Dodaj do ulubionych

Technika a kobiecy orgazm

24.03.14, 17:50
"Lekceważone, niekiedy ośmieszane lub pornografizowane kwestie techniczne mają znaczenie. Potwierdzają to badania, ponieważ okazuje się, że dla przeżywania samego orgazmu większe znaczenie ma rodzaj i czas stymulowania pochwy niż same pieszczoty."

Z wywiadu z Alicją Długołęcką, cały wywiad:

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14944583,Orgazm__Trzecia_brama.html
Obserwuj wątek
    • zawle Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 00:14
      Oznacza to, że orgazm nie jest ani celem, ani warunkiem udanego życia seksualnego u kobiet. Najważniejsza jest satysfakcja, poczucie zadowolenia. Największym problemem jest to, że zamiast odczuwać satysfakcję, dążymy do orgazmu i w efekcie nie koncentrujemy się na tym, co naprawdę sprawia nam przyjemność. Zamiast rozkoszować się cielesną bliskością w niezliczonych wariantach, nastawiamy się na uzyskanie czegoś konkretnego. Tylko po co? Orgazm nie może być celem samym w sobie, bo gdy się nim staje, to im bardziej się staramy do niego dojść, tym bardziej się od niego oddalamy. Często trudności w przeżywaniu orgazmu uniemożliwia choroba, na którą cierpimy jako współczesne zorganizowane i samodzielne kobiety. Ta choroba nazywa się kontrola.
      • urquhart Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 08:37
        zawle napisała:

        > Oznacza to, że orgazm nie jest ani celem, ani warunkiem udanego życia seksualne
        > go u kobiet. Najważniejsza jest satysfakcja, poczucie zadowolenia. Największym
        > problemem jest to, że zamiast odczuwać satysfakcję, dążymy do orgazmu i w efekc
        > ie nie koncentrujemy się na tym, co naprawdę sprawia nam przyjemność. Zamiast r
        > ozkoszować się cielesną bliskością w niezliczonych wariantach, nastawiamy się n
        > a uzyskanie czegoś konkretnego. Tylko po co? Orgazm nie może być celem samym w
        > sobie, bo gdy się nim staje, to im bardziej się staramy do niego dojść, tym bar
        > dziej się od niego oddalamy. Często trudności w przeżywaniu orgazmu uniemożliwi
        > a choroba, na którą cierpimy jako współczesne zorganizowane i samodzielne kobie
        > ty. Ta choroba nazywa się kontrola.

        Może to proste dla kogoś kto nie ma trudności z podnieceniem i orgazmem ale tu zgadzam się z Zawle że nie kwestionując że orgazm jest ważny, to co prowadzi do niego dla mnie ważniejsze. Może to inne pragmatycznie podejście a często jak okoliczności są ekscytujące odwlekam go w nieskończoność , koncentrując się na przyziemności akcji i ona jest ważniejsza i ją potem długo pamiętam, a po orgazmie staje się potwornie senny i wiem że to będzie koniec.
        • zyg_zyg_zyg Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 09:49
          > ale tu zgadzam się z Zawle

          Raczej z Alicją...
        • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 13:23
          Zgadzam się w pełni - już to kiedyś pisałem IMO dobry seks jest czymś o wiele lepszym niż orgazm. Mam w głowie wspomnienia wielu dobrych 'razów' których pewnie nie zapomnę i raczej nie pamiętam orgazmów - co tu pamiętać? Rozumiem, że seks zbyt często bez orgazmu będzie frustrujący, ale to sam seks stanowi wartość jak dla mnie, to sam seks jest sesją bliskości, obnażonych emocji, pasji itd. Gdyby sam orgazm był naczelną wartością - masturbacja byłaby bezkonkurencyjna. Rozumiem, jednak że powyżej jest mowa bardziej o odczuciach z punktu widzenia kobiet :P
        • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 14:12
          urquhart napisał:

          > Może to proste dla kogoś kto nie ma trudności z podnieceniem i orgazmem ale tu
          > zgadzam się z Zawle że nie kwestionując że orgazm jest ważny, to co prowadzi do
          > niego dla mnie ważniejsze.

          I tu jest pies pogrzebany - bo tak jak do orgazmu męskiego podczas stosunku prowadzi właściwa stymulacja penisa, tak do orgazmu kobiecego podczas orgazmu prowadzi właściwa stymulacja pochwy. I tylko właściwa stymulacja pochwy jest tym co prowadzi do orgazmu przy stosunku - i to ona jest najważniejsza. Więc skupianie się na "innych rzeczach" trochę nie ma sensu...

          Jeszcze inaczej: kobieta nawet podniecona i gotowa do orgazmu nie przeżyje orgazmu z partnerem jeśli nie dostanie od niego właściwej stymulacji.

          Natomiast kwestia znaczenia samego orgazmu: dla wielu kobiet nie jest on warunkiem ogólnego odczucia satysfakcji z seksu (najczęściej dlatego, że napięcie seksualne rozładowują sobie same, więc orgazm z partnerem nie jest im potrzebny, żeby seks z nim uważały za udany). Poza tym płytki orgazm także nie daje uczucia zaspokojenia seksualnego.

          A to co pisze Pani Długołęcka o szukaniu orgazmu na siłę - ma rację, gdy kobieta w seksie partnerskim skupi się na szukaniu orgazmu, to najczęściej od siebie ten orgazm oddali. Ale nieprawdą jest - jak sądzi wiele kobiet - że jeśli pozwoli sobie po prostu cieszyć się seksem, to ten orgazm z partnerem sam przyjdzie. To jest kwestia wypracowania właściwej techniki - samodzielnie lub z partnerem.

          >Może to inne pragmatycznie podejście a często jak okoliczności są ekscytujące odwlekam go >w nieskończoność

          Ty możesz odwlekać orgazm, kobieta która nie zna właściwej techniki lub nie zna jej partner nie ma czego odwlekać - może o tym marzyć (a na dłuższą metę mimo satysfakcji z seksu, radości - odczuwać ogromne nierozładowane napięcie seksualne - co jest frustrujące i trudne).
          • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 14:42
            > tylko właściwa stymulacja pochwy jest tym co
            > prowadzi do orgazmu przy stosunku - i to ona jest najważniejsza.

            Po co Tobie jest potrzebne to fałszywe wartościowanie, do jazdy samochodem są potrzebne koła więc one są najważniejsze? Ale bez silnika, drogi, kierowcy też nigdzie nie zajedzie. Nie mówiąc o tym, że mówisz o kobietach jakby były wszystkie klonami, mojej partnerce z każdym kolejnym rokiem coraz mnie potrzeba do czegokolwiek, nie potrzebuję robić nic specjalnego, jak żadne z nas akurat nie ma ochoty nic kombinować to za grę wstępną wystarczy jej poślinienie cipki przy wejściu dla poślizgu, a za technikę - chwyt za kark i rżnięcie, co to za technika, żeby zapiąć kobietę od tyłu? Dla mojej to chyba absolutny numer jeden, opisz mi te niuanse techniczne których istnienie jest być albo nie być dla kobiecej satysfakcji. Technika może mieć znaczenie, wyczucie partnera może mieć znaczenie, zależy od osoby i czego akurat potrzebuje, a Ty w kółko o jakieś sztancy.
            • hello-kitty2 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 15:28
              bigbadpig napisał:

              > > tylko właściwa stymulacja pochwy jest tym co
              > > prowadzi do orgazmu przy stosunku - i to ona jest najważniejsza.
              >
              > Po co Tobie jest potrzebne to fałszywe wartościowanie, do jazdy samochodem są p
              > otrzebne koła więc one są najważniejsze? Ale bez silnika, drogi, kierowcy też n
              > igdzie nie zajedzie.

              Ona nie wartosciuje, ona zwraca uwage na pewien wybrany aspekt.

              Nie mówiąc o tym, że mówisz o kobietach jakby były wszystk
              > ie klonami, mojej partnerce z każdym kolejnym rokiem coraz mnie potrzeba do cze
              > gokolwiek, nie potrzebuję robić nic specjalnego, jak żadne z nas akurat nie ma
              > ochoty nic kombinować to za grę wstępną wystarczy jej poślinienie cipki przy we
              > jściu dla poślizgu, a za technikę - chwyt za kark i rżnięcie, co to za technika
              > , żeby zapiąć kobietę od tyłu? Dla mojej to chyba absolutny numer jeden, opisz
              > mi te niuanse techniczne których istnienie jest być albo nie być dla kobiecej s
              > atysfakcji.

              Chwyt za kark i rzniecie w dupe ;)
              Bo masz partnerke nazwijmy o 'prostej konstrukcji' i nie ujmuje jej tu (jak macie jakies filmiki to wrzuc, hehe). Ale zakladam, ze nawet takim goracym paniom jak na forum taki numer zadnej satysfakcji seksualnej nie zagwarantuje, nie mowiac o orgazmie. Wiec mysle, ze mozna spokojnie usrednic kobiete (jak to robi Boginii), ktorej jednak daleko bedzie do Twojej zony. Inna sprawa, ze tacy kochankowie co zapna beztresowo od tylca trzymajac za kark jednak rzadko sie zdarzaja, bo szczypia sie i boja. O glupie pociagniecie za wlosy trzeba robic podchody. Wiec to tylko Ty zakladasz, ze to jest takie proste. Ty nadrabiasz agresja, inni tego nie maja, tamci moga podciagnac sie technika, bo natura im poweru poskapila.
              • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 15:35
                Nie wiem, jak powszechnie wiadomo mam żałosną próbę statystyczną :P
                No i od tyłu - nie równa się - w dupę. Jeśli to zwykle tak skomplikowane to trudno mi to sobie wyobrazić - że jak? penisem dwa razy o lewą ściankę pochwy, na 2 sekundy wolniej, potem 3 razy szybko od dołu do góry i tak powtórzyć 7 razy? Ja bym powiedział, że dobry seks to zdecydowanie bardziej jazz i flow ;) niż "technika"
                • hello-kitty2 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 15:59
                  bigbadpig napisał:

                  > Ja bym powiedział, że dobry seks to zdecydowanie bardziej jazz i flow ;) niż "t
                  > echnika"

                  Zgoda! To teraz sprawdz ilu muzykow zagra jazz, a ilu musi sleczec latami i szkolic technike, zeby w ogole zagrac.

                  To zabawne, my tu wszyscy (stali uzytkownicy) nie jestesmy przypadkowymi ludzmi. Gramy zupelnie nie w tej lidze lozkowej co przecietny czlowiek. Kto ma dostep do takich egzemplarzy, dla ktorych ostatnia rzecza jest spedzanie czasu na tym forum (jak Boginii z racji zawodu, Yoric z racji wziecia ;-) i pare innych osob z racji lajdactwa, hehe) ten wie, jak niewesolo w lozku moze byc, z roznych wzgledow. Boginii zwraca akurat uwage na technike. Tylko dobrze by bylo zeby te beztalencia sobie poczytaly czyli troche nie ta publika. Wiec sie na nia oburzamy, bo to nie do nas ;) Tak to widze.
                  • marek.zak1 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 16:08
                    Technika jest sposobem. Mogę nauczyć grac w tenisa prawidłowego forhandu, czy serwisu. Tu technika jest najwazniejsza. W seksie, przynajmniej dla mnie podstawa jest spontan i jesli zacznę zastanawiać się, czy zastosowalem prawidłowa technikę, cała moja przyjemnośc diabli wezmą. Tak więc dla TB technika służy do zaspokojenia kobiety ale niestety kosztem przyjemności faceta. Facet staje sie narzędziem do zaspokajania.
                    • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 16:23
                      marek.zak1 napisał:

                      >Tak więc dla TB technika służy do zaspokojenia kobiety

                      No skoro piszę o technice dania kobiecie orgazmu to dość oczywiste....

                      >ale niestety kosztem przyjemności faceta. Facet staje się narzędziem do zaspokajania.

                      To częsta męska obawa. Gdy uczyłam kochanków jak dać mi rozkosz, bali się, że gdy skoncentrują się na mnie to im opadnie, przestaną odczuwać przyjemność. I niestety - dopóki technika nie ta - często tak się dzieje. Kobieta nie reaguje - pojawiają się myśli "jestem do kitu" - opada. Dlatego zalecam przygotowanie teoretyczne (kobiety czytają i testują jak się stymuluje wędzidełko, co zrobić z obrzezanym i nieobrzezanym - w każdym babskim piśmie, nawet dla kur domowych przeczytasz) - wtedy mniej więcej wiadomo czego w tej pochwie szukać i gdzie ją opukiwać.
                      Największy z polskich pisarzy mizoginów pięknie opisał męską przyjemność z dawania kobiecie orgazmu przy stosunku - "pierwszy męski orgazm, który nie da się porównać z niczym, to orgazm we wnętrzu jęczącej, pulsującej z rozkoszy kobiety" (to parafraza, ale w ten deseń). I mogę rozwiać obawy panów, gdy stymulacja jest skuteczna i kobiecie jest coraz milej - podniecenie mężczyzny rośnie i raczej trzeba umieć się powstrzymać, niż bać opadu - i często pierwsze próby nawet mężczyzn którzy potrafią długo się kochać, a nie próbowali dotąd doprowadzić kobiety do orgazmy o własnych siłach przy stosunku - kończą się za wczesnym z punktu widzenia kobiety wytryskiem.

                      I tu kolejna obawa panów. Co dalej? Palce albo wibrator - kobieta się nie obrazi, nie uzna za impotentów, Jeśli dostanie fajny orgazm - będzie szczęśliwa. Obrazilibyście się jakby kobieta po swoim orgazmie dała wam megaorgazm ustami?

                      Nie spotkałam przypadku w którym po tym jak zaczął się orgazm kobiety orgazm mężczyzny nie następował najdalej po sekundzie (to wykorzystują kobiety, gdy wiedzą, że nie będą miały frajdy ze stosunku - symulują swój orgazm - jeśli udanie, facet dochodzi - chyba, że np. chwilowo oklapł i kobieta skończyła, że on tez skończy sadząc, że nie jego dzień, bo tak będzie jechał tym zwisem do sądnego dnia - life is brutal, a kobiety potrafią być bardzo pragmatyczne - i delikatne - całe te teatrzyki są dla ochrony męskiego ego)
                      • twojabogini errata 25.03.14, 16:29
                        chyba, że np. chwilowo oklapł i kobieta skończyła, że on tez
                        > skończy sadząc, że nie jego dzień, bo tak będzie jechał tym zwisem do sądnego d
                        > nia - life is brutal, a kobiety potrafią być bardzo pragmatyczne - i delikatne
                        > - całe te teatrzyki są dla ochrony męskiego ego)

                        Errata:

                        Chyba, że np. chwilowo oklapł i kobieta "skończyła", sądząc że on też skończy (w sensie że przestanie męczyć ją i siebie i wyjdzie, a nie że "dojdzie"). Bo inaczej on tak będzie jechał tym zwisem do sądnego dnia.
                        W ten sposób nieudane stosunki skończyła przynajmniej parę razy w życiu większość znanych mi kobiet. Panowie mogą się zastanowić, ile orgazmów dali kobietom swoim malejącym przy stosunku penisem i wyciągnąć wnioski.
                      • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 17:23
                        Akurat z autopsji dysponuję przykładem pułapki takiego sposobu myślenia.
                        Moja pierwsza partnerka jak dla mnie obsesyjnie doszukiwała się w seksie oznak męskiej patriarchalnej dominacji, ale to moja ocena wartościująca - generalnie podawałem już ten przykład - w łóżku nie należało jej broń boże obracać samowolnie, chwytać za ręce itd. Gwoli wyjaśnienia - byłem wtedy młodym chłopakiem z wizją seksu jako głaskaniem i delikatnym całowaniem kobiety, zawsze miałem mocne przekonanie o prawie do kontroli nad swoim ciałem dla kobiety w każdym momencie i nie musiała się martwić o to, że coś z mojej strony jej grozi. Z drugiej strony wyglądała, na ile mogłem to wtedy ocenić jako seksualny newbie na chętną, poniekąd zafascynowaną moimi genitaliami, po prostu jedyna akceptowalna forma seksu to była wanilia co uznałem w przypływie młodzieńczej fantazji za kobiecą normę. Na szczęście nie powiodło nam się i jestem z moją obecną partnerką, której zajęło sporo czasu aby wyznać mi, że czasem potrzebuje w łóżku czegoś innego niż jej daję i tym czymś było częstsze bicie po tyłku, wiązanie i tak po moich początkowych spinkach i poczuciu sztuczności doszedłem do miejsca, z którego chyba nie miałbym już odwrotu - brakowało by mi tego gdybym teraz miał być z partnerką której to nie bawi. Idąc Twoim tokiem rozumowania, jak rozumiem, powinnością mężczyzny jest rozpoznać potrzeby kobiety i się do nich dostosować; myślę, że o tym pisze Marek - jasne orgazm kobiety to jest jedna z najfajniejszych rzeczy w łóżku, z drugiej jeśli to ma się odbywać zgodnie z wyznaczoną techniką na jej warunkach to mozna gdzieś stracić cały fun, nawet jeśli mężczyzna będzie w stanie zapewnić orgazm sobie. Tak jak już wcześniej mówiłem, dla mnie i podejrzewam nie tylko dla mnie - wartością seksu jest coś zupełnie innego niż orgazm - swoista zabawa, emocje, pasja, wspólne przekraczanie granic. Trwałe podporządkowanie się wymaganiom jednej strony zabije te wartości.
                      • that.bitch.is.sick Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 17:31
                        A ja niestety sądzę że to zupełnie nie tędy droga. Takie seksulne edukatorki jak pani Długołęcka to działają na kanwie pewnej nieskutecznej ideologii, ta pani nie znosi porno i będzie na siłę podbijała różnice w kwestiach seksualnych między płciami, podobnie jak orgazmem męskim i damskim. To jest ideologia która ma na cel zupełnie utopijny tzn. ma zniszczyć pornografię, mężczyznom wmówić że mają zrezygnować z dotychczasowych sposobów uprawiania seksu które im robią dobrze, że mają zrobić krok w tył i odtąd razem z parterką przeżywać seks w formie jakiś rodzinnych ćwiczeń, coś jak w szkole rodzenia że on ją trzyma za brzuch a pani edukatorka seksuolożka lub jakiś feministyczny poradnik uczy techniki lizania, wkładania pod odpowiednim kątem i pchnięć.
                        To totalna bzdura i to się nie sprawdzi! to po pierwsze. Efektem będzie proteinn spill który woli dobry filmik w sieci i własną grabę niż ćwiczenia edukacyjne z żoną.

                        Seks musi być spontaniczny i nie może sprawiać nikomu trudności więcej niż przyjemności, a wszelkie nauki orgazmu u kobiet mają służyć znajdowaniu wspólnego mianownika z mężczyzną a nie różnic i tworzenia Nowego Seksu feministycznego którego nikt nie chce uprawiać.
                        Dodatkowo ten model dawno zbankrutował, feministyczne edukatorki jak radziły tak radzą a kobiety nadal mają problemy z orgazmem, a porno dla kobiet nie podnieca nawet...kobiet.

                        Kobiety powinny brać przykład z tych które osiągają orgazm podczas stosunku a nie uczyć się technik, które z nich uczynią osoby specjalnej troski. Kobiety które mają orgazm podczas stosunku, nie potrzebują do tego żadnych specjalnych technik i raczej jest tak że gdy kobieta już zacznie osiągać orgazmy z parterem to już ten model się utrwala, odwrotny skutek będzie miało tworzenie przyzwyczajeń do jakiś specjalnych i szczególnych technik. Jeśli coś mogę doradzić to ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia mięśni kegla i to w trakcie penetracji przy użyciu najlepiej akcesoriów erotycznych, ale nie wibratorów ze stymulacją łechtaczki bo rozleniwiają i to takie aby orgazm osiągać przy różnych rodzajach stymulacji pochwy i to coraz mniej "specjalnych" a lżęjszych bodźcach. Kolejna sprawa to libido i stawianie seksualnych doznań i własnej przyjemności w centrum a porzucenie emocjonalnyc wzruszeń, poszukiwań pokrewieństwa dusz i zaangażowania, randek, zastanawiania się co mężczyzna myśli o mojej sylwetce, czy powinnam i wszystkiego tego co kobietom chodzi po głowie podczas seksu oprócz seksu. Na to wszystko jest czas gdy się już osiągnie łóżkową satysfakcję.
                        Ćwicząc orgazm należy do łóżka chodzić z mężczyznami którzy nas seksualnie stymulują, nie z tymi co na nas zwrócili uwagę, chcą dzieci, co mają fajny samochód, dobrą pracę czy są inteligentni, tylko z tymi co sprawiają żę majtki mamy mokre. W wyborze mężczyzny do łóżka trzeba wykazywać inicjatywę i sięgać po to czego chcemy a nie to co nam się trafia. W końcu to my rozdajemy karty. Jeśli do dyspozycji jest tylko mąż który to nas wybrał, bądź został wybrany ze względu na inne wartości, proponuję dodatkową stymulację, porno itd.
                        • urquhart Edukatorki Seksualane - Marta Miedźwiecka. 25.03.14, 17:55
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > A ja niestety sądzę że to zupełnie nie tędy droga. Takie seksulne edukatorki ja
                          > k pani Długołęcka to działają na kanwie pewnej nieskutecznej ideologii, ta pani
                          > nie znosi porno i będzie na siłę podbijała różnice w kwestiach seksualnych mię
                          > dzy płciami, podobnie jak orgazmem męskim i damskim. To jest ideologia która ma
                          > na cel zupełnie utopijny tzn. ma zniszczyć pornografię, mężczyznom wmówić że m
                          > ają zrezygnować z dotychczasowych sposobów uprawiania seksu które im robią dobr
                          > ze, że mają zrobić krok w tył i odtąd razem z parterką przeżywać seks w formie
                          > jakiś rodzinnych ćwiczeń, coś jak w szkole rodzenia że on ją trzyma za brzuch a
                          > pani edukatorka seksuolożka lub jakiś feministyczny poradnik uczy techniki liz
                          > ania, wkładania pod odpowiednim kątem i pchnięć. (...)

                          Doskonałe podsumowanie!
                          Dlatego doceniam i lubię czytać Martę Długokęcką z edukatorek.
                          Jest ciekawa przekonująca i pozbawiona tej ideologicznej maniery. Ciekawe że ma dystans ale i wyjątkowy entuzjazm była sparaliżowana i odkryła moc seksu późno ale tym bardziej ją to olśniło.
                          czat.onet.pl/1670678,1,0,archiwum_dyskusji.html
                          • mojemail3 Re: Edukatorki Seksualane - Marta Miedźwiecka. 25.03.14, 22:17
                            that.bitch.is.sick napisała:
                            > > A ja niestety sądzę że to zupełnie nie tędy droga. Takie seksulne edukatorki jak pani Długołęcka to działają na kanwie pewnej nieskutecznej ideologii, ta pani nie znosi porno i będzie na siłę podbijała różnice w kwestiach seksualnych między płciami, podobnie jak orgazmem męskim i damskim. To jest ideologia która ma cel zupełnie utopijny tzn. ma zniszczyć pornografię, mężczyznom wmówić że mają zrezygnować z dotychczasowych sposobów uprawiania seksu które im robią dobrze(...)"

                            urquhart napisał:
                            > Doskonałe podsumowanie!
                            > Dlatego doceniam i lubię czytać Martę Długokęcką z edukatorek.
                            > Jest ciekawa przekonująca i pozbawiona tej ideologicznej maniery. Ciekawe że ma
                            > dystans ale i wyjątkowy entuzjazm była sparaliżowana i odkryła moc seksu późno
                            > ale tym bardziej ją to olśniło.
                            > czat.onet.pl/1670678,1,0,archiwum_dyskusji.html

                            E tam, doczytaj lepiej, na stronie drugiej czatu taki kwiatek, co pewnie niezbyt się Tobie spodoba:

                            (...)"Koster: Ja straciłem ochotę na sex.

                            Marta Niedźwiecka: Chce Pan ochotę odzyskać? Proszę odciąć porno, masturbację, odpocząć najlepiej poza miastem. W zależności czy ma Pan partnerkę, czy też nie - chwila abstynencji nie zaszkodzi. A potem zadać sobie pytanie, co Pan lubi w seksie (...)"
                            • kutuzow Re: Edukatorki Seksualane - Marta Miedźwiecka. 25.03.14, 22:20
                              mojemail3 napisała:

                              > E tam, doczytaj lepiej, na stronie drugiej czatu taki kwiatek, co pewnie niezby
                              > t się Tobie spodoba:
                              >
                              > (...)"Koster: Ja straciłem ochotę na sex.
                              >
                              > Marta Niedźwiecka: Chce Pan ochotę odzyskać? Proszę odciąć porno, masturbację,
                              > odpocząć najlepiej poza miastem. W zależności czy ma Pan partnerkę, czy też ni
                              > e - chwila abstynencji nie zaszkodzi. A potem zadać sobie pytanie, co Pan lubi
                              > w seksie (...)"


                              Jak dla mnie to całkiem sensowna porada. Czemu wg Ciebie "kwiatek"?
                              • mojemail3 Re: Edukatorki Seksualane - Marta Miedźwiecka. 25.03.14, 22:21
                                kutuzow napisał:
                                > > (...)"Koster: Ja straciłem ochotę na sex.
                                > >
                                > > Marta Niedźwiecka: Chce Pan ochotę odzyskać? Proszę odciąć porno, masturb
                                > ację,
                                > > odpocząć najlepiej poza miastem. W zależności czy ma Pan partnerkę, czy t
                                > eż ni
                                > > e - chwila abstynencji nie zaszkodzi. A potem zadać sobie pytanie, co Pan
                                > lubi
                                > > w seksie (...)"
                                >
                                >
                                > Jak dla mnie to całkiem sensowna porada. Czemu wg Ciebie "kwiatek"?

                                W odniesieniu do wcześniejszych wypowiedzi.
                        • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 17:59
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > Ćwicząc orgazm należy do łóżka chodzić z mężczyznami którzy nas seksualnie stym
                          > ulują, nie z tymi co na nas zwrócili uwagę, chcą dzieci, co mają fajny samochód
                          > , dobrą pracę czy są inteligentni, tylko z tymi co sprawiają żę majtki mamy mok
                          > re. W wyborze mężczyzny do łóżka trzeba wykazywać inicjatywę i sięgać po to cze
                          > go chcemy a nie to co nam się trafia. W końcu to my rozdajemy karty. Jeśli do d
                          > yspozycji jest tylko mąż który to nas wybrał, bądź został wybrany ze względu na
                          > inne wartości, proponuję dodatkową stymulację, porno itd.

                          Bitch, jestem ateistą, ale pod tym Twoim postem mogę podpisać: AMEN!
                          Świetnie napisana całość.



                        • lybbla Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:31
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > jakiś rodzinnych ćwiczeń, coś jak w szkole rodzenia że on ją trzyma za brzuch a
                          > pani edukatorka seksuolożka lub jakiś feministyczny poradnik uczy techniki liz
                          > ania, wkładania pod odpowiednim kątem i pchnięć.

                          Ja też mam w tym miejscu problem. Oczywistym jest, że techniczne sprawy to nie wszystko, dochodza pewne nazwijmy to pewne psychologiczne umiejętności.
                          Ten kurewsko dobry kochanek po sposobie poruszania się,
                          będzie wiedział jak zestaw zabawek wybrać na dzisiejszy wieczór.

                          Mnie nurtuje co innego. O ile wytyczne do stymulacji łechtaczki można podać,
                          można osiągnąć powtarzalność, o tyle orgazm pochwowy jest dla mnie tajemnicą.
                          Cała radość tkwi w poszukiwaniu go, nie widzę reguł, on jest raz tu raz tam.
                          Gdy czytam o kącie natarcia to rodzi się we mnie podejrzenie, ze rozmawiam z teoretykiem. Potem przychodzi jednak refleksja, że jednak nie mogę mówić o próbie statystycznej. I konstatacja być może tępy ze mnie jebaka.
                          • that.bitch.is.sick Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 19:56
                            lybbla napisał:


                            > Mnie nurtuje co innego. O ile wytyczne do stymulacji łechtaczki można podać,
                            > można osiągnąć powtarzalność, o tyle orgazm pochwowy jest dla mnie tajemnicą.
                            > Cała radość tkwi w poszukiwaniu go, nie widzę reguł, on jest raz tu raz tam.
                            > Gdy czytam o kącie natarcia to rodzi się we mnie podejrzenie, ze rozmawiam z te
                            > oretykiem. Potem przychodzi jednak refleksja, że jednak nie mogę mówić o próbie
                            > statystycznej. I konstatacja być może tępy ze mnie jebaka.

                            Pozycja czyli głębokość penetracji i kąt może ułatwić lub utrudnić. Miałam kiedyś do czynienia z tak bogato wyposażonym panem że niestety głębsza penetracja powodowała we mnie dyskomfort, dlatego tu para musi odnaleźć optymalną pozycję, ale jeśli kobieta ma problem z orgazmem pochwowym, a od orgazmu potrzebuje pół godziny stymulacji łechtaczki bo nie umie zaciskać mięśni i ani nawet nie czuje swoich stymulujących ruchów mięśniami, to obawiam się że żadna pozycja nie pomożę. Więc sprawa ma wiele różnych aspektów.
                        • marek.zak1 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:39
                          TBIS napisała:
                          ,,Seks musi być spontaniczny i nie może sprawiać nikomu trudności więcej niż przyjemności"

                          Tak, tak, tak :)
                        • mojemail3 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 22:43
                          that.bitch.is.sick napisała:

                          > To totalna bzdura i to się nie sprawdzi! to po pierwsze. Efektem będzie protein
                          > n spill który woli dobry filmik w sieci i własną grabę niż ćwiczenia edukacyjne
                          > z żoną.

                          Ja tam myślę,że protein.spill to miał zadrę głęboką oraz żal do żony, ogólnie rozczarowanie, które deklarował, stąd preferencje jechania na ręcznym.
                          A może się mylę, słabo mężczyzn znam.


                          > Seks musi być spontaniczny i nie może sprawiać nikomu trudności więcej niż przy
                          > jemności, a wszelkie nauki orgazmu u kobiet mają służyć znajdowaniu wspólnego m
                          > ianownika z mężczyzną a nie różnic i tworzenia Nowego Seksu feministycznego któ
                          > rego nikt nie chce uprawiać.

                          Też byłam tego pewna, jakieś 15 lat temu,że seks ma być spontaniczny i jakieś można miec z tym trudności.Potem się dziwnie poblokowałam, niepojęte dla mnie.

                          > Kobiety które mają orgazm podczas stosunku, nie potrzebują do tego żadnych specjalnych technik i raczej jest tak że gdy kobieta już zacznie osiągać orgazmy z parterem to już ten model się utrwala, odwrotny skutek będzie miało tworzenie przyzwyczajeń do jakiś specjalnych i szczególnych technik.

                          Co ciekawe dla mnie, bez szczególnych zmian techniki moje ciało reaguje nieco inaczej, niż kiedy byłam młodsza...LEPIEJ=> PRZYJEMNIEJ

                          >Kolejna sprawa to libido i stawianie seksualnych doznań i własnej przyjemności w centrum a >porzucenie emocjonalnych wzruszeń, poszukiwań pokrewieństwa dusz i zaangażowania(...)"

                          Hmm,a tego się jeszcze szuka w seksie??? To też mozna przed lub po...


                          > Jeśli do dyspozycji jest tylko mąż który to nas wybrał, bądź został wybrany ze względu na
                          > inne wartości, proponuję dodatkową stymulację, porno itd.

                          Mąż mógł być wybrany w następstwie niewyobrażalnej chuci przyobleczonej w szaty " miłości wielkiej,czystej i prawdziwej" ( vide "Wielki Las") ale życie i jego koleje mogą i taki pociąg wykoleić skutecznie...
                          • that.bitch.is.sick Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 23:12
                            mojemail3 napisała:

                            >
                            > Mąż mógł być wybrany w następstwie niewyobrażalnej chuci przyobleczonej w szaty
                            > " miłości wielkiej,czystej i prawdziwej" ( vide "Wielki Las") ale życie i jego
                            > koleje mogą i taki pociąg wykoleić skutecznie...

                            Słusznie, przy Twojej interpretacji to ja pasuję. Racja, są sytuacje gdy ciężko oddzielić popęd od tego drugiego. Ja uważam że bezpieczniej jest zwłaszcza dla dziewczyny rozdzielać, a kiedy występują oba te czynniki to wiedzieć na jakim tle.
                            Gdyby możliwa była taka czysta sytuacja edukacyjna pod tytułem: nauka orgazmu to bym rekomendowała aby nie grzęznąć w sentymentach, bo można w czymś takim ugrzęznąć żę tak go uwielbiam i seks jest taki fajny, że orgazm jest nieważny, satysfakcja większa bo poparta fascynacją, ale to się w życiu może zmienić i na stałe moim zdaniem bezpieczniej mieć orgazm niż zwiędłą fascynację (na wszelki wypadek). Lepszy w garści wróbel niż kanarek na dachu.
                            Oczywiście nie do ciebie te rady, tylko tak teoretyzuję bo mnie twoje uwagi zastanowiły.
                            Taka jest moja opinia na dzień dzisiejszy:))). Ale ponoć ja nie mam legitymacji:))).
                            • mojemail3 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 23:23
                              that.bitch.is.sick napisała:

                              (...)" orgazm jest nieważny, satysfakcja większa bo poparta fascynacją, ale to się w życiu może zmienić i na stałe moim zdaniem bezpieczniej mieć orgazm niż zwiędłą fascynację (na wszelki wypadek). Lepszy w garści wróbel niż kanarek na dachu(...)"

                              Na szczęście taka głupia nigdy nie byłam,żeby sobie darować jedną z przyjemności największych tego padołu łez;-) A fascynacja więdnie, wiadomo,a obiekt tej niegdysiejszej fascynacji najboleśniej to odczuwa...

                              > Oczywiście nie do ciebie te rady, tylko tak teoretyzuję bo mnie twoje uwagi zas
                              > tanowiły.
                              > Taka jest moja opinia na dzień dzisiejszy:))). Ale ponoć ja nie mam legitymacji
                              > :))).

                              Rady nie od parady, ja Ciebie zawsze chętnie czytam bo też mnie twe uwagi zastanawiają mocno:)

                              Ale o co chodzi z tą legitymacją, to nie wiem, nie doczytalam...Jakaś nowa partia tu na forum powstała???

                              • that.bitch.is.sick Partia:) 25.03.14, 23:34
                                mojemail3 napisała:

                                > Ale o co chodzi z tą legitymacją, to nie wiem, nie doczytalam...Jakaś nowa part
                                > ia tu na forum powstała???
                                >
                                Tak, karzeł i konduktor czyli niejaki Wont - arbiter elegantiarum i jego enfant terrible lybbla który legitymacje sprawdza podług słusznego jedynie wzorca. bez legitymacji to się nie możesz tu wypowiadać. Od jutra wprowadzą kartki na seks i talony na rajstopy z klinem oraz goździki dla kulturalnych pań. Kutluralnych jak wont.
                • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 16:09
                  bigbadpig napisał:

                  > penisem dwa razy o lewą ściankę pochwy, na 2 sekundy wolniej, potem 3 razy szybko od dołu >do góry i tak powtórzyć 7 razy?

                  Są obszary w pochwie (na penisie), które stymulowane wywołują orgazm. Są rytmy które dają penisowi lub pochwie odczucie rozkoszy które zamienia się w orgazm. Zrozum swojego penisa, zaobserwuj swoje reakcje a zrozumiesz pochwę.

                  W kobiecych pismach opisy są bezpruderyjne i szczegółowe - penis ma wędzidełko, trzon i co tam jeszcze. Jak dać mu orgazm, jak stymulować trzon, jak główkę - tysiące artykułów o tym jak postawić, o rytmie, nacisku, co testować, co robić jak standardowe rytmy i naciski nie działają. Nic dziwnego, że orgazm męski jest prosty - kobiety wiedzą jak go dawać.

                  W pismach dla panów: pochwa to jednolita pochwa - czasem tylko zawiera punkt G i jest napisane jak go znaleźć (rzadko jest napisane, że wcześniej wymaga to podniecenia kobiety, żeby punkt nabrzmiał - w babskich pismach piszą że penisa najpierw się stawia, facetom nie pisze się, że także do pochwy najpierw powinna napłynąć krew - tak samo jak do penisa). O tym jak stymulować g się nie pisze, nie mówiąc już o rytmach, naciskach, stymulacji sklepienia, wejścia itp.
                  Artykuł jak dać jej orgazm - albo zaczyna się od stymulacji smsem i pozmywaniem, albo od stymulacji piersi, albo czasem, żeby pomasować łechtaczkę podczas stosunku.

                  Jakby tak edukowano kobiety, to panowie w życiu nie mieliby orgazmu, chyba, że zrobiliby go sobie sami.

                  (Jak ktoś chce wiedzieć, czy kobieta ma orgazm to wystarczy położyć jej palce na zwieraczu odbytu - podczas orgazmu rytmicznie zapulsuje. To niewiele kobiet symuluje, bo niewiele napisano o tym, ze zwieracz przy orgazmie tez pulsuje, więc da się to symulować, ale niewiele osób wie, że powinny. Heh kiedyś wystarczyło sprawdzić, czy pulsuje pochwa - teraz już większość o tym wie, że ma pulsować, to pulsują. Ponieważ "Bzyk" (z opisem pulsowania) zdobywa popularność już wkrótce i ta metoda weryfikacji zacznie być mało miarodajna:)

                  Co do techniki - to jak u faceta - jeden żeby dostać orgazmu musi jechać jak szalony, inny po ściance, inny kilka razy zmienić rytm. Kobiety mają tak samo i danie tego kobiecie to jest jazz i flow, kochasz się z nią, sprawdzasz co daje reakcje a potem jak trafisz, to kontynuujesz co fajne - i dajesz orgazm.

                  Kobiety, które kochają się z mężczyzną jako strona aktywna też "doprowadzają" go do orgazmu (tak jak opisałam, poruszają się i szukają tego co da mu przyjemność) - gdy np. kobieta źle jedzie na jeźdźca - z orgazmu faceta nici. Kobieta musi się wczuć (chyba, że facet jest bardzo podniecony o krok od orgazmu i wystarczy byle iskra albo zakochany - u kobiet jest tak samo).

                  Większość panów podczas stosunków wczuwa się w siebie i sądzi, że kobiecie to wystarczy. Stąd te 70% nieboraczek.

                  Niestety stąd częsta dychotomia - dobór partnera życiowego to dobór dobrego ojca i męża, a dobrego kochanka - to dobór tego, co umie się wczuć (i nie ma oporów z tym, że powinien). Tych co łączą obie funkcje jest za mało, aby starczyło dla wszystkich kobiet.
            • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 15:43
              bigbadpig napisał:

              Kurczę, jak masz cały i kompletny samochód, a kluczyk od stacyjki wsadzisz do dziurki od zaworu benzynowego, a wachę wlewasz do pojemnika na płyn do spryskiwania - ile kilometrów ujedziesz. To się nazywa brak techniki - czyli brak wiedzy o obsłudze, mimo, ze baba skaptowana, chętna, mokra i gotowa.

              >mówisz o kobietach jakby były wszystkie klonami

              Okej, tylko uznaj, że skoro pisanie, że do orgazmu pochwowego u kobiety (uściślijmy: chętnej mokrej "zatankowanej" kobiety - skoro to nie jest oczywiste samo przez się) potrzebna jest odpowiednia stymulacja pochwy
              to stwierdzenie, że "mężczyźnie do orgazmu jest potrzebna odpowiednia stymulacja penisa" jest pisaniem o mężczyznach jak o klonach - no bo jeden potrzebuje szybkich ruchów, drugi uścisku, trzeci więcej wilgoci a czwarty nie za mokro...
              Trochę absurdalny zarzut???

              >opisz mi te niuanse techniczne których istnienie jest być albo nie być dla kobiecej satysfakcji

              Zaraz zaraz - nie mieszaj satysfakcji z orgazmem, a orgazmu z orgazmem pochwowym. Do orgazmu pochwowego jest potrzebna odpowiednia stymulacja pochwy - i tu trzeba trochę przetestować - kąty natarcia, tempo, nacisk. Jak to opanujesz - dajesz kobiecie orgazm pochwowy (niekoniecznie satysfakcje seksualną, co zresztą nie rożni kobiet od mężczyzn, mężczyzna tez może mieć wytrysk i mikro orgazm i poczuć się wkurwiony, a nie zaspokojony).

              Technika dawania kobiecie orgazmu pochwowego to odpowiednia stymulacja pochwy. Jaka to stymulacja - zależy od kobiety. Źle stymulujesz - nie satysfakcjonujesz :)))

              Satysfakcjonujący seks to zupełnie inna bajka. Orgazm kobieta często zrobi sobie sama. Na dłuższą metę - o czym autorka artykułu ładnie napisała szukanie samego orgazmu w seksie partnerskim raczej zabija frajdę, bo przestaje się cieszyć tym co mam.

              Jednym słowem - gdy kobieta zaczyna szukać swojego orgazmu podczas stosunku, a boi się przyznać partnerowi, że go nie ma (bo zwykła go udawać), a oboje sądzą, że satysfakcja seksualna kobiety =orgazm przy stosunku (ignorując, że przecież jest fajnie i przyjemnie) - to od tego momentu jej poziom satysfakcji z seksu zacznie spadać, zacznie ona postrzegać partnera jako nieatrakcyjnego i wszystko zakończy się BSM.
              Czasem też kobieta zaczyna przy seksie szukać po prostu orgazmu - bo się rozbudziła i zaczyna go potrzebować, chociaż wcześniej nie czuła potrzeby orgazmowania, a czuła satysfakcję. Jak się jej nie uda, a a partner go nie poszuka (bo mu się nie chce, uzna to za niepotrzebne, albo partnerka go nie poinforuje)- też kobieta najczęściej zacznie unikać seksu (bo znosić frustracje seksualną jest ciężko).



              • urquhart Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 16:07
                Bogini ten się nie myli co nic nie robi jedynie... :)

                Ciekawie piszesz o pewnym aspekcie pomijając resztę i to się nazywa ignorancja.

                To jak na forum kulinarnym postulat że najwaniesza w smaku zupy jest sol i uniwersalne rady: zawsze więcej soli!

                Jakbym na Życiu Rodzinnym zaczął radzić i dowodzić że gdyby baby nie były takie beznadziejne w technice motywowania i nieuwodzeniu chłopów to by sie angażowali i nie wymiksowywali to by się baby jedynie rosierdzily i wsciekly. Nie łapiesz że to roszczeniowosc?
                A przecież trudno zaprzeczyć jak twoim wywodom.
              • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 16:27
                Ok, przyznam, że jeśli założe, że tak jak u mnie w większości przypadków kobieta jest w łóżku najczęsciej stroną mniej lub bardziej fizycznie zdominowaną, to rzeczywiście jest zależna od działań partnera, a męska satysfakcja wydaje mi się banalną bo sam ją sobie zapewniam - to nabiera nowego sensu :P Myślę jednak, że wszelką edukację i poradniki to można traktować jako pieprzny dodatek dla chętnych, bo nikt tek nie wyedukuje w tych paru prostych kwestiach jak sam zainteresowany, nawet niewerbalnie. Być może masz rację i jest tak, że mężczyźni częściej niż zakładałem nie są zdolni/chętni do podążenia za potrzebami partnerki - co znam po części z autopsji bo z moją pierwszą partnerką nigdy nie przekroczyłem granicy - nierozwiązanej konfrontacji potrzeb, a z moją obecną na początku zakładałem, że wszystko jest świetnie bo się nie sprzeciwiała i zajęło nam trochę czasu aby rzeczywiście było świetnie, a mi jeszcze więcej aby sobie uświadomić fakt moich fundamentalnych braków w rozumieniu istoty tej zabawy. Ogólnie coraz bardziej przekonuję się do Twoich koncepcji, dysonans poznawczy nie pozwala mi tylko tego przyznać tak od razu, w ramach kompensowania po publicznym ogłoszeniu zmiany stanowiska, będę się chociaż czepiał Twojego fechtowania słowem 'winny' :P
                • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 17:01
                  bigbadpig napisał:

                  > Ok, przyznam, że jeśli założe, że tak jak u mnie w większości przypadków kobiet
                  > a jest w łóżku najczęsciej stroną mniej lub bardziej fizycznie zdominowaną, to
                  > rzeczywiście jest zależna od działań partnera, a męska satysfakcja wydaje mi si
                  > ę banalną bo sam ją sobie zapewniam

                  Post jest długi - nie musisz czytać - raczej sobie porządkuję własne myśli. Najważniejsze przesłanie : DZIĘKUJĘ :) OLŚNIŁEŚ MNIE - dzięki tobie uda mi się pomóc paru osobom, które znam i być może tym, którzy do mnie trafią.

                  W przypadku stosunku tak po prostu jest jak piszesz - stosunek w którym aktywna jest kobieta to rzadkość. Ogólnie pojęty stosunek: to pan posuwa panią.
                  Co ciekawsze, gdy kobieta jest aktywna przy stosunku - to ona dąży do dania przyjemności mężczyźnie. Zapytajcie kobiety komu robią dobrze w pozycji na jeźdźca? Poczytajcie opisy pozycji aktywna kobieta - zawsze opis jak dać przyjemność mężczyźnie, a nie jak szukać przyjemności własnej. Mało tego - sama wiele razy doświadczałam, że kiedy mi się robiło przyjemnie, pan przyzwyczajony do tego, że to jemu ma być przyjemnie - poprawiał mnie, przesuwał, ustawiał pod "właściwym" kątem. Wiem od innych kobiet, że spotykało je to samo. Ja mam odwagę pogadać wtedy szczerze - wiele kobiet nie.

                  Dzięki bigbadpig za opis męskiego widzenia problemu. Poważnie. Dzięki tobie wreszcie zrozumiałam czego nie rozumieją mężczyźni, gdy kobiety proszą o danie im przyjemności podczas stosunku i dlaczego sądzą, że ich męska przyjemność podczas stosunku jest oczywista i przychodzi sama z siebie, a kobieca jest trudna i skomplikowana technicznie. I dlaczego wpadają w panikę, gdy kobieta nauczy się osiągać orgazm podczas stosunku na wibratorze (tak to teraz jest zalecane) i gdy już umiejąc zacznie sobie dawać ten orgazm "na mężczyźnie" - to ten najczęściej panikuje i nie odczuwa przyjemności.

                  Nawet nie wiesz jaki kamień milowy osiągnęliśmy. Bo bardzo często przychodzą do mnie kobiety, które twierdzą, że tłumaczyły wiele razy, a komunikat nie dotarł i ich partner (najczęściej mąż albo współposiadacz majątku - no bo przychodzą pytać jak się rozwodzić, albo dzielić majątek) - sądzą, że jest tępy, że ma je gdzieś, że nie zależy mu na ich przyjemności. I nawet w zasadzie bardziej chcą się rozstać nie dlatego, że on nie daje im orgazmu, czy przyjemności - tylko, że nie mogą się z nim w tej sferze porozumieć, sądzą, że on nie kocha, ma gdzieś, albo jest bardzo kiepskim kochankiem. Czy możesz mi powiedzieć w którym momencie zapaliła ci się lampka "rozumiem"?

                  A co do "winy" - okej, i ja spasuję. Bo dotąd sądziłam, że mężczyźni nie chcą zrozumieć kobiet - po tylu kobietach, które tłumaczyły (aczkolwiek - usprawiedliwię się: i po swoich doświadczeniach z panami, którzy naprawdę byli odporni, bo iluś tam jednak załapało) - a nie że ich naprawdę nie rozumieją, nawet jeśliby chcieli.
                  Cholera, trzeba by stworzyć jakiś "męski wykład" - tak żeby kobiety wiedziały jak komunikować. Bo widzę, że samo komunikowanie z kobiecej perspektywy jest mało wydajne :)

                  Ja pierdzielę. Nie czuję się winna, bo jak widziałam taki problem, że ona nie ma orgazmu przy stosunku (a nauczyła się, tylko on dalej nie chce jej go dawać), on niby chce coś z tym zrobić,ona jak każą wszyscy naokoło komunikuje - nic nie wychodzi i wszystko grozi rozwodem - zawsze odsyłałam do seksuologa. Najczęściej oboje szli tam z nadzieją (chyba że BSM trwało już bardzo długo i wokół tego narosło mnóstwo pretensji, ale io tak starałam się na terapię). Gorzej, ze terapia często nic nie zmieniała i do rozwodu dochodziło.

                  Teraz dopiero uświadomiłam sobie jak bardzo z męskiej perspektywy postrzegany bywa seks.
                  • lybbla Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 17:58
                    Po zerowe TB nie używa już słowa każdy
                    i stopuje się z używaniem słowa winny.
                    O tym czego nie rozumiem napiszę w innym poście.

                    Po pierwsze pytanie.
                    Czy mężczyzna kręci kobietę
                    mocno/średnio/słabo/wcale?

                    W zależności od odpowiedzi
                    kandydat na kochanka (nawet jeśli zostanę w kobiecym friendzone)/
                    kandydat na kochanka (o ile ma znakomitą technikę)/
                    kandydat na partnera długoterminowego (o ile ma inne zalety)/
                    męskie friendzone

                    Czy kobieta kręci mężczyznę
                    mocno/średnio/słabo/wcale?

                    W zależności od odpowiedzi
                    kandydatka na partnerkę długoterminową (o ile nie leży jak kłoda)/
                    kandydatka na partnerkę długoterminową (o ile ma znakomitą technikę)/
                    kandydatka na partnerkę krótkoterminową (bez warunków)/
                    nie upijamy się

                    TB mężczyźni (i Bitch) na ty forum próbują przekazać istotną myśl
                    połączenie kobieta kręci mężczyznę
                    mocno/średnio z mężczyzna kręci kobietę słabo to błąd.
                    Kutuzow pisze: odróżniaj sytuacje, które rokują.

                    Ważne! Gdy ludzie kręcą siebie nawzajem mocno całe gadanie
                    o technice odpada. W takich związkach ludzie rozkwitają
                    stają się wyśmienitymi kochankami nawet gdy takimi nie byli.
                    Nie ma problemów z komunikacją. Przekracza się kolejne granice.
                    Rzeczy się dzieją tak szybko, że
                    warto się oddać instynktom. Warto umieć robić loda/minetę
                    opóźniać wytrysk by nie zostawiać partnera o krok od.

                    Po setne. Panowie dobrze wiecie lepiej nawet niż Panie
                    jakie niereformowalne kreatury są pośród nas. Znam kobiety,
                    które nigdy nie udawały orgazmu, nie tylko nie miały orgazmu
                    ale i przyjemności z seksu, ich partnerom
                    nie przychodziło do głowy, ze coś jest nie tak.
                    TB ma pewnie do czynienia z przypadkami drastycznymi.
                    (My też vide watek Bianki).
                    TB czy Ty wiesz co to jest superwizja?
                    • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:05
                      lybbla napisał:

                      > Ważne! Gdy ludzie kręcą siebie nawzajem mocno całe gadanie
                      > o technice odpada. W takich związkach ludzie rozkwitają
                      > stają się wyśmienitymi kochankami nawet gdy takimi nie byli.

                      Dlatego ja nie kupuję wyjasnienia TB i Rekreativy, że może być najpierw w związku super, a potem z czasem jest do kitu i to znaczy że technika faceta była słaba. gdyby był słaby to byłby słaby od początku.


                      > Po setne. Panowie dobrze wiecie lepiej nawet niż Panie
                      > jakie niereformowalne kreatury są pośród nas. Znam kobiety,
                      > które nigdy nie udawały orgazmu, nie tylko nie miały orgazmu
                      > ale i przyjemności z seksu, ich partnerom
                      > nie przychodziło do głowy, ze coś jest nie tak.

                      Oczywiście że istnieją facecji którzy olewają potrzeby swych kobiet i ograniczają się do przysłowiowego "włożył/wyjął". Pewnie jest ich nadal sporo. Wkurzam się tylko gdy tą grupę TB rozciąga na wszystkie inne przypadki braku seksu.
                      • rekreativa Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:14
                        " Dlatego ja nie kupuję wyjasnienia TB i Rekreativy, że może być najpierw w związ
                        > ku super, a potem z czasem jest do kitu i to znaczy że technika faceta była sła
                        > ba. gdyby był słaby to byłby słaby od początku."

                        Czytaj uwazniej, to nie będziesz musiał kupować czegoś, czego nie ma.
                        Po pierwsze piszemy o sytuacji, gdy od początku super NIE BYŁO, ale zabrakło komunikacji i druga strona NIE wie, że nie jest super, bo strona pierwsza albo siedzi cicho, albo udaje.
                        Po drugie ja przynajmniej wskazałam na sytuację, gdy jest dobrze w sensie sprawiania sobie wzajem orgazmów, ale z jakichś powodów partnerowi się z czasem przestaje chcieć.
                        • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:34
                          rekreativa napisała:
                          > Czytaj uwazniej, to nie będziesz musiał kupować czegoś, czego nie ma.

                          Czytam uważnie i dlatego się tak irytuje czytając teksty TB.

                          > Po pierwsze piszemy o sytuacji, gdy od początku super NIE BYŁO, ale zabrakło ko
                          > munikacji i druga strona NIE wie, że nie jest super, bo strona pierwsza albo si
                          > edzi cicho, albo udaje.

                          Nie wiem jak TY, ale TB deklaruje ze 70% kobiet cierpi na brak seksu. Więc jak pisałem w odpowiedzi obok, albo większość kobiet to kretynki (że tkwią w takim związku), albo te 70% to mocno zawyżona wartość i TB tylko chce udowodnić że to niby dominująca przyczyna Braku Seksu w małżeństwie.

                          Poza tym jeśli ZABRAKŁO KOMUNIKACJI to ciężko tu mówic o braku TECHNIKI faceta. Sama pisałaś że każda kobieta może lubić coś innego. Bez sygnałów zwrotnych (choćby jęków w wersji minimum) ciężko pokazać co konkretna osoba lubi, co ją kręci.

                          > Po drugie ja przynajmniej wskazałam na sytuację, gdy jest dobrze w sensie spraw
                          > iania sobie wzajem orgazmów, ale z jakichś powodów partnerowi się z czasem prze
                          > staje chcieć.

                          PRZESTAŁO SIĘ CHCIEĆ -czyli znowu to nie jest przypadek BRAKU TECHNIKI. Bo partner musiał ją wcześniej posiadać skoro było dobrze i przestało mu się chcieć.

                          Jak widzisz słabo się bronią punkty z deklaracji TB:
                          "Nadal więc twierdzę, że:
                          1. Orgazm kobiecy podczas stosunku jest przede wszystkim kwestią techniki.
                          2. 70% kobiet nie przezywa orgazmu podczas stosunków, bo panowie mają złą technikę."

                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150247255,150260711,Re_Technika_a_kobiecy_orgazm.html
                          • rekreativa Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 18:57
                            "1. Orgazm kobiecy podczas stosunku jest przede wszystkim kwestią techniki.
                            2. 70% kobiet nie przezywa orgazmu podczas stosunków, bo panowie mają złą technikę."

                            Co do 1 - odpowiednia stymulacja nie gwarantuje orgazmu, ale z pewnością zwiększa szanse jego wystąpienia
                            Co do 2 - tu się różnimy, bo TB wszelkie braki orgazmu przypisuje nieodpowiedniej stymulacji, a ja tylko część z nich.
                            (z własnego przykładu - zdarza się, że nie udaje mi się dojść przy masturbacji, trudno by jednak było tu winić nieodpowiednią technikę, prawda?)
                            • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 19:01
                              rekreativa napisała:
                              > Co do 2 - tu się różnimy, bo TB wszelkie braki orgazmu przypisuje nieodpowiedni
                              > ej stymulacji, a ja tylko część z nich.
                              > (z własnego przykładu - zdarza się, że nie udaje mi się dojść przy masturbacji,
                              > trudno by jednak było tu winić nieodpowiednią technikę, prawda?)

                              Widzisz, dlatego twierdzenia TB uważam za błędne, mimo że głoszone z uporem Kato Starszego (tego co to każdą przemowę kończył słynnym "Poza tym uważam, iż Kartagina powinna zostać zburzona")
                    • zyg_zyg_zyg Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 20:42
                      > Ważne! Gdy ludzie kręcą siebie nawzajem mocno całe gadanie
                      > o technice odpada. W takich związkach ludzie rozkwitają
                      > stają się wyśmienitymi kochankami nawet gdy takimi nie byli.
                      > Nie ma problemów z komunikacją. Przekracza się kolejne granice.

                      A ja się nie zgadzam. Nikt mnie tak nie poblokował, nie pozamykał i przy nikim się tak seksualnie nie cofnęłam, jak przy mężczyźnie, który kręcił mnie do wariactwa i z wzajemnością.
                      • zawle Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 21:21
                        zyg_zyg_zyg napisała: > A ja się nie zgadzam. Nikt mnie tak nie poblokował, nie pozamykał i przy nikim
                        > się tak seksualnie nie cofnęłam, jak przy mężczyźnie, który kręcił mnie do wari
                        > actwa i z wzajemnością.

                        To prawda...życie mnie nie raz zaskoczyło. Zawsze orgazm miałam z facetem do którego po stosunku czułam obrzydzenie, a żeby do niego doszło, musiałam się nastrajać miesiącami. I nadal uważam że był to najgorszy seks mojego życia.
                        Najlepszym zaś był ten w którym nie szczytowałam, ale pływałam długo w chmurach. Facet początkowo był przeze mnie zepchnięty do grupy "Super Bezpiecznie- Z nim Nigdy". I był okropnym kochankiem ( zero techniki, dużo zapału).
                        • hello-kitty2 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 22:24
                          zawle napisała:

                          > zyg_zyg_zyg napisała: > A ja się nie zgadzam. Nikt mnie tak nie poblokował,
                          > nie pozamykał i przy nikim
                          > > się tak seksualnie nie cofnęłam, jak przy mężczyźnie, który kręcił mnie d
                          > o wari
                          > > actwa i z wzajemnością.
                          >
                          > To prawda...życie mnie nie raz zaskoczyło. Zawsze orgazm miałam z facetem do kt
                          > órego po stosunku czułam obrzydzenie, a żeby do niego doszło, musiałam się nast
                          > rajać miesiącami. I nadal uważam że był to najgorszy seks mojego życia.
                          > Najlepszym zaś był ten w którym nie szczytowałam, ale pływałam długo w chmurach
                          > . Facet początkowo był przeze mnie zepchnięty do grupy "Super Bezpiecznie- Z ni
                          > m Nigdy". I był okropnym kochankiem ( zero techniki, dużo zapału).

                          Oj psujecie tutaj radosc w watku ;)

                          Dolacze sie. Kiedys trafil mi sie pan przetechniczony. Po jakis tam intensywnych posuwaniach, mnie bylo juz naprawde fajnie, przerwal penetracje i zaczal mnie intensywnie masturbowac. Mysle sobie 'Co jest?', a bylo tak fajnie. Cala jego uwaga na mnie. Tak sie spielam, ze za Chiny nie moglam dojsc. Strasznie nie lubie jak ktos mi poswieca za duzo uwagi. Czuje sie nie swojo ;)

    • kahdor8 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 06:39
      To z ukochanym orgazm nie jest na zawołanie, potrzebna jest jeszcze technika ?
      • that.bitch.is.sick Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 09:35
        kahdor8 napisał:

        > To z ukochanym orgazm nie jest na zawołanie, potrzebna jest jeszcze technika ?

        Zawle mieć z ukochanym níe musi wystarczy jej satysfakcja. Cokolwiek to znaczy.Kryptoreklamy wolno zamieszczać.
        • zawle Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 21:15
          that.bitch.is.sick napisała:
          > Zawle mieć z ukochanym níe musi wystarczy jej satysfakcja. Cokolwiek to znaczy.
          > Kryptoreklamy wolno zamieszczać.

          Bo Ty młoda jesteś i niewiele wiesz. Ale jak będziesz doświadczona ( nie mam na myśli ilości) to zrozumiesz że stary człowiek potrafi docenić uroku międlenia skórki od chleba:)) I złaź z mojej nogi...bitch. Zrozum że ja nie jestem dla Ciebie żadną konkurencją....mamy inną grupę docelową.
      • zyg_zyg_zyg Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 09:51
        > To z ukochanym orgazm nie jest na zawołanie, potrzebna jest jeszcze technika ?

        Jak jest technika, to i orgazm na zawołanie ;-)
      • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 12:48
        kahdor8 napisał:

        > To z ukochanym orgazm nie jest na zawołanie, potrzebna jest jeszcze technika ?

        Cóż, kiedy tak stwierdziłam, to dostałam masę zarzutów, że kobieca seksualność a i baby w ogóle to są jakieś inne, że technika znaczenia nie ma, bo bardziej liczy się pozycja społeczna samca, ilość kasy jaką on posiada, miłość...
        Doszłam do wniosku, że jeśli ja w pracy i kontaktach z kobietami obserwuję, że technika ma kluczowe znaczenie dla kobiecego orgazmu (i że z tymi grami wstępnymi to bujda, bo nawet najlepsza gra wstępna do orgazmu kobiety nie doprowadzi) - to ktoś inny, kto z kobietami pracuje też musiał taką prawidłowość zaobserwować. I tak znalazłam Panią Długołęcką.

        Przy tym Pani Długołęcka ma nade mną przewagę - bo oprócz tego co sama zaobserwuje, ma także dostęp do badań - na które zresztą w swojej wypowiedzi się powołuje.
        • bigbadpig Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 13:03
          Odkąd spuściłaś z tonu i piszesz "technika jest ważna" zamiast "mężczyźni są winni, kobiety gotowe" czyta się Ciebie znacznie lepiej :P
          • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 13:50
            bigbadpig napisał:

            > Odkąd spuściłaś z tonu i piszesz "technika jest ważna" zamiast "mężczyźni są wi
            > nni, kobiety gotowe" czyta się Ciebie znacznie lepiej :P

            Big,
            Nic się nie zmieniło. Przecież nawet w poscie na który odpowiadasz TB pisze:

            "Doszłam do wniosku, że jeśli ja w pracy i kontaktach z kobietami obserwuję, że technika ma kluczowe znaczenie dla kobiecego orgazmu"

            zauważ: "TECHNIKA MA KLUCZOWE ZNACZENIE".
            Byłoby to może nawet śmieszne, gdyby nie było takie tragiczne. TB bowiem czyta tekst z którego wynika coś zupełnie innego. Podkreślona jest tam rola emocji, tego żeby to był TEN ODPOWIEDNI facet (a nie jaki się trafił i chciał zakładać rodzinę), wspomniana jest duża rola samokontroli kobiet oraz brak znajomości własnego ciała.

            Dopiero gdy to wszystko jest spełnione to odpowiednia technika może pomóc osiągnąć LEPSZY orgazm. TB pomija to wszystko i w art widzi tylko pochwałę techniki :-(
            • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 14:29
              > TB bowiem czyta tekst z którego wynika coś zupełnie innego.

              >Podkreślona jest tam rola emocji, tego żeby to był TEN ODPOWIEDNI facet (a nie jaki się >trafił i chciał zakładać rodzinę)

              Zauważ, że ja piszę o sytuacjach w których to jest Ten Odpowiedni Facet, a satysfakcji seksualnej i orgazmu nie ma. I wtedy jest to kwestia TECHNIKI. Bo jeśli facet jest nieodpowiedni - to jest nieodpowiedni.
              Przy czym w kontekście seksualnym odpowiedniość faceta - to jest jego gotowość do dania partnerce przyjemności. Jak się wczytasz to to zobaczysz - nieodpowiedni facet to facet, który nie ma ochoty się tym zajmować. A nie taki jak jest tu lansowane - z za małym - portfelem lub penisem itp.

              > wspomniana jest duża rola samokontroli kobiet oraz brak znajomości własnego ciała.

              O czym wciąż piszę i pisałam.

              > Dopiero gdy to wszystko jest spełnione to odpowiednia technika może pomóc osiąg
              > nąć LEPSZY orgazm. TB pomija to wszystko i w art widzi tylko pochwałę techniki
              > :-(

              Przeczytaj jeszcze raz - bo nic takiego z artykułu nie wynika, że technika ma zapewnić lepszy orgazm.Ale zacytuje ci raz jeszcze:
              "okazuje się, że dla przeżywania samego orgazmu większe znaczenie ma rodzaj i czas stymulowania pochwy niż same pieszczoty"
              • kutuzow Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 14:45
                twojabogini napisała:

                > Zauważ, że ja piszę o sytuacjach w których to jest Ten Odpowiedni Facet, a saty
                > sfakcji seksualnej i orgazmu nie ma.

                Sorry, ale mijasz się z prawdą. W przypadku BSwM z góry zakładasz, że winny jest gość, nawet wtedy gdy on sam pisze że żona ma przyjemnośc. Nie muszę daleko szykac przykładu -wątek sprzed kilku dni:

                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149748767,149750977,Re_Cos_z_mna_nie_tak_.html
                > Jak się wczytasz to to zobaczysz - nieodpowied
                > ni facet to facet, który nie ma ochoty się tym zajmować.

                Nieodpowiedni facet to moze być facet który nie kręci wystarczająco danej kobiety, ale jest najlepszym z dostępnych kandydatów do związku i założenia rodziny. Może to byc także niezgodność MHC która przejawia się w tym iż nie kręci nas zapach danej osoby, ale jak wyżej ze względów "praktycznych" tworzymy związek z tą osobą. Powodów dla których to nie TEN facet jest wiele i wcale nie dotyczą one tylko techniki.

                > Przeczytaj jeszcze raz - bo nic takiego z artykułu nie wynika, że technika ma z
                > apewnić lepszy orgazm.Ale zacytuje ci raz jeszcze:

                TB -Ty chyba nie czytałaś art który sama linkujesz albo go nie zrozumiałaś. Pomijasz bowiem wszystkie inne aspekty które podkreśliłem i jeszcze pomijasz to że art mówi o LEPSZYCH orgazmach, czyli droga 2 i droga 3.
                Zacytuje Tobie:

                "Punkt A, zwany też strefą AFE, to obszar za punktem G, na przedniej ścianie pochwy, ale dalej - tuż przy szyjce macicy, pobudzany przy głębokiej penetracji. Przy specyficznym pobudzaniu tego miejsca możemy uzyskać kolejny rodzaj orgazmu i trzeci rodzaj wytrysku."

                oraz to:

                "orgazm pierwszego typu polega na tym, że po chwili szczytu następuje spadek. To orgazm podobny do męskiego. Kobiety, które stymulują łechtaczkę, też mówią o szybkim rozładowaniu napięcia - jak to mówi ktoś, kogo znam: "Kliknę się i już". U kobiety jednak inaczej niż u mężczyzny moment spadku jest krótki i już za chwilę można cały schemat powtórzyć. Jeśli powtórzymy go kilkakrotnie, osiągniemy orgazm wielokrotny - czyli orgazm po orgazmie z przerwami. Jeśli zaś chcemy przeżyć orgazm pogłębiony, trzeba przetrzymać to "uczucie nie do wytrzymania" i wejść na wyższe etapy. Aby uzyskać tego typu podniecenie, najlepiej zacząć od "drażnienia" łechtaczki...."
          • twojabogini Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 14:22
            bigbadpig napisał:

            > Odkąd spuściłaś z tonu i piszesz "technika jest ważna" zamiast "mężczyźni są wi
            > nni, kobiety gotowe" czyta się Ciebie znacznie lepiej :P

            Mężczyźni są winni, jeśli nie chcą uznać, że technika jest ważna. Tak lepiej? Słuchaj mnóstwo kobiet ma problem z tym, że klepie swojemu mężowi do głowy, że potrzebują inaczej, że coś by wypróbowały, a panowie nic sobie z tego nie robią.
            Lub też kobieta nie przezywa orgazmu - i od razu z góry zakładają, że z kobietą coś jest nie tak - była molestowana, ma zahamowania, jest oziębła.

            Nadal więc twierdzę, że:
            1. Orgazm kobiecy podczas stosunku jest przede wszystkim kwestią techniki.
            2. 70% kobiet nie przezywa orgazmu podczas stosunków, bo panowie mają złą technikę.
            3. Jeśli kobieta nie ma satysfakcji seksualnej w związku seksualnym z partnerem to jest to kwestia jej i jego braku wiedzy o technice potrzebnej do zaspokojenia kobiety (delikatniej określam to seksualnością kobiety).
            4. Większość mężczyzn jest oporna na wiedzę o potrzebnych technikach, a nawet - co widać tu na forum - słabo przyswaja sobie informację, że taka wiedza jest w ogóle potrzebna, istotna.

            Do tego w większości przypadków z którymi się stykam panowie są niechętni do wprowadzania jakichkolwiek zmian, poszukania nowych technik - nawet gdy kobiety biorą sprawy w swoje ręce. Co najwyżej taki facet obraża się, jak ona mogła kupić sobie wibrator. I wtedy jest to wina mężczyzny.
    • kutuzow I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 13:44
      TwojaBogini zapisała tu już kilka ładnych stron A4 o tym jak to TECHNIKA kochanka jest kluczowa dla przyjemności osiąganej przez kobietę. Zrzucała już problem braku seksu na barki facetów (pewnie to zły kochanek był). Najśmieszniejsze jest to, że nawet w zalinkowanym przez nią samą artykule pokazane są wszystkie inne czynniki które są równie ważne jak technika i bez których to po prostu będzie "nie ten facet".

      "Basson podkreśliła rolę dwóch czynników - bliskości emocjonalnej i poziomu satysfakcji ze związku. Dodanie tych dwóch elementów wyjaśniło, dlaczego kobiecy orgazm charakteryzuje się tak dużą zmiennością i różnorodnością pomiędzy poszczególnymi kobietami oraz w różnych cyklach życia.

      ...Ale siła tego apetytu zależy od nastawienia emocjonalnego do partnera, rodzaju stymulacji i kontekstu. To u kobiet jest zindywidualizowane."


      czyli w skrócie - w niezbyt udanych związkach, gdzie facet jest "kryzysowym narzeczonym" gość może pęknąć, a i tak nie będzie spełnionych warunków startowych do super seksu. Jego popisywanie się super techniką pieszczot łechtaczki będzie odbierane przez nią równie subtelnie jak walenie konia przy niemieckim pornosie.

      "Zdaniem Basson kobieca motywacja do seksu wykracza daleko poza pożądanie typu męskiego rozumiane jako myśli i fantazje seksualne i pragnienie kontaktu seksualnego. Podstawową rolę w tym, czy chcemy seksu, czy nie, odgrywają emocje i interpretacja sytuacji."


      Czyli znowu po raz kolejny autorka pokazuje, że to nie technika jest głównie odpowiedzialna za to czy kobieta chce czy nie chce seksu, a EMOCJE. Warto podkreślić że na EMOCJE kobiety facet ma znacznie mniejszy wpływ (niż np. na wyuczenie się przez siebie samego odpowiedniej techniki erotycznej).


      Kolejny czynnik utrudniający osiągnięcie orgazmu: (SAMO)KONTROLA kobiet:

      "Kolejny rodzaj kontroli, najtrudniejszy do pokonania, jest związany z ryzykiem emocjonalnym. Kobiety wstydzą się być spontaniczne. Boją się tego, co pomyśli mężczyzna, gdy one odpuszczą kontrolę. I boją się samej siebie, tego, iż może się okazać, że są inne, niż przypuszczały (to często wychodzi przy romansach, gdy kobieta się dziwi: o, to ja taka jestem?), że mają inne potrzeby. I czwarty rodzaj kontroli - kontrola ciała. Aby przeżyć głęboki orgazm, musimy umieć puścić kontrolę i tu."

      Czyli żeby przyszło tysiąc atletów i każdy z nich.... Gość z techniką może się schować jeśli kobieta sama nie pozwoli sobie na oddanie się przyjemności.


      No i na koniec strzał w potylice całej teorii Twojej Boginki - okazuje się że nagle racje mieli jej adwersarze, którzy wskazywali na to że kobiety same z siebie nie garną się do poznawania swego ciała i swych reakcji. Przy takim podejściu występ artysty CO MA TECHNIKĘ to i tak orka na ugorze:

      "Z warsztatów z kobietami, które prowadzę, wynika jasno, że nawet przy pogłębionej pracy z emocjami bardzo trudno się pozbyć tego ostatniego rodzaju kontroli. Zazwyczaj mamy słaby kontakt ze swoim ciałem, bo traktujemy je zbyt instrumentalnie - ma być sprawne, płodne i ładnie wyglądać. Aspekt związany z przeżywaniem przyjemności jest przez kobiety często zaniedbywany. Dużo warunków musi być spełnionych, żebyśmy się poczuły bezpiecznie z drugą osobą w otwartej, seksualnej relacji. Żebyśmy pozwoliły ciału zrobić to, co chce."


      Przy okazji przypomniała mi sie dawna dyskusja o tym jak to niby kobiety chcą seksu tak samo często jak faceci (przykład z Dark Roomem dla gejów, szybkimi numerkami itp).
      Tutaj jest potwierdzenie tej tezy:
      "DUŻO WARUNKÓW MUSI BYĆ SPEŁNIONYCH ŻEBYŚMY POCZUŁY SIĘ BEZPIECZNIE Z DRUGĄ OSOBĄ W OTWARTEJ SEKSUALNEJ RELACJI"
      • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 14:50
        Powstrzymaj swój triumf, bo nie cała teoria TB poszła się jebać.
        Faktem jest, że na pojęcie satysfakcji seksualnej składa się wiele rzeczy, a orgazm czyli kulminacja czysto fizyczna jest tylko jedną z nich.
        Liczy się atrakcyjność partnera - czy nas kręci, liczy się atrakcyjność własna - czy mamy kompleksy (a z tego już wynika ta omawiana kontrola i brak łączności z własnym ciałem), liczy się uczucie, zaufanie, okoliczności przyrody, samopoczucie itd. itp.
        Faktem jest, że sama technika w oderwaniu od reszty sprawy nie załatwi. Bo albo orgazm będzie, ale nie będzie satysfakcji, albo w ogóle nie będzie orgazmu, bo będzie blokada.
        Z drugiej jednak strony same czynniki typu wzajemne kręcenie czy uczucie nie wystarczą, by mieć orgazm. No ja wiem, że takie opowieści krążą, jakoby od samego fantazjowania można było orgazmować i to wielokrotnie, ale jednak u większości ludzkości trzeba wprowadzić w tym celu działanie - pieszczoty, stymulację fizyczną.
        No i tu już technika jest ważna - choć to dla mnie słowo niezbyt odpowiednie, bo sugeruje jakieś wielkie skomplikowanie. Ja bym to zamieniła na odpowiedni rodzaj stymulacji - właśnie taki jest potrzebny, by orgazm mieć, tudzież by mieć większą, bardziej głęboką przyjemność.
        Bo chyba się zgodzimy, że nie każdy rodzaj pieszczot nas doprowadzi tam, gdzie mamy ochotę, prawda? I że są lody lepsze, gorsze i całkiem beznadziejne.
        I że jeśli facet, nawet super ciacho, na którego sam widok babka aż pulsuje, zacznie jej mocno i boleśnie międlić łechtaczkę, to orgazmu z tego może nie być.
        • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:07
          > Faktem jest, że sama technika w oderwaniu od reszty sprawy nie załatwi.

          Czy to nie u TB było o wyjątkowo mało atrakcyjnym kolesiu, do którego zaczęły się kolejki ustawiać gdy opanował stymulację punktu G? :)
          • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:15
            Stąd rozróżniam pojęcia "orgazm" od "satysfakcji seksualnej".
            To pierwsze dla mnie oznacza czysto fizyczne fizjologiczne doznanie. To drugie to uczucie zaspokojenia również psychicznego, zadowolenie z całokształtu swego pożycia seksualnego.
            Wierzę, że panie mogły ustawić się w kolejce po orgazm od stymulacji punktu G - choćby po to, by na własne "oczy" zobaczyć, co to takiego.
            Natomiast czy ten orgazm z nieatrakcyjnym kolesiem, z którym ich nic nie łączy był taki wielce satysfakcjonujący, to już mogę powątpiewać.
        • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:22
          rekreativa napisała:
          > Powstrzymaj swój triumf, bo nie cała teoria TB poszła się jebać.

          Zgadzam się z Tobą że technika jest ważna, ale ona niewiele zdziała gdy nie ma pozostałych elementów wymienionych w artykule. Zobacz że TB zupełnie inaczej stawia "akcenty". mamy najpierw technikę odpowiedzialną za jakoś seksu potem długo, długo nic i jakieś ew. dodatkowe elementy czasami wpadną.

          Zacytuje to co pisze sama TB:

          "Nadal więc twierdzę, że:
          1. Orgazm kobiecy podczas stosunku jest przede wszystkim kwestią techniki.
          2. 70% kobiet nie przezywa orgazmu podczas stosunków, bo panowie mają złą technikę.
          3. Jeśli kobieta nie ma satysfakcji seksualnej w związku seksualnym z partnerem to jest to kwestia jej i jego braku wiedzy o technice potrzebnej do zaspokojenia kobiety (delikatniej określam to seksualnością kobiety).
          4. Większość mężczyzn jest oporna na wiedzę o potrzebnych technikach, a nawet - co widać tu na forum - słabo przyswaja sobie informację, że taka wiedza jest w ogóle potrzebna, istotna."

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150247255,150260711,Re_Technika_a_kobiecy_orgazm.html
          • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:50
            Kutuzow, Tb o tym już wspomniała, ale powtórzę - odróżniaj sam orgazm od ochoty na seks oraz satysfakcji seksualnej.
            Żeby mieć ochotę na seks z konkretną osobą nie wystarczy sam fakt odczuwanego w ciele napięcia. Bo może Cię fizycznie "swędzieć", ale nie zaczniesz się raczej dobierać do swego kumpla z tego powodu. Poczekasz na odpowiedniejszą okazję , a napięcie sobie sam łapką uwolnisz. Czyli wszystkie te sytuacje, o których była mowa wyżej - atrakcyjność, kręcenie, zaufanie, uczucia, fizyczna potrzeba wchodzą tu w grę.
            Z kolei gdy chodzi o sam orgazm - jako cielesne odczucie i reakcja fizjologiczna, to on zależy od odpowiedniej dla danej osoby stymulacji mechanicznej. Jeden facet lubi loda lizanego, inny tylko głębokie gardło, jedna kobieta dochodzi łatwiej, gdy się jej liże sutki, inna gdy zaciśnie uda itd.
            Oczywiście są czynniki, które mogą utrudnić wystąpienie tych cielesnych reakcji (jak choćby choroba, czy stres) i wtedy mimo stymulacji, która zazwyczaj dawała efekty, może być dupa, ale koniec końców do wystąpienia orgazmu, czy u faceta, czy u kobiety konieczna jest stymulacja - i nie byle jaka, ale dopasowana do reaktywności i potrzeb danej osoby.
            I tu ma TB rację - by był orgazm, to trzeba wykonać odpowiednie czynności, czasem dosyć ściśle określone. Jeśli się ich nie wykona, albo wykona inaczej, to mimo podniecenia orgazmu może nie być.
            A odczucie satysfakcji z własnego życia seksualnego to jeszcze inna sprawa, na którą się składa jeszcze więcej rzeczy.
            • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 17:22
              rekreativa napisała:

              > Kutuzow, Tb o tym już wspomniała, ale powtórzę - odróżniaj sam orgazm od ochoty
              > na seks oraz satysfakcji seksualnej.

              Zauważ że rady TB nie ograniczają się do samego orgazmu (lub jego braku). Gdyby TB pisała że technika może pomóc w osiągnięciu orgazmu to bym się pod tym podpisał.
              TB zaś doszukuje się przyczyn BRAKU SEKSU. Skoro więc TB patrzy szerzej na problem, nie tylko na sam orgazm, to przyznasz chyba że warto pokazać że są także inne czynniki które ten brak seksu mogą powodować. Brak orgazmu nie ma tutaj "monopolu".


              > Żeby mieć ochotę na seks z konkretną osobą nie wystarczy sam fakt odczuwanego w
              > ciele napięcia.

              Co do tego urywka to, powinnaś zacząć od tego cytatu:
              "Badania z początku naszego wieku wykazały jednak, że stosowanie tego samego schematu do kobiet i mężczyzn nie do końca się sprawdza, bo bardzo się różnimy"

              Widzisz przykład z facetem gdy mówimy o kobietach jest błędny. Weź pod uwagę zachowania gejów -średnią liczbę kochanków (jako grupy kontrolnej) i zobaczysz że jednak się RÓŻNIMY co zaznaczyła w artykule autorka. U mężczyzn brak seksu często wynika z ograniczeń w "dostępie" do kobiet, a nie jakiś emocjonalnych historii (tutaj bycie w szczęśliwym związku traktuje jak pewnego rodzaju wyjątek). Zobacz że wszyscy Ci którzy z racji sławy, pieniędzy czy statusu mają wianuszek adoratorek korzystają z tego bez zastanowienia.

              Co do techniki, to chyba Sisi-ketch wrzuciła kiedyś super film -przedstawienie komika który tłumaczył, że jeśli kobieta nauczy się robić loda, to posiadła tą umiejętność i potrafi juz robić dobrze każdemu facetowi. Za to jeśli facet nauczył się robić minetę, to umie zrobić dobrze tej jednej KONKRETNEJ kobiecie.
              Postaram się to odszukać.
              • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 17:43
                " U mężczyzn brak seksu czę
                > sto wynika z ograniczeń w "dostępie" do kobiet, a nie jakiś emocjonalnych histo
                > rii "

                Ale ja pisałam o kobiecie... chyba. Bo na tym się skupiliśmy w tym wątku.
                Owszem, ochota na seks u faceta występuje łatwiej, ale też nie jest tak, że się rzuci na pierwszą z brzegu...

                "jeśli kobieta nauczy się robić loda, to posiadła tą
                > umiejętność i potrafi juz robić dobrze każdemu facetowi. Za to jeśli facet nauc
                > zył się robić minetę, to umie zrobić dobrze tej jednej KONKRETNEJ kobiecie. "

                Toteż cały czas piszę o stymulacji dopasowanej do KONKRETNEJ osoby, a nie o jakiejś uniwersalnej technice.
                No i nigdzie nie tweirdzę, że facetom jest tutaj równie łatwo jak babkom - własnie nie jest i dlatego powinni się w przyjemność kobiecą nieco bardziej zagłębić.
                • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:09
                  rekreativa napisała:
                  > Ale ja pisałam o kobiecie... chyba


                  Sorry, zmyliło mnie to "Cię":
                  > Bo może Cię fizycznie "swędzieć", ale nie zaczniesz się raczej dobierać do swego kumpla z tego powodu."

                  pomyślałem, że piszesz do mnie. Troche mi nie pasował ten kumpel (na końcu), ale pomyślałem że nie jesteś ortodoksyjna w tej kwestii i dajesz mi wybór ;-)

                  Przyznam, że teraz po Twoim wyjaśnieniu to ma trochę więcej sensu :-)
                  • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:20
                    A nie, ten akurat przykład był do Ciebie.
                    Chodzi mi o to, że samo ciśnienie nie musi być warunkiem wystarczającym, by uprawiać seks. Nawet po więzieniach, przy dożywotnich wyrokach jedynie pewien procent więźniów zaczyna dymać towarzyszy...
                    • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:25
                      rekreativa napisała:

                      > A nie, ten akurat przykład był do Ciebie.
                      > Chodzi mi o to, że samo ciśnienie nie musi być warunkiem wystarczającym, by upr
                      > awiać seks. Nawet po więzieniach, przy dożywotnich wyrokach jedynie pewien proc
                      > ent więźniów zaczyna dymać towarzyszy..

                      Owszem TOWARZYSZY, gdyby to były jednak TOWARZYSZKI to by się bzykali tylko by furczało.
                      Czytałem kiedyś o pewnej wyprawie morskiej (nie pamiętam tylko której), gdzie statki dotarły do Polinezji albo Filipin. Lokalni nie znali żelaza, więc bardzo cenne były wszystkie wyroby metalowe (gwoździe, kołowrotki, garnki itp). Po pewnym czasie dowódca musiał postawić straż na statkach bo inaczej zginęłyby ostatnie gwoździe i garnki, które to marynarze wymieniali na "numerek" z lokaleskami.
          • kag73 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 01:36
            Ja tam sie zgadzam z TB, ze technika jest bardzo wazna(moze nawet najwazniejsza), zeby osiagnac orgazm przy stosunku, bo o tym jest tutaj mowa. Nie mowimy o przyjemnosci, o frajdzie podczas seksu, o orgazmach osiaganych przez stymulacje lechtaczki, tylko o orgazmie podczas stosunku. Pozycja na jezdzca byla tutaj dobrym przykladem, kobieta na gorze i probujacy "przekrecac" ja facet, bo wie jak on chce. Zdarza mi sie do meza mowic "nie, nie, ja teraz jestem szefem!", bo zauwazylam, ze ja potrzebuje inaczej niz on. Plus: on grzecznie daje ze soba robic(sie ujezdzac) jak mnie sie podoba(jak ja potrzebuje). Wiem tez, pamietam, ze dawniej koncentrowalam sie glownie na jego przyjemnosci, moj orgazm byl(dla mnie samej) podczas stosunku drugorzedny, bo na pewniaka mialam go przy minecie np. Podobnie w innych pozycjach. Z pewnoscia sa kobiety, ktorym to wszystko nie potrzebne, nie maja problemu z dochodzenie podczas stosunku.
            Wyjasnie, ze nie ma to nic do rzeczy ze to maz wybierany rozsadkowo, bo tak nie jest. Krecil/kreci, chetna jestem i bylam, podniecona, podobnie z innymi facetami. Niemniej jednak do oragazmu przy stosunku to nie wystarczalo/nie wystarcza mi, mnie potrzeba jest ta specjalna stymulacja/technika i tyle.
            Wyjatek: wielkie podniecenie o krok od orgazmu, bo wyposzczona, badz juz dzien wczesniej np. podjarana ale bez orgazmu. Jednak rzadko. Co nie zmienia faktu, ze pewnie inne maja inaczej.
            I to praktykowanie tej odpowiedniej techniki nie musi wcale oznaczac, ze dla faceta konczy sie frajda.
            • zawle Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 04:07
              kag73 napisała: > Wyjatek: wielkie podniecenie o krok od orgazmu, bo wyposzczona, badz juz dzien
              > wczesniej np. podjarana ale bez orgazmu. Jednak rzadko. Co nie zmienia faktu, z
              > e pewnie inne maja inaczej.

              O tak!!! U mnie taki stan jest związany właśnie z brakiem orgazmu. Im więcej seksu, odmawiania sobie zakończenia tym stan przed orgazmowy dłuższy i bardziej wypełniający. Orgazm mnie uspokaja i zamyka. Najadam się. A wolę jeść i jeść i czuć nieustający głód. Partner tylko ma przechlapane:)))
        • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:23
          rekreativa napisała:

          Widzę, że zauważyłaś to co ja - że kutuzow nie odróżnia techniki osiągnięcia orgazmu od czynników, które warunkują podniecenie, ochotę na seks itp. (masz rację, że najlepiej tu pasuje odpowiedni sposób stymulacji, brzmi ładniej i nie tak zagadkowo i zawile - może przyczynimy się do stworzenia odpowiedniego języka do rozmowy o kobiecej seksualności :)

          Ja o dupie, on o słupie :)

          Swoja drogą - wkurza mnie, że opisywanie wszystkich warunków wstępnych do seksu przypisuje się jedynie seksualności kobiecej. W artykule to nie razi - bo jest pisany o kobietach. Jednak mężczyźni mają dokładnie tak samo. Partnerka musi być dla nich atrakcyjna seksualnie, facet mający problem z samokontrolą nie osiągnie orgazmu, jak w związku padnie sfera bliskości i zaufania - to także mężczyzn będzie unikał seksu.

          Jakby pisać o tym co powoduje, że mężczyźni się podniecają i są gotowi do orgazmu to też dojdziemy do wniosku, że technika w ich przypadku nie jest ważna, a lista warunków długa. A i tak koniec końców stymulacja okaże się kluczowa. Bo jak pan z erekcją i atrakcyjną dla siebie partnerką wyląduje w łóżku i ona go zacznie miziać piórkiem, albo ściskać mu boleśnie penisa, albo będzie mega luźna i mokra przy tym jak wiadro wody - to żeby nie wiem co on orgazmu z nią nie osiągnie. A sam będzie mógł sobie go zrobić. I co wtedy - stwierdzimy, że ma nawyki masturbacyjne?

          A już zdanie: "aby przeżyć głęboki orgazm, musimy umieć puścić kontrolę" - dotyka jednego z najpoważniejszych współczesnych męskich problemów seksualnych. Wielu mężczyzn potrafi przeżyć z partnerką jedynie płytki orgazm, a czasem nawet tylko zwyczajny wytrysk. I wtedy wspomagają się pornografią i autoerotyzmem - co daje im o wiele głębsze przeżycia.
          • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:39
            twojabogini napisała:
            > Widzę, że zauważyłaś to co ja - że kutuzow nie odróżnia techniki osiągnięcia or
            > gazmu od czynników, które warunkują podniecenie,

            TB, czy Ty nie rozumiesz, że bez spełnionych czynników warunkujących podniecenie, sama technika zda się psu na budę?

            To jak z bieganiem na nartach. Możesz byc utalentowana niczym Justyna Kowalczyk, ale nie pobiegniesz daleko jak narty nie będą miały odpowiedniego smarowania. Cała Twoja technika na nic się nie zda. Zeby ona działała muszą być spełnione określone warunki.

            Ty zakładasz domyślnie że warunki są sepłnione tylko facet dupa, techniki nie ma.
            Ja uważam że w wielu przypadkach to związek jak taki jest wadliwy, są razem dwie osoby które nie powinny być (bo np. nikt lepszy im się nie trafił) i w takiej relacji technika nie pomorze.
            • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 16:11
              Kutuzow, ale o co właściwie się spierasz?
              Oczywiście, że robimy pewne założenie, a mianowicie takie, że mamy już tego fajnego, kręcącego i ukochanego - i o tym jest cały czas mowa. O konkretnej sytuacji - właśnie takiej.
              Bo przecież nie wszystkie pary, które tu lądują z brakiem seksu to są układy, gdzie od początku pan nie kręcił pani i został wybrany z rozsądku bądź braku laku.
              Jest sporo takich par, gdzie coś siada z czasem, ale nie jest to ani utrata atrakcyjności, ani utrata zaufania, ani wypalenie uczuć. Jest to natomiast brak odpowiedniej stymulacji w łóżku. Jeśli ja idę się bzykać z gościem cała napalona, a on za każdym razem włoży, wyjmie i koniec pieśni, to po pewnym czasie albo mi seks z nim zobojętnieje i sama sobie sprawę załatwię, albo mnie sfrustruje, albo obrzydnie.
              Pozostaje natomiast pytanie - dlaczego tak się dzieje, że nie można tej stymulacji pasującej uzyskać? Bo tu już, moim zdaniem, przyczyna może leżeć po obu stronach.
              Albo facet może mieć w dupie, nie słuchać wskazówek, uważać, że wie lepiej, albo z kolei kobieta może udawać, że jest ok, nie komunikować potrzeb i trzymać gościa w błogiej nieświadomości.
              I jeszcze na koniec: orgazm nie jest najważniejszy, ale pod warunkiem, że jednak w związku się zdarza :)
              Bo jeśli nie zdarza się wcale, to wtedy jest najważniejszy. Tu przecież nie chodzi tylko o rozładowanie fizycznego napięcia, ale o zrobienie tego ze współudziałem ukochanej osoby - to zespolenie ciał, to takie fajne uczucie, gdy przez skórę czuć szybkie bicie drugiego serca i przyśpieszony oddech, taki sam jak u nas, gdy możemy obserwować to fizyczne uniesienie a jednoczesnie sami go doświadczać.
              Jesli tego nigdy nie ma, to pojawia się niedosyt, poczucie jakiejś straty, niepełności, nawet braku sensu w tym całym seksie. A stąd już niedaleko, żeby się na seks wypiąć.
              • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 17:09
                rekreativa napisała:

                > Kutuzow, ale o co właściwie się spierasz?

                Spieram się o to, że TB bierze jakiś wąski wycinek sytuacji (mała grupa przypadków) i przykłada ją jako uniwersalną miarę do WSZYSTKICH przypadków jakie znajdzie na forum. Dawałem juz link do dyskusji w wątku smoka-diplodoka. Smok pisał że zona orgazm ma. TB, że musi mu się tylko zdawać, bo gdyby miała to seks by był -więc znaczy, że jest słabym kochankiem, a orgazmy udawane.

                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149748767,149750977,Re_Cos_z_mna_nie_tak_.html
                i tak w kółko na tym forum na tą samą modłę.


                > Jesli tego nigdy nie ma, to pojawia się niedosyt, poczucie jakiejś straty, niep
                > ełności, nawet braku sensu w tym całym seksie. A stąd już niedaleko, żeby się n
                > a seks wypiąć.

                Czy znasz jakiś związek w którym faktycznie na początku było SUPER, a potem nagle jest FATALNIE jeśli chodzi o jakość seksu? Ja znam tylko takie, gdzie z czasem ten seks zanika (bo się sobie "opatrzyli" oboje, bo rutyna itp). Nie znam jednak przypadku gdzie facet miał technikę opanowaną, bo wcześniej dawał sobie super radę i nagle jakby jej "zapomniał". Odwala fuszerkę i żona/partnerka sfrustrowana.



                • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 17:32
                  " Czy znasz jakiś związek w którym faktycznie na początku było SUPER, a potem nag
                  > le jest FATALNIE jeśli chodzi o jakość seksu?"

                  Nie, ale TB też o takich nie mówi.
                  Mówi natomiast o tych, gdy w seksie od początku nie było super, to znaczy kobiecie nie było super, ale trzymała buzię na kłódkę, bo:
                  a) była zakochana, zauroczona i to jej rekompensowało brak orgazmu
                  b) miała nadzieję, że z czasem się coś odmieni, że ona "zaskoczy"
                  c) doszła do wniosku, że widocznie tak wygląda seks
                  d) bała się zrazić partnera


                  "Nie znam je
                  > dnak przypadku gdzie facet miał technikę opanowaną, bo wcześniej dawał sobie su
                  > per radę i nagle jakby jej "zapomniał". Odwala fuszerkę i żona/partnerka sfrust
                  > rowana."

                  Naprawdę nie znasz sytuacji, że po kilku latach , kiedy ludzie się sobie już troche opatrzyli, facetowi może się zwyczajnie przestać chcieć za każdym razem starać? I że może dążyć do sytuacji, kiedy małym wysiłkiem sobie zrobi dobrze bez konieczności "pracowania" nad orgazmem partnerki?
                  Jest jeszcze inna sprawa, taka mianowicie, że z czasem organizm może zmienić swoją reaktywność (czy to wskutek zmian hormonalnych, czy porodu, czy czego tam innego) i to, co działało kiedyś może już nie działać, lub działać słabiej - albo odwrotnie, coś, co kiedyś ledwo ledwo, teraz daje nowe doznania. (Obserwuję to po sobie), a w związku z tym trzeba też zmodyfikować działania.
                  • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:21
                    rekreativa napisała:
                    > Nie, ale TB też o takich nie mówi.
                    > Mówi natomiast o tych, gdy w seksie od początku nie było super, to znaczy kobie
                    > cie nie było super, ale trzymała buzię na kłódkę, bo:

                    TB, pisze o 70%.:
                    "2. 70% kobiet nie przezywa orgazmu podczas stosunków, bo panowie mają złą technikę."

                    Uważasz że 70% kobiet jest na tyle głupich lub krótkowzrocznych, że olewa sferę fizyczną byle tylko być w związku? Ja nie neguję że są takie przypadki o których Ty piszesz. Irytuje mnie tylko gdy takie przypadki które wg mnie są mniejszością TB przykłada do rozwiązywania WSZYSTKICH problemów braku seksu.

                    > Naprawdę nie znasz sytuacji, że po kilku latach , kiedy ludzie się sobie już tr
                    > oche opatrzyli, facetowi może się zwyczajnie przestać chcieć za każdym razem st
                    > arać? I że może dążyć do sytuacji, kiedy małym wysiłkiem sobie zrobi dobrze bez
                    > konieczności "pracowania" nad orgazmem partnerki?

                    Wiesz jakieś 3 lata temu pisałem o takim problemie, który nazwałem roboczo "Dyktaturą orgazmu":

                    "- efekt "dyktatury orgazmu". Ludzie w wieku 20+ często
                    eksperymentują, szukają tego co ich kręci. Po pewnym czasie gdy
                    wchodzą w długoletni związek (często zbliżając się do 30-tki lu
                    później) przestają eksperymentować (w końcu poznali już swoje
                    preferencje) i zaczynają chodzić "na skróty" w łóżku. Seks ma wtedy
                    dać przyjemność, zgodnie z tym co pisze prasa kolorowa - liczy się
                    orgazm. Zaczynają wtedy rosnąć oczekiwania kobiety (seks bez
                    orgazmu - np. tzw "szybki numerek" już tak nie bawi jak kiedyś), a u
                    faceta zaczyna się "zadaniowe" podejście do seksu. Wie, że jest
                    oceniany za jakość, wie że to na nim często leży odpowiedzialność za
                    sukces /lub porażkę w łóżku.

                    Po pewnym czasie ta presja może mu odebrać ochotę na
                    kolejne "zadania" jeśli typowe wieczorne akcje nie są przeplatane
                    akcją w której to kobieta dla odmiany jest aktywna (co ważne -
                    wysyła mu jasny sygnał, że tym razem może skoncentrować się na
                    swojej własnej przyjemności. Inaczej facet może odbierać to
                    jako "zachętę" grę wstępną do kolejnego "zadania"). Szybki numerek
                    lub "lodzik" który zostanie zainicjowany przez partnerkę (z wyraźnym
                    sygnałem że nie jest to gra wstępna tylko danie serwowane specjalnie
                    dla niego) pozwala przełamywać narastające poczucie presji na wyniki.

                    Partner w takim układzie gdzie to on ciągle zabiega o seks i jest
                    jednocześnie odpowiedzialny za jego jakość, zaczyna być
                    zestresowany. Co będzie gdy tym razem mu nie wyjdzie (nie zaspokoi
                    partnerki zanim on dojdzie)? Pół biedy gdy partnerka jest z tych co
                    to "naprowadzają" swoimi odgłosami, mową ciała a czasami lekką
                    sugestią na to na co ma ochotę i co jej sprawia przyjemność. Są
                    jednak kobiety, które tego nie robią i wtedy "zadanie" jest jeszcze
                    trudniejsze. Po pewnym czasie takiej "walki" facet, może dojść do
                    wniosku że masturbacja jest bezpieczniejsza (dla jego ego) i mniej
                    męcząca lub może zacząć rozglądać się za inną partnerką (jeśli jest
                    w małżeństwie z dziećmi, kredytem itp - to pewnie nigdy się nie
                    przyzna do tego rozwiązania.)"

                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,108197048,108207707,Dyktatura_orgazmu_w_mediach.html
                    • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:46
                      "Uważasz że 70% kobiet jest na tyle głupich lub krótkowzrocznych, że olewa sferę
                      > fizyczną byle tylko być w związku? Ja nie neguję że są takie przypadki o który
                      > ch Ty piszesz. Irytuje mnie tylko gdy takie przypadki które wg mnie są mniejszo
                      > ścią TB przykłada do rozwiązywania WSZYSTKICH problemów braku seksu. "

                      Różnica między mną a TB jest taka, że ja nie uważam, by 70% kobiet bez orgazmów przy stosunku to była przede wszystkim kwestia techniki partnera. Część na pewno jest. Ale na odczuwanie orgazmu fizycznie składa się też własne podejście do ciała i jego reakcji, akceptacja cielesności jako takiej, właśnie puszczenie kontroli itp. Blokady psychiczne mogą blokować ciało, to chyba jasne.

                      Co do "dyktatury orgazmu" - no to jest właśnie sytuacja, którą podałam za przykład. Na początku facet próbuje tego i owego, kręci go, że babce zrobił dobrze, ale z drugiej strony babka może się przyzwyczaić do tej zapobiegliwości i rozbudowanych pieszczot i chcieć tak za każdym razem. Z czasem on może już mieć dość, dochodzi presja, jeśli kobieta okazuje swe niezadowolenie itd.
                      Ja tu nie wnikałam w motywacje, tylko dawałam przykład, gdzie własnie na początku jest super (w mniemaniu pary), a potem pan się wycofuje i już nie jest super.
                      Bo z kolei co do motywacji, to patrz posty Bitch - mam podobne zdanie, to znaczy uważam, że w seksie z drugą osobą trzeba próbować znaleźć ten orgazm we współdziałaniu, a nie nastawić się na budowanie jednostronnych rytuałów często małpujących stymulacje masturbacyjne. Znaczy tak poszukiwać, żeby jak najmniejszym wysiłkiem się udawało i to podczas stosunku. Jest to możliwe, pod warunkiem, że człowiek jest w miare otwarty i zna własne ciało - no ale jak już wiemy, to jest dopiero pole minowe.
                      (ja jak najbardziej rozumiem facetów, którym się po jakimś czasie odechciewa robić półgodzinne minety przed każdym ruchaniem. Gdyby mój partner do swego orgazmu wymagał koniecznie np. loda, to też bym miała dość).
                      • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:58
                        rekreativa napisała:
                        > Różnica między mną a TB jest taka, że ja nie uważam, by 70% kobiet bez orgazmów
                        > przy stosunku to była przede wszystkim kwestia techniki partnera. Część na pew
                        > no jest. Ale na odczuwanie orgazmu fizycznie składa się też własne podejście do
                        > ciała i jego reakcji, akceptacja cielesności jako takiej, właśnie puszczenie
                        > kontroli itp. Blokady psychiczne mogą blokować ciało, to chyba jasne.

                        Dla mnie jasne, dla Ciebie jasne, ale TB obstaje przy swojej wersji:

                        ".... tylko właściwa stymulacja pochwy jest tym co prowadzi do orgazmu przy stosunku - i to ona jest najważniejsza. Więc skupianie się na "innych rzeczach" trochę nie ma sensu..."

                        "Doszłam do wniosku, że jeśli ja w pracy i kontaktach z kobietami obserwuję, że technika ma kluczowe znaczenie dla kobiecego orgazmu "

                        Co do reszty tego co pisałaś -mam podobne zdanie.
                        • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:05
                          JW, podpisuję się pod Kutuzowem i Rekreativą. BTW jak rozmawiałam z dziewczynami na żywo czy na forum o orgazmach pochwowych, to przeważająca większość tych, które miały, deklarowała, że jak już załapały o co chodzi, to miały z każdym - byle partner "nie przeszkadzał" bo wiadomo, jak jedzie pod jakimś niewygodnym kątem, za krótko, albo za miękkim czy wyjątkowo niedopasowanym w rozmiarze, to cudów nie ma.

                          Tymczasem czekam - chyba że przeoczyłam - aż TB opisze tę gwarantowaną idealną technikę, której 70% facetów nie dostąpiła, bo przekopałam jakiś czas temu pół internetu w poszukiwaniu sposobu na orgazm pochwowy bez stymulacji łechtaczki i guzik znalazłam. W znanych mi poradnikach zaś są opisane różne techniki masturbacyjne dla kobiet, ułatwiające osiągnięcie orgazmu podczas stosunku z włączeniem stymulacji zewnętrznej części łechtaczki - ale o technikach "czysto pochwowych", które można by zastosować z wibratorem lub które mogą być wykonywane przez partnera podczas stosunku - ani dudu.
                          • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:11
                            Jeśli chodzi o ten sławetny orgazm pochwowy, to technika dotyczy chyba bardziej kobiety - tego, co ona zrobi ze swoim ciałem w trakcie stosunku (zaciskanie mięśni odpowiednie, rozluźnianie itp.)
                            Facet przecież ma w tym momencie możliwości znacznie ograniczone, bo co on może zrobić oprócz zmiany tempa, albo zmiany kąta wejścia?
                            Penis to nie wibrator - nie będzie robił kółeczek w środku.
                            • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:18
                              Mnie osobiście też się tak wydaje, ale skoro cały czas czytam o męskiej technice, która jest do dupy i wcale nie mówimy tu o za krótkim lizaniu biustu czy niestworzeniu odpowiedniego nastroju, no to chyba jednak chodzi o jakiś odpowiednik kółeczek, który działa cuda nawet na przy absolutnie dziewiczych, niećwiczonych miesiącami mięśniach pochwy ;)
                          • that.bitch.is.sick Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:39
                            sea.sea napisała:

                            > JW, podpisuję się pod Kutuzowem i Rekreativą. BTW jak rozmawiałam z dziewczynam
                            > i na żywo czy na forum o orgazmach pochwowych, to przeważająca większość tych,
                            > które miały, deklarowała, że jak już załapały o co chodzi, to miały z każdym -
                            > byle partner "nie przeszkadzał" bo wiadomo, jak jedzie pod jakimś niewygodnym k
                            > ątem, za krótko, albo za miękkim czy wyjątkowo niedopasowanym w rozmiarze, to c
                            > udów nie ma.
                            >
                            >Dokładnie mam orgazmy pochwowe z każdym, nawet największym ignorantem. Ostatnio nauczyłam się teoretycznie nie mieć gdy nie chcę, albo nie mieć zbyt szybko, ale to wymaga specjalnych technik rozkurczania mięśni i nie zawsze mi się udaje bo jednak stymulacja jest:).
                            Co do tych niedopasowań, wierzę czasem są różne sytuacje.
                          • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:43
                            sea.sea napisała:

                            > Tymczasem czekam - chyba że przeoczyłam - aż TB opisze tę gwarantowaną idealną
                            > technikę, której 70% facetów nie dostąpiła, bo przekopałam jakiś czas temu pół
                            > internetu w poszukiwaniu sposobu na orgazm pochwowy bez stymulacji
                            > łechtaczki i guzik znalazłam. W znanych mi poradnikach zaś są opisane różne
                            > techniki masturbacyjne dla kobiet, ułatwiające osiągnięcie orgazmu podczas
                            > stosunku z włączeniem stymulacji zewnętrznej części łechtaczki -
                            > ale o technikach "czysto pochwowych", które można by zastosować z
                            > wibratorem lub które mogą być wykonywane przez
                            > partnera podczas stosunku - ani dudu.

                            Bo moim skromnym zdaniem nie o technikę tu chodzi (kąt natarcia tak jeśli przy stosunku chcemy wywołać orgazm łechtaczkowy) a o obniżenie napięcia mięśni.
                            Czyli spinanie się w dosłownym sensie jest największą przeszkodą.
                            • potwor_z_piccadilly Re: a moim skromnym zdaniem, 25.03.14, 21:43
                              lybbla napisał:

                              > Bo moim skromnym zdaniem nie o technikę tu chodzi (kąt natarcia tak jeśli przy
                              > stosunku chcemy wywołać orgazm łechtaczkowy) a o obniżenie napięcia mięśni.
                              > Czyli spinanie się w dosłownym sensie jest największą przeszkodą.

                              orgazm nie odbywa się w pochwie, łechtaczce, czy w wirującym fiucie, lecz we łbie (nie mylić tego na wirującym).
                              Co to łeb?
                              To takie coś duże oparte na szyi i przeważnie stanowi najwyższy punkt naszych ciał.
                              Pisze przeważnie, bo u osobników będących po pijoku, to różnie bywa.
                              • lybbla Re: a moim skromnym zdaniem, 26.03.14, 15:40
                                potwor_z_piccadilly napisał:

                                > orgazm nie odbywa się w pochwie, łechtaczce, czy w wirującym fiucie,
                                > lecz we łbie (nie mylić tego na wirującym).

                                Potworze i wtedy nazywamy to mikroorgazmem. Megaorgazm ma epicentrum w okolicy pępka a tak naprawdę jest emanacją :)
                        • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 19:06
                          Jeszcze dodam, że negatywnie może działać traktowanie orgazmu jako obowiązku - takie "muszę mieć". Bo im bardziej "muszę" tym mniej mam.
                          To jest zresztą znany mechanizm , że im bardziej komuś na czymś zależy, tym bardziej się spina i tym mniej mu wychodzi.
      • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:07
        kutuzow napisał:

        Pomieszałeś groch z kapustą i wyszło jak wyszło. Ja piszę, że warunkiem osiągnięcia ORGAZMU przez kobietę jest właściwa technika stymulacji, a ty się rozpisujesz o tym co jest warunkiem ochoty na seks:

        "Ale siła tego apetytu zależy od", "kobieca motywacja do seksu wykracza", Z twojego komentarza: "to nie technika jest głównie od powiedzialna za to czy kobieta chce czy nie chce seksu", a potem piszesz o czynnikach utrudniających osiągniecie orgazmu: "Kolejny czynnik utrudniający osiągnięcie orgazmu".

        Rzecz w tym, że motywacja kobiet do seksu, atrakcyjność partnera, to, że są czynniki, które utrudniają ludziom (w tym kobietom) osiąganie orgazmu - to wszystko prawda. Rzecz w tym, że to wszystko nie wyklucza tego, że osiągnięcie orgazmu i tak ostatecznie zależy od techniki.

        Weźmy kobietę - jest wyluzowana, poszła do łózka z atrakcyjnym dla siebie facetem, motywację ma prawidłową, w związku czuje się spełniona. Seks jest, stosunek jest. Nie ma techniki. Nie ma orgazmu. Czego, ach czego tu nie rozumiesz???

        Nie piszemy o związkach w których kobieta unikała seksu od początku, o związkach w których nie ma bliskości - piszemy o związkach w których była bliskość, ludzie byli zakochani, atrakcyjni dla siebie nawzajem, seks działał. I się skończył - i to właśnie rozwala związek, jest przyczyną jego rozpadu, zaniku bliskości. Więc szkoda czasu rozpisywać się o tym, że to powinien być "ten facet", że bliskość itp.

        Ja wiem, że najłatwiej jest dokopać mężczyźnie, który pisze "kocham zonę, nie chce rozpadu związku, nie wiem czemu ona unika seksu ze mną" - "jesteś frajerem, ona wzięła cię na seks, ale tak naprawdę cię nie kocha". Moje doświadczenia, oraz doświadczenia innych osób pracujących z kobietami wskazują jednak na co innego - ona nie odczuwa satysfakcji seksualnej i dlatego mimo, że wszystko było okej i związek na wielu płaszczyznach działa ona unika seksu.

        W początkowej fazie związku działają hormony, stan zakochania - seks jest dla kobiety satysfakcjonujący, mimo braku orgazmu ma ona z niego sporo przyjemności. Gdy kończy się hormonalny dopalacz, a para nie nauczyła się zaspokajać potrzeb kobiety - kobieta przestaje mieć frajdę w łóżku. Zaczyna unikać seksu.
        I jedyne co w takiej sytuacji może zrobić mężczyzna, to stać się dla niej lepszym kochankiem.

        Jak widzę, pomysł, że "robię coś nie tak w łóżku" tak godzi w męskie ego, że już łatwiej założyć "związałem się z suka, która chodziła ze mną do łózka dla pieniędzy i dlatego że chciała ze mną mieć dzieci". To paranoja - bo o ile w pierwszym przypadku jako kochanek mogę się czegoś nauczyć, to w drugim przypadku - jestem kompletnym kretynem i dałem się wystrychnąć na dudka (ale za to jaki ze mnie ogier ;).



        • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 15:33
          twojabogini napisała:
          > Pomieszałeś groch z kapustą i wyszło jak wyszło. Ja piszę, że warunkiem osiągni
          > ęcia ORGAZMU przez kobietę jest właściwa technika stymulacji, a ty się rozpisuj
          > esz o tym co jest warunkiem ochoty na seks:

          U Ciebie na forum jest wałkowana taka oto zależność:
          Brak orgazmu ---> brak ochoty na seks.
          Brak ochoty na seks = facet jest słabym kochankiem.

          Jak widzisz z art wynika że nie można wyprowadzić takiego twierdzenia. Podobnie jak twierdzenia że:

          " piszemy o związkach w których była bliskość, lud
          > zie byli zakochani, atrakcyjni dla siebie nawzajem, seks działał. I się skończy
          > ł

          Skoro działało to chyba zgodnie z Twoim własnym twierdzeniem była ta technika, bo bez nie nie byłoby orgazmu czyli nie było by seksu, czyli by nie działało (przez jakiś czas).


          > W początkowej fazie związku działają hormony, stan zakochania - seks jest dla k
          > obiety satysfakcjonujący, mimo braku orgazmu ma ona z niego sporo przyjemności.
          > Gdy kończy się hormonalny dopalacz, a para nie nauczyła się zaspokajać potrzeb
          > kobiety - kobieta przestaje mieć frajdę w łóżku. Zaczyna unikać seksu.

          Widzisz gdy mija stan zakochania, to mija także ochota na seks. Było w artykule o tym że to musi być TEN facet i musi być odpowiednia bliskość emocjonalna.

          poza tym Twoja diagnoza problemu jest różna od tej która jest w linkowanym artykule:

          "Do tej pory uznawano, że orgazm kobiecy jest - jak w schemacie męskim - ukoronowaniem seksu. Podniecenie narasta do szczytowego momentu, po którym następuje odprężenie. Ale okazało się, że u kobiet jest inaczej. Następstwem narastającego podniecenia jest satysfakcja seksualna, której może, ale nie musi towarzyszyć orgazm. Oznacza to, że orgazm nie jest ani celem, ani warunkiem udanego życia seksualnego u kobiet. Najważniejsza jest satysfakcja, poczucie zadowolenia. Orgazm może jej towarzyszyć i być przerywnikiem lub kropką nad i."
          • potwor_z_piccadilly Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 25.03.14, 18:38
            kutuzow napisał:

            > U Ciebie na forum jest wałkowana taka oto zależność:
            > Brak orgazmu ---> brak ochoty na seks.
            > Brak ochoty na seks = facet jest słabym kochankiem.

            Co do kropki, kreski i literki , tak jest.
            Nie sprawiasz się, w bajduły o satysfakcji seksualnej bez orgazmu uwierzysz, to bądź pewien, że na na równię pochyłą wchodzisz, by po czasie dowiedzieć się od połowicy o jej migrenach, ciężkich dniach w pracy i w ogóle o tym , że tobie tylko jedno na myśli.
            Bywa też, że tylko ty o tych migrenach wysłuchujesz, bo dajmy na to, listonosz, kolega z pracy, to ni cholery.
            Ja to nazywam marnowaniem materiału.
          • kag73 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 02:17
            kutuzow napisał:
            > "Do tej pory uznawano, że orgazm kobiecy jest - jak w schemacie męskim - ukoron
            > owaniem seksu. Podniecenie narasta do szczytowego momentu, po którym następuje
            > odprężenie. Ale okazało się, że u kobiet jest inaczej. Następstwem narastająceg
            > o podniecenia jest satysfakcja seksualna, której może, ale nie musi towarzyszyć
            > orgazm. Oznacza to, że orgazm nie jest ani celem, ani warunkiem udanego życia
            > seksualnego u kobiet. Najważniejsza jest satysfakcja, poczucie zadowolenia. Org
            > azm może jej towarzyszyć i być przerywnikiem lub kropką nad i."

            No masz, hmm, dlugo dluugo o kobiecym oragzmie nic nie wiedziano i satysfakcje kobiety mialno w glebokim powazaniu. A wcale nie tak dawno jak prawie 20 lat temu przyjaciolka probowala wyluszczyc mi, ze orgazm dla kobiety wcale nie jest wazny. A ja robilam wielkie oczy i sie dziwilam, bo dla mnie byl wazny, nadal jest. Bedac mezczyzna nie zdawlabym sie na prawdziwosc powyzszej cytowanej wypowiedzi. Moim skromnym zdaniem ciagly brak orgazmu kobiety nie wroz nic dobrego.

          • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 11:16
            kutuzow napisał:

            > U Ciebie na forum jest wałkowana taka oto zależność:
            > Brak orgazmu ---> brak ochoty na seks.
            > Brak ochoty na seks = facet jest słabym kochankiem.

            Ależ to tak właśnie działa. Na trzy kobiety, które przychodzą do mnie, bo chcą się rozstać z partnerem (brak seksu, niechęć do seksu z nim, konflikty i napięcia wywołane brakiem seksu) dwie opowiadają mi taką historię:

            Etap 1: zakochanie, motylki, hiperaktywność seksualna pary - kobieta nie przeżywa orgazmu przy stosunku, ale jest dużo pieszczot, minet i innych rzeczy, kobieta jest seksualnie wniebowzięta, z ochotą tez uczy się zaspokajać partnera, jest jej w łóżku tak dobrze, że zaczyna mieć nadzieję, że zacznie z czasem osiągać to czego dotąd nie miała - orgazm pochwowy
            Etap 2: wychodzi temat orgazmu pochwowego, najczęściej albo partner pyta, albo przedłuża stosunek chcąc dać partnerce orgazm (i robi to nieumiejętnie)- ona zaczyna udawać (sądzi, że niedługo go osiągnie, ewentualnie ginekolog, albo seksuolog z poradnika/pisma dla bab twierdzi, że jej orgazm nie jest ważny, że jak urodzi dziecko albo skończy trzydziestkę to sam przyjdzie). Udaje, bo to jet ten mężczyzna, ona o tym wie, w łóżku jest fajnie, tylko ten cholerny orgazm, ona boi się przyznać, że go nie ma - bo boi się odrzucenia (jeśli jeszcze mężczyzna kiedyś rzucił, że któraś była miała - pozamiatane, 100 %, że ona zacznie udawać)
            Etap 3 partner pewien, że zaspokaja partnerkę przy stosunku (jak kobiety biorą się za udawanie to robią cały teatrzyk, bardzo dla pana miły) - tym samym zmniejsza ilość tych stymulacji kobiety, które naprawdę dają jej satysfakcję i nic dziwnego - bo największe oznaki przyjemności ona daje przy stosunku (z punktu widzenia kobiety partner staje się mniej czuły, zaczyna dążyć za szybko do stosunku i do niego z czasem ogranicza aktywność - tylko nie bardzo są w stanie wziąć odpowiedzialność za swój udział w tym procederze, bo to one na taki seks partnera naprowadzają) - w międzyczasie dochodzi do ślubu, albo założenia poważnego związku
            Etap 4 seks w nowym wydaniu zaczyna kobietę męczyć i frustrować, bo nie daje jej satysfakcji, a ponieważ partner ją kręci, to chodzi sfrustrowana seksualnie, masturbacja przestaje dawać frajdę, nie osiąga w ten sposób zaspokojenia, w międzyczasie rodzi się dziecko
            Etpa 5 - czasem przed dzieckiem, czasem po kobieta próbuje komunikować, że chciałaby inaczej, ale to nic nie daje, żadne zmiany się nie pojawiają, okres po ciąży staje się wtedy dobrym pretekstem do unikania seksu, który teraz już tylko frustruje, kobieta naprawdę traci ochotę na seks i sama jest tym zdziwiona

            Alternatywą jest, że kobieta nadal bierze udział w seksie i nadal udaje (szanuje potrzeby partnera, nie chce go stracić i w sumie lubi seks) - a napięcie seksualne rozładowuje sama (jak ma okazję to po stosunku, jak nie ma to gdy jest w łóżku sama) - ale z czasem też czuje się sfrustrowana.

            Etpa 6 - BSM się utrwala, mężczyzna nie ma pojęcia dlaczego, niby czasem coś robi pod partnerkę, ale jest tylko gorzej - seks rzeczywiście wygląda wtedy jak orka na ugorze, bo on stara się coś tam dla niej zrobić, ona nie do końca wie co, a już między nimi relacje są jakie są - nieufność, sporo niechęci złości - w tych warunkach to nie ma prawa zadziałać.
            Jeśli seks jest - mężczyzna zaczyna odczuwać frustrację, bo wyczuwa niechęć kobiety, ona rzadko inicjuje - on się w tym teatrzyku zaczyna łapać, ale ona go zapewnia, że jest okej - a potem następne dwa tygodnie unika jak może...komunikat jakby nie było sprzeczny
            Etap 7 - BSM albo minimum seksu w małżeństwie (MSM) się utrwala i trwa taki związek niezwiązek, albo dochodzi do rozstania
            wszystko bywa powikłane kochanką/kochankiem

            Rację maja te osoby, że w sumie cała katastrofa jest spowodowana zafiksowaniem kobiety na orgazmie przy stosunku - z fajnego seksu robi się fatalny. Z drugiej strony - bardzo często jest tak, że mężczyzna tego orgazmu oczekuje i wysyła kobiecie takie sygnały, stara się go (nieumiejętnie) osiągnąć - i tak zaczyna się teatrzyk. Ze strony trzeciej - stosunek to mimo wszystko spora część aktywności seksualnej w parach i jeśli kobieta nie umie odczuwać przy nim orgazmu to z czasem i ona i partner na nim się zafiksują - ile by się nie naczytali, że to będzie początek końca.

            A nauczyć się orgazmu jest dość prosto. Ćwiczenia kegla (kobiety je zarzucają, jeśli ćwiczą poinstruowane przez ginów, bo ci każą zaciskać jak przy sikaniu, co czasem jeszcze gorzej blokuje odczuwanie). Technika (kobieta może się nauczyć osiągać orgazm sama na wibratorze - ale bez stymulacji łechtaczki i bez wymyślnych funkcji, raczej na zasadzie odczucia tego co ma w pochwie i jakie co daje wrażenia, kiedy zaciskać, kiedy odpuszczać) - i wtedy wystarczy żeby partner jej nie przeszkadzał. Partner musi nauczać się nie przeszkadzać - a jeśli jeszcze nauczy się co robić - problem znika.
            Kobiety które do mnie wróciły zawiadomić, że terapia się powiodła i jest już okej nie zaczynały jednak od nauki orgazmu - wracały z mężami do początku. Od głaskania, trzymania się za ręce. Rzecz w tym, że w momencie przyznania się do istoty problemów większość zostawała sama. Tylko trzech panów gotowych było "wrócić do początku", zaakceptować, że coś poszło nie tak, że nie byli tak dobrymi kochankami jak sądzili.
            Inne kobiety nauczyły się same - (raczej wspólnie z seks trenerką, u seksuologów raczej się to nie udawało, nie wiem czemu) - i czasem mężczyzna załapywał, ale czasem nadal przeszkadzał i wtedy tez dochodziło do rozstania.

            I teraz: gdyby w początkowej fazie związku kobiety nie myślały, że ich orgazm nie jest ważny, a mężczyźni wiedzieliby, że warto podczas stosunku nie zakładać, że jak jest miło mi - to jest miło jej, szukać punktów wspólnych, gdyby stosunek stawał się aktywnością obojga, a nie pan posuwa panią (to błąd wielu par, że tak odbywają stosunek) - i gdyby oboje wiedzieli, że ten cholerny orgazm przy stosunku nie jest clue programu, a jeśli nauczą się oboje czerpać przyjemność, to z czasem nauczą się takiej kombinacji, przy której stosunek będzie dawał satysfakcje obojgu - będzie okej.
            Rzecz w tym, że wielu mężczyzn nieświadomie blokuje partnerki - poprawiają, oczekują, przesuwają, dostosowują, hamują aktywność, dominują (i piszę o aktywności podczas samego stosunku, bo przy pozostałych aktywnościach nie są tak dominujący) - i wtedy ani kobieta, ani mężczyzna nie ma szansy się nauczyć techniki stymulacji pochwy, która tej kobiecie da satysfakcję. Uczą się technik zaspokajania jego - i to nie jest seks partnerski, choć za taki uchodzi.

            A całe bajanie, że orgazm jest w głowie a nie w pochwie to bzdura. Nie rozumiem dlaczego tak trudno przyjąć, że orgazm pochwowy bierze się ze stymulacji pochwy - oraz tego, że kobieta w ogóle tej pochwy zacznie być świadoma, używać jej, odczuwać co tam ma, jak pracują mięśnie (wystarczyłoby, żeby taka wiedzę miało przynajmniej jedno z kochanków).

            Jest prawdą, że jeśli kobieta się "nauczy" orgazmu - to z czasem coraz mniej jej potrzeba i staje się mniej wymagająca, orka na ugorze się kończy. Amen.

            Dlatego z uporem piszę, staram się zrozumieć jaki kłopot mają z tym kobiety, jaki mężczyźni, na którym etapie następuje błąd w komunikacji. Ze swoich doświadczeń wiem, że najłatwiej wziąć swój orgazm w swoje ręce. Wiem też że na dłuższą metę seks bez orgazmu przy stosunku jest dla kobiety i jej partnera męczący (pisała o tym jedna z tych bab psychoweo- że to na dłuższą nużące, gdy mężczyzna musi kobietę masturbować). I wiem też, że dla wielu panów kobieta, która wie jak orgazm osiągać jest przeszkodą i trudno im się na prawdziwie partnerski stosunek przestawić (poprawiają, blokują, ustawiają, przesuwają).


            • sabat.77 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 11:39
              Jest taka teoria o trojwarstwowym umysle. Chodzi o pewne ewolucyjne kamienie milowe w rozwoju mozgu. Generalnie czlowiek jest w glebszych warstwach umyslu dosc prymitywnym zwierzeciem, na ktorym opiera sie pietrowa rozbudowana struktura roznych funkcji z mysleniem abstrakcyjnym wlacznie. Niestety, za podstawowe emocje odpowiada glownie najprymitywniejsza struktura, ktora przekazuje je dalej. Wynika z tego, ze to czy czujemy do kogos sympatie lub niechec, albo czy uwazamy go za fajnego ogiera badz beznadziejnego fajtlape nie zalezy w zasadzie od swiadomej czesci umyslu. Natomiast wysluchujac cudzych opisow rzeczywistosci dostajemy glownie te glebokie emocje, przemielone przez wyzej rozwiniete warstwy myslenia. One sa wrecz niesamowite w racjonalizowaniu swojego zachowania. Prosty przyklad, jak hitlerowcy zracjonalizowali skanalizowana na zydow zawisc, nienawisc i zal duzej czesci narodu niemieckiego, wmawiajac im, ze zydzi sa nizszym podgatunkiem czlowieka. Czesc nazistow wierzyla wrecz, ze zydzi maja inne tkanki i sa biologicznie odrebni. Skoro mozna pod wplywem nienawisci uwierzyc w taki belkot, to pod wplywem pozadania badz jego braku bedziemy modyfikowac odbior rzeczywistosci i danej osoby. TB, ty sluchasz ludzi i wierzysz w te historie, ale zapominasz, ze sa skrajnie subiektywne.
              • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:04
                " TB, ty sluchasz ludzi i wierzysz w te historie, ale
                > zapominasz, ze sa skrajnie subiektywne."

                A co właściwie sugerujesz? To znaczy w którym momencie ta racjonalizacja następuje?
                Bo nie bardzo zrozumiałam, co Twój wywód ma wspólnego z brakiem orgazmów pochwowych.
                • sabat.77 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:16
                  rekreativa napisała:

                  > A co właściwie sugerujesz? To znaczy w którym momencie ta racjonalizacja następ
                  > uje?
                  > Bo nie bardzo zrozumiałam, co Twój wywód ma wspólnego z brakiem orgazmów pochwo
                  > wych.

                  Że być może przyczyną problemów tych par jest zbyt małe oddziaływanie na siebie partnerów - zbyt mała chemia. Rozum podpowiada, że to dobry kandydat na męża, ale głębokie warstwy świadomości wahają się, by po paru latach powiedzieć kategoryczne "nie".
                  • rekreativa Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:59
                    "Że być może przyczyną problemów tych par jest zbyt małe oddziaływanie na siebie
                    > partnerów - zbyt mała chemia."

                    Czyli uważasz, że jeśli jest chemia, to orgazm robi się sam? I tak się sam robi zawsze, nawet po 10 latach?
                  • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:14
                    sabat.77 napisał:

                    > Że być może przyczyną problemów tych par jest zbyt małe oddziaływanie na siebie
                    > partnerów - zbyt mała chemia. Rozum podpowiada, że to dobry kandydat na męża,
                    > ale głębokie warstwy świadomości wahają się, by po paru latach powiedzieć kateg
                    > oryczne "nie".

                    Sabat, wybacz, ale czasem może nie być wcale chemii, a może być boski seks. Pierwszy orgazm pochwowy dostałam w prezencie od mężczyzny, który wcale mnie nie pociągał. Wykonał mi masaż, który do tego orgazmu mnie doprowadził. Kobieta może przeżyć orgazm nawet nie do końca podniecona. Wiele kobiet tak doprowadza się do orgazmu - stymulując łechtaczkę, zanim się nawet dobrze zwilżą.
                    Seks nie ma nic wspólnego ze związkiem. Naprawdę można mieć dobry seks bez żadnych emocji - a nawet dobry seks gdy te emocje są bardzo złe (miałam okazje poznać kilka kobiet, który były z fatalnym facetem, który je źle traktował, jedynie dlatego, że potrafił im zrobić dobrze).
                    Ja wiem że łatwiej myśleć - żona mnie unika, bo przestała czuć chemię (bo jej dzieci zrobiłem i wyczerpała się prokreacyjnie).
                    W wielu związkach dobry seks zaczął się wtedy, gdy chemia się skończyła (ustąpiły motylki, ekscytacje itp.).
                    • sabat.77 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 22:30
                      twojabogini napisała:

                      > Ja wiem że łatwiej myśleć - żona mnie unika, bo przestała czuć chemię (bo jej d
                      > zieci zrobiłem i wyczerpała się prokreacyjnie).

                      Bzdura. Chemii nigdy nie czuła, seks uprawiała w stronę prokreacji, a unika bo może i chce. I wcale nie jest łatwiej tak myśleć.
                      • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 16:22
                        sabat.77 napisał:

                        > Chemii nigdy nie czuła, seks uprawiała w stronę prokreacji,

                        Boże nie poznałam nigdy tak wyrachowanej kobiety. Spotykałam dziewczyny, które bzykały się bez specjalnej frajdy, żeby się dowartościować. Ale instynkt prokreacyjny prowadzi do parszywego wyuzdania, chemię czuje się do każdego kto nosi spodnie, i jest się tak naładowana seksualnie, że można oszaleć. Ot natura. nawet w psychoewo to wyczytasz.

                        > a unika bo może i chce.

                        Nie ma jak wiedzieć "za kogoś". Nie odpowiadaj, bo to bardzo intymne, ale zastanów się jak przebiegał wasz seks. Jeśli żona zawsze dochodziła przy stosunkach, bez żadnej dodatkowej stymulacji w trakcie - to jest argument, żeby sądzić, że jednak libido wykończyło jej udawanie, a nie ewolucja.
                        Jeśli do tego w sytuacjach zagrożenia się mobilizuje i seks jest a potem znów znika - to potwierdza. raz na jakiś czas kobieta w takiej sytuacji się zmusi, w panice, że straci partnera, na co dzień nie da rady, udawanie często prowadzi do awersji do seksu.

                        • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 17:31
                          > Boże nie poznałam nigdy tak wyrachowanej kobiety.

                          Ciekawe to jest. Chyba nawet Ty spotkałaś kobiety, które wyszły za mąż dla kasy, prestiżu, żeby się wyrwać z domu czy dla jakichś innych określonych korzyści, w każdym razie - nie z wielkiego zakochania, za facetów, którzy je średnio pociągali. Ale dziwnym zrządzeniem losu nie ma w tym katalogu żadnej, co się przyzna, że seks jej nie interesował, więc nie liczyła na cuda wianki, ale się poświęciła, żeby mieć dzidziusia :)))
                          • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 15:03
                            sea.sea napisała:

                            > Ciekawe to jest. Chyba nawet Ty spotkałaś kobiety, które wyszły za mąż dla kasy
                            > , prestiżu, żeby się wyrwać z domu czy dla jakichś innych określonych korzyści,
                            > w każdym razie - nie z wielkiego zakochania, za facetów, którzy je średnio poc
                            > iągali. Ale dziwnym zrządzeniem losu nie ma w tym katalogu żadnej, co się przyz
                            > na, że seks jej nie interesował, więc nie liczyła na cuda wianki, ale się poświ
                            > ęciła, żeby mieć dzidziusia :)))

                            Okej spotykałam wyrachowane kobiety, ale nigdy kobiety wyrachowanej w taki sposób - co to seks dla posiadania dzidzi poświęciła. Te co łapią panów dla kasy w łóżko się spisują, jak trzeba przyprowadzają koleżanki - byle jakaś obca baba się do portfela i pakietu akcji nie dobrała. Te co dla prestiżu - też pilnują zdobyczy.

                            Jakbym miała gdzieś swoje potrzeby seksualne, ale złapała sobie wspaniałego ojca i męża to bym na logikę grzmociła go ile wlezie, bo takich ojców jest nadal w naszej kulturze niewielu (a każdy z nich chwali się, że na dzieci ma wzięcie).

                            Nie mam pojęcia na czym miałoby polegać, że łapię chłopa na seks dla celów prokreacji, a potem się z nim nie bzykam. Dzieci chcę bez ojca wychowywać? Nie przekonuje mnie takie wyjaśnienie.
              • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:20
                sabat.77 napisał:

                TB, ty sluchasz ludzi i wierzysz w te historie, ale
                > zapominasz, ze sa skrajnie subiektywne.

                Są subiektywne i dlatego prawdziwe. Mam swoją historię, wiem jak zmieniło moje życie to, że nauczyłam się orgazmu przy stosunku. I żeby nie wiem co mi mówiono, wiem, że wcześniej mi tego brakowało, że seks nie był pełny, nawet gdy był przyjemny i miałam orgazmy łechtaczkowe.

                Mam historie wielu kobiet, którym takie oczekiwania rujnują seks związek, prowadzą do nieszczerości w związku. Mam historię par "uzdrowionych", które nauczyły się wspólnie swojej wspólnej seksualności. Słucham - co im pomogło, jak to osiągnęli. Jest np. para, której pomógł ksiądz. Wiesz co im poradził? Żeby dali sobie spokój z seksem, poszli na spacer, wybaczyli sobie, to co robili nawzajem dotąd i zaczęli bardzo powoli od nowa, tym razem szczerze, bez wzorcowania się, oczekiwań, podążając za sercem i za ciałem. To jedna z najbardziej zakochanych par jakie znam, a byli na skraju rozwodu. Gdy on wyszedł z wzorca dominacji, a on uległości - okazało się, że mogą się w seksie spotkać w połowie drogi, tam gdzie zaczyna się wspólna przyjemność. Tego uczy też tantra.

                To nie są tylko relacje kobiet które przychodzą do mnie po poradę, ale relacje kobiet z kobiecych kręgów, moich znajomych, bliższych i dalszych.

                Jest to dla mnie o wiele bardziej wiarygodne od statystyki zamieszczonej w kolejnym dziele Izdebskiego czy Starowicza, choć ich też czytuję.
              • hello-kitty2 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:34
                sabat.77 napisał:

                TB, ty sluchasz ludzi i wierzysz w te historie, ale
                > zapominasz, ze sa skrajnie subiektywne.

                Ale przynajmniej jest jakies zrodlo danych, chetne osoby do dzielenia sie swoimi problememi i osoba chetna do zbierania, sortowania tych informacji. Patrz Ty masz problem z zona ale od lat od niej nie wyciagniejsz zdania informacji wiec co my z kolei mozemy nauczyc sie z Twojego przypadku? Nic, w przeciwienstwie do Boginii. Wiec ja doceniam przede wszystkim, ze jej sie w ogole chce dzielic tymi danymi. A interpretuj sobie je jak chcesz. A ze sa subiektywne, no sorry ale jakie maja byc? ;)
                • kutuzow Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:44
                  hello-kitty2 napisała:
                  > Wiec ja doceniam przede wszystkim, ze jej sie w ogole chce dzielic ty
                  > mi danymi. A interpretuj sobie je jak chcesz. A ze sa subiektywne, no sorry ale
                  > jakie maja byc? ;)

                  Kitty, to że dane są subiektywne jest jeszcze OK, ale problemem jest to że TB na podstawie jakiegoś wycinka danych projektuje zachowania CAŁEJ grupy i wyskakuje z rewelacjami w stylu "70% kobiet nie ma orgazmu" itp.

                  To tak jakbyś zapytała mechanika samochodowego który samochód jest w miarę bezusterkowy, a on by Ci powiedział: Pani, teraz to każdy się psuje. U mnie w warsztacie to teraz takie przemiał jest że głowa mała -takie badziewie teraz robią. Blacha cienka, części chińskie, psuje się toto na potęgę.
                  Po czym Ty patrzysz po znajomych i widzisz, jeden jeździ 3 lata autem i tylko tankuje i olej zmienia jest zadowolony, drugi od nowości nie był w serwisie trzeci miał tylko drobną naprawę i jakoś nijak to się nie chce połączyć z tym co mówił fachowiec.
                  • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:05
                    kutuzow napisał:

                    > Kitty, to że dane są subiektywne jest jeszcze OK, ale problemem jest to że TB n
                    > a podstawie jakiegoś wycinka danych projektuje zachowania CAŁEJ grupy i wyskaku
                    > je z rewelacjami w stylu "70% kobiet nie ma orgazmu" itp.

                    70% kobiet bez orgazmu (uściślijmy - pochwowego orgazmu) - to dane statystyczne, m.in. z raportu o seksualności kobiet. Takie dane przytacza też w Jej orgazm najpierw - Kerner Ian - ten pan doszedł do wniosku, że w ogóle nie ma co sobie tyłka zawracać kobiecym orgazmem pochwowym i lepiej dopracować stymulację ustami - w czym trzeba przyznać osiągnął mistrzostwo - dla leniwych napisał nawet gotowe scenariusze z dokładną instrukcją ile lizania ile klepania i jakie rytmy. To naprawdę dobre scenariusze, szkoda, że nie rozpisał tak szczegółowo technik dla kobiet do zaspokajania mężczyzn :) Rozdział o tym, że kobiety z reguły nie osiągają orgazmu przy stosunku jest napisany bardzo delikatnie i tak, żeby na koniec wyprowadzić męskiego czytelnika z szoku. Jak ktoś jest mężczyzną i nadal mu trudno się z tym pogodzić, polecam tez kobietom, które tak mają, a raczej nie mają - jeśli nadal martwią się, czy są normalne.

                    > To tak jakbyś zapytała mechanika samochodowego który samochód jest w miarę bezu
                    > sterkowy, a on by Ci powiedział: Pani, teraz to każdy się psuje.

                    To właśnie obrazuje myślenie o kobiecym orgazmie pochwowym i kobietach, które nie potrafią go osiągnąć - że maja jakąś usterkę, a nie że nie znają techniki. Te co myślą, że to kwestia usterki bardzo cierpią, choć z nikim o tym nie rozmawiają, czuja się gorsze - zwłaszcza, gdy natrafiają na takie właśnie porównania.
                  • hello-kitty2 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:27
                    kutuzow napisał:

                    > Kitty, to że dane są subiektywne jest jeszcze OK, ale problemem jest to że TB n
                    > a podstawie jakiegoś wycinka danych projektuje zachowania CAŁEJ grupy i wyskaku
                    > je z rewelacjami w stylu "70% kobiet nie ma orgazmu" itp.

                    Sluchaj rozumiem, ze sa osoby, dla ktorych jesli czesc danych sie nie pokrywa z innymi zrodlami, jak to przykladowe 70% to dyskwalifikuje teorie czy wnioski. Ale chyba zapominamy, ze my tu nie tworzymy nauki, dane ktore ona tu podaje to nie sa dane naukowe. Przeciez ona jest prawnikiem, a my nie jestesmy seksuologami. Dlatego ja sie nie fiksuje na tych liczbach, mnie interesuje studium przypadkow, do ktorych ona ma dostep/jej przypadek. Od czasu mojego nieszczesnego watku o kobiecych orgazmach, gdzie zadna kobieta nie chciala o tym rozmawiac i w ogole bylo wysmianie tematu ona jest pierwsza kobieta, ktora chce o tym mowic, malo tego ma podstawy (dane o innych kobietach i swoja historie) wiec ja jej nie bede dyskredytowac jako rozmowcy, bo miala obsuwa z jakas liczba. Co z Toba sobie mam porozmawiac jak mam osiagnac orgazm pochwowy? A co Ty mi powiesz? Ze mam sobie znalezc faceta, na widok ktorego mi spadna majty? Wiesz czego ja chce? Ja chce miec orgazm zawsze i z kazdym. Dlatego mnie nie interesuje czy 70% kobiet nie ma orgazmu czy 30%, co to dla mnie zmienia? Co to ma do moich orgazmow? Bitch twierdzi, ze najlepiej jest sie uczyc osiagac orgazmy od innych kobiet je osiagajacych. Fajnie, na to to ja tez wpadlam juz dawno. Problem w tym, ze nie ma takich kobiet, ktore by nieodplatnie sie taka wiedza dzielily. Wiec doceniam, ze oto jest jedna chetna. Moze sie myli w wielu sprawach, moze nie ale wierze w szczerosc jej intencji, a mianowiacie, ze chce kobietom faktycznie pomoc.
                    • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:43
                      > Problem w tym, ze nie ma takich kobiet, ktore by nieodplatnie sie taka wiedza dzielily.

                      Są, zazwyczaj mówią "zaczęłam mieć, jak przestałam chcieć".
                      Punkt dla teorii o orgazmie, który rodzi się w głowie :)
                      Ale jak przestać chcieć - tego nie mówią.
                      • hello-kitty2 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 14:12
                        sea.sea napisała:

                        > Są, zazwyczaj mówią "zaczęłam mieć, jak przestałam chcieć".
                        > Punkt dla teorii o orgazmie, który rodzi się w głowie :)
                        > Ale jak przestać chcieć - tego nie mówią.

                        ;) Eeh ja zwyczajnie chcialabym nad swoim orgazmem panowac, a jak na razie to on panuje nade mna pchajac mnie do lozka panom, od ktorych wolalabym sie trzymac z daleka.
                        • marek.zak1 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 14:31
                          Facet ma tak samo, albo gorzej Jak zacznie mysleć, czy będzie miał wzwód - już go nie ma. Jak zacznie myśleć o technice wywołania orgazmu u partnerkiu - też juz po wzwodzie.
                          Sex z mysleniem to najgorsza para.
                          • bigbadpig Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 15:14
                            No błagam, co to za kloc myślowy - "facet który ma"?
                            • marek.zak1 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 15:20
                              Jeśli to do mnie, to nie rozumiem.
                      • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 15:34
                        sea.sea napisała:

                        > Są, zazwyczaj mówią "zaczęłam mieć, jak przestałam chcieć".
                        > Punkt dla teorii o orgazmie, który rodzi się w głowie :)
                        > Ale jak przestać chcieć - tego nie mówią.

                        Przy dłuższych stosunkach (ponad 30 minut) przestaje Ci się chcieć i wtedy
                        zaczynają się dziać cuda.
                        • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 16:03
                          > Przy dłuższych stosunkach (ponad 30 minut) przestaje Ci się chcieć i wtedy
                          > zaczynają się dziać cuda.

                          Heh - smutne, ale prawdziwe...
                          • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 02:07
                            twojabogini napisała:

                            >> Przy dłuższych stosunkach (ponad 30 minut) przestaje Ci się chcieć i wtedy
                            >> zaczynają się dziać cuda.
                            >
                            > Heh - smutne, ale prawdziwe...

                            `Smutne' jest ostatnim przymiotnikiem jakiego bym użył w tym przypadku.
                            Ale zapewne piszemy o czymś innym. Ty o kobietach pieprzonych bez sensu.
                            Ja o tym, że niektóre kobiety potrzebują trochę dłużej (wciąż mówimy o
                            orgazmie pochwowym).

                            Jak rozumiem na początku gdy działają fenyloetyloaminy
                            czyste szaleństwo,
                            długotrwałe igraszki ku obopólnej radosze zainteresowanych
                            są aprobowane.

                            Przez ten czas należy wypracować techniki zadowalania kobiety,
                            zgodnie z normą podaną przez TB, w czasie do 15 min.
                            Życie niesie bowiem tyle innych atrakcji.
                            • kag73 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 03:24
                              > Heh - smutne, ale prawdziwe...
                              >
                              > `Smutne' jest ostatnim przymiotnikiem jakiego bym użył w tym przypadku.
                              > Ale zapewne piszemy o czymś innym. Ty o kobietach pieprzonych bez sensu.
                              > Ja o tym, że niektóre kobiety potrzebują trochę dłużej (wciąż mówimy o
                              > orgazmie pochwowym).

                              Hmm a ja myslalam, ze "smutne, ale prawadziwe", bo ktory facet da rade 30 minut:))) Nie pamietam takiego. Moj blad, moze powinnam byla szkac 60 cio latkow;) Bardzo czesto mam wrazenie po stosunku bez orgazmu, ze zabraklo mi doslownie 2 minutek. Masz, babo, jak mnie sie robi najlepiej to jemu niestety tez i po ptokach. Nie szkodzi, bo sobie na drugi dzien to odbije, ale fakt faktem... Jak slysze o statykach, ze stosunek trwa srednio 17 minut to sie pytam skad te dane? Najczesciej wydaje sie, ze z pol godziny, ale to tylko odczucie, bo zegarek z pewnoscia pokazuje cos innego.
                              Z drugiej strony pol godziny niewlasciwego tempa/nieodpowiednich bodzcow, itd. tez nic nie daje, tzn. oragzmu nie daje mnie kobiecie.
                              Oczywiscie, ze wiekszosc kobiet zazwyczaj (bywaja wyjatkowe sytuacje)potrzebuje troche dluzej przy stosunku, zwlaszcza, jezeli mialyby miec ten orgazm tak przy okazji a nie skupiajac sie/koncentrujac sie na sobie. I mysle, ze to jest czesty blad, myslenie i czekanie az sie ten orgazm podczas penetracji tak po prostu kobiecie wydarzy, bo szanse sa raczej nie najwieksze. Sama po latach doszlam do tego wniosku ;)
                            • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 16:29
                              lybbla napisał:

                              > `Smutne' jest ostatnim przymiotnikiem jakiego bym użył w tym przypadku.
                              > Ale zapewne piszemy o czymś innym. Ty o kobietach pieprzonych bez sensu.

                              Ano tak było, tośmy się dogadali :) Co do tego nieco dłużej w twoim kontekście - jak najbardziej się zgodzę: wiele kobiet sądzi, że miałoby orgazm, gdyby stosunek trwał nieco więcej czasu, zaczynają coś tam czuć a tu finał. Wkurzające uczucie.
                • bigbadpig Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:53
                  Wszystkie relacje o sobie są subiektywne. Jak przeczytasz indiańską relację o kilkumetrowych ptakach gromu żyjących w górach, to filtrujesz ją przez jakiś sceptycyzm i wyciągasz własne wnioski. Myślę, że sabatowi chodzi o podejście na zasadzie "setki Irokezów nie mogą się mylić" (jesli nie to niech mnie poprawi)
            • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 11:59
              I nadal nie wiemy co z tą magiczną techniką stymulacji, którą facet doprowadzi do orgazmu pochwowego nawet taką, co ma zerowe panowanie nad keglem i minimalne czucie w pochwie. Jak żyć, panie premierze?
              • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:53
                sea.sea napisała:

                > I nadal nie wiemy co z tą magiczną techniką stymulacji, którą facet doprowadzi
                > do orgazmu pochwowego nawet taką, co ma zerowe panowanie nad keglem i minimalne
                > czucie w pochwie. Jak żyć, panie premierze?

                Taką co ma zerowe - trzeba doprowadzić do tego, że pojawi się w jej pochwie napięcie i to będzie orka na ugorze. Stymulacja piersi - aż odkryje się dobra technikę (w efekcie zacznie się zwilżać pochwa, a kobieta się odpręży). Potem stymulacja genitaliów, aż do pulsowania łechtaczki (to najlepiej opisała Kim Catrall, lepiej niż wszyscy tantrycy razem wzięci, których czytałam). Potem poznanie pochwy, od stymulacji od wejścia, po kolei przez dalsze partie - jak szczegółowe badanie - która przy wcześniejszych technikach zaczyna pracować - i kobieta to "łapie". Potem wystarczy trochę poeksperymentować przy stosunku - penis wibrator, place cokolwiek do stymulacji - pobudzając kobietę do aktywności - ruchów biodrami, brzuchem, zaciskania mięśni, zataczania kółek, szukania rytmu (pamiętając o tym, ze wcześniej podniecona, zwilżona itp). Jeśli to wszystko będzie budzeniem kobiety i dawaniem jej przyjemności a nie szukaniem orgazmu - kod się odnajdzie. Niektórym kobietom, które łapią trudno, a mają orgazmy łechtaczkowe, pomaga stymulacja łechtaczki podczas stymulowania pochwy, ale wspomagająca.

                Co do kobiety świadomej - wystarczy eksperymentowanie przy stosunku, oddanie kobiecie pola, odejście od dominacji, nie poprawianie jej (aczkolwiek wywołanie napięcia w pochwie za pomocą stymulacji piersi i genitaliów będzie z początku bardzo pomocne). W ten sposób wypracuje się technikę.

                To wszystko można robić i nawet powinno się w ramach wspólnej zabawy - żeby nie powstał artystyczny system zaspokajania kobiety solo. Odwzajemnianie pieszczot służy tez utrzymaniu podniecenia u obojga kochanków - wymiana - daję biorę. Podczas stymulacji kobiety mężczyzna może też stymulować się sam, a kobieta pieszcząc partnera - może także robić sobie dobrze, nadal poruszać się (co zresztą jest dla mężczyzn wizualnie przyjemne). W końcu docelowo maja się nauczyć wspólnej przyjemności.

                Wskazówki - punkt G słabo się stymuluje przy stosunku - jeśli nie jest rozbudzony, kobieta go nie czuje, to nie zadziała nawet w pozycjach zalecanych do jego stymulacji. W zalinkowanym artykule jest opisane co w pochwie piszczy - można to badać, sprawdzać. Budzenie i stymulacja G są dobrze opisane w książkach o osiąganiu wytrysku przy kobiety - przy czym wiele kobiet uczy się to osiągać, co jest fajnym przeżyciem, ale okazuje się często, że nie kluczowym w seksie z partnerem.

                Według jednego z tantryków dobrym pomysłem jest wyjście od pozycji, którą kobieta przyjmowała na początku życia seksualnego - gdy odkrywała seks solo. Na brzuchu - pozycje do dołu, itp. Pomagają ćwiczenia - zataczanie kół piesiami a potem biodrami na czworakach przez kobietę - aż znajdzie swój rytm poruszania i sposób, który powoduje napięcie mięśni wewnątrz miednicy, a także ruch łechtaczki. Te "plecowe" unoszą biodra i wypychają piersi do góry ćwicząc na plecach. (większości plecowych sprawdza się robienie fali przy ruchu bioder góra dół, a nie kół biodrami, brzuchowe odwrotnie - zazwyczaj odnajdują przyjemność krążąc biodrami, a nie przesuwając nimi tył przód - ale to nie jest reguła). Wszystko aż do poczucia, że coś zaczyna się dziać w pochwie. Z takich ćwiczeń aktywizujących dobre są też kółka biodrami na stojąco, ale nie na prostych nogach, tylko na ugiętych w kolanach (coś jak murzynki ruszające rytmicznie i krążące pupa i biodrami). Jak się przy tym zastosuje kulki gejszy - łatwej będzie wyczuć jak rodzi to napięcie wewnątrz pochwy. Sprawdza się też poruszanie krzyżowym odcinkiem kręgosłupa - bez ruchu bioder.
                Tak kobieta uczy się swoich własnych ruchów przy stosunku i podążania za własnym ciałem.

                Przy kobiecie rozbudzonej w pełni, która wie i czuje i zna swoje ruchy - technika to po prostu pozwolenie kobiecie na swobodę i synchronizacja ruchów kochanków- zamiast dominacji mężczyzny (chyba, że kobieta dominację i bezruch lubi i wystarczy jej praca mięśnie wewnętrznych). Wiele kobiet potrzebuje, aby w finale mężczyzna ją zdominował - samymi swoimi ruchami nie potrafią dojść do końca (gdy mężczyzna załapie, że on ma swój kod i tempo dochodzenia i rozłoży swój kod na czynniki - załapie czego szukać u kobiety). Wiadomo - z rozbudzoną najłatwiej.
                • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:25
                  Swoją drogą - ruchów można nauczyć się podczas tańca. Większość tańców plemiennych - tańców płodności to ruchy napinające wewnętrzne mięśnie, rodzące podniecenie. Tak w niektórych kręgach kulturowo uczono dzieci seksualności, poznawania ciał - ucząc je tańca. W niektórych plemionach w Afryce zaślubiano kilka par na raz a rytuał obejmował wielogodzinny taniec płodności - z określonymi ruchami ciała i bioder. Po takim treningu nikt już sobie nie musiał nic napinać i ćwiczyć - do chaty szli na pewno zdrowo napaleni.


                  Słabo nadają się do tego tańce tradycyjne, tanga, walce, rockowe takoż.
                  Koleżanka zaczęła mieć orgazmy gdy zaczęła tańczyć w wieku lat 40 flamenco (była pewna przez wcześniejsze lata, ze jest aseksualna i nic TAM nie czuje, co zresztą traktowała jako mały prywatny dramat). Nieźle sprawdzają się też latynoskie (o których zresztą często się mówi, że są gorące). No i taniec brzucha - na tym łatwo sprawdzić swoje preferencje - tancerki krążą biodrami, ale robią też falę, gdy ruch ciała i brzucha jest pionowy - góra dół.

                  Gdy naprawdę w tych tańcach uwalnia się ciało - to łapie ono swój rytm i kobietom łatwiej odzyskać swoje naturalne ruchy i rytmy wynikające z ciała, seksualne. Mężczyznom to też dobrze robi i pogłębia ich orgazmy.
                  • bigbadpig Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:58
                    Bardzo dużą częścią tego co piszesz są jakieś takie dogmaty, które na potwierdzenie mają tylko Twoje słowo honoru, ale są przedstawiane jako oczywistość. Jak pisałaś o tej budowie penisa, wrażliwych strefach, wędzidełku i rzetelnej znajomości tematu przez kobiety - to mnie tak samo jak kutuzowa, zdziwienie ogarnęło - bo mi żadne wędzidełko nie jest potrzebne tylko dobrze przycisnąć z tempem i dynamiką - załatwione. Pisałem do Ciebie, że jako mężczyzna nie odbieram techniki potrzebnej do mojego orgazmu jako skomplikowanej bo zapewniam sobie go sam, ale wiedz - że za całą tą technikę, na moje potrzeby wystarczy mi cipka i w miarę szybki ruch. A ty podajesz opis rzeczywistości, z której ja mam wrażenie, że znasz potrzeby męskiej seksualności lepiej niż ja sam, bo się to z moimi odczuciami nie pokrywa zupełnie. Teraz piszesz o o pogłębianiu orgazmów mężczyzn przez taniec? Znowu doświadczenie zawodowe? Rozwodzący mężczyźni przychodzą do Ciebie i mimochodem dzielą się zwierzeniami o głębokości orgazmów? Mam mocne wrażenie, że masz ambicję tworzyć związkową wersję Wielkiej Teorii Wszystkiego (zbudowaną na męskiej indolencji, czy to seksualnej czy partnerskiej) a uogólnienia i potrzebne argumenty tworzysz na poczekaniu na podstawie przemyśleń "no na pewno tak musi być więc na forum napiszę, ze tak jest w konstrukcji nie znoszącej znamion jakiegokolwiek wahania". Piszesz dużo przydatnych praktycznych porad, w szczególności dla kobiet pewnie mogę być cenne, ale mnie osobiście razi ta maniera argumentowania za pomocą nie znoszących sprzeciwu prawd objawionych, które kłócą się często z moim własnym doświadczeniem.
                    • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 15:57
                      bigbadpig napisał:

                      Jak pisałaś o tej budowie penisa, wrażliwych strefach, wędzidełku i rzetelnej znajo
                      > mości tematu przez kobiety - to mnie tak samo jak kutuzowa, zdziwienie ogarnęło
                      > - bo mi żadne wędzidełko nie jest potrzebne tylko dobrze przycisnąć z tempem i
                      > dynamiką - załatwione.

                      To, że ciebie nie bawi wędzidełko - nie znaczy, ze nie bawi innych. O tym pisałam - to jest indywidualne. Tak samo jakbyś czytał o żeńskiej budowie: jedna potrzebuje stymulacji perineum, inna nie. Ale żeby wiedzieć czy potrzebuje - najpierw trzeba wiedzieć co to perineum i to sprawdzić. Na tej zasadzie jeden mężczyzna ma frajdę ze specjalnej stymulacji wędzidełka, innego to nie rusza, a wielu jeszcze tego nie odkryło i albo wolą swój sprawdzony sposób, tempo i nacisk. Większość mężczyzn jest bardzo konserwatywna jeśli chodzi o ich sposób dochodzenia i wolą swój własny wypracowany jeden i niezmienny - za to zawsze prowadzący do orgazmu. Stąd tez trudność w dopasowaniu się do partnerki.

                      Teraz piszesz o o pogłębianiu orgazmów mężczyzn pr
                      > zez taniec? Znowu doświadczenie zawodowe?

                      Wiedza z dzieł antropologicznych i etnograficznych (sporo tego czytam, bo mnie interesuje), zwierzeń tancerzy i znajomych gejów, oraz jednego z partnerów, który zaczął tańczyć i orgazmy mu się wzmocniły. Zresztą to proste i da się wyjaśnić naukowo - wzmocnienie mięśni zwieracza i miednicy - to samo osiągniesz regularnie zaciskając mięśnie zwieracza, w miarę rytmicznie parę razy dziennie. Jak cię interesuje zjawisko związku zwieracza i orgazmu - jest książka Bzyk, tej samej autorki co o trupkach napisała. Niewiele wyjaśnia, ale to akurat wyjaśnia co ma zwieracz do orgazmu.

                      >Rozwodzący mężczyźni przychodzą do Ciebie i mimochodem dzielą się zwierzeniami o >głębokości orgazmów?

                      Nie tylko rozwodzący się, ale w ogóle ludzi przychodzą czasem do mnie gadać o "tym", kobiety - jak się dowiedzą, że naprowadziłam ich przyjaciółkę na to jak zacząć mieć frajdę, i tez chcą, mężczyźni jak się dowiadują, że coś tam kumplowi podpowiedziałam, że żona chętniejsza. A gdy ja jestem otwarta sporo dowiaduje się tez od znajomych - ludzi lubią o tym gadać i potrafią być szczerzy. Nie jestem seks kołczem, nie biorę kasy za takie gadki, jak już to daję namiar na parę książek, fajny kurs, terapeutę co się sprawdził. Jeśli opowiadam to o tym co znam, jakie doświadczenia mieli inni, co komu pomogło.

                      Mam mocne wrażenie, że masz ambicję tworzyć związkową wersję Wielkiej Teorii Wszystkiego (zbudowaną na męskiej indolencji, czy to seksualnej czy partnerskiej)

                      Tak, tak. Już to słyszałam, lubisz samosięcytować? Rzecz w tym, że ja nie piszę, że mężczyxni nie potrafią zaspokoić kobiet, tylko, że kobiety nie osiągają orgazmu pochwowego, bo pary (i kobiety i mężczyźni) nie znają odpowiednich technik jego osiągania. I że jest to źródłem wielu kłopotów w parach - bo współcześnie pary się na ten nieszczęsny orgazm fiksują, co zabija im seks w ogóle. I to nie ja tylko o tym piszę, ale tez seksuolodzy, trenerzy od seksu, psycholodzy i "zwykli ludzie" też.

                      >prawd objawionych, które kłócą się często z moim własnym doświadczeniem.

                      Prawda o udawaniu orgazmu i wpływie tego zjawiska na związki kłoci się z doświadczeniem wszystkich - bo wszystkie kobiety z otoczenia danej kobiety lub mężczyzny szczęśliwym zbiegiem okoliczności mają orgazm pochwowy. I lubią seks. Tyle, że w większości związków z długim, stażem jest to pieśnią przeszłości - bo kobiety porzuciły swój ukochany seks i swoje ukochane orgazmy i teraz seksu nie lubią. i orgazmów pochwowych też już nie. Nie bo nie. Na złość mężowi, bo są wyrachowane, leciały na kasę, szukały takiego co je utrzyma, są ewolucyjnie przystosowane żeby przestać mieć orgazmy po urodzeniu dziecka i co tam jeszcze. Najbliżej prawdy są ci, którzy twierdzą, że udawały bo bardzo pragnęły związku - co nijak im się nie przekłada na to, że udawały (bo orgazmy miały a jakże prawdziwe).
                • sea.sea Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 13:58
                  Wreszcie jakiś konkret, dzięki <3

                  Choć z drugiej strony, to nie jest technika do zastosowania ad hoc, tylko mniej lub bardziej długotrwały proces... Z jakiegoś powodu cały czas byłam przekonana, że mówimy o jakimś magicznym sposobie, że jak tu nacisnąć, to zapiszczy.
        • yoric Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 09:42
          TB, masz dwa problemy. Pierwszy jest taki, że piszesz generalnie brednie. Drugi, większy - że się ich dogmatycznie trzymasz.

          2/3 Forum wyjaśnia Ci cierpliwie, że Twoje tezy są nieprawdziwe na wielu poziomach.
          Po pierwsze, nie masz żadnych wiarygodnych danych.
          Po drugie, autorytety i ludzie ogólnie piszą co innego na temat roli orgazmu dla kobiety.
          Po trzecie, orgazm zależy nie tylko od techniki, a może nie głównie. Istnieje masa literatury, która stwierdza zależność orgazmu i kobiet od atrakcyjności partnera - m.in. statusu (także u małp) oraz symetrii stronnej.
          Po czwarte, Twój dogmatyzm i ideologii prowadzi Cię do jawnych idiotyzmów.

          Np: "W kobiecych pismach opisy są bezpruderyjne i szczegółowe - penis ma wędzidełko, trzon i co tam jeszcze. Jak dać mu orgazm, jak stymulować trzon, jak główkę - tysiące artykułów o tym jak postawić, o rytmie, nacisku, co testować, co robić jak standardowe rytmy i naciski nie działają. Nic dziwnego, że orgazm męski jest prosty - kobiety wiedzą jak go dawać. "

          Przecież to jest tak głupie, że aż trudno to skomentować. Może w skrypcie Forum powinien się dla Ciebie pojawić guzik "sprawdź" zanim przejdzie się do wyślij - gdyby tak było, może zastanowiłabyś się chwilę, jak to jest możliwe, że rodzaj ludzki nie wyginął przed wynalezieniem literatury. Skąd biedny mężczyzna pierwotny brał swój życiodajny orgazm, zanim jego kobieta nie dowiedziałą się z kolorowych pism jak mu go dać? No chyba, że od pokoleń wszyscy jesteśmy robieni z wytrysków po małosatysfakcjonujących "mikroorgazmach"... przerażająca wizja.
          • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 12:09
            yoric napisał:

            > Po pierwsze, nie masz żadnych wiarygodnych danych.

            Mam. Mam swoje doświadczenia, doświadczenia innych kobiet, sporo czytam aktualnej literatury. Kobieca seksualność w naszej kulturze jest zjawiskiem mało poznanym, powstało mnóstwo teorii. O tym w zalinkowanym artykule też jest trochę:

            "W 2000 roku spojrzenie na kobiecy orgazm zmieniło się zasadniczo. Seksuolodzy zrezygnowali z męskiego punktu widzenia, ponieważ obowiązujący do tego czasu model Masters-Johnson z 1966 roku jakoś nie chciał się dopasować do kobiet."

            Pani Długołęcka pisze, że to, co my dopiero odkrywamy - jest w niektórych kręgach kulturowych znane, m.in. wskazując na tantrę (dla mnie osobiście to właśnie była droga do odkrycia mojej własnej seksualności, bo w ramach tego co pisali seksuolodzy i inni mądrzy kompletnie nie potrafiłam odnaleźć wzorca dla siebie i swojej przyjemności, testowałam próbowałam i kończyło się klapą - i wiem że tak kończy się dla wielu kobiet). Współczesna wiedza seksuologiczna często nadal nie jest odpowiedzią dla kobiet.

            > Po drugie, autorytety i ludzie ogólnie piszą co innego na temat roli orgazmu dla kobiety.

            Tak, wiem - piszą, że orgazm nie jest istotny, że bez niego można mieć satysfakcje seksualną. Można, ale nie wtedy, gdy ten orgazm się nie zdarza. Pomija się też, że niezależnie od tych twierdzeń większość współczesnych par i tak się na tym nieszczęsnym orgazmie pochwowym zafiksuje, że zniszczą całą swoją relację seksualną. Dla wielu kobiet sama widza o tym, że stosunek mógłby im sprawiać rozkosz, powoduje, że zaczynają jej szukać i oczekiwać i gdy to się nie udaje, czują się seksem rozczarowane. Równie ważne są oczekiwania panów, którzy tez oczekują, że partnerka będzie taki orgazm mieć i na to nalegają (nie mając pojęcia jak taki orgazm kobieta ma osiągać - poza tym, że przy stosunku).
            Zamiast więc przekonywać kobiety, do tego, że ich orgazm nie jest istotny, może jednak łatwiej nauczyć je ten orgazm osiągać? Tantra uczy tego, że seksualność kobiety nie jest z mgieł utkana, że nie zaspokoi jej sms, umyty kibel i nie wiem ile czułych pieszczot, ale odpowiednia stymulacja. Oczywiście jest to element ostatni (gdy kobieta pożąda, jest podniecona, nie ma w sobie napięcia, nie blokuje się itp - ale to tak oczywiste, że nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób to podkreśla). Rzecz w tym, że gdy odpowiedniej stymulacji brakuje, choć wszystko inne zostało spełnione - nie ma spełnienia seksualnego dla kobiety przy stosunku (choć to takie oczywiste jeśli chodzi o mężczyzn).

            Nie rozumiem dlaczego tak łatwo przychodzi zaakceptowanie, że trzeba nauczyć się stymulacji łechtaczki - że każda kobieta ma w tym zakresie preferencje, a tak trudno zrozumieć, że to samo dotyczy pochwy. Wielu mężczyzn łapie o co chodzi, gdy zaczyna przyglądać się reakcjom swojego penisa - i odkrywa, że też mają swój "kod orgazmu". Odkrycie kodu kobiety ułatwia wiedza o tym, co ona w zasadzie w tej pochwie ma - bo pochwa jest bardzo złożonym organem, tak jak i penis to nie jest jednolity kawałek mięsa.

            Co do twoich rozważań dlaczego teraz potrzebujemy nagle wiedzy. Zawsze jej potrzebowaliśmy. Pytasz skąd biedny mężczyzna pierwotny brał swój życiodajny orgazm, zanim jego kobieta nie dowiedziała się z kolorowych pism jak mu go dać?
            Taką wiedzę ludzie otrzymywali w swojej społeczności. Na różne sposoby - jedne plemiona miały inicjacje seksualne, w niektórych plemionach uczono młodzież stymulacji, w innych kobiety dowiadywały się od innych kobiet. Liczyła się wiedza o tym czym jest seks stosunek - i ta wiedza po prostu do ludzi docierała. Wielu rzeczy uczymy się "z otoczenia". Jeszcze we wczesnym średniowieczu w naszej europejskiej kulturze opis stosunku, satysfakcji seksualnej był jednym ze stałych elementów pism uczonych z zakresu medycyny i obejmował on wytrysk kobiety. Ale stosunek był opisany jako zespolenie obojga i jako aktywność obojga. Jeśli młodzi kulturowo wiedzieli (bo była to wiedza powszechna) że przy stosunku oboje mają być aktywni i szukać swojej i partnera przyjemności - to ją znajdowali.

            W następnych wiekach kobieca seksualność została stłumiona. Do tego stopnia, że kobiety naprawdę przestały odczuwać przyjemność - bo nie była ona w aktywności seksualnej uwzględniana. Stosunek to była aktywność mężczyzny, którą kobieta przyjmowała. O histeryczkach i leczeniem strumieniami wody i potem wibratorami (które prowadziły do "histerczynego paroksyzmu") słyszałeś?
            Rzecz w tym, że w naszej kulturze taka wizja stosunku się utrwaliła. Kobiety podczas stosunku nie pracują mięśniami, nie szukają swojej przyjemności - sądzą, że ją "dostaną", że wypłynie tylko z tego co robi mężczyzna. A mężczyźni przyjmują dominującą rolę - bo taką wiedzę otrzymują. Kiedy pan posuwa panią - to skończy się jego orgazmem, nie jej - i o to przez wiele wieków chodziło. Dopóki z tym nie skończymy, dotąd wiele kobiet będzie sfrustrowanych. Edukacja w rodzinach się nie sprawdzi - bo czego nauczy dziewczynki matka, która sama nigdy nie miała orgazmu przy stosunku, męża uważa za zboczeńca, albo sądzi o sobie, że nie ma potrzeb seksualnych? Poczytaj jak przebiega taka "edukacja" - wejdź na stronę Pontona, poczytaj raporty.

            My też dostajemy wiedzę kulturowo - z otoczenia i ją przyswajamy. Obejrzyj ileś tam filmów niefikanych i zobacz jak wygląda stosunek - kobieta we względnym bezruchu, siłą sprawcza jest mężczyzna. To uważamy za stosunek. Jeśli to ona posuwa jego - to pod jego rytm i dyktando - wyznaczane klapsami, trzymaniem za biodra (modelowa scena jest w desperado, gdy prostytutka zaspokaja faceta na jeźdźca). Mając taki model stosunku przenosimy to do swoich łóżek, nawet nie widząc, że da się inaczej. Zdarza się, że kobieta nauczy się osiągać orgazm biernie (to tak jak mężczyzna nauczyłby się osiągać orgazm leżąc na plecach, przy wyłącznej aktywności kobiety, która przy tym nie dąży do jego przyjemności, robi to za mocno, za słabo, nie w tym rytmie - jak ktoś chce niech spróbuje i sprawdzi, ze to nie jest łatwe).

            Ja wiem, że ponieważ fiksacja na orgazmie pochwowym rujnuje życie wielu par - to krzyczy się o tym, że to nie jest potrzebne, że da się mieć satysfakcjonujący seks bez tego. Tylko, że to nie zatrzyma już oczekiwań kobiet i mężczyzn. Taka sama histeria dotyczyła pieszczot łechtaczki - gdy odkryto, że tą drogą jest kobiecie przyjemnie. Teraz w zasadzie to w większości par standard, także przy stosunku. A jeszcze niedawno to miało być upokorzenie dla mężczyzny, miało mu odbierać przyjemność i dekoncentrować podczas seksu - no i mimo starań obojga wiele kobiet i tak "nie dawało rady" się tego nauczyć. A ci, którzy edukowali kobiety i pary, że się da, że można - byli burzycielami społecznego porządku i odmawiano im racji.
            • kag73 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 16:48
              Co do danych, owszem ja rowniez wyczytalam w niemiecckiej wikipedii, ze 70% kobiet nie osiaga orgazmu podczas stosunku(na skutek tylko penetracji). Najnowsze badania mowia, ze wiekszosc kobiet osiaga orgazm na skutek bezposredniej badz posredniej stymulacji lechtaczki. Do tego istnieje nowa teoria twierdzaca, ze wlasciwie za oragzm u kobiet odpowiedzialna jest lechtaczka, ktora jest wiekszym(dluzszym) organem niz dotychczas przyjmowano, jej czesc jest niewidoczna, bo ukryta w srodku.
              Poza tym mowmy o oragzmie, ktory mozna osiagac poprzesz stymulacje bezposrednia lechtaczki badz tez podczas stosunku/penetracji.
              Jak dla mnie orgazm to orgazm, nie wazne jak go osiagam, najwazniejsze, ze go mam. Dlugi czas osiagalam go tylko dzieki bezposredniej stymulacji lechtaczki i seks mnie bawil i bylam chetna. Byla to moja wlasna wygoda, pojscie na latwizne, bo podczas stosunku nie wychodzilo a ja chcialam orgazmu.
              Co do orgazmu meskiego, tak, zaden mistycyzm. Jednak to co opisuje Bogini tez mnie przekonuje, bo, chociaz moj facet zadnych problemow nie ma i nie mial miewa oczywiscie roznie intensywne orgazmy, pewnie jak kazdy:) I teraz podczas stosunku zadna filozofia, czasem za szybko i nawet by chcial opoznic. jednak jak ja biore sprawy w swoje rece i obrabiam jeo czlonka, to bywa bliski obledu, moge opozniac i "meczyc" go jak chce i to jest bardzo podniecajace i orgazm potem bywa bardzo intensywny, jest jak "zbawienie".
              Faktem jest, ze jak do tej pory bylo czy nadal jest niewiele materialow jak zrobic dobrze kobiecie, to opinia mojego meza. On chetnie w przeszlosci, jako mlody chlopak bylby poczytal, nauczyl sie, poprobowal, ale...zadnych konkretow nie bylo.
            • yoric Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 18:12
              twojabogini napisała:

              [bardzo dużo tekstu]

              zamiast dwóch stron wypracowania o tantrze napisz proszę jak to możliwe, że pokolenia mężczyzn sprzed prasy kolorowej z opisami wędzidełka osiągały orgazmy :).
              • zawle Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 26.03.14, 20:11
                yoric napisał:
                > zamiast dwóch stron wypracowania o tantrze napisz proszę jak to możliwe, że pok
                > olenia mężczyzn sprzed prasy kolorowej z opisami wędzidełka osiągały orgazmy :)
                > .

                Powaliłeś ją na łopatki swoim argumentowaniem....;(
              • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 16:15
                > zamiast dwóch stron wypracowania o tantrze napisz proszę jak to możliwe, że pok
                > olenia mężczyzn sprzed prasy kolorowej z opisami wędzidełka osiągały orgazmy :)

                Napisałam ci - wiedza była przekazywana - ustnie albo poprzez doświadczenia. W czasach braku edukacji międzypokoleniowej edukacji nadrabia ja porno, pisma kobieca, podwórka.
                • bigbadpig Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 16:48
                  Ty nie masz pojęcia o męskim przeżywaniu seksu, skoro uważasz, że mężczyźni zawdzięczają kobiecej wprawie istnienie satysfakcjonujących orgazmów (w odróżnieniu od "frustujących mikro-orgazmów"). Mnie to obojętne, nie musisz tego wiedzieć, jesteś kobietą więc chcąc nie chcąc jesteś zdana na relacje, ale tworzysz zafałszowaną rzeczywistość za pomocą pozornie kompleksowych, pisanych w specyficznym mentorskim tonie opracowań. Nawet jeśli nie robisz tego celowo, to ja odnoszę takie wrażenie jakbyś wypowiadała się z poziomu rzekomego eksperta, a ta koncepcja z o której piszesz jest do niczego. Mężczyźni mogą gwałcić dziewczyny zupełnie nie współpracujące w kwestii dania orgazmu, mogą być niedoświadczeni i sypiać z niedoświadczonymi kochankami, w efekcie czego to tylko orgazm kobiety jest zagrożony; nie słyszałem o zdrowym mężczyźnie który niezbędnie potrzebowałby kobiecej wprawności do orgazmu jako takiego (co nie zmienia faktu, że zwykle tylko dobra kochanka zapewni znacznie bardziej satysfakcjonujący seks - jako całość!). Wręcz przeciwnie - męska niezdolność do szczytownia postrzegana jest generalnie jako kwestia do rozwiązania przez mężczyznę i u mężczyzny - to ma działać - bo to jest proste. Jeśli jest jakakolwiek przeszkoda po stronie kobiety to może luźna pochwa, bo każda inna przeszkoda to może być na poziomie słabego seksu w ogóle, jest to kwestia indywidualna; ale jeśli już do tego seksu doszło to zdolność do możliwość szczytowania zależy od chwilowych okoliczności, jeśli mężczyzna będzie nie w formie - to jasne - kobieta może pomóc, ale jeśli będzie z nim wszystko ok, to wystarczy, żeby nie przeszkadzała. Jeśli kobieta zna sztuczki uprzyjemniające doznania mężczyzny - to świetnie, to możliwe, nie takie trudne, to czyni seks lepszym; ale zdrowy mężczyzna w nie jest ograniczony działaniami kobiety, chyba, że te są ogólnie mu nie po drodze (kłoda, niechęć, brak aktywności na jakiej akurat konkretny mężczyzna jest "zafiksowany")
                  Może się powyżej mylę, wyprowadź mnie wtedy z błędu, jakimiś wiarygodnymi statystykami ;), ja znam taki męski świat, w którym mężczyźnie do zaistnienia orgazmu wystarczy mokra cipka kobiety która spełniła wymagania dot. partnerki seksualnej.
                • yoric Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 27.03.14, 17:00
                  > > zamiast dwóch stron wypracowania o tantrze napisz proszę jak to możliwe,
                  > że pok
                  > > olenia mężczyzn sprzed prasy kolorowej z opisami wędzidełka osiągały orga
                  > zmy :)
                  >
                  > Napisałam ci - wiedza była przekazywana - ustnie albo poprzez doświadczenia. W
                  > czasach braku edukacji międzypokoleniowej edukacji nadrabia ja porno, pisma kob
                  > ieca, podwórka.

                  BBP tłumaczy Ci jak dziecku w podstawówce, a ja nie mam tyle czasu, więc tylko spytam.

                  Czy znasz jakieś źródło, publikację, badanie, albo chociaż pojedynczą osobę - jakąkolwiek jeszcze jednostkę inną niż Ty - która uważa tak samo?
                  • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 06:59
                    Yoric, TB opisuje oczywiste prawdy w nieoczywisty sposób.
                    Koncentrujecie się z BBP na g. prawdach serwowanych
                    przez TB lejąc wodę na młyn jej prawd.
                    TB targają pozorne sprzeczności (zrób to sama vs super kochanek,
                    średni dystans do 15 min vs tantra).

                    Główna nie-bzdura twojejbogini

                    bigbadpig napisał:

                    > ja znam taki męski świat, w którym mężczyźnie do zaistnienia
                    > orgazmu wystarczy mokra cipka kobiety która spełniła
                    > wymagania dot. partnerki seksualnej.

                    twojabogini napisała:

                    > wiele kobiet sądzi, że miałoby orgazm, gdyby stosunek trwał nieco więcej
                    > czasu, zaczynają coś tam czuć a tu finał. Wkurzające uczucie.

                    Nie wiem czy świadomie BBP podał w ten sposób bardzo trafny opis tego co
                    według TB jest główną przyczyną BSwM (``męski'' świat, któremu WYSTARCZY mokra cipka).
                    Kiedy kobiecie zaczyna zmieniać się z przyjemnie na odlotowo, pochwa z nawilżonej robi się oceanem przyjemności.
                    To skokowe zwiększenie lubrykacji jest dla mężczyzny tak przyjemne, że zazwyczaj tryska natychmiast.
                    Gdy notorycznie kobieta jest zostawiana na minutę przed orgazmem wcale się
                    nie dziwię potęgującej się frustracji.

                    Męskiemu światu, często jednak nie wystarczy mokra cipka.
                    Pogłaskanie misia po głowie bo biedny misio tak ma
                    (kończy na minutę przed orgazmem) i oszukiwanie,
                    że wszystko jest ok, nie jest rozwiązaniem.
                    Jest bombą z opóźnionym zapłonem.

                    Mamy kilka sposobów radzenia sobie z tym problemem:

                    I Najbardziej oczywisty. Omijamy fazę skokowego wzrostu lubrykacji.
                    Stosunek zaczyna się gdy kobieta jest już mocno podniecona.
                    W grze wstępnej nie chodzi o zwilżenie pochwy
                    lecz o doprowadzenie kobiety do momentu gdy zaczyna być odlotowo.

                    II Mężczyzna uczy się panować nad wytryskiem (sposób z superkochankiem).

                    III Kobieta uczy skracać się czas potrzebny do osiągnięcia orgazmu,
                    (sposób twojabogini z keglami etc. ze sprzecznością mniej niż 15 min vs tantra)

                    Coś jeszcze?
                    • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 07:25
                      Orgazmy dzielimy na
                      a) mikro-orgazmy
                      b) zwyczajne orgazmy
                      c) mega-orgazmy

                      TB po prostu nie ma tych zwyczajnych.
                      • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 15:15
                        lybbla napisał:

                        > Orgazmy dzielimy na
                        > a) mikro-orgazmy
                        > b) zwyczajne orgazmy
                        > c) mega-orgazmy
                        >
                        > TB po prostu nie ma tych zwyczajnych.

                        I co to ma do dyskusji jakie mam orgazmy? A zwyczajnych faktycznie nie mam. Albo taki, że się wkurzam tylko, albo taki, że totalnie odlatuję.

                        • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 29.03.14, 14:42
                          twojabogini napisała:

                          > lybbla napisał:
                          >
                          > > Orgazmy dzielimy na
                          > > a) mikro-orgazmy
                          > > b) zwyczajne orgazmy
                          > > c) mega-orgazmy
                          > >
                          > > TB po prostu nie ma tych zwyczajnych.
                          >
                          > I co to ma do dyskusji jakie mam orgazmy?
                          > A zwyczajnych faktycznie nie mam.
                          > Albo taki, że się wkurzam tylko, albo taki, że totalnie odlatuję.

                          No ma. Bo dopóki nie użyjemy orgazmometru to musisz przyjąć też moją
                          wersję. Zazwyczaj miewam zwyczajne orgazmy ale zdarzyły mi się zarówno mikro
                          jak i mega. Forumowicze niech ocenią w której skali (dwustopniowej czy trzystopniowej) lepiej się odnajdują.
                    • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 15:13
                      lybbla napisał:

                      > TB targają pozorne sprzeczności (zrób to sama vs super kochanek)

                      15 minut to nie był mój pomysł w dyskusji, ale uznałam, że jest to jedno z sensowych rozwiązań. Raczej do osiągnięcia na etapie hiperaktywności w stanie zakochania - więc trudno do małżeństw zastosować, zwłaszcza po jakimś czasie frustracji, gdy narosły pretensje i spory wokół BSM. .
                      To nie są sprzeczności - tylko rożne sposoby dla rożnych osób. Jedna kobieta jest na tyle świadoma siebie,że zrobi sobie i nauczy się sama, inna oczekuje, że zajmie się tym mężczyzna - nie tylko orgazmem, ale samym rozbudzeniem jej.

                      Podajesz trzy sposoby na osiągniecie orgazmu przez kobietę podczas stosunku. Negując kompletnie, że dla 70% kobiet żadna podana technika się nie sprawdzi. Znam znacznie skuteczniejszy sposób - nazywa się stymulacja łechtaczki, ręka, gadżet, penis - cokolwiek.

                      • mojemail3 Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 17:39
                        twojabogini napisała:

                        > Podajesz trzy sposoby na osiągniecie orgazmu przez kobietę podczas stosunku. Ne
                        > gując kompletnie, że dla 70% kobiet żadna podana technika się nie sprawdzi. Zn
                        > am znacznie skuteczniejszy sposób - nazywa się stymulacja łechtaczki, ręka, gad
                        > żet, penis - cokolwiek.

                        A poza tym ćwiczenie mięśni kegla nie? Bo mi się wydaje,że tak...
                        • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 29.03.14, 12:26
                          mojemail3 napisała:

                          > A poza tym ćwiczenie mięśni kegla nie? Bo mi się wydaje,że tak...

                          Jasne. Tylko, że ćwiczenia zalecane przez naszych bogobojnych seksuologów i ginekologów służą li i jedynie podtrzymywaniu mięśni odpowiadających za trzymanie dna macicy, co na pewno pomoże w tym, że kobieta nie będzie sikać pod siebie (po ciążach i w przypadku osłabienia mięśni zdarza się nietrzymane moczu zaczyna się od paru kropelek przy kaszlu lub śmiechu, a potem jest coraz gorzej). Zresztą skurwysyny zalecają takie ćwiczenia także kobietom, które już moczu nie trzymają - co nic im nie da, nie informując, że jest na to jeden prosty zabieg. Wystrzelałabym to towarzystwo.

                          Zamiast Kegla trzeba ćwiczyć mięśnie, które ja sobie nazwałam wewnętrznymi mięśniami miednicy. Pewnie się jakoś fachowo nazywają, ale nie chce mi się jeszcze anatomii zgłębiać.

                          Pochwa ma trzy warstwy mięśni: te przy wejściu, takie długie wzdłuż pochwy oraz przy końcu pochwy jeszcze inny niezależny zestaw. Na początku można sobie ćwiczyć je z jakimś schematem, żeby je poczuć i trochę wytrenować. Ale tak naprawdę nie chodzi o wzmocnienie ich - tylko docelowo o przyjemność. Dlatego jak już się je czuje i w miarę umie się nad nimi panować, trzeba sobie eksperymentować - szukając takich kombinacji zaciśnięć i przytrzymań, które doprowadza do uczucia przyjemności.

                          Same mięśnie pochwy to nie wszystko - bardzo ważne są mięśnie wokół zwieracza odbytu. Czego nasi bogobojni nie mówią, bo to wstyd o dziurze w tyłku rozmawiać z kobietami. Ćwiczy się je zaciskając, przytrzymując na jakiś czas i rozluźniając, albo siedząc na krześle jakby starając się unieść otworek lekko do góry i tez na chwilę starając się utrzymać zacisk.. Gdy zaciskasz te mięśnie i tylko na nich się koncentrujesz i równocześnie przytrzymasz w pochwie palec - poczujesz że gdy nimi pracujesz pochwa zaciska się automatycznie. Ćwiczysz dobrze gdy ruszają się tylko mięśnie wewnątrz a nie cała pupa.

                          Wiele kobiet w tym ja twierdzi, że zaciskanie zwieraczy odbytu podczas stymulacji łechtaczki pogłębia i wzmacnia orgazm. Tylko trzeba znaleźć swój rytm pulsowania (zacisk, czas przytrzymania i rozluźnienie, przerwa - to wszystko może trwać dłużej lub krócej, każdy z elementów osobno). Ja musiałam też to zsynchronizować z samą stymulacją łechtaczki.

                          Podobno da się jeszcze zrobić falę korzystając ze wszystkich mięśni razem - ja tego jeszcze nie umiem.

                          Ćwiczenie tych mięśni wzmacnia odczuwany orgazm, pulsowanie jest silniejsze. To działa i u kobiet i u mężczyzn ,więc dla panów tzw. ćwiczenia mięśnia PC także są zalecane. O męskich technikach nic nie wiem.


                      • lybbla Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 29.03.14, 14:28
                        twojabogini napisała:

                        > 15 minut to nie był mój pomysł w dyskusji, ale uznałam,
                        > że jest to jedno z sensowych rozwiązań.
                        > Raczej do osiągnięcia na etapie hiperaktywności w stanie zakochania -
                        > więc trudno do małżeństw zastosować, zwłaszcza po jakimś czasie frustracji,
                        > gdy narosły pretensje i spory wokół BSM.

                        Dobrze by było gdyby w Twoich postach było widać było różnicę między
                        tantrycznym celebrowaniem
                        a niepowodzeniem w klejeniu pierogów z jagodami na stole kuchennym, bo mąka
                        rozpierzchła się po całej kuchni a i jagody nie zostały użyte zgodnie z przeznaczeniem.

                        > To nie są sprzeczności - tylko rożne sposoby dla rożnych osób. Jedna kobieta je
                        > st na tyle świadoma siebie,że zrobi sobie i nauczy się sama, inna oczekuje, że
                        > zajmie się tym mężczyzna - nie tylko orgazmem, ale samym rozbudzeniem jej.

                        > Podajesz trzy sposoby na osiągniecie orgazmu przez kobietę podczas stosunku.

                        Nie, skupiam się na jednym aspekcie: za szybkim odlatywaniu mężczyzny przy skokowym wzroście lubrykacji. I moje (tfu ogólnie znane) sugestie dotyczą wyłącznie tego aspektu.

                        > Negując kompletnie, że dla 70% kobiet żadna podana technika się nie sprawdzi.

                        A nie przyszło Ci do głowy, że w następnym badaniu dzięki takim jak ja
                        zobaczymy 60 % :P

                        > Znam znacznie skuteczniejszy sposób -
                        > nazywa się stymulacja łechtaczki, ręka, gadżet, penis - cokolwiek.

                        Tak uważam orgazm łechtaczkowy podczas minety za coś niesamowitego
                        (bliskość kobiecych ud).
                        I będę konsekwentnie wyśmiewał Twoje próby jego deprecjonowania.
                  • twojabogini Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 28.03.14, 15:28
                    > Czy znasz jakieś źródło, publikację, badanie, albo chociaż pojedynczą osobę - j
                    > akąkolwiek jeszcze jednostkę inną niż Ty - która uważa tak samo?

                    Tak znam całe stado antropologów kulturowych, etnologów, historyków, którzy badali seksualność w innych kulturach lub w zamierzchłych wiekach. Jest w całej pozostawionej przez nich makulaturze mnóstwo opisów seksualnych rytuałów inicjacyjnych, lub sposobów instruowania młodych przed zwarciem małżeństwa lub też nawet swoistych plemiennych szkół seksu (linkowałam kiedyś o szkole dla chłopców w afrykańskim plemieniu, w której wszyscy młodzieńcy uczyli się jak stymulować seksualnie kobiety). Wśród kobiecych rytuałów było poznawanie własnego ciała, oglądanie i dotykanie go z inna kobietą, albo warunkowanie orgazmu w rytuale inicjacji jeszcze przez zawarciem małżeństwa oraz instrukcje obsługi członka.
                    Jak jesteś ciekawy to zacznij od Malinowskiego, a potem powiedz w księgarni, że ci się podobało i chcesz więcej tytułów.

                    To dzięki takiej edukacji seks w każdej kulturze oznaczał zupełnie inny zestaw czynności, a stosunek miał swój odmienny przebieg w każdej z nich.Większość par bzykała się tak samo. My nie będziemy się bzykać jak rodzice i dziadkowie bo nie mamy pojęcia jak oni to robili. Za to wbrew pozorom tez bzykamy się tak samo. Gra wstępna, stosunek ze zmianami pozycji (bo wypada), masowanie łechtaczki, oral, a dla odmiany anal. Tez jesteśmy kulturowo uwarunkowani.
                    • yoric Re: I cała teoria TB poszła w piz**u 29.03.14, 23:07
                      Tak, poprzednio też odsyłałaś zdaje się do Ericha Fromma, który miał niby twierdzić, że BSwM to niby efekt podziału obowiązków.

                      Konkretnie, Malinowski twierdzi, że facet zawdzięcza orgazm seksualnemu wyedukowaniu kobiety i płynącej z tego technice??? Serio? Gdzie konkretnie, ciekaw jestem. Jakiś cytat?

                      Dodatkowe pytania, w jaki sposób możliwy jest orgazm faceta w czasie gwałtu (czyżby kobieta umiejętnie stymulowała jego wędzidełko?).
                      A jak sobie radzą inne gatunki, pani psica uczy się od najmłodszych lat, jak zrobić dobrze panu psu (który inaczej nie dojdzie), czy też cała przyroda ma inaczej, a człowiek jest wyjątkiem?
            • mojemail3 Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 20:08
              twojabogini napisała:

              "W 2000 roku spojrzenie na kobiecy orgazm zmieniło się zasadniczo. Seksuolodzy zrezygnowali z męskiego punktu widzenia, ponieważ obowiązujący do tego czasu model Masters-Johnson z 1966 roku jakoś nie chciał się dopasować do kobiet."

              O, to jest bardzo ciekawe, ostatnio czytałam o tej parze naukowców, co się nawet pobrali jak się porozwodzili z poprzednimi partnerami...
              Otóż, państwo Masters & Jonhson byli gwiazdami w owym czasie, lata 60-70 te, prowadzili badania naukowe na szeroką skalę. Okazało się jednak,że wnioski jakie wyciągnęli, nie były miarodajne...Badano również np. przyczyny męskiej impotencji, zakładając że przyczyny są w większości żródłem zaburzeń psycho-emocjonalnych.

              Fałszywość wyników tych "badań naukowych" powinna też wpływać nieco otrzeżwiająco na wielbicieli wszystkiego, co poparte "badaniami"...
              • yoric Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 21:49
                > Fałszywość wyników tych "badań naukowych" powinna też wpływać nieco otrzeżwiają
                > co na wielbicieli wszystkiego, co poparte "badaniami"...

                w 2009 rozbił się Boeing. Teraz zaginął kolejny.
                Przestajemy latać?
                • mojemail3 Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 22:10
                  yoric napisał:

                  > w 2009 rozbił się Boeing. Teraz zaginął kolejny.
                  > Przestajemy latać?

                  Nie, ale są tacy, co z tego powodu nigdy nie polecą ( a znam takich;-)

                  Chodzi mi o to,że podpieranie się badaniami jako prawdą objawioną też może mieć krótkie nogi.
                  Wspomniana para naukowców była w swoim czasie megagwiazdami seksuologii, a czas pokazał, jak bardzo się mylili.
                  Osobiście znowuż, nabawiłam się sporego sceptycyzmu nawet do badań laboratoryjnych, podczas pisania pracy magisterskiej, naciąganie wyników do oczekiwanych rezultatów powszechne.Rzetelne badania studentów odsyłane do diabła, bo doktorom i profesorom "miało wyjść" coś zgoła innego...
                  • yoric Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 22:47
                    No co zrobić, często tak właśnie działa ten przemysł zwany nauką.
                    Ale to dzięki niej mamy samoloty, które latają, internet i przeżywalność niemowląt. Argument en masse jest nie fair. Co jakiś czas sędzia wyda zły wyrok, a policjant pobije uczciwego człowieka - zastanówmy się, czy to na pewno dobry argument, żeby rozwiązać sądy i służby porządkowe.
                    • mojemail3 Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 22:58
                      yoric napisał:

                      > No co zrobić, często tak właśnie działa ten przemysł zwany nauką.
                      > Ale to dzięki niej mamy samoloty, które latają, internet i przeżywalność niemow
                      > ląt. Argument en masse jest nie fair. Co jakiś czas sędzia wyda zły wyrok, a po
                      > licjant pobije uczciwego człowieka - zastanówmy się, czy to na pewno dobry argu
                      > ment, żeby rozwiązać sądy i służby porządkowe.

                      Masz rację, ale pewnie wiesz też,że warto stosować zasadę ograniczonego zaufania w wielu dziedzinach życia.
                      Przytoczę klasyka,Molier:
                      "Lekarze wlewają leki, o których wiedzą niewiele,aby uleczyć choroby, o których wiedzą jeszcze mniej, w pacjentów, o których nie wiedzą nic"
                      To tak z francuska, a propos badań wymienionych wcześniej naukowców Masters&Johnson...
                      • yoric Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 23:17
                        No tak, ale jedną ręką to piszesz, a drugą pewnie sięgasz po pigułę, aw ciągu dnia to by się kilka uzbierało, nie?
                        • mojemail3 Re: I cała teoria ??? 26.03.14, 23:29
                          yoric napisał:

                          > No tak, ale jedną ręką to piszesz, a drugą pewnie sięgasz po pigułę, aw ciągu d
                          > nia to by się kilka uzbierało, nie?

                          Nie rozumiem dlaczego zakładasz,że jestem lekomanką...
                          Pigułek też aktualnie nie biorę, choć może powinnam, na stare lata;-)
                          • yoric Re: I cała teoria ??? 29.03.14, 23:27
                            Trochę nie tak wyszło :). Chodzi mi generalnie o taką postawę, że ludzie wieszają psy na nauce i naukowcach, ale jak przyjdzie choćby przeziębienie (nie mówiąc o złamanej nodze), to siadają w samochód (technologia oparta na nauce) i jadą do lekarza po tabletki. Moralne prawo do negacji mają, owszem, Amisze :), a skoro nimi nie jestesmy, nie róbmy zbiorowej odpowiedzialności całej nauki, krytykujmy raczej konkretne badania czy szkoły myśli.
                  • kutuzow Jak to z tymi badaniami jest 27.03.14, 01:10
                    mojemail3 napisała:

                    > Chodzi mi o to,że podpieranie się badaniami jako prawdą objawioną też może mieć
                    > krótkie nogi.
                    > Wspomniana para naukowców była w swoim czasie megagwiazdami seksuologii, a czas
                    > pokazał, jak bardzo się mylili.

                    Popełniasz ten błąd, że porównujesz OBECNĄ wiedzę do ich dokonań. Powinnaś zaś porównać wiedzę SPRZED ich badań, z ICH dokonaniami.

                    Bardziej obrazowo.

                    Gdy Bohr stworzył koncepcję modelu atomu, dostał za to Nobla. było to bowiem bardzo duże osiągnięcie w fizyce.
                    Mimo że koncepcja ta była dużym krokiem na przód, z czasem okazało się że model ten nie nadaje się do zastosowania we wszystkich modelach (atomy z więcej niż dwoma elektronami).
                    Odrzucono go więc na rzecz bardziej doskonałych modeli.

                    Czy to oznacza, że jego odkrycie jest bublem bo nie spełnia założeń znanych nam OBECNIE?
                    Raczej powinniśmy to traktować jako kolejny krok w procesie poznawania świata.

                    Tak samo gdy Masters i Johnson publikowali swoje badania one także były dużym krokiem na przód wobec współczesnym im przekonaniom związanymi z seksem. To że teraz wiemy wiecej, to jest w dużej mierze także ich zasługa, ktoś zainteresował się tematem i zaczął go badać dalej coraz lepiej i dokładniej z użyciem coraz lepszych narzędzi (jak EEG, wizualizacja funkcji mózgu itp).
                    • mojemail3 Re: Jak to z tymi badaniami jest 27.03.14, 01:28
                      kutuzow napisał:

                      > Popełniasz ten błąd, że porównujesz OBECNĄ wiedzę do ich dokonań. Powinnaś zaś
                      > porównać wiedzę SPRZED ich badań, z ICH dokonaniami.

                      No dobrze, dobrze,ale...w podsumowaniu artykułu o parze seksuologów ( ona nie miała żadnego formalnego medycznego wykształcenia, ot asystentka) jest takie zdanie:
                      (...)"Para amerykańskich seksuologów - William Masters i Virginia Johnson, lata 60. To dzięki nim seks przestał być tematem wstydliwym i grzesznym. Trafił na łamy gazet i do telewizji(...)"
                      No wielkie mi halo, naprawdę.
                      Linkuję cały artykuł:
                      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14515919,11_tysiecy_orgazmow__Masters_i_Johnson__duet__ktory.html
                      A co mnie tak bawi? Bo mówimy o purytańskiej Ameryce lat 60 tych, w Europie w tym samym czasie klimaty były nieco inne...
                      A poza tym, daleko szukać nie trzeba,w ojczyżnie naszej, proszę bardzo, skarbnica wiedzy o seksie, prosto, nawet prostacko, ale dosadnie, behawioralnie...Kultura ludowa, polecam dla odprężenia nieco etnografii:
                      folklor.blox.pl/2008/01/O-Seksie-na-ludowo.html
    • sabat.77 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 22:39
      Sienieznacie. Najlepsza technike mial Elvis Presley. Wchodzil tylko raz, a cala sala pelna kobiet dostawala orgazmu glosno przy tym piszczac. Przypadki sikania po nogach tez sie zdarzaly.
      • mojemail3 Re: Technika a kobiecy orgazm 25.03.14, 22:49
        sabat.77 napisał:

        > Sienieznacie. Najlepsza technike mial Elvis Presley. Wchodzil tylko raz, a cala
        > sala pelna kobiet dostawala orgazmu glosno przy tym piszczac. Przypadki sikani
        > a po nogach tez sie zdarzaly.

        Też bym dostała jakbym go miała okazję na żywo zobaczyć...Marzenie ściętej głowy już...na żywo nie ma szans;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka