Można na zapas?

15.05.07, 00:53
Witam wszystkich!
Poczytuje Was od jakiegoś czasu a dziś przyszla pora na moje żale i problemy.

Od 7 lat jestem w związku. Oboje jesteśmy po przejściach, mamy po jednym
dziecku z poprzednich związków. Oboje jesteśmy po trzydzistce (może raczej
przed czterdziestką) i oboje wiemy czego chcemy. Tworzymy udany, choć burzliwy
związek. Różni nas 'tylko' poziom libido. Mój jest zdecydowanie niższy.

Na początku było ok. Wiadomo, nowa miłość, nowa fascynacja. Później już
troszkę gorzej, jednak udawało się nam wypracować jakieś kompromisy. Ale....

Dwa lata temu M wyjechał do pracy zagranicę. Przyjeżdza do domu średnio co
trzy miesiące, na dwa tygodnie. Chciałby wtedy zbliżeń co dzień, co noc, po
kilka razy. Mówi, że stęsknony, wyposzczony. Ja to rozumiem i bardzo mnie to
cieszy. Tyle że w ciągu tych trzech miesięcy moje libido 'usycha'. Oczywiście
ja też rzucam się na niego pierwszego dnia, drugiego poprawiam..... i
wystarczyłoby. Przynajmniej na tydzień. Nie umiem na zapas :(

Po lekturze tego forum wiem, że wiele pań pozazdrości mi takiego kochanka,
nawet co trzy miesiące. Czuły, kochający, delikatny, kiedy potrzeba potrafi
dać klapsa, dba o moją przyjemność. To on buduje nastrój: szykuje kolacje przy
świecach, dobre drinki. Pilnuje nawet żebym sie zbytnio nie zmęczyła w ciągu
dnia :)
I co z tego? Nacieszę się przez pierwsze dni a potem mi się zwyczajnie nie
chce. Jeżeli dochodzi do zbliżenia, naturalnie jestem zadowolona. Nie ma mowy
żebym nie przeżyła orgazmu. Ale i tak z mojej strony to przymus :(

Dla M ta moja niechęć stanowi poważny problem. Ostatnio poprosił, żebym poszła
do seksuologa. Tłumaczyłam mu, że jego seksualność się rozbudza a moja usycha
przez tą rozłąke ale jemu chodzi o to żeby było inaczej. Też bym tak chciała,
szczególnie, że mamy siebie tak mało....
Wiem, że nasza sytuacja z powodu tej cholernej rozłąki jest trudna. Wiem też,
że masę ludzi żyje w podobnym 'systemie'. Ech życie.....


Poradźcie, można coś z tym zrobić? Jak rozbudzić w sobie super-kobietę na dwa
tygodnie a potem schować ją do szafy na trzy miesiące? Czy to wogóle możliwe?






    • glosatorr Re: Można na zapas? 15.05.07, 09:35
      Nie - to nie jest możliwe. Niestety czasami kobiety tak mają, a nasycenie
      wystarcza kobiecie na dłużej. No macie problem - ale czy ten Twój partner nie
      wpadł na pomysł, by jednak pracować w Twoim mieście?
      Czemu to Ty masz iść do specjalisty, Ty masz się dostosowywać,
      bo Pan ma niewygody?
      Coś mi tu nie gra. Ale może ja juz zaczynam być przeczulony?
      Kiedy dwoje ludzi dąży do kompromisu satysfakcjonującego obie strony
      zawsze do tego kompromisu dojdzie.
    • eeela Re: Można na zapas? 15.05.07, 10:48
      Bardzo dobrze rozumiem zjawisko 'usychajacego' libida. Miedzy moim pierwszym a
      drugim partnerem byly dwa lata przerwy. Moje potrzeby wowczas niemalze zanikly -
      nie bylo wokol interesujacego mnie materialu, wiec moje cialo jak gdyby
      'zapomnialo' o seksie niemal calkowicie. Ale tez jak spotkalam obecnego
      partnera, 'przypomnialam' sobie natychmiast :-) Troche tylko dziwne, ze nie
      mozesz sobie 'przypomniec', kiedy twoj luby przyjezdza!
    • sagittka Re: Można na zapas? 15.05.07, 17:06
      Nie da się na zapas bez straty jakości.

      Piszesz, że kilka pierwszych dni jest dobrze, a potem nie masz już ochoty. To
      naturalne w sytuacji, gdy przyzwyczaiłaś się do rzadkich zbliżeń.
      Przy regularnym współżyciu po jakimś czasie pojawia się pewien rytm, zaburzany
      czasem w jedną lub drugą stronę, ale można się do tego przyzwyczaić.
      Np. mój mąż wykazuje ochotę najwyżej 2 razy w tygodniu, chyba że uda mi się
      zaburzyć ten rytm jakąś ekstra niespodziewaną podnietą. Wiem, że gdybym
      nalegała np. na seks codzienny, to nie mogę wtedy liczyć na zadawalającą
      jakość, na jego zaangażowanie, co najwyżej na to, że łaskawie wystawi się, a ja
      mogę się pobawić, ale wtedy to wolę wibrator.

      Oczywiście możemy założyć, że kolejne dni mogłabyś poświęcić partnerowi i po
      prostu pójść z nim do łóżka dla jego przyjemności, ale czy tego chciałby?
      Trudno, żebys udawała wielką ochotę, gdy jej nie ma, możesz raczej
      zaproponować, że go zaspokoisz, ale bez euforii z twojej strony.
      Myślę, że tylko prostytutki są w stanie z udawanym zaangażowaniem uprawiać seks
      kilka razy dziennie, przez 2 tygodnie nonstop (no może jeszcze zakochani też:))

      To jest konsekwencja waszego trybu życia, masz rację, że nie jest łatwo przez 2
      tygodnie być demonem seksu, a potem przez 3 miesiące wierną cnotliwą trwającą w
      bezseksiu.
    • avide Re: Można na zapas? 15.05.07, 17:15
      A nie próbowałaś masturbacji dla podtrzymania libido ????
      Pobudzając się w ten sposób choćby 1-2 razy w tygodniu utrzymasz się w jako
      takim rytmie.
      Jako facet nawet jak nie miałem patrnerki do seksu zawsze jednak relularna ilość
      orgazmów w roku była i jest. :)) Żona szwankuje, radzę sobie sam, żona daje rade
      nie muszę nadrabiać zaległości. Może dzięki temu nie miałem nigdy problemów z
      potencją. Wszystko działą w jako takim rytmie.
      Tak jak w sporcie. Jak masz przerwę jest trudno nagle dać z siebie dużo. Dasz
      raz góra dwa ale organizm sam poprosi o przewę. co innego organizm wytrenowany,
      ten to potrafi :))))).
      Spytaj się męża czy on również przez 3 miesiące ma abstynencje czy może radzi
      sobie jakoś ;))).
      Pamiętam jak będąc już w małżeństwie miałem okres delegacji i z żoną widzieliśmy
      się przez jakieś czas rzadko, co kilka miesięcy czyli podobnie jak u was. Chyba
      bym oszalał gdyby nie ręka :)))). Może i u ciebie masturbacja zadziała, bo ją
      przecież można polubić nawet jak tego wcześniej nie robiłaś. Ważne żeby się tego
      nie wstydzić bo to dobre dla moherowych beretów, a tu chodzi o twoją i męża
      satysfakcję.
      Pomyśl
      Pozdarwiam.

      PS. Jak dla mnie to chyba jedyne logiczne wyjście z sytuacji. Kochanka pomijam
      oczywiście.
    • killarney5 Re: Można na zapas? 15.05.07, 20:15
      >
      > Poradźcie, można coś z tym zrobić? Jak rozbudzić w sobie super-kobietę na dwa
      > tygodnie a potem schować ją do szafy na trzy miesiące? Czy to wogóle możliwe?
      >
      Tak. Żyję w związku na odległość, spotykamy się parę razy w roku, na tydzień-dwa
      - i jest to czas bardzo intensywnego cieszenia się sobą w łóżku - i poza nim.
      Ale ja mam zdecydowanie duże libido i jest to stan dla mnie naturalny - choć
      umiem żyć bez seksu, gdy jestem sama.
    • dalidka Re: Można na zapas? 15.05.07, 23:13
      Dzięki za Wasze rady i opinie.

      Piszecie dużo o masturbacji.
      Oczywiście ale w swoim rytmie. Tzn raz na tydzień, raz na pięć dni a M chciałby
      sexu co dzień albo i częściej :)

      Reasumując.
      Wygląda na to, że moim bezpośrednim problemem nie jest samo rozstanie tylko
      niskie libido.
      Natomiast nasze długie niewidzenie powoduje, że M domaga się codziennego sexu.
      Poprawcie jeżeli źle kapuje.
      Kiedy byliśmy razem na codzień rzeczywiście nie było z tym problemu. Zawsze
      można znaleść jakiś kompromis. Ale w tej sytuacji?

      A teraz następne pytanie:
      Co dalej?
      Jak zwiększyć libido na dwa tygodnie w kwartale? Nie mam ochoty onanizować sie
      dwa razy dziennie podczas jego nieobecności :)
      • avide Re: Można na zapas? 16.05.07, 11:43
        Ojj cięzka sprawa.
        Choć zastanawia mnie mocno fakt, że jak byliście razem to było oki. Chyba że
        pisząc ok miałaś na myśli że jak Ci się nie chciało to zawsze jakoś się w
        sensowny sposób wymigałaś. Teraz jak ma Cię rzadko chce sie nacieszyć Tobą w
        każdej wolej chwili. Wcale mu sie nie dziwię.

        Nie wierzę, że poprawisz swoje libido. Tak masz i już. Jedyne co wg mnie w
        takiej sytuacji można zrobić to:
        A) Ponieważ jest taki cudownym facetem, kochasz go bezwarunkowo zacznij myśleć o
        tym, że będąc z nim sprawiasz mu tym ogromna przyjemność. Jeśli udać Ci się
        nauczyć odnajdywać przyjemność ze zbliżenia ponieważ sprawiasz mu tym niopisana
        przyjemność, to może jakoś to będzie.
        B) Stosuj zamiennie środki zastępcze. Uwodź go, przez te dwa tygodnie, na
        początku sex, później żeby dać sobie odpocząć zaserwuj mu coś innego, fellatio,
        pieszczoty ręką, może szybki (naprawdę:))) numerek i tak żongluj tymi sztuczkami
        naprzemiennie wplatając w to co jakiś czas pełnowartościowy sex od A do Z.
        stymulując go tak, mężczyzna nie będzie czuł się odtrącony, będzie widział twoje
        zaangażowanie, różny repertułał. Mężczyźnie zazwyczaj chodzi o wielki finał
        czyli orgazm. Jeśli nie masz ochoty na penetracje innymi sposobami mu to
        zapewnisz a sama dasz sobie trochę czasu.
        Gorzej jeśli pieszczoty oralne czy ręką z jakichś powodów nie wchodzą w grę.
        No i powiedz mu dokładnie, kawa na ławe czemu tak sie dzieje. Jeśłi kocha
        zrozumie, choc łatwo mu nie będzie.
        No i na koniec zrozumienie wzajemne, zarówno z jego strony jak i twojej. On się
        trochę przyhamuje, ty dasz więcej niż byś chciała i może się gdzieś pośrodku
        spotkacie. Rożnica w potrzebach to klasyka i rzadko komu udaje sie dostosować
        własne niskie libido do potrzeb partnera o wysokim libido.
        Życie.

        Powodzenia życzę.
        • dalidka Re: Można na zapas? 16.05.07, 12:17
          avide napisał:

          > Ojj cięzka sprawa.
          > Choć zastanawia mnie mocno fakt, że jak byliście razem to było oki. Chyba że
          > pisząc ok miałaś na myśli że jak Ci się nie chciało to zawsze jakoś się w
          > sensowny sposób wymigałaś. Teraz jak ma Cię rzadko chce sie nacieszyć Tobą w
          > każdej wolej chwili. Wcale mu sie nie dziwię.

          Wiesz, jak byliśmy razem to łatwiej było różnice temperamntów jakoś zniwelować.
          Raz ja się nagięłam, raz on i większych problemów nie było. Wtedy nie oczekiwał
          codziennego sexu, wystarczyło powiedzmy co 3-4 dni więc i mnie było łatwiej bo
          rozdzwięk nie był tak duży jak teraz.

          Jemu też się nie dziwie. Raczej sobie bo też bym się chciała nacieszyć a moje
          ciało powraca natychmiast do swojego rytmu. Sex jest dla mnie ważną częścią
          życia, więc naturalnie cierpie z powodu takiego stanu rzeczy. Jak to jest, że
          mimo, że zawsze odczuwam satysfakcje to mi się tak mało chce?

          Z M rozmawialiśmy już o tym nie raz i sama widzę, że próbuje mnie zrozumieć
          (nawet gderać i narzekać przestał :)).
          Pieszczoty wszystkiego typu oczywiście wchodzą w grę ale jemu ciągle mało i nie
          udaje się na tym poprzestać. Myślę, że nie chodzi tu nawet o kulminacje ale o tą
          niesamowitą bliskość i oddanie wynikające ze zbliżenia.

          Dobrze prawisz o zaangażowaniu. Chyba tu jest klucz do wszystkiego. Nad tym
          muszę popracować i mam nadzieję, że będzie lepiej.
          Myślałam, że może jest jakaś magiczna tabletka, łykne i już :)))))) A tu ciężka
          praca nad sobą, nad nami. Ech, szkoda, że dopiero w lipcu..........
          • avide Re: Można na zapas? 16.05.07, 12:44
            a propos tabletki. :))
            Ten kto wymyśli viagre dla kobiet bez skutków ubocznych będzie bogatszy od
            właściciela Microsoftu.

            Wg poważnych książek jesteś jak najbardziej normalną kobietą. Wszystko z Tobą w
            porządku. Po prostu twoje ciało potrzebuje tyle i już. Jeden będzie pił 2
            butelki wody a inny zadowoli się dwiema szklankami, i oboje ugasza pragnienie.

            Jeśli faktycznie jak już dojdzie do zbliżenia odczuwasz satysfakcję, po prostu
            nie odmawiaj. Może nie będziesz zachęcać, ale i nie będziesz odmawiać.
            Mam taką przyjaciółkę, mówi mi, że jej facet chce codziennie a ona ... no
            średnio, ale zawsze jak dojdzie już co do czego jest jej dobrze, tylko jak to
            ona twierdzi "najgorzej jest sie do tego wszystkiego zabrać" :))))))))).

            Gdybyś nie miała przyjemności w zbliżeniu było by duzo gorzej. A tak :))
            "kochany mężu chcesz to sobie weź". Nie jest to najchwalebniejsza postawa bo po
            kilku-kilkunastu latach ciągłego brania odechciewa się już brać i chce się by ta
            druga strona też czasem chciała "wziąć" ale ....
            Jak się nie ma co sie lubi to sie lubi co się ma.

            Pozdrawiam.
            • avide PS 16.05.07, 13:05
              Swoją drogą, współczuję takiego życia.
              Jeżeli zależy ci na facecie stań na głowie abyście za długo nie trwali w takiej
              rozłące. To nigdy nie służy związkowi.
              Wiem bo sam przez długi czas tak próbowałem ciągnąć. Powiedziałem sobie DOŚĆ.
              Poświęciłem część swoich marzeń, zona również, ale za to codziennie wieczorem
              przytulamy sie i razem zasypiamy w jednym łóżku i jak dla mnie jest to nie do
              przecenienia.

              W firmie w której pracuję prawie połowa ludzi jeździ jak Twój mąż. Wiesz co
              zaobserwowałem. tacy co są juz weteranami z kilkunastoletnim staże, w tkich
              rozjazdach często traca kontakt i ta więź emocjonalną z rodziną. Jadą do domu i
              na początku jest fajnie. Tak do kilku dni. Po tym czasie jak euforia powrotu
              opadnie zaczynają sie schody. Wszystko zaczyna ich irytować, denerwować itp.
              Efekt. Wyjazdu czekają ja znbawienia. Nie przebywając na codzień z rodzina nie
              potrafia czuć jak ta rodzina, nie potyrafia żyć życiem tej rodziny. stają sie
              takimi bradziej gośćmi w domu niz domownikami. Nie wiedzą jakie problemy drążą
              ich dzieci, często przestają rozumieć sowje żony. Koszmar. Połowa mojej rodziny
              tak jeździ. Ja się zawziąłem i powiedziałem NIE. Co z tego, że na zachodzie
              zarobiłbym 4 razy tyle, skoro sąsiad bzykał by mi zonę, ja pewnie jakąś kochankę
              , a moje dzieciaki traktowały by mnie bardziej jak świętego mikołaja od
              prezentów niz ojca. We wszystkich rodzinach w których ojcowie tak jeździli
              dzieci tak właśnie postrzegały swoich "tatusiuów"
              Stań na głowie i będźcie razem, tobie odejdzie problem seksu, rodzina w
              komplecie, wszyscy będą szczęśliwsi.

              Pozdrawiam.
Pełna wersja