bigbadpig
19.12.14, 14:41
Zainspirowany pojawieniem się lumineer, która wspomniała o staraniu się w byciu (prawie) idealną żoną, sam również będąc szczęśliwym posiadaczem takiej (prawie) idealnej; zacząłem się zastanawiać czemu to właśnie duże (za duże?) słowo mi się mimo wszystko wydaje na miejscu.
Co sprawia, że ktoś sam mając wady staje się idealnym partnerem? I, z drugiej strony, jak mogę wierzyć i znajdywać sens w próbie bycia idealnym (niekoniecznie udanej) dla drugiej osoby?
Uprzedzając odpowiedź "ideałów nie ma", chciałbym odłożyć na bok leksykalną szermierkę i uznać, że idealny w praktyce związkowej nie oznacza literalnie dobicia do 100% wypełnienia założonych wskaźników; a coś bardziej płynnego, rzeczywistego - ideał jaki jest realnie możliwy, ideał matematyczny zostawmy matematyce.
Otwierając temat, o ile ktokolwiek będzie chciał go podjąć, w moim przypadku ta idealność żony na którą składa się cały bagaż pożądanych przeze mnie, czy nawet niezbędnych cech, bazuje chyba na symetrii w codziennym, często drobnym, zawsze pozytywnym "staraniu się", które wymaga przede wszystkim pozbycia się podejrzliwości wobec intencji partnera (co najwyraźniej nie jest takie oczywiste). Jeśli mam pewność, że z drugiej strony starania są autentycznie, dają mi dużo więcej przyjemności, sam chcę się starać bardziej, satysfakcję jest moją nagrodą, nie mamy potrzeby kontrolować kto ile, bo gra zaczyna polegać na tym kto da więcej (jeśli ktoś tu widzi patologię, zatracenie siebie lub ewentualnie przesadę w moich słowach, to od razu mówię, nie chodzi mi o życie wokół i dla partnera, ale pozytywne uwzględnianie go wszędzie tam gdzie wydaje mi się to potrzebne, kwestia wyczucia)
ilustracja muzyczna: www.youtube.com/watch?v=7zkCJ6Hnk7o#t=44 :P
To wszystko sprawia, że teraz to co mi w żonie przeszkadza/-ło, mamy albo:
- jakoś przepracowane z aktywnym i pozytywnym udziałem obu stron, części kwestii udało się prawdopodobnie pozbyć,
- niektóre zachowania staramy się modyfikować na bieżąco, ciągle uczymy się dostrzegać perspektywę drugiej osoby tam gdzie bywa to trudne,
- czasem świadomie się nie staramy bo mamy swoje powody, ale TERAZ MIEWAMY PRZEKONANIE, ŻE DRUGA STRONA NIE OLEWA (nie bo nie), tylko zważyła na swoją korzyść,
- wreszcie zaczynam odczuwać pewne jej wady jako po prostu wręcz neutralne cechy, tracące znaczenie, w zalewie pozytywnego jej całościowego wizerunku w moich oczach; a czasem wiele z jej wad to jest coś co w niej lubię kiedy myślę o tym z perspektywy chwili od zaistnienia (przykład, oboje jesteśmy temperamentni, wściekamy się krzyczymy itd. - po pierwsze jednak, skoro ja taki jestem to dobrze, że ona też, symetria odciąża sumienie,; po drugie lubię myśl, że bojowa z niej babka)
I w ten sposób ona już prawie nie ma wad, a to pozostałe "prawie" zestawione z jej zaletami dla mnie staje się na co dzień niedostrzegalne.
Nie sądzę, aby same chęci wystarczały, trzeba mieć możliwości; jakieś aktywa w związku. W wypadku kobiety to uroda, seks, ale i poczucie humoru, inteligencja i zaradność której przejawami mogę się zachwycać, zainteresowania które ją ode mnie oddalają w paradoksalnie przyjemny dla mnie sposób, wszystkie rzeczy w których jest ode mnie lepsza, i te w których uznaje moją przewagę. W założeniu szuka się partnera który ma jakiś komplet "rzeczy" jakich chcemy. Jak się takiego złapie, to może pojawić się szansa na zbliżenie się do tej codziennej idealności, do sytuacji kiedy tych rzeczy nie będziemy dostawać na wymianę tylko w prezencie.
Mnie dotarcie do takiego odczuwania związku zajęło kilka lat, co więcej nie będę ściemniał, zdarzały mi się już kryzysy, nie mam pewności co do dnia jutrzejszego, opisuję stan który wydaje mi się mocno niestabilny (jak to związek w ogóle), lecz na razie szczęśliwie trwający.
Nie chciałbym stworzyć tylko ekshibicjonistycznych wynurzeń, ciekawi mnie nieufność z jaką niektórzy tutaj podchodzą do intencji płci przeciwnej, do koncepcji dawania bez pytania o zapłatę (może to działa pewność, że kurek z zapłatą zwykle jest odkręcony?) stąd taki elaborat, chciałem poważnie potraktować temat i uznałem, że muszę napisać o swoich doświadczeniach i odczuciach.