Ktoś, kto dobrze zna późniejsze, nie przebierające w środkach, ataki
            Michnika i GW na Prymasa Polski i rozliczne zatrute strzały wysyłane pod
            adresem innych postaci Kościoła, nie mógłby wprost uwierzyć własnym oczom,
            gdyby spojrzał na tę szczególną „adorację" ludzi Kościoła, prezentowaną w
            pierwszych numerach G W. Już w pierwszym numerze Wyborczej z 8 maja 1989 na
            centralnym miejscu numeru maksymalnie wyeksponowano informację: Prymas Polski
            (oba słowa pisane ogromniastymi literami) rozmawia z Wałęsą o przyszłych
            wyborach. Na górze 2 numeru „GW" uwypuklono, jako zdecydowanie najważniejszą
            sprawę, wywiad gdańskiego biskupa Tadeusza Gocłowskiego dla Gazety.

            Podobna stylistyka, pełna pozorowanego, nabożnego wręcz szacunku dla Kościoła,
            wypełnia licznie inne numery Wyborczej w pierwszych paru miesiącach jej
            ukazywania się. W numerze 15 z 29 maja 1989 na pierwszej stronie informacja o
            poświęceniu lokalu redakcji G W przez arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego.
            Połowę pierwszej strony tego numeru Wyborczej wypełnił obszerny tekst
            arcybiskupa Dąbrowskiego O Prymasie Tysiąclecia (znając starą niechęć Michnik
            • Gość: Grzech Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.zab.citynet.pl 28.01.04, 01:33
              Połowę pierwszej strony tego numeru Wyborczej wypełnił obszerny tekst
              arcybiskupa Dąbrowskiego O Prymasie Tysiąclecia (znając starą niechęć Michnika
              do Prymasa Stefana Wyszyńskiego jako polskiego „nacjonalisty"
              i „anachronicznego" konserwatysty można tylko podziwiać rozmiary poświęcenia,
              jakie wykazał w ramach udawanej wówczas prokościelnej mimikry). Dodajmy, że
              Gazeta Wyborcza w tym czasie jest ogromnie ostrożna we wszelkich uwagach o
              aborcji, stara się o jak najprecyzyjniejsze przedstawianie stanowiska Kościoła
              katolickiego w tej sprawie (por. tekst Ewy Milewicz: Ochrona dziecka poczętego,
              Gazeta Wyborcza, nr 5 z 12 maja 1989).
              W tym czasie organ Michnika stara się również zyskać maksimum czytelników
              radykalnych antykomunizmem. Zdecydowanie krytykuje Urbana (w numerze l i 5),
              demaskuje dawne zbrodnie UB w Otwocku (nr 2 i 15), piętnuje brutalność milicji
              (nr 3), etc. Stara się też przyciągać czytelników pełnym patosu patriotyzmem,
              wysławianiem etosu AK (por. np. Wspomnienie o Stefanie Korbońskim nr 3, Z.
              Machowski: "Pistolet" Polski Podziemnej, nr 9, Żołnierze z AK, nr 11). Robi to
              ten sam dziennik Michnika, w którym parę lat później ukażą się najskrajniejsze,
              plugawe wręcz, potwarze pod adresem AK i Powstania Warszawskiego. Wtedy jednak,
              w początkach G W, wiosną 1989 ciągle jeszcze chodziło o jak najlepsze
              zamaskowanie prawdziwych intencji Wyborczej i przedstawienie jej jako jedynego
              prawdziwego polskiego dziennika opozycyjnego, organu polskich patriotów i
              antykomunistów. Najpierw zdobyć jak najwięcej czytelników, a potem stopniowo i
              wyrafinowanie działać na rzecz gruntownego przekształcenia ich podświadomości.
              Po zdobyciu władzy przez „Solidarność" w 1989 r. i utworzeniu rządu T.
              Mazowieckiego coraz wyraźniej zaczęło się odsłaniać najprawdziwsze oblicze
              Michnika - człowieka apodyktycznego i zacietrzewionego. Teraz już nie musiał
              zabiegać o poparcie różnych środowisk, w tym Kościoła, a znajdował się w
              pozycji wyrokującego sędziego, rozdającego pochwały i kuksańce jako naczelny
              najbardziej wpływowego polskiego dziennika, cieszącego się od początku
              wyjątkowym poparciem społeczeństwa jako pisma „Solidarności". Tę wyjątkową
              pozycję wykorzystywał w duchu skrajnie tendencyjnym dla umacniania
              monopolistycznej pozycji warszawskiej lewicowej „elitki" i obrzucania
              błotem „inaczej myślących", wyszydzania patriotyzmu i przywiązania do wartości.
              Jakże znamienna była pod tym względem ewolucja poglądów Stefana Kisielewskiego,
              który przeżył skrajne rozczarowanie tym nowym odsłaniającym się obliczem
              Michnika z lat 1989-1990. Kisielewskiego, którego nawet po śmierci Michnik
              próbuje sobie przywłaszczać, powołując się na niego jako największy autorytet
              (Z jego zdaniem liczyłem się najbardziej - wyznawał Michnik w wywiadzie dla
              Filipinki z 27 VI 1993 r.). Oto opinia Kisielewskiego o Michniku, wyrażona pod
              koniec życia na łamach gdańskiej Młodej Polski: (...) Ostatnio nie bardzo
              przyjaźnię się z Michnikiem. Widujemy się raz na pół roku i raczej się kłócimy.
              Kochałem go niemal w okresie KOR-u, to było wspaniałe. Natomiast to, co on
              teraz mówi i pisze, jest bardzo często bez sensu. Te manifesty krakowskie,
              deklaracje „praw człowieka " rozsyłane po całym świecie! Jak w Polsce naprawdę
              wybuchnie jakiś rasizm, szowinizm, a to będzie już kompletna patologia, to
              najbardziej przysłuży się do tego właśnie takie denerwujące pseudoszlachetne
              gadanie. Przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten,
              kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można
              mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On
              jest tutaj sędzią alfą i omegą (...). Szczególnie ostro napiętnował "ewolucję"
              Michnika Zbigniew Herbert w wywiadzie dla Tygodnika Solidarność z 11 listopada
              1994. Herbert uznał Michnika za klasyczny przykład kariery komunistycznego
              Dyzmy. Smutna historia wyjątkowo uzdolnionego, pełnego talentu chłopca, który
              doszedł do lat, kiedy to ludzie natarczywie pytają "co on właściwie zrobił z
              całą swoją heroiczną młodością?" A on stacza się po równi pochyłej, w
              gorączkowy aktywizm. Cynizm godny admiratora "Księcia" i najpospolitszy
              nihilizm. Zawiódł niemal wszystkich swoich przyjaciół.

              Wybrał: Grzegorz Hajduk
              • Gość: fan? Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 16:28
                Ciekawy tekst ,Grzechu .Ciekawe kiedy cenzura sie nim zajmie???
                • lalka_01 Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" 28.01.04, 16:41
                  Nie zajmie sie. Wprawdzie podobno jest zakaz zamieszczania calych artykulow (i
                  te moga zostac bez gadania wyciete) ale ten kto to zrobi narazi sie na zarzut
                  cenzury. I to jakiej :-)
                  • Gość: Grzech Wyznania "nawróconego" komunisty IP: *.zab.citynet.pl 29.01.04, 01:19
                    Nie zamieściłem całego artykułu. Cały artykuł prof. Jerzegp Roberta Nowaka ma
                    blisko 24 strony, ja wybrałem fragmenty, które łącznie mają niecałe 9 stron. Do
                    zamieszczenia całego artykułu jeszcze bardzo daleko, ale jeśli ktoś by sobie
                    życzył - czemu nie?

                    Dla przypomnienia: "smaczek" z wywiadu udzielonego wspólnie z gen. Kiszczakiem,
                    szefem bezpieki peerelowskiej, czyli komanda trzymającego za twarz naród i
                    katującego lub mordującego patriotów.

                    "Panie Generale, z kim się Panu lepiej rozmawia - z Jaruzelskim czy z
                    Michnikiem?
                    Kiszczak: Z oboma rozmawia mi się dobrze. Ale z panem Adamem można pogadać o
                    wszystkim i o niczym, wypić kielicha. A z Jaruzelskim tylko na poważnie, bez
                    wódki, co najwyżej z piwem. Jeśli chodzi o generała, to odkąd odszedł ze
                    wszystkich stanowisk, ja jestem wobec niego dużo bardziej zdyscyplinowany. Na
                    krytykę wobec Jaruzelskiego pozwalałem sobie wtedy, kiedy on był wielki, kiedy
                    był silny.
                    Michnik: W więzieniu w Białołęce myśmy sobie przepowiadali, kto kim będzie.
                    Wałęsa - prezydent. Geremek - w MSZ. Macierewicz - w MSW. A ja mówiłem, że
                    zostanę klawiszem na Białołęce. Wchodzę do celi i mówię tak: - Generale
                    Jaruzelski, łóżko źle pościelone. No, Kiszczak, pokażcie koledze, jak się
                    ścieli łóżko. Czyście, Jaruzelski, nigdy w wojsku nie byli?!
                    Kiszczak: A mnie się przypomina, jakie toasty wznosił pan Adam w Magdalence. -
                    Proszę państwa, ja wznoszę toast za taki rząd, w którym Lech Wałęsa będzie
                    premierem, a gen. Kiszczak będzie u niego ministrem spraw wewnętrznych.
                    Michnik: I prawie się sprawdziło.
                    Kiszczak: Sprawdziło się.
                    Michnik: Uważałem wtedy, że Polska, być może pierwszy raz w swoich dziejach, ma
                    historyczną szansę. I musi tę szansę wykorzystać. Polska peerelowska i Polska
                    solidarnościowa usiadły przy stole i podały sobie ręce. Do końca byłem
                    cholernie ostrożny, superuważny, bałem się, że oni nas przekręcą. Nie
                    przekręcili. Przysiągłem sobie wtedy, że ja tego nigdy nie zapomnę i będę ich
                    bronił do końca życia.
                    Broni?
                    Kiszczak: Broni. Pan Adam zachowuje się wyjątkowo przyzwoicie. Parę lat temu
                    występował w charakterze świadka na moim procesie przed Sądem Wojewódzkim w
                    Warszawie. Wszedł na salę, podszedł do ławy oskarżonych i podał mi rękę. Jak
                    się na niego rzucili ci górnicy od Kempskiego! Myślałem, że go zamordują. Ale
                    wcześniej, w Magdalence, bez przerwy podejrzewał, że my ich chcemy wpuścić w
                    maliny.
                    Michnik: Pan się dziwi?
                    Kiszczak: Nie jestem bogatym człowiekiem, ale dużą skrzynkę dobrego
                    francuskiego koniaku postawię każdemu, kto udowodni, że w rozmowach
                    magdalenkowych byłem partnerem nieuczciwym, że podsłuchiwałem, tajnie
                    filmowałem, fotografowałem, o co było niedawno tyle krzyku w mediach.
                    Michnik: To dlatego ja pana, generale, bronię jak niepodległości. Bo pan był
                    uczciwy" (Gazeta Wyborcza z 3 lutego 2001 r.).
                    Grzegorz Hajduk

    • Gość: leśniczyna Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 02:58
      Oj, bo wezmę miotłę i przepędzę ten wątek na forum Kraj albo Aktualności i tam
      się kopsajcie do woli.
      • Gość: Marian Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 29.01.04, 07:47
        A co, już nie można pogadać o byłym dysydencie, obecnie - ważnym decydencie?
        Tym bardziej, że to człowiek pióra, b. słabego, dodam, ale jednak dużo papieru
        marnuje się w tym kraju z powodu jego jego grafomanii. Temat jak najbardziej
        w "temacie". Poza tym bierz miotłę i przepędź Sejm i Senat (na początek).
    • zwyklak Re: Adam Michnik "Wyznania nawróconego dysydenta" 30.01.04, 03:00
      Nowak, cos ci sie w glowence miesza bo kolaborant(z kim mialby kolaborowac?!)
      nie znaczy nonkorformista. No i to wyzywanie od gnoi, fuj! Klasy troche, klasy
      facet!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka