Dodaj do ulubionych

on prosi o drugą szansę...

26.10.07, 08:27
Zebrałam dowody winy męża , przedstawiłam je jasno na spokojnie ,
bez krzyków mężowi. Powiedziałam, że to koniec ponieważ nie mam
zamiaru żyć z człowiekiem, który mnie okłamuje pozornie wiodąc
szczęśliwe i ustablilizowane życie a potajemnie flirtując z
nastolatkami. Powiedziałam, że nie mam do niego zaufania i że chyba
już nigdy nie da sie odbudowac tego co było. Powiedziałam , żeby to
wszystko przemyślał i żebyśmy potem na spokojnie porozmawiali o
rozstaniu. Mąż był tak zaskoczony, że nic nie mówił. Spędził cały
wieczór w swoim pokoju patrząc tępo w okno, bez słowa... Wczoraj po
pracy wparował do domu z kwiatami, przepraszając za wszystko,
płacząc i obiecując że się zmieni. Prosi o drugą szansę... i co
teraz?
Obserwuj wątek
    • loppe Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 10:07

      A więc jesteś liderem związku. Masz przewagę a werdykt należy do
      Ciebie.
      • zitke Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 10:31
        Mysle ze powinnas dac szanse . Czlowiek jest tylko czlowiekiem . A maz niech
        zakonczy swoje nocne rozmowy na gg . Rozumiem ze bycie pedagogiem ciagnie za
        soba jakiesm obowiazki ale przeciez sa jakies granice. Zycze zeby wam sie udalo ...
    • gomory Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 10:31
      > i co teraz?

      Zrobimy na forum glosowanie by demokratycznie powiedziec Ci co masz robic ze swoim zyciem ;).
      • zelm71 Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 11:06
        Daj mu szansę - ostatnią. Sama wiesz że na teraz już tak nie będzie
        jak kiedyś, może z czasem wszystko wróci do normy. Ale nie ufaj mu
        do końca.
        Jak dobrze nim pokierujesz - a teraz masz przewagę - to może wyjdzie
        facet na ludzi. Może wreszcie coś zrozumiał i dotarły do niego pewne
        argumenty. Czasem taki wstrząs pomaga a ludzie potrafią się zmienić.
    • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 11:13
      yenna29 napisała:

      > Zebrałam dowody winy męża , przedstawiłam je jasno na spokojnie ,
      > bez krzyków mężowi. Powiedziałam, że to koniec ...Powiedziałam, że
      nie mam do niego zaufania .... Mąż był tak zaskoczony... po
      > pracy wparował do domu z kwiatami, przepraszając za wszystko,
      > płacząc i obiecując że się zmieni. Prosi o drugą szansę... i co
      > teraz?

      Przeczytaj sama co napisałaś.
      Wykreśliłem zbędne słowa.
      Albo jesteś konsekwentna i wyciagasz konsekwencje ze swoich słów
      (popatrz na te dowody) - albo jesteś niekonsekwentna.
      Zawsze tak jest, jak facet ma w dupie swoją kobietę, nie zwraca na
      nią uwagi, nie czuje nic do niej i robi swoje mając przekonanie, iż
      jest nie do obalenia, że jego pozycja jest bezpieczna.
      I nagle widzi kobiete, którą do tej pory miał gdzieś w sytuacji, w
      której ona ma wszystkie atuty w swoich rekach i trzyma faceta za
      jaja.
      I co on robi? Leci po kawiatki, leje ślozy i patrzy oczami Kota ze
      Shreka! "daj szansę"!
      A on Ci ją dał?
      Szanse na co? Na przeczekanie? Na to, że juz drugi raz się nie da
      złapać? Że teraz będzie uważał? Że odczeka rok, może dwa i jak
      zobaczysz, że znowu jest "normalnie" powróci do swoich praktyk? A
      może nawet wcześniej? Tylko już się mocno pilnując?

      Tak - on chlipie, leje ślozy - bo się przestraszył. Nagle zobaczył,
      iż "KRÓL JEST NAGI" - że idziesz do sądu, dostajesz orzeczenie o
      winie, mało tego, facet może stracić robotę za romanse z uczennicami
      i widzi swoją przyszłość czarno, bo oto nagle Pan stał się
      niewolnikiem a niewolnica Panią!

      Oczywiście - możesz mu dac szanse. masz zapewne wielkie serce, łzy
      przyłapanego na flircikach męża mogą skruszyć serce. Ale czy
      odbuduje Ci uczucia? Zaufanie? Nagle zaczniesz mu wierzyć?
      Zapomnisz? Schowasz "dowody" i przytulisz się do niego miłosiernie
      mówiąc mu "wybaczam Ci"?
      Oczywiście, możesz - pewnie, licząc na cud, na to, że on "przejrzy
      na oczy" i teraz będzie grzeczny.
      Ale niech dotrze do Ciebie to, że on będzie grzeczny - bo się Ciebie
      rpzestraszył i tego co możesz mu zrobić. Bo on poleciał po kwiatki,
      błaga o szanse - bo możesz mu rozwalić życie. Bo wcześniej miał Cię
      w dupie, Twoje łzy miał gdzieś a teraz po prostu widzi, że jego
      pewność siebie go zgubiła.

      Miej świadomość, że Ty nie zapomnisz, że będziesz tylko czekała,
      kiedy znowu coś się wydarzy a on będzie z Tobą nie dlatego, że Cię
      kocha (bo gdyby Cie kochał, nie robiłby tego co opisywałaś) ale
      dlatego, że się boi, iż rozwalisz mu zycie! Będzie z Tobą ze strachu.

      Tak - a wybór należy do Ciebie. Pytanie "co wy na to" uważam tutaj
      nie na miejscu, bo widzę, że nie wyciągasz do końca wniosków z tego
      co pisaliśmy do Ciebie wcześniej. A może się mylę?
      No masz dowody... a teraz decyduj - naucz się podejmowac decyzje
      sama, bo jak widzisz umiesz podejmowac decyzje, a teraz naucz się
      konsekwencji. Naucz się... przyda Ci się ... teraz lub kiedyś.
      • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 11:36
        Konsekwencja - sobie, a życie.. sobie. To nie jest takie proste. Po
        pierwsze - jest Dziecko. Po drugie - Nikt nie jest bezbłędny i,
        nawet jeśli teraz Ona nie ma nic na sumieniu, to nie może ręczyć za
        każdą kolejną godzinę swojego życia. Jeśli Go skreśli, może kiedyś
        mieć spore wyrzuty sumienia, jeśli Ktoś skreśli Ją, gdy się zapomni,
        a potem szczerze tego będzie żałowała. Po trzecie.. ze zdradzającymi
        to jest tak (tu nawet nie do końca była to zdrada), ze jak to zrobią
        raz i do Nich dotrze, że krzywdzą, to albo sumienie puści całkiem i
        będą to robić notorycznie, albo.. nie powtórzą tego nigdy - bo owo
        sumienie do końca życia będzie przypominać "pamiętasz jej krzywdę?".
        Wreszcie, o czwarte, warto poza orzeczeniem o winie wziąć na wagę
        dwie sprawy: ważniejszy jest Związek, czy flirt? O tym, że - po
        piąte - tylko kochającemu, ale SIEBIE bardziej niż drugą Osobę,
        łatwo jest powiedzieć "wara z mojego życia", już nawet nie wspominam
        szerzej, bo to.. oczywiste chyba?
        • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 12:04
          p_k_79 napisała:

          > Konsekwencja - sobie, a życie.. sobie.

          Jeśli tak jest, to życie zwykle się rozpieprza pierwsze. Drugie co
          się rozpieprza - to człowiek, który pozostawił konsekwencje za sobą.

          >Po pierwsze - jest Dziecko.

          A dziecko co ma do tego? Straci rodziców? Nie - rodzice nie umierają.
          Za to dziecko jako alibi - to krzywda dla dziecka.

          > Po drugie - Nikt nie jest bezbłędny

          To wymówka, kolejne alibi. Jak to nikt? To czemu dawniej i dzisiaj,
          chodź rzadko, ludzie kochają się aż do śmierci? Bo się kochają.

          > jeśli teraz Ona nie ma nic na sumieniu,

          Ja czytałem co pisała koleżanka. Nie widziałem w tym co pisze jej
          winy. To nie przypadek biblijny - gdzie można sobie mazać palcem na
          piasku i mówić: "kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień".

          > Jeśli Go skreśli, może kiedyś
          > mieć spore wyrzuty sumienia

          Z jakiego powodu? Że kazała niewiernemu odejść? Że facet, który
          olewał żonę, jej łzy i zostawiał ją samą poświęcając czas na
          flirtowanie z małolatami - teraz chwycony za jaja błaga o litość?
          Wyrzuty sumienia są wtedy, kiedy to my robimy coś złego. A Autorka
          watku opisywała tutaj swoje losy i ja widziałem wyraźnie kobiete,
          którą jej własny mąż miał głęboko gdzieś. Teraz czas na konsekwencje.

          > Po trzecie.. ze zdradzającymi
          > to jest tak (tu nawet nie do końca była to zdrada)

          To była zdrada. Powiem więcej - pomimo wspólnego zamieszkania
          Autorka została pozostawiona przez męża. Ich wspólne mieszkanie to
          wygoda dla męża ale niewygoda dla zony.
          Takie sa fakty.

          >, ze jak to zrobią
          > raz i do Nich dotrze, że krzywdzą,

          Oni wiedzą, że krzywdzą. I pan Małżonek miał to gdzieś. Problem w
          tym, że teraz on poczuł, że ponosi konsekwencje i dlatego błaga o
          litość. Kiedy go wczesniej żona o to samo pytała, on miał to gdzieś.

          > to albo sumienie puści całkiem i
          > będą to robić notorycznie, albo.. nie powtórzą tego nigdy

          Proszę mi wybaczyć, ale jestem za stary w wiarę w bajki i nawrócenie
          zdradzających, niekochających współmałżonków. Nie mówiąc już, że nie
          wierzę, iż kobieta może zapomnieć to jak ją traktował mąż. tak samo
          jak nie wierzę w lwy ludożeróców, które zapominają jak smakuje
          świeże ludzkie mięso. W Afryce całe plemiona polują na takie lwy bo
          wiedzą, że taki lew na wolności, to kolejny zjedzony ziomal. Ty
          pewnie byś broniła takiego lwa przed zabiciem, prawda? Jestem
          realistą. Autorka nie zapomni, jej mąż nie zapomni - problem w tym,
          że on z nią będzie, owszem - będzie może i cudownie do czasu, kiedy
          poczuje się znowu bezpieczny. I będzie z Nią nie z miłości - ale ZE
          STRACHU. A Ona dlaczego z nim będzie? Pewnie też ze strachu, jak Ty
          chcesz - z obawy, że nie zrobiła wszystkiego i że trzeba wybaczać i
          dawać szanse. Ja jej tego nie bronię - ma dziewczyna wiele czasu
          przed sobą - a to, że ten czas będzie zmarnowany? No cóż - ludzie
          mogą być rozrzutni. ja im tego nie bronię.


          > - bo owo
          > sumienie do końca życia będzie przypominać "pamiętasz jej
          krzywdę?".

          A wcześniej to sumienie mu nie przypominało? I co się stało takiego,
          że wczęsniej to sumienie okłamane, zafałszowane, pozwalające męzowi
          na ukradkowe flirty, spotkania z nastolatkami, odwracanie się na łzy
          zony, na jej ból plecami - stanie się nagle klarowne, jasne i silne?
          Ja jestem realistą - prosze mi wybaczyć, ale nigdzie się nie
          spotkałem z przypadkiem, by sumienie kłamliwe nagle stało się
          sumieniem dojrzałym. I napewno nie z powodu strachu.

          > Wreszcie, o czwarte, warto poza orzeczeniem o winie wziąć na wagę
          > dwie sprawy: ważniejszy jest Związek, czy flirt?

          Dla męża było oczywiste do tej pory, że flirt. A teraz będzie na
          jakiś czas zona ważniejsza. Ale nie znam przypadku, gdzie związek
          jest ważniejszy od dobra osób stanowiących związek. jak na razie
          było dobrze męzowi - a żonie będzie dobrze? Ja watpię.

          > O tym, że - po
          > piąte - tylko kochającemu, ale SIEBIE bardziej niż drugą Osobę,
          > łatwo jest powiedzieć "wara z mojego życia", już nawet nie
          wspominam
          > szerzej, bo to.. oczywiste chyba?

          Nie rozumiem cóżeś niewiasto tu napisała. Kto tu kocha a kto nie
          kocha? Wg. mnie nie kocha mąż. A czy można mówić o Miłości, gdy
          jedna osoba straciła zaufanie, ma dowody zdrady? Nie - nie ma mowy o
          miłości, jesli nie ma zaufania. A raz utracone zaufanie jest nie do
          odbudowania. Bo taką mamy niestety konstrukcję, że bolesnych, złych
          rzeczy nigdy nie zapominamy. Nigdy - nawet jak się ma totalną
          sklerozę.
          • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 12:39
            glosatorr napisał:

            >
            > Jeśli tak jest, to życie zwykle się rozpieprza pierwsze. Drugie co
            > się rozpieprza - to człowiek, który pozostawił konsekwencje za
            sobą.

            Nie.. to znaczy, że życie nie jest tylko systemem zero-jedynkowym.
            Twoim zdaniem konsekwencja jest tu ważniejsza, niż Związek? No to,
            Ona, konsekwentnie powinna być z Nim, bo Mu kiedyś przyrzekała w
            takim razie (i nie przyrzekała "(...) oraz, że Cię nie opuszczę -
            tylko od warunkiem, że nie będziesz flirtował.." tam nie ma takiego
            zastrzeżenia:)). Bzdura? Do sześcianu, bo.. konsekwencja sobie, a
            życie.. itd.


            >
            > A dziecko co ma do tego?

            Bardzo wiele. Ono nie zrozumie, dlaczego przez "jakieś rozmowy
            Mamusia już nie kocha Tatusia i Go wyrzuca z domu" - tak to będzie
            widziało, jest Dzieckiem.

            Straci rodziców?

            W jego przekonaniu, przez długi czas jeszcze, tak. W dodatku
            najprawdopodobniej znajdzie Rodzica "bardziej winnego" i gwarantuję
            Ci, że to nie będzie błagający o wybaczenie, zapewniający o uczuciu
            Tatuś, tylko Mamusia, która Go widocznie nie kocha, skoro wyrzuca..


            > Za to dziecko jako alibi - to krzywda dla dziecka.

            Nie ma tam nigdzie Dziecka, jako alibii. Jest spojrzenie na całość
            sprawy oczami Dziecka - czyli to spojrzenie, jakie powinni mieć
            Rodzice.



            > To wymówka, kolejne alibi. Jak to nikt? To czemu dawniej i
            dzisiaj,
            > chodź rzadko, ludzie kochają się aż do śmierci? Bo się kochają.

            Zgadza się. I jesteś w stanie zaręczyć za tych wszystkich Ludzi, że
            żadnemu nie przytrafił się po drodze flirt, który nigdy się nie
            wydał? Może dlatego są do teraz razem? A może dlatego, że potrafili
            przebaczyć, dojrzale oceniając, co jest ważne, ważniejsze, a co..
            najważmniejsze? Zamiast reagować impulsywnie i wyprowadzać się z
            domu, bo dach przecieka.. dach można naprawić, jeśli cała
            konstrukcja domu nie została jeszcze naruszona na tyle, by sam dom
            runął..



            >
            > Ja czytałem co pisała koleżanka. Nie widziałem w tym co pisze jej
            > winy.

            A ja nic takiego nie zasugerowałam. Przeczytaj raz jeszcze. teraz
            nie ma nic na sumieniu. Ale w przyszłości może się jej życie
            potoczyć różnie. Kiedyś to Ona może potrzebować przebaczenia i
            drugiej szansy i.. jej nie dostać. I wtedy przypomni sobie, że sama
            też jej nie dała - podwójna trauma, bo jak prosić o coś, czego
            samemu dać się nie potrafiło?



            >
            > Z jakiego powodu? Że kazała niewiernemu odejść? Że facet, który
            > olewał żonę, jej łzy i zostawiał ją samą poświęcając czas na
            > flirtowanie z małolatami - teraz chwycony za jaja błaga o litość?

            Fajnie podkoloryzowałeś, ale.. za ostro chyba, co?:)



            > Wyrzuty sumienia są wtedy, kiedy to my robimy coś złego. A Autorka
            > watku opisywała tutaj swoje losy i ja widziałem wyraźnie kobiete,
            > którą jej własny mąż miał głęboko gdzieś. Teraz czas na
            konsekwencje.

            Nie, wyrzuty sumienia pojawiają się też, jeśli nie potrafimy zrobić
            czegoś dobrego.. a dobrem tu jest, pomimo własnej krzywdy, dać drugą
            szansę. Trzeba wielkiego wysiłku, żeby wznieść się ponad własną
            zranioną miłość, ale.. to się udaje, jeśli wyżej ceni się Rodzinę,
            nie siebie, jako Jednostkę.



            > To była zdrada. Powiem więcej - pomimo wspólnego zamieszkania
            > Autorka została pozostawiona przez męża. Ich wspólne mieszkanie to
            > wygoda dla męża ale niewygoda dla zony.
            > Takie sa fakty.

            W Twojej ocenie. W mojej - nie.



            > Oni wiedzą, że krzywdzą. I pan Małżonek miał to gdzieś. Problem w
            > tym, że teraz on poczuł, że ponosi konsekwencje i dlatego błaga o
            > litość. Kiedy go wczesniej żona o to samo pytała, on miał to
            gdzieś.

            Jesteś NIM? Jeśli nie jesteś, to może nie feruj wyroków, co On teraz
            czuje i co zrozumiał, dobrze? Bo tak naprawdę nie masz o tym bladego
            pojęcia..



            Jestem
            > realistą.

            No właśnie ja też.. Dlatego dopuszczam do siebie myśl, że bywa
            różnie - Ty masz niesamowicie ciasne widzenie sprawy. Może
            podyktowane własnymi przykrymi doświadczeniami, ale dalekie od
            obiektywizmu i nieemocjonalnego podejścia do problemu. Najlepiej na
            rach! ciach! wywalić za drzwi i.. pustka, strach, tęsknota, oczy
            dziecka pytające "dlaczego?"..



            >Autorka nie zapomni

            I bardzo dobrze. Nie ma zapomnieć, ma nie wypominać - jeśli zapomni,
            znaczy, że nie wyniosła ze zdarzenia żadnej nauczki.


            , jej mąż nie zapomni - problem w tym,
            > że on z nią będzie, owszem - będzie może i cudownie do czasu,
            kiedy
            > poczuje się znowu bezpieczny. I będzie z Nią nie z miłości - ale
            ZE
            > STRACHU.

            Skąd Ty tę pewność bierzesz??? Jesteś Nim?



            A Ona dlaczego z nim będzie? Pewnie też ze strachu, jak Ty
            > chcesz - z obawy, że nie zrobiła wszystkiego i że trzeba wybaczać
            i
            > dawać szanse.

            Nie.. Należy dawać DRUGĄ szansę - teraz jest zgodnie z tym, jak
            uważam.. kolejnej być nie powinno i On powinien o tym zostać dobrze
            i jasno poinformowany.




            Ja jej tego nie bronię - ma dziewczyna wiele czasu
            > przed sobą - a to, że ten czas będzie zmarnowany? No cóż - ludzie
            > mogą być rozrzutni. ja im tego nie bronię.

            No tak.. Najlepiej rzucać wszystko w kosz, zamiast chociaż spróbować
            naprawić - dojrzałe podejście, nie ma co.. Dziecko też byś z domu
            wyrzucił, gdyby - w Twoim rozumieniu - zrobiło coś niewybaczalnego?
            Pogratulować.. Z tym, że to się nie nazywa konsekwencja, a jedynie
            bezmyślność.

            >


            > A wcześniej to sumienie mu nie przypominało?

            Widocznie nie.. Ty zawsze jesteś wobec Wszystkich w porządku i nie
            popełniasz błędów?? Wybacz - nie wierzę w takie bajki.. I Ty nie
            chciałbyś drugiej szansy, jeśli popełniłbyś błąd i byś go żałował? W
            takie bajki też nie wierzę - bo to by znaczyło, że Ci na niczym w
            życiu nie zależy, jeśli po własnych potknięciach, czy nawet
            upadkach, o to nie walczysz, tylko odchodzisz ze spuszczoną głową
            posłusznie..



            >
            > Dla męża było oczywiste do tej pory, że flirt.

            Ale ja się nie pytam, co dla Męza, tylko co dla Niej - Ona zdajsie
            pytanie zadała?
            Wybacz, ja się z dachu nie rzucę, jeśli mój Mąż by to zrobił, bo "On
            tak postąpił". To żaden argument. I na pewno nie tym udowodniłabym
            moją mądrość. A takjiego argumentu własnie użyłeś.


            > Ja watpię.

            Na odejście czas jest zawsze, zauważ.



            >

            >
            > Nie rozumiem cóżeś niewiasto tu napisała. Kto tu kocha a kto nie
            > kocha? Wg. mnie nie kocha mąż. A czy można mówić o Miłości, gdy
            > jedna osoba straciła zaufanie, ma dowody zdrady? Nie - nie ma mowy
            o
            > miłości, jesli nie ma zaufania. A raz utracone zaufanie jest nie
            do
            > odbudowania. Bo taką mamy niestety konstrukcję, że bolesnych,
            złych
            > rzeczy nigdy nie zapominamy. Nigdy - nawet jak się ma totalną
            > sklerozę.

            No całkowicie nie zrozumiałeś, rzeczywiście. Jeśli bardziej kocha
            siebie - odejdzie, bo zranione ego nie pozwala Człowiekowi wybaczyć.
            Jeśli bardziej kocha Go - będzie umiała dać drugą szansę.
            I nie częstuj mnie kolejnym argumentem z serii "a czy On..", bo już
            wyżej pisałam na ten temat. Takiej argumentacji używa Tola z
            piaskownicy: "Dlaczego sypnęłaś piaskiem w oczy Adasia?.. A BO ON to
            zrobił pierwszy" - i Tola rozgrzeszona.. z tym, że Tola ma cztery
            latka - nie wiem, czy warto się do Jej poziomu intelektualnego
            zniżać, podejmując decyzje mające zaważyć na całym dalszym życiu..
            • glosatorr Tu już nie ma o czym pisać. 26.10.07, 13:28
              p_k_79 napisała:


              >
              > Nie.. to znaczy, że życie nie jest tylko systemem zero-jedynkowym.

              Ja to doskonale wiem pisząc tutaj.
              Nie jestem Kaczyńskim :-)

              > Twoim zdaniem konsekwencja jest tu ważniejsza, niż Związek?

              Związek jest tylko na papierze! Związek to nie ZSRR!
              Związek to społeczność, która stanowi dwoje kochających się,
              wspierających, odpowiedzialnych za siebie i oprzed sobą ludzi.
              Kiedy jedna strona związku jest: nielojalna, emocjonalnie
              odseparowana, krzywdząca, zdradzająca, flirtująca z osobami spoza
              związku, mająca drugą strone, jej potrzeby gdzieś - Związek
              przestaje istnieć i jest tylko tworem formalnym. Ja powtórzę jeszcze
              raz - prawda zawsze jest bolesna, tak bolesna, że ludzie oszukują
              sie by jej tylko nie przyjąć - bojąc się bólu.

              > No to,
              > Ona, konsekwentnie powinna być z Nim, bo Mu kiedyś przyrzekała w
              > takim razie (i nie przyrzekała "(...) oraz, że Cię nie opuszczę -
              > tylko od warunkiem, że nie będziesz flirtował.."

              Pewnie - że nie ma. Ale nie ma tez nakazu bycia razem za wszelką
              cenę. Nie ma tam, że będziemy razem nawet jak nie będe z Tobą
              sypiał, jak będe Cię zdradzał psychicznie, cielesnie, flirtował na
              boku, bzykał się z kim popadnie, etc.

              >tam nie ma takiego
              > zastrzeżenia:)). Bzdura? Do sześcianu, bo.. konsekwencja sobie, a
              > życie.. itd.

              Bzdurą do sześcianu jest pisanie, że Związek jest ważniejszy od
              dobra ludzi, którzy go stanowią. Nie jest. Związek to nie jakas
              swiatynia. Człowiek jest wązniejszy. I nawet tam, gdzie jest zakaz
              rozwodów jest separacja. Bo ludzie czasami nie powinni być razem -
              właśnie dlatego, że w związku jedna strona może nieodwołalnie
              skrzywdzić drugą.


              > > A dziecko co ma do tego?
              >
              > Bardzo wiele. Ono nie zrozumie, dlaczego przez "jakieś rozmowy
              > Mamusia już nie kocha Tatusia i Go wyrzuca z domu" - tak to będzie
              > widziało, jest Dzieckiem.

              To taki bajer, pisałem o tym w tekście "Dziecko jako alibi".
              Dziecko kiedyś zrozumie. I lepiej dla dziecka by zrozumiało, że
              mamusia juz nie kocha tatusia, bo tatuś wcześniej nie kochał mamusi,
              ale za to tatus i mamusia bardzo kochają dzidziusia - niż by dziecko
              żyło w atmosferze, gdzie nie wie czym jest miłość, nie widząc
              kochających się rodziców, ale niekochających się. Dzieki temu nie
              będzie żyło w fałszu stając się emocjonalnym kaleką na całe zycie.

              >
              > Straci rodziców?
              >
              > W jego przekonaniu, przez długi czas jeszcze, tak.

              Nie - nie straci. Będzie miało rodziców, bo rozwód, rozstanie,
              separacja - to nie separacja od dziecka.

              >W dodatku
              > najprawdopodobniej znajdzie Rodzica "bardziej winnego" i
              gwarantuję
              > Ci,

              Nie - nie gwarantuj. Moje dziecko jest szczęśliwe i nie ma rodzioca
              winnego. Są za to fakty.

              > tylko Mamusia, która Go widocznie nie kocha, skoro wyrzuca..
              >
              Jeśli tak powie tatuś - to będzie to manipulowanie dzieckiem, bo nie
              taka jest prawda. A manipulujący tatuś straci najwięcej, kiedy
              dziecko dorośnie i pozna prawdę.

              >
              > > Za to dziecko jako alibi - to krzywda dla dziecka.
              >
              > Nie ma tam nigdzie Dziecka, jako alibii.

              Jest w tym, co piszesz.

              > Jest spojrzenie na całość
              > sprawy oczami Dziecka - czyli to spojrzenie, jakie powinni mieć
              > Rodzice.

              Tak? No to spójrz dokładnie i zobacz co zobaczy dziecko widząc
              niekochających się rodziców przeświadczone, że rodzice się kochają.
              Może wtedy zrozumiesz, że dziecko nie nauczy się nigdy kochać, nie
              zrozumie wielu rzeczy i na końcu będąc dorosłym nie nauczone
              miłości, też nie będzie umiało kochac. ja widzę to czego nie widzisz
              ty.

              > Zgadza się. I jesteś w stanie zaręczyć za tych wszystkich Ludzi,
              że
              > żadnemu nie przytrafił się po drodze flirt, który nigdy się nie
              > wydał?

              Mi się nie zdarzył. Więc nie uważam się za jakiegoś mamutanta!
              Wiem, że nawet jeśli zdradza aż 50% ludzi, to 50% nie zdradza, są
              lojalni, kochaja na swój sposób i pomimo trudności sa razem - bo
              potrafią kochac. Wg. statystyk, tych niezdradzających jest niecałe
              30% w zalezności od nacji.

              > Może dlatego są do teraz razem?

              Może? A może jest tak jak ja pisze?

              >Zamiast reagować impulsywnie i wyprowadzać się z
              > domu, bo dach przecieka.. dach można naprawić,

              W tym przypadku dach już właśnie leci na głowy zamieszkujących pod
              nim. on już wcześniej się rozpadł - teraz jak w matriksie leci na
              łeb w zwolnionym tempie.
              Reszta dyskusji jest czysto akademicka.


              >
              > Ale w przyszłości może się jej życie
              > potoczyć różnie.

              W przyszłości zobaczy więcej - będzie miała czas dostrzec wiele
              jeszcze innych rzeczy, które odkryje właśnie analizując swój były
              juz związek.
              Samotność ma tutaj leczniczy wpływ. Mądrzejemy!

              > Kiedyś to Ona może potrzebować przebaczenia i
              > drugiej szansy i.. jej nie dostać.

              Z jakiego powodu?
              !!!!
              Myslisz, że ktoś, kto sam doświadczył zdrady, odrzucenia, bólu nim
              spowodowanego - popełni sam ten błąd? No chyba, że jest totalnym
              idiotą! Ale jeśli jest racjonalny - to nie ma siły.

              >I wtedy przypomni sobie, że sama
              > też jej nie dała - podwójna trauma, bo jak prosić o coś, czego
              > samemu dać się nie potrafiło?
              >
              To jest wmawianie, że po odejściu od nielojalnego współmałzonka
              będzie jakaś trauma. Takie gdybanie, że może niebo zwalić się na
              głowe. Nie - nie zwali się. Mi się nie zawaliło, zmądrzałem i tylko
              czasu zmarnowanego na dawanie szansy żal. On juz nie wróci. A szkoda.

              >

              >
              > Fajnie podkoloryzowałeś, ale.. za ostro chyba, co?:)
              >
              Nie - ja tylko zebrałem to co Autorka watku pisała tutaj.

              >
              > Nie, wyrzuty sumienia pojawiają się też, jeśli nie potrafimy
              zrobić
              > czegoś dobrego..

              Nie - jeśli czegoś nie możemy zrobić, to sa zupełnie inne wyrzuty.

              > a dobrem tu jest, pomimo własnej krzywdy, dać drugą
              > szansę.

              Nie - dobrem jest zakończyć związek, w którym jest fąłsz, łzy
              krzywdzonej strony. To jest dobre. Układ Pan i niewolnica,
              terrorysta i zakładnik, pan i władca oraz biedna żona - nie jest
              żadnym dobrym układem. A to, że Pan się obudził z ręką w nocniku, to
              że Pan teraz widzi odjeżdżający pociąg, z którego sobie wysiadał -
              to konsekwencja. Teraz się nauczy, że tak nie wolno postępować. I
              może zmądrzeje?

              > Trzeba wielkiego wysiłku, żeby wznieść się ponad własną
              > zranioną miłość,

              O czym Ty mówisz! Jaką zranioną miłość? On olał swoją żonę -
              wielokrotnie! On w moim przekonaniu miał ją gdzieś! Ale było mu
              wygodnie! Taki układ dawał mu spokój i alibi. Jak go stracił to
              teraz chce by było jak dawniej, ale jak dawniej nie będzie.

              > ale.. to się udaje, jeśli wyżej ceni się Rodzinę,
              > nie siebie, jako Jednostkę.
              >
              Mnie to nie wzrusza. Bo ja uważam, że jak ktoś krzywdzi osobę, która
              go kocha - to niech idzie do spowiedzi i tam żałuje za swoje
              grzechy. Ale i tam, dostanie może odpuszczenie win - ale pokutę,
              czyli konsekwencję poniesionych win - nikt mu nie odpuści i musi ją
              wypełnić. Jesli tego nie zrobi - jego spowiedź będzie nieważna!


              >
              > W Twojej ocenie. W mojej - nie.
              >
              To już wiem.


              >
              > Jesteś NIM?

              A ty jeseś nią?

              > Jeśli nie jesteś, to może nie feruj wyroków, co On teraz
              > czuje i co zrozumiał, dobrze?

              Nie - będę pisał to co uwazam - możesz się z tym nie zgadzać, ale
              prosze mi nie kneblowac ust i mówić mi co mogę a czego nie mogę
              pisac - ok?
              ja wiem co pisze i biorę odpowiedzialność za swoje słowa.

              > Bo tak naprawdę nie masz o tym bladego
              > pojęcia..
              >
              Mam.

              >
              >
              > Jestem
              > > realistą.
              >
              > No właśnie ja też..

              Co Ty powiesz? w którym miejscu?

              > Dlatego dopuszczam do siebie myśl, że bywa
              > różnie - Ty masz niesamowicie ciasne widzenie sprawy.
              • glosatorr Re: Tu już nie ma o czym pisać - cd 26.10.07, 13:29
                p_k_79 napisała:


                > Dlatego dopuszczam do siebie myśl, że bywa
                > różnie - Ty masz niesamowicie ciasne widzenie sprawy.

                Masz prawo tak sądzić.
                A ja mam prawo się z tym nie zgodzić - prawda?

                > Najlepiej na
                > rach! ciach! wywalić za drzwi

                Tak - to najlepsze co można zrobić.

                > i.. pustka,

                Pustka już jest.
                I była wcześniej.

                > strach,

                Przed czym? Ja się nigdy nie bałem i inni, którzy tak samo
                postępowali jak ja - nie bali się. Może ty się bałaś. Ale ja nie.
                Ja odetchnałem pełnymi piersiami - jakbym zrzucił wielki balast

                > tęsknota,

                Za czym? Za łzami, samotnymi wieczorami? Za odwróconymi plecami? Za
                wrzaskiem i awanturami?
                ja nie tęskniłem i nie tęsknię.

                > oczy
                > dziecka pytające "dlaczego?"..
                >
                I na te pytanie trzeba w całej prawdzie odpowiedzieć - Tatuś już
                mamusi nie kocha, ale kocha Ciebie tak samo jak ja.

                >
                >
                > >Autorka nie zapomni
                >
                > I bardzo dobrze. Nie ma zapomnieć, ma nie wypominać

                Nie jest to możliwe.

                >
                > Skąd Ty tę pewność bierzesz??? Jesteś Nim?
                >
                Nie - z własnej życiowej mądrości, wiedzy na ten temat i setek
                rozmów z osobami, które przeszły przez to samo.
                Tak - mozna mieć pewność, mozna mieć przekonania i ja jestem
                przekonany do tego co pisze. tak trudno to zrozumiec, że mozna nie
                miec watpliwości?


                >
                > Nie.. Należy dawać DRUGĄ szansę

                A ja uważam, że to strata czasu - i dlatego nie ma co się juz
                spierać. Pozostaniemy i tak - przy swoich zdaniach. Ja własnego nie
                zmienię.


                > No tak.. Najlepiej rzucać wszystko w kosz, zamiast chociaż
                spróbować
                > naprawić

                Ona już próbowała. Tu już nie ma co naprawiać.
                Reszty nie komentuję, bo jakoś widze, że nie czytasz mnie dokładnie.


                > > A wcześniej to sumienie mu nie przypominało?
                >
                > Widocznie nie..

                Naiwne patrzenie na świat - życze powodzenia w zyciu ;)()

                > Ty zawsze jesteś wobec Wszystkich w porządku i nie
                > popełniasz błędów??

                Już nie. Tak, wobec osób, które są wobec mnie wporzadku - zawsze
                jestem w porzadku. Tak - ja to uważam za normalne. I wiem, że dla
                innych może to być niemożliwe - ale ja mam to gdzieś.

                >Wybacz - nie wierzę w takie bajki..

                Tu dziekuję za błysk racjonalizmu, którego brak w reszcie
                wypowiedzi. Gdybyś uwierzyła to bym się zdziwił potwornie.
                Ale ja wiem jaki jestem i mi twoja wiara czy niewiara po prostu lata.

                > I Ty nie
                > chciałbyś drugiej szansy, jeśli popełniłbyś błąd i byś go żałował?

                Powtarzam, jestem za mądry na to by popełniac takie błędy. Mam
                nadzieję, że zrozumiesz iz cżłowiek może dojrzeć i nie popełniac
                błędów, które wcześniej wyrwały mu w sercu dziurę, spowodowały
                osiwienie i zniszczyły parę lat zycia. ja rozumiem, że inni może
                nadal byliby idiotami - ja zmądrzałem.

                A co do walki. Ja walczę. Jak trzeba. Ale gdy człowiek popełnia taki
                błąd jaki popełnił Wielceszlachetny Małzonek Autorki - to ja bym
                miał resztkę honoru, by powiedzieć: Wiesz, zrobiłem Ci straszną
                krzywdę. Okazałem się nioegodnym Ciebie dupkiem. Płakałaś przeze
                mnie a ja się zabawiałem z siksami. Oślepłem i miałem Cię za nic.
                Przepraszam - masz prawo ze mną zrobic co chcesz. Możesz mi
                zrójnowac życie. Możesz mnie odrzucić i nie uronię łzy - bo masz do
                tego prawo za to jak ja Ciebie potraktowałem. To będzie sprawiedliwe.
                Pocąłowałbym na odchodnę moją zonę, spakował się i w duchu modlił,
                by mi wybaczyła. By widząc moje plecy w drzwiach krzykneła: Poczekaj!

                Ale honor, poczucie sprawiedliwości, prawdziwe poczucie winy za to
                co zrobiłem, że skrzywdziłem kochającą mnie kobietę - nie pozwoliłby
                mi prosić ją o wybaczenie. Nie przeszło by mi przez gardło proszenie:
                "Daj mi szansę" - bo ja wiem, co zrobiłbym postepując jak jej mąż. I
                wiem, że nie miałbym prawa o to prosić. Tak postępuje ktoś, kto ma
                sumienie, tak postępuje prawdziwy mężczyzna i tak postepuje ktoś,
                kto szczerze żałuje.

                mam nadzieję, że to zrozumiesz.
                Pozdrawiam
              • p_k_79 Czyli.. 26.10.07, 13:31
                jednak dobrze "usłyszałam" w zaciętości, z jaką uparcie widzisz
                tylko jedno możliwe rozwiązanie, że masz za sobą jakieś
                doświadczenia "z cyklu". Tym samym Twoje podejście jest bardzo
                dalekie od obiektywizmu, wybacz:)

                pozdrawiam.
                • glosatorr Re: Czyli.. 26.10.07, 13:50
                  p_k_79 napisała:

                  > jednak dobrze "usłyszałam" w zaciętości, z jaką uparcie widzisz
                  > tylko jedno możliwe rozwiązanie, że masz za sobą jakieś
                  > doświadczenia "z cyklu". Tym samym Twoje podejście jest bardzo
                  > dalekie od obiektywizmu, wybacz:)

                  Alez wybaczam :-)
                  ja juz napisałem, ale dla Ciebie się powtórzę - tu wszystkie
                  wypowiedzi są czysto subiektywne i broń Boże proszę nie mysleć, iż
                  ja gdziekolwiek pisze obiektywnie. Obiektywne są tylko fakty (a te
                  znamy z relacji Autorki jeno) - tak więc moje opinie są subiektywne.
                  Ja rozumiem, że jesteś może tą osobą, co wybaczyła albo której
                  zostało wybaczone - bo nic nie piszesz o sobie. Ale nawet jesli nie
                  miałaś takich doświadczeń - to twoje rady, wypowiedzi i komentarz do
                  mojego wpisu - są też subiektywne. :-)
                  Tak więc cieszę się, że się różnimy - mnie to zawsze pociagało w
                  dyskusjach. Mam tylko nadzieję, że dzieliłas się swoją wiarą oparta
                  nie na teorii ale na praktyce ;))
                  >
                  > pozdrawiam.
                  Wzajemnie
        • eeela Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 13:17
          > Konsekwencja - sobie, a życie.. sobie. To nie jest takie proste. Po
          > pierwsze - jest Dziecko. Po drugie - Nikt nie jest bezbłędny i,
          > nawet jeśli teraz Ona nie ma nic na sumieniu, to nie może ręczyć za
          > każdą kolejną godzinę swojego życia.

          Gypsi, to nie jest przeciez taka normalna zdrada. Facet w zasadzie pewnie
          jeszcze sie z nikim na boku nie przespal, gdyby takie internetowe gadanie
          przeprowadzal z doroslymi kobietami, jasne ze osobiscie przychylalabym sie do
          wybaczania i dawania drugiej szansy. Ale facet - NAUCZYCIEL - ugania sie za
          nastoletnimi spodniczkami - UCZENNICAMI. To swiadczy o bardzo powaznym
          zachwianiu wyczucia granicy, co jest dobrem, a co zlem. Zlem prawdziwym i
          karalnym, nie zas zwykla nieuczciwoscia wzgledem zony. Facet nie potrafil sam
          dostrzec, jak dalece zaglebia sie w ciemna strone mocy. To swiadczy moim zdaniem
          o glebokiej patologii, z ktora nie chcialabym ryzykowac dalszego wspolzycia.
          Zwlaszcza jesli pomysle wlasnie o dziecku - zwlaszcza jesli to corka, ktora tez
          kiedys bedzie nastolatka. Powiesz - bez przesady. Ja odpowiadam - jesli facet
          nie potrafi dostrzec, ze bardzo przekroczyl granice, flirtujac z nastolatkami,
          ktore sa jego uczennicami, jest wielce prawdopodobne, ze nie dostrzeze tej
          granicy i w przypadku wlasnej corki (jesli to syn, pewnie nie ma zagrozenia, bo
          facet z opowiesci zdaje sie byc stricte heteroseksualny). Powiesz - kazdy
          powinien miec szanse na poprawe. Odpowiem ci - oczywiscie, ale niekoniecznie ze
          mna. Ja mam obowiazek dbac o swoje interesy, swoje zycie, swoje zdrowie
          psychiczne i bezpieczenstwo swojego dziecka. Niech facet naprawia sie gdzie
          indziej i z kim innym.

          Taki, podejrzewam, bylby moj tok myslenia w podobnej sytuacji. Autorka watku
          zrobi, jak uwaza, ale ja nigdy nie pozostalabym z mezczyzna, ktory uwodzi
          nastolatki, z mezczyzna, ktory zawodowo podejmuje sie odpowiedzialnosci i opieki
          nad nimi, a zamiast tego manipuluje nimi i wykorzystuje swoja nad nimi przewage.
          • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 13:28
            Tylko nie wiem, czy On właśnie tym, że to "tylko uczennice" nie
            tłamsił głosu własnego sumienia, niejako umniejszając "zbrodnię". Bo
            tak też być może - zwykły mechanizm obronny, pozwalający psychice na
            swobodniejsze działanie.
            • eeela Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 14:18
              > Tylko nie wiem, czy On właśnie tym, że to "tylko uczennice" nie
              > tłamsił głosu własnego sumienia, niejako umniejszając "zbrodnię".

              Jezeli facet w taki sposob usiluje tlamsic sumienie, to jedynie znaczyc moze, ze
              ma calkowicie zaburzone postrzeganie rzeczywistosci. Dziekuje bardzo - z mojej
              strony szansy by nie dostal. Zdrada - tak. Dlugi romans - tez pewnie tak.
              Zabojstwo w afekcie - byc moze tak. Dlugi, kleptomania, wypadek,
              niepelnosprawnosc - pewnie tak. Pewnie dalabym rade, kochajac. Ale nie
              sklonnosci do nastolatek w polaczeniu z calkowitym lekcewazeniem obowiazkow,
              jakich sie wobec nich podjelo jako ich nauczyciel i pedagog. To wykracza poza
              moja tolerancje, tyle wiem.
              • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę...???? 27.10.07, 12:40
                Chyba troszkę "połynęłaś", ale już nawet nie to chcę skomentować..

                Uważasz, że skoro:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=71120205&a=71123943
                to jest w stanie od Niego odejść?

                Bo ja, czytając Jej słowa, słyszę, że nie. Tak naprawdę byłaby na to
                gotowa dopiero, gdy zrobiłaby ten krok - nie chodzi mi od razu o
                Prokuraturę, ale o Szkołę chociażby. O to, by postawiła siebie na
                miejscu Rodziców tych Nastolatek i uczciwie zadała sobie pytanie,
                czy to należy przed Nimi kryć. A Ona rozważa sprawę jedynie na
                podstawie swoich zranionych uczuć, swojego zawodu, czyli.. kocha.
                Dopóki kocha - dopóty nie zobaczy całości sprawy i nie odejdzie.
                Jeśli odejdzie - będzie cierpieć. Dlatego - paradoksaln ie - na tę
                chwilę lepszym wyjściem dla Niej jest dać tę szansę.
                • eeela Re: on prosi o drugą szansę...???? 27.10.07, 14:08
                  Ja widze, ze ona nie jest w stanie odejsc. Mowilam o sprawie ze swojej
                  perspektywy - ze nie bylabym w stanie tolerowac i wybaczac takich zachowan.
      • glamourous Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 11:51
        Ja z kolei mysle, ze ten jeden jedyny raz szanse mezowi powinna dac.
        Oczywiscie pod warunkiem, ze sama da rade przejsc nad tym jakos do
        porzadku dziennego. Ostatecznie chyba nie doszlo w jego przypadku do
        konsumpcji tych nastolatek. Do zdrady w sensie doslownym chyba nie
        doszlo, wszystko "krecilo sie" na etapie flirtu - zakazanego i
        cholernie niebezpiecznego - ale jednak flirtu. Moze chlop po takim
        szoku sie ocknie, przejrzy na oczy i zda sobie sprawe ze przegial
        straszliwie i drugiej szansy juz nie dostanie. Moze przestanie igrac
        z ogniem. Gdyby nie mieli dziecka, tez doradzalabym rozstanie, ale
        tak, warto moze ratowac rodzine. Mozna dac szanse, ale byc czujna,
        obserwowac - a w razie jakichkolwiek, nawet najmniejszych sladow
        recydywy uciac to wszystko radykalnie i tym razem naprawde odejsc ze
        wszystkimi konsekwencjami.

        Yenna, jezeli dasz mu szanse i mozliwosc rehabilitacji w Twoich
        oczach to podyktuj mu twardo swoje warunki. Zadnej latwizny. Niech
        cos go to kosztuje, niech z czegos dla was zrezygnuje. Ustal z nim,
        ze bedzie zajmowal sie domem, dzieckiem, Toba. Zadnego gg po nocach,
        zadnego hasla do komunikatora. Pelna otwartosc. Zadnych smsow do
        uczennic po godzinach pracy. Wieczory poswieca rodzinie. Jezeli
        bedzie chcial sie zrehabilitowac, to na Twoich warunkach. Postaw
        sprawe twardo - zranil cie tak bardzo, ze sporo wody uplynie zanim
        odbudujesz swoje zaufanie (jesli to w ogole mozliwe), a jezeli on
        nie bedzie w stanie uszanowac Twojego komfortu psychicznego i danych
        przyrzeczen to "wypad".
        • misssaigon niestety 26.10.07, 12:03
          jesli teraz yenna mu wybaczy da te szanse...to w razie niepowodzenia
          eksperymentu nie bedzie sie juz mogla w sadzie powolac na dowody, ktore
          zgromadzila...dura lex sed lex...

          bo chyba nie o to chodzi, zeby nastraszyc faceta ale zeby zrozumial, ze robil
          zle...a o czy on zrozumial?
          • zelm71 Re: niestety 26.10.07, 12:17
            a niby dlaczego nie? Może się powołać i tyle.
            • misssaigon no wlasnie nie 26.10.07, 17:38
              nie moze sie powolac bo wybaczyla...maz musialby nafikac na nowo,
              • eeela Re: no wlasnie nie 27.10.07, 14:07
                To, ze ona wybaczyla, nie uniewaznia automatycznie jego nagannego zachowania,
                ktore w oczach rodzicow uczennic i wladz szkoly moze pozostac niewybaczalne. I
                przed sadem rodzinnym rowniez zadziala.
        • yenna29 Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 12:16
          Nie wiem czy dobrze robię, ale spróbuję ostatni raz.
          Zaufania odbudować się nie da - i wiem to już na pewno. Generalnie
          po tej całej historii czuję się tak jak gdyby ktoś mi robił zabieg
          na otwartym sercu i to bez znieczulenia.
          Boję się tego jak teraz będzie. Nie chciałabym sprawdzać go,
          szperać, kopiować archiwum GG i robić innych paskudnych rzeczy,
          których zawsze się wystrzegałam. Pytanie czy on się zmieni?
          Czas pokaże...
          Dzięki wszystkim tym, którzy zaangażowali się w ostatni tydzień z
          mojego życia
          Pozdrawiam
          • eeela Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 13:21
            Nie wyrzucaj tylko materialu dowodowego. I schowaj tak, aby maz nie znalazl.
      • serret Re: on prosi o drugą szansę...???? 26.10.07, 12:10
        > i widzi swoją przyszłość czarno, bo oto nagle Pan stał się
        > niewolnikiem a niewolnica Panią!

        Wiem, że to przykład z 'innej beczki' ale były mąż mojej
        kuzynki kiedyś przyszedł po pracy nawalony jak diabli.
        Dostała przysłowiowy wpierdziel i dała mu szansę (nie
        zadzwoniła po policję, nie było obdukcji). Zadziałały
        kwiatki. Ba! Kupili większe mieszkanie, bo to przez
        ten brak miejsca i prywatności on taki zestresowany.
        Był spokój, a potem? Po każdym laniu przynosił do domu
        kwiatki o coraz to większej wartości, a ona nie miała
        już odwagi. Dopiero jak wtłukł jej i starszemu synowi
        to dostał zawiasy i był rozwód z orzeczneniem o winie.
        Morał: wielu facetów szybko zapomina o 'wybaczeniu' i
        dalej robi swoje. PAN znowu staje się PANEM.

        > Tak - a wybór należy do Ciebie. Pytanie "co wy na to" uważam tutaj
        > nie na miejscu, bo widzę, że nie wyciągasz do końca wniosków z tego
        > co pisaliśmy do Ciebie wcześniej. A może się mylę?

        Czasem człowiek ma mętlik w głowie i jeszcze przechodniów ma
        ochotę pytać 'co teraz'. To akurat normalne. Jednak decyzje
        trzeba podejmować po własnym przemyśleniu. Pytanie się na forum
        to jedno. A decyzję jaką podejmie, takie będzie miała życie.
        My co najwyżej o tym przeczytamy lub nie...

        W każdym razie życzę Ci Yenna, żebyś SWOJEJ decyzji nie żałowała,
        niezależnie, co postanowisz.
    • zelm71 Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 11:22
      Glosatorr - wszystko jest dla ciebie takie proste ale postaw się na
      jej miejscu. Mają dziecko a dziecko też potrzebuje ojca raczej
      biologicznego. Być konsekwentnym - tak ale nie ma prostych wyborów a
      czasami konsekwencja dużo kosztuje i nie zawsze jest wskazana. Nie
      wszystko jest białe albo czarne, jest jeszcze skala szarości.
      • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 12:23
        zelm71 napisał:

        > Glosatorr - wszystko jest dla ciebie takie proste

        Następna osoba myśli, że wszystko jest takie proste.
        Nie nie jest. To co napisałem nie jest proste.
        ja to przeszedłem na swojej skórze w dużo mocniejszej formie, więcej
        wybaczyłem, w więcej rzeczy jak idiota uwierzyłem i dałem szansę.
        Zmarnowałem tylko czas...
        Za to dla mnie wszystko jest logiczne. Tak - logiczne. Oto jest mąż,
        ma żone. Żona kocha męża, a mąż prowadzi swoje drugie życie
        romansując z uczennicami (już nie roztrzasam wogóle casusu relacji
        jaką tu opisano - uczennice-nauczyciel). Ma w d... żonę. Jej łzy,
        samotne wieczory, kiedy on znika lub siedzi na GG i gada ze
        smarkami. Albo wychodzi na boczek by poflirtować sobie. Ma gdzieś
        żonę, jej miłość, jej potrzeby. Ja to rozumiem. Ja to znam. I wiem,
        że Wielmożny małzonek własnie poszedł na łatwiznę. Tak - poleciał po
        kwiatki, pochlipał (przerazony, że nagle będzie musiał ze swej
        biednej nauczycielskiej pensyjki płacić alimenty na żonę i dziecko,
        bo orzeczenie o winie ma jak w banku). Nagle chodząc po pokoju
        dotarło do niego, że jak ta sprawa wyjdzie, to wywalą go z zawodu i
        wyląduje na jakimś zadupiu pod bacznym okiem kuratora, bo to, że
        dowalał się do nastolatek, będzie sżło za nim jak ogon z farby za
        sikającym do basenu i kiedy skalkulował - to wyszło mu, że trzeba
        walnąć Kotka, stanąć z kwiatkami i poprosić o "drugą szansę".
        Tym pytaniem o "drugą szanse" szanowny małzonek potwierdził, że było
        tego sporo, że było więcej i dziekuję opatrzności, że małzonka się
        nie dogrzebała do tego "więcej" i teraz skalkulował, że tanio się
        wykpi a potem żona straci argumenty w sądzie, bo on już wie, że zona
        jest nie z patyka strzelał, że jest kumata i cwana i jej nie docenił.
        Problem w tym, że złapani na goracym uczynku, niewierni - zawsze
        zachowują się tak samo. I oczekują jednego - tej drugiej szansy,
        która dla nich jest wyłacznie oddaleniem miecza Demoklesa!

        > ale postaw się na
        > jej miejscu.

        Nie musze się stawiać. Ja to przeszedłem i dokonałem wyboru, jaki
        Autorka pod Waszym naiwnym wpływem zrobi - da mu szansę. I za jakiś
        czas - u mnie to było pół roku, bo ja nie byłem taki do końca
        idiota, naiwny złapałem ją na czymś gorszym. Dlatego znając historie
        innych niewiernych współmałzonków złapanych przez wiernych partnerów
        za jaja - wiem, że reakcja wzmiankowanego małzonka jest przemyślana
        (przechodził cały dzień po pokoju kalkulując, zastanawiając się - a
        to nauczyciel jest a nie hydraulik jakiś czy brukarz i wpadł, że tak
        będzie lepiej) i po wkalkulowaniu ryzyka wynik został przedstawiony
        małzonce by ją wybić z rytmu! i teraz Ty i Inni kierując się
        dobrocią serca (dobrem męża? żony? dziecka? związku? którego?)
        radzicie kobiecie mającej szansę na wyjście z dzieckiem z
        tokstycznej sytuacji, by tkwiła w niej nadal. No podziwiam Waszą
        litość, wasze dobre serca. Ciekawi mnie jedno - co Ty byś zrobił,
        gdyby Twoja zona maiął Cię gdzieś, zamykała się na Ciebie a w tym
        czasie czas przeznaczony na Ciebie, przeznaczała na romanse z
        nastoletnimi chłopcami, przy tobie z nimi szczebiotała Ciebie mając
        gdzieś. Ty byś wybaczył. Ok. Wybaczaj.

        > Mają dziecko a dziecko też potrzebuje ojca raczej
        > biologicznego.

        Nie straci go. A gdzie był ojciec wcześniej kiedy dziecko też było a
        on w tym czasie który miał przeznaczyć na dziecko i jego matkę
        flirtował z małolatami? umawiał się z nimi? Zabawiał się z nimi?
        jak tak bardzo kocha dziecko, to nie przestanie kochac - będzie mógł
        się spotykac z dzieckiem, ojcem po rozwodzie się nie przestaje być,
        dziecko będzie miało dwoje rodziców - tylko rodzice będą osobno. I
        tak byli osobno, tylko mieszkali razem. tylko...

        > Być konsekwentnym - tak ale nie ma prostych wyborów a
        > czasami konsekwencja dużo kosztuje i nie zawsze jest wskazana.

        Konsekwencja najwięcej kosztuje - dlatego ludzie wybierają łatwiznę
        i siedzą i kisza się dalej w związku, ze strata dla dzieci (dziecko
        jest tylko alibi), związku (nie ma juz zaufania, nie ma więc
        miłości - pozostaje tylko przyzwyczajenie i wspomnienie miłych
        chwil, które już nie wróca i łudzenie się, że wrócą). Tak -
        konsekwencja to odwaga, to wyciąganie wniosków, to mądrość. Głupota
        nic nie kosztuje. Ale jak ktoś chce się rpzekonac, niech wybacza. ja
        nikomu nie bronię wybaczać. Ludzie mają tak wielkie serca, że
        czasami te serca przysłaniają im otoczenie i ograniczają myslenie.

        > Nie
        > wszystko jest białe albo czarne, jest jeszcze skala szarości.

        No pewnie - dlatego pani Autorka wybaczając, może postawic na
        szarość - niech wybaczy, tej szarości będzie tyle, że Was wszystkich
        nim napewno będzie tutaj jeszcze długo obdarzała ;)
        • zitke Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 12:39
          "Zaufania odbudować się nie da - i wiem to już na pewno"
          Ale bez tego nie ma udanego zwiazku . Zwiazek bez zaufania to zwykla wegetacja ...
        • zelm71 Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 12:40
          Glosatorr - masz rację w 100% ale wszystko nie musi się źle
          skończyć. Jest duża szansa, że będzie tak jak napisałeś ale nie
          można być wiecznym pesymistą. Może się okazać że będzie - OK.
          I jeśli okaże się, że szansa została przez niego zmarnowana to
          rozwód. I wcale nie muszą minąć lata.
          Dodatkowo ta kolejna szansa nie tyczy się tylko GG i problemów z
          panienkami tylko całokształtu. Ja na jej miejscu napisałbym wniosek
          rozwodowy ale pozostawiłbym wolne miejsce na datę i pokazałbym
          gościowi taki wniosek.
          • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 13:39
            zelm71 napisał:

            > Glosatorr - masz rację w 100% ale wszystko nie musi się źle
            > skończyć. Jest duża szansa, że będzie tak jak napisałeś ale nie
            > można być wiecznym pesymistą.

            ja nie jestem pesymistą. ja jestem realista. jak napisałem wyżej
            odpisując p_k_79 - Jeśli facet wie co zrobił, jak skrzywdził, jaką
            wyrządził krzywdę, ból kobiecie która go kochała - to mówi co
            najmniej przeprasza, żałując co zrobił, mając świadomośc zła jakie
            jej wyrządził i jest gotowy na poniesienie kary!
            Ale jesli prosi o szansę, by znowu zaczeło się od początku - to
            oznacza to jedno - facet się boi i niczego nie poniał z tego co
            zrobił. Dlatego jestem realistą. I szkoda mi jego zony.
            Ot i wszystko. Oczywiście nie gniewam się, że ludzie myslą inaczej.
            Sam kiedys myslałem inaczej i jak dzisiaj patrze na to juz na
            spokojnie, z posprzatanym zyciem wiem, że ludzie boja sie
            konsekwencji własnych działań. Dlatego nim sie zacznie działanie,
            trzeba po prostu nie pytac innych, ale spojrzeć na fakty i
            powiedzieć: A ch.... z tym - i wybaczyć - albo powiedziec sobie:
            Nie, nie zmarnuje tego cierpienia, tych łez, tego upokorzenia i
            mając dowody zadbam wreszcie o siebie.

            > Może się okazać że będzie - OK.

            No to likwidujmy te Forum, zróbmy tylko ściepę narodową i wynajmijmy
            szamana, który będzie tutaj odpisywał tym, co maja problem do
            rozwiązania ;))
            Może - to się może wydarzyć wszystko - o... mąż Autorki jutro
            pójdzie na badania i kojfnie na lezance. Albo jutro się zakocha w 13
            latce i wsadzą go za pedofilie.

            > I jeśli okaże się, że szansa została przez niego zmarnowana to
            > rozwód.

            Ja jej nie bronię - sam dałem szanse naiwnie i głupio kiedyś i tylko
            zmarnowałem czas, energię, kasę i nerwy.
            Ale jak ktos chce się sam przekonac, to prosze uprzejmie. Przecież
            nie padnę jak Idiot na komputer rozdzierając gajerek z okrzykiem -
            Nie rób tego głupia!

            > I wcale nie muszą minąć lata.

            No pewnie - może minąc tydzień - fakt.

            > Ja na jej miejscu napisałbym wniosek
            > rozwodowy ale pozostawiłbym wolne miejsce na datę i pokazałbym
            > gościowi taki wniosek.

            To się nazywa szantaż - i co? Gdzie tu miejsce na miłość? On ją
            będzie kochał ze Strachu? Stanie się wspaniałym kochającym mężem i
            kochankiem i nie spojrzy nawet na małolatę - bo ma przystawiony do
            głowy pistolet? No cóż - jedno kupują miłość inni ją zdobywają
            przemoca. A co mi tam - niech dziewczyna robi co chce - to jej
            zycie, a nie moje ;)
            • zelm71 Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 13:46
              "zawsze jest nadzieja a nadzieja to matka głupich"
              Pozostała ostatnia b. ważna kwestia czy ona go jeszcze kocha?
              Jeśli tak to jednak postawiłbym na "nadzieję".
              Jeśli nie albo nie jest pewna to wariant rozwodowy.
              • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 13:52
                Jeste jeszcze separacja - dla tych co mają wiele wiary. Taki czas na
                sprawdzenie deklaracji, potwierdzenie słów czynami i czas na
                przemyslenia.
                Zawsze jest wyjście pośrednie....
              • kolonistka Re: on prosi o drugą szansę... 30.10.07, 10:32
                "zawsze jest nadzieja a nadzieja to matka głupich"

                Jezeli nadzieje jest matka glupich to zycie madrych musi byc
                straszne.
            • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 13:54
              Jeszcze se cóś dokomentuję;)
              >
              > ja nie jestem pesymistą. ja jestem realista.

              Jasne - ale bazującym jedynie na swoim doświadczeniu.. a co z
              parami, które po przejściu przez takie perturbacje, dożyły w
              szczęściu małżeńskim późnej starości?? Są.. tylko postaciami z
              bajek? Nie istnieją? A, skoro istnieją, to.. może jednak różnie
              bywa, hę?;)


              > Sam kiedys myslałem inaczej (...)

              ..i akurat TWOJE życie zweryfikowało Twoje poglądy.. na szczęście
              życie, to nie kalka, nie każdy żyje tak samo, prawda? A skoro Ludzie
              są szczęśliwi, żyjąc różnie, to znaczy, że jest do tego szczęścia i
              spełnienia wiele dróg, nie tylko Twoja.. Skąd więc tem mentorski ton
              nieomylności.. przypadkiem sam siebie nie przekonujesz, że dobrze
              postąpiłeś?:) Po co? Inni nie mogą mieć innych patentów na życie baz
              ryzyka, że podsumujesz je "ja jestem realistą - Ty nie, bo masz inne
              podejście"? Przekonany o słuszności swoich wyborów Człowiek nie musi
              sięgać po takie teksty..


              > Ja jej nie bronię - sam dałem szanse naiwnie i głupio kiedyś i
              tylko
              > zmarnowałem czas, energię, kasę i nerwy.

              Tylko, że w Jej przypadku może być zupełnie inaczej, nie Wszyscy są
              Twoją Byłą, która szansę zmitrężyła.. ciasne te twoje myśli coraz
              bardziej..




              > To się nazywa szantaż - i co?

              A to jak się nazywa? :


              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=70181972&a=70182193
              Pamiętaj, co wcześniej pisałeś, bo niechcący skrytykowałeś swój
              własny patent;)

              Ja zmykam, miłego dnia i szerszego horyzontu życząc:)
              • p_k_79 aha.. ps. 26.10.07, 14:02
                jeśli idzie o spojrzenie, jak Twoje, subiektywne i rewidowanie
                poglądów.. ja je akurat zrewidowałam w drugą stronę - do dziś
                żałuję, że kiedyś nie umiałam dać drugiej szansy. Oboje żałujemy,
                ale jest już za późno. A wystarczyło poczekać, zamiast działać
                impulsywnie, od razu wywaląjąc Kogoś ze swojego życia.. Na to zawsze
                jest czas.

                Pa:)
                • glosatorr Re: aha.. ps. 26.10.07, 14:21
                  p_k_79 napisała:

                  > jeśli idzie o spojrzenie, jak Twoje, subiektywne i rewidowanie
                  > poglądów.. ja je akurat zrewidowałam w drugą stronę - do dziś
                  > żałuję, że kiedyś nie umiałam dać drugiej szansy. Oboje żałujemy,
                  > ale jest już za późno. A wystarczyło poczekać, zamiast działać
                  > impulsywnie, od razu wywaląjąc Kogoś ze swojego życia.. Na to
                  zawsze
                  > jest czas.
                  >
                  > Pa:)

                  Ja nie znam Twojej historii - więc nie moge się w niczym
                  ustosunkowac. Ja np. dałem szansę, dałem ich wiele i byłem
                  skończonym idiotą. Nie wstydze się do tego przyznać. I nie załuję
                  nawet swoich durnych decyzji - bo dzieki nim dzisiaj jestem lepszym,
                  mądrzejszym facetem, śpię spokojnie i mam tę świadomość, że zrobiłem
                  wszystko. Ale gdybym wtedy miał tę wiedzę, jaką mam dzisiaj -
                  zrobiłbym dokładnie to co napisałem. Bez mrugnięcia okiem. I dlatego
                  napisąłem to co napisałem. A może tobie potrzeba jeszcze czasu?
                  Nie wiem. Widzisz, potrafię napisac nie wiem.

                  Miłego dnia/
                  • al9 glosator naprawdę Cie luibię 26.10.07, 15:43
                    i często mam podobne do Twojego zdanie..
                    ALE!
                    mam kłopoty z czytaniem Twoich postów! Masz manierę wkejania cudzych
                    zdań posuniętą do absurdu.....
                    Już Ci kiedys zwracałem na to uwagę..
                    Przemysl to jeszcze raz, proszę
                    Pozdr
                    al
                  • p_k_79 Re: aha.. ps. 27.10.07, 13:09
                    Ty tak to widzisz, masz oczywiście prawo do samooceny. Ale moim
                    zdaniem jest krzywdząca.
                    Nie byłeś głupi, tylko ufałeś - to różnica. To nie zaufanie świadczy
                    o głupocie i jest naganne (choć współczesny świat każe nam tak
                    myśleć - "wykorzystujesz - jesteś cool.. dałeś się wykorzystać -
                    jesteś mięczakiem".. bzdet i odwrócenie moralności). Nawet naiwność
                    naganna nie jest. Naganne i głupie jest nie docenianie powierzonego
                    zaufania i danej szansy. A z głupimi Ludźmi być nie warto, więc
                    słusznie postąpiłeś - odchodząc.

                    pozdrawiam:)
                    • glosatorr Re: aha.. ps. 27.10.07, 20:31
                      p_k_79 napisała:

                      > Ty tak to widzisz, masz oczywiście prawo do samooceny.

                      Dziękuję - ja wiem, że mam prawo do samooceny.

                      >Ale moim
                      > zdaniem jest krzywdząca.

                      A moim nie - jest prawdziwa. Człowiek z głupoty i niewiedzy jak coś źle zrobi,
                      potem musi umieć się do tego przyznać i być konsekwentnym.

                      > Nie byłeś głupi, tylko ufałeś - to różnica.

                      Nadmierne, bezpodstawne zaufanie, ślepe - jest głupotą.
                      A z naiwności trzeba się wyzwolić a potem dopiero zakładać związki.
                      Inne rozwiązanie to głupota.

                      > To nie zaufanie świadczy
                      > o głupocie

                      Zgadza się - samo zaufanie - nie. Ale nadmierne, bezpodstawne - tak.

                      > Nawet naiwność
                      > naganna nie jest.

                      U dzieci? Nie - u dorosłych? Jest głupotą.


                      >
                      > pozdrawiam:)
              • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę... 26.10.07, 14:18
                p_k_79 napisała:

                > Jeszcze se cóś dokomentuję;)
                > >
                > > ja nie jestem pesymistą. ja jestem realista.
                >
                > Jasne - ale bazującym jedynie na swoim doświadczeniu..

                Nie - gdybym bazował wyłacznie na swoim doświadczeniu, radziłbym aby
                Autorka wybaczyła i ... zobaczyła jak będzie.
                Niestety nie bazuje wyłacznie na swoim doświadczeniu. Bazuję równiez
                na doswiadczeniu innych ludzi, moich znajomych, koleżanek, kolegów
                oraz na wiedzy, jaką zebrałem przez wiele lat czytając i słuchające
                tego co mówili i opowiadali oraz pisali inni.

                > a co z
                > parami, które po przejściu przez takie perturbacje, dożyły w
                > szczęściu małżeńskim późnej starości??

                Ja takich nie spotkałem. A Ty spotkałeś?

                > Są.. tylko postaciami z
                > bajek? Nie istnieją? A, skoro istnieją, to.. może jednak różnie
                > bywa, hę?;)

                A istnieją? Jak istnieją - dla mnie beda wyłacznie wyjatkiem
                potwierdzającym moją regułę. Bo nie zliczę juz ile wysłuchałem
                opowieści, gdy jedna strona wciąż kochając i łudząc się, że
                wybaczając wskrzesze obumarłe uczucia w osobie nielojalnej,
                cierpiała tyle, że w końcu doszła do wniosku, który ja umieściłem w
                swoich tekstach: Jeśli raz lew posmakuje ludzkiego mięsa, zawsze
                będzie pragnął go posmakować.

                >
                >
                > > Sam kiedys myslałem inaczej (...)
                >
                > ..i akurat TWOJE życie zweryfikowało Twoje poglądy..

                Oczywiście.

                > na szczęście
                > życie, to nie kalka, nie każdy żyje tak samo, prawda?

                Oczywiście. Ale jak napisałem wyżej, nie spotkałem jeszcze w życiu
                (może kiedyś spotkam, kto wie?) pary, która przeszła zdradę i po
                zdradzie było wspaniale. Może ktoś potrafi dokonać na swoim mózgu
                np. wycięcia tego akurat ośrodka odpowiedzialnego za złe wspomnienia
                i np. w czasie kłotni nie rzuci "wybaczonej osobie" - a ty mnie
                zdradzałeś! Może... oczywiście, mozna mieć wiarę co góry przenosi,
                ale jesli miłosci by ktoś nie miał byłby.....

                > A skoro Ludzie
                > są szczęśliwi, żyjąc różnie, to znaczy, że jest do tego szczęścia
                i
                > spełnienia wiele dróg, nie tylko Twoja..

                Nie wątpię - tylko jak mi pokażesz taką parę, która np. przeszła
                emocjonalną zdrade i nielojalność i pozostała szcześliwa - wtedy
                uwierze. Będę więc dalej takim niewiernym Tomaszem, ok? Mogę?

                >Skąd więc tem mentorski ton
                > nieomylności.. przypadkiem sam siebie nie przekonujesz, że dobrze
                > postąpiłeś?:)

                O nie - ja nie mam nawet cienia wątpliwości, że posapiłem źle.
                Wprost przeciwnie, mam same dowody na to, że postapiłem własciwie ;))
                Natomiast prosze odrózniac ton mentorski od tonu zawierającego 100%
                pewności co do treści jaką tu umieszczam. Tak - jestem pewien tego
                co pisze a jak mam watpliwości, to pisze o nich.
                Ja rozumiem, że teraz jest trendy być takim wahającym się, mającym
                watpliwości, podważającym wszystko człowiekiem. Ale ja nie jestem
                trendy.

                > Po co? Inni nie mogą mieć innych patentów na życie baz
                > ryzyka, że podsumujesz je "ja jestem realistą - Ty nie, bo masz
                inne
                > podejście"?

                Ależ mogą mieć i powtórzę to co pisałem, piszę i z racji tego, że
                nie kazdy zagląda na stronę, jaką umieszczam w swojej stopce, gdzie
                to wyjaśniam na samym poczatku: Ja bardzo się ciesze, jesli ktoś mi
                nie wierzy, robi swoje i sam się na końcu przekonuje - czy to on/ona
                miał rację czy jakis anonimowy facet z sieci o nicku Glosator.
                Ja tu tylko wyrażam swoje poglądy, opinie i przekonania. Nie jestem
                wyrocznią. Ktoś może mi przyznac rację lub jej zaprzeczyć. Wolność
                jest w kraju i nalezy z niej korzystac ;)) równiez wolnośc wyboru
                opcji. Dlatego zachęcam do tego, aby czytając mnie ludzie czasami
                się zastanowili, przemysleli to co przeczytają i podjeli własne
                decyzje zupełnie nie kierując sie moimi.

                > Przekonany o słuszności swoich wyborów Człowiek nie musi
                > sięgać po takie teksty..
                >
                tak myslisz? No to super. Ja odpowiadałem autorce tego wątku a teraz
                odpowiadam osobom, które ze mną polemizują. Nie tworze tutaj jakiejś
                filozofii. Życie zawsze weryfikuje kto ma rację. ja jej wcale nie
                musze mieć, prawda? Załóż że jej nie mam i zyj jak uważasz za
                stosowne. Nic mi do tego.


                >

                > > To się nazywa szantaż - i co?
                >
                > A to jak się nazywa? :
                >

                >
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=70181972&a=70182193
                > Pamiętaj, co wcześniej pisałeś, bo niechcący skrytykowałeś swój
                > własny patent;)

                To co pisałem w cytowanym wątku - dotyczył zupełnie innej
                historii. :-)

                >
                > Ja zmykam, miłego dnia i szerszego horyzontu życząc:)
                >

                Mój horyzont jest szerszy - ale przeciez nie chodzi o to bym musiał
                Ci to udowadniac, prawda? Ty wiesz lepiej :_)) Miłego dnia zyczę :-)
                • p_k_79 Re: on prosi o drugą szansę... 27.10.07, 13:04


                  >
                  > Nie - gdybym bazował wyłacznie na swoim doświadczeniu, radziłbym
                  aby
                  > Autorka wybaczyła i ... zobaczyła jak będzie.

                  No nie zgodzę się:) Wniosek ostateczny z Twoich doświadczeń jest
                  taki, że dać szansy i wybaczyć nie warto, bo i tak się zawiedzie -
                  reszta, to jedynie droga, jaką do niego doszedłeś.



                  Bazuję równiez
                  > na doswiadczeniu innych ludzi, moich znajomych, koleżanek, kolegów
                  > oraz na wiedzy, jaką zebrałem przez wiele lat czytając i
                  słuchające
                  > tego co mówili i opowiadali oraz pisali inni.

                  To tak, jak ja.. czyli jednak bywa różnie, skoro tę wiedzę inną
                  posiadamy:)



                  >
                  > Ja takich nie spotkałem. A Ty spotkałeś?

                  Owszem. Mam przykład we własnej Rodzinie.



                  >
                  > A istnieją? Jak istnieją - dla mnie beda wyłacznie wyjatkiem
                  > potwierdzającym moją regułę. Bo nie zliczę juz ile wysłuchałem
                  > opowieści, gdy jedna strona wciąż kochając i łudząc się, że
                  > wybaczając wskrzesze obumarłe uczucia w osobie nielojalnej,
                  > cierpiała tyle, że w końcu doszła do wniosku, który ja umieściłem
                  w
                  > swoich tekstach: Jeśli raz lew posmakuje ludzkiego mięsa, zawsze
                  > będzie pragnął go posmakować.

                  To żaden przykład. Lew nie ma zdolności świadomego wyciągania
                  wniosków, nauki na błędach i sumienia. A owo sumienie odzywa się
                  dopiero po tym, gdy coś zrobimy po raz pierwszy źle. W chwili, gdy
                  czegoś złego próbujemy, jest nam dobrze - potem sumienie karze (albo
                  zupełnie milknie - ja nie wykluczam żadnej możliwości, w
                  przeciwieństwie do Ciebie) na tyle surowo i długotrwale, że nie mamy
                  ochoty przeżywać takich wewnętrznych katuszy nigdy więcej (Dziecko
                  raz wkłada rękę w ogień - więcej nie da się skusić pociągającym
                  ciepłem kolorowego płomienia, bo zna bolesne konsekwencje zanurzenia
                  w nim dłoni).




                  >
                  > Oczywiście. Ale jak napisałem wyżej, nie spotkałem jeszcze w życiu
                  > (może kiedyś spotkam, kto wie?) pary, która przeszła zdradę i po
                  > zdradzie było wspaniale. Może ktoś potrafi dokonać na swoim mózgu
                  > np. wycięcia tego akurat ośrodka odpowiedzialnego za złe
                  wspomnienia
                  > i np. w czasie kłotni nie rzuci "wybaczonej osobie" - a ty mnie
                  > zdradzałeś! Może... oczywiście, mozna mieć wiarę co góry przenosi,
                  > ale jesli miłosci by ktoś nie miał byłby.....

                  No bez żartów:) W kłótni mówimy wiele rzeczy, jakich nigdy byśmy nie
                  powiedzieli, łącznie "po co ja w ogóle za Ciebie wychodziłam"?? Albo
                  opieramy się na wspólnej, trzeźwej rzeczywistości, albo na chwilach
                  negatywnych emocji w kłótniach. Jeśli na tym drugim, to może od razu
                  zostańmy pojedynczymi egzemplarzami, żeby nigdy Nikogo nie urazić i
                  nie być urażonym?


                  >
                  > Nie wątpię - tylko jak mi pokażesz taką parę, która np. przeszła
                  > emocjonalną zdrade i nielojalność i pozostała szcześliwa - wtedy
                  > uwierze. Będę więc dalej takim niewiernym Tomaszem, ok? Mogę?
                  Możesz:) Jak wyżej nappisałam, taką Parę/Pary mam w Rodzinie. Mąż
                  zdradzał Żonę z Jej Siostrą. Zdarzyło się lat temu niemal
                  trzydzieści. Obie Pary pozostały ze swoimi Małżonkami - jedni są
                  szczęśliwi, jak nastolatki nadal. Drudzy prowadzą szare życie, jak
                  większość Małżeństw w Ich wieku i z Ich stażem. Nie przypominam
                  sobie, żeby kiedykolwiek Któreś wypomniało np. po pijanemu na
                  jakiejś rodzinnej imprezie, gdzie była cała czwórka, że w
                  przeszłości to.......
                  Możliwe?
                  Jasne, że możesz mi nie wierzyć na słowo, ale.. ja Tobie też nie:)
                  Zakładam, że rzeczywiście opisujesz, jak i ja, fakty:) W inny sposób
                  sobie tego nie udowodnimy przecież:)

                  >
                  > O nie - ja nie mam nawet cienia wątpliwości, że posapiłem źle.

                  Wiesz, że chodzi mi o decyzję ostateczną, nie o drogę do niej..
                  kombinujesz Waść;PP



                  > Natomiast prosze odrózniac ton mentorski od tonu zawierającego
                  100%
                  > pewności co do treści jaką tu umieszczam.

                  Ja mówię o odbiorze - wiesz, że to się czasem całkowicie rozmija z
                  intencjami nadawczymi;)



                  Tak - jestem pewien tego
                  > co pisze a jak mam watpliwości, to pisze o nich.
                  > Ja rozumiem, że teraz jest trendy być takim wahającym się, mającym
                  > watpliwości, podważającym wszystko człowiekiem. Ale ja nie jestem
                  > trendy.

                  Bynajmniej. Ja widzę, że teraz panuje trend na pewnego siebie i
                  własnych decyzji Człowieka. Przy czym jest to ok.. znaczy byłoby,
                  gdyby nie trend dodatkowy - podejmowanie owych decyzji w biegu,
                  często nie na podstawie przemyśleń i siebie, tylko na podstawie
                  pseudoporadników (w mojej wersji: bezradników) z serii "jak żyć".
                  To, moim zdaniem, droga donikąd.



                  > tak myslisz? No to super. Ja odpowiadałem autorce tego wątku a
                  teraz
                  > odpowiadam osobom, które ze mną polemizują. Nie tworze tutaj
                  jakiejś
                  > filozofii.

                  Powtórzę.. mówię o odbiorze:)



                  Życie zawsze weryfikuje kto ma rację. ja jej wcale nie
                  > musze mieć, prawda? Załóż że jej nie mam i zyj jak uważasz za
                  > stosowne. Nic mi do tego.

                  Tego akurat nigdsy nie zakładam - po wielu latach obserwacji
                  zauważam, że zazwyczaj racje są równoległe. Nie ma jednego patentu
                  na życie. Właściwy to ten, który daje nam satysfakcję, spełnienie,
                  pozwala się rozwijać i jednocześnie dobrze by było, żeby nie
                  krzywdzić przy tym Innych. A że Ludzie są różni, to i owych patentów
                  mrowie:)


                  >
                  > To co pisałem w cytowanym wątku - dotyczył zupełnie innej
                  > historii. :-)

                  Hehe i znów kombinuje;DD Nie o historię, a o patent na rozwiązywanie
                  dowolnego problemu mi szło.. i wiesz o tym dobrze;PP



                  > Ty wiesz lepiej :_))

                  Bynajmniej.. jedynie INACZEJ:) I o to mi wyłącznie chodzi, byś
                  tego "inaczej" nie sprowadzał do "gorzej", komentując, oki?:)



                  Życzę uroczego weekendu:)
                  • glosatorr Re: on prosi o drugą szansę... 27.10.07, 20:49
                    p_k_79 napisała:


                    > No nie zgodzę się:) Wniosek ostateczny z Twoich doświadczeń jest
                    > taki, że dać szansy i wybaczyć nie warto, bo i tak się zawiedzie -
                    > reszta, to jedynie droga, jaką do niego doszedłeś.
                    >
                    Nie - w tym przypadku - a ja czytałem historie Yenny, nic nie da druga szansa.

                    > To tak, jak ja.. czyli jednak bywa różnie, skoro tę wiedzę inną
                    > posiadamy:)
                    >
                    Jak napisałem, to tak rzadkie przypadki, że mieszczą się w kategorii - Wyjątek
                    od reguły.


                    > > Ja takich nie spotkałem. A Ty spotkałeś?
                    >
                    > Owszem. Mam przykład we własnej Rodzinie.
                    >
                    Bardzo mnie to cieszy, że pomimo zdrady są szczęśliwi, radośni i przetrwali wiele.


                    >

                    > Możesz:) Jak wyżej nappisałam, taką Parę/Pary mam w Rodzinie. Mąż
                    > zdradzał Żonę z Jej Siostrą.

                    Aaaa :-)) To wszystko zostało w rodzinie ;))) Tak - w takich przypadkach to
                    rzeczywiście można to przeżyć ;))) I wybaczyć. A trzydzieści lat temu - to
                    rozejście się, szczególnie w małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają -
                    graniczyło z cudem a strach przed byciem na językach powodował, że ludzie byli
                    razem. Jak mówiłem - takie przypadki to wyjątki od reguły.



                    > Jasne, że możesz mi nie wierzyć na słowo,

                    Uwierzę - ale powtórzę - są wyjątki potwierdzające regułę.



                    > Ja mówię o odbiorze - wiesz, że to się czasem całkowicie rozmija z
                    > intencjami nadawczymi;)
                    >
                    Dlatego odbiór osoby z boku jako subiektywne odczucie - jest Twój i nic mi do
                    tego. Ja nie mam czytając czegoś takiego jak odbiór. Analizuję treść a nie
                    emocje jakie niosą słowa.

                    >

                    > Bynajmniej. Ja widzę, że teraz panuje trend na pewnego siebie i
                    > własnych decyzji Człowieka.

                    Ja tego nie dostrzegam. Ja przynajmniej podejmuje decyzje i nie mam z tym
                    żadnych problemów.


                    >
                    > Powtórzę.. mówię o odbiorze:)
                    >
                    A ja powtórzę - o odbiorze można mówić, kiedy się słyszy kogoś.
                    Ja analizuję treść - emocje zostawiam gdzieś tam ;)) Tak więc możesz mnie
                    odbierać jak chcesz. Ale ale ja odpisując Yennie - ją miałem na myśli, a nie to,
                    jak mnie odbiorą inni w tym ty. Każdy może wyartykułować swoje zdanie - ona i
                    tak wyrobi swoje własne.


                    >
                    > Tego akurat nigdsy nie zakładam - po wielu latach obserwacji
                    > zauważam, że zazwyczaj racje są równoległe.

                    A dla mnie racje są po stronie logicznego wnioskowania.
                    A życie tylko weryfikuje - poprzez fakty.
                    Tak jak doświadczenie potwierdza twierdzenia.
                    Każdy może zweryfikować dowolną teorię.
                    Nawet poprzez zaprzeczenie jej i postawienie tezy przeciwnej.
                    Doświadczenie, eksperyment, fakty - są najdoskonalszą formą weryfikacji.

                    > Nie ma jednego patentu
                    > na życie.

                    Ależ jest - żyj logicznie ;))) konsekwentnie ;)))
                    Oczywiście, można się nie zgadzać z tą teorią ;)

                    >A że Ludzie są różni, to i owych patentów
                    > mrowie:)
                    >
                    Ależ oczywiście - że są różni. Co wcale nie znaczy, że nie ma pewnych prawd,
                    prawidłowości, zasad rządzących różnorodnością. Niestety wiem, że będziesz
                    zasmucona - ale są. I można to akceptować lub nie. Życie samo dokona dowodu
                    wprost ;))

                    >
                    > >
                    > > To co pisałem w cytowanym wątku - dotyczył zupełnie innej
                    > > historii. :-)
                    >
                    > Hehe i znów kombinuje;DD Nie o historię, a o patent na rozwiązywanie
                    > dowolnego problemu mi szło.. i wiesz o tym dobrze;PP

                    Nie - nie wiem. Tamto dotyczyło sprawy męża maminsynka i dylematu jaki miała
                    żona. A to co tutaj piszę to historia Yenny, która odkrywa romanse męża z
                    nastolatkami - uczennicami. I chociaż widzisz tam jakieś podobieństwa, patenty -
                    to wyłacznie drogą porównania. Tak, wyznaję zasadę, że proste rozwiązania są
                    najlepsze. Oszczędzają czasu, łez i energii. Dlatego to, iż znajdujesz
                    podobieństwa - wynika nie z patentu, tylko z tego, iż ja mam umiłowanie do
                    prostych rozwiązań (wcale nie łatwiejszych).


                    >
                    > Bynajmniej.. jedynie INACZEJ:) I o to mi wyłącznie chodzi, byś
                    > tego "inaczej" nie sprowadzał do "gorzej", komentując, oki?:)

                    Powiem tak - pozwolisz, że będę pisał co myślę. I jeśli uznam, że inaczej -
                    znaczy gorzej - ton napisze to. Ok?

                    >
                    >
                    >
                    > Życzę uroczego weekendu:)

                    Wzajemnie ;)
    • al9 Yenna postaw warunki 26.10.07, 12:48
      1.zmiana zawodu. facet sie nie nadaje do pracy w szkole. ma za słaby
      charakter (juz nie chodzi o pokusy związane z atrakcyjnymi
      maturzystakami, ale w ogóle sprzeniewierzenie zasadom etyki zawodu)
      2.zmiana miasta. wcześniej pisałaś, że rzuciłaś dla niego wszystko.
      Odzyskaj to. Wróć do siebie. Inwestuj w siebie.
      Poza tym Ty teraz wybaczysz, a za chwilę demony przeszłości i tak
      wypłyną....

      Macie szansę, ale kwiaty nie wystarczą....
      Pozdr
      al
      al
      • azmb Re: Yenna postaw warunki 26.10.07, 13:27
        Przeczytałam wszystkie wpisy, niektóre dwa razy...Mam za sobą już
        długie życie, więc chyba też i doświadczenie:)dlatego śmiem zabrać
        głos. Dać szansę, czujnie obserwować, nie ufać, patrzeć podejrzanemu
        mężowi "na ręce", zmieniać mieszkanie a nawet miejsce
        zamieszkania... Boże,ileż zachodu, ileż wiary w to,że kiedyś stanie
        się cud i jego wyjścia z domu, telefony, rozmowy, posiedzenia przy
        kompie to już nie flirty... Pomyśl, ile trzeba mieć wiary w to, że
        jego siedzenie z Tobą, zabawa z dzieckiem to nie kamuflaż a szczera
        radość przebywania? Czy uda Ci się pozbyć takich mysli, kiedy mąż
        zechce Cię namówić na drugie dziecko? A Ty, Ty chcesz być takim
        strażnikiem?
        • yenna29 Re: Yenna postaw warunki 26.10.07, 13:56
          Azmb - Nie chcę być strażnikiem, zdaję sobie sprawę z tego, że
          będzie mi ciężko bo może być tak, że przy każdym dźwięku jego
          telefonu będę się zastanawiać czy to aby nie kolejna
          nastolatka...Ale może warto spróbować? Po to aby spokojnie móc potem
          spojrzeć w lustro i aby niczego nie żałować...
          • loppe Re: Yenna postaw warunki 26.10.07, 15:06

            w zasadzie - z uwagi na pewna niedojrzałość czy nieopanowanie -
            nadzór kuratorski może Mu chyba tylko pomóc, ale ja też bym się nie
            zgodził na taki etat nadzorczy
            • loppe Re: Yenna postaw warunki 26.10.07, 15:10
              tzn. jakbym miał babie gadu-gadu i inne dobrodziejstwa techniki
              kontrolować
      • glosatorr postaw warunki i nie zapomnij 26.10.07, 13:45
        by w rewolwerze przystawionym meżowi do skroni nigdy nie zabrakło
        kulek... a nie daj Boże sprawdź, czy tam nie ma slepaków!
        • azmb Re: postaw warunki i nie zapomnij 26.10.07, 14:05
          Życzę Ci jak najlepiej, uwierz:) Nie mam żadnej rady, którą chcę Ci
          dać, stawiam tylko pytania, bo przejechałam się "równo" na męskich
          obietnicach. Mój mąż nie dotrzymywał słowa w zasadniczym temacie. A
          był najważniejszym mężczyzną w moim życiu, więc rozczarowanie było
          tym boleśniejsze.
          Niech Ci się uda!!
          • herbatka.jasminowa Re: postaw warunki i nie zapomnij 26.10.07, 14:28
            Daj mu szansę, ale tylko tę jedną i zarazem ostatnią.Postaw jasno warunki i obserwuj jak je spełnia, myśle ze wszyscy tutaj maja dużo racji, np. glosatorr.
            Jeśli facet i tym razem "polegnie"- zabierz dziecko i odejdź.

            No mercy.
            • czerwone_francuskie Re: postaw warunki i nie zapomnij 26.10.07, 15:37
              nie dawaj mu drugiej szansy. daj mu OSTATNIA.
              Wierze, ze zaslepiony czlowiek moze popelnic blad.
              Wierze, ze moze popelnionych czynow zalowac.
              Ale tu nie wystarcza lzy i kwiaty. Jakie to beznadziejne - kwiaty w zamian za
              tyle krzywdy...Tu trzeba konkretow - i to on powinien z nimi wystapic i
              zobowiazac sie do przestrzegania regul: zero gg, telefonow od uczennic, zmienic
              nr komorki, odciac internet w domu i koniecznie udac sie do psychologa, ktory
              zinterpretuje problem, nie znajduje normalnym, ze dorosly mezczyzna traci glowe
              dla swoich uczennic. to jest naganne i skandaliczne.
              zmienic miasto, czemu nie. odciac sie.
              nie moze byc tak, ze on pod Twoim przymusem zrezygnuje z gg etc etc...to nie
              jest kara jaka mu wymierzasz za niegrzeczne zachowanie.
              on, z wlasnej, nieprzymuszonej woli, powiniem podjac takie kroki jako
              konsekwencje wlasnej glupoty. pytanie, czy jest na tyle dojrzaly i czy zal i
              skrucha jest szczera, czy jest wywazona kalkulacja.
              ALe to musisz ocenic sama.
    • bomba44 DOWODY!!! 26.10.07, 16:45
      Yenna:

      Ty mu wybacz i daj mu ostatnią szansę.

      ALE DOWODY WINY MĘŻA PRZEKAŻ DO PROKURATURY, SZKOŁY W KTÓREJ PRACOWAŁ I RODZICÓW
      DZIEWCZYNEK, UCZENNIC, KTÓRE PRÓBOWAŁ UWIEŚĆ.

      I pozwól prokuraturze zdecydować, czy on popełnił przestępstwo, czy nie.

      I pozwól szkole ocenić, czy on postąpił zgodnie z etyką zawodową i ze
      standardami pracy w tej szkole.

      I pozwól rodzicom ocenić, czy on postąpił zgodnie z ich oczekiwaniami wobec
      pracowników oświaty, którym oni powierzają swoje dzieci.

      A Ty jemu wybacz i daj mu drugą szansę (oczywiście jeśli chcesz).


      PS. Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i jestem zszokowany. Jeżeli on
      popełnił przestępstwo, a Ty nikogo nie powiadomisz, to jesteś współwinna
      przestępstwa. Jeżeli on nie popełnił przestępstwa, to powinnaś być spokojna, że
      prokuratura, szkoła i rodzice po zbadaniu sprawy orzekną, że on ma czyste
      sumienie, i wtedy możesz mu wybaczyć bez żadnych wątpliwości.

      Pozdrawiam, i życzę więcej empatii, bo na razie to wydaje mi się że myślisz
      TYLKO o sobie i swoim związku. Ciekaw jestem jak byś postąpiła, gdyby to twoje
      dziecko (wraz z innymi dziećmi) molestował nauczyciel w szkole. Też byś
      siedziała cicho i zastanawiała się czy temu nauczycielowi osobiście wybaczyć czy
      nie?
      • loppe Re: DOWODY!!! 26.10.07, 16:50

        Nie no, seks z nie pamiętam 15 czy 16 lat liczącą osobą jest granica
        przestepstwa w Polsce, a on flirtował przecież powyżej tej granicy
        wieku
        • bomba44 Re: DOWODY!!! 26.10.07, 16:57
          To jest moim zdaniem ważniejsza i bardziej ogólna sprawa wykraczająca poza ten
          wątek. W związku z tym zakładam na ten temat nowy wątek i tam sugeruję kierować
          dalsze odpowiedzi.
        • al9 loppe idź też do lekarza!!!!!!!! 29.10.07, 10:52
          loppe 26.10.07, 16:50 Odpowiedz

          Nie no, seks z nie pamiętam 15 czy 16 lat liczącą osobą jest granica
          przestepstwa w Polsce, a on flirtował przecież powyżej tej granicy
          wieku
          -----------------------------
          flirt z zależna od siebie uczennicą?
          to nie flirt to molestowanie. I nawet gdyby były pełnoletnie - czyn
          karalny

          a etyka zawodu?
          a uczciwość i zasady?
          loppe nie zyczę ci zebys posyłając dziecko do szkoły zastanawiał sie
          czy nauczyciel będzie z nim "flirtował"
          jestem beznadziejnie zasmucony twoją wypowiedzią..
          al


    • artemisia_gentileschi Re: on prosi o drugą szansę... 27.10.07, 13:46
      Pol biedy gdyby chodzilo o romansowanie z osoba dorosla, ale z
      uczennicami? IMO to cos wyjatkowo obrzydliwego, tu nie chodzi tylko
      o Ciebie, ale rowniez o te nieszczesne malolaty. A jesli ktoras lub
      jej rodzice naglosnia sprawe? Odium spadnie i na Ciebie. Na Twoim
      miejscu zlozylabym pozew o rozwod, rowniez dla wlasnego i dziecka
      spokoju.
    • krissdevalnor100 Re: on prosi o drugą szansę... 27.10.07, 22:03
      Yyyy... za łatwo jakoś. Ja bym go i tak wyp***ła z domu. Mam nadzieję;)
      Bo jak mu od razy przebaczysz, to za miesiąc będzie robił to samo czując, że o wybaczenie łatwo w sumie :/
    • zipka Re: on prosi o drugą szansę... 28.10.07, 07:52
      Zmieni się na jakiś czas, 3 miesiuące może, potem wróci do swoich zwyczajów, a
      ty bedziesz sie z nim męczyć. Wyrwij chwasta!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka