Dodaj do ulubionych

małżeństwa są przereklamowane

24.06.15, 23:40
Ot co.
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 00:00
      twojabogini napisała:

      > Ot co.

      A co sie stalo?
      • potwor_z_piccadilly Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 06:41
        hello-kitty2 napisała:

        > twojabogini napisała:
        >
        > > Ot co.
        >
        > A co sie stalo?

        Nie głosując w wyborach między dżumą a cholerą, Dudę wybrała, a ten wyglada na to, że przecież żonkoś przykładny, pobożny, hostii bohaterski obrońca i prezesa pana sługa uniżony (tu, życzę sobie i przyzwoitym ludziom, by wizje i proroctwa moje w gówno się zamieniły).
        No i wścieka się kobita, bo widzi to co wielu widzi.
        Widzi, że białe myszki w głowach Polaków wesoło sobie grasują i kraj na psy schodzi.

        • ninek04 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 07:23
          Nie głosując w wyborach między dżumą a cholerą, Dudę wybrała, a ten wyglada na to, że przecież żonkoś przykładny, pobożny, hostii bohaterski obrońca i prezesa pana sługa uniżony (tu, życzę sobie i przyzwoitym ludziom, by wizje i proroctwa moje w gówno się zamieniły)."

          Płonne nadzieje, niestety.
          • zawle Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 08:14
            Dla mnie małzeństwo jest super.Chociaz często powtarzam ze zona juz byłam i mi sie nie podobało. Ale małeństwo moze być takią podróbką, lub czymś wartościowym. Teraz to rozumiem. Dlatego do ślubu się nie palę.
        • jesod Białe myszki 25.06.15, 11:59
          potwor_z_piccadilly napisał:
          > Widzi, że białe myszki w głowach Polaków wesoło sobie grasują

          No, ale... ktoś przecież do takiego stanu chciał ten naród doprowadzić.
          Kobieta pijana - dupa sprzedana. Czyż nie tak, proszę pana?

          potwor_z_piccadilly napisał:
          > i kraj na psy schodzi.

          To chyba jakaś pomyłka... w orientacji, proszę pana. Ten proces się nie zaczął się teraz - on już się prawie dokonał.

    • glamourous Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 00:03
      Moze i sa.
      Ale IMO to raczej ludzie sa glupi, bo wszystko, nawet najladniejsze, potrafia spieprzyc.
      Jak u Hlaski. Ot co.
      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 00:40
        A ja powiem, ze jak dla mnie, nie ma roznicy czy malzenstwo czy staly zwiazek bez papierka. Nic to dla mnie nie zmienia, nie zmienia faktu, ze chcemy i ze jestesmy razem, bo sie kochamy i tak samo trudno sie rozstac, bo uczucia te same. Nie kocham nagle kogos bardziej, bo bierzemy slub, kocham go, bo sie zdecydowalam z nim byc a papierek jest mi do tego niepotrzebny. Natomiast dziecko zmienia juz sporo.
        • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 00:47
          kag73 napisała:
          > Nie kocham nagle kogos bardziej, bo bierzemy slub, kocham go, bo sie zdecydowal
          > am z nim byc a papierek jest mi do tego niepotrzebny.

          Mialo byc "zdecydowlam sie z nim byc i jestem, bo go kocham a papierek..."...stacilam juz kontrole czego i ile dzis wypilam ;)
          Co najwyzej moze to byc wersja romatyczna, bo slub jest taka jakby oficjalna deklaracja, przypieczetowaniem milosci, ale ogolnie to by trzeba powiedziec, ze "stale zwiazki sa przereklamowane", bo malzenstwo to dla mnie nic innego jak zycie we dwoje.
    • ninek04 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 07:20
      Bo papierek niczego nie przypieczetowywuje,ani nie stanowi gwarancji o przedłużonym terminie. nie zmienia nic,albo zmienia, ale na gorsze.Tak, jak w moim przypadku, odkąd zgodziłam się ,po licznych namowach, podpisać ten papierek,zaczęło się psuć.
      • torado Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 13:17
        ninek04 napisała:

        > Bo papierek niczego nie przypieczetowywuje,ani nie stanowi gwarancji o przedłuż
        > onym terminie. nie zmienia nic,albo zmienia, ale na gorsze.Tak, jak w moim przy
        > padku, odkąd zgodziłam się ,po licznych namowach, podpisać ten papierek,zaczęło
        > się psuć.

        bo dla niektórych papierek to taka gwarancja bycia ze sobą do śmierci, glejt i można się już nie starać, odpuścić se, bo on czy ona jest już mój, moja...a z rozwodem to są same trudności...
    • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 08:41
      twojabogini napisała:

      > Ot co.
      -------------------------------------------------------------------------------------------------------

      Małżeństwo to trudną dyscypliną, której zreszta nikt nie uczy. Dla wielu jest zupełnym spoczęciem na laurach (po ślubie w USA przeciętnie facet tyje niemal 10 kg), przestaniem starania się o drugą osobe i dbania o siebie.
      Podobnie trochę jak w biznesie, monopol tworzy poczucie bezkarności i arogancji w stosunku do klienta. Tylko konkurencja czyni nas lepszymi.
      A dla TB -małżeństwo na odległość sie nigdy nie sprawdzało i nie sprawdza.
      Dla mnie małżeństwo jest najlepszą rzeczą, jaka doznałem w moim zyciu.
      POzdrawiam
      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 09:48
        marek.zak1 napisał:

        > A dla TB -małżeństwo na odległość sie nigdy nie sprawdzało i nie sprawdza.

        Jeszcze nie napisala co sie stalo, a Ty juz wiesz co jej sie nigdy nie sprawdzalo.
        • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 11:21
          hello-kitty2 napisała:

          > marek.zak1 napisał:
          >
          > > A dla TB -małżeństwo na odległość sie nigdy nie sprawdzało i nie sprawdza
          > .
          >
          > Jeszcze nie napisala co sie stalo, a Ty juz wiesz co jej sie nigdy nie sprawdzalo-
          -------------------------------------------------------------------------------------------------------------

          Zobacz tytuł wątku + wiedza, ze od kilku miesiecy są daleko od siebie.
    • mondayx Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 09:06
      E tam. Dzisiaj to rozwiazłość jest przereklamowana.
      Tu macie coś ciekawego na temat relacji mesko-damskich: m.youtube.com/watch?t=202&v=jz_Jqdk6bKg
    • zyg_zyg_zyg Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 09:27
      Zaraz tam przereklamowane. Może po prostu niektóre mają ograniczony okres przydatności do spożycia...?
      • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 09:42
        zyg_zyg_zyg napisała:

        > Zaraz tam przereklamowane. Może po prostu niektóre mają ograniczony okres przydatności do spożycia...?
        ------------------------------------------------------------------------------------------------

        Może małżeństwa powinny być zawierane na okres próbny, a potem okresowy? Wtedy trzeba by sie jakos bardziej starać?
        • urszula.slo Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 10:35
          Przereklamowane jest signielstwo. Jak już pisałam w innym wątku: ludzie są niezdolni do stworzenia normalnie funkcjonującego związku, niezdolni (i leniwi) są do "dyscypliny", jak wyraził się marek - łatwiej nic nie robić i myśleć, że wszystko ci się należy, a jeżeli nie, to "pożyję sobie wg własnej woli". Własna wola, własna racja, własne zachcianki, własne - i natychmiastowe - zadowolenie - oto co jest przereklamowane.

          (Chociaż w Polsce też chwilami miałam poczucie, że jeżeli nie żyjesz w małżeństwie, to jesteś nieżepełnowartościowym człowiekiem - ale to specyfika Polski (może tylko Krakowa?).)
          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 15:16
            urszula.slo napisała:

            > Przereklamowane jest signielstwo. Jak już pisałam w innym wątku: ludzie są niez
            > dolni do stworzenia normalnie funkcjonującego związku, niezdolni (i leniwi) są
            > do "dyscypliny", jak wyraził się marek - łatwiej nic nie robić i myśleć, że wsz
            > ystko ci się należy, a jeżeli nie, to "pożyję sobie wg własnej woli". Własna wo
            > la, własna racja, własne zachcianki, własne - i natychmiastowe - zadowolenie -
            > oto co jest przereklamowane.

            Dorabiasz sobie ideologie do swojego wlasnego wyboru, bo co? Nie zyjesz w malzenstwie ze swojej wlasnej woli? Czym sie niby teraz roznisz od tych ludzi z Krakowa?
            • urszula.slo Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:40
              Czy czym się różnię? Nie wiem, mój obecny mąż, wtedy chłopak, chciał się ze mną ożenić, a mi było w sumie wszytsko jedno. Tym się różniłam, bo u moich koleżanek było i jest odwrotnie. Tak samo było z dziećmi. To jemu może trochę bardziej zależało. I teraz on się tymi dziećmi zajmuje tak samo co ja, i w tym też się różnimy od kolegów z krakowa. Bo tamci faceci wolą w weekendy w piłkę zagrać z kolegami, w góry iść i po x dniach dopiero do domu (żony & dzieci) wrócić. A żona w gronie koleżanke (podzielających ten sam los) narzeka na swojego męża, jaki to on jest okropny.
              No, różnimy się jednak.

              A ideolgia ideologią. A ty dorabiasz swoją. By łatwiej się żyło, no nie? :)
              Ja widzę, że ludzie są zdrowsi i szczęśliwsi, jeżeli mają udany zwiłązek, raczej długotrwały (ale udany!).
              • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:30
                urszula.slo napisała:
                > Czy czym się różnię? Nie wiem, mój obecny mąż, wtedy chłopak, chciał się ze mną
                > ożenić, a mi było w sumie wszytsko jedno. Tym się różniłam, bo u moich koleżan
                > ek było i jest odwrotnie. Tak samo było z dziećmi.

                Eee tam, tez mi wielka roznica, nie Ty tylko on ciagnal do slubu, ale ktorys ciagnal. Wiec on sie od tych kobiet co maja presje wziac slub rozni tylko tym, ze jest mezczyzna.
    • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 12:59
      Heh, w zasadzie nic się nie stało. Po prostu mam takę refleksję, że małżeństwo jest przereklamowane. No bo w zasadzie od dziecka wmawia się ludziom, że jak będą dorośli to zawrą małżeństwo. Mam trochę znajomych, którym to "nie wyszło", są przed 40. Mają poczucie porażki, żyją w zawieszeniu, oczekiwaniu.
      No i tak przyjrzałam się swojemu życiu. W sumie trochę spędziłam w stanie bezżennym. To był dobry okres. A małżeństwo jakoś za wiele nie zmienia. Są wzloty. Są upadki. Więcej zmienia zostanie rodzicem. Zresztą co by nie mówić - rodzicielstwo tez jest przereklamowane.

      Nie chodzi mi o to, że małżeństwo jest złe, czy że rodzicielstwo to jakiś rodzaj katorgi. Ja to nawet lubię. Ale jakoś nie jest to sensem mojego życia. Widzę minusy. Bo są i minusy. Ale jakoś jak zaczynam rozmowę na ten temat - to wszyscy się oburzają. Jak to? Są minusy? Widocznie coś z moim małżeństwem jest nie tak. Albo jestem kiepską matka skoro widzę minusy macierzyństwa. No a jednak czuję opór przed takim sielankowym przedstawianiem sprawy. Dwoje ludzi co się kochają, miłość matki do dziecka i vice versa. To moim zdaniem część prawdy. Ale może faktycznie tylko ja tak to postrzegam?

      Marek nie jesteś na bieżąco - gdzieś tam dawałam znać w międzyczasie, że na odległość się skończyło. Ogólnie było inaczej, ale nie jakoś bardzo źle. Teraz jest jak zawsze, lepiej, gorzej - zależy od pogody, poziomu stresu, fazy cyklu, ogólnie okej.


      Urszula
      >(Chociaż w Polsce też chwilami miałam poczucie, że jeżeli nie żyjesz w małżeństwie, to >jesteś nieżepełnowartościowym człowiekiem - ale to specyfika Polski (może tylko >Krakowa?).)

      O to, to. Dobrze ujęte. Ja się przyznaję, że bardziej pełnowartościowa czułam się jako singiel, czy też jak to teraz zwą poliamoryczka. Bo singiel trąci samotnością.

      • kruche_ciacho Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 13:32
        "Chociaż w Polsce też chwilami miałam poczucie, że jeżeli nie żyjesz w mał
        > żeństwie, to >jesteś nieżepełnowartościowym człowiekiem - ale to specyfika
        > Polski "

        mialam podobne odczucia i pewnie stad tez wpakowalam sie w nieudane malzenstwo, zeby tylko zalozyc rodzine bo "pora" i "tak trzeba"

        malo tego, teraz jak sie rozwiodlam to moj ojciec ukrywa to przed swoimi znajomymi "bo po co ludzie maja gadac"
        halo.... ???
        • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:00
          kruche_ciacho napisała:

          > "Chociaż w Polsce też chwilami miałam poczucie, że jeżeli nie żyjesz w mał
          > > żeństwie, to >jesteś nieżepełnowartościowym człowiekiem - ale to spe
          > cyfika
          > > Polski "
          >
          > mialam podobne odczucia i pewnie stad tez wpakowalam sie w nieudane malzenstwo,
          > zeby tylko zalozyc rodzine bo "pora" i "tak trzeba"

          Ano właśnie, jakoś tak jest, że "naturalną konsekwencją" związku jest ślub. Parę razy musiałam się wymiksowywać ze związku. Pukałam się w głowę i tak dość późno, bo po tzw. zaręczynach. Masę moich znajomych jest stresowanych, że już najwyższy czas i podobne bzdury. Ile z nich pod taką głupia presją, że małżeństwo to nieodłączny element życia wpakuje się w kłopoty?
      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 14:02
        twojabogini napisała:
        "Mam trochę znajomych, którym to "nie wyszło", są przed 40. Mają poczucie porażki, żyją w zawieszeniu, oczekiwaniu."

        Tutaj powia sie pytanie: bo nie zawarli malzenstwa czy, bo nie maja nikogo/zyja sami? Naprawde sami, nie kochani i nie kochaja? Bo to jest kolosalna roznica. Ze w spoleczenstwie jest utarty schemat: slub/malzenstwo i dzieci to jedno, niemniej moim zdaniem w ludzkich genach jest utarty schemat: szukamy drugiego czlowieka, milosci, wiekszosc z nas."

        > Nie chodzi mi o to, że małżeństwo jest złe, czy że rodzicielstwo to jakiś rodza
        > j katorgi. Ja to nawet lubię. Ale jakoś nie jest to sensem mojego życia. Widzę
        > minusy. Bo są i minusy.

        No OK, ale co tak naprawde jest sensem Twojego zycia? Dobrze sie nad tym zastanow.
        Bo moim zdaniem wszystko to co masz po trochu. I nawet jezeli widzialbys w czyms(czyms innym) sens swojego zycia, to nie znaczy to wcale, ze nie bylo by w nim plusow i minusow.
        Czy zycie w ogole ma sens? I czy musi miec?
        Natomisat robi sie smutno i narasta poczucie porazki jak nie masz tego co tak naprawde chcialbys miec albo jak bys powiedziala, jak wolf niedawno, ze o 06.01.2006 nie mial zadnego fajnego dnia. No serce mi krwawi jak czytam cos takiego :(
        Ja np. bardzo lubie swoje zycie, nawet nie wiem czy chce i musze sie nad jego sensem zastanawiac. Jak dla mnie wystarczy, ze jestem szczesliwa. Moze to jest sensem zycia: byc szczesliwym? Kazdy na swoj sposob, bo pewnie kazdego cos innego uszczesliwia.
        A moze ktos inny jednak cos innego uwaza za sens zycia? Pewnie tak.
        • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:11
          kag73 napisała:


          > Tutaj powia sie pytanie: bo nie zawarli malzenstwa czy, bo nie maja nikogo/zyja
          > sami? Naprawde sami, nie kochani i nie kochaja?

          Są sami. W sensie nie pozakładali rodzin. Jedni mają incydentalne związki, inni są sami zupełnie. Ale w stałych związkach nie są. Ale czy nie są kochani - czy nie kochają? Miłość istnieje nie tylko w obrębie stałej relacji.

          > No OK, ale co tak naprawde jest sensem Twojego zycia? Dobrze sie nad tym zastan
          > ow.
          > Bo moim zdaniem wszystko to co masz po trochu.

          Nigdy nad tym nie myślałam. Ale na pewno nie mogę powiedzieć, że bajka wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie w moim przypadku się sprawdza. W sensie nie umiem z tego zrobić wyłącznej treści mojego życia. Część osób kończy na założeniu rodziny i potem już wszystko w ich życiu kręci się wokół tej rodziny. Nawet praca jest do spłacania kredytów za gniazdo rodzinne i samochody rodzinne. Tak jakby od momentu ślubu i założenia rodziny definiowały ludzi już tylko dwa słowa żona/matka mąż/ojciec.

          No ostatnio dyskutowaliśmy o samochodach, chce prawko w końcu zrobić. I mówiłam, że ja bym sobie jakąś sportową dwumiejscówkę kupiła. Na co usłyszałam od współbiesiadników, że po co mi taki samochód - ani rodziny tym nigdzie nie zawiozę, ani zakupów większych nie zrobię. No ale ja mam jeszcze oprócz zakupów i wożenia rodziny inne sprawy. Mogę sobie takim autkiem wyskoczyć na wystawę do innego miasta, zamiast polskim busem czy pociągiem (to tez lubię, ale na starość się chyba wygodna robię, dekadę temu jeździłam stopem) albo pojechać na weekend z mężem czy kumpelą. I fajnie się będę czuła za kierownica czegoś takiego :) Nikogo nie przekonałam :(

          • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:34
            twojabogini napisała:


            > No ostatnio dyskutowaliśmy o samochodach, chce prawko w końcu zrobić.

            Zrób, przed 40 tką bo potem żaden z Ciebie kierowca nie będzie...
            Inny refleks, jakieś lęki, u starszych wieloletnich kierowców to przynajmniej doświadczenie i rutyna;-)
            Mi już np. jazda samochodem nie sprawia frajdy, szczególnie jak muszę kilkaset km przejechać, ale ale...największą radość i euforię przeżyłam niedawno, jak po 20 latach wsiadłam do...fiacika 126 p ;-) cudowna retrospekcja!!!

            >I mówiłam, że ja bym sobie jakąś sportową dwumiejscówkę kupiła. Na co usłyszałam od współbiesiadników, że po co mi taki samochód - ani rodziny tym nigdzie nie zawiozę,
            > ani zakupów większych nie zrobię. No ale ja mam jeszcze oprócz zakupów i wożen
            > ia rodziny inne sprawy. Mogę sobie takim autkiem wyskoczyć na wystawę do innego
            > miasta, zamiast polskim busem czy pociągiem (to tez lubię, ale na starość się
            > chyba wygodna robię, dekadę temu jeździłam stopem) albo pojechać na weekend z m
            > ężem czy kumpelą. I fajnie się będę czuła za kierownica czegoś takiego :) Nikog
            > o nie przekonałam :(

            No bo to jest auto bez sensu,zazwyczaj krótkie, mało stabilne, a na wypad do innego miasta lepsze nieco większe ( jakiś kompakt) bo bezpieczniejsze.
            Nie chodzi też o to,że auto ma być na zakupy czy wożenia dzieci, ale np.kilka koleżanek mozna zabrać na wypad w góry czy do SPA ;-)A do takiego dwuosobowego nawet psa nie weżmiesz...
            • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:48
              mojemail3 napisała:

              > Zrób, przed 40 tką bo potem żaden z Ciebie kierowca nie będzie...

              No to mam jeszcze trochę czasu, ale w sumie nie aż tak dużo. Po wakacjach na kursik :)

              > No bo to jest auto bez sensu,zazwyczaj krótkie, mało stabilne, a na wypad do in
              > nego miasta lepsze nieco większe ( jakiś kompakt) bo bezpieczniejsze.

              Ja to wszystko wiem. Że mniej bezpieczne, mniej stabilne - i to mnie w tych autkach chyba kręci. Nie zamierzam jakiejś wypas nówki sportowej najnowszy model sobie sprawiać. Jakąś miłą w miarę sprawną używkę, żebym nie miała wyrzutów, że lakier zdrapię i jakiś słupek czy inny kosz zawadzę, zanim nabiorę wprawy. Takie autko - zabaweczka.
              • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:59
                twojabogini napisała:

                > Ja to wszystko wiem. Że mniej bezpieczne, mniej stabilne - i to mnie w tych aut
                > kach chyba kręci.

                To nie jest dobre kryterium wyboru samochodu, uwierz staremu kierowcy, ci niejedno auto kupił i sprzedał ;-)

                > Nie zamierzam jakiejś wypas nówki sportowej najnowszy model s
                > obie sprawiać. Jakąś miłą w miarę sprawną używkę, żebym nie miała wyrzutów, że
                > lakier zdrapię i jakiś słupek czy inny kosz zawadzę, zanim nabiorę wprawy. Taki
                > e autko - zabaweczka.

                Taka używka to będzie nieżle wytłuczona przez młodocianego synka lub córeczkę zamożnych rodziców...Albo sprowadzane z zagranicy po wypadku, bo tam się takich aut nie opłaca naprawiać i klepać...Auto to nie zabaweczka, niestety. Miałam tylko jedną stłuczkę 15 lat temu i to jako współwinna, ale od tego czasu nie zdarza mi się myśleć o jeżdzie autem jako zabawie...Choć czasem na małej prędkości różne testy robię ;-)
          • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:37
            twojabogini napisała:

            >
            > No ostatnio dyskutowaliśmy o samochodach, chce prawko w końcu zrobić. I mówiłam, że ja bym sobie jakąś sportową dwumiejscówkę kupiła.
            -------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            A czy wiesz, że te sportowe samochody sa tak twardo zawieszone, że zupełnie nie na polskie drogi. Kiedys Alfą pojechalem do Wilanowa i z powrotem, to wróciłem tak poobijany, ze powiedziałem: never again.
            • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:52
              marek.zak1 napisał:

              > A czy wiesz, że te sportowe samochody sa tak twardo zawieszone, że zupełnie nie
              > na polskie drogi. Kiedys Alfą pojechalem do Wilanowa i z powrotem, to wróciłe
              > m tak poobijany, ze powiedziałem: never again.

              Wiem, przewiózł mnie kiedyś kolega porszakiem na twardym zawieszeniu. wyszłam z auta potłuczona bardziej niż z rajdu po bieszczadach w jakimś dżipowatym czymś.
              Ale, ale...są też ładne miłe małe sportóweczki wcale niesportowe. Nazwijmy to - kobiece, albo raczej idealne do moich potrzeb. Małe. dwumiejscowe. Miłe i miękkie w dotyku :) Mój ukochany mechanik coś mi tam ładnego wyszuka i wyszykuje.
              • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 14:54
                Wiesz co? Kup sobie takie autko.
                A wiesz dlaczego? Bo chcesz. :)
                Także ten.
                • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 15:00
                  maracooja napisała:

                  > Wiesz co? Kup sobie takie autko.
                  > A wiesz dlaczego? Bo chcesz. :)
                  > Także ten.

                  No jasne, kupie sobie lizaka, bo chciem ;-)

                  • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 16:15
                    mojemail3 napisała:

                    > No jasne, kupie sobie lizaka, bo chciem ;-)

                    Dokładnie tak. :)
                • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 16:04
                  maracooja napisała:

                  > Wiesz co? Kup sobie takie autko.
                  > A wiesz dlaczego? Bo chcesz. :)
                  > Także ten.

                  Tez tak mysle. Kup sobie takie, jak Ci pasuje. Jakos Wont (wybacz Wontcie2 ale jestes fajnie pod reka jako przyklad) motor sobie kupil pewnie jakiegos scigacza i nikt sie nie odezwal z odradzaniem. Aaa no tak, bo to 40 letni singiel czyli na pewno jakis pojeb w rozbuchanym 'ja' o ujemnej wartosci spolecznej, kto by tracil czas na klepanie do niego w klawiature ;-)
                • kawitator Re: małżeństwa są przereklamowane 27.07.15, 13:26
                  Oczywiście! Kup sobie Nie słuchaj przedwcześnie podstarzałych doświadczonych kierownic. ;-P
                  Mam mazdę MX-5 pięknie czerwoną. Pojedziesz na górskie drogi np Wróblowice - Świątniki to będziesz piszczeć z uciechy. Natomiast przejazd gdzieś dalej autostrada to wkurw zupełny -dla mnie. bo na takie trasy mam cos innego np Alfe 159
                  Pozdrawiam
                  Kawi
                  motto na dziś : Jak ludzie gadają o tobie za twoimi plecami to puść im bąka.
          • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:18
            twojabogini napisała:
            > Nigdy nad tym nie myślałam. Ale na pewno nie mogę powiedzieć, że bajka wzięli ś
            > lub i żyli długo i szczęśliwie w moim przypadku się sprawdza. W sensie nie umie
            > m z tego zrobić wyłącznej treści mojego życia.

            Eee tam, myslam, ze cos interesujacego napiszesz a tu dyrdymalki :(
            Wiesz, ze sensem Twojego zycia nie jest malzenstwo i dzieci ale nie wiesz co jest jego sensem.
            A napisalam, ze masz sie zastanowic ;))

            Część osób kończy na założeniu r
            > odziny i potem już wszystko w ich życiu kręci się wokół tej rodziny. Nawet prac
            > a jest do spłacania kredytów za gniazdo rodzinne i samochody rodzinne. Tak jakb
            > y od momentu ślubu i założenia rodziny definiowały ludzi już tylko dwa słowa żo
            > na/matka mąż/ojciec.

            No i mnie? Mnie to wali a Ciebie nie? I jezeli sa z tym i w tym szczesliwi, co nam do tego?
            Za to jakby nie mieli rodziny to pracowaliby na ....na inne samochody, na inne wydatki?, bo...

          • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:51
            twojabogini napisała:
            "Są sami. W sensie nie pozakładali rodzin. Jedni mają incydentalne związki, inni są sami zupełnie. Ale w stałych związkach nie są. Ale czy nie są kochani - czy nie kochają? Miłość istnieje nie tylko w obrębie stałej relacji."

            Aaa, to to dopiero jest budujace. Az mi sie chce zapytac: co mnie po milosci w myslach?
            Wychodzi mi, ze kochaja ale nie chca byc z ta osoba, albo sa kochani ale nie chca byc z ta osoba. Albo kochaja inna osobe niz te, ktora kocha ich? Kochaja ale sa sami i "w zawiszeniu", "oczekiwaniu". Wiec dlaczego? Na co czekaja niech sie spelniaja w milosci poza "obrebem stalej relacji".
            • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:59
              Jak tak to wszystko czytam to tęsknię za brzytwą Ockhama.
              • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 09:24
                maracooja napisała:

                > Jak tak to wszystko czytam to tęsknię za brzytwą Ockhama.

                Ale w swej pierwotnej formie i kontekście czy jako zasada ekonomii?
                Bo ja rozumiem,że Kag docieka, skąd też można czerpać to spełnienie uczuciowe w pojedynkę...Oczywiście pomijając uczucia w relacjach rodzinnych, z rodzicami, rodzeństwem itp.
                • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 11:19
                  mojemail3 napisała:

                  > Ale w swej pierwotnej formie i kontekście czy jako zasada ekonomii?

                  W pierwotnym kontekście to na pewno nie. :)
                  Nie chodziło mi tylko o przemyślenia Kag, raczej o tą liczbę założeń i przesłanek przyjmowanych w tym wątku do zdefiniowania szczęścia i spełnienia w związku i poza.

      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 14:15
        twojabogini napisała:
        "W sumie trochę spędziłam w stanie bezżennym. To był dobry okres. A małżeństwo jakoś za wiele nie zmienia. Są wzloty. Są upadki."

        Dla wielu stan bezzenny" moze wygladac roznie. Pamietam kiedy bylam sigileka milam znajomego singla, ktory kiedys w rozmowie do mnie powiedzial "taaaa, Ty jestes singielka, tez chcialbym byc takim singlem". Bo podczas kiedy u mnie sie dzialo, na rozych plaszczyznach, rowniez w stosunkach damsko meskich u niego nie dzialo sie nic, oprocz tego ze chodzil do pracy i z pracy i tak co dnia a kobiety nie dotykal pewnie latami. Gdyby mial zone to by mial kobite, ale skad mialby ja wziac jak nawet nie mial kandydatki ;))
        Malzenstwo dla mnie tez nic nie zmienia ale dla innych tak, bo wszystko w rekach dwojga ludzi i ich nastawienia. Jak ktos jest przekonany, ze zminia i tak zyje i sie zachowuje, to owszem dla niego malzenstwo cos zmienia. Albo jak przed malzenstwie myslal, ze to jeszcze nie malzenstwo to tez zmienia.
      • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 14:57
        twojabogini napisała:
        . Mam trochę znajomych, którym to "nie wyszło", są przed 40. Mają poczucie porażki, żyją w zawieszeniu, oczekiwaniu.
        -----------------------------------------------------------------------------------------------------

        Czyli rodzina nie zmienia, ale jej brak to jak w piosence: ,, jak jej nie ma - samotnyś jak pies"
        ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
        A małżeństwo jakoś za wiele nie zmienia. Są wzloty. Są upadki. Więcej zmienia zostanie rodzicem. Zresztą co by nie mówić - rodzicielstwo tez jest przereklamowane. Nie chodzi mi o to, że małżeństwo jest złe, czy że rodzicielstwo to jakiś rodzaj katorgi.
        ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

        Małżeństwo zmienia o tyle, że jak sie uchylisz ,kobieta cie zwyczajnie zostawi i bedzie jak u Ardwolfa - płacz i zgrzytanie zębów, jak pisze od 2006 ani jednego szczęśliwego dnia.
        Rodzicielstwo nigdy nie było dla mnie katorgą, całe mnóstwo rzeczy robiłem z dziećmi, nauczyłem je jezyków, grać w tenisa, zwiedziłem mnóstwo miejsc i mam doskjonały z nimi kontakt.
        Jest kwestia organizacji. Cała rodzina była zangazowana do okresowej opieki.
        • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 20:17
          marek.zak1 napisał:

          > Rodzicielstwo nigdy nie było dla mnie katorgą, całe mnóstwo rzeczy robiłem z dz
          > iećmi, nauczyłem je jezyków, grać w tenisa, zwiedziłem mnóstwo miejsc i mam dos
          > kjonały z nimi kontakt.
          > Jest kwestia organizacji. Cała rodzina była zangazowana do okresowej opieki.

          Przypomina mi sie jedna osoba na roku, ktora doslownie wszyscy omijali lukiem. Jak ktos niewiedzac na poczatku sie nacial na nia nie daj boze po egzaminie z refleksja i stresem, ze chyba cos tam spieprzyl, ze egzamin byl dla niego trudny, pogubil sie, nie znal jakies odpowiedzi i generalnie boi sie ze nie zda i taki zmartwiony przed nia stal, ona odpowiadala jak katarynka:

          'Egzamin byl bardzo latwy, super mi poszedl. Material byl tak prosty, ze wcale sie nie uczylam. Latwizna!'

          Ostatecznie czesto wychodzilo, ze wcale nie byla taka dobra, co bylo widac po ocenach :)
          • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 20:46
            hello-kitty2 napisała:

            > marek.zak1 napisał:
            >
            > > Rodzicielstwo nigdy nie było dla mnie katorgą, całe mnóstwo rzeczy robiłe
            > m z dziećmi, nauczyłem je jezyków, grać w tenisa, zwiedziłem mnóstwo miejsc i mam doskjonały z nimi kontakt.
            > > Jest kwestia organizacji. Cała rodzina była zangazowana do okresowej opieki.
            -------------------------------------------------------------------------------------------------------------
            >
            > Przypomina mi sie jedna osoba na roku, ktora doslownie wszyscy omijali lukiem.
            > Jak ktos niewiedzac na poczatku sie nacial na nia nie daj boze po egzaminie z refleksja i stresem, ze chyba cos tam spieprzyl, ze egzamin byl dla niego trudny, pogubil sie, nie znal jakies odpowiedzi i generalnie boi sie ze nie zda i taki zmartwiony przed nia stal, ona odpowiadala jak katarynka:
            >
            > 'Egzamin byl bardzo latwy, super mi poszedl. Material byl tak prosty, ze wcale
            > sie nie uczylam. Latwizna!'
            >
            > Ostatecznie czesto wychodzilo, ze wcale nie byla taka dobra, co bylo widac po ocenach :)
            ------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            Studia były bardzo trudne, a egzaminy były horrorem. Moje oceny były jedne z najsłabszych na roku. Rzadko ktory egzamin zdałem za pierwszym podejsciem. Mialem tez komisyjne i inne trudności. Byłem słabym studentem. Nawet na egzaminie dyplomowym chcieli mnie oblać. Zdałem cudem. W reziltacie poszedłem do pracy w fabryce na produkcje, bo nigdzie indziej mnie nie chcieli. Zadowolona?
            • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:10
              marek.zak1 napisał:

              Zadowolona?

              NIe. Chodzilo mi +/- o to, ze jak padnie haslo np rodzicielstwo to to zawyczaj nie jest znak zeby napisac wszystko co na jego temat wiem ;-) Zasadniczo trzebaby wyjsc od tego co chcial przekazac ten, ktory to haslo rzucil. Ale oczywiscie ja jako ten, co mu sie w dupie przelewa od wolnej woli uznaje, ze oczywiscie rob jak chcesz ;)
      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 15:40
        twojabogini napisała:

        > Heh, w zasadzie nic się nie stało. Po prostu mam takę refleksję, że małżeństwo
        > jest przereklamowane. No bo w zasadzie od dziecka wmawia się ludziom, że jak bę
        > dą dorośli to zawrą małżeństwo. Mam trochę znajomych, którym to "nie wyszło", s
        > ą przed 40. Mają poczucie porażki, żyją w zawieszeniu, oczekiwaniu.
        > No i tak przyjrzałam się swojemu życiu. W sumie trochę spędziłam w stanie bezże
        > nnym. To był dobry okres. A małżeństwo jakoś za wiele nie zmienia. Są wzloty. S
        > ą upadki. Więcej zmienia zostanie rodzicem. Zresztą co by nie mówić - rodziciel
        > stwo tez jest przereklamowane.
        >
        > Nie chodzi mi o to, że małżeństwo jest złe, czy że rodzicielstwo to jakiś rodza
        > j katorgi. Ja to nawet lubię. Ale jakoś nie jest to sensem mojego życia. Widzę
        > minusy. Bo są i minusy. Ale jakoś jak zaczynam rozmowę na ten temat - to wszysc
        > y się oburzają. Jak to? Są minusy? Widocznie coś z moim małżeństwem jest nie ta
        > k. Albo jestem kiepską matka skoro widzę minusy macierzyństwa. No a jednak czuj
        > ę opór przed takim sielankowym przedstawianiem sprawy. Dwoje ludzi co się kocha
        > ją, miłość matki do dziecka i vice versa. To moim zdaniem część prawdy. Ale moż
        > e faktycznie tylko ja tak to postrzegam?

        Nic sie nie przejmuj. To sa normalne refleksje osoby czujacej. Oczywiscie, ze rodzicielstwo ma minusy, caaala kupe, od uwiazania po jazdy emocjonalne, wlasnie chocby poczucie bycia slaba matka. Ale wiesz co? Jeszcze nikt sobie matki nie wybieral na tym swiecie wiec niech sie towarzystwo cieszy, z tej matki, ktora ma, bo moglo trafic po urodzeniu do smietnika w torebce foliowej. Moglo byc tak jak u mnie, ze matke przeroslam intelektualnie w weiku 15 lat i w zasadzie nie mam z nia o czym porozmawiac, chcoc tez lubie gotowac ;-) Jak nie chca rozmawiac o minusach rodzicielstwa dziady, oburzaja sie to tu popisz, wymienimy sie minusami. Pomysl Boginii czego by Ci bylo potrzeba i jesli to mozliwe podaruj sobie to. Przede wszystkim zyj jak chcesz. Ja jestem oredownikiem wolnej woli. Jesli Twoja wola jest cos w swoim zyciu zmienic to zrob to. Zycie jest jedno, a na plecach czuc juz oddech smierci. Niestety, mlodzi ludzie choruja na smiertelne choroby (moj zajebiscie utalentowany i pracowity kolega ze studiow, mlodszy o dekade), slysze w moim otoczniu juz drugi przypadek guza na watrobie wsrod ludzi w moim wieku (w tym u siostry ojca mojego syna, a ma 4 wlasnych dzieci, najmlodsze nie chodzi nawet jeszcze do szkoly...). Ciesz sie tez z tego co masz. Nie chcialam zabrzmiec patetycznie. Pisze slowa, ktora sama sobie powtarzam.
        • zyg_zyg_zyg Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 15:59
          To sa normalne refleksje osoby czujacej. Oczywiscie, ze r
          > odzicielstwo ma minusy, caaala kupe, od uwiazania po jazdy emocjonalne, wlasnie
          > chocby poczucie bycia slaba matka.

          Czuję się raczej kompetentna w roli żony i raczej niekompetentna w roli matki. Moja lista minusów małżeńskich jest znacznie krótsza niż lista minusów macierzyńskich. Czasem zazdroszczę ludziom, którzy nie są rodzicami (ale tylko czasem, bo nie wyobrażam sobie życia bez moich dzieci), ale nie czuje tego w stosunku do ludzi, którzy żyją niesparowani (choć jestem sobie w stanie wyobrazić życie bez mojego męża). Najbardziej chyba ugniata mnie rodzicielska odpowiedzialność...
      • zombi135 za komuny było lepiej 25.06.15, 17:49
        Tak sobie to czytam i przypomina mi się hasło mojego teścia że za komuny było lepiej, jasne że było miał wtedy między 16 a 40 lat, mógł chlać codziennie, był młody sprawny itd. Teraz zdrowie już nie to i wiek już nie ten to i nuda egzystencjalna w oczy zagląda. Więc do d... ten kapitalizm bo za komuny było lepiej ;)
        Jak miałem 16-25 lat też było lepiej, kupa znajomych, mało obowiązków, spotkania wyjazdy itd. Po 25 roku życia skończyły się studia zaczęła się praca i spotkań już mniej, znajomych i życie jakby takie bardziej monotonne... no tak to i ożeniłem się więc to wszystko wina małżeństwa;)
        Myślę że są ludzie którzy potrafią się wpasować w wiek i okoliczności a inni przez całe życie mają z tym problem. Ja w byciu mężem, ojcem znalazłem swoje miejsce, choć nie powiem że ze wszystkim jest łatwo ale myślę że ogólnie plusów jest więcej niż minusów. A bycie razem ale tak naprawdę razem jest porostu dużo prostsze, pytanie tylko czy trzeba brać ślub.. Ja pochodzę z tradycyjnego południa- góral. Wesele duże-rodzinne i powiem wam że jednak coś znaczyło powiedzieć przed ciotkami, wujkami, kuzynostwem, rodzicami i dziadkiem: tak to ta z którą chcę spędzić resztę życia.... w sumie papierkiem można sobie tyłek podetrzeć ale ta deklaracja, fajna była po prostu.
      • jesod Po prostu mam taką 01.07.15, 01:03
        twojabogini napisała:
        > Po prostu mam takę refleksję, że małżeństwo jest przereklamowane.

        No, ale jakiś powód takiej refleksji być musi. Zniechęcenie...? Rozczarowanie....? Znudzenie...?
        Stracone złudzenia...?
        Albo, może bardziej klasycznie: sama nie wiem czego chcę i wcześniej też nie wiedziałam, tylko tak ogólnie to: miało być pięknie. Bo małżeństwo ma być piękne. Małżeństwo jest obietnicą piękna. Ale... cholera! Co to znaczy pięknie? Nooo.... Pięknie! Tak jak to inni opisują i gdzieś tam wcześniej, u kogoś widzieli, albo sami tak mieli - przynajmniej tak się im wydawało i twierdzą. No to, co pozostaje sobie powiedzieć w temacie? Nic innego tylko: ja też tak chcę! I zaczyna się wyglądanie piękna, podobne do wyczekiwania spadającej gwiazdy na niebie, by wymówić swoje, jedyne największe marzenie do spełnienia, albo.... nawet kilka. :)

        • twojabogini Re: hej jesod 01.07.15, 01:24
          jesod napisała:

          > No, ale jakiś powód takiej refleksji być musi. Zniechęcenie...? Rozczarowanie.
          > ...? Znudzenie...?

          No właśnie nie. Chodzi mi o to, że małżeństwo - chociaż jest fajne i macierzyństwo chociaż jest fajne - nie dają pełni. Moim mężem nie da się znudzić, jest odjechany. Nawet jakby siedział na kanapie dzień w dzień z gazetą odkrywałabym w nim nowe głębie - mam problemy z perspektywą. A on jest naprawdę pokręcony. Z dziećmi tym bardziej - rosną, pyskują, domagają się, komentują: "Babciu nie krzycz na mnie, bo zadzwonię i tata po mnie przyjedzie i nie będziecie z dziadziusiem mnie mieli." Moja krew :)
          Ja po prostu MUSZĘ być kimś więcej oprócz tego, że jestem mamą czy żoną, czy nawet monogamiczną kochanką własnego męża.
          I fakt - sądziłam, że małżeństwo, takie stabilne, monogamiczne mnie od takich kwestii uwolni. Teraz już wiem jak nie czynić dobra złem :) To z piosenki. Głupiej zresztą i o średnim polocie muzycznym. Nadal muszę szukać własnej drogi, nowych ról, czasem zawalać te stereotypowe. Co okazuje się zbawienne dla męża, dzieci - bo nagle zyskują przestrzeń, którą normalnie ja bym zapełniała. I dla mnie. Bo odnajduję nowe perspektywy.
          Niemniej jednak dla wielu znanych mi osób małżeństwo jest końcowym pułapem rozwoju. A ja jestem paskudna, że idę dalej. Bo i po co? Dla siebie. Dla dzieci. Dla męża. Gdybym tego nie robiła, byłabym najbardziej mi znaną matką i żoną z parszywą potrzebą kontroli.
          • marek.zak1 Re: hej jesod 01.07.15, 13:47
            twojabogini napisała:

            > Niemniej jednak dla wielu znanych mi osób małżeństwo jest końcowym pułapem rozwoju. A ja jestem paskudna, że idę dalej. Bo i po co? Dla siebie. Dla dzieci. Dla męża. Gdybym tego nie robiła, byłabym najbardziej mi znaną matką i żoną z parszywą potrzebą kontroli.
            ----------------------------------------------------------------------------------------------------------

            A dla mnie małżeństwo pozwoliło mi się rozwijać, przede wszystkim dlatego, że posiadaną energie nie musiałem przeznaczać na męczace i wyczerpujace uwodzenie kobiet i szukanie partnerki do seksu i zycia. Stabilność emocjonalna pozwoliła mi i nadal pozwala na walkę ze światem zewnetrznym.
            • zawle Re: hej jesod 01.07.15, 14:23
              Wierzę Ci Marku. Dodatkowo nie trwoniłeś czasu na sprawy domowe: pranie, gotowanie, sprzątanie. Chodzi mi o te codzienne, nie te "ja też pomagam". Podobnież Twoja żona.
              • marek.zak1 Re: hej jesod 01.07.15, 16:17
                zawle napisała:

                > Wierzę Ci Marku. Dodatkowo nie trwoniłeś czasu na sprawy domowe: pranie, gotowanie, sprzątanie. Chodzi mi o te codzienne, nie te "ja też pomagam". Podobnież Twoja żona.
                -----------------------------------------------------------------------------------------------------------

                12 godzin + praca w weekendy I potem jeszcze sprzatanie, gotowanie i prasowanie. To recepta feministek na szczęście w domu? Dzieki.
              • sid_15 Re: hej jesod 04.07.15, 10:44
                > Wierzę Ci Marku.

                A ja średnio. Nie znam markowej historii, ale co widzę jego post na forum, to przekonujący, że małżeństwo to najlepsza rzecz pod słońcem. Trochę nadgorliwość, a nadgorliwość jest podejrzana. :)
                • marek.zak1 Re: hej jesod 04.07.15, 13:12
                  sid_15 napisała:

                  > > Wierzę Ci Marku.
                  >
                  > A ja średnio. Nie znam markowej historii, ale co widzę jego post na forum, to pzekonujący, że małżeństwo to najlepsza rzecz pod słońcem. Trochę nadgorliwość, a nadgorliwość jest podejrzana. :)
                  ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                  Tego nie napisałem. Napisałem że małżeństwo jest tym, co mnie spotkało najlepszego. Jako, że jestem w wieku, w którym moge robić pewne podsumowania, pozwalam sobie wyrażać taka opinię.
          • kag73 Re: hej jesod 01.07.15, 14:35
            twojabogini napisała:
            > Niemniej jednak dla wielu znanych mi osób małżeństwo jest końcowym pułapem rozw
            > oju. A ja jestem paskudna, że idę dalej. Bo i po co? Dla siebie. Dla dzieci. Dl
            > a męża. Gdybym tego nie robiła, byłabym najbardziej mi znaną matką i żoną z par
            > szywą potrzebą kontroli.

            No i jezeli tak jest to coz nam do tego? Zyc i dac zyc innym!
            Ty nie jestes paskudna tylko zyjesz jak chcesz i jak tego potrzebujesz, nikomu nic do tego, jezeli Tobie to odpowiada.
            Podobno wielu ludzi zatrzymuje sie w rozwoju w wieku lat 15 i o co chodzi?
            Zreszta zaelzy co dla kogo oznacza "rozwoj", prawda?
    • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 17:39
      Ponieważ nigdy nie byłam żoną to się wypowiem. :D

      No pewnie, że są przereklamowane. Małżeństwo jako takie nie daje niczego, czego nie mógłby ci dać konkubinat. Z wyjątkiem dziedziczenia ustawowego. Wszelkie inne aspekty życia w małżeństwie mogą być takie same jak w związku partnerskim. Można wspólnie nabywać majątek, opiekować się dziećmi, wymienić się upoważnieniami i pełnomocnictwami np. dotyczącymi spraw majątkowych, urzędowych, szpitalnych lub wypadkowych. Można wszystko z małym wyjątkiem - łatwiej to wszystko formalnie odkręcić. Formalnie zaznaczam, bo emocjonalnie to jest tak samo trudne jak w małżeństwie.
      Jeszcze jedna różnica odnośnie małżeństwa: w przypadku rozwodu pozostaje otwarta alimentacja drugiego małżonka, bez wdawania się w szczegóły co jak i kiedy.

      Przyznam, że nie mam pojęcia, o co chodzi z tym małżeństwem. Jestem dobrze po 40, za mąż nigdy nie wyszłam i nigdy, powtarzam, nigdy nie chciałam. A mam regularnego osobistego narzeczonego od nastu lat, razem mieszkamy, mamy dziecko i takie tam wspólności, zwyczajowo małżeństwu przypisane. On się przed ślubem nie zapierał nigdy.
      Nie wiem o co chodzi z tymi mentalnymi potrzebami bycia żoną/mężem. Przysięgam. Dla samego monopolu bez sensu, w końcu ten monopol można mieć i w kokubinacie. Na coś się umawiamy, to umawiamy, na hus w to mieszać urzędnika.
      Jak kiedyś się może z moim ochajtam to po angielsku, bezparadnie, chyba właśnie dla tego dziedziczenia, bo w końcu razem temy rencamy budowaliśmy swoje życie materialne. Ale tak?
      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 20:27
        maracooja napisała:

        > Jak kiedyś się może z moim ochajtam to po angielsku, bezparadnie, chyba właśnie
        > dla tego dziedziczenia, bo w końcu razem temy rencamy budowaliśmy swoje życie
        > materialne. Ale tak?

        Jesli dziecko macie wspolne to i tak po Was wszystko dziedziczy nie? To na cholere dziedziczyc po sobie? Tak sobie mysle, bo my w konkubinacie dziedziczymy po sobie na podstawie testamentow i teraz myslalam, ze jak odejde i parner mnie wydziedziczy to przepisze wszystko na naszego syna wiec to dla mnie wsjo rawno, po co mi jego majatek i tak wszystko idzie dla dzieciaka. Czy zle mysle? U Was nie jest tak samo? A dziecko to rodzina wiec i bez podatku, tak?
        • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 20:43
          Mój ma jeszcze potomstwo z byłego związku. Ja dzieciom ogólnie nie żałuję, natomiast fakt pożycia jak małżeństwo usprawiedliwia chyba moją chęć uwzględnienia mnie przy spadku. Tym bardziej, że mój wyszedł od byłej i dzieci z jednym plecakiem i dorabialiśmy się tam jakoś wspólnie wszystkiego.
          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 22:59
            maracooja napisała:

            > Mój ma jeszcze potomstwo z byłego związku. Ja dzieciom ogólnie nie żałuję, nato
            > miast fakt pożycia jak małżeństwo usprawiedliwia chyba moją chęć uwzględnienia
            > mnie przy spadku. Tym bardziej, że mój wyszedł od byłej i dzieci z jednym pleca
            > kiem i dorabialiśmy się tam jakoś wspólnie wszystkiego.

            Aaa dzieci z poprzedniego zwiazku. Wg mnie sa nie do wyeliminowania chyba zeby juz teraz wszystko przepisal na Was (z dzieckiem) czy na Ciebie czy na dziecko. W wyniku malzenstwa to sie tylko %% pozmieniaja, a wspolwlasnosc z calym tym przychowkiem pozostanie. W sumie nie ma nic gorszego, szczegolnie w przypadku nieruchomosci. Ja bym sie pospieszyla. Tak bylo u mojego eks meza mimo ze tesciowie byli malzenstwem to byla dwojka dzieci z poprzedniego zwiazku. Tesciu mial generalnie w dupie, tesciowa cisnela zeby przepisal mieszkanie na ich syna, zwlaszcza, ze poprzednim dzieciom zostawil dom i tez odszedl z niczym, jakies rozmowy prowadzili potem go nagle sparalizowalo, polezal z pare lat, oczywiscie tesciowa z synem latali wkolo niego, byle dzieci nawet go nie odwiedzilly, potem umarl i sie zglosily po swoja czesc mieszkania po ojcu, mimo ze wczesniej zainkasowaly dom z ziemia. Prawnik powiedzial, ze nie spotkal sie z przypadkiem zeby ktos sie zrzekl majatku. Tesciowa po cichu na to liczyla. Chyba, ze mu nie zalezy to nic nie zrobisz. Inne zabezpieczenie ale rozumiem, ze juz za pozno to jak decydujesz sie na zycie bez malzenstwa to najlepiej nie wchodzic w zadne wspolwlasnosci, razem sie nie dorabiac. Miec wszystko oddzielne. Wtedy Cie nie interesuje, co kto po nim wezmie.
            • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:16
              hello-kitty2 napisała:
              "Prawnik powiedzial, ze nie spotkal sie z przypadkiem zeby ktos sie zrzekl majatku."

              Moj ojciec i jego brat ;)
              • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:19
                kag73 napisała:

                > hello-kitty2 napisała:
                > "Prawnik powiedzial, ze nie spotkal sie z przypadkiem zeby ktos sie zrzekl maja
                > tku."
                >
                > Moj ojciec i jego brat ;)

                Wiesz moja mama z siostrami tez sie zrzekly na siostre, ktora ostatnia wychodzila z domu ale to jednak nie te czasy.
                • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:31
                  hello-kitty2 napisała:

                  > Wiesz moja mama z siostrami tez sie zrzekly na siostre, ktora ostatnia wychodzi
                  > la z domu ale to jednak nie te czasy.

                  Lepiej się zrzec, jeśli wiemy,że na spadku ciążą długi, takie przypadki się zdarzają.
            • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 12:08
              Kitty, dzięki za rady. :) Na szczęście jestem dużą dziewczynką i mam od dawna rozpracowany temat.

              A co do oświadczeń urszuli.slo - zawsze można wydać oświadczenie w replice. :)
              A poważnie, to ilość bełkotu niektórych panów na tym forum jest tak ogromna, że nawet nie ma co porównywać, jak ktoś ma swoje zdanie i wyraża je kategorycznym tonem.

      • sid_15 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 21:16
        Wiesz, jednak ludzie są leniwi i niektórym trudniej wymiksować się z małżeństwa niż z konkubinatu. :)
    • sid_15 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 18:49
      Czasami mam wrażenie, że w tzw. dzisiejszych czasach, wszystko jest przereklamowane.
    • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 22:45
      A może taka parafraza od pana Winstona Ch.
      Małżeństwo jest jak demokracja, jest to najgorszy system sprawowania władzy, ale póki co lepszego nie znaleziono ;-)

      Ps. a Urszula.slo fajnie pisze, mądrze pisze i zgadzam się w całej rozciągłości...
      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:05
        mojemail3 napisała:

        > Ps. a Urszula.slo fajnie pisze, mądrze pisze i zgadzam się w całej rozciągłości
        > ...

        Urszula ma tylko jeden problem: nie wie co to dyskusja. Ona zamieszcza tu tylko oswiadczenia ;-)
        • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:09
          hello-kitty2 napisała:

          > Urszula ma tylko jeden problem: nie wie co to dyskusja. Ona zamieszcza tu tylko
          > oswiadczenia ;-)

          No wiesz, przynajmniej sensowne i kulturalne te "oświadczenia" ;-)
          Lepsze to niż oszołomstwo niektórych panów ostatnimi czasy, co odstręcza od forum dość skutecznie...Dobrze,że nie mam czasu;-)

          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:16
            mojemail3 napisała:

            > No wiesz, przynajmniej sensowne i kulturalne te "oświadczenia" ;-)
            > Lepsze to niż oszołomstwo niektórych panów ostatnimi czasy, co odstręcza od for
            > um dość skutecznie...Dobrze,że nie mam czasu;-)

            To pozostaje zebys urszulowe oswiadczenie skonsultowala z siostra, eee jak to bylo? O tak: leniwa i niezdolna do dyscypliny, ktorej sie w dupie przelewa od zycia wg wlasnej woli ;)

            Nie no nie ma bata zeby Urszula rozumiala co to jest wlasna wola, bo takiego gniota to dawno nie czytalam.
            • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 25.06.15, 23:29
              hello-kitty2 napisała:

              > To pozostaje zebys urszulowe oswiadczenie skonsultowala z siostra, eee jak to b
              > ylo? O tak: leniwa i niezdolna do dyscypliny, ktorej sie w dupie przelewa od zy
              > cia wg wlasnej woli ;)

              Odpowiem Ci tak...Takich facetów spotyka, z którymi nie ma sensu budować związku...
              Niezdolnych do samodyscypliny itd. z tym "samowolnym" życiem. Mających czas na wszystko, w nieskończoność.
              No i ten wybujały indywidualizm, zamiast reguł, zasad, kodeksu postępowania.
              No to lepiej się kobiecie nie wiązać, czyż nie?




              • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 12:36
                mojemail3 napisała:

                > Odpowiem Ci tak...Takich facetów spotyka, z którymi nie ma sensu budować związk
                > u...
                > Niezdolnych do samodyscypliny itd. z tym "samowolnym" życiem. Mających czas na
                > wszystko, w nieskończoność.
                > No i ten wybujały indywidualizm, zamiast reguł, zasad, kodeksu postępowania.
                > No to lepiej się kobiecie nie wiązać, czyż nie?

                A to Urszula pije tylko do mezczyzn? Babek singielek to nie dotyczylo ;) Rozumiem.
                • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 13:53
                  hello-kitty2 napisała:

                  > A to Urszula pije tylko do mezczyzn? Babek singielek to nie dotyczylo ;) Rozumi
                  > em.

                  A nie wiem do kogo pije;-)
                  Myślę,że do obojga płci się ta charakterystyka odnosi.
                  Natomiast badania ( tak badania...) dowodzą,że korzystniej dla zdrowia i psychiki pozostać singlem, niż wejść w związek a potem się rozwieść. Za duze koszty emocjonalne niestety.
          • urquhart Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 13:19
            > No wiesz, przynajmniej sensowne i kulturalne te "oświadczenia" ;-)
            > Lepsze to niż oszołomstwo niektórych panów ostatnimi czasy, co odstręcza od for
            > um dość skutecznie...Dobrze,że nie mam czasu;-)

            A nie jest tak MM że to kobiety deklaruja ze pożadany meski mężczyzna ma być zdecydowany i stanowczy to jak ma dyskutować ? :)
            • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 13:50
              urquhart napisał:
              > A nie jest tak MM że to kobiety deklaruja ze pożadany meski mężczyzna ma być zdecydowany i stanowczy to jak ma dyskutować ? :)
              -------------------------------------------------------------------------------------------------

              To nie tylko to. Ja jestem w związku małżenskim 37 lat i wiem, o czym piszę, natomiast jeśli piszą o małżeństwie osoby, które w takowym nie były, jak to nazwiesz?
              • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 13:59
                marek.zak1 napisał:

                > To nie tylko to. Ja jestem w związku małżenskim 37 lat i wiem, o czym piszę, na
                > tomiast jeśli piszą o małżeństwie osoby, które w takowym nie były, jak to nazwi
                > esz?

                Imagistyka traumatyczno-aspołeczna...takie robocze określenie ;-)
                Ps. ja mam 17 tą rocznicę niedługo...
            • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 13:55
              urquhart napisał:

              > A nie jest tak MM że to kobiety deklaruja ze pożadany meski mężczyzna ma być zd
              > ecydowany i stanowczy to jak ma dyskutować ? :)

              A te oszołomskie gadki-szmatki dowodzą zdecydowania i stanowczości? Z mojego doświadczenia mężczyżni zdecydowani i stanowczy nie plotą trzy po trzy ;-)
    • twojabogini Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 15:09
      O już wiem. Bo w sumie chodzi o to, że sporo osób sądzi, że jak nie jest w stałym związku, to ich życie jest mniej warte. W ogóle nie dostrzegają możliwości jakie im to daje, tylko żyją wizją, że jakby kogoś mieli, to życie by wyglądało od razu lepiej. I od pewnego wieku przestają szukać kogoś z kim miło spędza czas pójdą do łózka. Zaczynają mężą/żony. Nie generalizuję - pisze o swoich znajomych singlach, akurat oni tak mają. I sądzę, że za bardzo wierzą w mit małżeństwa.
      Tak bardzo wierzą, że jak im tłumaczyłam, że stałe związki maja minusy, to doszli do wniosku, ze widocznie w moim coś jest nie tak. Postrzegają małżeństwo jako mityczne coś, ukoronowanie życie człowieka.
      Poza tym szukanie żony/męża to takie trochę instrumentalne. Swoją drogą to zabawne, bo każde z nich niezaleznie od płci ma cała listę pożądanych cech kandydata/kandydatki. Są to cechy mające czynić człowieka przydatnym do małżeństwa.
      Jak sobie zerknęłam na te listę, to w wersji wyjściowej ani ja nie spełniałam tych kryteriów, ani tez mój szacowny mąż. Co więcej - większości do dziś nie spełniamy :)
      To tez rodzaj przereklamowania - że do małżeństwa trzeba jakiś specjalnych cech nabyć :)
      • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 16:27
        twojabogini napisała:

        > O już wiem. Bo w sumie chodzi o to, że sporo osób sądzi, że jak nie jest w stał
        > ym związku, to ich życie jest mniej warte. W ogóle nie dostrzegają możliwości j
        > akie im to daje, tylko żyją wizją, że jakby kogoś mieli, to życie by wyglądało
        > od razu lepiej.

        Małżeństwo/stały związek nie jest dla mięczaków. To ciężki kawałek chleba i zawsze, ZAWSZE jest coś za coś. Single z listą w ręku chyba nie mają tego świadomości. Chcą mieć ciastko /przywileje singielstwa/ i zjeść ciastko /związek/. Poza tym faktycznie, te wymagania...
        Mojego wzięłam z jednym plecakiem, alimentami i historią rozwodową. I ogólnie bywało naprawdę ciężko między nami. Czy żałuję? Nie, to najfajniejszy czas w moim życiu. Ten związek pozwolił mi dojrzeć i rozwinąć się. Czy wolałabym być singlem? Chwilami tak. Ale tylko chwilami. Natomiast spokojnie jestem w stanie sobie wyobrazić ludzi, którzy przedkładają wolność singla nad żmudne budowanie związku, od kryzysu do kryzysu. I nie ma reguły, jak kto wyjdzie na swoim wyborze.
        Wieczny singiel spokojnie może mieć zajebiste życie i piękną starość z przyjaciółmi, zaś wieloletni związek, rodzina może na koniec rozpirzyć się w drobny mak.
        Także ten.
        • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 16:50
          maracooja napisała:

          Wieczny singiel spokojnie może mieć zajebiste życie i piękną starość z przyjaciółmi, zaś wieloletni związek, rodzina może na koniec rozpirzyć się w drobny mak
          ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

          I spaść na asfalt z roweru, jak ja 2 tygodnie temu. Gdybym był singlem, pewnie bym nie spadł. Dlaczego/ Bo jechałem z córką :)
        • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 17:39
          Jeszcze o tym zajebistym życiu w singielstwie. Życie samotne, bez miłości zajebiste nie jest, przynajmniej dla mnie.
          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 21:45
            marek.zak1 napisał:

            > Jeszcze o tym zajebistym życiu w singielstwie. Życie samotne, bez miłości zajeb
            > iste nie jest, przynajmniej dla mnie.

            Dla mnie samotne zycie jest fajne (najfajniejsze chwile w domu sa wtedy, gdy jestem sama, mialam tak od dziecinstwa) i niczego bardziej nie pragne jak zostac singielka. Zapominasz Marek, ze single moga miec dzieci, ktore ich kochaja. Nie kazdy ma potrzebe byc wiecznie otoczony chmara ludzi, ktorzy go kochaja. Mnie takie zycie przygniata. Ale ja samotnosc po prostu lubie.
            • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 21:51
              hello-kitty2 napisała:

              Dla mnie samotne zycie jest fajne (najfajniejsze chwile w domu sa wtedy, gdy jestem sama, mialam tak od dziecinstwa) i niczego bardziej nie pragne jak zostac singielka. Zapominasz Marek, ze single moga miec dzieci, ktore ich kochaja. Nie kazdy ma potrzebe byc wiecznie otoczony chmara ludzi, ktorzy go kochaja. Mnie takie zycie przygniata. Ale ja samotnosc po prostu lubie.
              ------------------------------------------------------------------------------------------------------

              Ludzie są różni. Ja byłem jedynakiem i samotności nie lubie. Wieczne otoczenie to gruba przesada. Dzieci sa dorosłe i mieszkają oddzielnie. Na stałe jestem z zona i Sową.
              • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:03
                marek.zak1 napisał:

                > Ludzie są różni. Ja byłem jedynakiem i samotności nie lubie. Wieczne otoczenie
                > to gruba przesada. Dzieci sa dorosłe i mieszkają oddzielnie. Na stałe jestem
                > z zona i Sową.

                Ja tez jestem jedynakiem. Roznica chyba tylko taka, ze Ty byles porzucony przez rodzicow, babcia Cie wychowywala, tak? Twoi rodzice byli skupieni na karierze, a Ty byles jakby piatym kolem u wozu. Nie jest tak, ze dlatego chciales zyc inaczej, zeby sobie wynagrodzic to, czego w domu rodzinnym ci brakowalo?
                • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:17
                  hello-kitty2 napisała:

                  > > z zona i Sową.
                  >
                  > Ja tez jestem jedynakiem. Roznica chyba tylko taka, ze Ty byles porzucony przez rodzicow, babcia Cie wychowywala, tak? Twoi rodzice byli skupieni na karierze, a Ty byles jakby piatym kolem u wozu. Nie jest tak, ze dlatego chciales zyc inaczej, zeby sobie wynagrodzic to, czego w domu rodzinnym ci brakowalo?
                  ----------------------------------------------------------------------------------------------------------


                  Porzucony to nie, ale reszta się zgadza.
                  • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:31
                    marek.zak1 napisał:

                    > Porzucony to nie, ale reszta się zgadza.

                    Mialam to 'porzucony' wlozyc w cudzyslow, bo nie wiedzialam jak to nazwac. To by sie zgadzalo. Ja z kolei modlilam sie o rozwod rodzicow, ktorzy sie nigdy nie rozwiedli ale cale moje dziecinstwo zylismy na kupie wzajemnie sobie przeszkadzajac, zwlaszcza, ze rodzice nie odzywali sie do siebie chyba z 10 lat. Skutkiem tego jest, ze meczy mnie jak z kims dluzej mieszkam.
              • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:04
                marek.zak1 napisał:

                > Ludzie są różni.

                I tego bym się trzymała.
                Ludzie do szczęścia potrzebują bardzo różnych, często wykluczających się rzeczy. A miłość też bywa różna i różnie się objawia.
                Wierzę, że Marek jest szczęśliwy mieszkając z kimś i wierzę, że Kicia jest szczęśliwa mieszkając sama. Dobrze by jednak było nie licytować się, na kogo spłynęła większa łaska i dopust.
                Zresztą, życie bywa bardzo przewrotne i nic wiecznie nie trwa.
                • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:23
                  maracooja napisała:

                  > Wierzę, że Marek jest szczęśliwy mieszkając z kimś i wierzę, że Kicia jest szcz
                  > ęśliwa mieszkając sama. Dobrze by jednak było nie licytować się, na kogo spłynę
                  > ła większa łaska i dopust.

                  Ja sie nie licytuje, bo ja nie mieszkam sama wiec nie bardzo mam sie czym licytowac ;) Ciekawi mnie tylko dlaczego pragniemy odmiennych rzeczy i wychodzi mi, ze zrodlo tych pragnien jest w dziecinstwie.
                  • zawle Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:37
                    bo na dziecinstwo i matkę zwalic najłatwiej
                    • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 22:55
                      zawle napisała:

                      > bo na dziecinstwo i matkę zwalic najłatwiej

                      Ale przeciez rozmawiamy o pragnieniach jak chcemy zyc czyli czyms pozytywnym. Zatem nie widze tu 'zwalania'.
                    • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:00
                      zawle napisała:

                      > bo na dziecinstwo i matkę zwalic najłatwiej.
                      ------------------------------------------------------------------

                      To nie zwalanie, tylko analizowanie postaw. jak Kitty słusznie napisała, moje dzieciństwo miało wpływ na życiowe decyzje, a więc chęć stałego związku - małżeństwo i chęć posiadania rodziny.
                      Temu było podporządkowane moje życiowe wybory.
                      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:02
                        marek.zak1 napisał:

                        > To nie zwalanie, tylko analizowanie postaw. jak Kitty słusznie napisała, moje
                        > dzieciństwo miało wpływ na życiowe decyzje, a więc chęć stałego związku - małże
                        > ństwo i chęć posiadania rodziny.
                        > Temu było podporządkowane moje życiowe wybory.

                        Marek a miales do rodzicow zal? Wyraziles go?
                        • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:11
                          hello-kitty2 napisała:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > To nie zwalanie, tylko analizowanie postaw. jak Kitty słusznie napisała, moje
                          > > dzieciństwo miało wpływ na życiowe decyzje, a więc chęć stałego związku -
                          małżeństwo i chęć posiadania rodziny.
                          > > Temu było podporządkowane moje życiowe wybory.
                          >
                          > Marek a miales do rodzicow zal? Wyraziles go?
                          ---------------------------------------------------------------------------------------------------

                          Absolutnie nie. Oni byli zajęci swoimi sprawami zawodowymi, w ktorych odnosili duże sukcesy. Wspierali mnie w moich dzialaniach w sposob bardzo racjonalny. Ja byłem bardzo skryty i miałem trudny charakter. Nie bardzo wiedziałem , czego chcę w życiu. Miałem za dużo pomysłów na życie.
                      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:11
                        marek.zak1 napisał:
                        > To nie zwalanie, tylko analizowanie postaw. jak Kitty słusznie napisała, moje
                        > dzieciństwo miało wpływ na życiowe decyzje, a więc chęć stałego związku - małże
                        > ństwo i chęć posiadania rodziny.
                        > Temu było podporządkowane moje życiowe wybory.

                        Tutaj jest moim zdaniem troche na dwoje babka wrozyla, bo albo ktos chce zrobic wszystko lepiej/inaczej niz jego rodzice, niz to co mial albo czego nie mial jako dziecko. Albo zwyczajnie powiela bledy?/kopiuje rodzicow, nasladuje, robi to co wyniosl z domu, bo nie potrafi inaczej, nie ma skad wziac inego wzorca.
                        • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:19
                          kag73 napisała:


                          > Tutaj jest moim zdaniem troche na dwoje babka wrozyla, bo albo ktos chce zrobic
                          > wszystko lepiej/inaczej niz jego rodzice, niz to co mial albo czego nie mial jako dziecko. Albo zwyczajnie powiela bledy?/kopiuje rodzicow, nasladuje, robi to co wyniosl z domu, bo nie potrafi inaczej, nie ma skad wziac inego wzorca.
                          ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                          Dlaczego wszystko? Dobre rzeczy należy powielać, a te, z którymi sie nie zgadzasz, - robić inaczej.
                          W moim domu był kult zawodu i języków. to powielilem i to okazało się skuteczne. iInne rzeczy wyszły inaczej raczej z przypadku.
                          • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:27
                            marek.zak1 napisał:
                            > Dlaczego wszystko? Dobre rzeczy należy powielać, a te, z którymi sie nie zgadza
                            > sz, - robić inaczej.
                            > W moim domu był kult zawodu i języków. to powielilem i to okazało się skuteczne
                            > . iInne rzeczy wyszły inaczej raczej z przypadku.

                            No tez o to chodzi, tylko, ze nie kazdy tak potrafi. wbrew pozorom.
                            U niektorych jest to tak zakorzenione, ze po prostu nie moga inaczej, jakby no taka sila wyzsza.
                    • urszula.slo Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 00:01
                      Zgadzam się, że ludzie jesteśmy różni i że dzieciżństwo gra dużo rolę w tym wszystkim. Ale aż tak różni jednak nie jesteśmy.

                      Kitty, skąd tyle złości (wobec mnie i mnie podobnych)? Bo powoli przestaję wierzyć, że jesteś szczęśliwa czy zadowolona ze swym stanem "intymnym". Za dużo goryczy w twoich wypowiedziach.

                      "Dyskusje":
                      owszem, nie lubIę dyskusji, bo jestem zdania, że prawdziwy dialog może zaistnieć tylko pomiędzy podobnie myślącymi. Między tymi, co myślą inaczej (np. midzy ateistą i wierzącym), to owocnego dialogu raczej nie będzie (może być intercyza, kontrakt, umowa, porozumienie - cokolwiek, a dialogu, obcowania (po rosyjsku ???????), niestety, nie będzie.

                      A myślę tak, jak myślę, nie dlatego, że staram się tak żyć (a więc nie chodzi o racjonalizację czy, jak ty się wyraziłaś, o dopracowywanie ideologii do własnego życia), lecz odwrotnie: staram się tak żyć, bo widzę, że to ma głęboki sens: związek + dzieci, wierność, staranie się także - a może tym bardziej - w stanie kryzysów (co nie oznacza oczywiście, że życie bez związku/dzieci jest a priori bezsensowne). Bo może nie mam racji. Bo może ten kryzys musi być, może, np., ten (chwilowy) brak seksu jest nam (= mi) potrzebny, tylko tego nie widzę, bo wbito mi do głowy, że muszę mieć wszystko naraz/teraz/zawsze/kiedy chcę?! Gdy zaszłam całkiem nieplanowane w trzecią ciążę - świat mi się zawalił. Ale teraz, po dwóch latach, widzę w tym sens. I jestem lepszym człowiekiem. I nie, nie zrezygnowałam z własnych planów, k"kariery" czy czegoś tam jeszcze. Wszystko się da - tylko ciężej jest.

                      Chodzi przede wszystkim o to, bo zdać sobie sprawę z tego, że SYSTEM (reklama, gazety, telewizja, farmacja, system zdrowotny, szkolnictwo, teorie czy opinie nie-wiem-kogo, koleżanki, rodzina, fora itd itd) jako taki nie jest godny zaufania. On jest parazytem i despotą, nie lubi wolności, lubi uległych, głupich jednostek, konsumpcjonistów (na wszystkich poziomach, nie tylko materialnym). Części tego systemu są niezdbędne (i obowiązkowe, np. szkoła), ale trzeba zawsze zachować dystans. Nie, nie wyjdę zamąż, bo ktoś tegoś chce lub mnie do tego zmusza, ani nie będę zmieniać partnerów, bo ktoś tam mówi, że trzeba "realizować siebie" (a co to oznacza tak naprawdę?), że trzeba mieć wszystko, co mi się należy (a co mi się należy?), lub że coś tam mi nie odpowiada. Nie zdecyduję się na konkretną pracę, bo wszyscy są zdania, że to och-ach praca. Nie wezmę kredytu na mieszkanie, bo pokutuje opinia, że teraz to się robi i że ja, jeżeli chcę być "normalna", też muszę tak robić.
                      W życiu pewne rzeczy trzeba robić, a które i kiedy - to się po prostu czuję, przynajmniej ja tak mam.

                      "Własna wola" (też temat Kitty)
                      Gdybym nie miała własnej woli, to nigdy bym nie wyjechała z kraju, nie poznałabym obecnego męża, nie zrobilabym doktoratu, nie napiałabmy książki, nie tłumaczyłabym z tylu języków, nie małabym tylu dzieci. Gdybym nie miała własnej woli, to już DAWNO miałabym kredyt, już dawno pracowałabym w pewnej firmie słoweńskiej, gdzie rodzina chciała mi załatwić pracę, miałabym więcej kasy, o wiele więcej kasy, mieszkałabym u teściów (bo miejsce jest), jeździłabym na obiady do swoich rodziców co weekend. Przeciętna słoweńska rodzina. Rodzice byliby o wiele bardziej zadowoleni ze mnie.
                      Ale ja byłabym wrakiem. A teraz nie mam kasy, bo studiowałam "nieopłacalne" rzeczy, nie mam "pozycji/stanowiska", dwa razy do roku słucham narzekających rodziców i krewnych, dlaczego "marnuję sobie życie" bawiąc się w tłumaczenie/pisanie/naukę itd. Ale żyję, gdzie chce, robię dokładnie to, co chcę i mnie to spełnia. Nie mamy kredytu. No i mam fajną rodzinę.
                      To wszystko dzięki siły własnej woli.
                      A może ty masz inną definicję własnej woli? Podziel się.

                      Minusy małżeństwa/rodzicielstwa
                      Ten temat jest trochę banalny, bo aż za bardzo oczywisty: mniej wolności, więcej pracy (za którą nikt nie płaci - prowadzenie domu itd), brak snu, mniej czasu na, hm, "realizację" siebie, na lenistwo itd itd. Powszechne wiadomo, że dzieci z punktu widzenia ekonomicznego się "nie opłacają".
                      Ale znów się pytam: czy to rzeczywiście jest minusem? Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że ograniczanie siebie jest niezbędne, wręcz konieczne, bo pozwala - i dopiero umożliwia tak naprawdę - kształtowanie siebie jako osoby. Przez samoograniczanie się, przez "wyzucie się" własnego egoizmu (nie do końca, owszem), stajesz się lepszym człowiekiem. Aż w końcu osiągniesz stopień idealnego samograniczenia (idealne = nie-do-końca, bo osobą, idywiduum, egoistą w pewnym stopniu musisz pozostać, inaczej cię nie ma). Gdy chcesz się ograniczać, bo jest ci to naturalne, czujesz, że musisz to robić i że to jest dobre - dla ciebie i dla innych. To się chyba nazywa szczęściem. Czy może spokojem wewnętrznym. Ale to już inny temat - ciekawy zresztą (polecam lekturę greckich ojców kościoła - greckich wlaśnie, a nie łacińskich).

                      "Dzieciństwo"
                      Nie znam osoby, która miałaby łatwe dzieciństwo. Też miałam alkoholików w domu, matkę, która mnie biła, leczyłam się z jąkania (przez to), z mamą nie mam kontaktu, bo żyje we własnym świecie (fizyczny kontakt owszem, właśnie byli u nas na wakacjach). Ale na szczężcie miałam i mam bardzo kochającego ojca.
                      Wzorce pozostały, powielamy je, ale to jeszcze nie znaczy, że nie da się tego zmienić. Gdy wkurzam się na własne dzieci, to zawsze słyszę intonację własnej matki - i umieram. Rzygać mi się chce. Ale jest to jedyna reakcja, którą znam (ciekawe to: znam też reakcję ojca, jest ona o wiele bardziej powściągliwa, spokojna - ale jakoś trudniej wybrać tę opcję. Dlaczego?). Staram się, codziennie, za każdym razem od nowa, raz idzie lepiej, raz gorzej, ale idzie, widać postępy, i tego się trzymam.

                      Moja rodzina, no i dużo znajomych mnie przekonuje, że i tak wszystko się rozwali, że to jest tylko kwestią czasu, aż zaczniemy spać w oddzielnych pokojach. Bo oni tak robią, tzn. moi rodzice, no i ich koledzy, sąsiedzi, współpracownicy. Teściowie też nie mają łatwo: on ma kochankę, bo żona, moja teściowa, odmawiała mu seksu przez 15 lat. A nadal każdy z nich twierdzi, że to on ma rację (= jest ofiarą, czy to ascetyzmu, czy też zdrady).

                      Nie dam się, wiem, widzę i przede wszystkim czuję, że tak nie musi być, olewam ideologie, teorie czy "opinie" rodziny, kolegów i współczesnych gwiazd, bo większość ludzi jest w pewnym sensie chora (umysłowo). Żyją bez kontaktu ze sobą, bez kontaktu z rzeczywistością. Polityka, kościół, zwykli ludzie. (Fajni koledzy, 35+, bezdzietni, argument: po co rodzić dzieci na ten okropny świat. Świat jest okropny, ale jest też święty, i trzeba mieć kontakt z rzeczywistością, a nie tylko gapić się do TV.)

                      No i najważniejsze: trzeba pamiętać, że ludzie NIE jesteśmy do końca sprawcami własnego losu. To nie wszystko zależy od naszych świadomych wyborów. W życiu jest też dużo "danych" rzeczy: geny, słynne dziecińswto, no i szczęście, czy - jak kto woli - łaska.
                      Nie jestem ochrzczona ani nie chodzę do kościoła, ale w Boga wierzę (hm, dla wielu Polaków "wierzący, lecz niepraktykujący" to nonsens) i jestem wdzięczna mu za to, że mam to, co mam - i wiem też, że tego nie zasłużyłam ani własnym rozumem ani inteligencją ani pokornością ani uległością ani posłuszeństwem ani jakimś talentem ani niczym ludzkim.

                      I skoro jestem człowiekiem, czyli - grzesznikiem, znam własne słabości i ułomności, wiem, do czego jestem zdolna (a są to okropne rzeczy), to staram się ciągle, w każdej chwili pamiętać (znów rosyjskie) powiedzienie: ??? ??? - ??? ????. I starać się nie rozwalić wszystkiego, lecz przeciwnie - pracować, by utrzymać to, co jest/zostało mi dane i jest dobre.
                      • urszula.slo Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 00:04
                        Dlaczego nie pokazuje rosyjskich literek?!
                        W pierwszym przypadku miało być: "obszczenie"
                        W drugim: "Bog dal - Bog vzjal"
                      • rekreativa Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 12:58
                        Bardzo ciekawy post.
                        Mam podobne przemyślenia.
                        • urquhart Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 13:26
                          Ja też.
                      • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 13:34
                        urszula.slo napisała:

                        > Kitty, skąd tyle złości (wobec mnie i mnie podobnych)? Bo powoli przestaję wier
                        > zyć, że jesteś szczęśliwa czy zadowolona ze swym stanem "intymnym". Za dużo go
                        > ryczy w twoich wypowiedziach.

                        Zlosc to emocja jak kazda inna, wyrazona przechodzi. Nie bierz tego do siebie. Moja rola jest naciaganie ludzi na zwierzenia ;) Bez tej zlosci by tych zwierzen nie bylo. A dobrze, ze sie pojawily, bo bardzo ciekawie napisalas. Mnie to teraz cieszy.

                        > "Dyskusje":
                        > owszem, nie lubIę dyskusji, bo jestem zdania, że prawdziwy dialog może zaistnie
                        > ć tylko pomiędzy podobnie myślącymi. Między tymi, co myślą inaczej (np. midzy a
                        > teistą i wierzącym), to owocnego dialogu raczej nie będzie (może być intercyza,
                        > kontrakt, umowa, porozumienie - cokolwiek, a dialogu, obcowania (po rosyjsku ?
                        > ??????), niestety, nie będzie.

                        Nie sadze by dialog byl niemozliwy. Niemozliwy bylby pod warunkiem, ze ludzie sie nie zmieniaja. A poniewaz sie zmieniaja, jak sadze, to poszukuja nowych drog.

                        > "Własna wola" (też temat Kitty)
                        > Gdybym nie miała własnej woli, to nigdy bym nie wyjechała z kraju, nie poznałab
                        > ym obecnego męża, nie zrobilabym doktoratu, nie napiałabmy książki, nie tłumacz
                        > yłabym z tylu języków, nie małabym tylu dzieci. Gdybym nie miała własnej woli,
                        > to już DAWNO miałabym kredyt, już dawno pracowałabym w pewnej firmie słoweńskie
                        > j, gdzie rodzina chciała mi załatwić pracę, miałabym więcej kasy, o wiele więce
                        > j kasy, mieszkałabym u teściów (bo miejsce jest), jeździłabym na obiady do swoi
                        > ch rodziców co weekend. Przeciętna słoweńska rodzina. Rodzice byliby o wiele ba
                        > rdziej zadowoleni ze mnie.
                        > Ale ja byłabym wrakiem. A teraz nie mam kasy, bo studiowałam "nieopłacalne" rze
                        > czy, nie mam "pozycji/stanowiska", dwa razy do roku słucham narzekających rodzi
                        > ców i krewnych, dlaczego "marnuję sobie życie" bawiąc się w tłumaczenie/pisanie
                        > /naukę itd. Ale żyję, gdzie chce, robię dokładnie to, co chcę i mnie to spełnia
                        > . Nie mamy kredytu. No i mam fajną rodzinę.
                        > To wszystko dzięki siły własnej woli.
                        > A może ty masz inną definicję własnej woli? Podziel się.

                        No tak, tylko nie wiem czy zauwazylas, ze tutaj piszesz odwrotnie niz przedtem czego sie czepilam. Tam pisalas, ze wolna wola jest przereklamowana i zycie wg niej jest zle. Ale ciesze sie, ze sie wyjasnilo. Byc moze byl to tylko blad leksykalny: niewlasciwe slowo w niewlasciwym miejscu.

                        Co do bezdzietnych singli to akurat uwazam za dobre, ze nie kazdy sie rozmnaza niezaleznie od powodow, bo przeciez swiat jest mocno przeludniony i tak jak Kutuzow pisal ostatnio maszyny nas zastepuja i dla wielu nie bedzie pracy. W dzienniku trabia ciagle o uciekinierach, ktorzy przeplywaja do Wloch by dostac sie do Europy, nie ma jak ich podzielic na kraje Europy. Co robic z nadmiarem juz istniejach ludzi? Nikt nie chce tych co sie juz porodzili i zyja, a co dopiero nowych. Dlatego akurat tym bezdzietnym powinnismy byc raczej wdzieczni, ze ustepuja miejsca naszym dzieciom, a nie odwrotnie.
                        • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 13:58
                          hello-kitty2 napisała:

                          "(...)Co do bezdzietnych singli to akurat uwazam za dobre, ze nie kazdy sie rozmnaza niezaleznie od powodow (...)"

                          No własnie powody są istotne, czy to z własnej woli, czy z wyroków losu...
                          Po mojej siostrze widzę, jak jej brakuje, tej odpowiedzialności za kogoś ( niewiarygodne, prawda) i często ochotniczo oferuje mi pomoc, co bywa wybawieniem...

                          "(...) bo przeciez swiat jest mocno przeludniony i tak jak Kutuzow pisal ostatnio maszyny nas zastepuja i dla wielu nie bedzie pracy (...)"

                          Europy to chyba nie dotyczy, ponoć za 15 lat wg prognoz pracy ma być w bród,młodych mało a emerytów co niemiara ;-)

                          "(...) W dzienniku trabia ciagle o uciekinierach, ktorzy przeplywaja do Wloch by dostac sie do Europy, nie ma jak ich podzielic na kraje Europy. Co robic z nadmiarem juz istniejach ludzi? Nikt nie chce tych co sie juz porodzili i zyja, a co dopiero nowych(...)"

                          Wiesz co, byli już tacy, co wymyslali specjalne sposoby, co z tym nadmiarem uczynić, brrr...
                          Co do uciekinerów, to podzielić się ich da, tylko bogata Europa nie chce się dobrobytem podzielić...A dla nich lepsze jest życie na włoskiej ulicy przy fontannie niż w swoim kraju, gdzie jest wojna, prześladowania, brak wody...

                          "(...) Dlatego akurat tym bezdzietnym powinnismy byc raczej wdzieczni, ze ustepuja miejsca naszym dzieciom, a nie odwrotnie (...)"

                          To chyba nie o wdzięczność chodzi. Ja nie uważam,że życie w pojedynkę czy bez dzieci jest pozbawione sensu, często takie osoby robią dla społeczności więcej niż tłum bezmyślnie się rozmnażających i konsumujących mas, krzyczących na dodatek, że się dla dobra społeczności poświęcają wychowując własne dzieci...Jeśli dobrze wychowują, na dobrych ludzi to dobrze, ale na bezmyślnych konsumpcjonistów?
                          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 14:49
                            mojemail3 napisała:

                            > "(...)Co do bezdzietnych singli to akurat uwazam za dobre, ze nie kazdy sie roz
                            > mnaza niezaleznie od powodow (...)"
                            >
                            > No własnie powody są istotne, czy to z własnej woli, czy z wyroków losu...

                            Chodzilo mi, ze ja nie wnikam w czyjes powody i na pewno nie oceniam. A te 'wyroki losu' to brak kandydata do rozmnozenia sie? ;-)

                            > Co do uciekinerów, to podzielić się ich da, tylko bogata Europa nie chce się do
                            > brobytem podzielić...A dla nich lepsze jest życie na włoskiej ulicy przy fontan
                            > nie niż w swoim kraju, gdzie jest wojna, prześladowania, brak wody...

                            A ta bogata Europa to kto? Bo mi wychodzi, ze to i ja i Ty. To podziel sie z uciekinierem z Bangladeszu, murzynem, niemowiacym w zadnym obcym jezyku, niewyksztalconym, nie daj boze zarazonym zlosliwym szczepem hiv. Czym sie podzielisz? Bulka? ;) Przy tej fontannie tez bys nie chciala mieszkac. Nie wiadomo co z nimi zrobic? Nie chodzi o ideowe myslenie tylko o praktyczne rozwiazania. Wegry chca postawiac 4 metrowy mur na granicy zeby ich naplyw powstrzymac. Zreszta Polska tez musi ich przyjac wiec bedziesz mogla czynnie stanac za swoimi przekonaniami.
                            • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 15:07
                              hello-kitty2 napisała:

                              > A ta bogata Europa to kto? Bo mi wychodzi, ze to i ja i Ty.

                              No niby tak, chociaż Polska do tej bogatej części Europy chyba nie do końca się zalicza...Pozornie żyjemy jak Europejczycy, nie licząc tego, że większośc Polaków jest mocno zadłużona i nie ma oszczędności...

                              >To podziel sie z uciekinierem z Bangladeszu, murzynem, niemowiacym w zadnym obcym >jezyku, niewyksztalconym, nie daj boze zarazonym zlosliwym szczepem hiv. Czym sie >podzielisz? Bulka? ;)

                              Widzisz Kitty, Europa niegdyś wchłonęła i przyjęła sporo Polaków bez znajomości języka, parweniuszy, emigrantów nie tylko politycznych ale i ekonomicznych, prawda?
                              Teraz ludzie inaczej myślą, mniej wspólnotowo, mniej empatii, mniej solidarności z innymi, tylko własna korzyść i dobrobyt, kategorie rynkowe.
                              Niech każdy da od siebie trochę ( może to i koszt bułki, rzeczywiście) to się zbierze, miarka ;-)

                              > Zreszta Polska tez musi ich przyjac wiec bedziesz mogla czynnie stanac za swoimi przekonaniami.

                              Nie ubędzie nam, jak rząd trochę kasy wyda na imigrantów, jak wiesz, Chińczycy, Wietnamczycy się asymilują dobrze i funkcjonują w Polsce, być może to kwestia mentalności, wykształcenia.Tu chyba nie chodzi o kasę, tylko o niechęć do obcych.

                              • rekreativa Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 16:13
                                "Tu chyba nie chodzi o kasę, tylko o niechęć do obcyc
                                > h. "

                                Nie do wszelkich obcych, tylko nazwijmy rzeczy po imieniu: do obcych muzułman.
                                • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 28.06.15, 00:37
                                  rekreativa napisała:

                                  > Nie do wszelkich obcych, tylko nazwijmy rzeczy po imieniu: do obcych muzułman.

                                  To wszystko już w historii było, przecież w sztuce, architekturze Półwyspu Iberyjskiego widać arabskie wpływy z czasów zajęcia terytorium przez ówczesnych Muzułman...
                                  Wtedy jednak osiągnięcia cywilizacyjne Bliskiego Wschodu przyczyniły się do rozwoju nauki i postępu technicznego.
                                  Nic jednak nie jest na zawsze, żadna władza, żadne imperium...
                      • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 15:24
                        > owszem, nie lubIę dyskusji, bo jestem zdania, że prawdziwy dialog może zaistnieć tylko pomiędzy podobnie myślącymi. Między tymi, co myślą inaczej (np. midzy ateistą i wierzącym), to owocnego dialogu raczej nie będzie (może być intercyza, kontrakt, umowa, porozumienie - cokolwiek, a dialogu, obcowania (po rosyjsku ???????), niestety, nie będzie.

                        Ale figura. :D Wg Ciebie dyskusja jest możliwa wyłącznie w dialogu , zaś ten jest wykluczony pomiędzy różnie myślącymi, gdyż albowiem między nimi będzie tylko kontrakt/porozumienie/itp. Ergo porozumienia pomiędzy „różnymi” nie można w istocie osiągnąć, bo dyskusja, czytaj dialog (z łac. rozmowa :D) jest wykluczony a przynajmniej bezowocny. :D
                        Klasyczny przykład różnego rozumienia tych samych pojęć, mam nadzieję, że to właśnie to, w przeciwnym razie, ekhem, wychodzi logiczny potworek. I faktycznie, nie sposób w takich sytuacjach polubić dyskusję /wymianę myśli, poglądów/. :D
                        A właściwie co jest złego z porozumieniu, jeżeli tylko pozwoli np. spokojnie koegzystować np. dwóm społecznościom o odmiennych światopogladach? I czy dyskusje sprowadzają się wyłącznie do spraw ich różniących? A gdzie przestrzeń dla szukania części wspólnej dla obu zbiorów? Uważasz to za zbędne?


                        > Ale żyję, gdzie chce, robię dokładnie to, co chcę (...)
                        To wszystko dzięki siły własnej woli.

                        Przepraszam bardzo, ale to już jest górnolotne pieprzenie. Rozumiem, ze jesteś dumna z życiowego osiągnięcia, mam bardzo podobnie - ostro się przedzierałam przez ograniczenia środowiskowe, własne i innych, żeby finalnie wejść w bardzo świadome, mam nadzieję, wartościowe życie. Na własny PRZEMYŚLANY sposób. Ale takich ludzi jest naprawdę bardzo wielu, nie ma się czym podniecać.

                        > Gdy chcesz się ograniczać, bo jest ci to naturalne, czujesz, że musisz to robić i że to jest dobre - dla ciebie i dla innych. To się chyba nazywa szczęściem. Czy może spokojem wewnętrznym.

                        Trzeba jednak mieć na względzie, że istnieją osoby, które spokoju wewnętrznego NIE osiągną poprzez posiadanie np. niechcianego trzeciego dziecka, czy posiadanie dzieci w ogóle.

                        Z resztą się z grubsza zgadzam, myślę podobnie, z wyłączeniem potrzeby boskiego pierwiastka.
                        Tematu jednak nie rozwinę, bo istotnie, tu nie ma płaszczyzny do dyskusji. :D
                        • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 16:03
                          maracooja napisała:

                          > Ale figura. :D Wg Ciebie dyskusja jest możliwa wyłącznie w dialogu , zaś ten je
                          > st wykluczony pomiędzy różnie myślącymi, gdyż albowiem między nimi będzie tylko
                          > kontrakt/porozumienie/itp. Ergo porozumienia pomiędzy „różnymi” ni
                          > e można w istocie osiągnąć, bo dyskusja, czytaj dialog (z łac. rozmowa :D) jest
                          > wykluczony a przynajmniej bezowocny. :D
                          > Klasyczny przykład różnego rozumienia tych samych pojęć, mam nadzieję, że to wł
                          > aśnie to, w przeciwnym razie, ekhem, wychodzi logiczny potworek. I faktycznie,
                          > nie sposób w takich sytuacjach polubić dyskusję /wymianę myśli, poglądów/. :D
                          > A właściwie co jest złego z porozumieniu, jeżeli tylko pozwoli np. spokojnie ko
                          > egzystować np. dwóm społecznościom o odmiennych światopogladach? I czy dyskusje
                          > sprowadzają się wyłącznie do spraw ich różniących? A gdzie przestrzeń dla szuk
                          > ania części wspólnej dla obu zbiorów? Uważasz to za zbędne?

                          Oj Ty to chyba jakis prawnik jestes, co? Ale taki zartobliwiec z pieprzykiem ;) Bo sie zgubilam. Powtorzenie: dyskusja = dialog = rozmowa. To to samo, tak? Bo juz zaczynalam miec watpliwosci coz to ten dialog? Dialog = mowi wiecej niz jedna osoba. Tez sie z polskiego musze na biezaco podciagac ;) Wiesz Urszula nie jest Polka, moglo nam sie cos w tej wymianie mysli pogmatwac.
                          • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 16:15
                            hello-kitty2 napisała:
                            Wiesz Urszula nie
                            > jest Polka, moglo nam sie cos w tej wymianie mysli pogmatwac.

                            Tak myślę też. :) Ale zagaiłam, bo mam wdrukowany detektor na nielogiczność wypowiedzi i lubię się w to bawić.

                            Bo masz rację, jestem prawnikiem. :D Ale na moje szczęście nie tylko, bo mam też dwie inne wyedukowane umiejetności, całkiem nie-prawnicze. :D
                            • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 17:45
                              maracooja napisała:

                              > Bo masz rację, jestem prawnikiem. :D Ale na moje szczęście nie tylko, bo mam te
                              > ż dwie inne wyedukowane umiejetności, całkiem nie-prawnicze. :D

                              Lubie prawnikow, moze mialam szczescie bowiem wszyscy prawnicy, ktorych znalam (jako przyjaciol, znajomych) to byli mega zabawowi ludzie, tacy odpalowi, z poczuciem humoru ale takim az po bandzie, zazwyczaj pyskaci ale po czasie z refleksja.

                              No to sie zblaznilam poradami spakowymi ;) A bo ja zawsze gadam co wiem, moze sie komus przyda zazwyczaj mysle sobie.
                              • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 19:30
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Lubie prawnikow,

                                Nie spotkałam ani jednej osoby wykonującej ten zawód, z którą bym mogła się zaprzyjaźnić, czy mieć w bliższym kręgu znajomych.

                                > No to sie zblaznilam poradami spakowymi ;)

                                Tym akurat się nie przejmuj. :D Ja na to tak nie patrzę. :)
                                • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 20:04
                                  maracooja napisała:

                                  > Nie spotkałam ani jednej osoby wykonującej ten zawód, z którą bym mogła się zap
                                  > rzyjaźnić, czy mieć w bliższym kręgu znajomych.

                                  Tak myslalam, ze to moze szczesliwy przypadek u mnie. Mialam kumpele prawniczke, z ktora polaczylo nas kiedys wspolne odchudzanie. Pamietam jak walnela kiedys, ze jej wszyscy starsi koledzy w zawodzie (mezczyzni) to zwykle pijaczki, hehe. Ale tez slyszalam, ze po urzedach kiedys tez sie niezle tankowalo. Taka kultura pracy. Teraz to chyba by juz nie przeszlo.
                                  • urquhart Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 20:58
                                    > Tak myslalam, ze to moze szczesliwy przypadek u mnie. Mialam kumpele prawniczke
                                    > , z ktora polaczylo nas kiedys wspolne odchudzanie. Pamietam jak walnela kiedys
                                    > , ze jej wszyscy starsi koledzy w zawodzie (mezczyzni) to zwykle pijaczki, hehe

                                    Mam jednego znajomego prawnika, ciekawy przypadek dusza człowiek, francuz, został mężem mojej przyjaciółki. Był świeżym rozwodnikiem na jakiejś imprezie. Lubił wypić i seks, ubóstwiał ją twierdząc że nie spotkał przed nią takiej kobiety wulkanu w łóżku. A to sam było katastrofalne dla piewszej żony która przypinała mu w towarzystwie łątkę potwora i terrorysty seksoholika i pijaka, a z naszą przyjaciółką dopasowali się idealnie przez parę lat przynajmiej zanim urodziła im się córka potem było gorzej. Ona pracowała jako manager firmy handlującej alkoholami wysokoprocentowymi przed nim miała innego faceta na każdy weekend wiec libido znacznie powyżej średniej. Zachwalała jego zdecydowanie i odwagę, własne zdanie. Facet ma pasje uczy sie jezyków wszystkich miejsc gdzie podrózuje, łącznie z jakimiś polinezyjskim i koreańskim, zadziwiając otoczenie, bo każdy kolejny wchodzi mu łatwiej. Pierwsza żona uważała że marnuje czas zamiast poświęcac go rodzine.
                                    To ta przyjacółka francuzka z polskimi korzeniami ,która na huczne 35 urodziny namówiła swoje i jego przyjaciółki żeby po części oficjalnej zrobić tą nieoficjalną w piwnicy w erotycznej bieliźnie w stylu moulnin rouge . Wieklie piekne piersi, długie kręcone włosy, ale męskie palce i olbrzymia szczęką to wysoki testosteron, ale wtedy tego nie kojarzyłem :)

                                    To trochę w kwestii małżeństwa że te same cechy mogą być wadami jak i zaletami w zależności jak na to spojrzeć i jak się ludzie dopasują. Dla żony pierwszej potwór i dla drugiej idealny facet po latach poszukiwań - jak działa dopasowanie i nastawienie, obserwowanie ich to byłą dla mnie doskonała lekcja.
                                    • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 28.06.15, 00:24
                                      urquhart napisał:

                                      "(...)Wieklie piekne piersi, długie kręcone włosy, ale męskie palce i olbrzymia szczęką to wysoki testosteron, ale wtedy tego nie kojarzyłem :)"

                                      Ciąg dalszy z cyklu " nasze małe obsesje" ;-)
                                      To może była klacz, skoro miała " Olbrzymią szczękę" ???
                                      • urquhart To może była klacz 28.06.15, 08:15
                                        mojemail3 napisała:
                                        > Ciąg dalszy z cyklu " nasze małe obsesje" ;-)
                                        > To może była klacz, skoro miała " Olbrzymią szczękę" ???

                                        Pamiętam że klacz mówili na Małgorzatę Braunek jak dostała rolę Oleńki w potopie bo była kwestionowana jako piękność nijak mająca sie do Sienkiewiczowskiej subtelnej postaci. Ostatecznie podobno reżyser polecił aby się nie uśmiechała na planie :)

                                        Ale jak kwestionujesz co do mechanizmu "malych obsesji" o co chodzi to polecam poczytać jak hormony formują twarz i jak transi się operują na twarzy by wyglądać jak przeciwna płeć i co to znaczy "męska szczęka", konkretnie :

                                        Plastyka żuchwy
                                        Żuchwa jest jednym ważniejszych elementów twarzy, które determinują odbiór kształtów jako męskie bądź żeńskie. Celem chirurga jest zazwyczaj zwężenie żuchwy, która u mężczyzn jest szersza i głębsza niż u kobiet.
                                        crossdressing.pl/main.php?lv3_id=800&lv1_id=3&lv2_id=77&lang=pl
                          • maracooja Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 16:26
                            Bo
                            > juz zaczynalam miec watpliwosci coz to ten dialog?

                            Jak przeczytalam post Urszuli to tez zwątpiłam, aż sięgnęłam do encyklopedia.pwn:

                            dialog [łac. dialogus < gr. diálogos ‘rozmowa’],
                            filoz. w filozofii ustna lub spisana wymiana zdań, myśli, poglądów, argumentów, dokonująca się pomiędzy osobami lub w świadomości jednej tylko osoby, mająca na celu poznanie prawdy lub przekazanie jej drugiemu człowiekowi, stworzenie międzyosobowej więzi lub przestrzeni dla wspólnego działania.

                            A to definicja dyskusji z wiki, imo lepsza niż w sjp.pwn:

                            Dyskusja (od łac. discussio, aby to omówić) – jeden ze sposobów wymiany poglądów na określony temat, popartych argumentami, prowadzona w gronie dwóch lub więcej osób. Dyskusja może mieć formę ustną (komunikacja werbalna) lub pisemną. W wyniku dyskusji dochodzi do ścierania się różnych poglądów związanych z różnymi punktami widzenia osób prowadzących dyskusję. Określenie zbieżnego (wspólnego) stanowiska, o ile do tego dojdzie, może mieć formę kompromisu lub konsensu.

                            Urszula nie lubi dyskusji, zatem pytam, czego w niej nie lubi?
            • urquhart "toksyczny rodzic" 27.06.15, 10:15
              hello-kitty2 napisała:
              > Dla mnie samotne zycie jest fajne (najfajniejsze chwile w domu sa wtedy, gdy je
              > stem sama, mialam tak od dziecinstwa) i niczego bardziej nie pragne jak zostac
              > singielka. Zapominasz Marek, ze single moga miec dzieci, ktore ich kochaja

              Z tym że jeżeli szczególnie kobiety oczekują od dzieci tego co normalnie oczekuje się od partnera: atencji, wsparcia emocjonalnego, dowartościowania, bycia w centrum uwagi to to się wtedy przekształca w to co opisują jako "toksyczny rodzic" czy "toksyczna matka".
              • hello-kitty2 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 14:22
                urquhart napisał:

                > Z tym że jeżeli szczególnie kobiety oczekują od dzieci tego co normalnie oczeku
                > je się od partnera: atencji, wsparcia emocjonalnego, dowartościowania, bycia w
                > centrum uwagi to to się wtedy przekształca w to co opisują jako "toksyczny rodz
                > ic" czy "toksyczna matka".

                Wez Ty Urqu rozwiedz sie, bo gadasz w kolko to samo albo sam sobie walnij kolke w leb. Jak ja opisujesz w kolko to mi sie rzygac chce. Akurat Ci zalezy czy Twoje dzieci beda wychowywane przez toksyczna matke. Na sobie Ci zalezy, bo to Ciebie matka z ojcem mieli w dupie i teraz probujesz nadrabiac zaleglosci w atencji dla Ciebie. Dla Ciebie zona powinna zrobic wszystko, wszystko podporzadkowac, w Ciebie sie gapic jak sroka w gnat. Jestes rozkapryszonym gnojkiem, ktory majac juz niemalo chce wiecej. Ta cala pisanina o toksycznej matce ma za zadanie zastraszyc Twoja zone zeby nie poswiecala dzieciom czasu. Dlatego jestes toksycznym, emocjonalnym manipulantem. Boze chwala jej, ze w ogole jest w stanie Cie jeszcze zniesc.

                Dowartosciowania? Ja jestem wartosciowa bez dowartosciowania. Ja jestem wartosciowa jak spojrze na produkt swojego lona.

                Wiesz czego ja oczekuje od partnera? Swietego spokoju oczekuje, czego tez Twojej zonie zycze i zycze jej tez oddzielnych wakacji, oddzielnych od Ciebie ;) Niech sobie od tego gadania odpocznie. Niech wreszcie pozyje jak chce.
                • urquhart Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 15:12
                  hello-kitty2 napisała:
                  > jac juz niemalo chce wiecej. Ta cala pisanina o toksycznej matce ma za zadanie
                  > zastraszyc Twoja zone zeby nie poswiecala dzieciom czasu. Dlatego jestes toksyc
                  > znym, emocjonalnym manipulantem. Boze chwala jej, ze w ogole jest w stanie Cie
                  > jeszcze zniesc (...)
                  > Wiesz czego ja oczekuje od partnera? Swietego spokoju oczekuje, czego tez Twoje
                  > j zonie zycze i zycze jej tez oddzielnych wakacji, oddzielnych od Ciebie ;) Nie
                  > ch sobie od tego gadania odpocznie. Niech wreszcie pozyje jak chce.

                  Ciebie irytują rozkapryszone gnojki a mnie mamusie które deklarują że wystarczy im miłość do dziecka.
                  Co do mnie jak lubisz zwierzenia, to syn reaguje na nadmiar opieki alergicznie, jest w harcerstwie ale i jest odpowiedzialny nie tylko dla za siebie ale i za swoich młodszych podkomendnych których goni a do wyzwań, zareagował właściwie. Żona wakacje oddzielne miała i ma, na jedne jeździmy wspólnie, na inne osobno bo ona nie da rady fizycznie i lękowo i nie ciągnie ją adrenalinana i wyzwania jak mnie i podtapianie kajakach górskich się na white water czy objazdówka rowerami górskimi Korsyki wiec jeżdżę sam.
                  • hello-kitty2 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 15:53
                    urquhart napisał:

                    > Ciebie irytują rozkapryszone gnojki a mnie mamusie które deklarują że wystarczy
                    > im miłość do dziecka.

                    Jak im wystarczy to im wystarczy. Nie zmienisz tego. Co bedziesz narzucal, kto ma kogo kochac i jak? Mozesz sie najwyzej z takimi matkami nie zadawac.

                    > Co do mnie jak lubisz zwierzenia, to syn reaguje na nadmiar opieki alergicznie,
                    > jest w harcerstwie ale i jest odpowiedzialny nie tylko dla za siebie ale i za
                    > swoich młodszych podkomendnych których goni a do wyzwań, zareagował właściwie.

                    Syn sie musi sam przeciwstawiac matce. Jak dobrze pojdzie to nadopieka sie skonczy jak sie zacznie go bac, jak ja przerosnie.
                    • ninek04 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 18:26
                      kag73 napisała"TBq, co najbardziej zastanawia to fakt, ze mimo fajnego czasu "bezzennego" uleglas presji i wyszalas za maz i dalas sobie zrobic dwojke dzieci. Jedno to bym jeszcze nawet zrozumiala ale dwojke? A teraz kiedy stwierdzasz, ze sie bajka nie sprawdzila opowiadasz o tym innym i liczysz na to, ze Cie posluchaja? "

                      A co tu ma do rzeczy posluchanie?Nie wszystko da się z góry i łatwo przewidzieć. Może faktycznie lepiej byłoby słuchać, co instynkt podpowiada,i nie ulegać presji.Ale-sa właśnie różne "ale,"ktorym w końcu ulega się, bo jeśli się nie sprobuje, to nie będzie wiadomo,czy było warto. Instynkt był na nie, ale z początku delikatna a potem coraz bardziej namolna presja partnera przewazyla, no i jest dwojka dzieci.I im są większe, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie powinnam zostać matka.Nie czuje się ubogacona,czy łoo matko, spełniona przez sam fakt ich posiadania, i nie chodzi o to,że ich nie kocham,bo kocham,ale nie do końca dobrze, zgodnie z oczekiwaniami,(czyimi?) wywiązuje się z roli bycia ta matka.Mogę tylko stwierdzić:to nie moja bajka.Wiec nie jest tak dobrze,że każdy się nadaje,bo instynkt, bo zegar tyka,bo presja,bo tak ma być, bo strach przed samotnością.Gowno prawda.Trzeba słuchać siebie, a nie poświęcać swoją wolna wole w imię wyzbycia się egoizmu i indywidualizmu,który jest tutaj tez tak wielce krytykowany.
                      • marek.zak1 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 18:48
                        ninek04 napisała:

                        . Instynkt był na nie, ale z początku delikatna a potem coraz bardziej namolna presja partnera przewazyla, no i jest dwojka dzieci.I im są większe, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie powinnam zostać matka.Nie czuje się ubogacona,czy łoo matko, spełniona przez sam fakt ich posiadania, i nie chodzi o to,że ich nie kocham,bo kocham.
                        ------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                        A gdybyś kochała swojego faceta i chciała z nim byc, też bys tak uważała?

                        • ninek04 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 19:24
                          marek.zak1 napisał
                          A gdybyś kochała swojego faceta i chciała z nim byc, też bys tak uważała?

                          Ale ja go kochałam przez długi czas, wiec to, czybym dalej darzyla go uczuciem,niewiele by zmieniło.To nie chodzi o relacje partnerskie, udane,czy nie udane,raczej wynika to z przemyśleń,że macierzyństwo więcej mi odebrało,niż dalo i niestety z każdym dniem, rokiem to odczucie w tej kwestii rośnie i mam tego świadomość. Ale potrafię się przyznać przed sobą,że nie jestem "dobra"matką, ale muszę ciągnąć dalej ten wózek.
                          • mojemail3 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 28.06.15, 00:19
                            ninek04 napisała:

                            "(...)że macierzyństwo więcej mi odebrało,niż dalo i niestety z każdym dniem, rokiem to odczucie w tej kwestii rośnie i mam tego świadomość (...)"

                            Zafrapowało mnie to stwierdzenie...Czy wszystko wspolczesnie musimy rozpatrywac w kategoriach rynkowych, zysk czy strata? Czy niegdys zastanawiano sie nad takimi kwestiami? Czy nie byla to naturalna konsekwencja a w jej slad zwyczajne poczucie obowiazku?
                            • hello-kitty2 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 28.06.15, 00:53
                              mojemail3 napisała:

                              > ninek04 napisała:
                              >
                              > "(...)że macierzyństwo więcej mi odebrało,niż dalo i niestety z każdym dniem, r
                              > okiem to odczucie w tej kwestii rośnie i mam tego świadomość (...)"
                              >
                              > Zafrapowało mnie to stwierdzenie...Czy wszystko wspolczesnie musimy rozpatrywac
                              > w kategoriach rynkowych, zysk czy strata?

                              Odebrac i dac kojarzy Ci sie z terminami z rachunkowosci zyskiem i strata?

                              Czy niegdys zastanawiano sie nad tak
                              > imi kwestiami? Czy nie byla to naturalna konsekwencja a w jej slad zwyczajne po
                              > czucie obowiazku?

                              Chodzi Ci zeby sie nie zastanawiac nad macierzynstwem tylko odwalac obowiazek, bo kiedys tak robiono?

                              A nie mozesz po prostu napisac, ze jej nie rozumiesz. Chyba byloby uczciwiej zamiast podawac jakies nietrafione argumenty.
                              • mojemail3 Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 28.06.15, 00:59
                                hello-kitty2 napisała:

                                > A nie mozesz po prostu napisac, ze jej nie rozumiesz. Chyba byloby uczciwiej za
                                > miast podawac jakies nietrafione argumenty.

                                Niech Ci będzie, nie rozumiem;-)
                                Ale co do tego ma "uczciwość" to też nie rozumiem...

                                Siedzę sobie po imprezie firmowej z tańcami i zaśmiewam się, bo tancerze byli, jak w tym skeczu:
                                www.youtube.com/watch?v=NTxyRahsjwE
                                Polecam:)
                                I dobrej nocy * * *
                            • zawle Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 28.06.15, 22:44
                              mojemail3 napisała:

                              > ninek04 napisała:
                              >
                              > "(...)że macierzyństwo więcej mi odebrało,niż dalo i niestety z każdym dniem, r
                              > okiem to odczucie w tej kwestii rośnie i mam tego świadomość (...)"
                              >
                              > Zafrapowało mnie to stwierdzenie...Czy wszystko wspolczesnie musimy rozpatrywac
                              > w kategoriach rynkowych, zysk czy strata? Czy niegdys zastanawiano sie nad tak
                              > imi kwestiami? Czy nie byla to naturalna konsekwencja a w jej slad zwyczajne po
                              > czucie obowiazku?

                              Wczoraj byłam na grillu. Usłyszałam od pewnej niemalże 60 latki opowieść na temat poświęcenia. Znam ją, więc podzielę się szczegółami. Była w jakimś tam związku. W następny weszła w wieku 37 lat z młodszym facetem. Urodziła mu córkę. On zginął w wypadku samochodowym gdy mała miała kilka lat. I od tego czasu datuje się początek jej POŚWIECENIA. Zaznaczam że od tego czasu nie pojawił się też żaden poważny absztyfikant. Ale ona się dla dziecka POŚWIĘCIŁA. Dziecko mieszka teraz w drugim końcu Polski, a mamusia zawodziła ze jej się NALEŻY, że OPIEKA. Dziecko kiedyś powiedziało matce że katowała. Biła, ale dzięki temu wyrosła na porządnego człowieka. Nosz kurde...

                              Nie wiem jak można zmierzyć opłacalność/nieopłacalność posiadania potomstwa.
                      • maracooja Re: To Ty chcesz byc w centrum uwagi Urqu 27.06.15, 19:39
                        > Trzeba słuchać siebie, a nie poświęcać swoją wolna wole w imię wyzbycia się egoizmu i indywidualizmu,który jest tutaj tez tak wielce krytykowany.

                        Pozostając w dzisiejszej konwencji :) - pojęcie egoizmu ze swym pejoratywnym znaczeniem nie za bardzo tu pasuje. Prędzej bym mówiła o warunkach brzegowych dla swojego ogólnego dobrostanu. Ninek je przekroczyła godząc się na posiadanie potomstwa.
                        Nie słuchanie głosu z tyłu głowy praktycznie zawsze obraca się przeciwko nam i potem żadna racjonalizacja nie pomoże.
            • mabelle2000 Re: małżeństwa są przereklamowane 01.07.15, 15:47
              hello-kitty2 napisała:

              > Ale ja samotnosc po prostu lubie.

              Ja tez :-) Koszmarem sennym wydaje mi sie bycie z kims tak ciasno, ze az nie mozna oddychac. Jesli mialabym dzielic z kims stol, lozko i kibel codziennie, co noc, to predko stracilabym energie do zycia. A juz najdurniejsza zyciowa rola wydaje mi sie bycie dla jakiegos mezczyzny obiektem wielkiej milosci, inspiracja, motorem do dzialania. Mnie to strasznie osusza cipke jesli wiem, ze ktos sie chce ze mna zespawac na amen :-(
              • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 01.07.15, 16:06
                mabelle2000 napisała:

                > Ja tez :-) Koszmarem sennym wydaje mi sie bycie z kims tak ciasno, ze az nie mo
                > zna oddychac. Jesli mialabym dzielic z kims stol, lozko i kibel codziennie, co
                > noc, to predko stracilabym energie do zycia. A juz najdurniejsza zyciowa rola w
                > ydaje mi sie bycie dla jakiegos mezczyzny obiektem wielkiej milosci, inspiracja
                > , motorem do dzialania. Mnie to strasznie osusza cipke jesli wiem, ze ktos sie
                > chce ze mna zespawac na amen :-(

                Oj jestes tam gdzies bratnia duszo ;) Mabelle to jak sobie to teraz organizujesz w Twoim zwiazku. Nie tyle co chce Cie wylacznie naciagnac na zwierzenia ale sama stoje przed pytaniem jak sobie teraz ulozyc zycie. Od sierpnia moge zalaczac ukladac wreszcie jak chce i troche mnie przeraza, ze ojciec mojego dziecka podsyla mi oferty pracy rzut beretem od domu, a ja chce sie wyprowadzic. Powiedz mi jak Ty zyjesz, ze Ci dobrze? Mieszkasz sama? Gdzies blisko eksa? Blisko obecnego? Razem? Razem z dziecmi? Pomoz, podpowiedz. Jak sie krepujesz tu to na maila gazetowego tez jest mozliwosc.
                • mabelle2000 Re: małżeństwa są przereklamowane 01.07.15, 18:11
                  Kitty, sprawdz poczte, prosze :-)
              • sid_15 Re: małżeństwa są przereklamowane 04.07.15, 10:43
                > Ja tez :-) Koszmarem sennym wydaje mi sie bycie z kims tak ciasno, ze az nie mo
                > zna oddychac. Jesli mialabym dzielic z kims stol, lozko i kibel codziennie, co
                > noc, to predko stracilabym energie do zycia. A juz najdurniejsza zyciowa rola w
                > ydaje mi sie bycie dla jakiegos mezczyzny obiektem wielkiej milosci, inspiracja
                > , motorem do dzialania. Mnie to strasznie osusza cipke jesli wiem, ze ktos sie
                > chce ze mna zespawac na amen :-(

                Nie, najgorsze jest bycie w związku, gdzie więcej się traci, niż zyskuje. O kobiecie piszę. Czyli tradycyjnie - zajmowanie się domem, rodzenie dzieci, dzieci na głowie kobiety, a mąż poza tym, że jest, więc nie zostało się "starą panną" nic nie wnosi. Oczywiście dzieci chciała kobieta i naciskała, po xuj nie wiem, bo dołożyła sobie tylko dodatkową cegłę, pan łaskawie się zgodził. Obydwoje pracują zawodowo i zarabiają mniej więcej tyle samo lub mężczyzna minimalnie więcej, zero jakiegoś czasu dla siebie, tylko proza życia i obowiązki. Mało takich związków?
                O ile nie do końca ogarniam relacje typu dobrze zarabiający biznesmen i w ogóle niepracująca pani domu, to przyjmuje do wiadomości, że niektórym kobietom to odpowiada. Sama znam podobny model, pani wprawdzie pracuje na pół etatu, ale to taka "praca", żeby się nie zanudzić i pogadać z koleżankami. Poza tym mężczyzna zarabia na dom, atrakcyjne wyjazdy, dziecko, ciuchy i kosmetyki dla pani i ona wydaje się być zadowolona, bo to spełnia jej potrzeby.
                Ale związki, gdzie pani bierze sobie na głowę faceta z problemami, prosto spod opieki mamusi, czy też takie, jakie sama znam - u kobiety się nie przelewa, ale bierze sobie na głowę faceta, kiszą się u niej w mieszkaniu z rodzicami i rodzeństwem, facet gorzej wykształcony, gorzej zarabia, dłużej niż rok w jednym miejscu nie potrafi popracować, żadne cudo poza tym że w sumie sympatyczny, ale pani do 22-go roku życia nie miała nikogo, więc trzeba. Drugi przykład - fajna, atrakcyjna i niegłupia dziewczyna (pierwsze pokolenie z wyższym wykształceniem w rodzinie, mimo nacisków, że ma zdobyć zawód), ale bardzo zakompleksiona i niepewna siebie, facet sporo starszy, nieatrakcyjny, totalny brak ambicji, kompleksy, które musi odreagowywać wyżywając się na innych, pracę ma, ale to ona musi jeździć "na saksy" żeby jakoś tam się utrzymać i mieć na przyszłość, średnio świetlaną. Również pierwszy i jedyny dla pani, wiec pewnie nawet nie ma świadomości, że można inaczej.
                Sorry, ale wczoraj byłam na imprezie z tym towarzystwem i mi się ulało. :/
                • romantyk999 Re: małżeństwa są przereklamowane 04.07.15, 12:00
                  Są różne charaktery , tak jak u Kobiet i Mężczyzn :) Ale każdy brnie do tego prawdziwego Szczęścia:) Są porażki życiowe bo tak bywa na tym świecie. Najważniejsze by nie podawać się, i brnąć w kierunku Szczęścia by spotkać tą bratnią dusze i korzystać z życia które mamy, czy to biednie czy bogato;)
                • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 04.07.15, 22:12
                  Oj, sid, przykladami nam tu polecialas, tyle roznych modeli. A w skrocie moza powiedziec patrzac na te kwiatki, ze niezbadane sa wyroki boskie, to po pierwsze. Po drugie: milosc bywa slepa. Po trzecie: nie wszysko w zyciu daje sie przewidziec i czasem jak juz cos jest to wycofac sie nie mozna. Po czwarte: jaka jest alternatywa? Po piate: patrzacy z boku widzi czesto cos innego niz znajdujacy sie w srodku.
                  • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 04.07.15, 22:23
                    kag73 napisała:

                    > Oj, sid, przykladami nam tu polecialas, tyle roznych modeli. A w skrocie moza p
                    > owiedziec patrzac na te kwiatki, ze niezbadane sa wyroki boskie, to po pierwsze
                    > . Po drugie: milosc bywa slepa. Po trzecie: nie wszysko w zyciu daje sie przewi
                    > dziec i czasem jak juz cos jest to wycofac sie nie mozna. Po czwarte: jaka jest
                    > alternatywa? Po piate: patrzacy z boku widzi czesto cos innego niz znajdujacy
                    > sie w srodku.

                    Po szoste: moga byc dobrzy w lozku ;-) Akurat tego moze byc po nich nie widac.
                    • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 04.07.15, 22:40
                      hello-kitty2 napisała:
                      > Po szoste: moga byc dobrzy w lozku ;-) Akurat tego moze byc po nich nie widac.

                      Ooo, prawda masz racje o tym zapomnialam, zgadza sie.
                      • sid_15 Re: małżeństwa są przereklamowane 05.07.15, 18:31
                        Poleciałam przykładami bo: a) jak napisałam, ulało mi się :), b) odniosłam się do postu, gdzie Mabelle pisze, jaka rola w związku jej zdaniem jest najgorsza. No to ja, że moim zdaniem są gorsze.:)
                        Wyroków boskich i ślepej miłości nie kupuję (bo nawet z takiej ślepej, głupiej miłości człowiek się w końcu otrząsa), tego że nie wszystko daje się przewidzieć też nie bardzo, bo to rozkładanie rak na zasadzie "ojej, co zrobić". Alternatywa - no w sumie żadna, jeśli wzięło się, co się nawinęło i teraz się tego rozpaczliwie trzyma.:) Co do patrzenia z boku, to może racja, ale gdzie jest granica, bo facet może chlać i bić, a ja jako patrząca z boku mogę nie dostrzegać pozytywów? Co do bycia dobrym w łóżku, to nie sądzę, bo akurat znam kobiety o których piszę i dla nich to nigdy nie było najważniejsze, poza tym nie wiem jakie cuda musiałyby być, żeby to była rekompensata za niedogodności.:)
                        Tak jak napisałam - przyzwyczajenie, presja społeczna, kompleksy, niechęć do bycia "starą panną". Czyli jakieś tam potrzeby są zaspokojone, ale tutaj znowu wracamy do żony alkoholika, która "przynajmniej" ma męża. A jedna z tych kobiet, o których piszę, naprawdę jest niekiepska i mogłaby być z kimś lepszym, no ale jak pisałam - kompleksy i wyniesione z domu obserwacje, że jeśli nie jest tragicznie, to związek jest ok. Ja tego jej faceta widziałam trzeci raz w życiu, chociaż to moja dobra koleżanka, a oni są ze sobą długo (ok, on mieszka w innym mieście) i wcale się nie dziwię, że nie chodzi z nim do znajomych.
      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 26.06.15, 23:25
        TB, co najbardziej zastanawia to fakt, ze mimo fajnego czasu "bezzennego" uleglas presji i wyszalas za maz i dalas sobie zrobic dwojke dzieci. Jedno to bym jeszcze nawet zrozumiala ale dwojke? A teraz kiedy stwierdzasz, ze sie bajka nie sprawdzila opowiadasz o tym innym i liczysz na to, ze Cie posluchaja? Przeciez ludzie chce/musza(wynika mi z obserwacji) uczyc sie na wlasnych bledach. I w dodatku czesc z nich moze wcale nie uwaza czasu swojego singielstwa za non plus ultra i mysli/ma nadzieje, ze alternatywa jest o duzo lepsza. Hmm i jak takim pomoc?
        • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 15:02
          kag73 napisała:

          > TB, co najbardziej zastanawia to fakt, ze mimo fajnego czasu "bezzennego" ulegl
          > as presji i wyszalas za maz i dalas sobie zrobic dwojke dzieci. Jedno to bym je
          > szcze nawet zrozumiala ale dwojke?

          Kag Bogini jedno dziecko urodzila na dlugo przed zawarciem malzenstwa. Wiec dzieci a malzenstwo to sa 2 rozne sprawy ;)

          A teraz kiedy stwierdzasz, ze sie bajka nie
          > sprawdzila opowiadasz o tym innym i liczysz na to, ze Cie posluchaja? Przeciez
          > ludzie chce/musza(wynika mi z obserwacji) uczyc sie na wlasnych bledach. I w do
          > datku czesc z nich moze wcale nie uwaza czasu swojego singielstwa za non plus u
          > ltra i mysli/ma nadzieje, ze alternatywa jest o duzo lepsza. Hmm i jak takim po
          > moc?

          A ja uwazam, ze refleksje, watpliwosci, emocje to sa zrodla prawdy o zyciu, z ktorych mozna najwiecej sie nauczyc. Dlatego uwazam, ze udostepnianie ich za cenne. To jest jedyny watek Bogini, przez ktory udalo mi sie przejsc od deski do deski. Taki komplement ;)
      • kag73 Re: małżeństwa są przereklamowane 29.06.15, 10:38
        twojabogini napisała:
        > O już wiem. Bo w sumie chodzi o to, że sporo osób sądzi, że jak nie jest w stał
        > ym związku, to ich życie jest mniej warte. W ogóle nie dostrzegają możliwości j
        > akie im to daje, tylko żyją wizją, że jakby kogoś mieli, to życie by wyglądało
        > od razu lepiej. I od pewnego wieku przestają szukać kogoś z kim miło spędza cza
        > s pójdą do łózka. Zaczynają mężą/żony. Nie generalizuję - pisze o swoich znajom
        > ych singlach, akurat oni tak mają. I sądzę, że za bardzo wierzą w mit małżeństwa.
        > Tak bardzo wierzą, że jak im tłumaczyłam, że stałe związki maja minusy, to dosz
        > li do wniosku, ze widocznie w moim coś jest nie tak. Postrzegają małżeństwo jak
        > o mityczne coś, ukoronowanie życie człowieka.
        > Poza tym szukanie żony/męża to takie trochę instrumentalne. Swoją drogą to zaba
        > wne, bo każde z nich niezaleznie od płci ma cała listę pożądanych cech kandydat
        > a/kandydatki. Są to cechy mające czynić człowieka przydatnym do małżeństwa.
        > Jak sobie zerknęłam na te listę, to w wersji wyjściowej ani ja nie spełniałam t
        > ych kryteriów, ani tez mój szacowny mąż. Co więcej - większości do dziś nie sp
        > ełniamy :)
        > To tez rodzaj przereklamowania - że do małżeństwa trzeba jakiś specjalnych cech
        > nabyć :)
        To moze byc dowod na to, ze im sie zycie samemu nie sprwadza, tak jak Tobie nie sprawdza sie maz i dzieci. Nie ma w tym nic niepojetego, ot ludzka natura. Oni chca kogos miec, kochac, dzielic z nim zycie a nie tylko czasami spedzac milo czas i chadzac czasem do lozka.
        Z ich perspektywy Tobie dobrze sie wymadrzac bo Ty to masz, masz to czego chcielby oni.
        To tak jak ja jako matka opowiadam kolezance, ktora bardzo chce miec dziecko, a nie moze, ze mozna byc szczesliwym rowniez bez dziecka. Taaa, ale ja je jednak mam. I skoro ona tego chce, bo szczesliwa nie jest, to ja wlasciwie moglam w ogole geby nie otwierac.
        I lista cech... w pewnym wieku niekoniecznie zanjomosci i zony/mezowie sie wydarzaja, trzeba ich szukac. I ja tez nie poslubilam pierwszego lepszego, poslubilam takiego, ktory do mnie i mojego widzenia swiata pasowal i w dodatku mi sie podobal.
        Ty zapewne tez poslubilas takiego, ktory przypadl Ci do gustu, mial cos co wyroznialo go od innych, ktorych nie psolubilas, poslubic bys nie chciala.
        I oni mogliby co niektorym opowiedziec, ze singielstowo, bardzo dlugie singielstwo tez ma swoje minusy a ktos nieszczesliwy albo srednio zadowolony z wyboru: malzenstwo(zycie we dwoje) i dzieci moglby nie uwierzyc, bo przeciez oni maja wolnosc, moga sie realizowac jak chca, po co kompromisy, robisz co chcesz, nie jestes za nikogo odpowiedzialny i nikt ci dupy nie zawraca.
        • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 29.06.15, 11:29
          kag73 napisała:

          "(...)To tak jak ja jako matka opowiadam kolezance, ktora bardzo chce miec dziecko, a nie moze, ze mozna byc szczesliwym rowniez bez dziecka. Taaa, ale ja je jednak mam. I skoro ona tego chce, bo szczesliwa nie jest, to ja wlasciwie moglam w ogole geby nie otwierac (...)"

          Wiesz co Kag, ja mam takie porównanie, że z posiadaniem rodziny,dzieci, byciem w małżeństwie to jest jak z pracą, lepiej ją mieć i narzekać na nią, niż być bez pracy....Żadne pocieszenia o plusach braku pracy nie działają, jak się nie czerpie korzyści w postaci wynagrodzenia za nią i przeżywa się ciężkie frustracje ( chyba,że się jest rentierem, to inna sprawa;-)
          To jest też tak, jak pocieszać kogoś własnego domu,że co to za problem, można wynajmować, z perspektywy osoby będącej w posiadaniu księgi wieczystej na nieruchomość.
          "Stan posiadania" to też obowiązki, nie tylko profity, ale jednak na plus ( zazwyczaj)
          • hello-kitty2 Re: małżeństwa są przereklamowane 29.06.15, 12:45
            mojemail3 napisała:

            > Wiesz co Kag, ja mam takie porównanie, że z posiadaniem rodziny,dzieci, byciem
            > w małżeństwie to jest jak z pracą, lepiej ją mieć i narzekać na nią, niż być b
            > ez pracy....Żadne pocieszenia o plusach braku pracy nie działają, jak się nie c
            > zerpie korzyści w postaci wynagrodzenia za nią i przeżywa się ciężkie frustracj
            > e ( chyba,że się jest rentierem, to inna sprawa;-)

            Nieprawdziwe. Praca tez musi byc satysfakcjonujaca (w szerszym rozumieniu a nie tylko w odniesieniu do wynagrodzenia) jak zwiazek, malzenstwo i rodzina. A jak nie wierzysz to zapraszam na obczyzne i do sprzatania albo do czegos tak stresujacego, ze kazdego ranka lapie cie rozwolnienie ze strachu przed pojsciem do pracy. Po prostu nie jestes w stanie zrozumiec, ze inni ludzie moga miec inaczej, a Kag potrafi (komplemencik ;), jak sadze.
            • mojemail3 Re: małżeństwa są przereklamowane 29.06.15, 12:56
              hello-kitty2 napisała:

              > Nieprawdziwe. Praca tez musi byc satysfakcjonujaca (w szerszym rozumieniu a nie
              > tylko w odniesieniu do wynagrodzenia) jak zwiazek, malzenstwo i rodzina.

              Prawdziwe, tylko nie podałam opcji,że praca i związek powinna być udana i satysfakcjonująca...
              Ale jestem tak zmęczona, że padam na pysk- byle do urlopu;-)
              Bo i w pracy i w związku trzeba czasem wytrzymać gorszy okres, a nie od razu rzucac w diabły ( choć, jak mówią z pracą się ślubu nie bierze...)
              • kag73 to jest reklama! 29.06.15, 16:45
                www.youtube.com/watch?v=Zlv1rdcpS9M
                • maracooja Zawsze jest alternatywa :D 29.06.15, 17:00
                  www.fronda.pl/a/nie-masz-meza-a-moze-bog-chce-bys-byla-zakonnica,53256.html
    • urquhart Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 10:33
      twojabogini napisała:

      > Ot co.

      Widziałem sporo dowodów że jest jednak dokładnie odwrotnie. Pomijając kwestie pożądania które rządzi się swoimi prawami i nie jest kontrolowane świadomie, to jednak ludzie w małżeństwie budują nastawienie które poddawane jest próbie gdy jedno nagle ulega wypadkowi, ciężkiej chorobie, czy choćby katastrofie zawodowej.
    • rekreativa Re: małżeństwa są przereklamowane 27.06.15, 16:21
      Nie mam takiego wrażenia. Raczej odwrotnie, uważam, że małżeństwa mają przesadnie czarny PR w obecnych czasach.
      Ja 7 lat żyłam bez ślubu, teraz 3 lata po ślubie i różnicy nie widzę żadnej. Jest dobrze, ale tak samo.
      Natomiast porównując stan swój związkowy z singielskim, to stanowczo wolę związkowy. Tyle że ja nigdy nie byłam singielka z wyboru, to po pierwsze. A po drugie - mam udanego męża.
    • kag73 a tak wracajac do tematu... 29.06.15, 10:11
      ...nigdy nie slyszalam reklamy/reklamowania malzenstwa:)
      W Polsce owszem mialam okazje uslyszec nie raz, przy okazji jakichs nowozencow albo planujacych slub, teksty zonatych pt. "A niech sie zenia, po co maja miec lepiej od nas!"
      Malzenstwo jest po prostu/bylo do tej pory najbardziej rozpowszechniona forma zycia we dwoje, przynajmniej w niektorych krajach, Polska rowniez do niech nalezy. A zatem pobieramy sie, bo...wszyscy tak robia, normalna kolej rzczy, utarta norma. W dodatku slub ozacza dla katolikow pozwolenie oficjalne na seks, bo wiadomo, ze przed slubem zabronione ;) No i jeszcze do niedawne: nieslubne dziecko?
      Jest tez przekonanie wsrod wielu ludzi "to jeszcze nie zona /maz", przyjaciolek to mozna miec wiele. I dla wielu dowodem na to, ze jest sie ta wlasciwa/tym wlasciwym jest slub, jest to rodzaj konkretnej deklaracji, co dla niektorych jest wazne, bo bierze sie z nastwawienia innych: dopoki nie zona/maz to spoko mozna tak przejsciowo zanim znajdzie sie lepszy/lepsza.
      Nie ma oczywisccie roznicy jezeli dwoje ludzi zyje ze soba bez slubu i jest to powazny zwiazek z wspolnymi planami, ewentualnie rowniez dzieciowymi. Niemniej jednak kulturowo zakodowane jest nadal: legalizacja zwiazku.
      Wreszcie istotny fakt znizek podatkowych dla malzenstw(np. Niemcy)
      Z przereklamowaniem nie ma to nic wspolnego, moim zdaniem.
      Natomiast czy malzenswto i dzieci sie sprawdza? Czy bajka o tym? Hmm, na dwoje babka wrozyla, to wszystko jest loteria. I w dodatku jaka jest alternatywa? I czy by sie sprawdzila/sprawadzala? Czy sprawdzalo by sie zycie we dwoje bez papierka(dla mnie to to samo co malzenstwo) albo singilestwo i zycie samemu? Moim zdaniem mnie zawsze sa dwie strony medalu i bez gorzkiego nikt by nie wiedzial jak samkuje slodkie.
      Lepiej oczywiscie jak sie nikt do niczego nie zmusza ;)) ale i tutaj nie ma gwarancji, ze sie w praniu sprawdzi chociaz decyzja byla z wlasnej woli, przemyslana, chciana. Bo co sie poodba dzis wcale nie musi podobac sie za rok.

      • twojabogini Re: no to nieźle 01.07.15, 00:29
        Nie miałam wcześniej czasu zajrzeć, ale teraz przeczytałam od dechy do dechy. Bardzo wam dziękuję za szczerość, daliście popalić i pomyśleć :) Bo oprócz zatroskania o znajomych singli i singielki, mi samej zdarza się zastanawiać czy monogamiczny związek małżeński to był optymalny dla mnie wybór. Bo bywa różnie. Co mimo opinii niektórych nie oznacza, że nie jestem szczęśliwa jako matka i żona. Ja tylko potrzebuję jeszcze czegoś więcej. Innych ról, sytuacji. Autentycznie podziwiam kobiety, które się w tych dwóch rolach zamykają. Zero konfliktów wewnętrznych, zero wyrzutów sumienia, zero problemów, że nie jestem idealną matką i żoną. Za grosz we mnie poświęcenia. Na pociechę mąż i dzieci mają się dobrze. Nawet gdy nie ma mnie przy nich na stałe.
        W ramach refleksji: znacznie bardziej rozwijam się w stałym związku i ja jako matka, ja jako ja. To in plus. Ograniczenia są bodźcem rozwojowym. Nadal nie znoszę określania mnie słowem żona - bo to kojarzy mi się nadal z podległością kobiety, funkcjami AGD i opiekunki. Ja tak nie mogę. A funkcjonuję w środowisku w którym jednak większość kobiet jest "poświęcona".
        Mój podły mąż ostatnio posłużył się argumentem niezadowolonej żony, żeby pozbyć się z domu przypadkowo przyplątanych gości z koncertu. Znajomi znajomi, którzy zostali w domu mieli ubaw, że to niby ja mam być tą groźną żoną. Nigdy nikogo z domu nie wyrzuciłam. Chociaż w ramach małżeńskiej telepatii pewnie wyraziłam nieświadomie swoje autentyczne niezadowolenie, bo co tu począć jak goście zaczynają od progu wyrazy zachwytu: wow ale tu dużo przestrzeni, ale duży pokój...Więc tak naprawdę, gdyby nie ja pewnie by ich nie spławiał. Jestem więc okropną żoną czy nie? Gdyby to czytał ktoś kto ostatnio został wyproszony pod pretekstem strasznej złej zony - byłam gotowa nawet wódki się napić z wami. Cziirs.
        Dziękuję dziewczynie, która miała odwagę napisać, że chociaż kocha dzieci, to jednak macierzyństwo jej więcej odbiera niż daje. Kocham moje potwory na zabój, życie oddam, ale często czuję podobnie. Chociaż naprawdę cieszę się z przygody jaką jest bycie mamą. Zaliczyłam pierwszą imprezę chłopców po zakończeniu gimnazjum i część rodziców już się do mnie nie odzywa. :) versus (: Sama nie wiem.
        • mojemail3 Re: no to nieźle 01.07.15, 10:56
          twojabogini napisała:

          "(...)Dziękuję dziewczynie, która miała odwagę napisać, że chociaż kocha dzieci, to jednak macierzyństwo jej więcej odbiera niż daje. Kocham moje potwory na zabój, życie oddam, ale często czuję podobnie. Chociaż naprawdę cieszę się z przygody jaką jest bycie mamą (...)"

          Nic nie poradzę,że mnie takie kobiece ględzenie na temat macierzyństwa nieodmiennie irytuje...
          Jak się ludzie skutecznie rozmnożą, to mają jeszcze wyjście, pt. potomstwo porzucić, albo pokornie to swoje wychowywać...Mnie osobiście nigdy takie dylematy do głowy nie przychodziły, choć nie mam łatwego dzieciaka,ale martyrologii macierzyńskiej nie czuję...
          Ale może jestem dziwadłem,bo kiedyś mąz z wywiadówki wrócił ( jednej z pierwszych) i stwierdził,że już nie pójdzie bo nie może znieść towarzystwa " tych gdakających matek-kwok"...
          • mabelle2000 Re: no to nieźle 01.07.15, 15:30
            mojemail3 napisała:

            >.Mnie osobiście nigdy takie dylematy d
            > o głowy nie przychodziły, choć nie mam łatwego dzieciaka,ale martyrologii macie
            > rzyńskiej nie czuję...

            Bo tez i nikt tu o martylogii nie mowil, to Twoja nadinterpretacja jest :-)
            Wychowanie i opieka nad dziecmi pochlania bardzo duzo czasu i nikt rozsadny z tym faktem nie dyskutuje. Ten czas darowany dzieciom nie jest wymuszony, ani okupiony jakas straszna meczarnia, ale nie ma potrzeby udawac, ze dajac go dzieciom nie ograniczamy tym samym wlasnego rozwoju.
            Mozna oczywiscie scedowac funkcje opiekuncze i wychowawcze na kogos z rodziny/wynajac opiekunke, ale nie o to przeciez chodzi, zeby urodzic dziecko i je "osierocic". Z wlasnych zasobow czasowych trzeba wiec spory kawal uskubac i z dzieckiem sie podzielic. Doby zas wydluzyc sie nie da, wiec sama rozumiesz...
          • ninek04 Re: no to nieźle 01.07.15, 20:37
            Nic nie poradzę,że mnie takie kobiece ględzenie na temat macierzyństwa nieodmiennie irytuje...
            Jak się ludzie skutecznie rozmnożą, to mają jeszcze wyjście, pt. potomstwo porzucić, albo pokornie to swoje wychowywać...

            A mnie irytuje,że ktoś tak z góry łatwo twierdzi i osądza, że macierzyństwo to czas pokornego wychowywania dzieci,że to takie jednowymiarowe i proste,i że nie ma za dużo o czym myślec, tylko trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny.
            Ja nie ględzę,nie jęczę,nie twierdzę, ze poświęcam się dla dobra,i nie użalam się nad sobą ,że mam dzieci.Ale mam przemyślenia, że niekoniecznie do końca się odnajduje w roli matki.
            Kwoki tokujace tylko o dzieciach,albo te bojace się wypuścić swe młode za daleko od swych zbyt opiekuńczych skrzydelek, albo te,które zawsze wiedzą, co dla ich dziecka jest najwlasciwsze-omijam z daleka, bo mierżą mnie i nudzą ich mądrości, albo "dobre"rady.
            • maracooja Re: no to nieźle 02.07.15, 10:53
              A mnie irytuje,że ktoś tak z góry łatwo twierdzi i osądza, że macierzyństwo to
              > czas pokornego wychowywania dzieci,że to takie jednowymiarowe i proste,i że nie
              > ma za dużo o czym myślec, tylko trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny.
              > Ja nie ględzę,nie jęczę,nie twierdzę, ze poświęcam się dla dobra,i nie użalam s
              > ię nad sobą ,że mam dzieci.Ale mam przemyślenia, że niekoniecznie do końca się
              > odnajduje w roli matki.
              Kwoki tokujace tylko o dzieciach,albo te bojace się wypuścić swe młode za dal
              > eko od swych zbyt opiekuńczych skrzydelek, albo te,które zawsze wiedzą, co dla
              > ich dziecka jest najwlasciwsze-omijam z daleka, bo mierżą mnie i nudzą ich mądr
              > ości, albo "dobre"rady.

              Myślę, że jest ogromna przestrzeń pomiędzy fundamentalistyczną kwoką a matka wyrodną.
              Sama się w macierzyńskie spełniam. Młode miałam późno, macierzyństwo od początku było u mnie świadome i miałam poczucie bycia w swoich butach. Co nigdy nie ograniczało i nie ogranicza mojej mentalnej wolności i perspektywy własnego życia.

              Mając dziecko można nadal się rozwijać w innych obszarach, rozwijać swoje pasje. Tylko najpierw trzeba je mieć! I tu widzę problem - nie w samym macierzyństwie, tylko w tym, że ono zapewnia niektórym kobietom życiową aktywność w ogóle, bo gdyby nie macierzyństwo byłyby nikim w swoich oczach i już zupełnie nie miałaby nic do powiedzenia.

              Macierzyństwo mnie nie meczy, natomiast wierzę, że innych może i które mają poczucie, że to nie ich bajka.

        • kag73 Re: no to nieźle 01.07.15, 14:54
          twojabogini napisała:
          Co mimo opinii niektórych nie oznacza, że nie jestem szczęśliwa jako matka i żona.
          > Ja tylko potrzebuję jeszcze czegoś więcej. Innych ról, sytuacji. Autentycznie
          > podziwiam kobiety, które się w tych dwóch rolach zamykają. Zero konfliktów wewn
          > ętrznych, zero wyrzutów sumienia, zero problemów, że nie jestem idealną matką i
          > żoną. Za grosz we mnie poświęcenia. Na pociechę mąż i dzieci mają się dobrze.

          No moim zdaniem takich kobiet "zamykajacych" sie w tych dwoch rolach jest bardzo malo, spora wiekszosc ma jeszcze role "pracownik", bo wiekszosc pracuje zawodowo. To formalnie/zmierzalnie, dla Ciebie rozwoj to moze nastepny dyplom i kredki i kolejny szczebelek na drabinie kariery a dla kogos innego cos innego. W dodatku bycie zona i matka juz samo w sobie jest wyzwaniem, uwazam, bo nie zawsze jest latwo, nie kazdy daje rade.
          Ja np. "podziwiam" kobiety, ktore maja czworke albo piatke dzieci, bo nie wyobrazam sobie siebie tyle razy w ciazy, tyle porodow i potem w dodatku dostalabym zapewne na glowe, bo jestem z tych nie olewajacych, wiec jak te wszystkie dzieciaki ogarnac.

          " Nadal nie znoszę określania mnie słowem żona - bo to kojarzy mi się nadal z podległością ko
          > biety, funkcjami AGD i opiekunki. Ja tak nie mogę. A funkcjonuję w środowisku w
          > którym jednak większość kobiet jest "poświęcona".

          No to jak ma nazywac Cie Twoj maz? Dla mnie to tylko okreslenie stanu cywilnego czy statusu pomiedzy dwojgiem ludzi a jak kto sobie ulada malzenstwo i w malzenstwie to juz kwestia indywidulana chyba.

          > Mój podły mąż ostatnio posłużył się argumentem niezadowolonej żony, żeby pozbyć
          > się z domu przypadkowo przyplątanych gości z koncertu. Znajomi znajomi, którzy
          > zostali w domu mieli ubaw, że to niby ja mam być tą groźną żoną.

          Stary numer, jakby co zwalic na zone albo meza, sam jestes czysty a wszyscy inni jak najbardziej rozumieja sytuacje;)

          > Dziękuję dziewczynie, która miała odwagę napisać, że chociaż kocha dzieci, to j
          > ednak macierzyństwo jej więcej odbiera niż daje. Kocham moje potwory na zabój,
          > życie oddam, ale często czuję podobnie. Chociaż naprawdę cieszę się z przygody
          > jaką jest bycie mamą.

          Nic nie zrobi albo moze zrobic co moze najlepszego z tym co ma. Gdyby wszyscy wszystko wiedzieli z gory i gdyby dalo sie wszystko przewidziec, to wszyscy byliby moze bezgranicznie i zawsze szczesliwi i zylo by sie nam jak w bajce, ale zycie to nie je bajka ;))
          Dokonujemy wyborow i potem ponosimy ich konsekswencje. I w dodatku nie wiemy czy inny wybor bylby rzeczywiscie lepszy.
          Jak myslisz TB jezeli moglabys cofnac czas i zyc swoje zycie od nowa zrobilabys inaczej? Podjelabys inne decyzje? Zdecydowalbys sie na zycie bez meza i dzieci?

    • romantyk999 Re: małżeństwa są przereklamowane 02.07.15, 06:52
      To zależy od małżeństwa :) Jest Szczęście jest wspaniale :) Jest Porażka i jest Piekło :) To od nas zależy co obierzemy ;)
      • marek.zak1 Re: małżeństwa są przereklamowane 02.07.15, 10:04
        romantyk999 napisał:

        > To zależy od małżeństwa :) Jest Szczęście jest wspaniale :) Jest Porażka i jest Piekło :) To od nas zależy co obierzemy ;).
        ----------------------------------------------------------------------

        Sabat, welcome back :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka