m00nlight
17.11.10, 09:44
Znalazłam tu ( www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7581613,Jak_naprawde_wyglada_kobieta_po_urodzeniu_dziecka_.html )taką wypowiedź:
"Czy miernikiem mojej atrakcyjności musi być wzwód jakiegoś obcego pana?
Dziękuję za ukazanie rzeczywistości, która niby jest ukryta, a towarzyszy nam na co dzień. Zdjęcia w artykule są piękne, bo naturalne. Takie jesteśmy i tak wyglądamy, my kobiety, po porodach. Grubsze, chudsze, pofałdowane, zasuszone, lekko obwisłe. Zastanawiam się nad wypowiedziami dziewczyn, które zwracają uwagę na fakt, że w ciąży i jako matki nie stanowią już obiektu seksualnego dla mężczyzn i pytam się siebie, czy to źle? Czy ja jako trzydziestodwulatka, matka trojki dzieci, żona naprawdę musze podobać się wszystkim mężczyznom, których napotykam codziennie na swej drodze? Czy miernikiem mojej atrakcyjności jako człowieka naprawdę musi być hipotetyczny wzwód jakiegoś obcego pana i myśli co by mi zrobił, jakby mnie złapał?
Czy my kobiety musimy same sprowadzać się same tylko do obiektów seksualnych? A jeśli na naszej drodze życia przydarzy się nam "coś" w stylu dziecka i jego nieznośnej tendencji do osiągania prawie 4 kg w naszym płaskim brzuchu, to przez resztę życia będziemy "naprawiać" skutki jego zaistnienia? Naprawdę nie mamy nic więcej do zaoferowania swym partnerom poza częstszym lub rzadszym rozchyleniem ud? Gdzie jest miejsce na rozmowę, na czułość, na ten ulotny i jedyny w swoim rodzaju miłosnej wyrozumiałości dla niedoskonałości tego jedynego lub jedynej? Może zamiast oglądać się krytycznie w lustrze i w oczach zupełnie obcych nam osób skupić się bardziej na tej nowo powstałej "komórce społecznej"? Dlaczego wkładamy w słowa i głowy mężczyzn swoje myśli i bzdurne, wyssane z palca kompleksy, które serwują nam tonami kolorowe gazetki dla plastikowych księżniczek - prostytutek, o których pisała już kiedyś pani Szczepkowska? Czemu traktujemy mężczyzn wyłącznie jako proste w obsłudze przedmioty do spełnienia brudnych bądź nielubianych czynności domowych i zarabiania? Czy dajemy szansę chłopakowi, który jest naszym mężem do stania się ojcem, tatą? Jest miejsce na pytania jak on czuje się w nowej roli? Może wręczony pas gumowy do ściskania brzucha to nieporadny sposób na podbudowanie naszego podupadłego ego i czysto męska, konkretna forma pomocy? Dlaczego, jak mawia mądry bohater pewnej kreskówki - nie chcemy dorosnąć i zgodnie z biegiem czasu stawać się zadbanymi ale naturalnymi żonami, mamusiami, babciami? Jak nauczyć dziecko empatii i czytania emocji z twarzy matki napiętej jak struna jadem kiełbasianym? Jak nie wprowadzać w zakłopotanie nastoletniej córki poszukującej rozpaczliwie swej tożsamości i wzoru do naśladowania mając twarz nieskalaną myślą i ciało odziane w ten sam rodzaj ciuchów kupowanych w sklepach dla dzieci? Żadnej zmarszczki, bodaj piega po romantycznych nadmorskich, namiotowych, słonecznych wakacjach w dajmy na to w 1974 roku? Komu uśmiechnięty od ucha do ucha wnuczek powie: Jesteś babciu śliczna jak jabłuszko, taka mięciutka i pomarszczona ? Czy do kogoś po liftingach wypada i czy można powiedzieć słodko: babuniu? Anna H-W"
I tak sobie myślę (po ostatniej dyskusji na temat 'zaniedbanych mamusiek') że spokojnie mogę się pod tym podpisać :P
Co myślicie?