Dodaj do ulubionych

A propos atrakcyjności Matki Polki

17.11.10, 09:44

Znalazłam tu ( www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7581613,Jak_naprawde_wyglada_kobieta_po_urodzeniu_dziecka_.html )taką wypowiedź:

"Czy miernikiem mojej atrakcyjności musi być wzwód jakiegoś obcego pana?

Dziękuję za ukazanie rzeczywistości, która niby jest ukryta, a towarzyszy nam na co dzień. Zdjęcia w artykule są piękne, bo naturalne. Takie jesteśmy i tak wyglądamy, my kobiety, po porodach. Grubsze, chudsze, pofałdowane, zasuszone, lekko obwisłe. Zastanawiam się nad wypowiedziami dziewczyn, które zwracają uwagę na fakt, że w ciąży i jako matki nie stanowią już obiektu seksualnego dla mężczyzn i pytam się siebie, czy to źle? Czy ja jako trzydziestodwulatka, matka trojki dzieci, żona naprawdę musze podobać się wszystkim mężczyznom, których napotykam codziennie na swej drodze? Czy miernikiem mojej atrakcyjności jako człowieka naprawdę musi być hipotetyczny wzwód jakiegoś obcego pana i myśli co by mi zrobił, jakby mnie złapał?

Czy my kobiety musimy same sprowadzać się same tylko do obiektów seksualnych? A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia? Naprawdę nie mamy nic więcej do zaoferowania swym partnerom poza częstszym lub rzadszym rozchyleniem ud? Gdzie jest miejsce na rozmowę, na czułość, na ten ulotny i jedyny w swoim rodzaju miłosnej wyrozumiałości dla niedoskonałości tego jedynego lub jedynej? Może zamiast oglądać się krytycznie w lustrze i w oczach zupełnie obcych nam osób skupić się bardziej na tej nowo powstałej "komórce społecznej"? Dlaczego wkładamy w słowa i głowy mężczyzn swoje myśli i bzdurne, wyssane z palca kompleksy, które serwują nam tonami kolorowe gazetki dla plastikowych księżniczek - prostytutek, o których pisała już kiedyś pani Szczepkowska? Czemu traktujemy mężczyzn wyłącznie jako proste w obsłudze przedmioty do spełnienia brudnych bądź nielubianych czynności domowych i zarabiania? Czy dajemy szansę chłopakowi, który jest naszym mężem do stania się ojcem, tatą? Jest miejsce na pytania jak on czuje się w nowej roli? Może wręczony pas gumowy do ściskania brzucha to nieporadny sposób na podbudowanie naszego podupadłego ego i czysto męska, konkretna forma pomocy? Dlaczego, jak mawia mądry bohater pewnej kreskówki - nie chcemy dorosnąć i zgodnie z biegiem czasu stawać się zadbanymi ale naturalnymi żonami, mamusiami, babciami? Jak nauczyć dziecko empatii i czytania emocji z twarzy matki napiętej jak struna jadem kiełbasianym? Jak nie wprowadzać w zakłopotanie nastoletniej córki poszukującej rozpaczliwie swej tożsamości i wzoru do naśladowania mając twarz nieskalaną myślą i ciało odziane w ten sam rodzaj ciuchów kupowanych w sklepach dla dzieci? Żadnej zmarszczki, bodaj piega po romantycznych nadmorskich, namiotowych, słonecznych wakacjach w dajmy na to w 1974 roku? Komu uśmiechnięty od ucha do ucha wnuczek powie: Jesteś babciu śliczna jak jabłuszko, taka mięciutka i pomarszczona ? Czy do kogoś po liftingach wypada i czy można powiedzieć słodko: babuniu? Anna H-W"

I tak sobie myślę (po ostatniej dyskusji na temat 'zaniedbanych mamusiek') że spokojnie mogę się pod tym podpisać :P

Co myślicie?
Obserwuj wątek
    • mujer_bonita W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 10:00
      Powiem szczerze, że przeczytałam tekst 2 razy a czytałam go już sporo wcześniej i nie bardzo rozumiem co jego autorka postuluje. Mamy być zadbane czy nie? Mamy być obiektami seksualnymi czy nie? Mamy się pogodzić z obwisłą skórą czy nie?
      • urquhart Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 11:37
        mujer_bonita napisała:
        > Mamy być zadbane czy nie? Mam
        > y być obiektami seksualnymi czy nie? Mamy się pogodzić z obwisłą skórą czy nie?

        Jest związek i wzajemne potrzeby tworzących go osób.
        Wyobrażam sobie że są osoby które nie potrzebują jako siły napędowej energii seksu. Seksu jako energii istniejącej się miedzy dwoma przeciwnymi biegunami męskości i kobiecości.
        Ja potrzebuje bardzo.
        A to wymaga żeby tą kobiecość męskość, atrakcyjność w oczach partnera dbać. Wymaga to zaplanowania, czasu i zasobów. Łatwiej oczywiście nie dbać.
        Jedni maja przecież wyższe oczekiwania od życia inni całkiem podstawowe.

        _____________________________________
        Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
        • mujer_bonita A na temat? 17.11.10, 11:40
          Urqu - nie prosiłam o wykład tylko o wytłumaczenie o co TEJ KONKRETNEJ PANI chodzi ;)
          • urquhart Re: A na temat? 17.11.10, 11:47
            mujer_bonita napisała:
            > Urqu - nie prosiłam o wykład tylko o wytłumaczenie o co TEJ KONKRETNEJ PANI cho

            Ta pani , jak to kobieta, logicznie nie pisze, jak to ty potrafisz, wiec też nie wiem o co jej właściwiej chodzi.
            _____________________________________
            Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
            • druginudziarz Re: A na temat? 18.11.10, 20:10
              urquhart napisał:

              > mujer_bonita napisała:
              > > Urqu - nie prosiłam o wykład tylko o wytłumaczenie o co TEJ KONKRETNEJ PA
              > NI cho
              >
              > Ta pani , jak to kobieta, logicznie nie pisze, jak to ty potrafisz, wiec też ni
              > e wiem o co jej właściwiej chodzi.

              Ta pani chce się wygadać.
              Jak to kobieta.
              pzdr.
        • zakletawmarmur Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 11:57
          Wym
          > aga to zaplanowania, czasu i zasobów. Łatwiej oczywiście nie dbać.

          Brawo! Czasu i zasobów!!! A nie zauważyłeś, że meżczyźni chcieliby mieć zadbane żony ale chcieliby, żeby kobiety robiły to za darmo i to jeszcze nie wiadomo kiedy?
          • triss_merigold6 Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 12:12
            Ja już dawno temu wiele razy pisałam, że jak facet chce mieć żonę wyglądającą jak milion dolarów to musi miec ten milion. Bo podtrzymywanie urody i znakomitej kondycji estetyczno- zdrowotnej kosztuje oraz wymaga czasu.
        • m00nlight Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 12:48

          Wydaje mi się, że chodziło o to, że pewnych rzeczy nie da się zaplanować, i że część z tego dzieje się 'poza nami'.

          Każdy chce wyglądać atrakcyjnie, zwlaszcza w oczach najbliższej osoby, co do kobiet te oczekiwania są wyższe. Oczekuje się, że kobieta w ciąży będzie szczupła (sic!), a po porodzie błyskawicznie wroci do formy sprzed ciąży. Niczym celebrytka ktora odpicowana wyskakuje z plaskim brzuszkiem tydzien po porodzie- taki obraz usiluje się nam sprzedac, ze tak ma byc. Jednoczesnie spoleczenstwo 'ciśnie' na 'idealne macierzynstwo', 'rodzicielstwo bliskosci', karmienie 'na żądanie' najlepiej 2 lata. Jak ta kobieta ma wrocic do wyglądu 'sprzed ciąży' z noworodkiem wiszący przy piersi niemal całą dobę?

          Chodzi o to, że nie wszystkie kobiety mają tego farta, że mogą wziąć się 'za siebie' zaraz po porodzie, niektore tyją 8 kilo ktore zrzucają blyskawicznie, nie mają rozstępow, nie wypadają im wlosy. Ale w większosci przypadkow nie jest tak rozowo i powrot do formy jest trudniejszy i trwa o wiele dluzej. W niektorych przypadkach cialo zmienia się na zawsze. I co ma zrobic taka kobieta? Wpaść w depresję i zważyć się na pasku bo zostala jej skóra na brzuchu? Zrobic sobie opreracje plastyczną (zakladając że ją stać)?

          Nie sprawiedliwiam lenistwa i 'zapuszczania się', ale nie zawsze 'dbanie o siebie' wystarcza. I naprawde wspolczuje kobietom facetow ktorzy jedyne co dostrzegają w rodzicielstwie to obwisle cycki i dodatkowe kilogramy żony, ktora nie jest juz tak ponętna jak kiedys a on z tego powodu strasznie cierpi, bo ona mu się nie podoba. Dla kobiety blizna po cesarce, rozstępy i cale 'zło' ktore zostaje po ciąży i porodzie też jest trudne do zaakceptowania! Rolą faceta w tym wszystkim jest ją wspierać a nie dobijać jeszcze bardziej. Przecież ona doskonale wie że wyglądala lepiej, ale co z tego. Ważne że teraz wygląda gorzej, i nie zawsze z wlasnej winy.
          • mujer_bonita Ale co z togo wynika!? 17.11.10, 13:04
            Moon - napisałaś posta pewnego oczywistych oczywistości - tylko CO Z TEGO WYNIKA?

            Bo ja nadal nie wiem, czemu ma służyć to co napisała autorka pierwszej wypowiedzi. Owszem - nie każda kobieta jest w stanie po ciąży 'sprostać' wymogom pięknego, jędrnego, młodego ciała. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość nie jest.

            Tylko z drugiej strony - seks, szczególnie dla facetów wiąże się w dużym stopniu z atrakcyjnym wyglądem. Tego nie zmieni świadomość, że 'przecież to naturalne, że cycki po ciąży są obwisłe'. Nie uniknie się porównań przed i po. To co postuluje autorka? Zrezygnować z bycia 'obiektem seksualnym' na rzecz bycia 'mamuśką'? Kurde... a jak kobieta CHCE być obiektem seksualnym? Jeżeli NIE CHCE, żeby jej dotychczasowe życie skończyło się i teraz było TYLKO macierzyństwem?

            Z tego co piszesz to autorka wątku postuluje 'nie przejmuj się obwisłymi cyckami czy obwisłą skórą na brzuchu skup się na byciu mamuśka a chłop niech skupi się na byciu ojcem a następnie oboje bądźcie pomarszczonymi dziadkami'. Kurcze... jakoś mało budująca wizja :/
            • m00nlight Re: Ale co z togo wynika!? 17.11.10, 15:07

              No wlasnie o to chodzi, że nie dla wszystkich to jest oczywiste. Zaryzykuję nawet stwierdzenie że dla większości nie jest.

              Chodzi mi o to, że ok, różni ludzie różne potrzeby, natomiast wkurza mnie że tak często społeczeństwo odbiera prawo do WYBORU, jednoczesnie formułując sprzeczne oczekiwania.

              Przyklad juz poruszany:
              1. Kobieta zostaje z dzieckiem na wychowawczym, 2, 3 lata: kura domowa bez ambicji, budyń zalał mózg itd
              2. Wraca do pracy po miesiącu: wyrodna, egoistka, karierowiczka, takie nie powinny mieć dzieci.
              Tak źle, tak jeszcze gorzej.

              Jakos nikt nie pomysli o tym ze czlowiek ma swoj rozum i sam chce decydowac. A mnie wkurza to że ciągle slyszę, widzę czytam: 'powinnaś', 'musisz', 'nie wolno' itd. Oczywiscie i tak robie po swojemu, ale i tak mnie to wkurza. Wiadomo ze czlowiek w życiu wchodzi w rozne role, a wszystkich nie da się idealnie pogodzić- zawsze jest coś kosztem czegos. A wymaga się od nas idealnosci na każdym polu: mam byc superpoświęcającą się kwoką, pracownikiem roku i do tego superlaską, a tu klops, doba ma tylko 24 godziny. Mam do tego dystans i dlatego sie nie zalamuję, ale wkurzac mnie chyba może :P
              • mujer_bonita Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 15:21
                m00nlight napisała:
                > Jakos nikt nie pomysli o tym ze czlowiek ma swoj rozum i sam chce decydowac. A
                > mnie wkurza to że ciągle slyszę, widzę czytam: 'powinnaś', 'musisz', 'nie wolno
                > ' itd. Oczywiscie i tak robie po swojemu, ale i tak mnie to wkurza.

                To co piszesz ZUPEŁNIE nie przystaje do tego o czym jest mowa w cytowanym tekście. Wręcz przeciwnie - np.ja NIE CHCĘ wybierać. O kant d..y mi taki wybór - dziecko albo figura. Ja bardzo chętnie wybrałabym opcję 'dziecko nie zrujnuje mi figury'.

                Tylko, że NIE MAM takiej opcji. Nie mam dużego wpływu na to czy będę miała rozstępy czy nie. Biorąc pod uwagę geny - będę. I CO? Nie mogę 'zrobić po swojemu' tupnąć nóżką i powiedzieć 'będę miała dziecko, będę miała rozstępy i będę atrakcyjna'. Takiej opcji TEŻ NIE MAM.

                I to jest tragizm sytuacji - ZMUSZENIE do wyboru, którego NIE CHCESZ dokonywać. Bo większość kobiet po porodzie CHCE być atrakcyjnymi i CHCE pozostać obiektami seksualnymi. Te które WYBIERAJĄ bycie aseksowną 'mamuśką' mają w 4 literach co ludzie powiedzą - dla nich liczy się 'bobo' i tyle.

                Wywody kobiety w pierwszym poście to dla mnie trochę takie zmniejszanie dysonansu poznawczego. Przekonywanie samej siebie, że 'nie potrzebuje być atrakcyjna'. A jednak - z głębi gdzieś jednak słychać żal...
                • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 15:27
                  "Nie mam dużego wpływu na to czy będę miała rozstępy czy nie. Biorąc pod uwagę geny - będę. I CO? Nie mogę 'zrobić po swojemu' tupnąć nóżką i powiedzieć 'będę miała dziecko, będę miała rozstępy i będę atrakcyjna'. Takiej opcji TEŻ NIE MAM."

                  Hej, momencik, w cale nie powiedziane, ze bedzies miala rozstepy. To po jedno. Po drugie, jestem przekonana, ze mozna miec rozstepy i mimo wszystko nadal byc atrakcyja a mozna nie miec rozstepow i byc nieatrakcyjna. Jedni maja to, inni smo, no body is perfect a mimo wszystko dla jakiejs grupy sa atrakcyjni.
                  • santo_inc Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 16:31
                    > Po drugie, jestem przekonana, ze mozna miec rozstepy i mimo wszystko nadal byc
                    > atrakcyja

                    Z całą pewnością DLA KOGOŚ bonita będzie wtedy atrakcyjna.
                    • songo3000 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 21.11.10, 19:01
                      Dla mnie będzie :)
                      Buźka Bonitko :)))
                  • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 17:44
                    kag73 napisała:
                    > Hej, momencik, w cale nie powiedziane, ze bedzies miala rozstepy. To po jedno.
                    > Po drugie, jestem przekonana, ze mozna miec rozstepy i mimo wszystko nadal byc
                    > atrakcyja a mozna nie miec rozstepow i byc nieatrakcyjna. Jedni maja to, inni s
                    > mo, no body is perfect a mimo wszystko dla jakiejs grupy sa atrakcyjni.

                    Kag - przeczytaj jeszcze raz początek słów, które zacytowałaś. Brzmią one 'NIE MAM DUŻEGO WPŁYWU NA...' i o to chodzi. Nie wiem co się stanie z moim ciałem. Może totalnie nic a może skończę z potworną siatką czerwonych pręg i mega zwisami zamiast brzucha i piersi. Rosyjska ruletka.

                    I tak jak pisze Santo - DLA KOGOŚ może będę atrakcyjna. 200 kilowa kobieta też znajdzie 'amatora' - a jednak mnie to nie pociesza bo WOLAŁABYM nie dotyć do takiego stanu. Niestety przy ciąży nie mam wielkiego wpływu na zmiany.
                    • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 19:06
                      Po pierwsze uwazam, ze jest roznica miedzy 200 kilo a rozstepami.
                      A Tobie doradzam, jak bedzies w ciazy, mimo wszystko smarowac brzuszek i nie tylko, specjalnym olejkiem, bo jak nie bedziesz a dostaniesz rozstepow bedziesz zalowac, ze nie smarowalas, bo moze akurat by pomoglo :)
                    • santo_inc Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 19:18
                      > I tak jak pisze Santo - DLA KOGOŚ może będę atrakcyjna. 200 kilowa kobieta też
                      > znajdzie 'amatora' - a jednak mnie to nie pociesza bo WOLAŁABYM nie dotyć do ta
                      > kiego stanu. Niestety przy ciąży nie mam wielkiego wpływu na zmiany.

                      Ale masz bardzo duży wpływ na to, jak będziesz wyglądać PO ciąży...
                      • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 19:25
                        santo_inc napisał:
                        > Ale masz bardzo duży wpływ na to, jak będziesz wyglądać PO ciąży...

                        A niby jaki mam wpływ na rozstępy? Albo na skórę, która może nie dojść do siebie? Operację plastyczną?
                        • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 19:39
                          Oczywiscie, ze masz duzy wplyw. Nawet jezeli zostana Ci rozstepy, nadal mozesz byc szczupla osoba a to tez juz duzo.
                          • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 19:49
                            kag73 napisała:
                            > Oczywiscie, ze masz duzy wplyw. Nawet jezeli zostana Ci rozstepy, nadal mozesz
                            > byc szczupla osoba a to tez juz duzo.

                            Co za logika!

                            Kag - szczupłość nie ma NIC do rozstępów. Uwierz. Wiem po sobie!
                            • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 20:27
                              Przeciz ja nie mowie, ze ma. Mowie tylko, ze np. lepiej szczupla i rozstepy niz gruba i rozstepy. Tak samo jak lepiej szczupla z cellulitem niz gruba z celullitem. Kapujesz? Przynajmniej ja to tak widze. Skoro tobie wsjo ryba, to juz inna kwestia.
                              Mam kolezanke, ktora jest szczupla, przed ciaza miala rozstepy, o dziwo, w ciazy ich nie przybylo.
                              Jest calkiem atrakcyjna a maz ma oczy tylko dla niej, jak to sie mowi.
                              Poza tym mozna nawet te rozstapy zakryc ladna bielizna, tuszy raczej nie zakryjesz. Albo masz tylko swiatlo swiec, facet na pewno nie czuje podczas seksu, ze kobieta ma rozstepy, tusze raczej czuje. Czy mu tusza przeszkadza to juz inna kwestia.
                              • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 21:24
                                Raz jeszcze - ja piszę o rzeczach na które NIE MAM WPŁYWU. Jasne, że lepiej być szczupłym z rozstępami ale problem polega na tym, że ja NIE CHCĘ mieć rozstępów ale NIE MAM na to wpływu.

                                Wiem, że masz dobre intencje ale mnie osobiście irytuje takie pocieszanie typu 'a moja koleżanka przed ciążą miała rozstępy a w ciąży ich nie przybyło'. A większość kobiet w mojej rodzinie ich nie uniknęła i co? Przypadek Twojej koleżanki nie ma ŻADNEGO wpływu na to, co będzie ze mną ani nie ma istotnego wpływu na statystyki. W moim mieście pijany koleś walnął maluchem w barierkę mostu, przeleciał przez przednią szybę, wylądował w rzece i przeżył. Czy to znaczy, że mam bez obaw zrobić to samo?

                                Nie ma reguły i nie da się przewidzieć do będzie. Nie mam na to wpływu.

                                A ukrywanie pod bielizną i światło świec? To może od razu pod kołderką po ciemku? ;)
                                • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 21:36
                                  A mozesz i pod kolderka po ciemu, skoro tak bedziesz chciala. A moze sie zdziwisz, ze wcale Cie to tak nie przeraza jak myslalas.
                                  Tak, sa rzeczy na ktore nie ma sie wplywu i nic nie zrobisz a zycie toczy sie dalej.
                                  I wiem, czasem patrzy sie na siebie i plakac sie che(niekoniecznie po ciazy i z razstepmi) a nastepnego dnia juz sie o tym nie mysli a za miesiac znowu i tak w kolo Macieju. Ale czy to sa tak naprawde prawdziwe problemy?
                                  Hej, dla Ciebie wyjscie mam: zaadoptuj dziecko! Bedziesz matka a i rozstepow nie bedzie! Masz wybor!
                                • kag73 Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 22:11
                                  "A większość kobiet w mojej rodzinie ich nie uniknęła i co?"

                                  Bonita, nie napalaj sie tak na te rozstepy, bo sie mozesz rozczarowac! Ja tez myslalam, ze bede miala normalny porod, karmila piersia i przy tej okazji ladnie chudla jak wiekszosc kobiet w mojej rodzinie i co...nic z tego :)
                                  • mujer_bonita Wracając do tematu ;) 18.11.10, 08:50
                                    Kag - doceniam wysiłki jednak w sumie nie o tym pisałam. Co ma być to będzie - może będzie dobrze, może źle. Naprawdę nie ma co nad tym dywagować :)

                                    Pisałam o czymś zupełnie innym. Kobieta cytowana w pierwszym poście jest raczej przypadkiem nie dojścia do siebie lub nie całkowitego dojścia do siebie po ciąży. No i OK -tak to już natura urządziła i nie da się tu walczyć.

                                    Ja się po prostu nie zgadzam z tym, co (przynajmniej tak mi się wydaje) ona postuluje. Uważam, że po pierwsze wychodzi ona z błędnego założenia, że OTOCZENIE 'narzuca nam' obraz atrakcyjnej kobiety jako wartościowej. Nie do kończą się z tym zgadzam. To MY lubimy być atrakcyjne, MY lubimy jak się za nami oglądają na ulicy. I wcale nie trzeba do tego ścigać się z ideałem z okładek magazynów. I wcale nie chodzi o budowanie swojej tożsamości na 'spojrzeniach obcych mężczyzn' ale o to, że to po prostu JEST FAJNE. Fajnie jest czuć się atrakcyjną, pociągającą kobietą.

                                    Z powodów powyższych utrata atrakcyjności po ciąży jest tak bolesna. Autorka wypowiedzi postuluje zatem WMÓWIENIE sobie coś w rodzaju, że przecież 'nie muszę być obiektem seksualnym' i 'wszystko ok bo teraz jestem mamuśką'. Ja tego nie kupuję, bo ja LUBIĘ być obiektem seksualnym, LUBIĘ być atrakcyjną kobietą. Dlatego przekonywanie mnie, że fajnie jest być aseksualną 'mamuśką' to jakaś wielka pomyłka :)

                                    Wszystkie te 'pocieszacze' dla mnie są jak ukazywanie zdrowemu człowiekowi uroków jeżdżenia na wózku. Seks w świetle świec? Uwielbiam ale nie chcę MUSIEĆ go tak uprawiać. Fajna bielizna? Super ale nie chcę MUSIEĆ zakrywać nią ciała. I chciałabym móc pójść na plażę w bikini a nie MUSIEĆ zakrywać się jednoczęściowym, zabudowanym kostiumem.

                                    I nie - nie buduję swojego poczucia wartości na kulcie własnego ciała. Natomiast atrakcyjność JEST dla mnie fajna i NIE POTRAFIĘ wmówić sobie, że wszystko jest ok bo po ciąży nie muszę być sexy ;)
                                    • m00nlight zapomnialas o jednym 18.11.10, 11:58

                                      A może my 'chcemy' i 'lubimy' być atrakcyjne WŁAŚNIE dlatego że tak nam wpojono?

                                      W dzisiejszych czasach wygląd zewnętrzny jest WARTOŚCIĄ i to o wiele większą niż jeszcze jakiś czas temu. Atrakcyjny wygląd jest potrzebny WSZĘDZIE- nawet w pracy, gdzie nikogo nie interesuje jakie masz kwalifikacje, jesli matka natura poskąpila atrakcyjnosci- w wielu miejscach nie zatrudnią. I nie mowie o zawodach w ktorych 'zarabia się wyglądem'- teraz często nawet w korporacji za biurko nie zatrudnią grubasa, czy starego...

                                      Od maleńkości mamy wbijane do głów, że 'dziewczynki muszą być ładne', 'że dziewczynki muszą być szczupłe', ładni i schludnie ubrane- tylko się nie pobrudź i nie podrzyj rajstopek'! mądre i zaradne już niekoniecznie muszą być. Może gdyby wygląd fizyczny nie byl traktowany jako coś wartościowego, nie bylby dla nas tak ważny hę? moze gdyby nikt nam nie wmawial że mamy być ładne w dupie mialybysmy te rozstępy, ciesząc się z niewatpliwie większej wartosci niż brak rozstępow jaką jest dziecko?

                                      Swoją drogą to pardoks że spoleczenstwo nadalo wartosci czemus co jest tak ulotne i z zalozenia nietrwale... kiedys zmarszczki i siwe wlosy byly symbolem mądrosci, wzbudzaly szacunek. Teraz, już tylko obrzydzenie i politowanie.
                                      • mujer_bonita Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 12:08
                                        m00nlight napisała:
                                        > A może my 'chcemy' i 'lubimy' być atrakcyjne WŁAŚNIE dlatego że tak nam wpojono?

                                        Być może Tobie tak :) Ja zawsze chowana byłam na tę 'mądrą' ;)

                                        > W dzisiejszych czasach wygląd zewnętrzny jest WARTOŚCIĄ i to o wiele większą ni
                                        > ż jeszcze jakiś czas temu.

                                        I znów się mylisz. Wygląd kobiety ZAWSZE był wielką wartością. O WIELE WIĘKSZĄ niż teraz. Kiedyś wygląd mógł przesądzić o zamążpójściu czyli 'być albo nie być' kobiety. Ładna ale biedna kobieta miała np. szansę awansu społecznego poprzez małżeństwo, brzydka nie.

                                        > Może gdyby wygląd fizyczny nie byl traktowany jako coś wartościowego,
                                        > nie bylby dla nas tak ważny hę?

                                        A zastanowiłaś się choć przez chwilę DLACZEGO i DO CZEGO wygląd jest wartościowy? Rozumiem, że jesteś w stanie przekonać faceta do 'niewartościowania' wyglądu i bzykania 200kg kobiety? A może zwyczajnie mu przy takiej kobiecie nie stanie (i vice vesra w stosunku do 200kg faceta)?


                                        Mylisz zupełnie różne kategorie. Wygląd nie świadczy o WARTOŚCI kobiety ale o jej ATRAKCYJNOŚCI już tak. I tego nie zmienisz. Facet może 'kochać' żonę, uważać ją za cudownego towarzysza, świetną matkę i kapitalnego człowieka ale seks niestety jednoznacznie powiązany jest z ATRAKCYJNOŚCIĄ.
                                        • m00nlight Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 13:34
                                          mujer_bonita napisała:

                                          > Być może Tobie tak :) Ja zawsze chowana byłam na tę 'mądrą' ;)

                                          Ja też byłam chowana 'nietypowo'. Przez rodzicow. Ale mowie o komunikatach płynących zewsząd. Tego niestety nie wyeliminujesz.

                                          > I znów się mylisz. Wygląd kobiety ZAWSZE był wielką wartością. O WIELE WIĘKSZĄ
                                          > niż teraz. Kiedyś wygląd mógł przesądzić o zamążpójściu czyli 'być albo nie być
                                          > ' kobiety. Ładna ale biedna kobieta miała np. szansę awansu społecznego poprzez
                                          > małżeństwo, brzydka nie.

                                          Niekoniecznie. Ładna ale biedna kobieta (lub inaczej, nisko urodzona) miala duże szanse zostać nałożnicą jakiegoś Pana, ale żoną to już niekoniecznie.
                                          Zresztą jak to już kiedyś toś zauważył były naciski na wgląd 'panien na wydaniu' natomiast po ślubie miała ona inne role do spełnienia, nie musiała błyszczeć do śmierci. I to bylo naturalną koleją rzeczy dla każdego.


                                          > A zastanowiłaś się choć przez chwilę DLACZEGO i DO CZEGO wygląd jest wartościow
                                          > y? Rozumiem, że jesteś w stanie przekonać faceta do 'niewartościowania' wyglądu
                                          > i bzykania 200kg kobiety? A może zwyczajnie mu przy takiej kobiecie nie stanie
                                          > (i vice vesra w stosunku do 200kg faceta)?

                                          Nie mowilam o skrajnościach i zapuszczaniu się. Sorry, ale nie wyobrażam sobie nawet JAK można ważyć 200 kg? Jak to możliwe? Zawsze mnie to fascynowalo w jaki sposob ludzie doprowadzają do takiej otyłości, zresztą to chyba nie aż tak częste przypadki. Ja mowie o sytuacjach typowych, laska z 36 po urodzeniu dziecka tyje do 44, potem udaje jej się nieco zrzucic ale zostaje powiedzmy 40 i co, dla faceta wielka tragedia bo mu żona obrzydła? Nie zmuszę nikogo do niczego, ale wydaję mi się że w związku AKCEPTACJA to podstawa. Ok, przytylo się 5 czy 10 kg, ale przecież osoba jest ta sama, nie zmienila sie w srodku. Zresztą ja wahania wagi traktowalam raczej w kategorii tymczasowosci- komus sie 'przydarzy' zagapic i przytyc, ok, rolą parntera chyba jest wspieranie a nie : "przytyla no to ja sobie szukam szczuplej bo moje poczucie estetyki tego nie zniesie i mi nie staje'? Gdzie tu miłość?


                                          > Mylisz zupełnie różne kategorie. Wygląd nie świadczy o WARTOŚCI kobiety ale o j
                                          > ej ATRAKCYJNOŚCI już tak. I tego nie zmienisz. Facet może 'kochać' żonę, uważać
                                          > ją za cudownego towarzysza, świetną matkę i kapitalnego człowieka ale seks nie
                                          > stety jednoznacznie powiązany jest z ATRAKCYJNOŚCIĄ.

                                          O to chodzi że nie mylę. Niestety ja wszędzie widzę że między wartością a atrakcyjnoscią ludzie często stawiają znak równości. Wygląd ważny jest nawet w sytuacjach gdy nie powinien byc w ogole rozpatrywany.
                                          Co do atrakcyjnosci w małżeństwie, no cóż, starzejemy się w końcu oboje tak samo, żadne z nas z biegiem lat nie wygląda lepiej, raczej gorzej. Fajnie jest gdy każdy dba o siebie we wlasnym zakresie, ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz. I co? W pewnym wieku staniesz przed faktem dokonanym że Twoj mąż ma 60 lat i obiektywnie nie jest atrakcyjny. Po prostu nie i koniec. Starosc nie jest atrakcyjna, ani estetyczna. I co? I jajco, trzeba to zaakceptowac.

                                          Moj facet przytyl ostatnio z 10 kilo. I co? Fakt że może jak na niego patrzę to bardziej mnie rozczula niż pociąga, ale nie powiedzialabym nigdy że obrzydza. Jakby byl obcym facetem, o pewnie obiektywnie stwierdzilabym że nie jest to estetyczne. Ale jest moim facetem i nie patrzę na niego obiektywnie, patrzę przez pryzmat że to jednak moj ukochany facet, a to że urósł mu brzuszek to co tego? Równie dobrze może go zgubić, w czym go zresztą wspieram i pomagam. Jesli zaczyna się patrzec na partnera w obiektywnych kategoriach estetycznych, cos tu chyba jest nie tak... Nie wszyscy są piękni a większość jakoś jednak dobiera się w pary. Co by bylo gdyby każdy na każdego patrzyl obiektywnie? Dobraliby się atrakcyjni z atrakcyjnymi a reszta co? A przecież jest to coś co sprawia że twoj facet nie jest piękny jak Brad Pitt (czy wstawcie sobie dowolne ciacho) ale jakimś cudem w twoich oczach jest atrakcyjny. Często zakochani faceci mówią: 'moja żona jest najpiękniejsza świecie' chociaż oczywistym jest że wcale nie jest, obiektywnie jest 'średnia', ale coś sprawia, że dla niego, subiektywnie jest najpiękniejsza. I tak powinno byc, mimo ciąż, mimo upływających lat.

                                          Chyba że naiwna jestem ;)
                                          • mujer_bonita Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 13:49
                                            m00nlight napisała:
                                            > Ja mowie o sytuacjach typowych, laska z 36 po urodzeniu dziecka
                                            > tyje do 44, potem udaje jej się nieco zrzucic ale zostaje powiedzmy 40 i co, dla
                                            > faceta wielka tragedia bo mu żona obrzydła? Nie zmuszę nikogo do niczego, ale
                                            > wydaję mi się że w związku AKCEPTACJA to podstawa. Ok, przytylo się 5 czy 10 kg.
                                            > ale przecież osoba jest ta sama, nie zmienila sie w srodku.
                                            (...)
                                            > rolą parntera chyba jest wspieranie a nie : "przytyla no to ja sobie szukam szczuplej
                                            > bo moje poczucie estetyki tego nie zniesie i mi nie staje'? Gdzie tu miłość?

                                            No to Cię teraz panowie zjedzą :)

                                            Akceptacja to bardzo wygodne słowo. Niestety - Attraction in not a choice :) Co z tego, że pani 'nie zmieniła się w środku' skoro utraciła cechy, które czyniły ją w oczach pana atrakcyjną? Kochać ją może dalej - bzykać nie koniecznie. Jednemu te 2 rozmiary nie przeszkodzą dla innego będą tragedią...

                                            > Chyba że naiwna jestem ;)

                                            Jesteś ;)

                                            To teraz sobie pomyśl o kobietach wymienianych na 'młodszy model'. Zastanów się - czemu na młodszy, szczuplejszy, atrakcyjniejszy, bez rozstępów czy obwisłych cycków skoro ich żony były najpiękniejsze 'mimo ciąż, mimo upływających lat. '?
                                            • kag73 Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 14:00
                                              "To teraz sobie pomyśl o kobietach wymienianych na 'młodszy model'. Zastanów się - czemu na młodszy, szczuplejszy, atrakcyjniejszy, bez rozstępów czy obwisłych cycków skoro ich żony były najpiękniejsze 'mimo ciąż, mimo upływających lat. '?"

                                              To juz troche czarnowidzenie. Tacy panowie nie naleza do wiekszosci. Zreszta nie wiadomo co do konca w ich zwiazkach i glowach sie dzialo. Wiem jedno, atrakcyjne mlode kobiety tez bywaja zdradzane albo niechciane.

                                              Bonita, no wiec teraz nie myl pojec. Na to czy schudniesz po ciazy(polecam powoli) masz wiekszy wplyw niz na rozstepy albo obwisly biust. Z dzieckiem czy bez mozesz przytyc a i biust moze Ci obwisnac. To juz lepiej cos z tego miec, dziecko:)

                                              • mujer_bonita Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 14:10
                                                kag73 napisała:
                                                > To juz troche czarnowidzenie. Tacy panowie nie naleza do wiekszosci. Zreszta ni
                                                > e wiadomo co do konca w ich zwiazkach i glowach sie dzialo. Wiem jedno, atrakcy
                                                > jne mlode kobiety tez bywaja zdradzane albo niechciane.

                                                To jeszcze poczarnowidzę... ilu panów zrobiłoby tak, gdyby było ich stać? ;)

                                                Ale tak naprawdę nie chodzi o to ile... chodzi o to JAK. Pomyśl o tych wszystkich panach sportowcach, biznesmenach, politykach etc. Na ile przypadków zamiany na młodszy i atrakcyjniejszy model przypadała zamiana na model mniej atrakcyjny czy starszy?

                                                Zobacz jaką sensację wzbudza Tomasz Kammel pokazując się z Katarzyną Niezgodą a jak zwyczajnie przyjmowana jest nowa partnerka Ibisza czy Pazury. To naprawdę DAJE do myślenia ;)
                                                • kag73 Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 15:20
                                                  Powiem tak, moze cos w tym jest, ze aktorzy, znani sportowcy itp. zyja w jakichs specjalnych warunkach. Moze za duzo pokus, odbicia od normy, sodowa do glowy, nie wiem, w kazdym razie czesto zmieniaja partnerow, wchodza w nowe zwiazki, co nie znaczy, ze sa szczesliwi, albo sa na krotko i potem znow potrzebuja nowosci. Moze niby maja wszystko a jednak jakies deficyty, ulegaja potrzebie chwili. I owszem znane sa uklady starawy facet i mloda kobieta.
                                                  Sama znam jednak przypadki gdzie facetow byloby na to stac a nie chca. W Niemczech mialam okazje nie raz prowadzic rozmowy na ten temat. Tam nie jest obciachem mowic pozytywnie o malzenstwie albo o kobietach, w ogole mowic w powazny sposob o emocjach. Jeden z panow, 22 lata z zona, powiedzial "Cos lepszego najczesciej sie juz nie trafia. Jestem zadowolony"(stac by go bylo na mloda). Inny powiedzial "Wiem co mam, wiem co moge stracic. Wiem gdzie moje miejsce", po 20 latch z zona, okazje do skokow w bok i kase na mlodsza mialby rowniez.
                                                  Trzeci pan, dobrze po 40. Po 20 latach rozwiodl sie z zona, powodem nie byla mlodsza. Ale po jakims czasie znalazl sobie 25 latke. Mowi "na poczatku mi to tak schlebialo, wow, ja z taka mloda, ale powiem ci po 5 miesiacach to ja juz do niej : idz dziewcze swoja droga... i bylem szczesliwy, ze sie jej pozbylem". Teraz znalzal sobie inna w wieku podobnym do swojego.
                                                  Moj wlasny maz, stac go, mlodsza ode mnie tez by sie znalazla. Probowalam go raz wykopac, nie chcial isc (na szczescie).
                                                  Oczywiscie rozne sa przypadki, naswietlane sa te znane. Do konca nie wiemy czy wszyscy by chcieli gdyby bylo ich stac, ja smiem twierdzic, ze nie. Zalezy od zadowolenia w zwiazku i oczekiwan. Do tego jeszcze nastawienie. Ci 50 latkowie wiazacy sie z 20 latkami chca tego posmaku mlodosci, mysla, ze to pomoze im w starzeniu sie albo niestarzeniu sie. Moj chlop z kolei mowi, ze gdyby on mial 50, nie chcialby 20 lataki, bo to jeszcze bardziej pokazywaloby mu jaki on zwiotczaly a ona jedrna, w taki "nagim" porownaniu.
                                                • zakletawmarmur Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 15:35
                                                  > Zobacz jaką sensację wzbudza Tomasz Kammel pokazując się z Katarzyną Niezgodą a
                                                  > jak zwyczajnie przyjmowana jest nowa partnerka Ibisza czy Pazury. To naprawdę
                                                  > DAJE do myślenia ;)

                                                  Ja myśle, że w Pazurze też wielu widzi frajera... No ratuje ich fakt, ze dziewczyna mu dziecko urodziła. Gdyby nie to byłby uważany za frajera, który ożenił się z laską bez kasy. Coś jak w tym watku:

                                                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,117804424,117804424,Mala_Wielka_roznica.html
                                                  Swoją drogą, bez urazy dla panny Zając ale facet jednak tak bardzo na urodę nie poleciał. IMO to typowy przykład, że w pewnym wieku największym pragnieniem faceta staje się spłodzenie potomka. Jego eks żona nie chciała więc poszukał młodej, płodnej... Myśle, że tu te cechy były najważniejsze, ważniejsze nawet od samej urody:-)
                                                  • m00nlight Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 16:27

                                                    Z tego co wiem Pazura ma już jedną córkę... nastoletnią bodajże, więc pewnie nie o samą chęć reprodukcji chodzilo :)

                                                    Natomiast z przypadkow ktore znam z życia (niemedialnych) to te 'nowsze modele' na ogół są brzydsze od żon... tyle, ze młodsze. No sorry, zlapac młodą to jeszcze jako-tako, ale zlapać młodą-i-ładną to chyba naprawde trzeba miec kupe kasy ;)

                                                    Wiec pokuszę się o stwierdzenie że nawet nie tyle o atrakcyjność fizyczną tu chodzi, co o jakieś dziwne poczucie że młodsza partnerka odmładza (?), daje jakąś ułudę, że zatrzyma przemijanie? Chyba raczej coś w ten deseń. Znam takie babki po 40stce zdrowo, że niejedna dwudziestka by się mogła schować.

                                                    Ale jak to Kag to już zauważyła, młode, piękne i bogate kobiety też są zdradzane (przyklad? Sheryl Cole młoda, piękna i bogata i co?)

                                                    PS Kammela i Niezgody- wiele osob się dziwilo na ten związek, a mnie to nie dziwilo nigdy- gdy zaczęli ze soba kręcić laska miala tyle kasy że mogłaby go kupić 100razy z całą rodziną i dobytkiem ;) Swoją drogą ona sama mnie zawsze dziwila: jak można miec tyle kasy i *tak* wyglądać? Chyba że naprawde jest wyluzowaną laską i ma to w dupie, a ona sama czuje się dobrze z sobą taka jaka jest, to zazdroszczę podwójnie ;)
                                                  • mujer_bonita Wpadłaś Moon ;) 18.11.10, 16:35
                                                    m00nlight napisała:
                                                    > PS Kammela i Niezgody- wiele osob się dziwilo na ten związek, a mnie to nie dzi
                                                    > wilo nigdy- gdy zaczęli ze soba kręcić laska miala tyle kasy że mogłaby go kupi
                                                    > ć 100razy z całą rodziną i dobytkiem ;) Swoją drogą ona sama mnie zawsze dziwil
                                                    > a: jak można miec tyle kasy i *tak* wyglądać?

                                                    I tu Cię mam Moon!

                                                    Kiedy facet może być z nieatrakcyjną laską? Kiedy jest BOOOOOOGATA!! Bo oczywiście nie jest zakochany i ona jest dla niego 'najpiękniejsza na świecie mimo, że obiektywnie nie jest' :D :D :D Tak więc sama nie wierzysz y możliwość bezinteresownego, 'miłosnego' bzykania nieatrakcyjnej laski :P
                                                  • m00nlight Wcale nie 18.11.10, 16:43

                                                    Nie wierzę w bezinteresowność TEGO konkretnego pana :)

                                                    Czytalam z nim wiele wywiadow i jawi mi się jako dupek do kwadratu, a do tego bufon :P

                                                    Zresztą, wątpię czy w szołbiznesie znajdziesz kogoś normalnego.

                                                    W życiu znam takie związki, gdzie miedzy nimi jest spora różnica w obiektywnej atrakcyjnosci. Ale fakt, wszystkie te związki to ładna dziewczyna plus taki sobie/ brzydki facet. Odwrotnie to nie znam.
                                                  • zakletawmarmur Re: Wpadłaś Moon ;) 18.11.10, 17:10
                                                    Myśle, że zaradność życiowa, sukces, przebojowość, świadomość, że laska ma więcej kasy a i tak jest nim zajnteresowana dla panów też ma prawo być pociagająca... I nie ma to wcale nic wspólnego z oszukiwaniem, udawaniem uczuć.
                                                • santo_inc Re: Mylisz zupełnie różne kateorie :) 18.11.10, 16:49
                                                  > > To juz troche czarnowidzenie. Tacy panowie nie naleza do wiekszosci. Zres
                                                  > zta ni
                                                  > > e wiadomo co do konca w ich zwiazkach i glowach sie dzialo. Wiem jedno, a
                                                  > trakcy
                                                  > > jne mlode kobiety tez bywaja zdradzane albo niechciane.
                                                  >
                                                  > To jeszcze poczarnowidzę... ilu panów zrobiłoby tak, gdyby było ich stać? ;)

                                                  Potwierdzam. Zdaje mi się, że masz rację.
                                                • zakletawmarmur Po co się tak maltretować? 18.11.10, 18:19
                                                  o tych wszystki
                                                  > ch panach sportowcach, biznesmenach, politykach etc. Na ile przypadków zamiany
                                                  > na młodszy i atrakcyjniejszy model przypadała zamiana na model mniej atrakcyjny
                                                  > czy starszy?

                                                  Ja tam wole optymistycznie popatrzeć sobie np. na nową partnerkę Wiśniewskiego.

                                                  Albo na kobiety, które wymieniły mężów na młodszy model. Moją idolką jest Demi Moore (a przypominam, że jest matką) i boski Ashton.
                                            • m00nlight A właśnie 18.11.10, 16:40

                                              I tu jest pies pogrzebany. Skoro 'pani utraciła cechę dzięki ktorej byla w oczach pana atrakcyjną' - w domyśle zgrabną figurę- i tylko to wystarczylo, by związek się rozsypal, to, ekhem.

                                              A co przepraszam z pozostałymi cechami? Pan się związał z panią bo miala ładną figurę? To ja mam w dupie taki związek. To tak jak laski ktore zostawiają mężów bo akurat stracili pracę. W ich oczach on stracil na atrakcyjnosci- czyli głównym, jesli nie jedynym powodem dla ktorego się związały były pieniądze i szerokopojmowana stabilność finansowa.

                                              Takie sytuacje obnażają płyciznę związku- zaryzykuję nawet stwierdzenie że NIE BYŁO żadnego związku...

                                              Sorry,dla mnie, jesli te 2 rozmiary czy rozstępy robią aż tak wielką różnicę, to ja żadnej miłości tam nie widzę. Bo chyba kocha się całoksztalt, z dobrodziejstwem inwentarza. Idąc tym tropem, co jeśli jedno zachoruje? Też można go/ją porzucić bo gdy się wiązali była zdrowa? - jakby nie bylo, utraciła ważną cechę.

                                              Od razu zaznacze jeszcze raz, co by sie mnie panowie nie czepili- nie usprawiedliwiam zapuszczania się, nie twierdzę że należy wszystko akceptowac. Ale na pewne rzeczy, zmiany, nie mamy przeciez wplywu. I wydaje mi się że jeśli związek jest dobry, pełny, z uczuciem, to te zmiany się akceptuje.

                                              Tak wiem, jestem naiwna :) Ale jeśli zacznę wierzyć że dla każdego faceta jedyna wartościowa rzecz którą mam to moj wygląd i fizyczna atrakcyjnosc, że zamiana mnie z czasem na nowszy model jest tylko kwestią czasu, zostanie mi tylko cynizm i wyrachowanie. To już raczej wolę swoją bajeczkę o miłości :)
                                              • santo_inc Re: A właśnie 18.11.10, 16:51
                                                > I tu jest pies pogrzebany. Skoro 'pani utraciła cechę dzięki ktorej byla w ocza
                                                > ch pana atrakcyjną' - w domyśle zgrabną figurę- i tylko to wystarczylo, by zwią
                                                > zek się rozsypal, to, ekhem.
                                                >
                                                > A co przepraszam z pozostałymi cechami? Pan się związał z panią bo miala ładną
                                                > figurę? To ja mam w dupie taki związek.

                                                Pan ją bzykał, bo była szczupła i ładna.

                                                Jak będzie mógł bzykać na boku, to pewnie nie będzie problemu z kontynuowaniem związku.

                                                > Sorry,dla mnie, jesli te 2 rozmiary czy rozstępy robią aż tak wielką różnicę, t
                                                > o ja żadnej miłości tam nie widzę. Bo chyba kocha się całoksztalt, z dobrodziej
                                                > stwem inwentarza. Idąc tym tropem, co jeśli jedno zachoruje?

                                                A i owszem, ale wiesz, sama miłość nie wystarcza.
                                              • mujer_bonita Pożądanie to nie to samo co miłość 18.11.10, 17:07
                                                m00nlight napisała:
                                                > I tu jest pies pogrzebany. Skoro 'pani utraciła cechę dzięki ktorej byla w ocza
                                                > ch pana atrakcyjną' - w domyśle zgrabną figurę- i tylko to wystarczylo, by zwią
                                                > zek się rozsypal, to, ekhem.
                                                > A co przepraszam z pozostałymi cechami? Pan się związał z panią bo miala ładną
                                                > figurę? To ja mam w dupie taki związek.

                                                Mylisz pożądanie z miłością - attraction z affection :) To dwie różne, choć zazębiające się rzeczy. Obie niezbędne do stworzenia dobrego i trwałego związku :)

                                                I dlatego tak właśnie jest - bycie atrakcyjnym seksualnie to wygląd, figura, sposób poruszania. Bycie atrakcyjnym partnerem to intelekt, poglądy, zaradność etc. Właściwa kombinacja tych cech powoduje, że ktoś jest atrakcyjny CAŁOŚCIOWO.

                                                Czy związek się posypie wraz z utratą atrakcyjności partnera? Zapewne nie. Utrzyma go affection. Czy posypie się seks? Może - bo seks jest w dużej mierze zależny jest od attraction. Okrutne ale prawdziwe.

                                                > To już raczej wolę swoją bajeczkę o miłości :)

                                                Powiedział 'dyplomowany psycholog'! Ło Matko! ;D
                                                • m00nlight Re: Pożądanie to nie to samo co miłość 18.11.10, 17:27

                                                  Nie mylę.

                                                  Każdy wie, ze pożądanie (namiętność) jest składową związku.

                                                  I że ta namiętność z czasem, nieuchronnie się wypala. Niestety!

                                                  Ale jest jeszcze intymność, jest zaangażowanie. I na tych dwóch skladowych opiera się dobry, dojrzaly związek.

                                                  Niestety dla wielu osob, szczegolnie facetow, sama namiętność to synonim miłości i na tym związek opierają. To oczywiscie prowadzi do nieuchronnej katastrofy i rozpadu związku, bo utrzymanie namiętnosci przez wiele lat po prostu nie jest możliwe... średnio wypala się po 2, 3 latach, a góra ile? 5? 10? To chyba u rekordzistow. I nie dziwie się że w takim ukladzie, gdzie relacja nie weszła 'głębiej', nie zostala zbudowana intymność (zaangażowanie samo pojawia się z czasem), że taki związek w obliczu utraty aktrakcyjnosci fizycznej ktoregos z partnerow sie posypie. Nawet jesli nikt nie utraci atrakcyjnosci, i tak taki związek posypie sie z czasem, zwyczajnie z nudów. Seks nie jest motorem napędowym związku, nie na dłuższą metę. Z reguły od seksu się zaczyna, a relację buduje się powoli z czasem, tzn niektórzy budują. Ci którzy nie zbudowali, to, no cóż, tylko im wspolczuc ze w takim ukladzie zdecydowali się na dziecko....
                                                  • mujer_bonita Re: Pożądanie to nie to samo co miłość 18.11.10, 17:33
                                                    m00nlight napisała:
                                                    > I że ta namiętność z czasem, nieuchronnie się wypala. Niestety!
                                                    > Ale jest jeszcze intymność, jest zaangażowanie. I na tych dwóch skladowych opie
                                                    > ra się dobry, dojrzaly związek.

                                                    Tak więc napisałam, że związek się nie skończy ale seks w nim może. Tylko, że mnie nie satysfakcjonuje 'braterskie małżeństwo'.

                                                    > i rozpadu związku, bo utrzymanie namiętnosci przez wiele lat po prostu nie jest
                                                    > możliwe... średnio wypala się po 2, 3 latach, a góra ile? 5? 10?

                                                    Oooo... świetnie! To po co się starać jak po 'góra 10' latach seksu nie będzie ;) Przechodzisz sama siebie Moon :P
                                                  • m00nlight Re: Pożądanie to nie to samo co miłość 18.11.10, 17:42

                                                    A kto powiedzial ze gdy wypala się namiętność to od razu 'seks się kończy'? Ale fakt, po paru latach związek przechodzi albo ( w wersji optymistycznej) w związek tzw 'przyjacielski'- intymność + zaangażowanie, albo (w wersji pesymistycznej)- w pusty- samo zaangażowanie, albo się po prostu rozpada.

                                                    Ale generalnie, to intymność, a nie namiętność jest podstawą trwalego związku. Poczytaj psychologię miłości Wojciszke to Ci się rozjasni :)

                                                    Ale nie powiesz chyba że po 10 latach może być tak samo jak 10 lat wczesniej :)
                                                  • mujer_bonita Re: Pożądanie to nie to samo co miłość 18.11.10, 17:55
                                                    m00nlight napisała:
                                                    > Ale nie powiesz chyba że po 10 latach może być tak samo jak 10 lat wczesniej :)

                                                    Może być lepiej :)
                                                  • urquhart Zwiazek kompletny czy przyjacielski ??? 18.11.10, 17:59
                                                    m00nlight napisała:
                                                    > Ale generalnie, to intymność, a nie namiętność jest podstawą trwałego związku.
                                                    > Poczytaj psychologię miłości Wojciszke to Ci się rozjasni :)

                                                    Ja zapamiętałem że namiętność się wypala automatycznie fakt nie podtrzymywana z jednym partnerem.
                                                    Ale optymalnie trzeba się starać ten stan wydłużyć i opóźnić, aby związek kompletny (wszystkie 3 elementy) przekształcił się w przyjacielski (2 elementy) kiedy para będzie staruszkami i nie będzie miała związanych z tym potrzeb.

                                                    Jak to zrobić???



                                                    _____________________________________
                                                    Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
                                                  • m00nlight Re: Zwiazek kompletny czy przyjacielski ??? 18.11.10, 20:09

                                                    Jak to zrobić?

                                                    Ha, dobre pytanie. I zapewne wiele osob chcialoby poznac recepte, zwlaszcza że niestety większosc z nas skonczy w pustych związkach :/
                                                  • urquhart Re: Zwiazek kompletny czy przyjacielski ??? 18.11.10, 20:34
                                                    m00nlight napisała:
                                                    > Jak to zrobić?
                                                    > Ha, dobre pytanie. I zapewne wiele osob chcialoby poznac recepte, zwlaszcza że
                                                    > niestety większosc z nas skonczy w pustych związkach :/

                                                    Według Perel:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,104157057,104157057,Inteligencja_erotyczna_Podgrzewanie_namietnosci.html_____________________________________
                                                    Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
                                              • urquhart Re: A właśnie 18.11.10, 17:13
                                                m00nlight napisała:
                                                > I tu jest pies pogrzebany. Skoro 'pani utraciła cechę dzięki ktorej byla w ocza
                                                > ch pana atrakcyjną' - w domyśle zgrabną figurę- i tylko to wystarczylo, by zwią
                                                > zek się rozsypal, to, ekhem.(...)W ich oczach on stracil na atrakcyjnosci- czyli głów
                                                > nym, jesli nie jedynym powodem dla ktorego się związały były pieniądze i szerok
                                                > opojmowana stabilność finansowa.

                                                Jak przecież wykłada Wojciszke w sensie biologicznym związek to wymiana seksu na dobra :)
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,92783007,92783007,Zwiazek_to_wymiana_seksu_za_dobra_Wojciszke.html
                                                > ne rzeczy, zmiany, nie mamy przeciez wplywu. I wydaje mi się że jeśli związek j
                                                > est dobry, pełny, z uczuciem, to te zmiany się akceptuje.

                                                Ile pań wytrwa twoim zdaniem w "pełnym związku" z leniem, nieudacznikiem i fajtłapą którego trzeba urzymywać?
                                                _________________________________
                                                Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
                                                • m00nlight Re: A właśnie 18.11.10, 17:32

                                                  W przykladzie ktory przytoczyles nie ma mowy o pelnym związku.

                                                  Samo postrzegania partnera w tak negatywny sposob wyklucza jakiekolwiek uczucie. Co to za związek? On nie dąży do zmiany, ona nim gardzi. Wlasnie o to chodzi, że w dobrym związku nie musisz z nikim 'wytrzymywac'. Jestes z kims bo chcesz, bo daje Ci to szczescie i spelnienie. Jesli jestes z kims 'bo musisz' i z nim 'wytrzymujesz', to ze związkiem nic wspolnego nie ma.
                                      • santo_inc Re: zapomnialas o jednym 18.11.10, 16:48
                                        > Swoją drogą to pardoks że spoleczenstwo nadalo wartosci czemus co jest tak ulot
                                        > ne i z zalozenia nietrwale... kiedys zmarszczki i siwe wlosy byly symbolem mądr
                                        > osci, wzbudzaly szacunek. Teraz, już tylko obrzydzenie i politowanie.

                                        Kiedyś ktoś kto miał zmarszczki i siwe włosy był wyjątkiem, bo ludzie umierali młodo. W związku z tym w środowisku byli wyjątkowi, mieli wyjątkowe doświadczenia i wyjątkową wiedzę.

                                        Dziś ludzie z powodzeniem doczekują siwych włosów i zmarszczek i nie ma w tym już nic wyjątkowego. Dziś sam wiek nie wystarczy, by zasłużyć na szacunek.

                                        Może jeszcze powiesz, że z racji tego wieku mam czuć pociąg do wszystkich starszych pań? Przecież to jest niesmaczne...
                                        • m00nlight Re: zapomnialas o jednym 18.11.10, 17:05

                                          A gdzie ja wspomnialam że ktokolwiek powinien odczuwać 'pociąg do starszych pań?'

                                          Raczej o to że jak samemu się jest starym, to i starość partnera trzeba zaakceptowac.

                                          Byl kiedys taki film z Robertem DeNiro, nie pamiętam tytulu, w każdym razie byl o tym że Robert DeNiro byl podstarzalym lowelasem pod 60tke, ktory nigdy nie związal się z kobietą w swoim wieku- zawsze wybieral mlodsze, stopniowo coraz więcej mlodsze od siebie. Taką mial 'zasade' i praktykowal mimo zawalu , czy nawet kilku, ale nigdy nie doznal spelnienia, nie ożenil się, związki byly liczne i nietrwale. Aż w koncu poznal kobiete w swoim wieku, ale z klasą, obiektywnie nieatrakcyjnąi co? Zakochal się, ożenil happy end, napisy koncowe. Zapytacie co z tego wynika, ano to, że czasem czlowiek cale życie szuka tego 'czegoś' i znajduje dopiero na starosc. Pechowcy nie znajdują nigdy, bo nigdy nie wykraczają poza swoje schematy, pływają po powierzchni a nigdy się nie zagłębiają. Potem umierają z poczuciem pustki. Tak mają ludzie którzy przywiązują się do rzeczy powierzchownych, płytkich, w stylu wygląd, dobra materialne itd. Co z tego że ma kase, zaliczył setkę jędrnych dziewek? Ano nic, zdycha sam i w poczuciu że jedno życie mial i je zmarnowal.
                                          • santo_inc Re: zapomnialas o jednym 18.11.10, 19:11
                                            > A gdzie ja wspomnialam że ktokolwiek powinien odczuwać 'pociąg do starszych pań
                                            > ?'
                                            >
                                            > Raczej o to że jak samemu się jest starym, to i starość partnera trzeba zaakcep
                                            > towac.

                                            Co to znaczy "zaakceptować"? Czy mają mnie pociągać zmarszczki mojej starej żony? Z całą pewnością nie będę czuć do niej odrazy, ale nie przypuszczam też, żeby akurat te zmarszczki miały mnie pociągać...
                                            • m00nlight Re: zapomnialas o jednym 18.11.10, 20:10

                                              Tak samo jak jej nie będzie pociągać Twoja łysina:P

                                              Ale patrz, z jakichś powodow starzy ludzie uprawiają ze sobą seks, i nie wymiotują przy tym...
                                    • kag73 Re: Wracając do tematu ;) 18.11.10, 13:52
                                      Tak, doskonale Cie rozumiem. Sama jestem mama i owszem nigdy nie myslalam, "teraz bede mamuska , nie musze byc juz atrakcyjna". Chcialam nadal byc atrakcyjna kobieta. Zaryzykowalam ciaze z jej mozliwymi nastepstwami. Na szczescie udalo sie, natura oszczedzila mi "przykrych" nastepstw.
                                      Niemniej jednak musze powiedziec, ze moze to troche tak jest, ze czlowiek do wszystkiego sie przyzwyczaja, zaczyna (z braku laku) wiele rzeczy akceptowac i podchodzi do nich bardziej na luzie. Musi tak byc, inaczej bysmy wszyscy oszaleli. Np. starzenie sie, nikogo to nie ominie, wielu ludzi ma z tym problem. Sama teraz czasami idac ulica stwierdzam, ze coraz wiecej ludzi jest mlodszych ode mnie a kiedys tak nie bylo. O zgrozo! I patrzac w lustro widze zmarszczki i czasem mnie to wrecz wk..wia, ale coz moge zrobic? Nic. I mysle sobie, zycie, nic nie zrobisz.
                                      I pocieszam sie, ze natura tak to urzadzila, ze czlowiek zyje dalej i nie rozpacza(przynajmniej nie ciagle)
                                      • mujer_bonita Re: Wracając do tematu ;) 18.11.10, 14:20
                                        kag73 napisała:
                                        > I pocieszam sie, ze natura tak to urzadzila, ze czlowiek zyje dalej i nie rozpa
                                        > cza(przynajmniej nie ciagle)

                                        Ja myślę, że mam po prostu inne podejście do akceptacji zmian. Ja na przykład żyję tak jak sama to nazywam 'świadomie' ze wszystkimi plusami i minusami. To znaczy, jeżeli stracę figurę po ciąży to nie będę wmawiać sobie ani, że 'wygląd nie przesądza o mojej atrakcyjności' ani, że 'jestem mamuśką więc nie muszę być atrakcyjna'. Po prostu przyjmę do wiadomości, że tak się życie potoczyło, że niestety nie można mieć wszystkiego i czasem niestety trzeba wybierać. Kosztem posiadania dziecka czasami po prostu JEST wygląd. I pewnie nawet będzie mi z tego powodu przykro ale cóż... przykrość to też część życia ;)

                                        PS.
                                        > Sama teraz czasami idac ulica stwierdzam,
                                        > ze coraz wiecej ludzi jest mlodszych ode mnie a kiedys tak nie bylo. O zgrozo!

                                        Ja ostatnio zaczęłam mówić 'za moich czasów'. To dopiero ZGROZA!
                                      • m00nlight Re: Wracając do tematu ;) 18.11.10, 16:52

                                        Moja babcia ma 77 lat i odkąd zaczela się poważnie starzec, tak powiedzmy od 10ciu (wczesniej jakos nawet sie trzymala dobrze jak na swoj wiek) rozpacza o swoj wygląd, narzeka na zmarszczki, ciągle mawia że boi sie patrzec w lustro bo jej się wydaje że to nie jest 'JEJ' twarz, że patrzy na nią twarz obcej, starej kobiety....

                                        Mimo to nigdy nie pofarbowala wlosow, ani nie pomyslala o jakimś liftingu czy czyms- chociaz teoretycznie, mogla by sobie pozwolic. Ubiera się 'stosownie do wieku', elegancko, ze szminką się nie rozstaje. Kiedyś była zjawiskowo piękną kobietą, jak tak oglądam stare zdjęcia rzeczywiscie nie przypomina już 'siebie'. I tak sobie myślę, to nie jest sprawiedliwe. I zdaję sobie sprawę że ja kiedys stane przed lustrem i zobaczę obcą twarz starej kobiety, zgroza. No ale cóż, trzeba z tym żyć. Nie zamieram ładowac w siebie botoksu czy odstawiac innych cyrków. Jak patrzę na te 'wyprasowane' lica 'gwiazd' to nie to śmieszy- i tak widac ze ona jest stara. Np taka Madonna- coz tego ze nie ma jednej zmarszczki i tak widac ze nie ma 20stu lat....
                        • santo_inc Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 20:30
                          > A niby jaki mam wpływ na rozstępy? Albo na skórę, która może nie dojść do siebi
                          > e? Operację plastyczną?

                          Dla mnie największe znaczenie ma tusza, na którą z całą pewnością masz wpływ.

                          Operację plastyczną też możesz sobie ufundować, wliczając ją w koszta posiadania dzieci.
                          • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 21:28
                            santo_inc napisał:
                            > Operację plastyczną też możesz sobie ufundować, wliczając ją w koszta posiadani
                            > a dzieci.

                            A wiesz, że taka operacja wszystkiego nie naprawi? Zwykle wykonuje się ją kiedy jest bardzo źle (np. kiedy skóra nie dojdzie do siebie i na brzuchu zwisa smętny worek). Tylko, że sama operacja powoduje, że nie wygląda się tragicznie a nie wystrzałowo ;)
                            • santo_inc Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 17.11.10, 21:54
                              > A wiesz, że taka operacja wszystkiego nie naprawi?

                              A czy ja napisałem, że na tym trzeba poprzestać?
                              • mujer_bonita Re: Jest dokładnie odwrotnie niż piszesz :) 18.11.10, 08:29
                                santo_inc napisał:
                                > A czy ja napisałem, że na tym trzeba poprzestać?

                                Widzę, że kręcimy się w kółko. Chodzi mi o przypadki, kiedy wysiłek własny + operacje plastyczne NIE DAJĄ GWARANCJI atrakcyjnego wyglądu sprzed ciąży.

                                Przykład siostry koleżanki, po ciąży bliźniaczej. Po porodzie szybko straciła nadmiarowe kilogramy ale skóra rozciągnięta do granic możliwości pokryła się siatką rozstępów i nie 'wstąpiła' całkowicie z powrotem. Zafundowała sobie więc operację w celu likwidacji smętnego zwisu skóry na brzuch ale operacja nie zlikwidowała większości rozstępów a zostawiła blizny. Owszem - wygląda znacznie lepiej niż tuż po porodzie ale do wyglądu sprzed ciąży bardzo jej daleko. I owszem - jej przypadek jest raczej wyjątkiem niż regułą ale chciałam jedynie zwrócić uwagę, że często kobieta NIE MA WPŁYWU na to co się stanie ani też choćby stanęła na głowie NIE MOŻE odwrócić zmian.
                                • a.pola.z pytanie 07.12.10, 02:06
                                  tak z czystej ciekawości - załóżmy, że macie rewelacyjną sytuację finansową, stać was na operację typu lifting biustu, wycięcie nadmiaru skory z brzucha etc.

                                  po ciąży ciało pełna ruina - obwisły biust, 'torba' na brzuchu, rozstępy etc.

                                  pytanie do kobiet: decydujecie się na operację?
                                  pytanie do mężczyzn: doradzacie /odradzacie zonie operację?

                                  pytam w kontekście takich atrakcji jak - poważna interwencja chirurgiczna, ryzyko powikłań, zakażeń, narkoza, która nie jest najzdrowsza, ogromny!! ból.
                                  ryzykujecie osierocenie dziecka (tak wiem, cegła może na głowę spaść, ale ryzyko można zmniejszać lub zwiększać) żeby lepiej wyglądać w bikini?
                                  zachęcacie żonę do operacji wiedząc, że po wybudzeniu z narkozy będzie cierpieć (mimo środków przeciwbólowych, zapewniam, że to bardzo 'średnia' przyjemność)?

                                  ryzykujecie zdrowie swoje / żony (matki waszego dziecka) dla wyglądu?
                                  • sisi_kecz Re: pytanie 07.12.10, 09:36
                                    Miałam w życiu tylko jedną operacje i wiem, ze nie zdecyduje sie na żadną, która nie będzie ratującą życie.
                                    Tak samo uważam, że popierać ewentualna operacje plastyczną powinien tylko ktoś, ktosam przeszedł ogólną narkozę, wybudzenie i okres pooperacyjny.

                                    Tak, na marginesie, to niesamowity jest ten skok w operacje plastyczne jaki teraz w kraju mamy. Chyba w przeciągu 5 lat stały sie normalnym elementem życia klasy średniej.
                                    Niedługo osoba, która sie nie "poprawia" w ten sposób, będzie za murzynami.

                                    A my sie śmiejemy z kobiet, które chodziły w gorsetach, albo oburzamy kołkami wbijanymi w wargę w Amazonii- teraz to jest dopiero jazda bez trzymanki, byle tylko wyglądać jak laska z photoshopa ;)

                                    duze pozdro!!!
          • kag73 Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 13:11
            "Oczekuje się, że kobieta w ciąży będzie szczupła (sic!), a po porodzie błyskawicznie wroci do formy sprzed ciąży. Niczym celebrytka ktora odpicowana wyskakuje z plaskim brzuszkiem tydzien po porodzie- "

            A kto Ci to powiedzial i co to za bzdury? I kto tego oczekuje, ktos chyba bezpojeciowy.
            I nie daj sobie wmowic, ze sie dokas musisz spieszyc, bo ktos tam oczekuje. Jak mawiaja polozne w Niemczech "to co 9 miesiecy roslo, powinno miec tyle samo czasu, zeby powrocic do dawnego stanu". Nie wiem kto oczekuje zrzucenia kilogramow miesiac po porodzie?
            Nie dajmy sie zwariowac. Czasem warto zaufac naturze. Wielkie "branie" sie za siebie, glodowanie i zrzucanie na sile za szybko kilogramow moze przyniesc efekt obwislosci skory i wlasnie wypadania wlosow, psucia sie zebow i innych, bo oraganizm i tak juz swoje zniosl, potrzebuje czasu na zregenerowanie sie a "glupie" kobiety zaczynaja odchudzanie. Lepiej powoli a bez wiekszych szkod. Nikt Cie nie goni. Dziecko i Twoje zdrowie po ciazy jest najwaniejsze. Chodzi o to by wrocic do sil, zregenerowac sie i powolutku, jezeli nie pojdzie samoczynnie, to z wlasna pomoca wrocic do dawnej formy.
            A co na to Twoj facet w domu, to juz kwestia tego jakiego sobie wybralas, z glowa na karku i olejem pod deklem czy bezpojeciowca.
            • m00nlight Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 14:55

              Ja taki wlasnie przekaz widzę w mediach, a media (niestety) ksztaltują pogląd na życie wielu osob, wydaje mi się, że taka tendencja zaczyna być wizją spoleczeństwa, jako ogółu.

              Jako bezpośrdnio zainteresowana wiadomą tematyką, ostatnio sporo czytam. I co czytam? Masę sprzecznosci!
              W jednej książce widze tabelke ile czego mam jeść- i wychodzą z tego dzienne racje jak dla kompanii wojska. W drugiej teksty w stylu: 'wybieraj produkty tylko odtłuszczone'. Sick! Z jednej strony wymaga się ode mnie że mam nie przytyc, a z drugiej nie mogę się odchudzac bo 'zaglodze dziecko'.
              Tak samo pozniej, z jednej strony wmawia się nam że mamy być supermatkami biegnącymi z cycem na każe kwęknięcie, a z drugiej: fotki wspomnianych celebrytek w bikini tydzien po porodzie z podtekstem 'i co? jednak da się!'

              I jeszcze wyjeżdżają faceci (nie tylko na tym forum) z tekstami o 'zapuszczonych mamuśkach co wyglądają jak chodząca katastrofa' albo 1000 komentow pod galerią 'gwiazd w ciąży' w stylu 'ciężarowy nie powinny wychodzic z domu albo zakrywac sie namiotem bo wyglądają jak wieloryby i psują innym odczucia estetyczne'. W tym się łatwo pogubić, społeczne wymagania są sprzeczne. Zresztą, dla kobiety to chyba nie nowość, co nie zrobimy, i tak nas obsmarują.

              Co do mojego chlopa to się nie martwię, gorzej nie będzie -.-
              • kag73 Re: W sumie czego 'My' chcemy? 17.11.10, 15:05
                No tak, chyba nie jestem w temacie. Moze masz pecha i zyjesz nie w tym kraju?

                Zreszta co Cie media obchodza. Masz wlasna glowe i swojego ginekologa. Kazdy wie co to jest zdrowe jedzenie, rowniez w ciazy, je sie dla dwoch a nie za dwoch. I jak najbardziej mozna cieszyc sie ciaza i pozwalac sobie na male grzeszki.
                A ze kazda normalna kobieta w ciazy tyje to zadna nowosc. To calkiem logiczna sprawa. Tendencyjnie im szczuplejsza kobieta tym wiecej moze przytyc, bo masa jest potrzeba, zeby to wszyko uniesc :) Zreszta nie wazne ile sie przytyje, wazne, zeby to potem zrzucic i niekoniecznie w miesiac czy dwa.
    • lilyrush Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 11:36
      jakos zupoełnie nie rozumie tego artykułu
      i skargi" czy zawsze musiamy byc obiektami seksualnymi"?

      nie , nie musimy- pani sie coś pomieszało. Ale jak chcemy dobrego seksu z facetem to by się przydało. Ja sie po urodzeniu dziecka rozwiodłam. Z powodów naturalnych wiec spotykam sie nie z facetem który mi to dziecko zrobił i nie mam taryfy ulgowej. I mam sie z tego powodu na cały świat obrażać? I na biologie?
      • kag73 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 12:30
        Nie wiem tez o co chodzi konkretnie autorce. Nie bardzo zrozumialam przeslanie.
        Dodam, ze nie wrzucalabym wszystkich do jednego worka i straszyla "nieatrakcyjnoscia" po ciazy i nieatrakcyjnosci dzieciatych kobiet .Niektore wygladaja jakis czas po ciazy lepiej niz wczesniej, albo nadal atrakcyjnie.
        Wiem jedno: Wszyscy sie zestarzejemy z dziecmi czy bez. Dlatego z mojego punktu widzenia lepiej miec dziecko, kiedy sie je chce oczywiscie, bo zmaszczki i "zwiotczenie" i tak nikogo nie omina.
        A co do tego maja mezczyzni(ktorzy tez niestety sie zestarzeja) i co mnie oni obchodza.? Konkretnie obchodzi mnie moj mezczyzna i zycie z nim, reszta mi zwyczajnie zwisa.
        A jezeli chce byc i jestesm atrakcyjne to zwyczajnie, bo JA tego chce a nie bo faceci na ulicy chca sobie na kims oko zawiesic.
        • on-46 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 12:46
          Problem bycia razem to dwie sprawy - fizyczna atrakcyjność oraz chęci.
          Fizyczna atrakcyjność mija i mężczyznom i kobietom. Jednak wydaje mi się że większym problemem jest mijanie chęci.
          Nie wiem jak dla kobiet ale mnie bardzi podniecają nawet niezbyt urodziwe kobiety ale podchodzące do seksu z "pasją" niż super laski robiące "łaskę"
          Więc Matka Polka jeżeli chodzi o wygląd super ale jeżeli chodzi o podejście to na pewno nie
          • kag73 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 13:21
            "Nie wiem jak dla kobiet ale mnie bardzi podniecają nawet niezbyt urodziwe kobiety ale podchodzące do seksu z "pasją" niż super laski robiące "łaskę"."

            Madrze mowisz, on-46. Dla porownania: co mi po kasiastym facecie jak skapy i podzielic sie nie chce(wiem zaraz wyleca z tekstami, ze kobiety to materialistki) ;)
    • gacusia1 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 14:17
      Ja tylko do jednego chcialam sie odniesc
      > Dziękuję za ukazanie rzeczywistości, która niby jest ukryta, a towarzyszy nam n
      > a co dzień. Zdjęcia w artykule są piękne, bo naturalne. Takie jesteśmy i tak wy
      > glądamy, my kobiety, po porodach. Grubsze, chudsze, pofałdowane, zasuszone, lek
      > ko obwisłe.
      Mnie,kobiecie po dwoch porodach te zdjecia wcale nie wydaja sie piekne. Naturalne-owszem ale piekna to w nich poza pobasem za grosz nie ma.
      Natura jest podla bo sprawila,ze kobiety starzeja sie (w naturalny sposob,bez pomocy skalpela,botoksu czy silikonu) okropnie i duzo brzydziej niz mezczyzni. No i Patrzac na to w ten sposob, troche jakby usprawiedliwiajac mezczyzn,stwierdzam ze nie dziwie sie im,ze czesto po narodzinach dziecka zamieniaja sobie kobiete na atrakcyjniejszy model. To moge zrozumiec jedynie biorac pod uwage wzgledy estetyczne a na pewno nie dojrzalosc mezczyzny. Nie dosc,ze kobieta nosi dziecko to jeszcze po jego narodzinach pozostaje jej "prezent" w postaci rozstepow,celulitu,obwislych piersi i brzucha.Wielokrotnie rowniez wypadajaca macica a w najlepszym wypadku nietrzymanie moczu. I to wszystko za cene potomstwa. Nie za bardzo mamy na to wplyw jesli nie stac nas na operacje plastyczne badz prywatnych instruktorow i dietetykow,bo prawda jest taka,ze takim "zwyklym" kobietom-mamom najzwyczajniej potem nie chce sie juz ze soba niczego robic,bo widza ze mezczyzna przestaje sie nimi interesowac. Kobieta wyczuwa ten brak zainteresowania juz na samym poczatku,nawet wczesniej niz ON zda sobie z tego sprawe. I kolo sie zamyka. On przestaje sie interesowac/zabiegac a ona przestaje dbac o siebie/o niego/o sex.
      Gdy kobieta trafia na dojrzalego mezczyzne,ktory zdaje sobie sprawe ze "skutkow" macierzynstwa to kobieta ma szczescie. Gdy jednak facetowi wydaje sie,ze WSZYSTKO bedzie jak dawniej i potem nie moze sie pogodzic ze zmianami,to taka kobieta ma pecha. No i tych pechowych kobiet jest mnostwo.
      Na wlasnym przykladzie-gdy wspomne sobie ksztal moich piersi sprzed pierwszej ciazy...to az zal mi d...sciska. No ale co? Dzis mam 3 literki wieksze piersi i niedaj Boze bym schudla to mialabym piekne nalesniki ;P zamiast biustu. No i z dwojga zlego wybieram wiecej w biodrach na rzecz jedrniejszych piersi. Mnie NATURA oszczedzila i nie mam rozstepow na brzuchu a brzuch w miare plaski. No a gdybym jednak miala takie,jak pewna pani w sklepie,ktorej sie bluzeczka podwinela a moj maz skomentowal-"zaraz sie porzygam"... Szkoda nawet myslec...
      • kag73 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 14:43
        "Natura jest podla bo sprawila,ze kobiety starzeja sie (w naturalny sposob,bez pomocy skalpela,botoksu czy silikonu) okropnie i duzo brzydziej niz mezczyzni."

        Widzisz moze to byc subiektywne postrzeganie. Moja tesciowa np. twierdzi, ze to wlasnie mezczyzni strasznie traca na atrakcyjnosci z wiekiem, podczas gdy nawet starsza zadbana kobieta nadal wyglada ladnie. Rzecz w tym, ze nie musimy i powinnismy konkurowac z mlodszymi od nas. Wazne, zeby wygladac dobrze adekwatnie do wieku.
        Mysle, ze nie ma co dramatyzowac i sie ludzic. Znam sporo kobiet, ktore nie maja dzieci a seks bombami tez nie sa. A znam sporo, ktore nadal sa atrakcyjne mimo dzieci. Czesto kewestia szczescia i genow, czasmi wlasnej zaslugi.
        Generalnie po prostu trzeba wrzucic na luz.
        • kag73 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 15:10
          Co do tych zdjec powyzej, che tylko dodac, ze nie sa do konca reprezentatywne. Po pierwsze to oczywiste, ze jezeli dzidzius jest malutki to kobieta jak najbardziej ma czas i szanse wrocic do swojej formy. A co do zdjec z duzym dzieckiem, to wybiorczo pokazali takie, ja znam rowniez inne, swoje wlasne i z kregu moich znajomych i rodziny.
          • klawiatura_zablokowana Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 17:39
            Tak się wtrącając bezczelnie - ja również. Pamiętam zdjęcia mojej mamy ze wspólnych wakacji - ona 30parolatka po 2 ciążach (w każdej utyła 30 kg), na plaży z paroletnimi szkrabami w bikini, brzuch płaski, piersi ładne, biodra wąskie :)
            Nie chodzi o to, czy "da się", czy nie da się, bo od pierdyliona czynników to zależy, genów, ale też bardzo dużo od trybu życia, motywacji itd. Chodzi o to, że nie jesteśmy wszystkie skazane na te obwisłe fałdy jak na jakieś fatum, co trafi każdą bez wyjątku. Znam też takie, co utyły po ciąży i schudły dopiero, jak się wnuków doczekały... co kobieta, co rodzina, to historia.
            Myślę też, że czasem same napędzamy to "zostawianie dla młodszej" czy "odrazę po porodzie", wkręcając uparcie w facetów, że teraz to już koniec, nie będziemy się im podobać itd. Kompleksy świeżej matki połączone z baby bluesem mogą odpychać nawet najbardziej wyrozumiałego faceta. To nie jest tak, że tu nam obwisa, a zbulwersowany facet następnego dnia pakuje walizki i jedzie na Teneryfę z jakąś maturzystką. Tak samo nie dzieje się po pierwszej zmarszczce czy po pierwszym siwym włosie.

            Jeszcze na okrasę: znam faceta, który zostawszy młodym ojcem rozwiódł się, kiedy dziecko było jeszcze bardzo małe, bo rodzina go ograniczała, bo nie mógł wyrywać panienek na boku (ślub był ze wpadki) itd. Zawód miał artystyczny, więc przez następne 25 lat spędził rwąc z powodzeniem rzeczone panienki w wieku swojej córki. Gdy już mu łeb posiwiał, padł na kolana z pierścionkiem po raz drugi w życiu.... przed dzieciatą rozwódką, z dzieckiem w wieku swojej córki-studentki. Czyli starą-obwisłą-pomarszczoną. Twierdząc, że się wreszcie naprawdę zakochał.
            Zatem z tym młodszym modelem to różniście bywa...
      • kag73 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 15:18
        "No i Patrzac na to w ten sposob, troche jakby usprawiedliwiajac mezczyzn,stwierdzam ze nie dziwie sie im,ze czesto po narodzinach dziecka zamieniaja sobie kobiete na atrakcyjniejszy model."

        A tutaj dodam z pozycji kobiety, ktora nie lubi u mezczyzn podwojnego podbrodka, wielkiego tylka i zapasionego brzucha, ze nie usparwiedliwiam mezczyzn w opisanej przez Ciebie sytuacji.
        Bo w przypadku kobiety z dzieckiem jest chociaz powod i sens mniejszej atrakcyjnosci.
        A jak kobieta ma wytlumaczyc sobie powod ciazy spozywczej u faceta?
        • gacusia1 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 01:50
          A to Ty nie wiesz,ze to przeciez JEJ wina,ze sie maz roztyl? :DDDD No bo ON odrazu powie-przeciez jem to co mi dajesz. A,ze doopy nie rusza z fotela i pojscie chociazby na spacer to juz wysilek nie z tej ziemi to inna para kaloszy ;)
      • eudajmonika Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 13:00
        "Gdy kobieta trafia na dojrzalego mezczyzne,ktory zdaje sobie sprawe ze "skutkow" macierzynstwa to kobieta ma szczescie. Gdy jednak facetowi wydaje sie,ze WSZYSTKO bedzie jak dawniej i potem nie moze sie pogodzic ze zmianami,to taka kobieta ma pecha."

        A ja myślałam, że faceta się wybiera.
        Trafić to można grzyba - trafisz na prawdziwka - w marynatę go! na rydza - na patelnię!
        ;-)
        • m00nlight Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 13:42

          A ja myślę że to z loterią wiele ma wspolnego. 'Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono'. Dopoki nie staniesz przed faktem dokonanym, tak naprawde nie wiesz czego oczekiwać.

          Przecież żadna nie związałaby się celowo z dupkiem (no chyba że glupia ale o tym nie rozmawiamy). A jednak wielu dupkami okazuje się w praniu.

          Związujesz się z facetem ktory wydaje Ci się dojrzaly i jak najbardziej ok, rodziszdziecko, a tu nagle on ma dramat bo mu obrzydlas, bo mu nie staje, bo jego poczucie estetyki cierpi i o tego nie zniesie. Albo hardkor: dziecko okazuje się uposledzone albo chore a on się 'wypisuje z interesu' bo na taką ewentualnosc nie byl przygotowany, bo go to przerasta. A matka z tym faktem poradzic sobie MUSI. i Sobie zazwyczaj radzi, i zazwyczaj dobrze. Niestety z facetami tak jest że jak jest dobrze to jest dobrze, a jak pojawią się nieoczekiwane problemy możemy się brzydko rozczarować....
          • eudajmonika Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 14:24
            "A ja myślę że to z loterią wiele ma wspolnego. 'Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono'. Dopoki nie staniesz przed faktem dokonanym, tak naprawde nie wiesz czego oczekiwać."

            Czyli negujesz wszystkie metody poznawcze oprócz empirii?
            Nie zazdroszczę. Takie podejście generuje duże napięcie w oczekiwaniu "niepoznanego". A jeśli do tego dochodzą jeszcze tezy typu "Niestety z facetami tak jest
            że jak jest dobrze to jest dobrze, a jak pojawią się nieoczekiwane problemy możemy się brzydko rozczarować....", to naprawdę dziwi mnie, że się z kimś w ogóle związałaś - przecież loteria to prawdopodobieństwo wygranej jak jeden do sześciuset tysięcy, czyli w sumie niewielkie. Więc wracając do tego, co napisałaś, że "Przecież żadna nie związałaby się celowo z dupkiem (no chyba że glupia ale o tym nie rozmawiamy)." - przyznasz chyba, że rozmawiamy o samych idiotkach, oprócz tej jednej na sześćset tysięcy, która też jest idiotką - ale też szczęściarą.
            Co do motta z Szymborskiej, to proponuję taką oto modyfikację do Twojej sygnaturki:
            "Tyle wiemy o facecie, na ile sprawdzimy jego historię w internecie."
            • m00nlight Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 18.11.10, 17:14

              Gdyby ktos wynalazł przyrząd do czytania w myślach byloby albo cudownie, albo tragicznie.

              Każdy a początku związku kreuje się na lepszego niż jest, a i zakochanie sprawia że na druga osobę patrzy się przez rózowe szkielko. Nie zawsze to, co wydaje nam się że widzimy, jest tym, co w rzeczywistosci.

              Pogadaj z babkami ktore zostaly zdradzone, porzucone, często w brzydki sposob, z batalią w sądzie. WSZYSTKIE mówią, że nigdy nie podejrzewalyby go o taką podłość, że okaże się takim bydlakiem, kanalią, perfidnym i odartym z wszelkich ludzkich odruchów, ktorego kiedys kochaly, skoczylyby w ogien i byly niemal pewne że on za nimi tez. Często z czlowieka w nietypowej sytuacji wyłazi taka świnia, że on sam by siebie o to nie podejrzewal. Poczytaj np Zimbardo- Efekt Lucyfera.

              I tak, dalej twierdze że każdy związek to w dużym stopniu loteria. Wprawdze z wiekiem i doswiadczeniem troche uczymy się czego unikac, jak rozpoznawac niepokojące sygnaly, ale to wcale nie oznacza że uchronimy sie przed rozczarowaniem. No sorry, nie wiążemy się z kimś kogo podejrzewamy, że nas kiedyś skrzywdzi, nie wychodzimy za mąż po to by się rozwieść, każdy zaklada happy end, a życie pisze swoje scenariusze.
      • nangaparbat3 Gacusia 21.11.10, 10:37
        >>Natura jest podla bo sprawila,ze kobiety starzeja sie (w naturalny sposob,bez pomocy >>>skalpela,botoksu czy silikonu) okropnie i duzo brzydziej niz mezczyzni.


        A ile zdjęć przeciętnych nagich panów 30plus lub starszych oglądałaś? Na basen nie chodzisz?
      • claudel6 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 30.11.10, 18:12
        Nie dosc,ze kobieta nosi dzie
        > cko to jeszcze po jego narodzinach pozostaje jej "prezent" w postaci rozstepow,
        > celulitu,obwislych piersi i brzucha.Wielokrotnie rowniez wypadajaca macica a w
        > najlepszym wypadku nietrzymanie moczu.

        dżizas, co za fizyczny armageddon. przed ciążą naczytałam sie takich przepowiedni na tych wszystkich forach i umierałam ze stresu, ze też mnie to czeka. po ciązy jedyna róznica jest taka, ze mam bliznę po cesarce poniżej linii bikini.
        • sisi_kecz Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 30.11.10, 22:32
          Wielokrotnie rowniez wypadajaca macic
          > a a w
          > > najlepszym wypadku nietrzymanie moczu.
          >
          > dżizas, co za fizyczny armageddon. przed ciążą naczytałam sie takich przepowied
          > ni na tych wszystkich forach i umierałam ze stresu, ze też mnie to czeka. po ci
          > ązy jedyna róznica jest taka, ze mam bliznę po cesarce poniżej linii bikini. '

          trudno żebyś miała nietrzymanie moczu po cesarce ;)
          czytać przepowiednie należy tylko te, które mogą nas dotyczyć, wtedy uniknie sie niepotrzebnego stresu, tak szkodliwego w ciąży ;)
          • claudel6 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 01.12.10, 14:52
            bnie no, wiem, ze nietrzymanie moczy to po naturalnym. uwierz mi, ze po cesarce też miałam miec milion komplikacji, od których włos stawał na głowie. chodzi mi o trend - że generalnie ciążą i porodem sie głownie straszy.
            • sisi_kecz Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 01.12.10, 15:22
              uwierz mi, ze po cesarce
              > też miałam miec milion komplikacji, od których włos stawał na głowie. chodzi m
              > i o trend - że generalnie ciążą i porodem sie głownie straszy. '

              sądzę że tendencje są dwie i są przeciwstawne.
              W jednej ciążę ukazuje sie jako duży wysiłek organizmu kobiety obarczony szeregiem komplikacji i ryzyka. Druga tendencja to przedstawianie ciąży, jako czasu błogosławionego, czyli sielanka z anielskim rozmarzeniem na twarzy i jedynym problemem- czy śpioszki kremowe czy różowe?
              Jak zwykle prawda leży po środku- dla populacji, lub leży tam gdzie leży- dla Twojego, pozbawionego rozstępów przypadku.

              duze pozdro!!!
    • kobieta_z_polnocy Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 16:38
      Abstrahując już od kwestii dbania o siebie po porodzie, to masz moonlight absolutną rację. Wcale nie musimy być obiektami seksualnymi. Ba, z takim podejściem nic dziwnego, że wśród kobiet tyle jest frustracji i niezadowolenia, skoro swoją tożsamość buduje się na tym, czy (jeszcze) ktoś się za mną ogląda na ulicy. Pożądanie mężczyzny nie powinno być żadnym wyznacznikiem - zresztą jest ono zbyt przeceniane i nadinterpretowane zazwyczaj.

      Nie wmawiajmy sobie jednak, że rozstępy na piersiach są "piękne", bo to powrót do punktu wyjścia. Nie, nie są ładne, podobnie jak zbyt duże wałki na brzuchu czy podwójny podbródek.Ale tak naprawdę: co z tego?
      • mujer_bonita Kogo oszukujemny? 17.11.10, 17:48
        kobieta_z_polnocy napisała:
        > Wcale nie musimy być obiektami seksualnymi. Ba, z takim podejściem
        > nic dziwnego, że wśród kobiet tyle jest frustracji i niezadowolenia, skoro swoj
        > ą tożsamość buduje się na tym, czy (jeszcze) ktoś się za mną ogląda na ulicy. P
        > ożądanie mężczyzny nie powinno być żadnym wyznacznikiem - zresztą jest ono zbyt
        > przeceniane i nadinterpretowane zazwyczaj.

        Boszz... gdyby to nie było forum o seksie tylko 'emama' to wypowiedź byłaby na miejscu...

        Tak ciężko zrozumieć, że kobieta może nie 'musieć' a CHCIEĆ być obiektem seksualnym? Że kobieta może LUBIĆ być pożądaną przez mężczyznę. Nie - nie budować swojej tożsamości na tym ale LUBIĆ seks i czuć, że facet który go z nią uprawia robi to z pożądania a nie z litości i obowiązku?
        • urquhart Re: Kogo oszukujemny? 17.11.10, 18:06
          mujer_bonita napisała:
          > Tak ciężko zrozumieć, że kobieta może nie 'musieć' a CHCIEĆ być obiektem seksua
          > lnym? Że kobieta może LUBIĆ być pożądaną przez mężczyznę.

          Boszz... Jak pięknie Bonitka napisała... Miód na uszy.

          P.S.
          Po dwu ciążach moja ślubna wygląda lepiej i jest szczuplejsza, żadnych tam obwisów i rozstępów. Ale ćwiczy Jogę. Schematy schematami ale my tu potrafimy być ponad nimi :)

          _____________________________________
          Wiesław Sokoluk: – Tak, bo z różnych gratyfikacji, jakie można mieć w życiu w miarę szybko, dwie są najsilniejsze. To seks i narkotyki.Z tym, że narkotyki zawsze są oszukańczą przyjemnością, a seks – jeśli my go nie oszukujemy, też nas nie oszuka.
          • zakletawmarmur Re: Kogo oszukujemny? 17.11.10, 18:09
            > sów i rozstępów. Ale ćwiczy Jogę. Schematy schematami ale my tu potrafimy być p
            > onad nimi :)

            I to joga zapobiegła rozstępom?
            • eudajmonika Re: Kogo oszukujemny? 18.11.10, 12:51
              zakletawmarmur napisała:

              > > sów i rozstępów. Ale ćwiczy Jogę. Schematy schematami ale my tu potrafimy
              > być p
              > > onad nimi :)
              >
              > I to joga zapobiegła rozstępom?

              Nie joga, lecz Joga ;-P
          • kag73 Re: Kogo oszukujemny? 17.11.10, 19:03
            P.S.
            Po dwu ciążach moja ślubna wygląda lepiej i jest szczuplejsza, żadnych tam obwisów i rozstępów. Ale ćwiczy Jogę. Schematy schematami ale my tu potrafimy być ponad nimi :)2

            o, no prosze jak pozytywnie. Ja znam kobitki po ciazy bez rozstepow i szczuple nawet bez jogi. Wszystko sie zdarza;)

    • weisefrau Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 17:09
      Porównywanie własnego ciała do konstruktu, jakim jest obraz pokazywany przez media (czytaj: gazety ufotoszopowane do obrzydu i TV lansująca kalifornijska nastolatkę) jako wzorzec to absurd absurdów.
      Nikt żywy nie wygląda jak dziewczyna z okładki. Nikt normalny nie wygląda jak Marylin Monroe na planie. Nawet najsłodsza nastolatka niestety nie wygląda jak Barbie. Nikt nie jest doskonały.
      Nie godzimy się z upływem czasu, a to błąd, bo czas płynie i ma nas z naszymi CHCĘ i NIE CHCĘ w d....
      Wyssane cycki i obwisłe po ciąży brzuchy istniały zawsze i istniały też sposoby nie prezentowania ich wszystkim wokoło. Wystarczy ich nie pokazywać. Nota bene wystarczy sam czas bez ciąży i karmienia, żeby cycki obwisły a brzuch i skóra zwiotczały.
      Bycie zadbaną nie polega na posiadaniu wszystkich części ciała w stanie nieustająco młodym i nienaruszonym, a na pokazywaniu tego co jest do pokazania i chowaniu tego, co da się schować. Na tym polega również styl i klasa. Zawsze jest możliwość zadbania o wygląd i bycie młodą duchem i apetyczną.
      Liczą się nawyki zdrowotne i higieniczne, kupowanie ubrania z centymetrem i przed lustrem, zapach ciała i kosmetyków, jakość bielizny, butów i dodatków.
      To nie jest za darmo.
      • mujer_bonita Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 17:40
        weisefrau napisała:
        > Bycie zadbaną nie polega na posiadaniu wszystkich części ciała w stanie nieusta
        > jąco młodym i nienaruszonym, a na pokazywaniu tego co jest do pokazania i chowa
        > niu tego, co da się schować. Na tym polega również styl i klasa.

        A seks to tylko po ciemku pod kołderką? ;)
        • weisefrau Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 21:01
          mujer_bonita: seks niekoniecznie pod kołderką ;). Jakby o siebie nie dbać i ile by na to nie wydać, czas płynie. Dla Matek Polek, bezdzietnych i babć.
          On też nie młodnieje.
    • tewie68 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 17.11.10, 17:34
      znajomy męzczyzna płci meskiej zawsze miał wzwód jakeśmy ze sobom pisali do momentu kiedy nie okazał się kobieta po przejściach. od tej pory juz nima wezwodu mimo ze oboje nadal jestesmy atrakcyjni pomimo tego jego braku, wiem ze flirtuje z innymi i se radzi na swój sposob ;->
    • kutuzow Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia kalorii 19.11.10, 15:36
      Drogie Panie,

      Zamiast potem po porodzie pisać takie smutne teksty jak te w załączonym linku może warto pomysleć o ew. skutkach PRZED porodem.

      Po pierwsze -tak szczerze która z Was choć raz w czasie życia nie była na jakiejś diecie lub dbała o wagę. Często jest tak że po kilku(nastu) latach ciągłej walki z wagą w końcu gdy przychodzi czas ciąży wiele kobiet czuje ze w końcu może sobie odpuścić i sie najeść do woli.

      Zapominają ze w pierwszym trymestrze ich organizm nie potrzebuje ŻADNYCH DODATKOWYCH KALORII !!! a w drugim trymestrze jest to ok 200-300 kalorii (czyli jakies 10-20% wiecej od dziennej racji żywieniowej, a nie drugie tyle (słynne jedzenie za dwoje). W trzecim trymestrze to jakieś 300-500 kalorii dodatkowych.

      Po drugie ile kobiet wykonuje jakieś ćwiczenia w czasie ciąży, gimnastykę itp???
      Ja widzę za to epidemię "zagrożonych ciąży" w pracy - wiele koleżanek jak tylko dowiaduje się o swoim stanie błogosławionym zmyka na zwolnienie.

      Po trzecie syndrom Matki Polki i wiara w "miłość bezwarunkową" (ktora jest mitem i nie ma szansy na jej uzyskanie od partnera) przenosi uczucia na dziecko. Nie trzeba wiec już dbać o atrakcyjność fizyczną (dziecko kocha niezależnie od wyglądu). Potem pojawiają się takie teksty jak ten z art:

      "Dzięki Bogu za endorfiny i podekscytowanie nową rolą. To sprawiło, że na długie tygodnie przestałam byś obiektem seksualnym, a stałam się barem mlecznym i rozczochranym zombie w jednym. Po prostu ignorowałam swoje ciało, nie oglądałam się w lustrze, a nago byłam tylko pod prysznicem. Najtrudniej było się ukryć przed mężem , szczerze to czułam: wstyd, że tak wyglądam"

      Wszystko byłoby pięknie fajnie gdyby to negatywne podejście do dbania o wygląd było jasno komunikowane od początku przez kobietę. Wtedy facet wiedziałby z kim ma do czynienia i albo by się na to godził, albo nie. Tutaj zaś mamy klasyczną wersję "Demo", która po osiągnięciu celu się zmienia. Nie dziwcie się zatem facetom że czują się zrobieni w jajo (i czesto szukają kochanki na boku).

      Wyobrażcie sobie sytuację odwrotną, zaradny mąż nagle po urodzeniu przez Was dziecka dochodzi do wniosku, że w sumie to praca zawodowa go wypala i on teraz będzie robił za niańkę i zostajecie nagle bez dochodów (albo same musicie zakasać rękawy, zostawić dziecko i zasówać na rodzine). Inny wariant że systematycznie zamiast awansować i polepaszać Wasz status materialny z roku na rok zmienia pracę na gorszą i zarabia coraz mniej.

      Czy gdybyście wiedziały że facet ma takie podejście nie wpłynęłoby to na waszą wcześniejszą decyzję co do związku z nim i ew. posiadania z nim dzieci? Dla nas takim istotnym czynnikiem jest wygląd.
      • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 16:12
        No wiec ja Ci odpowiem. Zawsze bylam szczupla i do teraz jestem, bez zadnych diet, po prostu geny i sporo szczescia.
        Jak zaszlam w ciaze na pozcatku jadlam calkiem normalnie tak jak przed ciaza. Za kazdym razem kiedy szlam do ginekologa na badanie kontrolne, wchodzilam na wage a ona znow pokazywala o iles wiecej. Niemozliwe, mowie, chyba macie zepsuta wage. panie doktorze jak tak dalej pojdzie do konca ciazy przytyje 21 kilo. Na co on tylko sie usmiechal i odpowiadal "Js jestem bardzo zadowolony z przebiegu ciazy".
        Gdybym tego nie przezyla to bym nie uwierzyla, ze mozna tyle przytyc wcale nie jedzac za dwoch.
        Aha, dodam, ze brzucha bylo przez piec miesiecy niewiele, za to wielkie cyce, wiekszy tylek, uda, makabra, to nie koncert zyczen.
        W szostym miesiacy zaczely sie chcice na czekoladki. Siedzialam sobie wieczorekiem na sofie z pudelkiem pralinek i mowilam do meza "nic nie zrobie, musze je podjadac, martwila o wage bede sie po porodzie". Maz spoko "jedz, kochanie, jedz". Wiem teraz jak to jest z zachciankami w ciazy.
        Do pracy chodzilam, po czasie okazalo sie, ze moze byloby lepiej gdybym byla nie chodzila, szczegol. Dzidzius sie urodzil niewielki, wiec sporo kilogramow nie poszlo. Nie szkodzi. Do domku, ciagla opieka nad dzieckiem, jesc musialam i to sporo i zdrowo, bo z mlekiem cieniutko bylo. Spoko, po 5 tygodniach mleko sie skonczylo. szkoda. No to dziecko na butelke, ja dalej swoje. Zadnej diety, na spokojnie, tak jak zawsze. Po pologu maz wyteskniony, seks jak najbardziej, fajniutko, jakos mu kilosy nie przeszkadzaly. I tak dalej powolutku az pewnego dnia weszlam na wage i stwierdzilam, ze waze tyle co przed ciaza.
        Szczescie. Nie wszystkie kobiety tak maja, jedne chudna samoczynnie, inne po pewnym czasie musza sie postarac. To naprawde nie zawsze i nie do konca wina kobiet a jak komus trudno schudnac to ma problem.
        • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 16:21
          > W szostym miesiacy zaczely sie chcice na czekoladki. Siedzialam sobie wieczorek
          > iem na sofie z pudelkiem pralinek i mowilam do meza "nic nie zrobie, musze je p
          > odjadac, martwila o wage bede sie po porodzie". Maz spoko "jedz, kochanie, jedz
          > ". Wiem teraz jak to jest z zachciankami w ciazy.

          Tak brzydko okłamywać męża? Przecież nie musiałaś...
          • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 19:09
            Wlasnie, ze musialam. Nie byles nigdy w ciazy to nie wiesz. Poza tym dlaczego mialam sobie odmawiac, w koncu cos z tej ciazy trzeba miec, rowniez jakies mile strony a nie tylko bieganie co chwile do toalety, opuchniete nogi i zakaz jedzenia sushi i picia dobrego winka. Tak, ja chcialam ciaze przezyc tak milo jak sie da.
            • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 19:57
              > Wlasnie, ze musialam. Nie byles nigdy w ciazy to nie wiesz.

              Nie musiałaś, bo nikt Cię do tego nie zmuszał. Nie umarłabyś od tego.

              Po prostu BARDZO tego chciałaś i nie potrafiłaś sobie odmówić.

              Ja jestem w stanie to zrozumieć. Ba, nie odbieram Ci prawa do tego. Tylko nazywaj to po imieniu, a nie okłamuj siebie i męża.

              A najbardziej podoba mi się ta mentalność krowopolkowa, która przez Ciebie przemawia:
              > w koncu cos z tej ciazy trzeba miec,
              jasne, najlepiej mieć 20 kg nadwagi na resztę życia, przecież mąż jest dojrzały, kocha, niech się ogarnie i przestanie przypieprzać.
              • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 20:13
                "A najbardziej podoba mi się ta mentalność krowopolkowa, która przez Ciebie przemawia:
                > w koncu cos z tej ciazy trzeba miec,
                jasne, najlepiej mieć 20 kg nadwagi na resztę życia, przecież mąż jest dojrzały, kocha, niech się ogarnie i przestanie przypieprzać."

                Momencik, moj Drogi, uwazaj co piszesz!
                Na poczatku napisalam, ze zawsze bylam i nadal jestem szczupla. I mialam zamiar powrocic po ciazy do swojej wyjsciowej wagi i tak sie stalo. A chcialam tego dla SIEBIE, maz nie ma tutaj nic do rzeczy.
                • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 21:28
                  > "A najbardziej podoba mi się ta mentalność krowopolkowa, która przez Ciebie prz
                  > emawia:
                  > > w koncu cos z tej ciazy trzeba miec,
                  > jasne, najlepiej mieć 20 kg nadwagi na resztę życia, przecież mąż jest dojrzały
                  > , kocha, niech się ogarnie i przestanie przypieprzać."
                  >
                  > Momencik, moj Drogi, uwazaj co piszesz!

                  Momencik, moja Droga, uważaj, co czytasz! Nigdzie nie twierdziłem, że chcesz się zapaść. Po prostu stwierdziłem, że takie odpuszczenie sobie jest wyrazem właśnie takiej mentalności.
                • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 22:08
                  kag --> To że wróciłaś do wagi wynika z tego (jak sama poniżej napisałaś) że ci ZALEŻAŁO!
                  Wielu zaś kobietom z tego artykuły nie zależy!!! Bo już nie muszą się starać -ich życiowa misja wykonana (taka swoista filozofia jak u pstrągów).
                  • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 22:20
                    kutuzow napisał:
                    > Wielu zaś kobietom z tego artykuły nie zależy!!!

                    Jakim 'wielu kobietom' z jakiego 'artykułu'?
                    • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 22:31
                      Zobacz pierwszy post - w nim jest podany link do art, przeczytaj to będziesz wiedziała.

                      polecam takie cytaty jak te:

                      "Czy my kobiety musimy same sprowadzać się same tylko do obiektów seksualnych? A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia? "

                      "Może zamiast oglądać się krytycznie w lustrze i w oczach zupełnie obcych nam osób skupić się bardziej na tej nowo powstałej "komórce społecznej"? "

                      "Dziękuje Wam za niesłychanie interesujący artykuł. Nareszcie coś, co być może wyleczy mnie z resztek depresji poporodowej. Urodziłam przez cesarskie ciecie dwie córeczki. Maja dziś 15 i 12 lat. "
                      -12 lat depresji poporodowej !!!! WOW!

                      " Dzięki Bogu za endorfiny i podekscytowanie nową rolą. To sprawiło, że na długie tygodnie przestałam byś obiektem seksualnym, a stałam się barem mlecznym i rozczochranym zombie w jednym. Po prostu ignorowałam swoje ciało, nie oglądałam się w lustrze, a nago byłam tylko pod prysznicem. Najtrudniej było się ukryć przed mężem , szczerze to czułam: wstyd, że tak wyglądam."

                      tutaj zaś list który pokazuje inne -sensowne podejście (bez odpuszczania sobie w ciąży na zasadzie że wreszcie wolno):

                      Taka jest kolej rzeczy. I już

                      Kiedy zaszłam w ciążę, moje pierwsze myśli krążyły właśnie wokół mojego ciała. Zadawałam sobie pytanie: jak ono będzie wyglądało i jak będzie się zmieniać. Wyobrażałam sobie, że będę gruba, że nie będę się mieściła w swoje ulubione ciuchy. Ale co tam, myślałam - "będę miała dzidziusia". Dbałam o siebie i o swoje ciało w ciąży już od pierwszych miesięcy, używałam kremów na rozstępy, nawilżających itp. Obiecałam sobie, że nie przytyję dużo, tylko tyle, ile będzie trzeba. Oczywiście o ile mi na to pozwolą moje hormony. Faktycznie, nie przytyłam dużo, nie mam rozstępów i szybko wróciłam do swojej wagi. Synek przyszedł na świat drogą cesarskiego cięcia, z tą jednak różnicą, że cesarskie cięcie jest od pępka w dół. Nie zakryję tej blizny żadnym bikini, a bardzo lubię je nosić. Tak naprawdę to nie zamieniłabym nigdy tej blizny na gładki brzuszek, bo mam mojego ślicznego, zdrowego synka. Taka jest rola i kolej rzeczy, po porodzie nasze ciała się zmieniają i to w różny sposób. Anna"

                      • mujer_bonita Człowieku JAK TY CZYTASZ???? 20.11.10, 13:38
                        kutuzow napisał:
                        > Zobacz pierwszy post - w nim jest podany link do art, przeczytaj to będziesz wi
                        > edziała.
                        > polecam takie cytaty jak te:

                        Dochodzę to wniosku, że Ty po prostu wybiórczo czytasz. Wyrywasz z kontekstu jedno zdanie, mimo, że KOMPLETNIE wypacza sens wypowiedzi!

                        > "Dziękuje Wam za niesłychanie interesujący artykuł. Nareszcie coś, co być może
                        > wyleczy mnie z resztek depresji poporodowej. Urodziłam przez cesarskie ciecie d
                        > wie córeczki. Maja dziś 15 i 12 lat. "
                        > -12 lat depresji poporodowej !!!! WOW!

                        Przeczytałeś do końca tę wypowiedź? Jej utorka dalej pisze:
                        'Ja zaczęłam uprawiać sporty - przede wszystkim pływanie. I dopiero to pomogło. Trwało to niestety bardzo długo. I właściwie trwa po dziś dzień.'
                        To Twoim zdaniem NIC? To 'odpuszczenie sobie'?

                        Ta kobieta pisze o ty o czym ja pisałam - że ciąża może zostawić na ciele NIEODWRACALNE zmiany, Ona konkretnie pisze o swoich piersiach, a tych często nawet operacja nie uratuje!


                        A tutaj?

                        > " Dzięki Bogu za endorfiny i podekscytowanie nową rolą. To sprawiło, że na dług
                        > ie tygodnie przestałam byś obiektem seksualnym, a stałam się barem mlecznym i r
                        > ozczochranym zombie w jednym. Po prostu ignorowałam swoje ciało, nie oglądałam
                        > się w lustrze, a nago byłam tylko pod prysznicem. Najtrudniej było się ukryć pr
                        > zed mężem , szczerze to czułam: wstyd, że tak wyglądam."

                        Bezczelnie wyciąłeś z tej wypowiedzi pierwsze zdanie, które brzmi:
                        'Potem przyszedł szok - po porodzie , moje piękne sprężyste ciało wyglądało koszmarnie.'
                        Ta kobieta pisze o SZOKU I WSTYDZIE. Wiesz ile kobiet patrząc na siebie w lustrze parę dni po porodzie RYCZY GODZINAMI? Zamknięcie się w sobie jest REAKCJĄ OBRONNĄ. Wyrzucić wszystkie lustra, nie patrzeć, ukryć się. Myślisz, że to takie super fajne oglądać swoje zdeformowane ciało?



                        Po raz kolejny pokazujesz swoją ZEROWĄ empatię. Nie widzisz cierpienia w wypowiedziach tych kobiet jedynie to, że nie spełniają Twoich standardów. Nie są dla Ciebie ludzkimi istotami z problemem - są dmuchanymi lalkami, które się popsuły. Strasznie to przykre!
                        • kutuzow ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 14:39
                          Mujer ---> Ty na to patrzysz oczami kobiety która boi się rozstępów, ja na te same opowieści patrze oczami potencjalnego partnera który przez długie LATA !!!! traci partnerkę pod kątem seksu bo ta w tym czasie walczy z problemami.

                          Wyciąłem te teksty żeby pokazać że ten proces walki moze trwać LATAMI (sorry ale dla mnie depresja poporodowa która trwa 12 lat to jakaś paranoja).

                          Ty patrzysz na to że dana kobieta miała problem ze samą sobą, a ja na to że jej partner został pozostawiony sam sobie (i o tym jakoś nikt tutaj nie wspomina).
                          Zobacz że w identycznej sytuacji w wątku nimki:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118716086,118716086,Moja_kolej_.html
                          jakoś nikt nie zastanawia się dlaczego facet nie ma ochoty na seks i może czuje sie zrobiony w jajo (autorka się z nim bzykała gdy chciała frugie dziecko), oczywiście jak zwykle na tym forum winny jest facet.

                          Ty z tych historii wyciągasz tragedię tych kobiet, ja zaś widze tam drugie dno -czyli to co musieli czuć ich partnerzy gdy nikt się nie liczy z ich odczuciem i potrzebami, bo oczywiście najważniejsza jest kobieta.

                          zebyś wiedziała jak ja postrzegam taką sytuacje tutaj masz bardzo ciekawy list kobiety która dla mnie reprezentuje idealne podejście do tematu:
                          www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu.html
                          • zakletawmarmur Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 15:03

                            > zebyś wiedziała jak ja postrzegam taką sytuacje tutaj masz bardzo ciekawy list
                            > kobiety która dla mnie reprezentuje idealne podejście do tematu:
                            > rel="nofollow">www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu.html

                            Pewnie, że idealne podejście do tematu.
                            Idealne też możliwości... Kobieta rodzi dziecko, praca na nią czeka, wszyscy ją tam doceniają, nie ma mobbingu, nie ma stresu i żadnej presji. W domu tak samo, może wszystko, nic nie musi. Mąż z inicjatywą w tych sprawach, zajmuje się dzieckiem, nie tylko wtedy, gdy mu się przypomni ale tak sam z siebie, wie co robić, wszystko wie i rozumie.
                            Nie wylicza kobiecie pieniędzy, nie doszukuje się wykorzystania (zrób sobie wolne ja się dzieckiem zaopiekuje), nie mają zresztą żadnych problemów finansowych a wszyscy garną się do pomocy przy dziecku.

                            To tylko pokazuje, że w idealnych warunkach kobieta może być idealną żoną i matką:-)
                            • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 15:16
                              zakletawmarmur napisała:
                              > Nie wylicza kobiecie pieniędzy, nie doszukuje się wykorzystania (zrób sobie wol
                              > ne ja się dzieckiem zaopiekuje), nie mają zresztą żadnych problemów finansowych
                              > a wszyscy garną się do pomocy przy dziecku.
                              > To tylko pokazuje, że w idealnych warunkach kobieta może być idealną żoną i mat
                              > ką:-)

                              DOKŁADNIE!! :D :D :D
                          • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 15:04
                            kutuzow napisał:
                            > Mujer ---> Ty na to patrzysz oczami kobiety która boi się rozstępów, ja na
                            > te same opowieści patrze oczami potencjalnego partnera który przez długie LATA
                            > !!!! traci partnerkę pod kątem seksu bo ta w tym czasie walczy z problemami.

                            Świetny przykład. Jak podasz mi sposób pozbycia się rozstępów to dostaniesz skrzynkę wódki. Piszę całkiem serio bo ja się swoich z okresu dojrzewania nie pozbyłam a to już jakieś 15lat. I co? Rozumiem, że mam się usunąć z życia mojego partnera bo robię mu krzywdę, bo nawet nie lata ale PRZEZ CAŁĄ RESZTĘ SWOJEGO ŻYCIA będę te rozstępy mieć?

                            > Wyciąłem te teksty żeby pokazać że ten proces walki moze trwać LATAMI (sorry al
                            > e dla mnie depresja poporodowa która trwa 12 lat to jakaś paranoja).

                            Sformowanie 'depresja poporodowa' było tam użyte niemedycznie, żeby pokazać, jak trudno jest zaakceptować swoje ciało zdeformowane ciążą. Kobieta pisze o PIERSIACH czy potrafi do Ciebie dojść, że one nie wracają do stanu poprzedniego mimo nie wiadomo jakich wysiłków? Być może ta kobieta DO KOŃCA ŻYCIA będzie patrząc w lustro brzydzić się samej siebie i będzie wywoływać to w niej depresję z uwali na wygląd? Bo NIC w zasadzie nie da się z tym zrobić?

                            > jakoś nikt nie zastanawia się dlaczego facet nie ma ochoty na seks i może czuj
                            > e sie zrobiony w jajo (autorka się z nim bzykała gdy chciała frugie dziecko), o
                            > czywiście jak zwykle na tym forum winny jest facet.
                            > Ty z tych historii wyciągasz tragedię tych kobiet, ja zaś widze tam drugie dno
                            > -czyli to co musieli czuć ich partnerzy gdy nikt się nie liczy z ich odczuciem
                            > i potrzebami, bo oczywiście najważniejsza jest kobieta.

                            A CO TE KOBITY MAJĄ ZROBIĆ??? POWIESIĆ SIĘ??????

                            Czy naprawę nie może do Ciebie dojść, że wygląd po ciąży NIE JEST WYBOREM KOBIETY??? Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć, że NIE CHCEMY widoku piersi jak skarpety czy smętnie zwisającego brzucha pooranego rozstępami ale NIE MAMY NA TO WPŁYWU??????

                            Kobieta 'ROBI FACETA W JAJO' bo jej ciało ZDEFORMOWAŁA ciąża?????????? Bo skóra jej popękała od rociągnięcia a potem wredna nie chciała wrócić na swoje miejsce? Naprawdę sądzisz, że kobity robią to wszystko bo 'NIE LICZĄ SIĘ Z UCZUCIAMI PARTNERA'???????

                            RANY BOSKIE - na prawdę nie rozumiem jak można mieć tak zerową empatię!!!
                            • kag73 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 16:14
                              Bonita, to jest tak. Facetom chodzi o szczuple kobiety, nie chca otylych po ciazy. to wszystko i tak w skrocie. Na to jeszcze ma sie na szczescie najwiekszy wplyw. Jest duza szansa, ze kilogramy same poleca albo mozna dopomoc, sport, dieta cos tam.
                              Mezczyzni sa duzo mniej krytyczni niz same kobiety. Najwazniejsze, zebys byla nadal taka szczupla jak bylas a rozstepy czy nieco obwisle piersi da sie przezyc, tak bardzo mezczyznom nie przeszkadzaja, to tak generalnie. Ze same kobiety maja problem z tymi pozostalosciami, to juz inna kwestia, maja prawo ubolewac i sie zalic, zrobic najczesciej nie moga nic, po prostu musza nauczyc sie z tym zyc. Ale z kilogramami jak najbardziej moga cos zrobic albo przynajmniej probowac.
                              • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 16:29
                                kag73 napisała:
                                > Bonita, to jest tak. Facetom chodzi o szczuple kobiety, nie chca otylych po ciazy.

                                Nie generalizowałabym tak Kag. Z resztą - wśród moich znajomych w zasadzie tylko jedna kobieta była otyła po ciąży - ale otyła była już przed :)
                                • kag73 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 17:22
                                  No wlasnie napisalam, ze tendencyjnie tak jest, bo mysle, ze tak jest. Jak ktos mial szczupla przed ciaza to raczej chce szczupla i po ciazy. A rozstepy czy lekko obwisly biust...mowimy o ukachenej zonie danego pana, ktory wie, ze zona za rozstepy nic nie moze, w koncu urodzila ich dzieccko i nie sadze, zeby z tego powodu odechcialo mu sie seksu z nia. Gorzej jezeli to ona ma ogromne kompleksy i w kolko z tym wyjezdza i nie potrafi i nie chce i tylko pod koldra...Ale to juz inna para kaloszy.
                                  • triss_merigold6 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 17:29
                                    Kompleksy szczęśliwie mijają z wiekiem i nabywaniem współczynnika wdupiemania. Kompleksy miałam mając 18 lat i ważąc 45 kg, z czasem życie pokazywało, że akurat ani uroda ani perfekcyjna figura nie gwarantują ani powodzenia ani szczęścia w związku. Znam naprawdę sporo bardzo atrakcyjnych i zadbanych, szczupłych lasek po 30-tce, które od lat są same i równie sporo takich średnich z fajnymi, wieloletnimi związkami.
                                  • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 17:35
                                    kag73 napisała:
                                    > A rozstepy czy lekko
                                    > obwisly biust...mowimy o ukachenej zonie danego pana, ktory wie, ze zona z
                                    > a rozstepy nic nie moze, w koncu urodzila ich dzieccko i nie sadze, zeby z tego
                                    > powodu odechcialo mu sie seksu z nia.

                                    Myślę, że te słowa powinnaś skierować do Kutuzowa :)
                                    • triss_merigold6 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 17:47
                                      Blossom Hill znikła z horyzontu? Ciekawa jestem. D
                                      Wiesz Mujer, tak się zastanawiałam nad motywacjami niechcenia dzieci przez różnych mężczyzn. IMO jeśli facet deklaruje, że nie chce z czystej wygody i z powodu koncentracji na sobie (bo dziecko płacze, kosztuje, nie można spontanicznie wyjechać, baba utyje, baba będzie miała dla niego mniej czasu, dziecko może popsuć mu jego cenne zabawki elektroniczne) - to należy spieprzać jak najszybciej.
                                      Inne powody są do zmiany. Mój nie chciał, bo uważał, że się absolutnie nie nadaje z powodu niezbyt fajnych wzorów rodzinnych, niska samoocena w tym zakresie wchodziła w grę. 2 lata mojej ciężkiej pracy i zechciał bardzo.
                                      • kutuzow Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 18:13
                                        triss_merigold6 napisała:

                                        > Blossom Hill znikła z horyzontu? Ciekawa jestem. D

                                        triss ---> obiecałem Blossom że nie będe poruszał na forum nic co jest z nami lub nią związane i sie tego trzymam.

                                        > Wiesz Mujer, tak się zastanawiałam nad motywacjami niechcenia dzieci przez różn
                                        > ych mężczyzn. IMO jeśli facet deklaruje, że nie chce z czystej wygody i z powod
                                        > u koncentracji na sobie (bo dziecko płacze, kosztuje, nie można spontanicznie w
                                        > yjechać, baba utyje, baba będzie miała dla niego mniej czasu, dziecko może pops
                                        > uć mu jego cenne zabawki elektroniczne) - to należy spieprzać jak najszybciej.

                                        Każda ze stron ma do tego prawa - facet moze nie chcieć dzieci - kobieta zaś może szukać innego. Czysta i klarowna sytuacja.


                                        > Inne powody są do zmiany. Mój nie chciał, bo uważał, że się absolutnie nie nada
                                        > je z powodu niezbyt fajnych wzorów rodzinnych, niska samoocena w tym zakresie w
                                        > chodziła w grę. 2 lata mojej ciężkiej pracy i zechciał bardzo.

                                        Uwielbiam tą kobiecą "pracę" nad zmianami swego partnera na taki wg ich ideału. Ciekawy jestem czy gdyby to było w drugą stronę ("praca" partnera nad Tobą żebyście nie mieli dzieci to czy to także byłoby takie super, czy wychodzi tutaj filozofia Kalego?).
                                        • triss_merigold6 Nic nie rozumiesz Kutuzow 20.11.10, 18:24
                                          Mężczyźni są różni, a zmiana poglądów jest dość powszechnym procesem, zwłaszcza z upływem czasu i po nowych doświadczeniach.
                                          Mój chłop otwarcie deklarował, że dzieci nie chce, ja deklarowałam, że chcę bardzo ale go nie wrobię, natomiast antykoncepcja BYWA ZAWODNA. Jakoś przecięcia nasieniowodów nie chciał. D
                                          Mówiłam wprost, że jakbym zaszła to nie usunę - jakoś się nie płoszył.
                                          Mógł odejść i poszukać bezdzietnej i bez ciśnienia na rozród (taką dla mnie zostawił, 10 lat młodsza ode mnie dziewczynka była). Nie odszedł, w końcu oświadczył, że dzieci chce i nada to nowy cudowny wymiar jego życiu, od tamtego czasu minął rok i dopiero teraz jestem w ciąży.
                                          Osobiście jestem dużą fanką autentycznego, bezgranicznego uczucia ze strony faceta, takiego dzięki któremu pan potrafi zmienić swoje życie, przewartościować, i w ogóle chce mu się cos robić co narusza jego komfort bytu. Ale rozumiem, że wielu mężczyzn kompletnie nie jest do tego zdolnych.
                                          • kutuzow Re: Nic nie rozumiesz Kutuzow 20.11.10, 18:34
                                            triss_merigold6 napisała:

                                            Co do zmian - rozumiem że każdy jest inny i każdy żyje swoim życie. Dlatego ja żyje po swojemu i przez jakiś czas nie udzielałem sie na tym forum (urquhart mnie podkusił do powrotu). Ja zaś widzę tutaj Jedynie Poprawną Linię wg której to facet jest wszystkiemu winny, to on ma sie zmieniać i zawsze to jego wina (zerknij do wątku:
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118716086,118716086,Moja_kolej_.html

                                            >> Osobiście jestem dużą fanką autentycznego, bezgranicznego uczucia ze strony fac
                                            > eta, takiego dzięki któremu pan potrafi zmienić swoje życie, przewartościować,
                                            > i w ogóle chce mu się cos robić co narusza jego komfort bytu. Ale rozumiem, że
                                            > wielu mężczyzn kompletnie nie jest do tego zdolnych.

                                            no jasne -kto by nie chciał. Ja zaś śmiało mogę napisać to samo w drugą stronę:

                                            Osobiście jestem dużym fanem autentycznego, bezgranicznego uczucia ze strony kobiety, takiego dzięki któremu pani potrafi zmienić swoje życie, przewartościować, i w ogóle chce jej się cos robić co narusza jego komfort bytu. Ale rozumiem, że wiele kobiet kompletnie nie jest do tego zdolnych.

                                            • triss_merigold6 Re: Nic nie rozumiesz Kutuzow 20.11.10, 18:45
                                              Spoko, są takie kobiety. W tym kraju jest ich nawet bardzo dużo, ponieważ od dziecka są wdrażane do zwracania uwagi na potrzeby mężczyzn i karmione mitem trulov. Pytanie co facet może kobiecie dać w zamian za takie uczucie? Bo komfort obcowania ze swoją wyjątkową osobą to nieco za mało.
                                              • mujer_bonita Re: Nic nie rozumiesz Kutuzow 20.11.10, 19:26
                                                triss_merigold6 napisała:
                                                > Pytanie co facet może kobiecie dać w zamian za takie uczucie?
                                                > Bo komfort obcowania ze swoją wyjątkową osobą to nieco za mało.

                                                No co Ty! Wstrętna roszczeniowa materialistka :P
                                                • triss_merigold6 Wymiana dóbr i zasobów 20.11.10, 19:40
                                                  Tia materialistka, nigdy tego nie kryłam.
                                                  To pogadajmy o wymianie dóbr i zasobów.
                                                  Seks za seks - ok, fucking friends czy one night stand to miła rozrywka, ale jak coś tylko ruchałam to nie trzymałam tego do rana celem wspólnego spożycia śniadania, bo to juz zbędna poufałość
                                                  Miłość za miłość - bardzo pięknie, tylko strony mają własne interpretacje tego pojęcia, a potrzeby zmieniają się w czasie
                                                  Iluzja uczucia + seks za kasę/dobrobyt/ wyższy standard życia - zdaje się, że to prostytucja
                                                • m00nlight Re: Nic nie rozumiesz Kutuzow 21.11.10, 18:42

                                                  Komfort przebywania z Kutuzowem to najwyższe dobro na jakie można zasłużyć przecież :)
                                            • mujer_bonita Re: Nic nie rozumiesz Kutuzow 21.11.10, 12:46
                                              kutuzow napisał:
                                              > Osobiście jestem dużym fanem autentycznego, bezgranicznego uczucia ze strony ko
                                              > biety, takiego dzięki któremu pani potrafi zmienić swoje życie, przewartościowa
                                              > ć, i w ogóle chce jej się cos robić co narusza jego komfort bytu. Ale rozumiem,
                                              > że wiele kobiet kompletnie nie jest do tego zdolnych.

                                              Oczywiście ze strony KOBIETY. Bo w Twoim podejściu nie ma nic bezinteresownego. Kobieta ma służyć zaspokojeniu Twoich potrzeb, ma się dostosować to Twojego stylu życia, Twoich wyborów, Twoich wartości, Twojego 'komfortu bytu'. Jeżeli sama czegoś chce musi sobie na to zarobić, zapracować, zrobić sama.

                                              Tyle o 'partnerstwie' :)
                                              • kutuzow Piekne podsumowanie podejścia kobiet na tym forum 21.11.10, 13:45
                                                mujer ---> gdybys przeczytała uważnie zauważyłabyś ze przepisałem dokładnie słowo w słowo tekst triss który brzmiał:

                                                "Osobiście jestem dużą fanką autentycznego, bezgranicznego uczucia ze strony faceta, takiego dzięki któremu pan potrafi zmienić swoje życie, przewartościować, i w ogóle chce mu się cos robić co narusza jego komfort bytu. Ale rozumiem, że wielu mężczyzn kompletnie nie jest do tego zdolnych. "
                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118809927,118951357,Nic_nie_rozumiesz_Kutuzow.html


                                                Jak widze sama złapałaś się w swoje "kobiece" sidła. To co pisze kobieta o swoich oczekiwaniach wobec partnera jest "cacy" i powszechnie zrozumiałe. Jeśli jednak facet napisze dokładnie to samo -to już jest źle :-)


                                                • mujer_bonita Podsumowanieowszem ale postawy Kutuzowa 21.11.10, 17:40
                                                  kutuzow napisał:
                                                  > Jak widze sama złapałaś się w swoje "kobiece" sidła. To co pisze kobieta o swoi
                                                  > ch oczekiwaniach wobec partnera jest "cacy" i powszechnie zrozumiałe. Jeśli jed
                                                  > nak facet napisze dokładnie to samo -to już jest źle :-)

                                                  Podsumowanie - owszem ale TWOJEJ postawy. Wieszasz psy na kobietach, że takie wredne, roszczeniowe, że myślą tylko o sobie itp. A Ty co sobą reprezentujesz? Skrajny męski egoizm!

                                                  JESTEŚ DOKŁADNIE TYM CO KRYTYKUJESZ :D
                                                  • m00nlight Re: Podsumowanieowszem ale postawy Kutuzowa 21.11.10, 18:18

                                                    To nie wiesz że najbardziej w ludziach nienawidzimy swoich własnych wad? :)

                                                    Jedna z najstarszych psychologicznych prawd świata....
                                                  • kutuzow co konkretnie tak Cię boli? 21.11.10, 21:20
                                                    Mujer -jak zwykle odwracasz kota ogonem, zagalopowałaś sie i pojechałaś z krytyką po postawie którą w oryginale przedstawiła triss i teraz sciemniasz.

                                                    Może napiszesz mi dokładnie co jest tym skrajnym męskim egoizmem w moim wydaniu?
                                                    Czy to że wymagam od partnerki żeby po ciąży nie poddała się pieluszkowemu zapaleniu mózgu, tylko była rozsądna? Może to moje stanowisko które jest zgodne z głosem wielu psychologów, że to ZWIĄZEK jest najważniejszy w rodzinie a nie DZIECKO, bo w zdrowym związku dziecko będzie zadbane i szczęśliwe, a w takim gdzie jest na pierwszym miejscu w długofalowej perspektywie będzie miała nieszczęśliwych rodziców (lub co prawdopodobne rozwiedzionych).
                                                    Może to że Cię tak boli że śmiem kobietom zwracać uwagę, że jeśli tyją to odbija się to na ich atrakcyjności i niektórzy (Np. ja) wolałbym mieć nadal atrakcyjną partnerkę a nie taką matkę-torbę o której pisze np. Talko w swych książkach.
                                                  • mujer_bonita Mnie nic nie boli :) 21.11.10, 21:35
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Może napiszesz mi dokładnie co jest tym skrajnym męskim egoizmem w moim wydaniu?
                                                    (...)
                                                    > to ZWIĄZEK jest najważniejszy

                                                    Racja Kutuzow - ZWIĄZEK jest najważniejszy. Tylko związek to DWÓJKA ludzi. Ty piszesz tylko o swoich wymaganiach. Staram się sobie przypomnieć czy kiedykolwiek napisałeś coś poza tym co Ty chcesz i Ty wymagasz. Cokolwiek, co drugiej stronie może DAĆ - bezinteresownie, altruistycznie. Opisał jakąś POTRZEBĘ, którą mógłbyś zaspokoić bez liczenia na 'zwrot z inwestycji'.

                                                    Twoje posty to tylko wymagania i stwierdzenia na co kobieta przy Tobie NIE MOŻE liczyć. I ok - masz prawo tylko właśnie zawsze jest JA. Nigdy nie ma MY, nie ma ONA. Jest 'ja chcę żeby', 'ja nie zgadzam się na' etc. Tak po ludzku - w Twoich postach nie ma związku.

                                                    Już wiele razy tutaj pisałam - mam uczulenie na hipokryzję. Wieszasz psy na kobietach, że kierują się własnym dobrem i wygodą. A co TY sobą reprezentujesz? Czym TY się kierujesz? TYM SAMYM. NIE POTRAFISZ wyjść poza własne ograniczenia, tak samo własne poglądy starasz się podnieść do rangi prawd oczywistych.

                                                    Powtórzę jeszcze raz - JESTEŚ TYM CO KRYTYKUJESZ.
                                                  • kutuzow to nie jest www.sympatia.pl 21.11.10, 21:45
                                                    widzisz mujer, nie pisze tutaj nic to co ja mogę zaoferować kobietą, bo z tego co wiem to nie jest portal matrymonialno-towarzyski i nie muszę sie tu "reklamować". Moje partnerki wiedziały co mogę im zaoferować i im to odpowiadało. Jeśli dochodziło do "rozjazdu" oczekiwań (np w kwesti dzieci) lepszym rozwiązaniem było rozstanie się niż jakiś "kompromis" na zasadzie skoro tak bardzo chcesz no to masz (jakich wiele widze dookoła). Zauważ że ja komunikuje wprost swoje stanowisko i nie ściemniam.

                                                    Tutaj na forum krytykuję jedynie słuszną linie którą prezentuje wiele kobiet (o dziwo Tobie zdarza się nawet czasami obiektywizm). Podałem Ci już przykład wątku nimki:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118716086,118716086,Moja_kolej_.html gdyby to samo napisał facet (że ma brak seksu z żoną) dostałby super porady w stulu "wiecej się staraj" itp.
                                                  • mujer_bonita My też się nie reklamujemy :) 21.11.10, 21:58
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > widzisz mujer, nie pisze tutaj nic to co ja mogę zaoferować kobietą, bo z tego
                                                    > co wiem to nie jest portal matrymonialno-towarzyski i nie muszę sie tu "reklamo
                                                    > wać".

                                                    Więc przyjmij do wiadomości, że kobiety też się tu nie reklamują :)

                                                    > Tutaj na forum krytykuję jedynie słuszną linie którą prezentuje wiele kobiet (o
                                                    > dziwo Tobie zdarza się nawet czasami obiektywizm).

                                                    Ło matko! Czy reszta forum widzi to co ja?? ;P


                                                    > gdyby to samo napisał facet (że ma brak seksu z żoną) dostałby super porady w stulu "wiecej się staraj" itp.

                                                    Widzisz - ja uważam, że to temat na inny wątek, bo owszem jest tak jak piszesz ale z uwagi na to, że kobiety mają INNE podejście do seksu. Po prostu - co innego nas kręci a co innego zniechęca.

                                                    Tak samo jak napisał tu Santo - przybranie kobiety na wadze może spowodować, że przestanie być ona atrakcyjna i seks się skończy. Jak facet przytyje to zwykle nic się nie dzieje - kobiety mają większą tolerancję. INACZEJ uwarunkowania wypływają na nasz seks.

                                                    Tak więc zawsze będą rady typu:
                                                    - do mężczyzny: staraj się bardziej, zajmij się domem i dziećmi, daj żonie odpocząć (ZAUWAŻ, ŻE TO WŁAŚNIE ROBI MĄŻ TEJ KOBIETY, KTÓREJ PODEJŚCIE DO MACIERZYŃSTWA STAWIAŁEŚ ZA WZÓR)
                                                    - do kobiety: schudnij, zadbaj o siebie, ubierz się w sexy bieliznę, zaskocz go czymś etc.
                                      • zakletawmarmur Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 19:45
                                        IMO jeśli facet deklaruje, że nie chce z czystej wygody i z powod
                                        > u koncentracji na sobie (bo dziecko płacze, kosztuje, nie można spontanicznie w
                                        > yjechać, baba utyje, baba będzie miała dla niego mniej czasu, dziecko może pops
                                        > uć mu jego cenne zabawki elektroniczne) - to należy spieprzać jak najszybciej.

                                        Powody są różne... Może:
                                        - trafi się lepsza kobieta, z którą się opłaca mieć dzieci a nie tylko uprawiać beztroski seks
                                        - uda się wynegocjować lepsze warunki- wiara w to, że jeśli przytrzyma się bezdzietną laskę po 30 kilka lat to kobieta rzuci się do stóp i zacznie błagać o plemnika i obieca, że nie bedzie musiał nic robić
                                        - faktycznie dzieci nie lubi i nie odczuwa potrzeby ich posiadania. Ale trzeba uważać, bo każdy się tak tłumaczy... Tylko dlaczego niektórzy z nich nie biorą pod uwagę wazektomi? Dlaczego zamiast faktycznie inwestować kasę w dobrą zabawę z kolejnymi przyjaciółkami oszczędzają na duże mieszkania?
                                        • triss_merigold6 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 19:52
                                          Ja wiem, że są różne powody ale z braku czasu wymieniłam ten dość często spotykany tj. tłumaczenie się zaabsorbowaniem własną osobą i przywiązanie do określonego stylu życia - przynajmniej oficjalnie w wersji dla partnerki.
                                          Jak facet nie lubi dzieci to niech zrobi wazektomię - proste, wtedy nie ryzykuje. I niech nie zapomni uprzedzać o wazektomii kolejnych kobiet.
                                          Inne opcje to klasyczne wpędzanie w lata, też częste. To cuda wianki opowiadane tym uczciwym frajerkom, które wierzą, że jak kupi większe mieszkanie, pojedzie na narty w Alpy, awansuje etc. to się zdecyduje.
                                      • blossom_hill Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 15:09
                                        triss_merigold6 napisała:

                                        > Blossom Hill znikła z horyzontu? Ciekawa jestem. D
                                        Nie znikłam z horyzontu a nawet jestem bardzo blisko...Kutuzowa:) Tylko szkoda mi czasu na dyskusje tutaj z Wami:))

                                        Naprawdę polecam ten art, który Kutuzow Wam zaproponował ( www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu.html ),
                                        Ja mam podobne podejście i nie czeka na mnie praca za kilka tysięcy tylko za 1800zł ale pracuje bo jest to moja pasja i chce się rozwijać. Ale nie każda musi mieć tak samo:)

                                        Obserwując zmiany Moonlight nie dziwie się Kutuzowowi, że obawia się zmian kobiet w ciąży:)

                                        Pozdrawiam wszystkie obecne i przyszłe mamy!!!
                                        • triss_merigold6 No ślicznie 21.11.10, 15:27
                                          No ślicznie, tylko, że już chyba wyjaśniano w toku dyskusji, że na opiekunkę, pielęgnację i samodzielny relaksacyjny wyjazd trzeba mieć jakieś pieniądze. Oraz trzeba mieć partnera, który w/w potrzeb nie zakwestionuje. 1800 zł na to nie wystarczy.

                                          Gwoli ścisłości zarabiam znacznie więcej niż Ty i napisałam, że nie zamierzam rezygnować z pracy po porodzie tylko wrócić do roboty - z przyczyn ekonomicznych głównie, ale też społecznych. Rozwijanie pasji w pracy mam w dupie, wystarczy mi, że fucha jest w miarę zgodna z wykształceniem, niedolegliwa, mam dobry dojazd i jakieś przytomne pieniądze.
                                        • kag73 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 16:03
                                          Nie bardzo rozumiem co ten artykul ma udowodnic albo co przekazac? babka chciala wrocic do pracy krotko po urodzenia dziecka i wrocila. Jej problem, jej decyzja. Ja chcialam swiadomie zostac w domu z moim dzieckiem i tak zrobilam. Biegalam wlasnie na kazde zawolanie od lozeczka, bo tak byla moja strategia i sie sprawdzila. Nie zaniedblam meza, seks mielismy i mamy nadal. Moje dziecko tez jest calkiem do rzeczy, niz mu nie brakuje. A ja nie oszalalam. i co teraz?
                                          Nic. Niech kazdy robi co uwaza za sluszne, bo kazdy jest indywidualnym przypadkiem. O czym tutaj dyskutowac?!
                                        • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 17:45
                                          blossom_hill napisała:
                                          > Naprawdę polecam ten art, który Kutuzow Wam zaproponował (
                                          rel="nofollow">www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu.html ),
                                          > Ja mam podobne podejście i nie czeka na mnie praca za kilka tysięcy tylko za 18
                                          > 00zł ale pracuje bo jest to moja pasja i chce się rozwijać. Ale nie każda musi
                                          > mieć tak samo:)

                                          I naprawdę WIERZYSZ, że Kutuzow Ci to wszystko sfinansuje? O naiwności :D :D :D
                                          • kag73 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 18:04
                                            "I naprawdę WIERZYSZ, że Kutuzow Ci to wszystko sfinansuje? O naiwności :D :D :D"

                                            Dobre !
                                            Dodam jeszcze, ze Kutuzow ani nie ma zony ani nawet stalej partnerki, ktora kocha ani nie jest ojcem. Jak dla mnie slepy mowi o kolorach!
                                            • m00nlight Generalnie 21.11.10, 18:27

                                              to ja zauważyłam że największymi ekspertami od ciąż, porodów i spraw z tym związanych są faceci (patrz, pierwszy z brzegu przyklad:przedostatni post Santo na temat zachcianek) :) A bezdzietni to już szczegolnie często się wypowiadają w roli speców. 'No bo oni mają kolegów i Ci koledzy....'

                                              Szkoda gadac :)
                                            • blossom_hill Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 21:51
                                              Nie jestem jego żona ale stałą partnerką.Moim zdaniem kobiety w tej dyskusji nie miały juz argumentów więc ,,wyciągnęły,, mnie:)

                                              Przykre...
                                              • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 22:02
                                                blossom_hill napisała:
                                                > Nie jestem jego żona ale stałą partnerką.Moim zdaniem kobiety w tej dyskusji ni
                                                > e miały juz argumentów więc ,,wyciągnęły,, mnie:)
                                                >
                                                > Przykre...

                                                Sam siebie wyciągasz Blossom. Każdy na forum podlega analizie. Ty pojawiasz się, piszesz coś, co generalnie nie pasuje ani do tego co pisałaś wcześniej, ani do tego co głosi Kutuzow więc nie dziw się, że zwracasz uwagę :)

                                                Swoją drogą - to pierwsze zdanie Twojej wypowiedzi 'Nie jestem jego żona ale stałą partnerką'. Tak wiele mi to przypomina :D
                                                • blossom_hill Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 22:16
                                                  To triss o mnie zapytała kiedy zabrakło jej argumentów ( forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118809927,118950336,Re_a_co_z_odczuciami_partnerow_tych_kobiet_.html )

                                                  Uwierz mi sama sie tu nie pchałam:)
                                                  • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 22:23
                                                    blossom_hill napisała:
                                                    > Uwierz mi sama sie tu nie pchałam:)

                                                    Triss po prostu zapytał, nie musiałaś się odzywać. Swoją drogą myślę, że więcej osób było i nadal jest ciekawych :)
                                          • blossom_hill Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 21:49
                                            Akurat finanse to nie jest u nas problem.
                                        • m00nlight e, wypraszam sobie 21.11.10, 18:39

                                          Chociaż, skoro tak bardzo chcesz zwalić 'winę' za fakt że Twoj facet ani się z Tobą nie chajtnie, ani świadomie nie zrobi sobie z Tobą dziecka na to że przez schizy Moonlight boi się kobiet w ciąży to sobie myśl ;) Samooszukiwanie się dobra rzecz, a i winny się znalazł.

                                          BTW ja tam się w ciąży nie zmienilam :P Bylam pokręcona to i jestem. No, i nie roztyłam się (tfu!tfu!) Jedyne na co chłop moj może teraz narzekać to to że zmuszam go do codziennego wcinania zup warzywnych ktore codziennie gotuję dla siebie i tych paskudnych warzyw z parowaru, zgroza!
                                          RAZ wyslalam go o 23 po paprykarz i RAZ się poryczalam na PrettyWoman a on sie zestresowal bo myslal ze cos zrobil. Poza tym jestem niczym Matka Teresa z Kalkuty, więc proszę tu ze mnie antyautorytetu nie robić.

                                          BTW2 ciekawi mnie Dziewczyno *po czym* Ty chcesz 'wracać' do tej swojej pracki za 1800 zł skoro z obecnym facetem dziecko Ci nie grozi? :) chyba że już masz coś na oku :P
                                          • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 21.11.10, 22:06
                                            m00nlight napisała:

                                            > BTW2 ciekawi mnie Dziewczyno *po czym* Ty chcesz 'wracać' do tej swojej pracki
                                            > za 1800 zł skoro z obecnym facetem dziecko Ci nie grozi? :) chyba że już masz c
                                            > oś na oku :P

                                            Oboje narazie nie chcemy dzieci więc nie ma problemu. Jestem dość młodą osobą i mam czas na rodzenie a chce by to była świadoma decyzja nas obojga.A kiedy to nastąpi to już nie będę zarabiała 1800zł:) bo cały czas sie szkolę i rozwijam.


                                            • m00nlight Właśnie 22.11.10, 20:00

                                              Ty widzisz tak:

                                              'Oboje NA RAZIE nie chcemy dzieci'

                                              A prawda taka że Ty nie chcesz 'na razie', natomiast Kutuzow raptem wczoraj wyraźnie napisał że nie chce ich nigdy :P Oraz to że 'każdą kobietę lojalnie o tym uprzedza'.

                                              Każdy widzi co chce widziec :)
                                              • mujer_bonita Re: Właśnie 22.11.10, 22:28
                                                m00nlight napisała:
                                                > Ty widzisz tak:
                                                > 'Oboje NA RAZIE nie chcemy dzieci'
                                                > A prawda taka że Ty nie chcesz 'na razie', natomiast Kutuzow raptem wczoraj wyr
                                                > aźnie napisał że nie chce ich nigdy :P Oraz to że 'każdą kobietę lojalnie o tym
                                                > uprzedza'.

                                                Zaraz zaraz... Blossm twierdzi, że 'na teraz to oboje nie chcemy ale nie zamykamy się całkiem na tą opcję:)'. Coś tu się nie zgadza ;)

                                                > Każdy widzi co chce widziec :)

                                                Hehe... a co i ile widzi zakochana kobieta? ;)
                                              • blossom_hill Re: Właśnie 23.11.10, 10:20
                                                Przedstaw mi fragment w którym to Kutuzow wyraźnie nie chce dzieci - NIGDY.
                                          • songo3000 A propos samooszukiwania :) 22.11.10, 10:41
                                            > BTW ja tam się w ciąży nie zmienilam
                                            Przekrój Twojej forumowej twórczości pozwala dojść do nieco innych wniosków, co już jakiś czas temu zauważyło kilka innych osób. Osobiście bym to nazwał intensyfikacją pewnych mniej popularnych cech ale to też jakby nie patrzeć, zmiana.

                                            > BTW2 ciekawi mnie Dziewczyno *po czym* Ty chcesz 'wracać' do tej swojej pracki
                                            > za 1800 zł
                                            Ojej, po co daleko szukać, nie?



                                            LOL! Dobra, doczytałem. Dziękuję, naprawdę dziękuję Moon, żeś mi humor z poniedziałku poprawiła, że aż w skali się nie mieści :DDD
                                            > Poza tym jestem niczym Matka Teresa z Kalkuty,

                                            mmmm....
                                          • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 11:54
                                            > Chociaż, skoro tak bardzo chcesz zwalić 'winę' za fakt że Twoj facet ani się z
                                            > Tobą nie chajtnie, ani świadomie nie zrobi sobie z Tobą dziecka na to że przez
                                            > schizy Moonlight boi się kobiet w ciąży to sobie myśl ;)

                                            Zwróć uwagę, że Kutuzow do młodziaków nie należy... To już zaczyna się ten wiek, gdy mężczyzna zaczyna tracić na atrakcyjności...

                                            Laska jeszcze trochę popracuje, zacznie więcej zarabiać, zwiekszy się jej samoocena. Z czasem trwania związku jej pozycja będzie szła w górę (kobiety zyskują z czasem). Nie ma parcia na dziecko dzięki czemu facet ma szanse za tym tęsknić. Jemu za kilka lat włączy się instynkt ojcowski, zacznie sobie wyobrażać, jakby to było miło pokazywać swojemu potomkowi świat... Jestem przekonana, że to Kutuzow pierwszy wpadnie na pomysł rozmnożenia i wtedy zacznie się bardziej starać:-)

                                            Blossom dobrze robi, że się w małżeństwo i dzieci nie chce pchać. Kobieta powinna się w tych sprawach szanować!
                                            • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:18
                                              Dzięki za zrozumienie Zaklęta:)

                                              Jestem szczęśliwa a dzieci i małżeństwo do niczego nie są mi potrzebne. To bardzo poważne decyzje w życiu.
                                              Wiem, że większość kobiet tutaj nie może uwierzyć że ja i Kutuzow możemy być szczęśliwi ale pewnie dla innych kochamy się w ten dziwny zakręcony sposób:) Być może powoli znajdujemy razem swoje wspólne szczęście.

                                              Pozdrawiam zakochanych!!!
                                              • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:21
                                                blossom_hill napisała:
                                                > ale pewnie dla innych kochamy się w ten dziwny zakręcony sposób:)

                                                KochaMY SIĘ?? Piszesz o facecie, który stanowczo zaprzeczył miłości do Ciebie??

                                                Dobre! :D :D :D
                                                • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:29
                                                  > KochaMY SIĘ?? Piszesz o facecie, który stanowczo zaprzeczył miłości do Ciebie??

                                                  W tej kwestii mogło się wiele zmienić po ostatniej dyskusji:-)
                                                  • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:32
                                                    zakletawmarmur napisała:
                                                    > W tej kwestii mogło się wiele zmienić po ostatniej dyskusji:-)

                                                    Nooo... wizja odpływu 'stałej partnerki' przy braku realnych alternatyw mogą zadziałać pobudzająco :D
                                                  • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 17:44
                                                    Myśle, że nie o to chodzi...

                                                    Czasami człowiek sam nie wie co czuje i trzeba go do tego sprowokować... Kilka miesięcy temu zafundowaliśmy im istną burzę emocjonalną:-) Takie chwile działają jak wzmacniacz smaku, potęgują to co między ludźmi jest. Jeśli jest to miłość to spotęgują miłość. Podejrzewam, że facet zdał sobie sprawę, że jednak Blossom jest mu bardziej bliska niż przypuszczał:-)
                                                  • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 22:29
                                                    Naprawdę w to wierzysz? ;) Albo Ty jesteś beznadziejną romantyczką albo ja na starość robię się cyniczna ;)
                                                  • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 23.11.10, 13:02
                                                    > Naprawdę w to wierzysz? ;) Albo Ty jesteś beznadziejną romantyczką albo ja na s
                                                    > tarość robię się cyniczna ;)

                                                    Jestem po prostu rozsądna. Pisał, że 90% kobiet daje mu kosza. Blossom jest młoda, ambitna ideał kobiety w obecnych czasach. On już ma swoje i latka i zahamowania. Powiedzmy szczerze, dziewczyna mu się trafiła jak ślepej kurze ziarnko:-) Myśle, że dużo większe prawdopodobieństwo, że to ona za pare lat go pogoni...
                                                  • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 23.11.10, 13:07
                                                    zakletawmarmur napisała:
                                                    > Jestem po prostu rozsądna. Pisał, że 90% kobiet daje mu kosza. Blossom jest mło
                                                    > da, ambitna ideał kobiety w obecnych czasach. On już ma swoje i latka i zahamow
                                                    > ania. Powiedzmy szczerze, dziewczyna mu się trafiła jak ślepej kurze ziarnko:-)
                                                    > Myśle, że dużo większe prawdopodobieństwo, że to ona za pare lat go pogoni...

                                                    No to właśnie pisałam: 'wizja odpływu 'stałej partnerki' przy braku realnych alternatyw mogą zadziałać pobudzająco :D' Pytanie tylko na ile tego typu deklaracje są wyrazem prawdziwych uczuć?
                                                  • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 23.11.10, 14:02
                                                    > No to właśnie pisałam: 'wizja odpływu 'stałej partnerki' przy braku realnych al
                                                    > ternatyw mogą zadziałać pobudzająco :D' Pytanie tylko na ile tego typu deklarac
                                                    > je są wyrazem prawdziwych uczuć?

                                                    Mujer wizja odpływu może przypomnieć że partner/partnerka jest dla kogoś ważny... I wcale nie oznacza to jakąś nieszczerość uczuć. W takich chwilach okazuje się co naprawdę jest ważne. Jeśli nie kochamy partnera to wizje rozstania przyjmiemy z ulgą. Jeśli kochsmy to zaboli i będziemy w stanie znaleźć siły do mobilizacji, żeby przełamać różne opory.

                                                    Zresztą w tym przypadku z tego co wiem nikt nikogo rozstaniem nie straszył. Kutuzow pewnie przejął się, że tak dziewczynę mu zbesztaliśmy na forum... W poprzednim poście chodziło mi o to, żeby kobiety przestały z Blossom robić desperatkę. IMO jej pozycja w związku jest silna i wypadałoby jej to pokazać bo chyba jedyny problem dziewczyny polega na zbytniej skromności:-)
                                                  • kutuzow bardzo trafne 23.11.10, 14:15
                                                    zakletawmarmur napisała:

                                                    > Mujer wizja odpływu może przypomnieć że partner/partnerka jest dla kogoś ważny.
                                                    > .. I wcale nie oznacza to jakąś nieszczerość uczuć. W takich chwilach okazuje s
                                                    > ię co naprawdę jest ważne. Jeśli nie kochamy partnera to wizje rozstania przyjm
                                                    > iemy z ulgą. Jeśli kochsmy to zaboli i będziemy w stanie znaleźć siły do mobili
                                                    > zacji, żeby przełamać różne opory.
                                                    >

                                                    Zaklęta - bardzo trafnie to ujęłaś. Ponieważ nie chce ponownie wywlekać naszych (z Blossom) spraw na szeroki forum napiszę tylko w skrócie iż w naszym przypadku doszło do rozstania i po pewnym czasie OBOJE zdaliśmy sobie sprawę iż brakuje nam tej drugiej osoby. Od razu dodam, że nie była to wcale kwestia "braku alternatyw" bo w tym czasie obie strony nie narzekały na braki w tej kwestii. Staramy się więc teraz OBOJE tworzyć związek na trochę innych zasadach. Czy uda nam się połączyć nasze osobowości (które są różne) to już inna sprawa - jesteśmy dobrej mysli.
                                                  • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 23.11.10, 10:17
                                                    Dokładnie...

                                                    Zaczynam Cię coraz bardziej lubić Zaklęta:) Twoje wypowiedzi wydają się być rozsądne bez zbędnych emocji.

                                                    Pozdrawiam!
                                                • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:29
                                                  Jak wiesz minęło sporo czasu i trochę się zmieniło.
                                                  • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:31
                                                    blossom_hill napisała:
                                                    > Jak wiesz minęło sporo czasu i trochę się zmieniło.

                                                    Udało Ci się wymusić na nim wyznanie :) :) :) Jak uroczo :D

                                                    Cóż - jednak terroryzm popłaca :P
                                                  • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:44
                                                    Ja nie jestem kobieta która musi uciekać się do takich metod.
                                                  • kag73 Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:51
                                                    Ja tutaj jednak zadalabym bardzo istostne zasadnicze pytanie: czy Ty na razie nie chcesz dzieci czy w ogole NIGDY ich nie chesz, I czy on na razie nie chce dzieci czy zasadniczo ma cos przeciwko i w ogole nie chce dzieci.
                                                  • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:59
                                                    Na teraz to oboje nie chcemy ale nie zamykamy się całkiem na tą opcję:)
                                                  • mujer_bonita Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 12:57
                                                    blossom_hill napisała:
                                                    > Ja nie jestem kobieta która musi uciekać się do takich metod

                                                    Z opisów Kutuzowa waszych 'rozmów' odniosłam inne wrażenie ;)

                                                    No ale cóż 'kocha mnie na swój pokręcony sposób' to klasyk, który każda z nas musi przerobić sama na własnym tyłku. Dobra rada - zaopatrz się tylko w coś do miękkiego lądowania i korzystaj - wszak Kutuzow chwalił się swą hojnością wobec 'stałych partnerek' ;)
                                                  • blossom_hill Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 13:00
                                                    :)
                                                  • zakletawmarmur Re: e, wypraszam sobie 22.11.10, 17:47
                                                    Korzystaj, korzystaj. I nie zapominaj, żeby go czasem poolewać:-) Może i mężczyźni wiążą sie z aniołami ale po nocach śnią o zołzach!
                                      • songo3000 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 19:29
                                        > Inne powody są do zmiany.
                                        Hehe, tak w wielkim skrócie - pier.... eee, nie masz do końca racji :P Proponuję pogadać trochę z bezdzietnymi (bez napinania się) a dopiero potem swoje mądrości smarować :)
                                        • zakletawmarmur Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 20:57
                                          > Hehe, tak w wielkim skrócie - pier.... eee, nie masz do końca racji :P Proponuj
                                          > ę pogadać trochę z bezdzietnymi (bez napinania się) a dopiero potem swoje mądro
                                          > ści smarować :)

                                          Tylko z którymi, bo na pewnym etapie życia każdy jest bezdzietny:-)
                                          • songo3000 Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 22.11.10, 10:15
                                            > Tylko z którymi, bo na pewnym etapie życia każdy jest bezdzietny:-)
                                            Lub się im tylko tak wydaje ;P
                                    • kutuzow Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 18:07
                                      Mujer ---ja to dobrze rozumiem. Odróżniam bardzo dobrze dwie kwestie z którymi Ty masz chyba problem. Na pewne rzeczy masz wpływ i jeśli jesteś z 20 kg nadwagą rok po ciąży to nie jest to tajemniczy wpływ ciązy -tylko wyłącznie kwestia tego że nic z tym nie zrobiłaś (z miliona waznych dla siebie samej powodów).
                                      Obwisły biust i rozstępy to co innego, tutaj nie jest to efekt zaniedban albo olewki.
                                      • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 19:20
                                        kutuzow napisał:
                                        > Mujer ---ja to dobrze rozumiem. Odróżniam bardzo dobrze dwie kwestie z którymi
                                        > Ty masz chyba problem. Na pewne rzeczy masz wpływ i jeśli jesteś z 20 kg nadwag
                                        > ą rok po ciąży to nie jest to tajemniczy wpływ ciązy -tylko wyłącznie kwestia t
                                        > ego że nic z tym nie zrobiłaś (z miliona waznych dla siebie samej powodów).
                                        > Obwisły biust i rozstępy to co innego, tutaj nie jest to efekt zaniedban albo o
                                        > lewki.

                                        Tak więc odzajączkuj się z łaski swej od kobiet z artykułu bo one NIE NALEŻĄ do tej kategorii.
                                        • kutuzow Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 20:25
                                          niektóre należą/należały
                                          • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 20:41
                                            kutuzow napisał:
                                            > niektóre należą/należały

                                            Nie znalazłam takich przypadków. Wykazałam również, że te zacytowane przez Ciebie były manipulacją poprzez wyrwanie z kontekstu.
                                  • kutuzow Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 18:05
                                    kag ---> zgadzam sie z Tobą że faceci są dużo mniej krytyczni wobec kobiecego ciała niż same kobiety. Poza tym dokładnie o to mi chodziło - że wkurza to na co kobiety MAJĄ wpływ (czyli dodatkowe kg), a nie to co przyszło w pakiecie i co jesteśmy w stanie zrozumieć.
                            • kutuzow Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 18:02
                              mujer_bonita napisała:

                              > Kobieta 'ROBI FACETA W JAJO' bo jej ciało ZDEFORMOWAŁA ciąża?????????? Bo skóra
                              > jej popękała od rociągnięcia a potem wredna nie chciała wrócić na swoje miejsc
                              > e? Naprawdę sądzisz, że kobity robią to wszystko bo 'NIE LICZĄ SIĘ Z UCZUCIAMI
                              > PARTNERA'???????
                              >
                              > RANY BOSKIE - na prawdę nie rozumiem jak można mieć tak zerową empatię!!!
                              >

                              Widzisz Mujer zgodziłbym się z Tobą że ciąża to całe zło tego świata gdyby nie jeden drobny fakt -otóż to że wiele kobiet jakoś POTRAFI wrócić do ciąży do ładnego wyglądu, nie staje się otyłą Matką Polką i zwraca uwagę także na potrzeby swego partnera a nie tylko na potrzeby dziecka (nawet własne odstawiając w kąt).

                              Skoro do Tego potrzebne są odpowiednie środki i możliwości - może warto PRZED decyzją o dziecku porozmawiać o tym z partnerem, tak aby był czas na odpowiednie przygotowanie do tego.
                              • mujer_bonita Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 20.11.10, 19:00
                                kutuzow napisał:
                                > Widzisz Mujer zgodziłbym się z Tobą że ciąża to całe zło tego świata gdyby nie
                                > jeden drobny fakt -otóż to że wiele kobiet jakoś POTRAFI wrócić do ciąży do ła
                                > dnego wyglądu, nie staje się otyłą Matką Polką i zwraca uwagę także na potrzeby
                                > swego partnera a nie tylko na potrzeby dziecka (nawet własne odstawiając w kąt).

                                A wiesz co to jest 'potrafić'? Czy kobieta która wpieprza codziennie fast-foody i nie robiąc nic jest szczupła wg. Ciebie 'potrafi' utrzymywać sylwetkę czy po prostu matka natura dała jej dobrą przemianę materii? Czy kobieta, która nie stosuje żadnych kremów, maseczek, zabiegów itc a ma ładą cerę 'potrafi' o siebie zadbać czy zwyczajnie dostała prezent od genów?

                                Wygląd po ciąży to bardzo często kwestia genów, predyspozycji, hormonów etc. Są kobiety, które NIC nie robią i wracają do wyglądu sprzed ciąży a są takie, które latami walczą z jej skutkami. To nie ma NIC wspólnego z 'POTRAFIENIEM'.

                                > Skoro do Tego potrzebne są odpowiednie środki i możliwości - może warto PRZED d
                                > ecyzją o dziecku porozmawiać o tym z partnerem, tak aby był czas na odpowiednie
                                > przygotowanie do tego.

                                A to czemu partner nie porozmawia?
                                • santo_inc Re: ...a co z odczuciami partnerów tych kobiet??? 21.11.10, 12:07
                                  > A to czemu partner nie porozmawia?

                                  Gdyż nie ma on pojęcia o tym, że partnerce potrzebne są jakieś dodatkowe środki na utrzymanie silnej woli i ograniczenie wpieprzania po porodzie?

                                  Poza tym nie spodziewa się w swojej naiwnej ufności, że partnerka będzie chciała po porodzie sobie odpuścić i zamienić się w tłustą krowę...
                  • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 13:50
                    Kutuzow, napisze Ci w tajemnicy, ze sie mylisz. Wiekszosc kobiet(moze nawet wszystkie) chce wrocic do dawnej formy. Niestety nie wszystkim sie to udaje i wtedy staraja sie zaakceptowac sytuacje, bo zycie toczy sie dalej. Ogolnie nie znam takiej, ktora chciala zostac gruba po ciazy. Niestety sklada sie na to wiele czynnikow czy ktos przytyje i ile i czy moze/potrafi schudnac czy nie.
                    • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 14:43
                      Wiesz Kag, to wszystko jest nie kwestia CHĘCI (każda kobieta chce szczupło wyglądać i nawet czasami sie odchudzają) tylko tego co konkretnie robimy w tym kierunku - DZIAŁANIA.
                      Głównym czynnikiem tutaj jest praca którą poświęcimy na zrzucenie kilogramów. Oczywiście że jedne kobiety mają łatwiej bo moga sobie pozwolić na dietetyka, niańkę i SPA, inne zaś zasówają same przy dziecku i wolałby wziąc prysznic w wolnej chwili nie myśląć o takim komforcie jak basen. Nie zmienia to jednak kwestii że liczy się działanie a nie chęci.

                      Zobacz że facetów też oceniacie za konretne wymierne efekty przy ocenie czy są odpowiednimi partnerami (czy są w stanie utrzymać rodzinę w czasie gdy partnerki są na wychowawczym) a nie tylko ich chęciami zarabianai fortuny -czyż nie?
                  • claudel6 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 30.11.10, 18:22
                    kutuzow :)))))
                    ale ona nic nie zrobiła, zeby wrócic do tej wagi :)) po prostu sama z siebie wróciła :))
              • lusitania2 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 20:18
                santo_inc napisał:

                > > Wlasnie, ze musialam. Nie byles nigdy w ciazy to nie wiesz.
                >
                > Nie musiałaś, bo nikt Cię do tego nie zmuszał. Nie umarłabyś od tego.
                >
                > Po prostu BARDZO tego chciałaś i nie potrafiłaś sobie odmówić.
                >

                santo, narkoman na głodzie też nie musi brać. Nikt go przecież nie zmusza. I nie umrze od tego, że nie weźmie. Wprost przeciwnie.
                Jak zasadniczo jestem daleka od tego, by ciążę traktować jak chorobę, to analogię z ciążowymi "zachciankami" i narkotykowm głodem (narkomania jest chorobą) uważam za uprawnioną. I zgadzam się z kag - kto tego sam nie przeszedł, niestety nie wie, o czym mówi.


            • kutuzow Coś z tej ciąży trzeba mieć- hasło Matek Polek 19.11.10, 22:03
              kag73 napisała:

              > .... Poza tym dlaczego mialam sobie odmawiac, w koncu cos z tej ciazy trzeba miec, rowniez jakies mile strony....

              Przeciaż Kag73 ja dokładnie o tym pisałem, że wiele kobiet traktuje ciąże jako taki "ulgowy" okres a potem jest wielkie zdziwienie że są takie tłuste.

              Poza tym gdybyś po ciązy nadal tak wcinała te pralinki to coś czuje ze sama z siebie byś nie schudła.
              • m00nlight Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 20.11.10, 12:49

                Mamy rzyganie, mamy żylaki, zgagę, strzykanie w stawach, nieprzespane noce z powodu ciążącego i przeszkadzającego w KAŻDEJ pozycji brzucha, bolesne kopy po żebrach, ucisk na nerwy gdzie potrafi napier*alać cała noga i nic się nie da z tym zrobic poki potomek się łaskawie nie przekręci, opuchlizny i wiele, wiele innych niekoniecznie przyjemnych rzeczy. O urokach porodu nie wspomnę.

                I jedyne, co ma nam ten okres wynagrodzić to wrzeszczące po nocach dziecko ktoremu trzeba 30 razy dziennie zmieniac pieluchę i ktore w ramach zadośćuczynienia pogryzie nam sutki do krwi a na starosc kopnie w dupe? ^^ + narzekanie faceta któremu gruba żona obrzydla albo o zgrozo, kilka miesięcy unika seksu?

                Czekolada nam sie należy, i koniec :P Chociaz tyle.

                PS ilu facetow dorabia się 'ciążowego' brzucha na stale bez tych wszystkich rewelacji, za to przed tv/kompem z chipsami i piwkiem? hę?
                • kutuzow Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 20.11.10, 14:49
                  Widzisz m00nlight tym się własnie różni podejście większości Polek od tych kobiet którym zalezy na nienagannej figurze sprzed ciąży. Jakiś czas temu była już tutaj rozmowa na tematy wyglądu po ciąży i wrzuciłem link do wywiadu w którym było info że we Francji kobiety mają gratis rechabilitację na której ćwiczą mięśnie pochwy aby znów mogły się cieszyć seksem. Ciekawe ile Polek mysli wtedy o seksie, a ile cieszy się swą nową "zabawką".

                  BTW: Chciałem zauważyć, że w obecnych czasach gdzie mamy metody antykoncepcyjne ciąża nie jest obowiązkiem. Nikt na siłę chyba nie zmusił Cię do tego - robisz to ze swej własnej woli -czyż nie? Zawsze mogłaś wybrać brak tych wszystkich efektów i cieszyć się życiem bez dziecka. Wyobraź sobie że są i takie kobiety (choć oczywiście są zdecydowanie rzadkością).
                  Takie egocentryczne podejście jakie reprezentujesz bardzo dobrze pokazuje w którym momencie Twój partner przestaje się liczyć (później gdy jest dziecko już jest tylko "z górki").
                  • m00nlight Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 20.11.10, 16:01

                    Jest coś takiego jak hierarchia wartosci. Każdy ma swoją.

                    Ale jesli w mojej hierarcii dziecko i jego potrzeby znalazło by się na pozycji ZA 'nienaganną figurą' to oznaczaloby że żaden ze mnie materiał na matkę i rzeczywiscie, nie powinnam nawet o tym myśleć. Tak samo jak o ojcostwie nie powinien myslec facet, dla ktorego szczupla sylwetka żony jest ważniejsza od dziecka. To jest dopiero egocentryzm!

                    Zależy mi na wyglądzie i w ciąży dbam o siebie bardziej nawet niż przed. Ale na niektore rzeczy nie mam wplywu. Ani wyboru.

                    Oczywscie, macierzynstwo nie jest obowiązkiem, ale jest POTRZEBĄ większości ludzi.

                    Widzisz, rozne są podejscia, moj lekarz np twierdzi że kobieta w ciąży wręcz powinna ulegac zachciankom bo w ten wlasnie sposob organizm domaga się konkretnych aktualnie potrzebnych dziecku rzeczy. Mam głodzić siebie i dziecko żeby się Panu podobać? Coś tu jest nie halo.

                    A prawda jest taka że kobiety dbają o siebie w ciązy, a mimo to tyją. Te ktore nie tyją to promil szczęściar na populację. Znam też taką jedną co się w ciąży odchudzała. Urodzila dziecko o wadze 600 gram. To byla wlasnie jedna z tych dla ktorych figura byla wyżej w hierachii wartości. Świeci przykladem?
                    • kutuzow Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 20.11.10, 17:42
                      Widzisz m00nlight, Ty masz swoje racje i dla Ciebie dziecko jest wartością nadrzędną. Ja zaś zawsze uważałem że to ZWIĄZEK jest wartością nadrzędną, bo tylko przy szczęściwej PARZE rodziców (pełnej rodzinie) dziecko ma szansę otrzymać uzupełniający się komplet doświadczeń. Wystawiająć odczucia faceta poza nawias (właśnie kierując sie kiepsko rozumianym dobrem dziecka jako wymówką) piłuje się gałąź na której się siedzi.

                      Każdy z nas na szczęście jest szczęśliwy w swojej wersji świata -ja nie mam kobiety w ciąży która by mnie odpychała (bo jej śmierdze, albo ogladam nie takie porno jakby ono chciała), Ty zaś masz swoją ciąże i też jesteś szczęśliwa.
                      • claudel6 Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 30.11.10, 23:44
                        kutuzow w tej całej swojej teorii nie bierzesz pod uwagę tego, ze jest spora częśc facetów zupełnie innych od niego - ktorych nie kastruje zmiana wyglądu partnerki. wiem, ze trudno w to uwierzyć, jeśli wygląd jest sprawą najważniejszą dla kogoś.
                        mój partner przez te kilka lat miał mnie równiez w wydaniu kilka kilogramów plus. rozmawialismy kiedys o tym - i on twierdził, ze te kilka kilo więcej nie robiło dla niego żadnej róznicy, ze moje ciało bylo pelniejsze, ale dla niego nadal bardzo podniecające. ze byłam po prostu inna, ale nie mniej atrakcyjna. a próbowałam wtedy, w tamtej rozmowie wręcz wymuisc na nim wyznanie, ze jednak woli mnie szczuplejszą - bo juz wtedy byłam szczuplejsza.
                        ale zdaje się, ze jego podnieca we mnie coś innego - to, kim jestem, jak reaguję w łóżku na jego pieszczoty, jak przeżywam seks. bardziej go podnieca mój śmiech niż moja talia.
                    • sisi_kecz Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 20.11.10, 21:16
                      Mój gin mówił, że tylko 10% kobiet w ciąży wygląda kwitnąco czy chociaż ładnie.
                      Mi sie udało przez półtorej ciąży, komplementy nawet od lekarza ;)
                      A w 6 miesiącu drugiej, pierdykła mi gospodarka hormonalna, tarczycę zaatakowały własne przeciwciała, do tego cukrzyca ciążowa i monstrum gotowe (tylko gestozy sie ustrzegłam).

                      W ramach tej drugiej ciąży przytyłam z 30 kilo. 2 tygodnie po porodzie byłam lżejsza o 16 kilo. Jakiś czas jeszcze szło w dól przy karmieniu piersią, ale już tylko 3 kilo.
                      A po zakończeniu karmienia piersią wróciło w górę o 3 kg.
                      Jak zdiagnozowano hashimoto (niedoczynność tarczycy zjadanej przez przeciwciała) i zaczęłam brać sztuczny hormon tarczycy, to też w ciągu paru dni znowu opadła waga o 3 kilo- woda opuściła moje tkanki, w których stała ;)
                      Chciałabym schudnąc jeszcze te 10-15 kilo do figury idealnej z czasów narzeczeństwa, albo chociaż 5 ! ale na razie nie da rady, o czym uprzedził mnie endokrynolog, bo poziom hormonu tarczycy za niski i dopóki sie nie nasyci to mogę se zapomnieć, że coś schudnę.

                      W życiu nie zjadłam ani jednego hamburgera czy hot doga, podobnie jak m00n. Całe życie pilnuję 1200 dobokalorii, bo bozia nie dała mi galopującej przemiany materii. Zawsze był jakiś sport, wyczynowo a potem rekreacyjnie. No i kiedyś efekty były w porządku, a teraz waga stanęła i jest cholernie przykre, że mam niewielki wpływ na to.
                      Mam nadzieję, że na razie :)

                      I tak sie cieszę, że 30 lat życia spędziłam z dobrą figurą, że jako młode dziewcze nie miałam sadełka i wielkiego pupska jak te, które teraz chyba faszerują sie hormonalną antykoncepcją (bo nie wiem od czego teraz tyle szerokich dołem dziewcząt).

                      Gdyby nie druga ciąża, nie byłabym uzależniona od lewotyroksyny do końca życia i nie zmagała sie o minimum talii, ale bywają gorsze skutki ciąż.

                      Uważam, że dążenie do bycia laską w tydzień po porodzie to myślenie życzeniowe. Rozczarowanie, że tak sie nie stało (a przecież koleżanka, kuzynka, czy celebrytka tak miała) może dać w efekcie kilka ponurych lat z deprechą- nie warto!
                      Raz mi wyszło, że po pierwszej ciąży miałam lepszą figurę niż wcześniej, a raz nie wyszło- nie wyrwę sobie włosów z głowy, nie jest to już tak istotne w moim wieku, że na plażę pójdę w stroju jednoczęściowym.
                      Życie jest jedno i szkoda go na martwienie sie nad tym, co nieuchronne i nie do ominięcia: utrata atrakcyjności, starość, przemijanie.

                      Jak któraś nie żre za dwóch i nie gnije na kanapie, a nie może wrócić do prawidłowej wagi to niech nie daje sie zwariować tendencjom urawniłowki.

                      Acha, też miałam zachcianki w ciązy - przez miesiąc odżywiałam sie tylko mięsem i zapamietałam to wrażenie, że muszę wciągać to mięsiwo, że to idzie jakimś przewodem prosto do dziecka i jak nie wrzucę w siebie takiej masy białka to coś sie niedorozwinie w dziecku :) Śmieszne, ale nic sie nie poradzi na to w czasie ciąży- jest taki mus na zaspokojenie zachcianki, że w przeciwnym wypadku- roztrzęsienie wewnętrzne, bezsenność, niepokój o dziecko.

                      duze pozdro!!!
                • santo_inc Re: Bo ciąża MA być okresem ulgowym... 21.11.10, 12:14
                  > Mamy rzyganie, mamy żylaki, zgagę, strzykanie w stawach, nieprzespane noce z po
                  > wodu ciążącego i przeszkadzającego w KAŻDEJ pozycji brzucha, bolesne kopy po że
                  > brach, ucisk na nerwy gdzie potrafi napier*alać cała noga i nic się nie da z ty
                  > m zrobic poki potomek się łaskawie nie przekręci, opuchlizny i wiele, wiele inn
                  > ych niekoniecznie przyjemnych rzeczy. O urokach porodu nie wspomnę.

                  Czy Wy WSZYSTKIE macie tak w KAŻDEJ ciąży, czy tylko niektóre i czasami?

                  > I jedyne, co ma nam ten okres wynagrodzić to wrzeszczące po nocach dziecko ktor
                  > emu trzeba 30 razy dziennie zmieniac pieluchę

                  Może w ogóle 50 razy dziennie? :)
        • triss_merigold6 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 20:07
          Ja przytyłam książkowo, 12,5 kg, bez hamowania się, bo nawet specjalnego apetytu nie miałam. Zero rozstępów dzięki genom - moja matka tez nie miała. Waga zleciała mi w dół mocno poniżej przedciążowej jak przestałam karmić i przez pewien czas byłam zwyczajnie za chuda. Brzuch dobry, bo byłam wysportowana, w ciąży jeszcze jeździłam konno, potem chodziłam na basen.

          Teraz jem mało z powodu mdłości, ćwiczyc mi się nie chce, chce mi się spać. W dupie mam ćwiczenia.
          • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 22:12
            Triss ---> każdy ma inny metabolism, jedni wcinają pączki i spalają inni zaś są na diecie i z powodu braku wystarczającego ruchu tyją lub co najwyżej utrzymują swoją wagę.

            Chciałem tylko pokazać że jeśli się wcina za dwoje (co jest popularne w Polsce bo "wreszcie wolno"), to nie ma bata żeby nie wrzucić kilku kg więcej (które potem ciężko zrzucić gdy w ferworze walki z maluchem nie ma siły i chęci na zajęcia dodatkowe jak basen). Nie jest tak że ciąża = otyłość. Po prostu odpuszczenie sobie = otyłośc niezależnie czy w ciąży czy bez niej. Ciąża jest tu tylko wygodną wymówką (nie tylko w kwestii wagi).

            P.S. Swoją drogą to ciekawe czy któraś z Pań odniesie się do podanego przeze mnie odwrotnego przykładu.
            • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 14:20
              Chciałem tylko pokazać że jeśli się wcina za dwoje (co jest popularne w Polsce
              > bo "wreszcie wolno"), to nie ma bata żeby nie wrzucić kilku kg więcej (które po
              > tem ciężko zrzucić gdy w ferworze walki z maluchem nie ma siły i chęci na zajęc
              > ia dodatkowe jak basen). Nie jest tak że ciąża = otyłość. Po prostu odpuszczeni
              > e sobie = otyłośc niezależnie czy w ciąży czy bez niej. Ciąża jest tu tylko wyg
              > odną wymówką (nie tylko w kwestii wagi).

              Odpuszczanie sobie, tak, tak bywa. Widac to rowniez u mezczyzn, strasznie sie zapuszczaja chociaz nigdy nie byli w ciazy. jakos nie potrafia ulec pokusie jedzenia pysznosci a co tutaj dopiero ciezarna, ktora naprawde miewa chcice na cos "specjalnego". Ale z tej kobiecej otylosci to chociaz cos jest, dzieciak, za to facet zapasiony i nic z tego, zadnego prezentu.
              Otylosc po ciazy czy bez. Moja obserwacja: w Polsce sa bardzo duze wymagania jezeli chodzi o kobiecy wyglad, ma byc szczupla przede wszystkim. A konkurencja jest ogromna. I takie mlode kobiety, w wiekszosci sa na diecie, ciagle jedza za malo, sportu raczej nie uprawiaja ale jedza co kot naplakal i dieta.
              No i teraz pytanie ile mozna byc na ciaglej diecie. Wychodza za maz, przychodza dzieci, praca, dom, malo czasu na wiele innych rzeczy. Przyjemne wieczory na kanapie we dwoje i smaczne kolacje. Poza tym mniej ruchu, czesto siedzaca praca no i wiek tez robi swoje, po 30 ce metabolizm wolniejszy a kobiety jedza wicej niz kiedys, bo kiedys ciagle byly na diecie a teraz wreszczie jedza normalnie. Mezczyzni tez tyja, bo tez sie starzeja i lubia domowe jedzenie i blogie lenistwo we dwoje. Do tego brak czasu, stres, praca. Albo ktos ma szczescie i dobra przemiane materii i geny albo po prostu od czasu do czasu na siebie spoglada krytycznie i pilnuje, zeby sie nie "zapuscic". Kwestia charakteru i priorytetow. A jak juz raz sie za duzo przytyje, nie latwo znow schudnac. Potrzebna dyscyplina, czas, zaangazowanie. czesto odpuszczaja sobie oboje, ale skoro dobrze im razem, to spoko, ich zycie.
              • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 14:54
                kag73 napisała:

                > Odpuszczanie sobie, tak, tak bywa. Widac to rowniez u mezczyzn, strasznie sie z
                > apuszczaja chociaz nigdy nie byli w ciazy. jakos nie potrafia ulec pokusie jedz
                > enia pysznosci a co tutaj dopiero ciezarna, ktora naprawde miewa chcice na cos
                > "specjalnego". Ale z tej kobiecej otylosci to chociaz cos jest, dzieciak, za to
                > facet zapasiony i nic z tego, zadnego prezentu.
                > Otylosc po ciazy czy bez. Moja obserwacja: w Polsce sa bardzo duze wymagania je
                > zeli chodzi o kobiecy wyglad, ma byc szczupla przede wszystkim. A konkurencja j
                > est ogromna. I takie mlode kobiety, w wiekszosci sa na diecie, ciagle jedza za
                > malo, sportu raczej nie uprawiaja ale jedza co kot naplakal i dieta.
                > No i teraz pytanie ile mozna byc na ciaglej diecie.


                Kag --pisałem wczesniej że (w pewnym uproszczeniu) można porównać kobiece odpuszczenie sobie pod katem wyglądu do męskiego odpuszczenia sobie pod kątem finansowania rodziny (zgodzisz się ze mną ze wyglad kobiety w oczach mężczyzny jest równie ważnym czynnikiem wyboru jak zaradność życiowa mężczyzny w oczach kobiety). Był tu art o ryzyku w związku i tam było pokazane ze ew bezrobocie partnera jest bardzo dużą szansą na rozpad związku.
                Jak wiec widać kobiety nie odpuszczają partnerom w tym co dla nich jest ważne (bezpieczeństwo finansowe rodziny) ale wymagają od swych partnerów żeby Ci łaskawie patrzyli jak one zamieniają swoją atrakcyjnosć która dla mężczyzn jest tak ważna.
              • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 12:12
                > Odpuszczanie sobie, tak, tak bywa. Widac to rowniez u mezczyzn, strasznie sie z
                > apuszczaja chociaz nigdy nie byli w ciazy. jakos nie potrafia ulec pokusie jedz
                > enia pysznosci a co tutaj dopiero ciezarna, ktora naprawde miewa chcice na cos
                > "specjalnego". Ale z tej kobiecej otylosci to chociaz cos jest, dzieciak, za to
                > facet zapasiony i nic z tego, zadnego prezentu.
                > Otylosc po ciazy czy bez. Moja obserwacja: w Polsce sa bardzo duze wymagania je
                > zeli chodzi o kobiecy wyglad, ma byc szczupla przede wszystkim.

                A w Polsce nie ma niemal żadnych wymagań jeśli chodzi o męski wygląd.

                I to jest powód tego, dlaczego mężczyźni się zapuszczają.

                Ja się zapuszczam, bo partnerce to nie przeszkadza. Za to wymagam od niej, by się nie zapuściła, bo mi na tym zależy.
                • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 12:19
                  santo_inc napisał:
                  > Ja się zapuszczam, bo partnerce to nie przeszkadza. Za to wymagam od niej, by s
                  > ię nie zapuściła, bo mi na tym zależy.

                  <ironia mode on>

                  A potem się dziwią, że kobieta do zapłodnienia wybiera przystojnego, męskiego sąsiada a wychowuje z nieatrakcyjnym, misiowatym ale bogatym mężem :D

                  <ironia mode off>
                  • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 12:42
                    > <ironia mode on>
                    >
                    > A potem się dziwią, że kobieta do zapłodnienia wybiera przystojnego, męskiego s
                    > ąsiada a wychowuje z nieatrakcyjnym, misiowatym ale bogatym mężem :D
                    >
                    > <ironia mode off>

                    Zupełnie poważnie i bez ironii - mnie by to rzeczywiście zdziwiło.

                    Ja w końcu naiwnie liczę, że partnerka będzie na tyle uczciwa, że będzie potrafiła powiedzieć, co jej we mnie przeszkadza, tak jak ja to potrafię zrobić.
                    • sisi_kecz Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 12:56
                      Ja w końcu naiwnie liczę, że partnerka będzie na tyle uczciwa, że będzie potraf
                      > iła powiedzieć, co jej we mnie przeszkadza '

                      Kasa, misiu, kasa ;)

                      Siedem kawałków co miesiąc (chyba netto, co?) sprawia, że tłusciutki i okraglutki nie bedziesz jej wadził. Tym bardziej że szybko zejdziesz z padołu, na zawał mięśnia sercowego lub jakiś cholesterolowy zator zgarnie Cię udarem. To co ma sie kobieta rzucać z krytyką Twoje opasłości, kłopotów szukać- sam sie problem rozwiąże, jak już wykopiesz sobie łyżką grób.

                      :)
                      • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 13:59
                        Sisi, a co w przypadku gdy po porodzie partner decyduje się na zajęcie domem i dzieckiem bo praca go wyniszcza i nie chce zejść na ten zawał i partnerka nagle sama musi utrzymać całą rodzinę?
                        Myślisz, że kobiety tak lekko by się na to zgodziły, rezygnując z bezpieczeństwa finansowego który było niejako "obiecane" przed zająciem w ciąże?

                        Tak jak bezpieczeństwo finansowe jest ważne dla kobiet (planujących powiększenie rodziny), tak wygląd kobiety PO ciązy jest istotne dla facetów.
                        • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 14:15
                          Sisi, a co w przypadku gdy po porodzie partner decyduje się na zajęcie domem i dzieckiem bo praca go wyniszcza i nie chce zejść na ten zawał i partnerka nagle sama musi utrzymać całą rodzinę?
                          Myślisz, że kobiety tak lekko by się na to zgodziły, rezygnując z bezpieczeństwa finansowego który było niejako "obiecane" przed zająciem w ciąże?"

                          Ja znam takie rodziny. Facet w domu, zeby kobieta miala szanse wrocic do pracy i nie wyleciec z obiegu. Rok z dzieckiem byla ona, nastepny rok on. Znam jeszcze pare z trojka dzieci gdzie facet zostal w domu a zona zarabia, bo tak zadecydowali. Wyjatki.
                          Moj maz w domu nie chcial zostac, bo wiedzial, ze nie podola. Ta cala oragnizacja i roznosci z dzieckiem i domem. Wolal w robocie przy biurku odwalic swoje.
                          Uwazam, ze to troche sa nie takie same porownania. Nie wiem czy ktoras kobieta przed porodem obiecywala, ze wroci do swojej wagi. Ja np. nie, oczywiscie mialam taka nadzieje, ale nie obiecywalam. Zreszta wiekszosc chce wrocic do dawnej wagi, ale nie wszystkim sie udaje. I mysle, ze czesto jest to problemem rowniez dla nich samych, w koncu to one widza sie codziennie w lustyrze. To nie jest tak, ze ktos nagle chce byc gruby. Naprawde nie. I najczesciej zaczyna sie bledne kolo z dietami i efektem jojo i co tam jeszcze. Czasami winne sa tez hormony i trudno cos zrobic. Kazda ciaza to troche ruletka. Mimo wszystko ludzie/kobiety ryzykuja.

                      • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 14:16
                        > Siedem kawałków co miesiąc (chyba netto, co?) sprawia, że tłusciutki i okraglut
                        > ki nie bedziesz jej wadził.

                        Tłuściutki i okrąglutki to ja się raczej nie stanę, z racji predyspozycji rodzinnych. :)

                        > ł mięśnia sercowego lub jakiś cholesterolowy zator zgarnie Cię udarem. To co ma
                        > sie kobieta rzucać z krytyką Twoje opasłości, kłopotów szukać- sam sie problem
                        > rozwiąże, jak już wykopiesz sobie łyżką grób.

                        Słusznie. :D
                • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 14:05
                  "A w Polsce nie ma niemal żadnych wymagań jeśli chodzi o męski wygląd.

                  I to jest powód tego, dlaczego mężczyźni się zapuszczają.

                  Ja się zapuszczam, bo partnerce to nie przeszkadza. Za to wymagam od niej, by się nie zapuściła, bo mi na tym zależy. "

                  Bo wyboru nie ma, wiekszosc zapuszczona. I jakos mam wrazenie, ze jest wiecej kobiet niz mezczyzn, przynajmniej w malych miastach. Nie wiem jak jest w duzych.
                  Dziwi mnie, ze komus samemu nie zalezy, zeby sie nie zapuscic. Ja sie nie zapuszczam, bo mnie samej by to przeszkadzalo. Dziwi mnie, ze komus u parnera przeszkadza a u siebie samego nie.
                  Kompletny brak dyscypliny z Twojej strony, ale innym zarzucasz brak sielnej woli i zapuszczanie sie. Wiem, teraz powiesz, ze gdyby Ci zalezalo, to bys schudl bez problemu. Tak jak wiekszosc nalogowych palaczy twierdzi, ze gdyby chcieli mogliby rzucic palenie, ale nie chca :)
                  Poza tym nie watpie, ze zona zalezna od Ciebie finansowo tanczy jak zagrasz i wiekszych wymagan niz kasia nie ma.
                  • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 14:18
                    > Bo wyboru nie ma, wiekszosc zapuszczona. I jakos mam wrazenie, ze jest wiecej k
                    > obiet niz mezczyzn, przynajmniej w malych miastach.

                    No cóż, jak się chce mieć wartościowego partnera, to trzeba samemu wykazywać się jakąś wyższą niż przeciętna wartość.

                    A potem pilnować, żeby się nie zapuścił.

                    > Dziwi mnie, ze komus samemu nie zalezy, zeby sie nie zapuscic. Ja sie nie zapus
                    > zczam, bo mnie samej by to przeszkadzalo. Dziwi mnie, ze komus u parnera przesz
                    > kadza a u siebie samego nie.

                    Niektórzy ludzie pewnie mają tak, że jest im to bez różnicy. Ja chyba jeszcze nie doszedłem do tego punktu, w którym by mi to zaczęło przeszkadzać tak, że musiałbym coś z tym zrobić.

                    > Kompletny brak dyscypliny z Twojej strony, ale innym zarzucasz brak sielnej wol
                    > i i zapuszczanie sie. Wiem, teraz powiesz, ze gdyby Ci zalezalo, to bys schudl
                    > bez problemu. Tak jak wiekszosc nalogowych palaczy twierdzi, ze gdyby chcieli m
                    > ogliby rzucic palenie, ale nie chca :)

                    Porównujesz nałóg do lenistwa? Nieładnie. :)

                    > Poza tym nie watpie, ze zona zalezna od Ciebie finansowo tanczy jak zagrasz i w
                    > iekszych wymagan niz kasia nie ma.

                    No, są jakieś zalety tego, że żona nie pracuje. :D
                    • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 14:27
                      "Porównujesz nałóg do lenistwa? Nieładnie. :) "

                      Nie masz tendencji do tycia to nie wiesz jak to jest kiedy sie ja ma. Jedzenie dla niektorych tez jest jak nalog i trudno im z niego zrezygnowac. Jak dla mnie porownywalne, bo nie wystarczy tylko uprawiac sport, zeby schudnac, trzeba tez mniej jest a nie wszyscy potrafia. Do tego jeszcze niektorzy jedza mniej niz inni i tyja albo nie chudna.

                      > Poza tym nie watpie, ze zona zalezna od Ciebie finansowo tanczy jak zagrasz i w
                      > iekszych wymagan niz kasia nie ma.

                      "No, są jakieś zalety tego, że żona nie pracuje. :D "

                      No, szkoda tylko, ze ona nie wie jaki blad popelnila. Tez nie pracowalam/nie pracuje, ale bez meza spoko zarobilabym wystarczajaco duzo na siebie i na dziecko. I to jest to!
                      • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 20:57
                        > Nie masz tendencji do tycia to nie wiesz jak to jest kiedy sie ja ma.

                        Tendencje do tycia nie są usprawiedliwieniem tycia.

                        > porownywalne, bo nie wystarczy tylko uprawiac sport, zeby schudnac, trzeba tez
                        > mniej jest a nie wszyscy potrafia.

                        To, że się nie potrafi myśleć przy jedzeniu, nie jest usprawiedliwieniem tycia.

                        > No, szkoda tylko, ze ona nie wie jaki blad popelnila. Tez nie pracowalam/nie pr
                        > acuje, ale bez meza spoko zarobilabym wystarczajaco duzo na siebie i na dziecko
                        > . I to jest to!

                        Błąd? Żona ma jak pączek w maśle, pomijając to, że się czepiam czasem, że mogłaby jednak poszukać tej pracy i że jest za gruba. :)
                        • sisi_kecz Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 21:17
                          Im wiecej piszesz, tym bardziej uwidacznia sie prosta linia życia twa ;)

                          Szamasz objetościowo i kalorycznie wielkie porcje, nie ruszasz dupska z kanapy i rozciągasz takie zachowania na całą populację "zapuszczonych". Też sądzę, że takich jest najwięcej, tyle że tak zapuszczają sie faceci.
                          Innej obserwacji niż z własnego doświadczenia nie potrafisz uwskutecznić i jeszcze twierdzisz, że skoro czegoś nie przeżyłeś to - to nie istnieje.

                          I jeszcze pytanie z innej beczki:
                          dlaczego, jeśli prace domowe i opieka nad dziećmi są jak pisałeś w przeliczeniu- warte co najwyzej pół etatu zawodowej pracy, a Twoja żona "siedzi" w domu - jedno z dwójki dzieci macie w żłobku ?
                          • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 21:53
                            > Szamasz objetościowo i kalorycznie wielkie porcje, nie ruszasz dupska z kanapy
                            > i rozciągasz takie zachowania na całą populację "zapuszczonych". Też sądzę, że
                            > takich jest najwięcej, tyle że tak zapuszczają sie faceci.

                            Na kanapie nie siadam, siadam przed komputerem na niespecjalnie wygodnym krześle.
                            Szamam całkiem spore porcje, to prawda, walczę z tym.
                            Ale istotnie nie ruszam dupska poza domem. :)

                            Tak samo zapuszczają się kobietki - więcej jedzą, niż zużywają energii. No nie da się tego ominąć, po prostu. Toż to jedno z podstawowych praw fizyki!

                            > Innej obserwacji niż z własnego doświadczenia nie potrafisz uwskutecznić i jesz
                            > cze twierdzisz, że skoro czegoś nie przeżyłeś to - to nie istnieje.

                            Udowodnij mi proszę, że można w ciągu dnia pochłaniać 300 kalorii dziennie, zużywać 1000 i tyć. Pomijając choroby skutkujące pochłanianiem wody przez organizm. Wyjaśnij mi ten mechanizm, bo dla mnie to są jakieś czary...

                            A potem ten mechanizm opatentuj, koncerny samochodowe Cię ozłocą. ;)

                            > dlaczego, jeśli prace domowe i opieka nad dziećmi są jak pisałeś w przeliczeniu
                            > - warte co najwyzej pół etatu zawodowej pracy, a Twoja żona "siedzi" w domu - j
                            > edno z dwójki dzieci macie w żłobku ?

                            Mamy jedno dziecko, które bywa w żłobku średnio raz w tygodniu, gdy żona jedzie sobie popracować. Niestety nie jest to etat ani nawet jego ułamek. :(
                            • sisi_kecz Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 22:04
                              Napisałeś:
                              Zależy gdzie. Ja mam dziecko w żłobku, w którym na 15 miejsc jest 4 dzieci. I kosztuje mnie ten "luksus" 650 PLN/miesiąc. '

                              za jeden dzień w tygodniu ?
                              Ja pitolę, ta Wawa ma zabójcze ceny.
                              • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 22.11.10, 16:59
                                > Napisałeś:
                                > Zależy gdzie. Ja mam dziecko w żłobku, w którym na 15 miejsc jest 4 dzieci. I k
                                > osztuje mnie ten "luksus" 650 PLN/miesiąc. '
                                >
                                > za jeden dzień w tygodniu ?
                                > Ja pitolę, ta Wawa ma zabójcze ceny.

                                Tyle wynosi podstawowa stawka za miesiąc, my płacimy 200 PLN za te 4 dni w miesiącu.
                                • sisi_kecz Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 22.11.10, 17:58
                                  To po co pisałeś: kosztuje MNIE 650PLN/mc ?

                                  Zresztą nieistotne, widać że fakty dobierasz pod dyskusję.
                                  • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 22.11.10, 20:22
                                    > To po co pisałeś: kosztuje MNIE 650PLN/mc ?
                                    >
                                    > Zresztą nieistotne, widać że fakty dobierasz pod dyskusję.

                                    Albo po prostu się pomyliłem lub użyłem niefortunnego sformułowania. Bywa.
                            • niezapominajka333 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 23.11.10, 08:22
                              Udowodnij mi proszę, że można w ciągu dnia pochłaniać 300 kalorii dziennie, zuż
                              > ywać 1000 i tyć. Pomijając choroby skutkujące pochłanianiem wody przez organizm
                              > . Wyjaśnij mi ten mechanizm, bo dla mnie to są jakieś czary...

                              Tak samo jak przyjmować 1ooo, zużywać 2000 i nie chudnąć.
                              Santo, przyjmij proszę tę jedną prawdę, że ludzie nie są jednakowi i procesy metaboliczne przebiegają u nich różnie.
                              Korelacja przyjmowania kalorii i spalania nie jest taka prosta.
                              Mam koleżankę, która postanowiła schudnąć z wagi 83 kg.
                              Kobieta koło czterdziestki, nigdy nie była chudzielcem, ale tę wagę trzymała już od kilku lat, przyjmując ok. 3000- 3800 Kcal/dzień.
                              Dużo jedzenia, dużo słodyczy (naprawdę dużo ), ale też dużo pracy( półtora etatu plus dom i działka).W pracy dużo ruchu.
                              Waga stała na jednym poziomie.
                              Postanowiła schudnąć i zaczęła bardzo słusznie od odrzucenia słodyczy, zmniejszenia porcji o połowę, a potem ograniczenia węglowodanów do niezbędnego minimum.
                              Kalorycznie wychodziło to jakieś 1200 max 1400 Kal/dzień.
                              Wprowadzała te zmiany stopniowo, w ciądu 10 dni, żeby nie spowolnić metabolizmu.
                              Dodatkowo zwiększyła ilość ruchu, żeby szybciej spalać.
                              Jak najbardziej pochwalałam takie postępowanie i liczyłam na szybkie efekty.
                              Po pierwszym tygodniu - zero spadku wagi.
                              Po następnym tygodniu - to samo.
                              Kolejny tydzień - waga stoi.
                              Po miesiącu - zero efektów.
                              Po półtora miesiąca - bez zmian.
                              Mierzyła się - w obwodzie mniej o centymetr - praktycznie na granicy błędu.
                              Podaż kalorii mniejsza o 70%.
                              Spalanie większe o 30%.
                              Wyniki praktycznie zerowe. Każdego dnia zjadała minimum tysiąc kalorii mniej, niż powinna, co powinno dać ok 6 kg utraty wagi.
                              Kontrola u endokrynologa, bo na pewno problemy z tarczycą. Z badań wynikało, że jest niedoczynność, ale bardzo niewielka i w żaden sposób nie powinna AŻ TAK wpływać na metabolizm.
                              Nie stosowała wcześniej diet odchudzających co najmniej dwa lata, naprawdę dużo jadła, więc o spowolnieniu metabolizmu dietami nie było mowy.
                              Ja na samym odstawieniu słodyczy i niewielkim ograniczeniu węglowodanów chudłam kilogram na tydzień.
                              Zaczęła dietę Dukana. Była tak zdeterminowana, że na czystej fazie białkowej wytrzymała 10 dni. Po czwartym dniu przyszedł pierwszy efekt - pół kilograma mniej.
                              Po dziesięciu dniach na chudym białku odniosła pierwszy sukces. Dwa kilo mniej.
                              Kontynuowała dietę przez pół roku, biorąc leki na tarczycę. Schudła razem całe 6 kilogramów.
                              Ja, przy takim deficycie kalorii, chudłam tyle w miesiąc.
                              Też kiedyś byłam absolutnie przekonana, że nie ma takiej możliwości, żeby człowiek, ( nie rozregulowany dietami i bez poważnych niedoborów hormonów tarczycy) nie mógł schudnąć, jeśli bilans energetyczny jest ujemny przez odpowiednio długi czas. No, ale nie sześć tygodni bez żadnego efektu...


                              • kutuzow cudów nie ma 23.11.10, 10:03
                                Niezapominajka, sorry ale nie wierze, żeby przy zwiększonym ruchu (jak piszesz spalanie większe o 30% i zmniejszonej ilości kalorii o 70%) ktoś utrzymywał przez 6 tygodni tą samą wagę. Sorry ale tak nie ma. Jedyne wytłumaczenie jakie mi przychodzi do głowy jest proste, jak mawia Dr House "ludzie kłamią".
                                Obstawiam że koleżanka tak do końca nie odpuściła sobie "podjadania", wiedziałem wiele takich którym "bycie na diecie" nie przeszkadzało w zjedzeniu jednego lub dwóch pączków po faktycznie małej porcji obiadu.
                                • niezapominajka333 Re: cudów nie ma 23.11.10, 15:25
                                  Ja też wiele takich widziałam i widuję nadal.
                                  Chleba nie jada, bo musi schudnąć, ale ciastkiem i czekoladką przekąsi.
                                  To nie ten typ. Jak jadła, to się z tym nie kryła. Nigdy nie twierdziła, że jest gruba z powietrza, liścia sałaty i wody mineralnej.
                                  W domu przestała piec niedzielne ciasta, przestała kupować słodycze, bo bała się, że ją podkusi. W pracy nie dało się jej namówić do skosztowania czegoś slodkiego, jak była glodna zjadła jakkiś owoc albo dodatkową kromkę chleba. Przestała słodzić kawę, bo herbaty już dawno nie słodziła. Matka jej robiła awantury, bo nie chciała jeść na obiad tradycyjnych potraw, które dawniej pochłaniała wielkimi porcjami. Mąz na nią krzyczał, że się do ciężkiej choroby doprowadzi, że zasłabnie, dzieci się buntowały, że one się nie odchudzają i czemu nie ma nic słodkiego w domu.
                                  Masz pojęcie, jaka to jest determinacja, żeby wytrzymać na fazie czysto białkowej przez 10 dni? To jest niebezpieczne dla zdrowia. Ona osiągnęła taki stan samozaparcia, że nie pomagały żadne tłumaczenia.
                                  Ja wytrzymałam niecały dzień, wieczorem czułam, jak mi się żołądek zamienił w twardy, bolesny kamień i za nic w świecie nie przełknę już ani grama białka bez warzyw. Kolację zjadłam warzywną, a następnego dnia przeszłam do etapu białkowo/warzywnego. Po kilku dniach stwierdziłam. że to nie dla mnie bo właśnie jest sezon na owoce. Jadłam uczciwie 1800 kal/dzień i chudłam kilogram na tydzień, a jeszcze musiałam się pilnować, żeby nie za szybko.
                                  A moja koleżanka była głucha na wszystkie racjonalne argumenty. Jak zobaczyła, że to działa, jedyną odpowiedzią było: " nic mi nie będzie, muszę wytrzymać,muszę wreszcie schudnąć".
                                  Powiesz, że na tej diecie nie dojadała to były rezultaty.
                                  Zaczęłyśmy w kilka osób. Ja po pięciu dniach miałam 5 kilo mniej. Przyhamowałam, bo to bez sensu takie tempo.
                                  Pozostałe traciły mniej więcej po kilogramie na każdy dzień fazy białkowej.
                                  Ona, po dziesięciu dniach reżimu dietetycznego, straciła 2 kilo.


                              • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 23.11.10, 16:42
                                > Też kiedyś byłam absolutnie przekonana, że nie ma takiej możliwości, żeby czło
                                > wiek, ( nie rozregulowany dietami i bez poważnych niedoborów hormonów tarczycy)
                                > nie mógł schudnąć, jeśli bilans energetyczny jest ujemny przez odpowiednio dłu
                                > gi czas. No, ale nie sześć tygodni bez żadnego efektu...

                                Rozumiem, że w międzyczasie udało Ci się znaleźć coś, co podważyło podstawowe prawa fizyki? A może po prostu uświadomiłaś sobie, że skoro nie ma efektu utraty wagi, to bilans energetyczny nie jest ujemny?
                                • niezapominajka333 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 23.11.10, 19:09
                                  W międzyczasie doszłam do wniosku, że przemiana materii może mieć decydujący wpływ na wyniki odchudzania.
                                  Ja chudłam dużo więcej i szybciej, niż wynikałoby to z bilansu, a moja nadwaga nie wynikała z zastoju wody. Czy miałam nadczynność tarczycy?
                                  Nie miałam żadnych objawów nadczynności, nie miałam takiej przemiany materii, żebym jadła wszystko i była chuda.
                                  Ale gdy zaczęłam się odchudzać mój organizm reagował aż za szybko. Nie potrzebowalam żadnych wspomagaczy, ziółek, tabletek z L-karnityną, z chromem czy innymi cudami. Wydajność procesu spalania przy samej diecie ( wysiłek fizyczny był taki jak zwykle) była bardzo duża. Ja mam już swoje lata i taka szybkość odchudzania nie jest dla mnie wskazana.
                                  A skoro można w jedną stronę, to w drugą chyba też.
                                  Efektywność spalania może być znacznie mniejsza, a ograniczanie kalorii może ten proces uruchomić. Póki dowóz kalorii jest na stałym poziomie, mechanizm obronny się nie włącza.

                                  Zawsze byłam przeciwna drastycznym ograniczeniom kalorii. Rozpoczynanie odchudzania od diet głodówkowych, nagłe przejście z obżarstwa do postu skutkuje obniżeniem podstawowej przemiany materii. Organizm trzeba nieco oszukać, przechodząc na dietę stopniowo.
                                  Rezygnacja ze słodyczy powinna dać pierwszy zauważalny spadek wagi. Dalsze ograniczenia kaloryczne po spowolnieniu procesu odchudzania.
                                  Tymczasem u niej ten etap był bez efektów.
                                  Stopniowe zejście na 1400 kal bez skutku.
                                  Trzymanie diety plus więcej ruchu - waga stoi.
                                  Obrzęków widocznych nie miała.
                                  W niektórych miejscach jakby więcej mięśni, niewielkie, ale naprawdę niewielkie luzy w ubraniu. Waga bez zmian.
                                  Prawdopodobnie ubyło trochę tłuszczu, przybyło trochę mięśni, ale nie na tyle, żeby widocznie zarysowało się w obwodach.
                                  Przejście na dietę Dukana mogło pobudzić metabolizm, może organizm zaczął wychodzić już z pierwszego szoku po restrykcjach kalorycznych i zaczął się proces bardzo powolnego chudnięcia.

                                  Spróbuję ci to wytłumaczyć na przykładzie z dziedziny techniki.
                                  Wyobraź sobie dwa piece. Oba mogą działać w trybie oszczędnym i normalnym.
                                  Mechanizm przełączający na tryb oszczędny ma różną czułość. W jednym piecu zareaguje od razu, gdy tylko zmniejszy się dowóz paliwa. Wydajność procesu spalania wzrośnie, utrzymując stałą temperaturę, albo obniżając ją bardzo nieznacznie.
                                  W drugim piecu ten sam mechanizm jest mniej czuły i zadziała po dłuższym okresie czasu.
                                  Spadek temperatury jest proporcjonalny do ilości paliwa, a nawet większy, bo część energii może być marnowana.
                                  Oczywiście proces spalania może być mniej lub bardziej efektywny w zależności od wielu innych czynników, np. od jakości paliwa
                  • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 17:42
                    kag73 napisała:
                    > Poza tym nie watpie, ze zona zalezna od Ciebie finansowo tanczy jak zagrasz i w
                    > iekszych wymagan niz kasia nie ma.

                    Świetne podsumowanie ;)
            • nangaparbat3 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 10:49
              Bzdury.
              Nie jadłam w ciąży więcej, przytyłam 20 kilo, rozstępów na brzuchu nie mam.
              Za to w ciązy jeździłam na nartach (biegałam) i przy tych 20 kilogramach więcej wielu chłopom (w tym ówczesnemu mężowi) wydawałam się niezwykle atrakcyjna. Bo - może też - czułam się fantastycznie i byłam niezwykle szczesliwa. Chłop (skrajny wzrokowiec) zrobił mi wtedy cały film zdjęć na golasa (8 miesiąc), bawiliśmy się świetnie, jak te zdjęcia zobaczyłam, szczęka mi opadła, on wciąż był zachwycony.
              • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 13:56
                nangaparbat3 napisała:

                > Bzdury.
                > Nie jadłam w ciąży więcej, przytyłam 20 kilo, rozstępów na brzuchu nie mam.
                > Za to w ciązy jeździłam na nartach (biegałam) i przy tych 20 kilogramach więcej
                > wielu chłopom (w tym ówczesnemu mężowi) wydawałam się niezwykle atrakcyjna. Bo
                > - może też - czułam się fantastycznie i byłam niezwykle szczesliwa. Chłop (skr
                > ajny wzrokowiec) zrobił mi wtedy cały film zdjęć na golasa (8 miesiąc), bawiliś
                > my się świetnie, jak te zdjęcia zobaczyłam, szczęka mi opadła, on wciąż był zac
                > hwycony.

                Moim zdaniem mąż pstrykał fotki dlatego że podobałaś mu się w CIĄŻY, Mogę się założyć że gdybyś tak po prostu przytyła te 20 kg (bez ciązy) to nie byłby taki zachwycony (choć moze sie myle -może lubi taką figurę u kobiet z nadwagą 20kg).

                Poza tym mówimy tutaj o sytuacji PO ciąży, gdzie te dodatkowe kg nie dodają już uroku kobiecie.
                • nangaparbat3 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 16:48
                  Urok to rzecz względna - na pewno więcej uroku ma zadowolona z siebie grubaska niż skupiona na swoim wyglądzie gidia. Inna rzecz, że aktualnie chyba małe są szanse kogokolwiek na zadowolenie z siebie, mam dużo kontaktów z bardzo młodymi kobietami i ich nieakceptowanie własnego ciała jest przygnębiające. Cio więcej - same sobie to robimy. Czytałam niedawno wpisy internautek i internautów pod zdjęciami jednej z sióstr Williams na plaży - panowie pisali, że chętnie by z nią poszli do łóżka, panie - że niedobrze im się robi jak patrzą na tego tłuściocha.
                  Nasze wymagania kształtujemy na bazie zdjęć kobiet zajętych głównie dostosowaniem własnego ciała do aktualnych kanonów (niedorzecznych i sprzecznych z naturą), co więcej zdjęć dokumentnie obrobionych. Potem nasze własne ciała wydają się niejednej wręcz odrażające. A człowiek to jego ciało - postawa odrazy do własnego ciała musi wywrzeć wpływ na całe nasze życie.
                  Ciekawa jestem, czy na przykład ktoś badał korelację zadowolenia z własnego wyglądu z łatwością zachodzenia w ciążę.

                  Tu jednak głównie chodziło mi o to, że przyrost wagi w ciąży to przede wszystkim hormony, różnie to działa u różnych kobiet, ja przytyłam ZANIM mi przyszło w ogóle do głowy że jestem w ciązy, po prostu natychmiast, i przytyłam skrajnie po kobiecemu, no Wenus z Wilendorfu po prostu - a jadłam nie więcej niż zwykle, na 100%. Więc warto wziąć na wstrzymanie zanim się zacznie obarczać kobietę winą czy chocby odpowiedzialnością. A skupianie się w ciąży na własnej wadze to po prostu patologia.
                  • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 18:02
                    Dal informacji bezpojeciowych panow, zestawienie ile SREDNIO przytyje sie w ciazy bez wzgledu na to co i ile sie je. Zestawienie, srednie dane:
                    • dziecko 3300 g,
                    • w ciazy warstwa miesni macicy sie zwieksza i macica wazy wiecej o sredno 900 gram,
                    • placenta(lozysko) 600 g,
                    • piersi okolo 400 g wiecej,
                    • wiecej krwi o 1.200 g,
                    • dodatkowa woda w organizmie okolo 2.600 g,
                    • rezerwy tluszczeu okolo 2.500 g, ktore zapewniaja dodatkowa energie potrzebna do karmienia piersia.

                    Co oznacza okolo 11 kilogramow wiecej na koncu ciazy. Srednio, bo kazda kobieta jest inna, ma inny wzrost i wage. Tendencyjnie im szczuplejsza kobieta tym wiecej przytyje w ciazy, bo potrzebuje wiecej rezerw tluszczu, ktore grubsze kobiety juz maja. Wedlug tabelek kobieta z niedowaga powinna postarac sie przytyc nawet do 18 kilogramow. Podczas kiedy kobieta z duza nadwaga nie powinna przekroczyc 6 kilo a ta z waga prawidlowa sprobowac przytyc 12 kilo.
                    • nangaparbat3 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 18:18
                      A może mi wyjaśnisz, jak to możliwe, że bezpośrednio po porodzie nie ważyłam ani grama mniej niż przed - nawet o te 3250, które ważyło dziecko?
                      Tak było, i pytam zupełnie serio.
                      • kag73 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 18:32
                        Wydaje sie to dosc nielogiczne, bo jakby nie bylo dziecko na zewnatrz, sila rzczy musialabys wazyc mniej. Moze niescislosci wag, moze zawsze wazylas sie na innej niz zaraz po porodzie. A moze Ci sie tak strasznie mleko rzucilo, ze nagle mialas cyce jak donice. Sie smieje, ale ja mialam wlasnie takie wielkie cyce na poczatku zaraz po porodzie.
                        • nangaparbat3 Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 19:26
                          Dzięki - tez miałam te pomysły (acha - waga jedna i ta sama, w domu). No i zaczęlam chudnąć samoistnie jak tylko przestałam karmić. Po roku ;)
      • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 22:46
        kutuzow napisał:
        > Wyobrażcie sobie sytuację odwrotną, zaradny mąż nagle po urodzeniu przez Was dz
        > iecka dochodzi do wniosku, że w sumie to praca zawodowa go wypala i on teraz bę
        > dzie robił za niańkę i zostajecie nagle bez dochodów (albo same musicie zakasać
        > rękawy, zostawić dziecko i zasówać na rodzine). Inny wariant że systematycznie
        > zamiast awansować i polepaszać Wasz status materialny z roku na rok zmienia pr
        > acę na gorszą i zarabia coraz mniej.

        Moim zdaniem zła analogia.

        Gdyby mój facet przyszedł pewnego dnia i stwierdził, że z jakichś powodów nie daje rady dalej pracować jak pracował, jest mu za ciężko, wypalił się etc. i musi ją zmienić na gorszą a nawet na jakiś czas zrezygnować, odpocząć - nie miałabym nic przeciwko.

        Tak samo jest z ciążą. Jest to dość szczególny czas, kiedy nie tak jak sugerujesz 'można' sobie pofolgować ale czasem po prostu jest to jedyna rzecz, która utrzymuje w normalności. Odrobina przyjemności. I jeżeli kobieta tego potrzebuje - nie widzę w tym nic złego. I jeżeli potrzebuje czasu na zrzucenie kilogramów - dla mnie również ok. Nie popieram 'odpuszczania sobie' ale wiem, że z ciążą nie jest łatwo a wielu zmian po prostu NIE DA się cofnąć.

        Osobiście NIE WIERZĘ w super ekstra zadbane laski, które po ciąży zamieniły się w potwory. Te zaniedbane po - nie dbały o siebie przed - nie czarujmy się :) Dobry wygląd mogły zawdzięczać przypadkowi - ja na przykład niewiele wysiłku wkładam w dbanie o siebie a wyglądam dobrze. I teraz pytanie - czy jeżeli po ciąży dalej nie będę wykładała wysiłku ale z racji stanu niestety już dobrze wyglądać nie będę to czy mój facet może poczuć się oszukany? W końcu u mnie nic się nie zmieniło - zmieniły się okoliczności :)

        Swoją drogą na forum już dawno wiadomo, że faceci chcieliby, żeby po dziecku nic się nie zmieniło. Ani role, ani kobiece ciało. Żeby kobieta 6 tygodni po porodzie jak już ją będą mogli bzyknąć wyglądała jak pół roku przed ciążą :) A tu figa z makiem!
        • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 23:11
          mujer_bonita napisała:

          > Moim zdaniem zła analogia.
          >
          > Gdyby mój facet przyszedł pewnego dnia i stwierdził, że z jakichś powodów nie d
          > aje rady dalej pracować jak pracował, jest mu za ciężko, wypalił się etc. i mus
          > i ją zmienić na gorszą a nawet na jakiś czas zrezygnować, odpocząć - nie miałab
          > ym nic przeciwko.

          W jednym i w drugim przypadku ktoś sobie "odpuszcza" -to jest ta analogia. Porównywanie jakie były okoliczności i czy dana osoba musiała (bo się wypaliła, bo zaciążyła) czy po prostu chciała i teraz ma dobrą wymówkę nic nie da - co historia to będzie inny przypadek.

          BTW: jakoś nie chce mi się wierzyć że w czasie gdy Ty jesteś tuż po porodzie a Twój partner mówi Ci ze teraz utrzymanie rodziny spadło jeszcze na Ciebie, podejdziesz do tego tak na luzie (w świetle Twego zdania o roli partnera które wyrażałaś chociazby przy okazji tematu porodów rodzinnych).

          > Swoją drogą na forum już dawno wiadomo, że faceci chcieliby, żeby po dziecku ni
          > c się nie zmieniło. Ani role, ani kobiece ciało. Żeby kobieta 6 tygodni po poro
          > dzie jak już ją będą mogli bzyknąć wyglądała jak pół roku przed ciążą :) A tu f
          > iga z makiem!
          >

          Widzisz dlatego własnie faceci czują sie oszukani gdy mają zaniedbaną żonę w roli Matki Polki dla której liczy się już tylko dziecko, a potrzeby męża są zaraz po przesadzaniu kwiatków. Stąd własnie biorą sie zdrady -szukają na boku tego co jeszcze niedawno mieli w domu.
          • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 19.11.10, 23:23
            kutuzow napisał:
            > W jednym i w drugim przypadku ktoś sobie "odpuszcza" -to jest ta analogia.

            Co innego jest odpuścić sobie 'bo tak' a co innego mieć powód. Tego właśnie nie rozumiesz :)

            Z resztą - napisałam wyraźnie. NIE WIERZĘ I NIE ZNAM dbających o siebie kobiet, które nagle po porodzie zmieniły się o 180 stopni i zapuściły na maksa. NIE ZNAM. Jedyna która wygląda po ciąży dużo gorzej niż przed - przed ciążą też nie była ekstra laską.

            > BTW: jakoś nie chce mi się wierzyć że w czasie gdy Ty jesteś tuż po porodzie a
            > Twój partner mówi Ci ze teraz utrzymanie rodziny spadło jeszcze na Ciebie, pode
            > jdziesz do tego tak na luzie (w świetle Twego zdania o roli partnera które wyra
            > żałaś chociazby przy okazji tematu porodów rodzinnych).

            Dziwacznie jest Twoje niezrozumienie dla partnerstwa. U mnie jest tak, że wiem sporo wcześniej, że coś w pracy partnera jest nie tak. Jeżeli wspólnie podjęlibyśmy decyzję o dziecku wiedząc, że coś się dzieje i on jednak doszedł do granicy swoich możliwości - trudno - wiedziałam o tym i liczyłam się. I nawet osobiście cieszyłam się, że okołodzieciowa logistyka spadnie na niego :) Z resztą - poniekąd przerabialiśmy przypadek w drugą stronę (i bez ciąży) - wiem co piszę.

            --
            Uzależnienie
            • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 14:59
              sorry mujer ale nie wierze w Twoją wizję zrozumienia dla partnera od czasu sławetnej rozmowy o jego psim obowiązku uczestniczenia we wspólnym porodzie. Teraz to możesz sobie opowiadać bajki o swym cydownie wyrozumiałym podejściu ile chcesz -ja mam już zdanie na ten temat (poparte innymi Twoimi wypowiedziami na temat roli mężczyzn w związku).

              Co do:
              > Co innego jest odpuścić sobie 'bo tak' a co innego mieć powód. Tego właśnie nie
              > rozumiesz :)

              Sorry -ale kto ma ocenić co jest "bo tak" a co jest dobrym powodem ?
              Czy podejście m00nlight która uważa że sam stan ciązy już jest powodem do chwili słabości już jest "bo tak" - czy może ciąża jest tutaj dobrym powodem.
              Nie pisałem przez jakis czas tutaj na forum bo doszedłem do wniosku że to nie ma sensu, ze i tak większosc autorek zawsze patrzy na temat z jednego własciwego punktu widzenia (czyli interesów kobiety), mam wrażenie ze tutaj z tymi powodami jest dokładnie tak samo.
              • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 15:14
                kutuzow napisał:
                > sorry mujer ale nie wierze w Twoją wizję zrozumienia dla partnera od czasu sław
                > etnej rozmowy o jego psim obowiązku uczestniczenia we wspólnym porodzie.

                Tą powyższą wypowiedzą udowodniłeś, że NIE WIESZ jakie mam zdanie w tym temacie. Udowodniłeś, że masz SWOJĄ WIZJĘ mojego zdania.

                Racz przynajmniej nie przypisywać mi wypowiedzi, których nigdy nie popełniłam.

                > Sorry -ale kto ma ocenić co jest "bo tak" a co jest dobrym powodem ?

                Dobrym powodem jest dojście do własnej granicy wytrzymałości. Ja też jestem z tych, którzy w ciężkich chwilach pocieszają się jedzeniem. Wolę zjeść czekoladę na poprawę humoru kiedy mi źle i odpracować to następnego dnia niż pogrążać się jeszcze bardziej. Dodatkowe katowanie się w takim momencie myślą o przytyciu to masochizm.

                I jakby facet miał poważny powód rzucenia pracy - poparłabym go. Jakby stwierdził - wolę leżeć na kanapie niż robić cokolwiek - pogoniłabym. Jest naprawdę SPORA różnica między tymi postawami.

                > Nie pisałem przez jakis czas tutaj na forum bo doszedłem do wniosku że to nie m
                > a sensu, ze i tak większosc autorek zawsze patrzy na temat z jednego własciwego
                > punktu widzenia (czyli interesów kobiety), mam wrażenie ze tutaj z tymi powod
                > ami jest dokładnie tak samo.

                A Ty to niby z jakiego punbktu widzenia piszesz? Bo ja widzę tylko faceta-egoistę. Moje najważniejsze, moja kasa, kobieta ma tańczyć jak jej zagram bo inaczej won. Tylko Twój interes.
                • kutuzow Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 17:53
                  mujer_bonita napisała:

                  > Tą powyższą wypowiedzą udowodniłeś, że NIE WIESZ jakie mam zdanie w tym temacie
                  > . Udowodniłeś, że masz SWOJĄ WIZJĘ mojego zdania.

                  OK -koncze tą cześć bo nie ma to sensu. Każdy z czytelników forum będzie miał swoje prywatne zdanie na temat Twego liberalnego podejścia w kwestii oczekiwań wobec faceta/partnera.

                  > Dobrym powodem jest dojście do własnej granicy wytrzymałości. Ja też jestem z t
                  > ych, którzy w ciężkich chwilach pocieszają się jedzeniem. Wolę zjeść czekoladę
                  > na poprawę humoru kiedy mi źle i odpracować to następnego dnia niż pogrążać się
                  > jeszcze bardziej. Dodatkowe katowanie się w takim momencie myślą o przytyciu t
                  > o masochizm.
                  >
                  > I jakby facet miał poważny powód rzucenia pracy - poparłabym go. Jakby stwierdz
                  > ił - wolę leżeć na kanapie niż robić cokolwiek - pogoniłabym. Jest naprawdę SPO
                  > RA różnica między tymi postawami.

                  Wcinasz czekoladę bo jest Ci źle -czy doszłaś do jakiejś granicy wytrzymałości?
                  Czy facet który każdego dnia ma stres w pracy i najchętneij by to walną i odszedł moze sobie na to pozwolić skoro ta praca doprowadza go do przedwczesnego zawału (wiedząc ze ma całą rodzinę do wyżywienia). Sorry Mujer ale w ustach kobiety męski świat jest taki prosty, za to kobiety mają takie problemy, że bez czekolady "nie razbieriosz".
                  • mujer_bonita Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 19:09
                    kutuzow napisał:
                    > Wcinasz czekoladę bo jest Ci źle -czy doszłaś do jakiejś granicy wytrzymałości?
                    > Czy facet który każdego dnia ma stres w pracy i najchętneij by to walną i odsze
                    > dł moze sobie na to pozwolić skoro ta praca doprowadza go do przedwczesnego zaw
                    > ału (wiedząc ze ma całą rodzinę do wyżywienia). Sorry Mujer ale w ustach kobiet
                    > y męski świat jest taki prosty, za to kobiety mają takie problemy, że bez czeko
                    > lady "nie razbieriosz".

                    Owszem - miałam takie problemy, że czekolada to było baaaardzo mało. A facet, kŧórego praca jest tak stresująca, że może doprowadzić do przedwczesnego zawału POWINIEN z niej odejść a nie móc sobie na to pozwolić.

                    Takie jest MOJE zdanie czy w nie wierzysz czy nie. Co do reszty żeńskiego świata się nie wypowiadam.

                    PS. W moim związku przez długi czas to ja miałam pracę po kilkanaście godzin na dobę ze stresem mogącym powodować zawał. Najbardziej stresujące (choć lepsze określenie byłoby tu wkurzające) w pracy mojego partnera jest konieczność dogadywania się z Francuzami. Kto próbował to wie ;)
              • santo_inc Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 21.11.10, 12:51
                > Sorry -ale kto ma ocenić co jest "bo tak" a co jest dobrym powodem ?

                Kobieta, a kto inny?!
          • m00nlight Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 12:56

            Brzmi to tak jakbyś usilowal powiedzieć, że ciąża i posiadanie dziecka jest kobiecą 'fanaberią', ot, mamy kaprys pobyć sobie w ciąży, urodzic dziecko, a w międzyczasie sobie pofolgować, zapuscic się, i na koniec totalnie zaniedbać tego biednego facecika paskudnie oszukanego i 'wrobionego' w rodzinę...

            Co gorsza, podobne zdanie mialam tu okazję wyczytac u kilku panow i szczerze nie wiem czy sie z tego śmiac, czy plakac :/

            Aż komentować się nie chce.
            • zakletawmarmur Re: Jak to jest z tym tyciem w ciąży - kwestia ka 20.11.10, 13:27
              Ja raczej u Kutuzowa widzę podejście typu "kobieta to wróg meżczyzny". Chce go wykorzystać!

              Ja się zastanawiam skąd, w dobie rozwodów, te lęki? Przecież facet może w każdej chwili spakować walizki, rozwieść się i prócz gównianych 500 zł alimentów na dziecko, nie ponosi konsekwencji. To kobieta więcej ryzykuje bo to na nią spada więcej obowiązków związanych z dzieckiem i to dla niej ciąża oznacza większe poświęcenie...
            • kutuzow jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 15:03
              m00nlight ---> oczywiście takie podejście jak reprezentuje wiele Matek Polek jest kobiecym EGOIZMEM i fanaberią. Olewają bowiem potrzeby swoich partnerów kierując się swoją własną potrzebą i rekompensują sobie to kontaktami z dzieckiem (zamiana układu Partnerka + Partner na układ Matka + dziecko i ten trzeci w roli bankomatu).

              Ponieważ np. ja osobiście nie idę na taki układ (co jasno deklaruje swoim partnerkom od poczatku), nadal mimo 34 lat jestem bezdzietny i nie borykam sie z problemami które dosięgły moich rówieśników (którzy trafili właśnie na takie MP).


              Co do wrobienia w rodzinę - ciekawy jestem ilu panów zdecydowałoby się na dziecko, gdyby partnerka jasno im zakomunikowała jak widzi swoją wizję związku po ciąży (czyli mniejsze staranie o wygląd, nadwaga i jeszcze brak seksu).
              • m00nlight Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 15:51

                Zrozum. Albo nie zrozumiesz, bo jestes akurat tym typem ktory ani rodziny nie potrzebuje, ani jej nie chce. Ok, każdy żyje jak chce. Ale piszesz o czymś o czym nie masz pojęcia. Nie byłeś, ani nie jesteś mężem ani ojcem. Więc skąd masz niby czerpać wiedze i doswiadczenie w tym temacie? Na podstawie obserwacji znajomych? Zauważ, obserwując czyjąś rodzine z boku widzisz tylko wycinek ich życia i na tej podstawie nie możesz wysnuwać żadnych wnioskow.

                Że po urodzeniu dziecka caly związek ulega REORGANIZACJI, tak samo jak cale życie? I to ma być dla kogoś ZASKOCZENIEM??? No sorry, ale chyba to jest oczywista sprawa... Pojawia się dziecko i część swojej energii, pracy, emocji na to dziecko trzeba przekierowac. Nie żyjemy już tylko dla siebie. Nie ma takiej możliwości żeby po dziecku bylo jak przed, żeby nic się nie zmienilo. Ale się zmienia! I chyba nie powiesz, że jest tak że facet w takiej sytuacji bidny i udręczony, a kobieta wniebowzięta, bo ma mniej swobody, czasu da siebie, a więcej obowiązków i zmartwień.

                Może Cię to zdziwi, ale wielu znam facetów którzy CHCIELI mieć żonę, rodzinę, dzieci- i ją mają. Są tacy którzy o tym marzą i walczą, ale póki co bezskutecznie. Są tacy którzy wolą wydać kasę na invitro niż nowy gadżet, naprawdę! Ale to nie są gówniarze którzy od kobiety oczekują 100% uwagi i opieki. Facet ktory oczekuje że kobieta mając małe dziecko będzie mu poświęcac tyle samo czasu, uwagi, uczucia itd co wczesniej oczekuje nierealnego. I tak, jest to NIEDOJRZAŁOŚĆ. Bo żeby dojrzeć do opiekowania się kimś, zwłaszcza dzieckiem ktore bez tego sobe nie poradzi, trzeba najpierw dorosnąć samemu. To tak jak z dzieckiem które chce pieska ale jak pozniej okazuje sę że słodkiego szczeniaka trzeba karmic, wyprowadzac na spacer o 5 rano i niezależnie od pogody, a nieaz sprzątać po nim siki, rzygi i kupy, nagle pieska się odechciewa a obowiązkow przybywa rodzicom. Niektorzy faceci wlasnie takich dzieciakow mi przypominają- niby chcieliby ale jak pozniej okazje się że dziecko to nie sam miod, a czesto gora smierdzących obowiązkow, to nagle czują się 'oszukani'. Bo mialo byc jak w reklamie, usmiechnięta, zadbana kobieta jak z żurnala, parujący obiad na stole i do tego różowy uśmiechnięty bobasek ktory nigdy nie ryczy i nie sra w pieluchy. Okazuje się że życie wygląda zupelnie inaczej i wielkie rozczarowanie, aż chcialoby się pozbierac zabawki i wrocic do mamy.

                Nie usprawiedliwiam sytuacji gdy kobieta celowo wykorzystuje faceta by zrealizowac sie macierzynsko i tego faceta olać. Ale daj spokoj, ile moze byc takich przypadkow? Bez przesady...

                Natomiast są sytuacje gdy kobieta 'wycofuje się' z niesatysfakcjonującego związku i niedobory uczuć kompensuje sobie w kontaktach z dzieckiem- ale wtedy winę za to facet ponosi sam! Często kobiety w ciąży i z malymi dziecmi są 'porzucane' przez facetow, nie otrzymują tyle wsparcia ile powinny, są pozostawione same sobie z problemami i placzą po kątach, a facet jedyne do czego jest zdolny to WYMAGAĆ. I ja się nie dziwię że w takich sytuacjach kobieta ucieka emocjonalnie w macierzyństwo. To naturalne.
                • kutuzow Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 17:48
                  m00nlight napisała:

                  > Że po urodzeniu dziecka caly związek ulega REORGANIZACJI, tak samo jak cale życ
                  > ie? I to ma być dla kogoś ZASKOCZENIEM??? No sorry, ale chyba to jest oczywista
                  > sprawa... Pojawia się dziecko i część swojej energii, pracy, emocji na to dzie
                  > cko trzeba przekierowac.

                  m00nligh --> odpisałem Ci już w innym wątku że tutaj chodzi o kwestie priorytetów. Wielu psychologów podkreśla że najważniejszy powinen być (nadal) związek, bo on jest podstawą do wychowania zdrowego (także psychicznie) dziecka. To że część matek przesuwa priorytet na dziecko kosztem swego partnera - owszem dla mnie to złe działanie i z tym się nie godze.

                  To co Ty chcesz przedstawić jako jedynie dozwolony kanon zachowania jest tylko jedną z opcji.
                  Wrzucę Ci tutaj link do pewnego listu kobiety która dla mnie jest przykładem do nasladowania.
                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu.html
                  • triss_merigold6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 17:58
                    Czyimś kosztem musi. Doba ma 24 godziny.
                    Z drugiej strony - skoro psychologowie podkreślają - dla pana również związek z partnerką powinien być priorytetem ergo wspieranie jej w sposób dostosowany do nowej sytuacji.
                    • kutuzow Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 18:17
                      triss ---> są jeszcze takie rozwiązania jak opiekunka (np. we Włoszech w klasie średniej jest to "dobro pierwszej potrzeby" równie oczywiste jak posiadanie lodówki czy pralki.).

                      > dla pana również związek z
                      > partnerką powinien być priorytetem ergo wspieranie jej w sposób dostosowany do
                      > nowej sytuacji.

                      Taaa. dla Pana priorytetem jest wspieranie partnerki, jakoś nie zauważyłem w całej tej rozmowie (ponad 140 postów) żeby choć raz padło tu nieśmiałe stwierdzenie zę partnerka powinna także wspierać swego partnera - otóż nie - ona ma inne zadania. To jednostronne widzenie polskich kobiet mnie własnie martwi najbardziej.
                      • triss_merigold6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 18:27
                        Poziom zamożności klasy średniej we Włoszech jest nieco inny niż w Polsce. W Polsce opiekunkę biorą ci, którzy muszą, bo nie ma babci (albo jest beznadziejna), do żłobka dziecko się nie dostało, a jedna pensja to za mało, żeby nie żyć w biedzie.
                        • kutuzow Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 18:39
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Poziom zamożności klasy średniej we Włoszech jest nieco inny niż w Polsce. W Po
                          > lsce opiekunkę biorą ci, którzy muszą, bo nie ma babci (albo jest beznadziejna)
                          > , do żłobka dziecko się nie dostało

                          Triss - można mieć przecież dwie pensje - nawet jeśli jedna z nich idzie na niańkę, to i tak jest to lepsze rozwiązanie bo kobieta nie traci mozliwosci rozwoju zawodowego, bo ma kontakt z ludzmi (nie dziczeje), itp. Na wszystko są rozwiązania trzeba tylko chcieć coś zmienić.
                          • triss_merigold6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 18:49
                            Ależ ja się z tym zgadzam i popieram. Do weekendowej pracy wróciłam kiedy moje dziecko miało 5 miesięcy, potem miałam też różne fuchy w domu + opiekunkę na 1/2 etatu. Natomiast wolałabym nie mieć przymusu ekonomicznego wracania do pracy kiedy dziecko jest jeszcze niemowlakiem. Niestety ten przymus mam i mieć będę, bo budżet na 4 osoby (w tym dziecko w wieku szkolnym) to już musi być konkretny budżet, żeby wystarczyło na przyzwoite życie, wakacje, rekreacje etc.
                          • claudel6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 01.12.10, 00:30
                            i tak jest to lepsze rozwiązanie bo kobieta nie traci mozliwosci rozwoj
                            > u zawodowego, bo ma kontakt z ludzmi (nie dziczeje)

                            lepsze dla kogo? kto ci to powiedzial? telewizja? bo chyba nie doświadczenie?

                            branie nianki to jest ostatecznośc. przymus. dziecko to nie przedmiot, któremu jest wszystko jedno z kim przebywa.
                            w mojej rodzinie był taki przypadek. pani wyjechała zagranice na kilka miesięcy zarobic kasę - czyli tak jakbyś pochwalił. zostawiła okołorocznego synka. pod wspaniałą opieką - swojego męża i swojej mamy. więc nawet nie niańki - tylko swoich! dziecku niczego nie brakowało.
                            tylko ze od tego wyjazdu z dzieckiem zaczęło sie dziac cos dziwnego. zapadł sie w sobie, zamknął. po kilku miesiącach stwierdzono autyzm. może to były geny (choc w rodzinie nie było przypadków autyzmu). ale ja to obserwowałam, widziałam na własne oczy - i jestem prawie pewna, ze to jej wyjazd. ten dzieciak do konca zycia już będzie inny. i rodzice do końca zycia będą ponosili konsekwencje takiego wyboru w tych pierwszych latach dziecka.

                            więc z łaski swojej przestań traktowac w tych wszystkich dyskusjach dzieci jak jakies przedmioty, ktore mozna przekładać z rąk do rak bez żadnych konsekwencji. rozumiem, ze nie wiesz czym to sie je, te dzieci. ale pewną wiedzę w tym wieku juz wypada posiadać.
                      • mujer_bonita Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 19:22
                        kutuzow napisał:
                        > Taaa. dla Pana priorytetem jest wspieranie partnerki, jakoś nie zauważyłem w ca
                        > łej tej rozmowie (ponad 140 postów) żeby choć raz padło tu nieśmiałe stwierdzen
                        > ie zę partnerka powinna także wspierać swego partnera

                        Bo tu jest rozmowa o CIĄŻY. Widziałeś kiedyś faceta w ciąży? Jak mój kiedyś zajdzie (chciałabym!) To będę go wspierać ze wszystkich sił :)
                        • triss_merigold6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 19:28
                          O ja też. Mógłby mi synów rodzić co roku, chłopcy są fajni i prostsi w obsłudze. D
                          • mujer_bonita Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 19:39
                            triss_merigold6 napisała:
                            > O ja też. Mógłby mi synów rodzić co roku, chłopcy są fajni i prostsi w obsłudze

                            Gdyby jeszcze urodził swoją kopię... Heh... rozmarzyłam się :D
                  • mujer_bonita Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 20.11.10, 19:19
                    kutuzow napisał:
                    > Wrzucę Ci tutaj link do pewnego listu kobiety która dla mnie jest przykładem do
                    > nasladowania.
                    > www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,102474,7026618,Matki_maja_prawo_do_urlopu
                    > .html

                    To może jeszcze dasz ten przykład PANOM do naśladowania? Opiekowanie się dzieckiem, wysyłanie żony samej na wakacje, płacenie za to?

                    Nooo... gdzie takie chłopy są?
              • aandzia43 Wielki Teoretyk 23.11.10, 11:16
                > m00nlight ---> oczywiście takie podejście jak reprezentuje wiele Matek Pole
                > k jest kobiecym EGOIZMEM i fanaberią. Olewają bowiem potrzeby swoich partnerów
                > kierując się swoją własną potrzebą i rekompensują sobie to kontaktami z dziecki
                > em (zamiana układu Partnerka + Partner na układ Matka + dziecko i ten trzeci w
                > roli bankomatu).
                > Ponieważ np. ja osobiście nie idę na taki układ (co jasno deklaruje swoim partn
                > erkom od poczatku), nadal mimo 34 lat jestem bezdzietny i nie borykam sie z pro
                > blemami które dosięgły moich rówieśników (którzy trafili właśnie na takie MP).

                Uściślijmy: ty nie idziesz na na układ Matka Polka+dziecię+ty na bocznym torze, tylko nie idziesz w ogóle na układ ty+kobieta+dziecko. Prawdę mówiąc nie idziesz chyba na żadne głębsze zaangażowanie w relacji kobieta+mężczyzna. Więc nie unikasz kraksy, boś taki rozważny, tylko po prostu nie wystawiasz tyłka z domu.
                Tak mi jakoś wychodzi z całokształtu twojego pisania na przestrzeni miesięcy. To nic zdrożnego oczywiście, taki masz styl. Drażni mnie tylko Wielki Teoretyk, który tak naprawdę od tematu przewodniego swojej teorii jest całe lata świetlne. I, co najgorsze, nie ma zamiaru zbliżyć się ani na krok. Mentalnie, mentalnie, nie od razu stylem życia. Ja doskonale rozumiem, że z daleka bezpieczniej, nikt nie zrani i człowiek się nie zaplącze w coś, co go przerasta, ale fajnie byłoby mieć świadomość, że spoglądanie z wysokiego zamku na dany odcinek życia to jednak nie jest życie na tym odcinku. I ze nie jest się szczególnie kompetentnym w meandrach i niuansach tego poletka. Wiem, co mówię, bo tendencje do takiego ględzenia w samoobronie też kiedyś miałam.
                • mujer_bonita Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 11:33
                  aandzia43 napisała:
                  > Ja doskonale rozumiem, że z daleka bezpieczniej, nikt
                  > nie zrani i człowiek się nie zaplącze w coś, co go przerasta, ale fajnie był
                  > oby mieć świadomość, że spoglądanie z wysokiego zamku na dany odcinek życia to
                  > jednak nie jest życie na tym odcinku. I ze nie jest się szczególnie kompetentnym
                  > w meandrach i niuansach tego poletka. Wiem, co mówię, bo tendencje do takieg
                  > o ględzenia w samoobronie też kiedyś miałam.

                  Co do tematu też jestem teoretykiem :) Natomiast w związku z wizją przejścia do praktyki zgłębiłam temat i wiecie co? NIC nie jest takie jak się wydaje! Ciąża, poród, połóg i macierzyństwo to nadal wielkie tabu. Niby 'wszyscy wiedzą' ale jak się zagłębić w szczegóły to włosy dęba stają. Masakra!

                  Niesamowicie silny jest kult macierzyństwa i pisanie o przykrych ale PRAWDZIWYCH sprawach jest bardzo źle widziane. A skoro się nie mówi to potem tacy forumowi 'teoretycy' wiedzą lepiej. Bo przecież nigdy nic o sensacjach dotyczących ciąży czy porodu nie słyszeli :)

                  Istnieje jeszcze aspekt płci. Facet inaczej podchodzi do ciąży BO NIGDY JEJ NIE PRZEJDZIE. Ale wybaczcie panowie - ja się nie wymądrzam na temat 'kopnięcie w jaja wcale nie boli' bo jaj nie mam :) Może należałoby wziąć to pod uwagę?
                  • gladys_g Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 11:45
                    Mujer - nie tyle tabu, ile osoby niezainteresowane bezpośrednio nie usiłują nawet się dowiedzieć, ocb, bo i po co.
                    Zresztą i ciąża i hodowla niemowlaka mogą być naprawdę przyjemne, a te niefajne aspekty o których wiedziało się wcześniej, albo których się bało w sumie nie są tak istotne by się z ich powodu biczować. W co trudno uwierzyć, ale tak to działa.
                    • mujer_bonita Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 11:52
                      gladys_g napisała:
                      > Zresztą i ciąża i hodowla niemowlaka mogą być naprawdę przyjemne, a te niefajne
                      > aspekty o których wiedziało się wcześniej, albo których się bało w sumie nie s
                      > ą tak istotne by się z ich powodu biczować. W co trudno uwierzyć, ale tak to dz
                      > iała.

                      I to jest w całej rozciągłości to o czym piszę :) 'Bo się zapomina' i tym podobne sprawy. Sorry - kto zapomina ten zapomina. Niektóre nie zapominają tylko są pacyfikowane tekstami takimi jak Twoje pt. 'hodowanie niemowlaka jest tak cudowne, że niefajne aspekty nie są istotne' ;)

                      Byłam kiedyś u koleżanki, z miesięcznym niemowlakiem, która po prostu pękła. Przy mnie - bo jako jedyna nie bagatelizowałam tego co przechodziła. Nie zbywałam tekstami 'e tam' :) A jej się wydawało, że jest taką wyrodną matką, skoro dla niej to co czuje JEST ISTOTNE.
                      • gladys_g Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 14:32
                        No w sumie - uprościłam.
                        Jak miałam miesięcznego niemowlaka to bywało hm... dziwnie. Teraz uwaga - przypominam sobie. Presja była, z zewnątrz i z wewnątrz. Był lęk o to, czy jestem dość dobra. Było znużenie upierdliwością codzienności. Ciagle ktoś (niemowlak) czegoś ode mnie chciał (jeść? przytulić? co??). Chyba jeszcze trwała ta fantastyczna połogowa 'menstruacja' do której nie można używać tampona tylko trzeba tych wielkich, obrzydliwych podpasek. Aaa, z pełną mocą objawiły się wielkie, szerokie na pół cm rozstępy na brzuchu, który nadal wisiał. Itp.

                        No więc to mija i to szybko. Niemowlak robi się bardziej kontaktowy. Człowiek lepiej go zna i wie, o co mu chodzi. Ćwiczymy wdupiemanie presji zewnętrznych, z wewnętrznymi sobie poradziliśmy. Krwawienie się kończy. Człowiek zaczyna wychodzić sam - joga, kawa itp. Rozstępy bledną i się zmniejszają. Brzuch wisi mniej.

                        I cóż - nikt nie bagatelizował moich uczuć, ani ja tego nie robię. One są, trzeba się z nimi uporac itd. Ale dobrze jest mieć wiedzę, ze one mijają. A Twoja koleżanka chyba otaczała się niewłaściwymi ludźmi.
                        Moich uczuć nikt nie bagatelizował, ale - być moze paradoksalnie - mnie pomagała świadomość, że to, co przeżywam jest normalne i że to - uwaga - minie. I minęło.
                        Natomiast jakby ludzie wokół machali ręką i mnie zbywali - to faktycznie - pewnie nie byłoby tak sympatycznie i szybko.



                        mujer_bonita napisała:

                        > gladys_g napisała:
                        > > Zresztą i ciąża i hodowla niemowlaka mogą być naprawdę przyjemne, a te ni
                        > efajne
                        > > aspekty o których wiedziało się wcześniej, albo których się bało w sumie
                        > nie s
                        > > ą tak istotne by się z ich powodu biczować. W co trudno uwierzyć, ale tak
                        > to dz
                        > > iała.
                        >
                        > I to jest w całej rozciągłości to o czym piszę :) 'Bo się zapomina' i tym podob
                        > ne sprawy. Sorry - kto zapomina ten zapomina. Niektóre nie zapominają tylko są
                        > pacyfikowane tekstami takimi jak Twoje pt. 'hodowanie niemowlaka jest tak cudow
                        > ne, że niefajne aspekty nie są istotne' ;)
                        >
                        > Byłam kiedyś u koleżanki, z miesięcznym niemowlakiem, która po prostu pękła. Pr
                        > zy mnie - bo jako jedyna nie bagatelizowałam tego co przechodziła. Nie zbywałam
                        > tekstami 'e tam' :) A jej się wydawało, że jest taką wyrodną matką, skoro dla
                        > niej to co czuje JEST ISTOTNE.
                        >
                      • zakletawmarmur Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 18:09
                        Mujer w pełni się zgadzam, że o tych negatywnych sprawach się milczy. Kobieta często jest zdana na samą siebie... Wszyscy oczekują, że ze wszystkim sobie poradzi ale do pomocy jakoś brak chętnych lub wszyscy chcą pomagać ale "po swojemu".

                        Znam takie kobiety, którym faktycznie dziecko dało siłę. Znajoma, przeciętna studentka, mgr obroniła się na pięć będąc mamą a dr będąc potrójną mamą! I wcale się nie zapuściła:-)

                        Nie dla każdej kobiety dziecko jest taką motywacją. Czasami nagle się okazuje, że nie można tak po prostu się z domu ruszyć, wydawać wszystkiego tylko na siebie, no żyć tak jak do tej pory. A faceci? U nich dużo się nie zmienia więc i nie potrafią zrozumieć dlaczego kobieta ma z czymś problem...

                        Że juz nie wspomnę, że wymagania dla kobiet z małymi dziećmi są ogromne. Mamy rodzić i wychowywać dzieci tak, żeby nikt nie zauważył:-) Zbyt duże wymagania nie każdego zmobilizują do działania. Jest grupa ludzi, która prędzej się wycofa, zamknie w sobie, oleje i faktycznie będzie próbowała wmówić "ja tego nie potrzebuje".
                        • santo_inc Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 19:09
                          > ie, no żyć tak jak do tej pory. A faceci? U nich dużo się nie zmienia więc i ni
                          > e potrafią zrozumieć dlaczego kobieta ma z czymś problem..

                          Podobno jednym z najlepszych bodźców motywacyjnych dla faceta zmuszających go do zintensyfikowania aktywności zawodowej (np. zmiany pracy czy pójścia na swoje) jest powiększenie się rodziny lub jego perspektywa.
                        • claudel6 Re: Swoją drogą co do teorii ;) 01.12.10, 00:40
                          eeetam, ja byłam naszpikowana negatywnymi informacjami na temat ciązy. za dużo sie chyba naczytałam forum gazeta. począwszy od 'braku seksu w małżenstwie' po straszne zmiany w ciele kobiety, koszmarny poród az po depresje poporodową, chęc uduszenia własnego dziecka, deprywację snu, chroniczne zmęczenie, pogryzione do krwi sutki..
                          wszyscy mnie faszerowali tymi opowieściami! koleżanki z ich własnych doświadczeń.
                          życie mi zafundowało cos zupełnie odwrotnego - totalny haj i totalny lajt. lajtowy poród, spokojny połóg, totalną radość z dziecka i każdego dnia z nim spędzonego, spanie do południa, mnóstwo energii, pogłębienie i zacieśnienie związku z ojcem dziecka i w ogóle morze radości i ocean szczęscia jak w piosence :)
                    • kag73 Re: Swoją drogą co do teorii ;) 23.11.10, 11:53
                      Jasne, bo za wszystko(to dobre i to sle) odpowiedzialne sa hormony, ktorzych w ciazy pod dostatkiem.
                • kutuzow Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 11:54
                  aandzia ---> Wychodze z założenia, że dużo taniej wychodzi uczenie się na cudzych błędach (poprzez obserwację zachowania innych i efektów jakie ono przynosi niż na własnych). Poza tym czasami dobrze robi zastanowienie się czego ja chce od życia i trzymanie się tego. To że nie jestem jeszcze gotowy na założenie rodziny i jasno to komunikuje swoim partnerce, jest chyba poprawne. Czyżbyś preferowała tradycyjnie polski układ że facet się "godzi" na dziecko bo partnerka ma taką potrzebę (nawet jeśli sam nie ma na to ochoty) dla tzw "świętego spokoju" poczym nie angażuje się w jego wychowanie? Ja jestem za świadomym rodzicielstwem i dlatego ZANIM stanę się ojcem bardzo dużo czytam o tym jak dziecko wpływa na relacje między partnerami/małżonkami żeby wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę w przyszłości. Nie akceptuje bowiem wyboru albo super związek albo rodzina i dzieci (kosztem więzi z partnerką).

                  Dla mnie bardzo ważna jest także erotyczna strona związku, dlatego tutaj także jasno to komunikuje partnerce i staram się być z osobą dla której ta sfera związku także jest bardzo istotna. Wiem że gdybym był odstawiony na bok na kilka(naście) długich miesięcy bez seksu, jasno mogę zadeklarować iż nie godzę się na takie podejście partnerki (na zasadzie teraz jestem w ciąży wiec Twoje potrzeby się nie liczą) i co ważne KOMUNIKUJE to zanim zapadnie decyzja o ew. ciąży. Czy nie uważasz że gdyby ludzie mówili sobie szczerze o swoich potrzebach byłoby mniej kryzysów w związkach? To zaś że moje potrzeby naruszaja pewne zwyczaje które utworzyły się w Polsce (np. to że w ciąży kobieta może robić co tylko chce i tylko ona się liczy a partner jest sprowadzony do osoby która ma jej dogadzać) to zupełnie inna kwestia.

                  Idąc Twym tokiem myślenia iż piszę o czymś czego nie doświadczyłem, narzeczeni nie powinni chodzić do kościoła na nauki przedmałżeńskie (bo Ksiądz mówi o relacji K-M, której przecież znać nie może/nie powinien), nie powinien istnieć zawód psychologa (bo jak może leczyć ktoś kto sam nie ma danego problemu/choroby) jak i wiele innych zawodów (że o fizyce teoretycznej nie wspomne ;-). Widzisz, nie zawsze trzeba samemu włożyć palec do gniazdka żeby wiedzieć iż tak sie nie powinno robić. BTW: Na tym forum także nie powinienem pisać, bo seksu mam i miałem pod dostatkiem.
                  • mujer_bonita Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 12:03
                    kutuzow napisał:
                    > Ja jestem za świadomym rodzicielstwem
                    >i dlatego ZANIM stanę się ojcem bardzo dużo czytam o tym jak dziecko wpływa
                    > na relacje między partnerami/małżonkami żeby wiedzieć na co zwrócić szczególną
                    > uwagę w przyszłości.

                    Szkoda, że po prostu nie czytasz na temat DZIECI :) Na temat EMOCJI związanych z dzieckiem, miłości rodzicielskiej i takich tam... Ty chyba nie szykujesz się na bycie ojcem tylko szukasz argumentów na NIE.

                    Nie potępiam postawy ale skoro 'dobrze robi zastanowienie się czego ja chce od życia i trzymanie się tego' to może samemu przed sobą to przyznać?
                  • blossom_hill Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 12:03
                    kutuzow napisał:

                    Na tym forum także nie powinienem pisać, bo seksu mam i mia
                    > łem pod dostatkiem.

                    Ojjjjjjjj taaaaak:)
                  • kag73 Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 12:45
                    Jezeli masz 34 lata a nie jestes jeszcze gotowy na zalozenie rodziny i dziecko to raczej juz gotowy nie bedziesz. Co najwyzej rozsadkowo stwierdzisz, ze OK skoro partnerka chce, to coz robic albo nagle zadzwoni Ci ostatni dzwonek. Czlowiek z wiekiem wygodnieje i skoro waha sie w wieku lat 34 bedzie sie wahal nadal. To nie wyrzut, sama sie wahalam. W wieku lat 32 stwierdzilam, coz wszyscy maja dzieci, pewnie tez kiedys bede chciala, dlaczego nie teraz. Mlodsza juz nie bede, maz tez nie a chociaz dzaiadkowie nie beda jeszcze kompletnymi straruszkami.
                    Nie wiem czy sie mozesz przygotowac na wszystkie ewntualnosci. Moze i Tobie sie zdarzyc, ze Ci sie po porodzie ochota na zone skonczy a tak sie starales jej uzmyslowic jak wazne dla Ciebie jest zycie erotyczne. A nie daj Boze, ze nie bedziesz mial ochoty na zone w ciazy a tak sie ubezpieczales. czytaj, informuj sie, ale czytaj istotne rzeczy, ktorych nie da sie przskoczyc. Bo dziecko zmienia wszystko, co nie znaczy, ze jest gorzej, jest po prostu inaczej. Najwaniejsze, zebys zrozzumial, ze Ty jestes partnerem a nie drugim dzieckiem, ktore nagle czuje sie zaniedbywane. To bardzo pomocne nastwienie zwlaszcza przy noworodu, ktore sila rzeczy staje na pierwszym miejscu. I nie pisze tego matka kwoka, tylko normalna kobieta, ktora jest matka, zona, kochanka. Da sie, wszystko sie da, ale zalezy od bardzo wielu czynnikow.
                    • kutuzow Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 12:58
                      kag ---> bardzo rozsądnie napisane. Praktycznie zgadzam sie ze wszystkim tym co napisałaś.
                      Chciałem tylko dodać, że dopóki chęc posiadania dziecka nie będzie na tyle duża żeby "zaryzykować" (tak jak Ty to ujęłaś) dopóty nie cięgnie mnie do zmian. Bardzo możliwe że ok 40-stki dojdę do podobnego zdania jak Ty ok 32 (będziemy wtedy w podobnej "biologicznej" sytuacji), może to będzie wcześniej, tego nie wiem.

                    • kutuzow ... a propos singli 23.11.10, 13:21
                      kag73 ---> wysłałem Ci wiadomość na priva.
                  • aandzia43 Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 13:03
                    Nie idź proszę, "moim tokiem myślenia", bo nie załapałeś tego toku nawet na milimetr. Jesteś tylko Wielkim Teoretykiem i nie zmierzasz być niczym więcej (w interesujących nas dziedzinach, oczywiście).
                    Teraz ja powinnam zacząć, że tak, że cenię sobie wcześniejsze rozpoznania gruntu (bo cenię niezmiernie), że odpowiedzialność, że erotyzm między małżonkami ważny (dla mnie ważny zarąbiście), ale to bez sensu. Bo ty idziesz "moim tokeim myślenia" i wiesz lepiej ;-)
                    • kutuzow Re: Wielki Teoretyk 23.11.10, 13:18
                      aandzia -to może mi to wyjaśnisz, bo twierdzenie że jeśli ktoś nie zna czegoś z autopsji to nie powinien sie wypowiadać, jest co najmniej śmieszne (jak pokazałem Ci na przykładach kilku zawodów).
              • claudel6 Re: jak to jest z tym wrobieniem w rodzine 01.12.10, 00:17
                > Co do wrobienia w rodzinę - ciekawy jestem ilu panów zdecydowałoby się na dziec
                > ko, gdyby partnerka jasno im zakomunikowała jak widzi swoją wizję związku po ci
                > ąży (czyli mniejsze staranie o wygląd, nadwaga i jeszcze brak seksu).

                jeśli zamienisz "brak" na "mniej przez jakis czas" to mój się zdecydował. uprzedzilam go, że decyzja o dziecku własnie tym może grozić.
                dla niego to wszystko było absolutnie naturalną (i drugorzędną) ceną za to, bym mu urodziła to dziecko. podpisałby każdy cyrograf wtedy, żebym tylko nie poszla na zabieg.

                kutuzow, jako bezdzietny bez potrzeby posiadania dzieci jesteś ślepym, ktory gada o kolorach. widzisz kobiety jako te, które wyłącznie chcą miec dzieci, a ich partnerzy sie łaskawie na to zgadzają albo dają wrobic, a potem się czują "oszukani", bo pani nie dba o wygląd.
                popełniasz błąd przypisując płci męskiej - z racji płci - swoje potrzeby i swoje przekonania. a są faceci, których od Ciebie dzieli przepaść. dla których atrakcyjność kobiety nie zaczyna i kończy się na wyglądzie i tacy, którym bardzo bardzo zależy na dziecku - i wszystkie zmiany w zyciu - brak czasu, brak snu, zmiany w wyglądzie partnerki traktują jako naturalny koszt posiadania dziecka, który chcą ponieśc. tak samo jak chce ponieść go kobieta.
      • m00nlight Tycie w ciąży. 20.11.10, 12:23

        Wytłumaczę Ci na wlasnym przykladzie, bo w różnych miejscach różne rzeczy znajdziesz, zazwyczaj są to bzdury.

        Jestem z tych nieszczęśliwch niewiast, które całe życie 'są na diecie'. Bo muszę. Taką mam przemianę materii, hormony, nie wiem, w każdym razie tak funkcjonuje mój organizm, że żeby trzymać się w prawidłowej (!) wadze- w moim przypadku sumiennie pilnowane BMI 22,5. Non stop musze uważać ile i co jem, jeść o wiele MNIEJ (!) niż by to wynikało z matematycznych wyliczeń zapotrzebowania (wyliczonych wg wieku, płci, wzrostu, wagi i aktywnosci fizycznej) no i przy tym muszę regularnie, dość dużo się ruszać. Jak tylko odpuszczę choćby na moment, tyję- i to szybko. Też myślałam że w ciąży chociaż raz w życiu przez parę miesięcy będę mogła sobie pofolgować, w końcu się NAJEŚĆ ;) i troche odpuścić. A tu lipa, przyszlo co do czego i okazalo się że muszę się pilnować TYM BARDZIEJ. Jem tyle samo, jesli chodzi o kalorycznosc (te 300-500 kcal więcej to BZDURA, w ciąży organizm efektywniej przyswaja skladniki odżywcze,trawi wolniej, dokladniej i 'wyciąga' więcej z tego samego jedzenia, przy czym, nastawiony jest na magazynowanie tłuszczu na wypadek głodu w czasie pozniejszego karmienia dziecka). W praktyce: kobieta je nawet tyle samo co zwykle, rusza się nie mniej a i tak tyje.

        Pewnie, są kobiety dla ktorych ciąża jest doskonalym usprawiedliwieniem żeby sobie calkowicie odpuscic, no i takim przybywa 30 kilo ;) albo i więcej.

        Inną sprawą są zachcianki, ktore naprawdę ciężko jest zwalczyc. Wiem po sobie: mam fazę na chleb z masłem i MUSZĘ zjeść chleb z masłem. Koniec kropka. Są kobiety którym włącza się faza np na czekoladę, ot peszek. Tak sie mowi: 'nie ulegać zachciankom', przy czym zalecają panowie lekarze, faceci, ktorzy nawet nie wiedzą o co kaman ;)

        Niewiele znam dziewczyn ktorym w ciąży urosla przyslowiowa 'piłeczka', przytyly 8 kilo ktore poszly w zapomnieie tydzien po porodzie. To są szczęściary, tak jak te ktore nie dorobily się rozstępow czy obwislych piersi po karmieniu. Zdecydowana większośc przypadkow ktore znam, to albo kobitki ktore pilnując się (!) całą ciążę przytyly 15-20 kilo z czego te 5-10- nadwyżki gubily pozniej w wielkich bolach, zajelo to pare ladnych miesiecy a nawet lat. Niektore tyją przy karmieniu dziecka, inne tyją. Trudno się głodzic w takim stanie.

        Znam takie ktore przybraly w ciąży 30-35 kilo i wiele lat walczyly o odzyskanie wagi, w kilku przypadkach pomogly dopiero prochy.

        Tak że to takie pieprzenie że 'jak sie chce to można' wkurza mnie tylko, zwlaszcza jesli wypowiada je facet. Dla was wszystko to wygląda prosto, łatwo i pięknie, trzymać wagę, ot, pikuś. A jak przytyje to znaczy że leniwa i się zapuszcza. A guzik prawda! W czasie ciąży i po porodzie z organizmem dzieją się rzeczy, ktore się fizjonomom nie snily, często wbrew logice jeszcze częściej zupelnie niezależnie od naszych wysilkow.

        Widze po sobie, żyję na trawiastym żarciu z parowara, pilnuję każdej kalorii, nie pamiętam już jak smakuje czekolada, frytki itd, a na basenie i w domu katuję się bardziej niz kiedykolwiek. I co? Przytylam już 6 kilo a do tego otrzymalam ochrzan od lekarza bo dziecko jest mniejsze niż powinno byc w tym tygodniu ciąży. I co? dostalam zalecenie żeby więcej jeść. I co powiesz na to?
        • triss_merigold6 Nie denerwuj się 20.11.10, 17:04
          Nie denerwuj się, bo to w ciąży szkodzi. Dokładnie tak jest, że metabolizm w ciąży się zmienia i organizm nastawia się na magazynowanie tłuszczu, taki spadek po przodkach i cyklicznych okresach głodu.
          Ja mam akurat odwrotnie tzn. w stresie tracę łaknienie i muszę jeść z czystego rozsądku. Raz już jadłowstręt na tle depresji zaliczyłam, skończyło się leczeniem farmakologicznym. Nie jest to fajne i nie mam na to żadnego wpływu, żadnej zasługi. To genetyczne uwarunkowanie, moja matka miała identycznie.
          Szczerze mówiąc, pierdolę to. Jestem w ciąży, przytyję pewnie w normie, potem samo zejdzie. Akurat kwestia zachowania bardzo szczupłej figury w czasie ciąży i karmienia mi lata, mam 37 lat, modelką nie będę, na rurze też nie zarabiam. Mój chłop z tych co lubią jak kobieta ma konkretny cyc i tyłek, ja i tak jestem w dolnych granicach jego preferencji, mogłabym spokojnie ważyć z 10 kg więcej. Nie widzę powodów dostosowywania się na siłę do mody tworzonej przez pedałów lansujących 16-letnie dziewczątka z dupkami 12-letnich chłopców.
          • kag73 Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:16
            "Jestem w ciąży, przytyję pewnie w normie, potem samo zejdzie. Akurat kwestia zachowania bardzo szczupłej figury w czasie ciąży i karmienia mi lata,..."

            Dokladnie tak samo to widze i o to mi chodzilo. Ciaza ma tez cieszyc a nie tylko ograniczac. Pajacowanie, liczenie kalori i odchudzanie sie w ciazy to blad, bo chodzi o dziecko, o to, zeby dac mu najlepsze fundamenty. Do tego nalezy oprocz zdrowego jedzenia, rowniez dobre poczucie i zadowolenie mamy.
            Tak trzymac, Triss, trzymam kciuki i zycze juz teraz zeby wszystko poszlo gladko!
            • triss_merigold6 Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:25
              Jestem zgryźliwa, bo męczy mnie katar, prawie nie mówię i niewiele jest leków, które mogę brać. Mam nadzieję, że ciąży infekcja nie zaszkodzi.
              Podkreślam znaczenie dużego komfortu psychicznego z powodu w dupiemania.
              W pierwszej ciąży miałam kondycję NRD-owskiej pływaczki i niestety aż za bardzo to okazywałam. Teraz już tego błędu nie popełniam, poza pracą staram się snuć leniwie, a chłop sprząta i zajmuje się moim synem.
              Pierdolę i chodzę w dresie, dres jest wygodny. Nie maluję się jak nie muszę. Nie ocipiałam, żeby w listopadzie, po powrocie do domu o 16, zakupach i obiedzie, jeszcze lecieć na basen czy inny fitness.
              Jakby chłop życzyl sobie żeby chodziła na fitness czy była pod kompleksową opieką trenera, kosmetyczki i dietetyka to proszszsz... rzucam pracę, a on niech na to zarabia.
              • kag73 Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:32
                Doskonale Cie rozumiem. Ja bedac w ciazy przychodzilam po pracy do domu i nie wiedzialam czy mam najpierw jesc czy spac, taka bylam glodna i zmeczona. Zabieralam wiec krome chleba i szlam z nia do lozka.
                I ciage te przemadrzale wywody bezpojeciowych facetow, ktorzy i bez ciazy dupa ruszyc nie potrafia i brzuchy zapuszczaja a od swoich kobiet oczekuja cudow na kiju. Na szczescie moj do takich nie nalezy!
                • triss_merigold6 Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:43
                  Mój jest szczupły genetycznie i dzięki wieloletniemu uprawianiu sportu. Oraz wytresowany przez mamuśkę do wykonywania poleceń na zasadzie "przynieś, podaj, pozmiataj", sam wielkiej inwencji w temacie sprzątania nie wykaże, ale jako powiem co - to zrobi bez debilnych pytań czy aby na pewno trzeba.
                  Nie mogę po pracy walnąć się do wyra, bo jest sześciolatek, któremu trzeba dać coś sensownego do jedzenia i np. zaprowadzić na zajęcia, tu się wymieniamy.
                  Ja kotku powtarzam, że mężczyźni nie rodzą albowiem by umarli z bólu i paniki i on się z tym zgadza. Ból porodowy jest porównywalny z bólem w czasie amputacji kończyny, tylko, że amputacje nie trwały po kilka godzin.
                  Teraz mam fazę na bycie KRÓLOWĄ MATKĄ i zamierzam to wykorzystywać.
              • m00nlight Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:40

                <irony mode:on>
                Oszty jak możesz, toż to czysty EGOIZM matki Polki ;) A co z odczuciami chłopa? Przecież on teraz biedny bo zostal wrobiony w dziecko, a chodzilo tylko o seks i atrakcyjną babke u boku ;)
                <irony mode: off>

                A tak na serio, masz dobre podejście. Ja biegam na basen, no bo, o właśnie, dlaczego? Ech, po prostu biegam już tyle lat że jakoś nie potrafię bez ;)

                Też chyba powinnam wrzucić na luz ale jakoś nicnierobienie mnie irytuje :/ I wkurza mnie że mnie facet usiluje na sile dokarmiać :o Caly czas mi ględzi, a to ze za malo na obiad zjadlam, a to ze sniadanie za pozno, a to patrzy na zegarek ze powinnam juz cos zjesc, a po wczorajszej wizycie to juz dostal swira na tym punkcie i kupil kilo ptysi (ktore sam jadl bo byly niedobre ) :P

                Apropos przeziębienia, wiem co czujesz bo mnie też dopadło :/ Szlag, nawet aspiryny nie można se wziąć. Na gardlo cale zycie mi pomagał grzaniec z piwa i co, musze się męczyć i żreć to paskudztwo z propolisem co nic nie pomaga :/
                • triss_merigold6 Re: Nie denerwuj się 20.11.10, 17:55
                  Ale ja już mam dziecko, które wymaga zajmowania się nim, odbierania z zerówki, jakichś zajęć razem, podawania normalnego żarcia etc. i siłą rzeczy mam mniej czasu po prostu.
                  Aspiryny nie biorę, biorę efferalgan dla dzieci, to paracetamol więc można.
                  Co do chłopa to widziały gały co brały, dziecka przez parę lat nie chowałam w szafie, mój lifestyle też jest wyjątkowo stabilny od dawna.
        • santo_inc Re: Tycie w ciąży. 21.11.10, 14:23
          > Inną sprawą są zachcianki, ktore naprawdę ciężko jest zwalczyc. Wiem po sobie:
          > mam fazę na chleb z masłem i MUSZĘ zjeść chleb z masłem. Koniec kropka.

          Powtórzę raz jeszcze - nie MUSISZ, tylko CHCESZ i nie chce Ci się z tym powalczyć.

          > ak te ktore nie dorobily się rozstępow czy obwislych piersi po karmieniu. Zdecy
          > dowana większośc przypadkow ktore znam, to albo kobitki ktore pilnując się (!)
          > całą ciążę przytyly 15-20 kilo z czego te 5-10- nadwyżki gubily pozniej w wielk
          > ich bolach, zajelo to pare ladnych miesiecy a nawet lat. Niektore tyją przy kar
          > mieniu dziecka, inne tyją. Trudno się głodzic w takim stanie.

          Skoro niektóre tyją a reszta tyje, to nic dziwnego, że generalnie kobitki po ciąży są spasione i zapuszczone.

          > Tak że to takie pieprzenie że 'jak sie chce to można' wkurza mnie tylko, zwlasz
          > cza jesli wypowiada je facet. Dla was wszystko to wygląda prosto, łatwo i piękn
          > ie, trzymać wagę, ot, pikuś. A jak przytyje to znaczy że leniwa i się zapuszcza
          > . A guzik prawda! W czasie ciąży i po porodzie z organizmem dzieją się rzeczy,
          > ktore się fizjonomom nie snily, często wbrew logice jeszcze częściej zupelnie
          > niezależnie od naszych wysilkow.

          Ależ złotko, pomijając te 1% czy ile tam tycia z powodu gromadzenia wody w ogranizmie, ZAWSZE sprowadza się to do prostego bilansu: więcej żresz, niż zużywasz energii. Albo trzeba mniej żreć, albo więcej zapieprzać. Banał.

          Nie ma się co okłamywać, że jest inaczej.

          > Widze po sobie, żyję na trawiastym żarciu z parowara, pilnuję każdej kalorii, n
          > ie pamiętam już jak smakuje czekolada, frytki itd, a na basenie i w domu katuję
          > się bardziej niz kiedykolwiek. I co? Przytylam już 6 kilo a do tego otrzymalam
          > ochrzan od lekarza bo dziecko jest mniejsze niż powinno byc w tym tygodniu cią
          > ży. I co? dostalam zalecenie żeby więcej jeść. I co powiesz na to?

          Ależ jedz sobie do woli. Przecież to Twoje ciało i masz prawo przytyć ile Ci się będzie podobało. A Twój mąż ma psi obowiązek Cię kochać, wspierać i pożądać, kiedy tylko będziesz tego od niego oczekiwać.
          • nangaparbat3 Re: Tycie w ciąży. 21.11.10, 16:54
            Nie byłeś w ciąży, nie masz pojęcia, co to zachcianki, czy - jak u mnie mówią - "zachciewajki". Nie wypowiadałabym się o potrzebach, których nie miałam szansy doświadczyć.
            • santo_inc Re: Tycie w ciąży. 21.11.10, 20:59
              > Nie byłeś w ciąży, nie masz pojęcia, co to zachcianki, czy - jak u mnie mówią -
              > "zachciewajki". Nie wypowiadałabym się o potrzebach, których nie miałam szansy
              > doświadczyć.

              Ustalmy w takim razie, czy są to zachcianki, jak się to powszechnie przyjęło, czy "potrzeby", jak chciałyby to nazywać Matki-Polki, których celem jest rozpłód i odpuszczenie sobie partnera po ciąży, bo nie jest do niczego więcej potrzebny?
              • nangaparbat3 Re: Tycie w ciąży. 21.11.10, 21:21
                Określenie "zachcianka" czy "zachciewajka" w kontekście ciąży oznacza gwałtowną i nieprzezwyciężoną potrzebę natychmiastowego zjedzenia czegoś konkretnego. Myślę, że siłą przypominać może potrzebę zażycia narkotyku u osoby uzależnionej psychicznie - nagle spada na ciebie tak silna potrzeba zjedzenia tego czegoś, że wszystko inne jest nieważne i zostaje tej potrzebie podporządkowane.
                Sama miałam kolejno: bryndza - przez cały pierwszy trymestr a poza tym jednoraowe napady: kurczak pieczony (na środku ulicy odrywałam kawałki trzesącymi się rękami i zjadłam pół), chleb z szynką (też na ulicy), barszcz z uszkami (restauracja, w sumie też na ulicy, tu i zaraz, natychmiast).
                Jak widzisz na 9 - czy raczej 10 - miesięcy to nie jest tak dużo, żeby sie od tego roztyć.
                Opowiedziałam tak dokładnie, bo mam wrażenie, że nie masz cienia pojęcia, o co z tymi "zachciankami" chodzi.
                Przypuszczam, że będąc w ciązy kobieta ma lepszy niż na co dzień kontakt ze swoim organizmem i rozpoznaje, które pokarmy uzupełnią niedobory konkretnych mikroelementów. A to znaczy, że ciązowa "zachcianka" jest jak najbardziej poważną potrzebą, wymagającą zaspokojenia. Jak ważną widać po tym poście - moje dziecko ma 19 lat, a ja pamiętam wszyskie "zachcianki " po kolei, ze szczegółami zaspokajania ich, z pamiecią miejsca, pory dnia, okoliczności.
                • m00nlight zachcianki 22.11.10, 19:48

                  Najlepsze jest to że zachcianki są często tak konkretne jak się da, nie w stylu że 'coś słodkiego', a np, moim przypadku DZIŚ lody, koniecznie od grycana i koniecznie o smaku mlecznej czekolady. Nic innego nie wchodzilo w gre! Chłop sie musial przy kerfurze zatrzymac i nie bylo to tamto ;) Zresztą zeżarłam tylko jedną kulkę. Często wystarczy naprawde niewielka ilosc, byle zaspokoić 'smak'

                  A tak naukowo, zachcianka to żaden 'mit', ale kolega jak zwykle niedouczony i wierny swoim własnym teoriom (błędnym). Za pomocą zachcianek i awersji organizm sam reguluje sobie dietę: skłania do spożywania rzeczy ktore akurat sa potrzebne a zniechęca do jedzenia rzeczy szkodliwych, bądź zbędnych. Ja np mam awersję do smażonego mięsa odkąd jestem w ciąży, sama myśl o smażonym mięsie mnie obrzydza, natomiast twaróg wpieprzałabym non stop. Mój lekarz (a jest to jeden z czołowych we Warszawie, więc nie jakiś konował z koziej wólki) zaleca uleganie zachciankom a nie zwalczanie ich. Raz, z powodow wyżej przytoczonych, 2, dla komfortu psychicznego ciężarówy. Niezaspokojona zachcianka potrafi męczyc naprawde dlugo! Sama miesiąc walczylam z nieodpartym pragnieniem chipsow paprykowych. Walczylam bo stwierdzilam że co jak co ale w czipsach to raczej nie ma nic potrzebnego, syfu za to aż nadto. i MIESIĄC mnie to męczylo. Aż w koncu sie dorwalam, pożarłam całą paczkę w 5 minut, potem muliło mnie pol nocy ale od tamtej pory jak ręką odjął, czipsy mogą dla mnie nie istniec. Jakbym wiedziala ze tak bedzie to bym sie miesiąc nie frustrowala :P

                  Jedyny punkt w ktorym moge przyznac racje, że czasem istotnie kobiety mylą zachciankę ze zwyklym łakomstwem, zwlaszcza jesli dziwnym trafem tą zachcianką jest czekolada albo fast foody. Najczęściej typową zachcianką są rzeczy 'dziwne' np wspomniana bryndza. Co więcej, bardzo często chce się produktów ktorych nigdy się nie jadlo, a czasem wręcz nienawidziło. Ja tak mialam z jagodziankami. Cale życie kupując drożdżówkę mówilam: 'wszystko jedno byle nie z jagodami', tymczasem na początku ciąży mialam straszną faze na jagody- wszystko musialo byc z jagodami. Potrafilam zejść caly bazarek w poszukiwaniu budki oferującej jagodzianki. ;)
                  Za to odrzucic potrafi od ukochanych kiedyś rzeczy, ktore się żarło namiętnie cale życia a w ciąży na samą myśl muli.

                  Tak więc za grosz nie rozumiesz tego mechanizmu i nie zrozumiesz. Pusta dyskusja.
                  • triss_merigold6 Re: zachcianki 22.11.10, 20:07
                    W pierwszej ciąży miałam fazę na sok marchwiowy, normalnie za nim nie przepadam.D
                  • santo_inc Re: zachcianki 22.11.10, 20:28
                    > A tak naukowo, zachcianka to żaden 'mit', ale kolega jak zwykle niedouczony i w
                    > ierny swoim własnym teoriom (błędnym).

                    Kolega ma prawo być niedouczony w dziedzinie, w której się nigdy nie uczył. :)

                    > ierny swoim własnym teoriom (błędnym). Za pomocą zachcianek i awersji organizm
                    > sam reguluje sobie dietę: skłania do spożywania rzeczy ktore akurat sa potrzebn
                    > e a zniechęca do jedzenia rzeczy szkodliwych, bądź zbędnych.

                    No, zwłaszcza dlatego mamy tak wielką ochotę na wciąganie zbędnych kalorii pod postacią cukru i słodyczy. Dzięki tej ochocie i przyjemności z jej jedzenia nasz organizm mówi nam, że ten cukier i kalorie są nam niepotrzebne, wręcz zbędne i dlatego tak niechętnie je jemy.

                    Chociaż nie, poczekaj, przecież jest dokładnie ODWROTNIE!

                    A może i w tej kwestii jestem niedouczony?

                    > dza, natomiast twaróg wpieprzałabym non stop. Mój lekarz (a jest to jeden z czo
                    > łowych we Warszawie, więc nie jakiś konował z koziej wólki) zaleca uleganie zac
                    > hciankom a nie zwalczanie ich.

                    Ależ ulegaj sobie nim do woli! Tylko doprowadź się do porządku po porodzie.
          • m00nlight Rany boskie, następny... 21.11.10, 17:06

            Zajdź w ciążę, powij dziecko, pogadamy.

            Czy wy NAPRAWDE uważacie że kobieta w ciąży na wszystko ma wpływ i jeśli coś nie wychodzi to dlatego że jest leniwa i za dużo żre?

            Aż ciężko w to uwierzyć że ktoś w ogole może mieć takie myślenie.

            Wytłuściłam dokladnie na czym to polega, że można NIE ŻREĆ i się ruszać a tyje się i tak!

            Miałeś kiedyś zachciankę ciążową, hę? Wątpię. Więc naprawde, uwierz mi, nie wiesz o czym mówisz.

            Pisalam już wczesniej, znam z życia jedną laskę ktora odchudzala się całą ciążę, bo bała się przytyc. I fakt, nie przytyła, ale urodzila dziecko ważące 600 gramów. DLATEGO w ciąży nie wolno się odchudzać. Obżerać się też nie wolno, bo to cukrzyca ciążowa, no i otyłe matki rodzą otyłe dzieci z problemami. Teraz zdaje mi się i tak babki mają większą świadomosc, często w poczekalni do usg czy gdziestam widze skupiska ciężarówek i naprawdę większosc to w miare szczuple dziewczyny 'z brzuszkiem'. W poprzednim pokoleniu normą bylo że kobiety tyły po 30 kilo, bo dostawaly zalecenia od lekarzy że mają jeść za woje, no to jadły. I co, świat się nie zawalił, ludzkość nie wymarła.

            Ufff, jednak ten moj chlop nie jest jeszcze taki ostatni, on przynajmniej stara się rozumieć na czym polega ciąża i co się może dziać z organizmem, na wlasne życzenie zakupil obie stado książek i się doedukowal. Ale jakbym miala w domu takiego jaskiniowca co to by mi chcial wmawiac że tyję bo mam życzenie sobie przytyć i NIE CHCE MI SIĘ nic z tym robić, to bogowie uchowajcie przed ciążą. Z takimi facetami nie powinno się mieć dzieci, takie genomy powinny wymierać naturalnie.
            • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 21.11.10, 21:07
              > Czy wy NAPRAWDE uważacie że kobieta w ciąży na wszystko ma wpływ i jeśli coś ni
              > e wychodzi to dlatego że jest leniwa i za dużo żre?

              Uważam, że kobieta w ciąży ma wpływ na więcej czynników, niż jej się zdaje.

              > Wytłuściłam dokladnie na czym to polega, że można NIE ŻREĆ i się ruszać a tyje
              > się i tak!

              Proszę, pomińmy milczeniem ten 1%, który wynika z gromadzenia wody w organizmie. Inaczej się nie tyje. Nie ma takiej opcji.

              > Miałeś kiedyś zachciankę ciążową, hę? Wątpię. Więc naprawde, uwierz mi, nie wie
              > sz o czym mówisz.

              Nie miałem nigdy zachcianki ciążowej, ale sądzę, że gdybym ją miał, bardzo chciałbym, by otoczenie uwierzyło, że to nie zachcianka, tylko "potrzeba" albo wręcz "mus". Oj, na pewno by mi na tym zależało. :)

              > Pisalam już wczesniej, znam z życia jedną laskę ktora odchudzala się całą ciążę
              > , bo bała się przytyc. I fakt, nie przytyła, ale urodzila dziecko ważące 600 gr
              > amów. DLATEGO w ciąży nie wolno się odchudzać.

              Napisz mi proszę, w którym miejscu zasugerowałem, że w ciąży należy się odchudzać...

              Jestem dziś trzeźwy i o ile dobrze pamiętam, sugerowałem wyłącznie umiar przy opychaniu się i odrzucenie postawy "jestem w ciąży, będę wpieprzać ile wlezie, partnerowi nic do tego, ma mnie kochać, wspierać i zapieprzać do sklepu o północy po kiełbasę z dżemem a jak mi się zachce żeby mnie bzyknął ma być gotowy niczym rączy jeleń bo jam jest Matka-Polka i mi wolno".

              > życzenie zakupil obie stado książek i się doedukowal. Ale jakbym miala w domu t
              > akiego jaskiniowca co to by mi chcial wmawiac że tyję bo mam życzenie sobie prz
              > ytyć i NIE CHCE MI SIĘ nic z tym robić, to bogowie uchowajcie przed ciążą.

              I znowu okłamujesz swojego faceta i jeszcze sama siebie na dodatek.

              Zrozum, pomijając ten 1% tycia od chłonięcia wody przez organizm, ZAWSZE tyjesz dlatego, że jesz więcej, niż spalasz. ZAWSZE. Nie ma innej opcji. Praw fizyki nie oszukasz.

              To, że Twój organizm Cię okłamuje że jesteś głodna podczas gdy powinnaś już dawno przestać jeść bo tylko tyjesz nie oznacza, że te prawa fizyki nie działają. Oznacza tylko, że musisz nieco bardziej świadomie podejść do procesu jedzenia, a nie tylko wpieprzać ile wlezie, dopóki Ci żołądek nie powie "dość".

              Jeśli masz życzenie folgować sobie, to sobie folgujesz i tyjesz. Jeśli masz życzenie być szczupła, to się pilnujesz.

              Nie twierdzę, że w ciąży trzeba zachować tę samą wagę, co przed zajściem w nią. Ale uważam, że nie później niż rok po urodzeniu dziecka kobieta powinna wrócić do wagi sprzed ciąży, w przeciwnym wypadku może być traktowana przez męża jako spasły leń, którego ma moralne prawo zamienić na młodszy, szczuplejszy egzemplarz.

              Ja bym osobiście po roku skończył okres ochronny dla paszteta i tyle.
              • kag73 Re: Rany boskie, następny... 21.11.10, 22:11
                "Proszę, pomińmy milczeniem ten 1%, który wynika z gromadzenia wody w organizmie. Inaczej się nie tyje. Nie ma takiej opcji. "

                Mylisz sie, ciaza to stan odmienny. Przeczytales moje zestawienie co powoduje dodatkowe kilogramy w ciazy niezaleznie od tego ile sie je?

                • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 22.11.10, 16:57
                  > Mylisz sie, ciaza to stan odmienny. Przeczytales moje zestawienie co powoduje d
                  > odatkowe kilogramy w ciazy niezaleznie od tego ile sie je?

                  I w ciąży to ta dodatkowa masa bierze się z powietrza, czy z modlitw? Mówię Ci, opatentuj to, zarobisz na tym miliony!
                  • sisi_kecz Re: Rany boskie, następny... 22.11.10, 17:51
                    I w ciąży to ta dodatkowa masa bierze się z powietrza, czy z modlitw?'

                    jestes odporny na wiedzę, bo Ty tyjesz z obżarstwa?

                    To jest naukowe wyjasnienie moich 30 kilo na plusie w ciąży:

                    "Jeśli kobieta zachodzi w ciążę, praktycznie już od pierwszych tygodni jej tarczyca zaczyna produkować coraz więcej hormonów, które są absolutnie niezbędne dla prawidłowego rozwoju przyszłego dziecka. Jest to szczególnie ważne w pierwszej połowie ciąży, ponieważ własna tarczyca płodu powstaje i zaczyna wydzielać hormony dopiero od 14-15 tygodnia ciąży. Możliwości zdrowej tarczycy są bardzo duże, może ona wyprodukować odpowiednią ilość hormonów dla bliźniaków, a nawet trojaczków. Ale inaczej dzieje się, gdy tarczyca kobiety ciężarnej nie jest zdrowa, jest podstępnie uszkadzana przez przeciwciała i straciła już możliwości zwiększenia swojej produkcji hormonów na rzecz rozwijającego się płodu. Jeśli to uszkodzenie tarczycy matki nie jest jeszcze duże, ciąża przebiega prawidłowo i kończy się porodem zdrowego dziecka, tylko matka w czasie ciąży przybiera na wadze 20 kg lub więcej, a po porodzie szybko pojawiają się u niej wszystkie objawy niedoczynności tarczycy. Natomiast jeśli uszkodzenie tarczycy kobiety, która zaszła w ciążę, było już dość duże, choć jeszcze nie było wyraźnych objawów niedoczynności, dochodzi do nieprawidłowego rozwoju płodu i ciąża kończy się poronieniem. "
                    dr med. Krystyna Mizan-Gross – specjalista z zakresie endokrynologii i medycyny nuklearnej

                    Urodziłam dziecko wieksze o 20% od tego podanego w wyliczeniu kag, ilośc dodatkowej krwi, wody płodowe, ciężar wiekszej macicy, itd.- podciągając to też o dodatkowe 20% to mam samej ciąży wagę: 16 kilo. I tyle dokladnie w 2 tygodnie po porodzie straciłam. Z pozostałymi kilogramami bujam sie do dziś i jest to efekt, nie obżarstwa tylko rozregulowanej gospodarki hormonalnej.
                    To jest właśnie to, co różni kobiety od mężczyzn: nasz waga zależy mocno od hormonów, których ilości zmieniają sie przez fazy cyklu i właśnie w ciąży ryzykuje sie kompletną katastrofą w gospodarce hormonalnej.
                    Faceci tyją, bo wsuwają za dużo kalorii, u kobiet jest to rzadsza przyczyna otyłości, częstsze są problemy hormonalne.
                    Panowie na tarczyce chorują 5 razy rzadziej i nie mają z natury, takiego czynnika pojawienia sie schorzenia jakim jest ciąża.

                    Znam kobiety, które jedzą za dużo, ale sama jestem przykładem, osoby której nadwaga jest objawem schorzenia i do obżartuchów sie nie dam zakwalifikować, co właśnie Ci naukowo udowodniłam.
                    • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 22.11.10, 20:33
                      > To jest naukowe wyjasnienie moich 30 kilo na plusie w ciąży:

                      Ale ono nie przeczy temu, że tyje się od spożywania zbyt dużej ilości żarcia. Zbyt dużej w stosunku do tego, co się zużywa.

                      > Znam kobiety, które jedzą za dużo, ale sama jestem przykładem, osoby której nad
                      > waga jest objawem schorzenia i do obżartuchów sie nie dam zakwalifikować, co wł
                      > aśnie Ci naukowo udowodniłam.

                      Nic mi nie udowodniłaś. :)
                      • sisi_kecz Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 09:43
                        > To jest naukowe wyjasnienie moich 30 kilo na plusie w ciąży:
                        >
                        > Ale ono nie przeczy temu, że tyje się od spożywania zbyt dużej ilości żarcia. Z
                        > byt dużej w stosunku do tego, co się zużywa.

                        Tutaj akurat nie mam wiedzy, co do tego czy można w ciąży jeść np 600 kalorii dziennie i urodzić zdrowe dziecko. Oprócz nawiedzonych wizją bycia modelką na drugi dzień po porodzie, chyba żadna kobieta nie spróbuje sprawdzić Twojej teorii.

                        Nic mi nie udowodniłaś. :) '

                        Zgadza sie, źle napisałam, nie udowodnilam tym że nie jestem obżartuchem :)
                        Podałam Ci jedynie naukowo badany i uznany fakt, ze przy zaburzeniach produkcji hormonów tarczycy osoby chore tyją pomimo przyjmowania prawidłowej ilości kalorii.
                        Niestety, przy wysokim niedoborze hormonów lekarze nie pozwalają sie odchudzać, musisz jeść wymaganą na Twój wzrost i wiek i styl życia , liczbę kalorii (oczywiście nalezy jeść rzeczy zdrowe, nie słodycze, nie smażone, nie tłuste, itd.). Radykalne ograniczenie kalorii skutkuje zwolnionym metabolizmem i jest to błędne koło. Im bardziej ograniczasz tym więcej sobie organizm z tego zachowuje, sądząc że jakiś czas głodu nastał i musi sobie w tych ciężkich warunkach poradzić.

                        Gdyby odchudzanie osób z zaburzeniami hormonalnymi było tak proste jak Twoja recepta, to grubych kobiet z niedoczynną tarczycą by sie nie spotykało, ale jakoś sie to nie sprawdza.
                        Co opisuje medycyna, bo mi to nie musisz wierzyć.
                        ;)
                        • kutuzow ze skrajności w skrajność 23.11.10, 10:12
                          sisi_kecz napisała:

                          > Tutaj akurat nie mam wiedzy, co do tego czy można w ciąży jeść np 600 kalorii d
                          > ziennie i urodzić zdrowe dziecko. Oprócz nawiedzonych wizją bycia modelką na dr
                          > ugi dzień po porodzie, chyba żadna kobieta nie spróbuje sprawdzić Twojej teorii

                          Sisi - w ciąży nie powinno (chyba nawet nie wolno) się odchudzać! Z drugiej jednak strony nie powinno się wpieprzać ile wlezie. Między tymi dwoma zachowaniami jest jeszcze zalecany środek, czyli jedzenie dokładnie takiej samej dawki kalorii przez pierwszy trymestr i jakies 10-15% wiecej przez drugi. Jak widzisz nie jest to ani odchudzanie, ani wpieprzanie za dwoje.

                          > Gdyby odchudzanie osób z zaburzeniami hormonalnymi było tak proste jak Twoja re
                          > cepta, to grubych kobiet z niedoczynną tarczycą by sie nie spotykało, ale jakoś
                          > sie to nie sprawdza.
                          > Co opisuje medycyna, bo mi to nie musisz wierzyć.
                          > ;)

                          Zawsze gdy pojawia się temat odchudzania, nagle wiele kobiet staje się chorych. Owszem wierze że hormony mogą rozregulować metabolism i może to mieć fatalny wpływ na figurę, nie zakładajmy jednak że każda z otyłych kobiet jest chora. Sama przyznasz że części po prostu się nie chce (nie musi) starać. Dla mnie to troche jak z dyslekcją u dzieci, po co pracować i uczyć skoro można zdobyć papier i jest się rozgrzeszonym.

                          Zeby było jasne -nie namawiam do jakiś drakońskich diet (a już na pewno nie w czasie ciąży, wtedy wystarczy nie odstawiać ćwiczeń), po prostu pisałem że kobiety nie powinny czuć się usprawiedliwione ciążą gdy po 5-6 miesiącach mają sporą nadwagę po niej (po tym okresie nie ma już żadnych przeciwskazań do diety i ruchu).
                          • sisi_kecz Re: ze skrajności w skrajność 23.11.10, 10:30
                            Sisi - w ciąży nie powinno (chyba nawet nie wolno) się odchudzać! '

                            Wiem, że nie wolno, napisałam to z przekąsem, bo santo sugeruje, żeby zmniejszać podaż kalorii do takiego skutku, az sie przestanie tyć.

                            po prostu pisałem że kobie
                            > ty nie powinny czuć się usprawiedliwione ciążą gdy po 5-6 miesiącach mają sporą
                            > nadwagę po niej (po tym okresie nie ma już żadnych przeciwskazań do diety i ru
                            > chu). '

                            Wierz mi, ze dałabym wszystko żeby nie chorować na to gówno- ani od tego ie nie umiera, ani nie widać schorzenia ani nie wolno sie tym "usprawiedliwiać".
                            Ale jest jak jest, wzięłam już poprawke, ze dla mijajacych mnie panow jestem: obżartuchem wpierdalającym w ukryciu pączki ;)

                            Zresztą ja nie ma tak źle, dużo poupychało mi sie w wysokiej sylwetce i nie widać że jest aż tyle na plusie, tylko ten brak talii ;)
                            ale jak stoję na wadze, to sie pytam, dlaczego ona ani drgnie, pomimo, że pączków ani żadnych drozdżowych ciast nie jem, bo nie lubię ;)
                            A lekarz endokrynolog na moje żale mówi tylko: cierpliwości, uregulujemy hormony to efekty przyjdą, tyle że rewelacji nie będzie nigdy. Chyba wyślę tego 'konowała" do Was żeby poczytał specjalistów z forum.

                            :)))
                        • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 16:46
                          > Podałam Ci jedynie naukowo badany i uznany fakt, ze przy zaburzeniach produkcji
                          > hormonów tarczycy osoby chore tyją pomimo przyjmowania prawidłowej ilości kalo
                          > rii.

                          To stwierdzenie jest z gruntu złe, bowiem jeśli ktoś tyje, to przyjmuje ilość kalorii większą, niż prawidłowa (właściwa dla utrzymania wagi).
                          • sisi_kecz Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 18:23
                            osoby chore tyją pomimo przyjmowania prawidłowej ilości
                            > kalorii.
                            >
                            > To stwierdzenie jest z gruntu złe, bowiem jeśli ktoś tyje, to przyjmuje ilość k
                            > alorii większą, niż prawidłowa (właściwa dla utrzymania wagi). '

                            Gdyby Twoje twierdzenie było z gruntu prawdziwe, to zapewne zalecano by osobom z dużą otyłością, aby jadały jedno jabłko dziennie- w ten sposób schudną i to szybko do prawidłowej wagi.
                            Ale jak dla mnie (nie jestem specjalistą, pisze z wiedzy ogólnej) prawidłowa ilość kalorii na dobę, to nie jest to samo co : ilość kalorii na dobę mniejsza niż zużycie energetyczne na dobę.

                            Podszkol sie trochę, bo szkoda czasu na tłumaczenie Ci podstaw dietetyki, skoro porównujesz ludzki organizm do samochodu.
                            Chociaż życzę Ci, aby kiedy postanowisz zawalczyć o swoją własną formę, przyszło Ci to łatwo i bez wysiłku, wyłącznie w efekcie: wkładania mniejszej ilości paliwa, niż dotąd pałaszowałeś.

                            :)
                            • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 19:10
                              > Podszkol sie trochę, bo szkoda czasu na tłumaczenie Ci podstaw dietetyki, skoro
                              > porównujesz ludzki organizm do samochodu.

                              Podstawy dietetyki, choćbym je nie wiem jak dobrze zgłębił, chyba nie podważają podstawowych praw fizyki, prawda?
                              • sisi_kecz Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 21:25
                                > Podstawy dietetyki, choćbym je nie wiem jak dobrze zgłębił, chyba nie podważają
                                > podstawowych praw fizyki, prawda?

                                Nie no prawa fizyki są niepodważalne. Ale nie każdy mechanizm składa sie tylko z praw fizyki.
                                W zdrowej diecie, nie wystarczy tylko ograniczać kalorii- należy przyjmować ich taką ilość jak jest zalecane przez specjalistów i w takiej postaci jak jest zalecane.

                                Jeśli będziesz jadł jedno jabłko dziennie, to prawa fizyki pozwolą Ci przeobrazić sie w szczuplaka, ale nie uchronią przed długofalową awitaminozą, anemią, osteoporozą i innymi skutkami ZŁEj diety.

                                Nie głodzę sie, chociaż może pomogłoby mi to zgubić nadwagę. Wybieram zdrowie i cierpliwie czekam na efekty leczenia hormonalnego.
                                Polecasz komuś nie jeść pączków, a co polecasz tym, którzy nie jedzą żadnych gówien, jedzą zgodnie z tabelą kaloryczną i odżywczą ? Ograniczanie kalorii aż do osiągnięcia efektu spadku wagi- zapytaj jakiegokolwiek fizyka, czy weźmie odpowiedzialność za skutki Twoich porad.

                                Powinien, przecież prawa fizyki są rozwiązaniem KAŻDEGO problemu z za dużą wagą.

                                ;)
                  • kag73 Re: Rany boskie, następny... 22.11.10, 18:00
                    Nie przeczytales skad sie bierze ta dodatkowa masa w ciazy?
                    Sugerujesz, ze kobiety, zwlaszcza te w ciazy, powinny zrezygnowac z jedzenia, czy o co Ci tak wlasciwie chodzi?
                    Widziales moze ludzi, ktorzy nie jedza i zyja?
                    • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 22.11.10, 20:35
                      > Nie przeczytales skad sie bierze ta dodatkowa masa w ciazy?

                      No z tego, co się pochłania w formie pokarmu.

                      > Sugerujesz, ze kobiety, zwlaszcza te w ciazy, powinny zrezygnowac z jedzenia, c
                      > zy o co Ci tak wlasciwie chodzi?

                      Tak właściwie to chodzi o to, żeby babeczki nie zapominały o tym, że ciąża nie jest usprawiedliwieniem dla zapuszczenia się po porodzie.
                  • gladys_g Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 11:25
                    Moja dodatkowa masa w ciąży - równiutkie 9kg - powstała z jedzenia połowę mniej, niż przed ciążą.
                    Czary jakieś?
                    • santo_inc Re: Rany boskie, następny... 23.11.10, 16:48
                      > Moja dodatkowa masa w ciąży - równiutkie 9kg - powstała z jedzenia połowę mniej
                      > , niż przed ciążą.
                      > Czary jakieś?

                      Tak, Twój organizm zaczął efektywniej pochłaniać te kalorie z pożywienia.

                      To tak jak z samochodem, który po regulacji silnika, wymianie oleju w skrzyni i dopompowaniu opon pali mniej paliwa na tym samym dystansie.
              • kag73 specjalnie dla santo_inc, zeby sie troche douczyl 21.11.10, 22:17
                Dal informacji bezpojeciowych panow, zestawienie ile SREDNIO przytyje sie w ciazy bez wzgledu na to co i ile sie je. Zestawienie, srednie dane:
                • dziecko 3300 g,
                • w ciazy warstwa miesni macicy sie zwieksza i macica wazy wiecej o sredno 900 gram,
                • placenta(lozysko) 600 g,
                • piersi okolo 400 g wiecej,
                • wiecej krwi o 1.200 g,
                • dodatkowa woda w organizmie okolo 2.600 g,
                • rezerwy tluszczeu okolo 2.500 g, ktore zapewniaja dodatkowa energie potrzebna do karmienia piersia.

                Co oznacza okolo 11 kilogramow wiecej na koncu ciazy. Srednio, bo kazda kobieta jest inna, ma inny wzrost i wage. Tendencyjnie im szczuplejsza kobieta tym wiecej przytyje w ciazy, bo potrzebuje wiecej rezerw tluszczu, ktore grubsze kobiety juz maja. Wedlug tabelek kobieta z niedowaga powinna postarac sie przytyc nawet do 18 kilogramow. Podczas kiedy kobieta z duza nadwaga nie powinna przekroczyc 6 kilo a ta z waga prawidlowa sprobowac przytyc 12 kilo.

              • m00nlight Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 18:04

                Bo mam wrażenie że to jakiś analfabetyzm funkcjonalny.

                Na dietach, żywieniu itp znam się jak mało kto. I naprawde, czasem jak się czyta głupoty które ludzie wypisują to opadają ręce.

                Tłumaczę Ci jak krowie na miedzy, widać muszę powtórzyc dużymi literami:

                W CIĄŻY ORGANIZM PRZESTAWIA SIĘ NA OSZCZĘDZANIE, MAGAZYNOWANIE I EFEKTYWNIEJ WYKRZYSTUJE SKŁADNIKI ODŻYWCZE Z POŻYWIENIA. Ergo, jesz tyle samo, i to samo, ruszasz się tyle samo (o ile nie dostajesz zadyszki- ja z końską kondycją na początku ciąży mialam problemy z wejściem na drugie piętro :/) a TYJESZ!!!. Normalnie czlowiek nie trawi posilkow w 100%, tylko powiedzmy, w 60. Część jest niespożytkowana i wydalona (tak! to jest właśnie kupa!). W określonych przypadkach, jak ciąża, czy drastyczna dlugotrwala dieta, organizm zwalnia metabolizm, trawi wolniej, efektywniej, mniej 'marnuje' i z tego samego pożywienia wykorzystuje (i magazynuje) powiedzmy, 80%. Czy widzisz różnicę? Czaisz?

                Dalej nie?

                Ok, weźmy matematycznie. Normalna sytuacja. Zeżerasz 2000 kcal (średnie zapotrzebowanie kaloryczne doroslego czlowieka na dobe). Organizm wykorzystuje 1200 kcal (bo 40% zostaje niestrawiona i zamienia się w kupkę). Na trawienie, funkcjonowanie ogolne i powiedzmy jakiś lekki sport wykorzystujesz 1200 kcal, wychodzisz na ZERO- nie tyjesz, nie chudniesz, trzymasz stałą wagę. Zachodzisz w ciążę, nie obżerasz się, ale troche stopujesz ze sportem (w ciąży wysilek trzeba przerwac po wystąpieniu pierwszych oznak zmęczenia). Dalej jesz 2000 kcal, ale tym razem wykorzystujesz 80%. Czyli zostaje 1600, spalasz 1200. Jesteś 4000 kcal na plusie codziennie. Żeby przytyc 1 kg tłuszczu trzeba zamagazynowac ok 7-8 tys kcal- prostym rachunkiem- jedząc tyle co zawsze, zachowując aktywność TYJESZ 1 kg samego tłuszczu (!!!) co 20 dni. W ciąży ok 10 kg stanowi dziecko 'z osprzętem) To się tyje niezależnie, tak czy srak, no ale pozniej gubi więc tym się nie zajmujemy. Mowimy tylko o tłuszczu. Więc minimalnie- w czasie 280 dni ciąży TYJE się 14 KG samego tłuszczu (zachowując dietę i aktywność!!!) + wspomniane 10 kg 'urzędowe'- 24 kg w czasie 9 miesięcy.

                Teraz dotarło?

                Bo jak nie to ja dalej nie tłumaczę, bo i tak nie trafi.
                • kag73 Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 20:03
                  Nie no, m00n, 24 kg przytyc w ciazy nie trzeba i nie jest to norma. Zazwyczaj na poczatku tyje sie najwiecej, potem sie to troche "uspokaja" i tyje sie mniej.
                • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 20:40
                  > W CIĄŻY ORGANIZM PRZESTAWIA SIĘ NA OSZCZĘDZANIE, MAGAZYNOWANIE I EFEKTYWNIEJ WY
                  > KRZYSTUJE SKŁADNIKI ODŻYWCZE Z POŻYWIENIA. Ergo, jesz tyle samo, i to samo, rus
                  > zasz się tyle samo (o ile nie dostajesz zadyszki- ja z końską kondycją na począ
                  > tku ciąży mialam problemy z wejściem na drugie piętro :/) a TYJESZ!!!. Normalni
                  > e czlowiek nie trawi posilkow w 100%, tylko powiedzmy, w 60. Część jest niespoż
                  > ytkowana i wydalona (tak! to jest właśnie kupa!). W określonych przypadkach, ja
                  > k ciąża, czy drastyczna dlugotrwala dieta, organizm zwalnia metabolizm, trawi w
                  > olniej, efektywniej, mniej 'marnuje' i z tego samego pożywienia wykorzystuje (i
                  > magazynuje) powiedzmy, 80%. Czy widzisz różnicę? Czaisz?

                  Ależ widzę.

                  Organizm nagle zaczyna pochłaniać z pokarmu więcej kalorii i substancji odżywczych, niż normalnie.

                  Zwiększa się więc ilość dostarczanej do niego energii. Ilość wydatkowanej stoi na tym samym poziomie. Czy mam tłumaczyć dalej, co z tego wynika?

                  > Teraz dotarło?
                  >
                  > Bo jak nie to ja dalej nie tłumaczę, bo i tak nie trafi.

                  Ale co miało dotrzeć? Że w czasie ciąży organizm efektywniej trawi żarcie? A to sądzisz, że ja z takich rzeczy nie zdaję sobie sprawę?

                  I czego to ma niby dowodzić? Że kobiety mają sobie odpuszczać w ciąży i po niej?
                  • triss_merigold6 Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 21:04
                    To znaczy, że je tyle samo co zwykle i tyje.

                    Jak możesz się nie znać skoro masz dziecko, nie rozumiem? Nie zarejestrowałeś tego okresu kiedy ślubna w ciąży była, czy co?
                    • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 21:54
                      > To znaczy, że je tyle samo co zwykle i tyje.
                      >
                      > Jak możesz się nie znać skoro masz dziecko, nie rozumiem? Nie zarejestrowałeś t
                      > ego okresu kiedy ślubna w ciąży była, czy co?

                      No i o czym to wszystko świadczy? O tym, że się tyje z powietrza? Raczej nie...

                      Jeśli byłaby to kobieta "bez ciąży", to co powinna zrobić? Powinna zobaczyć, że nagle zaczęła tyć, jedząc tyle samo i odpowiednio zareagować - jedząc mniej lub więcej energii zużywając.

                      Jeśli jest to kobieta w ciąży, niech rozsądnie tyje. Jeśli nie chce walczyć z zachciankami, niech sobie folguje. Tylko niech nie bierze za nowe motto życiowe "w ciąży jestem, wolno mi wpieprzać do oporu" i pamięta o tym, że co wpieprzy będąc w ciąży, będzie musiała zrzucić po niej.
                  • m00nlight Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 22:08

                    To obala Twoją teorię że kobiety w ciąży tyją od 'popuszczania sobie' i obżerania się ponad miarę.

                    Właśnie Ci udowodniłam w jaki sposob można przytyc dużo więcej niż jest zalecane nie jedząc ani grama więcej niż dotychczas.

                    Powiedz mi, skąd kobieta ma WIEDZIEĆ ile powinna jeść, jak zmodyfikowac jadłospis żeby nie przytyc? Nie ma możliwosci tego określenia, tyje się i koniec. Jeszcze przeczyta taka w 'mondrej' książce że musi jesc 500 kcal więcej i dramat gotowy.

                    Większość kobiet BOI się przytyć w ciąży, i KAŻDA chcialaby przytyc przepisowe 12 kg ktorych pozbędzie sie 3 tyg po porodzie. Ale niestety, tak to nie dziala, a często nawet rozsądek nie pomaga trzymać się w wadze...

                    Ja żeby nie tyć lawinowo musialam kalorie OGRANICZYĆ, a każdy organizm jest inny. Tycie w ciąży nie zawsze jest efektem 'zapuszczania się'! powiem więcej: zazwyczaj nie jest...
                    • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 22:23
                      > To obala Twoją teorię że kobiety w ciąży tyją od 'popuszczania sobie' i obżeran
                      > ia się ponad miarę.

                      Moja teoria jest taka - tyje się od jedzenia więcej, niż organizm zużywa.

                      > Powiedz mi, skąd kobieta ma WIEDZIEĆ ile powinna jeść, jak zmodyfikowac jadłosp
                      > is żeby nie przytyc?

                      A kto powiedział, że ona to musi wiedzieć? Niech idzie do specjalisty, jeśli nie wie. Ważne, żeby to w porę zauważyła.
                      • mujer_bonita Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 22:26
                        santo_inc napisał:
                        > A kto powiedział, że ona to musi wiedzieć? Niech idzie do specjalisty, jeśli ni
                        > e wie. Ważne, żeby to w porę zauważyła.

                        Kobieta przez całą ciążę jest pod STAŁĄ opieką specjalisty.
                        • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 23:00
                          > Kobieta przez całą ciążę jest pod STAŁĄ opieką specjalisty.

                          Zależy która. :) Nie bez przyczyny mówiło się o wypłacie becikowego na podstawie zaświadczenia od lekarza.

                          A ja poza tym miałem na myśli nie tylko babeczki w ciąży, ale wszystkie. :)
                      • kag73 Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 22:29
                        "Moja teoria jest taka - tyje się od jedzenia więcej, niż organizm zużywa. "

                        Owszem, ale nie w ciazy. Bo tutaj chodzi o to, ze kobieta dzieciaka w brzuchu nosi, jej organizm ulega zmianie, te dodatkowe kilogramy nie sa od tak sobie, sa potrzebne.

                        • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 23:02
                          > "Moja teoria jest taka - tyje się od jedzenia więcej, niż organizm zużywa. "
                          >
                          > Owszem, ale nie w ciazy. Bo tutaj chodzi o to, ze kobieta dzieciaka w brzuchu n
                          > osi, jej organizm ulega zmianie, te dodatkowe kilogramy nie sa od tak sobie, sa
                          > potrzebne.

                          To już się zaczyna robić nudne. W ciąży jest dokładnie tak samo, tylko że zamiana jedzenia na energię i przyrost tkanki jest bardziej efektywna. Ogólnej zasady wyrażonej w zacytowanym przez Ciebie fragmencie to nie zmienia. Tak jest ZAWSZE.
                          • kag73 Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 22.11.10, 23:23
                            Albo Ty jestes rzeczywiscie taki niekumaty, albo po prostu chcesz prowokowac. Idz kiedys sam do specjalisty GINEKOLOGA to sie moze czegos dowiesz i nie bedziesz jak katarynka pierdolil glupot.
                            • santo_inc Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 23.11.10, 16:51
                              > Albo Ty jestes rzeczywiscie taki niekumaty, albo po prostu chcesz prowokowac. I
                              > dz kiedys sam do specjalisty GINEKOLOGA to sie moze czegos dowiesz i nie bedzie
                              > sz jak katarynka pierdolil glupot.

                              To, że czegoś nie potrafisz pojąć, nie oznacza automatycznie, że ja pierdolę głupoty.

                              Tycie / utrzymanie wagi / chudnięcie zależy od bilansu energetycznego organizmu. Od tego, ile organizm pochłania energii (ale nie w postaci pączków włożonych do paszczy, tylko pączków przetrawionych na nośniki energii i wchłoniętych do krwiobiegu) i ile tej energii zużywa.
                              Jeśli nagle zaczyna te pączki efektywniej przetwarzać na energię (mniej tych nośników energii marnuje i wydala drugim otworem), to przy tej samej dziennej porcji pączków będzie tył.
                              I jeśli taka sytuacja ma miejsce, to oznacza, że dla utrzymania tej samej wagi trzeba zmniejszyć ilość wkładanych do paszczy pączków.

                              Jak można tego nie rozumieć?
                              • zakletawmarmur My na prawdę nie robimy tego na złość mężą! 23.11.10, 17:35

                                Problem się zaczyna, gdy kobieta lubi jeść. Bo wyobraźcie sobie panowie, że jedzenie nie tylko dostarcza energii ale to też zajebista przyjemność. Są w życiu chwile, gdy człowiek potrzebuje dostarczyć sobie tej przyjemności bardziej niż zwykle.

                                W ciąży trzeba dużo zmienić. Nie można pić alkoholu, uprawiać zbyt intensywnych sportów (mnie gin zabronił biegać, choć ciąży wcale nie miałam zagrożonej), wiele kobiet postanawia rzucić palenie (to też oznacza zmiany w metabolizmie i większą chęć podjadania), nie można pospalać tłuszczu w disco. Tak naprawdę trzeba zrezygnować z wielu przyjemności... A jeśli jeszcze ciąża jest zagrożona to już w ogóle musi być koszmar...

                                I zwyczajnie w świecie brakuje energii... Ja potrzebowałam nieraz 14h/d snu, gdzie wcześniej potrafiłam spać po 2-3 h i jakoś w miarę fajnie funkcjonować.

                                Nawet ta kobieta, której zależy na wyglądzie może przytyć. Nie dlatego, że ma to w dupie ale dlatego, że jest ciężko.

                                Jeśli jest zdrowa to po porodzie dojdzie do siebie. No chyba, że ma problemy zdrowotne- poporodowa depresja, zapalenie tarczycy. Nikt takich badań nie prowadzi ile kobiet na to choruje. Zanim się kogoś oskarży o lenistwo warto sprawdzić czy to nie jest faktycznie sprawa choroby...

                                Wybaczcie, ale twierdzenie, że kobieta od razu po porodzie powinna wyglądać tak jak przed porównałabym to oczekiwań, że mąż weźmie kredyt na dom i od razu będzie miał tyle kasy na wydatki jak przed kredytem. Oczekiwanie od kobiety, że w trudnych pod względem utrzymania wagi chwilach, nic nie przytyje porównywałabym do oczekiwań, że firma produkująca słomkowe kapelusze przez cały rok będzie zarabiać taką samą kasę.
                                Jeśli dla kogoś jest to priorytet (co rozumiem) to powinien szukać kobiety z skłonnościami do niedowagi.
                                • santo_inc Re: My na prawdę nie robimy tego na złość mężą! 23.11.10, 18:14
                                  > Wybaczcie, ale twierdzenie, że kobieta od razu po porodzie powinna wyglądać tak
                                  > jak przed porównałabym to oczekiwań, że mąż weźmie kredyt na dom i od razu będ
                                  > zie miał tyle kasy na wydatki jak przed kredytem.

                                  1) Sformułowałem nieco inne oczekiwania, ale to nieistotne, jak widać.
                                  2) Jest to jak najbardziej możliwe i banalnie proste.
                                  • zakletawmarmur Re: My na prawdę nie robimy tego na złość mężą! 23.11.10, 20:19
                                    > 2) Jest to jak najbardziej możliwe i banalnie proste.

                                    Oczywiście że jest możliwe urodzenie dziecka i wygląd supermodelki miesiąc po!
                                    Tak samo jak i jest możliwe, żeby facet zarabiał tyle co Bill Gates:-)
                              • kag73 Re: Człowieku czy TY w ogole CZYTASZ? 23.11.10, 18:16
                                "I jeśli taka sytuacja ma miejsce, to oznacza, że dla utrzymania tej samej wagi trzeba zmniejszyć ilość wkładanych do paszczy pączków."

                                Z ta roznica, ze w ciazy nie nalezy zmiejszac ilosci jedzenia, bo ta energia jest potrzebna kobiecie i dziecku. W ciazy nie chodzi o utrzymanie wagi i podobanie sie santo_inc, tylko o zapewnienie plodowi wlasciwego rozwoju umyslowego i fizycznego i o zdrowie kobiety. Co nie oznacza, ze trzeba jesc za dwoch, ale dla dwoch, wartosciowe rzeczy. Od czwartego miesiaca zwieksza sie dzienne zapotrzebowanie energii .
                                Dodam jeszcze, ze w ciazy nagle "wlacza" sie cale mnostwo hormonow, ktore przygotowuja organizm kobiety na donoszenie ciazy i poradzenie sobie z karmieniem piersia po porodzie. Zminia sie metabolizm, oraganizm gromadzi rezerwy tluszczu potrzebne na pozniej.
                                Ciaza jest stanem odmiennym, chociazby dlatego, ze w stanie "normalnym" tych hormonow w organizmie kobiety nie ma. Dlatego nawet jezeli kobieta je tyle samo co przed ciaza, przybiera na wadze, bo, o czym juz pisalam, ma wiecej krwi, placente, ciezsza macice, wody plodowe i nie tylko. W dalszym etapie ciazy ma wieksze zapotrzebowanie energetyczne, bo i dziecko wieksze potrzebuje wiecej.

    • mujer_bonita Gdzie te otyłe? 21.11.10, 21:23
      Byłam dziś na długim spacerze w mieście i kilku centrach handlowych. Niedziela 'dzień święty zakupów'. Specjalnie zwracałam uwagę na kobiety z małymi dziećmi, wózkami itp. W zasadzie ciężko je było pominąć, pociechy robiły zamęt jakich mało ;)

      Nie widziałam ANI JEDNEJ OTYŁEJ.

      Z ciekawości przejrzałam wszystkie dzieciate koleżanki na naszej-klasie (temat zamieszczania zdjęć dzieci na pominę) - otyłych sztuk 1 - jeszcze z czasów liceum :)

      Zmusiłam TŻ-ta do przeglądu wszystkich swoich dzieciatych koleżanek pod względem otyłości. Zalazł jedną grubą żonę kolegi, która twierdzi, że przed ciążą była szczupła ale TŻ stwierdził 'jakoś w to nie wierzę' ;)

      Kurcze - gdzie te otyłe???
      • santo_inc Re: Gdzie te otyłe? 21.11.10, 21:49
        > Byłam dziś na długim spacerze w mieście i kilku centrach handlowych. Niedziela
        > 'dzień święty zakupów'. Specjalnie zwracałam uwagę na kobiety z małymi dziećmi,
        > wózkami itp. W zasadzie ciężko je było pominąć, pociechy robiły zamęt jakich m
        > ało ;)
        >
        > Nie widziałam ANI JEDNEJ OTYŁEJ.

        Bo siedzą w domu. Ty nie masz nawet pojęcia jaki to wysiłek dla otyłych ruszyć dupsko z domu do sklepu, a co dopiero do centrum handlowego. Zresztą centrum handlowe, z definicji świątynia próżności szczupłych, nie jest dobrym miejscem do szukania spaślaków.
        • mujer_bonita Re: Gdzie te otyłe? 21.11.10, 22:03
          santo_inc napisał:
          > Bo siedzą w domu.

          Piszesz o swojej żonie? ;)
          • songo3000 Re: Gdzie te otyłe? 22.11.10, 10:53
            Pojedź kiedyś w tygodniu, zobaczysz różnicę. Ponieważ w weekend z powodu tłoku mi też się nie chce dupska ruszać (a w tygodniu mam czas) mam porównanie. W szczególności warto zwrócić uwagę kto (oprócz bachorowa) okupuje wszelkie 'galeriane' ciastkarnie, lodziarnie i inne takie :)
            • mujer_bonita Re: Gdzie te otyłe? 22.11.10, 11:15
              songo3000 napisał:
              > Pojedź kiedyś w tygodniu, zobaczysz różnicę. Ponieważ w weekend z powodu tłoku
              > mi też się nie chce dupska ruszać (a w tygodniu mam czas) mam porównanie. W szc
              > zególności warto zwrócić uwagę kto (oprócz bachorowa) okupuje wszelkie 'galeria
              > ne' ciastkarnie, lodziarnie i inne takie :)

              Zwykle bywam w tygodniu - w weekendy tylko w przypadku wyższej konieczności i bardzo niechętnie ;) Też tych tłumów otyłych matek z dziećmi nie widzę a cukiernię zwykle odwiedzam JA (te owsiane ciasteczka od Sowy - mniam!) :D
              • songo3000 Re: Gdzie te otyłe? 22.11.10, 13:43
                > te owsiane ciasteczka od Sowy - mniam!) :D
                Nie tykam tego świństwa - podobno od nich cycki rosną ;PPP

                Jak będzie mi się w lato nudzić to zrobię małą statystykę w pobliskim parku. Jak jest ciepło to prawie same mamuśki tam się kręcą więc lepszy to obszar dla 'eksperymentu', hehe.
                • triss_merigold6 Dziwna fascynacja 22.11.10, 14:43
                  Obserwuję m.in. u Ciebie i Kutuzowa - zadeklarowanych bezdzietnych, dziwną fascynację kobietami w ciąży, połogu, z małymi dziećmi i dziećmi w ogóle. Poważnie JEST DZIWNA.
                  Wielokrotnie rozmawiałam ze znajomymi o naszym niegdysiejszym stosunku do dzieci i generalnie ludzi będących rodzicami i wychodziło na to, że ciężarne, wózki, kobiety z niemowlakami etc. były dla nas przezroczyste. Niezauważalne jakoś szczególnie na ulicy, w sklepie, w parku. Jak byłam bezdzietna to mi latało totalnie jak wyglądają konkretne kobiety w ciąży czy po ciąży, nie był to jakoś szczególnie poruszany temat w towarzystwie.
                  • songo3000 Re: Dziwna fascynacja 22.11.10, 19:23
                    Oh Triss... ciążowy skarbeńku :))) To, że Ty i inne forumowe koleżanki w ciąży wzbudzacie moją fascynację to chyba oczywiste. Tyle, że zaciążyłaś chyba z innych powodów niż wzbudzenie mojego zainteresowania :P

                    Co do reszty ciężarnych i połogowych to mam malutką prośbę o wskazanie mi jakiejś mojej wypowiedzi świadczącej o zafascynowaniu tematem (lub całej paczki skoroś taka pewna, hehe). Bo temat grubych matek-polek wypływa raczej naturalnie z moich całkiem jawnych preferencji seksualnych, czyż nie?
                  • m00nlight Re: Dziwna fascynacja 22.11.10, 19:32

                    Hehe. A ja jak jeszcze byłam 'zdeklarowaną bedzietną' widząc bakę z brzuchem albo wózkiem WSPÓŁCZUŁAM szczerze :) Teraz współczuję tylko tym z rozwrzeszczanymi bachorami robiącymi cyrk.

                    Ale fakt, odkąd jestem w ciąży to nagle jakoś same babki w ciąży widzę, jakby się nagle rozmnożyły :) I to w potencjalnie normalnych miejscach.

                    BTW o ile dobrze pamiętam to Songo dzieciaty ;)
                    • songo3000 Re: Dziwna fascynacja 22.11.10, 21:55
                      > BTW o ile dobrze pamiętam to Songo dzieciaty ;)
                      Na pewno źle pamiętasz, nic mi o tym nie wiadomo :) i w ogóle to nie byłem ja :P

                      Rany, ależ Ci się udało odwinąć za te ostanie podszczypywania. Zawału mało nie dostałem... :/
                      • m00nlight Re: Dziwna fascynacja 23.11.10, 20:13

                        W takim razie sorry, musialo mi się pomylić ;)

                        W każdym razie niezamierzone to było.
                • mujer_bonita Re: Gdzie te otyłe? 22.11.10, 14:46
                  songo3000 napisał:
                  > Nie tykam tego świństwa - podobno od nich cycki rosną ;PPP

                  Taaaak? To następnym razem będzie podwójna porcja!
    • claudel6 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 30.11.10, 01:18
      dopiero teraz zajrzałam do tego wątku, a bardzo jest dla mnie na czasie :)

      dla mnie przesłanie tamtego listu jest takie, ze dorastanie do rodzicielstwa to nie tylko gotowość na przyjęcie dziecka, ale również zaakceptowanie faktu - i przez kobietę, i przez mężczyznę - ze ciało kobiety po ciąży sie zmieni. czasem nieodwracalnie.
      ja np. dorastałam z trudem do tego - miałam obsesję zmian ciązowych i pociązowych swojego ciała, a mój partner (co tu mówic, kochany chłop) - dorósł szybciej - zmiany uważal za naturalne i nie wpłynęly one na temperaturę naszych zbliżeń (uprawialiśmy seks przez całą ciążę).
      A to zdanie:
      "A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia?"

      jest bardzo ważne.

      Mam takiego przyjaciela od serca, który jak przyjechał i pierwszy raz zobaczył moją córkę - miała moze 2 tygodnie - to stanął nad łóżeczkiem... i sie popłakał. że coś takiego wyszło ze mnie. Popłakał się (facet!) nad cudem życia.
      Dla tego typu facetów - ten brzuch, który pozostał po ciąży, jest pamiątką po tym cudzie, a nie przeszkodą w osiągnięciu erekcji.
      Ale oni istnieją, tacy faceci :)

      mój przypadek: przytyłam przepisowe 8 kg w ciąży, został mi moze z 1-1,5 kg, brak rozstępów. dbałam o siebie przez całą ciążę - nosiłam ładne sukienki, malowałam się, chodziłam na obcasach (bo lubię!). Ale gdyby się okazało, ze musze przytyć dużo więcej, bo hormony itd...chcialabym, zeby mój facet widział we mnie 1. swoją ukochaną, 2. matkę jego ukochanego dziecka, a nie 3. dodatkowe kilogramy.
      A chciałabym chudnąć przede wszystkim dla siebie, a nie ze strachu, że mnie rzuci.
      • m00nlight Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 30.11.10, 12:01

        Fajnie napisane, gratuluję męża :)
        • claudel6 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 30.11.10, 14:13
          nie formalnie mąż, ale reszta się zgadza :)
          • gladys_g Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 01.12.10, 11:53
            Claudel, czy Ty jesteś mną a ja mam amnezję forumową i nie pamiętam, że taki login założyłam?
            • claudel6 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 01.12.10, 14:53
              heh no, to ja równiez musiałabym mieć amnezję :)
              • efi-efi Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 08.12.10, 15:40
                mujer_bonita:
                >>owsiane ciasteczka od Sowy

                - co to jest, brzmi pysznie? :)
                proszę mi przysłać kilka na moje zadupie na końcu świata..
    • asojka31 Re: A propos atrakcyjności Matki Polki 06.01.11, 20:23
      do m00nlight
      Wszyscy są na swój sposób atrakcyjni:)
      mojezdrowepodejscie.blogspot.com/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka