Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny

03.01.08, 13:35
Noworoczne zyczenia ktore skladalismy sobie z mezem w sylwestrowa
noc sprowokowaly kolejna tzw. szczera rozmowe ;-)

Zaczelo sie od mezowskiej deklaracji, ze w nowym roku bedzie sie
bardziej staral dostosowac swoja seksualnosc do mojej. To z kolei
sklonilo nas do szerokiej refleksji "co to sie z tym naszym
zwiazkiem porobilo"... Bo przeciez przez nasze pierwsze lata razem
nikt do nikogo nie musial sie dostosowywac, bylismy swietnie
dopasowani, nie czulo sie zadnych roznic, zadnych mozolnych staran,
seks byl czesty, spontaniczny i nieskomplikowany. Jak to sie wiec
stalo, ze tak dobrana seksualnie para z poczatkow zwiazku osiagnela
pulap, kiedy trzeba sie az tak bardzo "starac" zeby sie dopasowac?
Jak to sie stalo ze sie teraz tak rozmijamy? Ze nic juz nie jest
proste i stalo sie niemal regula, ze kiedy jedno ma dzika ochote,
drugie nawet nie pomysli o seksie?

Taka "niekompatybilnosc nabyta" :-/

I doszlismy do wniosku, ze to nie rutyna tak na nas zmienila - nie
wspolne zycie pod jednym dachem, nie gotowanie, pranie skarpetek,
placenie rachunkow i cala ta szara codziennosc. Rowniez nie to ze
przestalismy sie nawzajem pociagac. Sytuacje na niekorzysc
zmienily.... nasze rozmowy. Szczere rozmowy o seksie. Mowienie o
swoich potrzebach. Komunikowanie tego, co lubimy a czego nie lubimy.
Chociaz bardzo sie staralismy zeby te rozmowy byly konstruktywne,
chcac nie chcac po drodze pojawily sie instruktaze : "rob to tak, a
tak", pouczenia : "badz bardziej taki a taki", "nie lubie kiedy...",
oraz choc delikatna, to jednak krytyka "nie powinnas tego robic w
taki sposob..." Itp. Jednym slowem nasz seks trafil pod lupe, zostal
poddany analizie oraz wielokrotnej wiwisekcji na spontanicznej i
bardzo delikatnej sferze jaka jest pozadanie.

No i stalo sie. Pod wplywem tych rozmow magia gdzies uleciala. Oboje
sobie to przyznalismy. Te rozmowy zabily w nim "polujacego lwa", a
we mnie cala spontanicznosc i ogien. Seks sie odsakralizowal,
przestal byc czynnoscia podniecajaca i spontaniczna, a zaczely sie
kompromisy oraz zmudne staranie zeby zadowolic partnera. Ciezka,
pozbawiona magii praca. Do tego kilka wypowiedzianych w desperacji
slow, ktore sprawily, ze nigdy juz nie bedzie tak jak dawniej.

Regula jest tu na forum udzielanie rad typu "jesli partner cie w
lozku nie satysfakcjonuje, to POROZMAWIAJ z nim/nia, a wszystko sie
ulozy". "Idzcie do psychologa, zanalizujcie, zwerbalizujcie
problem". Tymczasem komunikacja w zwiazku jak widac wcale nie jest
taka zbawienna. Przynajmniej jesli chodzi o sfere seksu. Bo
nadchodzi taki moment, ze robi sie o jedna rozmowe za duzo. Ze,
pomimo ze staramy sie rozmawiac delikatnie - jednak gdy slyszymy
pewne rzeczy boli nas ambicja. I pojawia sie zniechecenie, zbytnie
skomplikowanie sobie tej delikatnej sfery. Moment, kiedy zaczynamy
za duzo sie zastanawiac i kalkulowac, a za malo po prostu CZUC.
Wniosek z tego plynie taki, ze trzeba chyba mniej gadac, mniej
wywlekac, mniej komunikowac swoje potrzeby werbalnie, a raczej....
No wlasnie - co? Nie kazdy przeciez po kilku latach jest tak
wrazliwy na partnera zeby niewerbalnie odgadywac jego potrzeby...

Macie jakis pomysl? Jak rozmawiac, zeby nie przedobrzyc? Gdzie
znajduje sie ta granica i jak nalezy manewrowac zeby jej nie
przekroczyc?

Ogolnie jest tak jak w tej starej piosence DeMono :"Nie tak latwo
jest kochac, nie tak latwo byc razem/Kiedy wszystko najlepsze/Dawno
juz za nami"
Obserwuj wątek
    • zlosnica100 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 13:46
      Moj partner z koleji żąda ciąglego mowienia; co i jak bedziemy
      robili, nasze "seksowe" rozmowy sms-owe to 90 % rozmow az mnie to
      meczy, ale jego to podnieca :(
    • loppe Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 13:51
      Otóż to, dokładnie, milczące między nami, wielka tajemnica
      seksualnego mistycyzmu

      Po to jest forum żeby tu się wygadać i dopytać, ZAINSPIROWAĆ, a nie
      od partnera/partnerki analitycznie przeciagać magię przez
      wyżymaczkę. Np. jak pieścić piersi.
    • kawitator Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 14:00
      No wreszcie mam wsparcie Długo juz tu tłumaczę, że rozmowy zwłaszcza szczere to coś co nic nie naprawi a wszystko zepsuje
      Uczucie, pożądanie i jego wyraz seks to są czyste emocje To jest niepewność obawa, radość i strach wymieszane w różnych proporcjach To jest to napięcie między ludźmi. Po przeprowadzeniu szczerych rozmów to sie ulatnia i pozostaje logika, rozumienie i dystans.
      WIEC CO ROBIĆ Nie gadać szczerze tylko manipulować, kręcić, grać, utrzymywać w niepewności. Pokazywać uczucia i emocje To jest też świetny sposób porozumiewania się jeżeli istnieje wzajemne zainteresowanie
      O tym wiedziały świetnie nasze babcie i prababcie będąc w gorszej społecznej sytuacji niz obecne kobitki potrafiły jednak ugrać więcej
      Takie pierdoły jak „szczera rozmowa”, „cała prawda” i „absolutna szczerość” Porozmawiaj z nim /nią szczerze zabiły więcej związków niż cokolwiek innego.
      Ale w co drugiej wypowiedzi na forum w co drugiej wypowiedzi są takie właśnie rady albo głupich albo wrednych
      • eudajmonika Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 14:12
        kawitator napisał:

        Nie gadać szczerze tylko manipulować, kręcić, grać, utrzymywać w
        niepewności. O tym wiedziały świetnie nasze babcie i prababcie będąc w gorszej
        społecznej sytuacji niz obecne kobitki potrafiły jednak ugrać więcej.

        Nie wszyscy lubią, kiedy się nimi manipuluje.
        Na szczęście wnuczki i prawnuczki nie muszą uciekać się do manipulacji, mają wybór.
      • justyna.ada Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 14:33
        kawitator napisał:
        „szczera rozmowa”, „cała prawda” i &
        > "absolutna szczerość”

        Oj no bo Absolut... to taka dobra wódka jest, i tyle, wiadomo :-)
        Nie jest też tak że nie należy wcale rozmawiać, mówić prawdy czy
        też być szczerym, to są truizmy dla dzieci. Po prostu a) ze
        stuprocentowo szczerym człowiekiem nie dałoby się wytrzymać, b)
        nadmiar wiedzy wcale nie pomaga i c)rozmowa dobra i skuteczna to
        wcale nie spowiedź, przesłuchanie, czy wylewanie co na wątrobie.
        Jak to gdzieś zasłyszałam - "najpierw zadać mi pytanie, potem na
        nie samemu odpowiedzieć i jeszcze mnie ochrzanić"
      • aandzia43 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 15:12
        Kawitator napisał:
        O tym wiedziały świetnie nasze babcie i prababcie będąc w gorszej
        społecznej sy
        > tuacji niz obecne kobitki potrafiły jednak ugrać więcej

        Nie wiem, skąd ci przyszło do głowy, ze en masse dane im było ugrać
        więcej. Chyba omamił cię ten cukierkowy mit o tym, jak to drzewiej
        cudnie bywało, kiedy każdy miał swoje miejsce i panował Porządek. I
        oczywiście w związku z tym wszyscy byli szczęśliwi. Nie słuchałes
        intymnych opowiesci babek i prababek, bo ci one ich nie snuły przy
        kominku. Te opowiastki nie dla wnuków. Dla nich bogułojczyźniane
        banały. Gorzka prawda dla wnuczek. Toteż wnuki mogą sobie
        mitologizować przeszłość na każdej płaszczyźnie. Obyczajowej też.
        Wnuczki pozostaną sceptycznie nastawione do tych bajeczek.

        Kawi:
        Pokazywać uczucia i emocje

        Zgadzam się!!!!
        Ale nasze prababki emocji związanych z seksem raczej nie pokazywały.
        Nie miały takiej możliwości. Przyuczano je do nieodczuwania ich,
        spychania w nieswiadomość. Pozwalanie sobie na świadome odczucia w
        tej sferze to jest powszechny (jeszcze ciągle nie wystarczająco
        powszechny) przywilej kobiet zaledwie od kilkudziesięciu lat.
    • eudajmonika Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 14:20
      Nie wiem, jak to jest z Waszymi rozmowami, ale często jest tak, że rozmowa ma
      również inne cele niż tylko komunikacja. Np. wywarcie wrażenia na rozmówcy,
      wpływu, osiągnięcie innych celów. W przypadku, kiedy mówimy, że "wszystko, co
      najlepsze już za nami", naturalne jest, że chcemy do "najlepszego" wrócić. Nie
      da się. Stała w związku jest tylko zmiana. Bolesne (ale paradoksalnie również
      krzepiące).
      Naciskanie na partnera (przez rozmowę), aby wróciło, może doprowadzić do
      jego/jej zniechęcenia.

      Ja bym w związku stawiała na pewną wrażliwość i doskonalenie się w adaptacji do
      NOWEJ sytuacji. Rozmową rzeczywistości nie da się zaczarować, w tym jednym się
      zgodzę. Ale w manipulacji można się totalnie zagubić.
      • kropeczka-b Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 14:35
        Co myśli prawdziwie kochająca żona, z długim stażem małżeńskim,
        kiedy dowiaduje się, że jej mąż w delegacji kocha się z inną kobietą?
        - Mój biedny Misiaczek, jak się męczy. Przecież ona nie wie, w jaki
        sposób mój Misio lubi najbardziej.
        • sunflower30 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 15:05
          Glam !!!!!!!!!!!!! bądź pochwalona za ten wątek !!!!!!!!

          Nareszcie ktoś dopatrzył sie prawdy o "szczerych rozmowach" i
          zrozumiał, że mają one z reguły nie terapeutyczne znaczenie, a
          destrukcyjne dla związku, są wręcz szkodliwe. Od dawna byłam
          przeciwniczką nadmiernego gadania, wykładania kawy na ławę, mówienia
          wprost o swoich oczekiwaniach, bo to rzeczywiście odbiera całą
          magię, tajemnicę. Nauczyłam się, że kiedy zdarza się sytuacja
          kryzysowa, problem należy obserwować, bacznie przyglądać się
          partnerowi, jego reakcjom, a potem wyciągnąć wnioski i wreszcie
          działać. Wtedy "rozmowy" małżeńskie, czyli paplanina bez końca,
          rozdzielanie włosa na czworo, nie mają sensu.

          Nie jestem również zwolenniczką manipulacji, bo manipulacja to
          nieczyste intencje. Odnośnie związku użyłabym raczej
          określenia "wywieranie delikatnego wpływu", lub kierowanie druga
          osobą. Ale żeby na kogoś wpływać, lub kimś kierować nie trzeba
          wcześniej rozmawiać, raczej obserwować i wyciągać wnioski.

          Pozdrawiam
          • aandzia43 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 15:23
            > Nie jestem również zwolenniczką manipulacji, bo manipulacja to
            > nieczyste intencje. Odnośnie związku użyłabym raczej
            > określenia "wywieranie delikatnego wpływu", lub kierowanie druga
            > osobą. Ale żeby na kogoś wpływać, lub kimś kierować nie trzeba
            > wcześniej rozmawiać, raczej obserwować i wyciągać wnioski.
            >
            > Pozdrawiam

            Obserwowałam i wyciągnęłam wniosek: jak nie wywalę kawy na ławę, to
            nic nie dociera. Żadne delikatne wpływy, jak mi się wydawało przez
            kilkanascie lat (głupia baba ze mnie, straciłam tyle lat). Może to
            jakiś wyjątkowo gruboskórny okaz.
            Jak wywalę prosto i jasno to się ustosunkowuje i działa. Albo
            odmawia działania. Krótka piłka.

            Niekoniecznie ja tu o seksie. Tak raczej ogólnie. W sprawach
            intymnych więcej u nas sugestii niż gadania, ale pewne sprawy trzeba
            jednak jasno określić. Większość ludzi nie posiada talentów
            telepatycznych, a z empatycznymi też różnie bywa. Szkoda tracić
            dwadzieścia nocy na to, żeby się druga strona w końcu domyśliła,
            czegoś, co można w subtelny i fajny sposób wyartykułować w 20 sekund.
            • glamourous Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 15:50
              aandzia43 napisała:

              > Niekoniecznie ja tu o seksie. Tak raczej ogólnie. W sprawach
              > intymnych więcej u nas sugestii niż gadania, ale pewne sprawy
              trzeba
              > jednak jasno określić. Większość ludzi nie posiada talentów
              > telepatycznych, a z empatycznymi też różnie bywa.


              Co do nie-seksu to sie zgadzam, ze lepiej raz sie porzadnie rozmowic
              i nawet potluc jakis rekwizyt typu talerz czy szklanka, niz chodzic
              wokol siebie przez pol roku i hodowac nie rozwiazany problem.

              JEDNAK z seksem sprawy maja sie zupelnie inaczej. Owszem, wylozenie
              kawy na lawe moze przyniesc dorazny efekt, jednak dlugofalowo skutki
              ma fatalne. Pozniej takie "szczere konstruktywne rozmowy" potrafia
              sie dlugo odbijac czkawka, bo wszystko zostaje gdzies w
              podswiadomosci - a na podswiadomosc jak wiadomo duzego wplywu nie
              mamy. A potem przychodzi taki moment, kiedy dochodzimy do wniosku,
              ze latwiej byloby juz chyba ulozyc sobie te delikatna sfere z jakims
              obcym facetem spotkanym na ulicy niz z wlasnym mezem, bliskim
              przeciez czlowiekiem :-/ Bo przynajmniej z kims obcym wszystko
              byloby PROSTSZE i bardziej instynktowne - tyle miedzy nami
              zepsuly "szczere rozmowy w dobrej wierze".
              • sagittka Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 15:59
                Jesteś pewna, że to te szczere rozmowy i analizy zepsuły sferę?

                Może po prostu wraz ze wzrostem stażu związku, coraz mniej
                tajemniczości, niezdobytych kontynentów, spontaniczności, itp.
                a instynktowny seks został zastąpiony regularnym wykonywaniem
                świetnie znanego układu ćwiczeń?

                Skłaniałabym się do tego, że taka sytuacja jest wynikiem także
                faktu, że partner staje się równiez przyjacielem (na co pewnie te
                szczere rozmowy mają wpływ), seks z taką najbliższą osobą ma inny
                wymiar niz tylko z kochankiem, a pożycie małżeńskie to nie randki.
                Niestety.
                • glamourous Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 16:45
                  sagittka napisała:

                  > Jesteś pewna, że to te szczere rozmowy i analizy zepsuły sferę?
                  >
                  > Może po prostu wraz ze wzrostem stażu związku, coraz mniej
                  > tajemniczości, niezdobytych kontynentów, spontaniczności, itp.
                  > a instynktowny seks został zastąpiony regularnym wykonywaniem
                  > świetnie znanego układu ćwiczeń?
                  >
                  > Skłaniałabym się do tego, że taka sytuacja jest wynikiem także
                  > faktu, że partner staje się równiez przyjacielem

                  Nie sadze, sagittko, zeby tu chodzilo o tesknote za nowoscia.
                  Przynajmniej nie w moim przypadku. Ja akurat jestem z natury
                  monogamistka i akurat cenie sobie poczucie bliskosci w seksie, to,
                  ze dobrze znam partnera i jego reakcje. Rutyna mi akurat nie
                  przeszkadza i nie oslabia mojego libido.

                  Zdecydowanie obstaje za teza, ze problemow i roznic w seksie nie
                  mozna przegadac. Sek w tym ze zakomunikowac je jakos trzeba - ale
                  kiedy ludzie zaczynaja walkowac problemy w sypialni, to juz
                  wlasciwie jest poczatek konca prawdziwych uniesien. Przy czym
                  cholernie ciezko jest wyposrodkowac i nie przekroczyc tej krytycznej
                  linii, poza ktora rozmowy wyrzadzaja wiecej szkody niz pozytku.
                  Seksualnosc jest rzadzona przez podswiadomosc - i na poziomie
                  podswiadomosci powinna pozostac. Jezeli zaczniemy to co jest miedzy
                  nami werbalizowac, racjonalizowac, przeswietlac - nie wyjdzie z tego
                  nic dobrego. W najlepszym razie zgubimy nasze pierwotne apetyty, w
                  najgorszym zas tak wszystko pokomplikujemy, ze potem nie sposob
                  bedzie to wszystko odkrecic.

                  Sa pewne delikatne potrawy, ktore traca na apetycznosci od zbyt
                  gorliwego mieszania w kotle ;-) Seksualnosci chyba rowniez takie
                  mieszanie nie sluzy :-/
                  • al9 glam masz w 100% rację 03.01.08, 17:36
                    całkowicie się z Tobą zgadzam. Moje ciągłe pytania dotyczące
                    satysfakcji partnerek zniszczyły spontaniczność moich wczesnych
                    związków. Niezadawania pytań musiałem się nauczyć...
                    Dziś prowadzę dialog z Moją Żoną. Nieustający. Ale nie werbalnie.
                    Eksperymentuję... Sprawdzam.. Obserwuję jej reakcje. Ona moje.. Nie
                    gadamy. Kochamy się..
                    Oczywiście - zastrzegę - dotyczy to seksu. Chociaż zbytnie gadulstwo
                    i chęć omawiania każdej spornej kwesti (miałem taka wadę) też - mam
                    nadzieję - wyeliminowałem...
                    Nikt nie jest doskonały, glamourous - brawa za celne obserwację :-)
                    Pozdrawiam
                    al
                    • ilragazzo Re: glam masz w 100% rację 04.01.08, 09:33
                      > Dziś prowadzę dialog z Moją Żoną. Nieustający. Ale nie werbalnie.
                      > Eksperymentuję... Sprawdzam.. Obserwuję jej reakcje. Ona moje..
                      Nie
                      > gadamy. Kochamy się..

                      Nie zawsze tak jest. Ja obserwuję, eksperymentuję (bo moja żona
                      rozmów nie lubi) z lepszym ale i często z gorszym skutkiem, ale żona
                      raczej jakoś nie eksperymentuje...

                      i co teraz zrobić? Delikatne sugestie działają dwa, trzy "numerki" i
                      wszystko działa do normy. Czy rozmowa nie byłaby na miejscu?

                      Ja myślę, że glam demonizuje te "rozmowy". Przecież one chyba też
                      przyniosły wiele dobrego (większa satysfakcja)... ale czy były
                      główną przyczyną? Może po prostu były zbyt techniczne...

                      Ja jestem na najlepszej drodze do tego typu rozmów. Mimo świadomości
                      zagrożeń, jakie m. in. glam tu opisała...
                  • woman-in-love rozmowy? jak najbardziej 03.01.08, 17:43
                    rozmowy "po", mój ulubiony moment. Przypominanie sobie i Jemu, w którym momencie
                    było najfajniej. Podkreślanie i zapamiętanie najciekwszych momentów, co samo w
                    sobie staje się "wytyczna". Taka pogawędka z głowa wsparta leniwie na ramieniu
                    męzczyzny jest dla mnie prawie tak samo przyjemna jak sam seks. Lecz żadnego
                    analizowania i krytykowania, a "w trakcie" dopuszczalne jedynie pomruki
                    lubieżne, na całej skali od piano do fortissimo. Mówią one same za siebie. Musi
                    być jakiś feed-back, bez tego seks może skarleć niebezpiecznie. każda rozmowa
                    musi mieć jednak temperaturę. Nic "na zimno", bo to zimno przeniesie się na seks.
                  • misssaigon glam 03.01.08, 17:47
                    wydaje mi sie, ze mylisz przyczyne ze skutkiem

                    w kazdym zwiazku po fazie spontanicznego seksu nastepuje pewne nasycenie i spada
                    czestotliwosc a nastepne pojawiaja sie wymagania wyzszego rzedu - bo mozna
                    inaczej, czesciej..itd itp...

                    tak powoli rodzi kryzys - dla jednych zauwazalny a dla nich jakby troche mniej

                    w takiej sytuacji zwykle jedna ze strone usiluje przedsiewziac kroki zaradcze i
                    zwyczajnie porozmawiac na ten temat...a tak naprawde wiele zalezy od naszej
                    znajomosci partnera i odpowiednio poprowadzonej rozmowy...

                    tak wiec ...najpierw kryzys - potem rozmowa , a nie odwrotnie...

                    poza tym...czyz nie mozna o seksie rozmawiac tak aby nakrecac podniecenie? a nie
                    jak o przepisie na salatke z brokulow?
            • niezapominajka333 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 17:51
              Glam
              Mała uwaga.
              W kolejnej "szczerej rozmowie" znaleźliście przyczynę tego, że z
              całkowicie kompatybilnej pary zaczęliście się rozmijać w ochocie na
              seks.
              Przyczyna obiektywna. Trudno komuś przypisać winę, a jeżeli już, to
              nie tyle winę, ile szlachetne intencje poprawy sytuacji.

              Sądzę, że przyjeliście błędne założenie, że skoro było dobrze,
              spontanicznie, nieskomplikowanie, to powinna być jakaś przyczyna
              tego, że się popsuło.
              Nie rutyna, nie wspólne zamieszkanie, nie szara codzienność, nie
              przestaliście się wzajemnie pociągać ....
              Ale przecież takie kłopoty nie mogą się pojawić same z siebie. Musi
              być jakas przyczyna.
              No oczywiście !
              Winne są szczere rozmowy !!!

              Tak sie składa, że jestem zawodowo związana z medycyną i mam często
              okazję słyszeć najróżniejsze refleksje na temat zmieniającej się
              kondycji i zdrowia człowieka.
              I szczere zdziwienie, jak to jest, że dawniej to sie boso biegało,
              ciężko pracowało, dźwigało się ciężary, chodziło się pieszo po
              kilkanaście kilometrów i nic człowiekowi nie było, a teraz po kilku
              krokach zadyszka, trzeba się ciepło ubierać nawet w lecie, siły do
              roboty nie ma... Co to się z człowiekiem porobiło???
              Wszystkiemu winna woda, nie taka ze studni jak dawniej, zatrute
              powietrze,ta chemia, to sztuczne jedzenie na sztucznych nawozach, te
              leki, co sie nimi człowiek truje ....
              Ale najtrudniej dostrzec fakt, ze od tych pięknych czasów minęło
              trzydzieści lub pięćdziesiąt lat z okładem i że do wyjątków należą
              ci, na których zdrowiu i kondycji upływający czas nie wywarł
              wielkiego wrażenia.

              No cóż, moim skromnym zdaniem podobnie jest w związku.

              Twierdzisz, że:
              "...Bo przeciez przez nasze pierwsze lata razem
              nikt do nikogo nie musial sie dostosowywac, bylismy swietnie
              dopasowani, nie czulo sie zadnych roznic, zadnych mozolnych staran,
              seks byl czesty, spontaniczny i nieskomplikowany...."


              Zastanówmy się chwilę jak wyglądał ten nieskomplikowany,
              spontaniczny seks i brak różnic...

              Twoje początki na forum i trzeci rok waszego bycia razem...
              Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów z wielu twoich
              wypowiedzi....

              "...Moj facet na poczatku zwiazku chcial mnie trzy razy dziennie,
              po pol roku tylko dwa razy, po dwoch latach - raz dziennie ( ale
              przynajmniej
              seks byl codziennie - raz o dobrze ;-)a odkad ze soba
              zamieszkalismy - srednio
              raz na 3 dni, z tego powodu chodze sfrustrowana i caly czas mysle o
              seksie..."

              "...Ja mysle ze to po prostu rutyna zabija jego pozadanie, fakt, ze
              ma
              mnie zawsze jak na talerzu, gotowa i namietna. Nie musi gonic
              kroliczka, bo
              kroliczek sam mu sie w lapy wpycha ;))..."

              ".... Chcialabym moc sobie powiedziec, ze te historie o ogierach
              co to moga przez cale zycie codziennie po 3 razy kazdej nocy - to
              bajki.
              wtedy nie czulabym sie taka oszukana, ze czemu to ja na takiego nie
              trafilam? ;-)
              Chciaz... Powiem Wam ciekawostke - przez kilka ostatnich dni
              kochalismy sie z
              moim narzeczonym codziennie (to efekt naszej konstruktywnej rozmowy
              z ubieglego
              piatku w ktorej wszystko mu wygarnelam ;-) i powiem Wam, ze kiedy
              wczoraj
              wieczorem ZNOW zaczal sie do mnie dobierac... zgadnijcie co? MI SIE
              NIE CHCIALO!!!!!
              Czyli co, wystarczy kilka dni regularnego seksu i ja tez
              mam "zmeczenie
              materialu"? A moze raczej efekt kroliczka? Ze jak ktos daje na tacy
              to sie nie
              bardzo chce brac, a jesli trzeba za czyms nalatac to bardziej
              smakuje? ;-)..."

              "...Ja mam takie doswiadczenia, moj czteroletni dzis zwiazek przez
              pierwsze 2 lata
              byl na odleglosc i jesli chodzi o seks to wtedy byl "ogien i siwy
              dym",
              namietnosc, czesty seks byl wtedy dla nas naturalny i bylam
              przekonana, ze mam
              bardzo goracego faceta. Od kiedy zamieszkalismy razem (poltora roku
              temu)
              doslownie od samego poczatku zaobserwowalam subtelne acz niepokojace
              zmiany w
              zachowaniu mojego faceta : dawal mi wiecej czulosci, a mniej takiego
              zdrowego,
              samczego rzucania sie na mnie. I to juz od pierwszych dni wspolnego
              meiszkania.
              Pamietam jaka bylam tym zdezorientowana na poczatku : lezymy sobie w
              bieliznie
              na kanapie, ogladamy TV, i NIC, zadnej reakcji z jego strony,
              podczas gdy kiedy
              ze soba nie mieszkalismy zdazylby mnie juz przeleciec ze dwa razy.
              Podobnie w
              nocy - kladziemy sie do lozka, a on nic, zero reakcji. Bardzo mnie
              to bolalo,
              ten nagly spadek zainetresowania mna jako "obiektem do zjedzenia".
              Do dzis nie
              bardzo moge sie z tym pogodzic, nawet libido mi przez to spadlo i
              juz nie
              pragne tak mojego faceta jak dawniej. Coz, wyrownalo nam sie...."

              "...Ewo, ja tez testuje juz rozne tricki od 2 lat odkad mieszkamy
              razem (i odkad
              czytam to forum)i powiem Ci, ze najlepiej sprawdza sie jednak
              regularne
              odmawianie facetowi seksu. Regularne, to oczywiscie nie znaczy
              notoryczne, ale
              trzeba przyjac sobie zasade, ze na kilka jego inicjatyw jedna trzeba
              odrzucic.
              Zagryzc zeby, kupic wibrator, ale odrzucic. Bo jedyny wniosek jaki
              sie nasuwa
              jest taki, ze chyba ci nasi faceci traca entuzjazm do seksu z nami
              dlatego ze my
              za latwo dostepne jestesmy... To zbyt proste - ciagle ta sama naga
              kobieta w
              lozku na kazde wyciagniecie reki, lecaca w podskokach na kazde
              skinienie, z
              zachwytem w oczach... Za latwa ta zdobycz. Po kilku latach to
              zwyczajnie staje
              sie nudne, pozbawione adrenalinki polowania, ktora chyba jest
              nieodzowna do
              utrzymania meskiego pozadania na jakim takim poziomie... Wiec chyba
              trzeba dac
              mu ten substytut polowania i doprowadzic do sytuacji, zeby facet
              inicjujac seks
              NIE MIAL WCALE tej pewnosci ze seks na pewno bedzie..."

              "...Ja dopisze jeszcze do tej litanii grzechow, ktore rowniez
              popelnia moj facet :
              - gra wstepna wyglada tak, ze kladzie sie na mnie calym ciezarem i
              przygniata
              mnie niemilosiernie az nie moge oddychac ....
              ja mojemu pokazywalam juz sto razy. Tudziez delikatnie sugerowalam.
              Efekt jest
              zazwyczaj jednorazowy ;-)...Tyle ze np moj facet nie ma drewnianych
              rak - przeciwnie - jest osoba bardzo
              subtelna, z precyzja w zyciu nie ma problemow...Oprocz tego ze
              ustawicznie
              zapomina gdzie jest umiejscowiona lechtaczka, po czym (kiedy mu
              przypomne) pcha
              mi tam z calej sily suchy palec. Tudziez w chwilach namietnosci
              kladzie sie na
              mnie calym ciezarem swoich 80 kilo i przygniata mnie, co ja,
              filigranowa
              istotka, znosze dosc slabo. Po prostu niektorzy faceci chyba tak
              maja, ze w
              chwilach namietnosci budzi sie w nich jakis zwierzak, wszystko musza
              robic
              mocno, szybko, przyciskac partnerke z calej sily. Nie wiem, to chyba
              wina
              testosteronu...Coz, moj narzeczony tez nie jest seksualnym
              wirtuozem, ale mi jakos to az tak
              strasznie nie przeszkadza. Raczej mnie bawi i rozczula, ze zawsze
              mnie "prasuje"
              swoim ciezarem, ze za mocno ugniata mi piersi, ze nie potrafi
              piescic lechtaczki
              - za kazdym razem musze mu udzielic malej instrukcji obslugi "skarbie
              wolniej...", "delikatniej" itp, bo biedaczek za chiny nie moze
              zapamietac, ze
              szybko mocno i suchym palcem jakos nie bardzo lubie ;)))

              Ale kocham go, uwielbiam na niego patrzec i sie z nim kochac - za
              kazdym razem
              kiedy widze go nago (czy w samych bokserkach) przyslowiowa slina
              cieknie mi po
              brodzie i wtedy wlasciwie jego pieszczoty sa mi niepotrzebne...:))

              Ostatecznie chyba zakochanej kobiecie pragnacej swojego faceta
              niewiele
              potrzeba... Podniecona jest juz na starcie, wystarczy dlugi gleboki
              pocalunek i
              w zasadzie mozna juz przejsc do meritum ;) W koncu chodzi przeciez o
              to
              "meritum", jezeli TO facet potrafi zrobic dobrze to ostatecznie pal
              licho
              wyrafinowane pieszczoty...

              Ale faktycznie, kiedy uczucia stygna, wtedy wszystko w drugim
              czlowieku irytuje
              i drazni - a to zle piesci, a to nie tak caluje, a to nie tak
              kladzie reke - i
              wszystko wtedy staje sie problemem...
              Prawdziwy problem wiec lezy chyba w ochlodzeniu uczuc do partnera, a
              nie w jego
              lozkowej niezrecznosci... Tak sobie mysle, nie wiem czy slusznie...

              Wystarczy c
              • niezapominajka333 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 17:52
                Wystarczy cytowania, bo już nie mam miejsca.
                Mogłabym jeszcze wspomnieć jak skuteczna okazała się
                strategia „gonienia króliczka” i że wydawało ci się, ze odkryłaś
                uniwersalną receptę na zwiększenie ochoty na seks u swojego męża.
                Manipulacja lepsza od szczerych rozmów. Tylko o ile pamiętam miała
                jeden skutek uboczny. Tobie tez zmalało libido.
                Hm … gdyby się tak dobrze zastanowić, przyjmując twój tok
                rozumowania, to jakbyście nie zamieszkali razem, nie mielibyście
                problemów z dopasowaniem seksualnym ;-)

                Przeczytaj sobie jeszcze raz swoje posty i przemyśl kolejną
                koncepcję …

                • bomba44 Brawo Niezapominajka 03.01.08, 19:12
                  Manipulacji - nie
                  Szczerym rozmowom - tak (nawet tym o seksie)

                  Mój związek też stale ewoluuje. Ale absolutnie się nie zgadzam, że szczere
                  rozmowy o seksie go psują, a ich unikanie i manipulacje go uzdrowi.

                  Może to też zależy od jakości tych szczerych rozmów. Bo wiesz Glam, są rozmowy
                  kiepskie i rozmowy wspaniałe. Ja nie twierdzę, że Twoje są kiepskie, ale jakoś
                  nie zauważyłem u siebie, żeby szczere rozmowy cokolwiek zepsuły. Wręcz przeciwnie.

                  Pozdrawiam,
              • loppe Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 03.01.08, 18:26
                Absolutnie tak

                a/Skąd pewnośc że to rozmowy "wszystko popsuły" - nie wystarczy
                tylko ...znów porozmawiać - o rozmowach żeby mieć pewność iż to ten
                czynnik a nie np. splot czynników...

                b/Ale faktycznie, kiedy uczucia stygna, wtedy wszystko w drugim
                czlowieku irytuje
                i drazni - a to zle piesci, a to nie tak caluje, a to nie tak
                kladzie reke - i
                wszystko wtedy staje sie problemem...
                Prawdziwy problem wiec lezy chyba w ochlodzeniu uczuc do partnera, a
                nie w jego
                lozkowej niezrecznosci... Tak sobie mysle, nie wiem czy slusznie...
                • glamourous niezapominajka, loppe... 03.01.08, 20:12
                  loppe napisał:

                  b/Ale faktycznie, kiedy uczucia stygna, wtedy wszystko w drugim
                  > czlowieku irytuje
                  > i drazni - a to zle piesci, a to nie tak caluje, a to nie tak
                  > kladzie reke - i
                  > wszystko wtedy staje sie problemem...
                  > Prawdziwy problem wiec lezy chyba w ochlodzeniu uczuc do partnera, a
                  > nie w jego
                  > lozkowej niezrecznosci... Tak sobie mysle, nie wiem czy slusznie...


                  No tak. Tyle ze ten powyższy cytowany fragment mojej wypowiedzi nie dotyczył
                  akurat mojego obecnego związku :-) Az tak źle to póki co nie jest. Maz mnie nie
                  irytuje, moje uczucia na razie nie stygną. Tak jak napisałam wcześniej - to nie
                  stygnące uczucia tu zawinniły, bo jak na szósty rok wspólnego pożycia to nic nam
                  na razie aż do tego stopnia nie wystygło :-)

                  Zresztą nie wiem co miało na celu to wywlekanie przez niezapominajkę moich
                  postów sprzed dwóch lat czy sprzed półtora roku?? Miało ukazać moja forumowa
                  ewolucje? ;-) Niezapominajka zrobila niezły przekrój przez moje forumowe
                  wypowiedzi - tylko nie wiem czego to wszystko miało dowieść? Ze się myliłam,
                  albo ze przez ten czas miałam różne hipotezy - a teraz akurat przedstawiłam
                  inna? Ze próbowałam rożnych sztuczek, żeby w końcu stwierdzić, ze na
                  manipulatorke się nie nadaje bo za bardzo mi na seksie zależy? No dobrze - ale
                  co z tego wynika w kontekście tej konkretnej dyskusji?

                  Nie założyłam tego wątku po to żeby rozpamiętywać w nim moje własne związkowe
                  perypetie, żeby się tu żalić czy prosić o rady. Moj związek ma się na tyle
                  dobrze, ze nie mam aktualnie potrzeby wypłakiwania się na forum. Chciałam tylko
                  zachęcić do ogólnej dyskusji na temat tzw. "szczerych partnerskich rozmów"
                  mających na celu poprawić seksualna wieź. Przy czym niekoniecznie chciałam tu
                  dyskusji na mój temat :-/

                  Nie mowie, ze mam absolutna racje, nie uzurpuje tez sobie prawa do nieomylności.
                  Dlatego chciałam poznać zdanie forumowiczów - jak oni widza te sprawy?. Gadać
                  czy nie gadać? Wałkować czy nie? Dziękuję już wiec za analizę mojej sytuacji -
                  pytanie postawiłam jak najbardziej ogólnie...
                  • loppe Re: niezapominajka, loppe... 03.01.08, 21:45
                    I słusznie, absolutnie.

                    Przy okazji, po 2 latach chędożenia to zdaje sie ani najlepsze
                    rozmowy ani srebro milczenia nie pomoże - częstotliwośc spadnie jak
                    złoto (to znaczy złoto akurat rekordowo drogie, ale rozumiemy się).
                    Znowu ogólnie piszę.
                  • loppe Re: niezapominajka, loppe... 03.01.08, 21:51
                    to ja zacytowałem z Niezapominajki (czyli nie napisał tylko wkleił
                    to kol. Loppe

                    "
                    loppe napisał:

                    b/Ale faktycznie, kiedy uczucia stygna, wtedy wszystko w drugim
                    > czlowieku irytuje
                    > i drazni - a to zle piesci, a to nie tak caluje, a to nie tak
                    > kladzie reke - i
                    > wszystko wtedy staje sie problemem...
                    > Prawdziwy problem wiec lezy chyba w ochlodzeniu uczuc do partnera,
                    a
                    > nie w jego
                    > lozkowej niezrecznosci... Tak sobie mysle, nie wiem czy
                    slusznie...

                    "
                    • glamourous Re: niezapominajka, loppe... 03.01.08, 23:42
                      Przepraszam, nie było gotowej opcji "Loppe wkleił" ;-)))
                  • niezapominajka333 Re: niezapominajka, loppe... 03.01.08, 23:24
                    Glam
                    Wywlekanie przez niezapominajkę twoich postów miało podważyć opis
                    waszego seksu z początków związku. Wydaje mi się, ze twoje
                    postrzeganie go jako bezproblemowego, spontanicznego i dopasowanego
                    nijak nie pasuje do tego, co zacytowałam. Szczególnie ta różnica
                    temperamentów i twoje ustępstwa co do ilości.
                    Z tego co pisałaś wcześniej można dojść do wniosku, ze najbardziej
                    szkodliwe dla waszego seksu było zamieszkanie razem.
                    A w końcu to na własnym przykładzie postawiłaś tezę o szkodliwości
                    tzw. szczerych rozmów.
                    Zgadzam się z Miss, że mylisz przyczynę ze skutkiem.
                    Ale wróćmy do szczerych rozmów. No właśnie!
                    Co właściwie rozumiemy pod tym pojęciem?
                    Bo od tego chyba trzeba zacząć.
                    Dla mnie szczera rozmowa to nie techniczna instrukcja typu chcę,
                    zebyś robił to tak i tak.
                    Szczera rozmowa to umiejętność zakomunikowania oczekiwań, awersji,
                    fantazji ...
                    To przeciwieństwo udawania że nam jest dobrze, kiedy tak nie jest.
                    Widzisz, u mnie takie szczere rozmowy doprowadziły do tego, że seks
                    jest znacznie lepszy niż kiedyś, mimo upływu czasu.

                    Ale bardzo ważny jest sposób rozmawiania. I partner do takiej
                    rozmowy. No i nastrój oczywiście.
                    I tak, jak ktoś wspomniał, takie rozmowy powinny nakręcać, a nie
                    dołować. U mnie tak właśnie jest. Rozmowy są tak prowadzone, żeby
                    pobudzały, inspirowały, pozwalały odkrywać coś nowego.

                    Myślę, ze większość z nas stara się odczytywać innych poprzez
                    pryzmat siebie, dlatego często nasza interpretacja czyjegoś
                    zachowania znacznie odbiega od jego prawdziwych intencji.
                    Prowadzi to do wielu nieporozumień, które lepiej wyjaśnić, a nie
                    pozwalać, żeby nawarstwiały się problemy.
                    Nie wiem, czy ktoś rozsądnie myślący sądzi, że szczera rozmowa
                    GWARANTUJE określone zmiany.
                    Szczera rozmowa (nie mylić z z duchowym ekshibicjonizmem i
                    wywlekaniem przed partnerem najbardziej mrocznych zakamarków
                    psychiki) daje nam wiedzę. Co potem z nią zrobimy, to już inna
                    bajka.


                    • glamourous Re: niezapominajka, loppe... 04.01.08, 00:17
                      Moje początki pisania na tym forum przypadają na okres kiedy stuknęły nam akurat
                      3 lata związkowego stażu. Nie był wiec ścisły początek naszego związku.
                      Byl to zaś moment w którym zamieszkaliśmy razem - rzeczywiście przeżyłam zimny
                      prysznic w stosunku do tego, jak wyglądało nasze życie seksualne WCZEŚNIEJ. A
                      było właśnie dokładnie tak jak piszesz, czyli bezproblemowo, spontanicznie i z
                      częstotliwością do pozazdroszczenia. To POTEM nastąpiło rozczarowanie, a zaczęły
                      się kompromisy, ustępstwa oraz "szczere rozmowy", które naprawiały sytuację
                      tylko doraźnie - na dłuższą metę zaś sporo psuły, i dzisiaj wiem to na pewno :-(

                      Ktoś tu wcześniej napisał, ze rozmowy rozmowom nierówne :-/ Nie zaprzeczam, ze
                      nie zawsze podczas tych rozmów wykazywałam anielska cierpliwość oraz najwyższych
                      lotów dyplomację. Czasami istotnie mnie ponosiło i dawałam mu delikatnie do
                      zrozumienia ze "co z niego za facet". Nie wymagałam od niego gruszek na
                      wierzbie, tylko nie potrafiłam się pogodzić z tym ze jemu tak z dnia na dzień
                      się ochłodziło w stosunku do tego co było kiedyś. Pytałam "dlaczego" - może zbyt
                      często to wywlekałam, zbyt często do tego wracałam, stawiałam go pod ścianą,
                      zbyt gorliwie analizowałam (wciągając go oczywiście do tych analiz ;-). Szukałam
                      po prostu rozwiązania, poprawy sytuacji. Wydawałoby się, ze lepsza taka
                      komunikacja niż żadna ;-) A jednak - za dużo było tych rozmów. Wystawiały one na
                      próbę jego męska ambicje i chcąc niechcąc (chociaż starałam się być delikatna)
                      podważaly jego męska role w naszym seksie.

                      No i przejechaliśmy się oboje na tej zbytniej szczerości - on tez, przekonany ze
                      szczerość popłaca ;-) powiedział mi kilka rzeczy, których nie powinien był może
                      mówić... Teraz źle nie jest, ale pewien niewyczuwalny dystans pozostał, może
                      kiedyś, z czasem, sytuacja się do końca zregeneruje. Dzisiaj już jednak wiem -
                      problemów w seksie nie wolno tak bezlitośnie - w imię komunikacji i szczerości -
                      wałkować! Owszem, można godzinami gadać o seksie pod warunkiem jednak ze te
                      rozmowy są przyjemne, konstruktywne i nakręcające. I ze nie stawiają jednego z
                      partnerów - choćby w najdelikatniejszy nawet sposob - pod ściana. Po prostu nie
                      wolno przekroczyć pewnej granicy, za którą nie ma już spontanicznej poprawy
                      sytuacji, a jest tylko wymęczony i sztuczny kompromis, który z motylkami w
                      brzuchu nie ma nic wspólnego...
                      • niezapominajka333 Re: niezapominajka, loppe... 04.01.08, 07:36
                        Glam
                        Co nazywasz częstotliwością godną pozazdroszczenia? Częstotliwość
                        się zmniejszała zanim zamieszkaliście razem, a więc widziałaś jaki
                        jest wpływ czasu na wasz seks.
                        Ten raz dziennnie był dla ciebie jeszcze do zaakceptowania, ale nie
                        raz na 3-4 dni. Podejrzewam, że trzech razy dziennie na dłuższą metę
                        byś nie wytrzymała i taka częstotliwość pozostaje w sferze pragnień
                        niekoniecznych do codziennego realizowania:)
                        Dostosowałaś się do zmniejszonej częstotliwości, zaakceptowałaś
                        pewne dopuszczalne minimum, ale nie drastycznie zmniejszone minimum.

                        Szczere rozmowy i manipulacje miały być lekarstwem na
                        problemy "zdrowotne" waszego związku. Problemy, które już były.

                        Lek może pomóc,ale może i zaszkodzić.

                        Trzeba dobrać odpowiednią dawkę, ilość, porę i sposób podawania a
                        także formę leku.
                        No i liczyć sie ze skutkami ubocznymi.

                        Nie ma sensu winić leku za to, że te wymaganiania nie zostały
                        spełnione.

                        Jesteś impulsywną kobietą.
                        Tak ciebie widzę po tym, jak piszesz na forum. Reagujesz bardzo
                        emocjonalnie, często dramatycznie.
                        Wydaje mi się, ze w tych rozmowach po prostu przedobrzyłaś.

                        Sama podsumowałas swoje "szczere rozmowy". Zbyt dużo analizowania,
                        stawiania pod ścianą.

                        Do tego starałaś się zmniejszyć presję na seks, nie kusić, nie
                        nakręcać atmosfery zachowaniem ani stylem ubierania. Poskutkowało o
                        tyle, że to on przejął inicjatywę w seksie, że częstotliwość była
                        większa, ale sama sobie odpowiedz, jak taka manipulacja wpłynęła na
                        twoją spontaniczność?

                        Myślę, ze skoro już wiesz o skutkach ubocznych stosowania szczerych
                        rozmów, nauczysz się dobierać dawkę, formę, porę i sposób
                        podania :)))
                        A jeśli chodzi o tzw. działania niepożądane, to zastanów się, czy
                        niestosowanie tego lekarstwa nie przyniosłoby więcej szkody.
                        Jak wyglądałby wasz seks bez tych rozmów? Może już mielibyście za
                        sobą zdradę, rozwód, ciągłe kłótnie?
    • loppe przytoczę mądrą panią seksuolog: 03.01.08, 22:00
      Coraz popularniejsze zalecenia, by o seksie rozmawiać otwarcie, bez
      skrępowania i odważnie, nie uwzględniają faktu, że istotą bliskości
      seksualnej jest pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej
      mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku. Obiecująca
      prostota wskazań typu: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu
      mu o tym powiedz!” (w wersji łagodniejszej: „Podrzuć mu podręcznik
      seksuologiczny przypadkowo otwarty na odpowiedniej stronie”) –
      uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia jako
      jednego ze źródeł wspólnej intymności. Stopniowe uczenie się siebie
      nawzajem wiąże ludzi bardziej niż „bezpruderyjna” ekspozycja
      katalogów swoich oczekiwań i umiejętności.
      • ciszaprzedburza Re: przytoczę mądrą panią seksuolog: 04.01.08, 12:15
        No dobrze, Loppe, nawet się zgodzę. Ale co zrobić w sytuacji, gdy jeden z
        uczniów jest niezbyt zdolny ;)? I mniej lub bardziej delikatne sugestie i
        naprowadzania nie skutkują? Mamy do wyboru: albo zacisnąć zęby i w imię
        wzniosłych ideałów pogodzić się z tym, że nie dostaniemy tego, co tygrysy lubią
        najbardziej (chyba, że sami to sobie podarujemy, już PO - co może powodować, że
        nasza frustracja będzie narastać i w końcu wybuchnie w najmniej pożądany
        sposób)lub postarać się jednak wyłożyć w jakiejś delikatnej formie, o co
        konkretnie nam chodzi z nadzieją, że delikwent zrozumie, zastosuje i się na
        śmierć nie obrazi ;)
      • druginudziarz Re: przytoczę mądrą panią seksuolog: 04.01.08, 12:23
        loppe napisał:

        > Coraz popularniejsze zalecenia, by o seksie rozmawiać otwarcie, bez
        > skrępowania i odważnie, nie uwzględniają faktu, że istotą bliskości
        > seksualnej jest pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej
        > mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku. Obiecująca
        > prostota wskazań typu: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu
        > mu o tym powiedz!” (w wersji łagodniejszej: „Podrzuć mu podręcznik
        > seksuologiczny przypadkowo otwarty na odpowiedniej stronie”) –
        > uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia jako
        > jednego ze źródeł wspólnej intymności. Stopniowe uczenie się siebie
        > nawzajem wiąże ludzi bardziej niż „bezpruderyjna” ekspozycja
        > katalogów swoich oczekiwań i umiejętności.

        No bo chodzi o to by gonić króliczka a nie dogonić go.

        Z drugiej strony z treści tego wątku można by wywnioskować, że o seksie nie
        powinno się rozmawiać w ogóle a to nie już jest prawdziwe.
        • glamourous Re: przytoczę mądrą panią seksuolog: 04.01.08, 13:15
          druginudziarz napisał:


          > Z drugiej strony z treści tego wątku można by wywnioskować, że o
          seksie nie
          > powinno się rozmawiać w ogóle a to nie już jest prawdziwe.


          Alez wlasnie z tresci tego watku jasno wynika ze rozmowy o seksie
          scalaja zwiazek i podnosza temperature uczuc w przypadku gdy sa
          przyjmne i maja pozytywne zabarwienie. Bzdura byloby przeciez
          twierdzenie, ze wspolne radosne swintuszenie, nakrecanie sie czy
          podniecajaca wymiana spostrzezen szkodza zwiazkowi.

          Ja twierdze, ze szkodliwe dla zwiazku sa negatywne rozmowy o seksie,
          takie w ktorych partnerzy wylewaja swoje pretensje, zyczenia czy
          komunikuja partenowi o swoim niespelnieniu. Nawet
          niewinne "chcialabym zebys przestal mi ugniatac piersi, za to
          wolalabym zebys czesciej robil mi minetke" ma zabarwienie negatywne,
          bo zaklada, ze kobiecie nie do konca podobaja sie pieszczoty jej
          partnera, ze chce go zmieniac, cos mu narzucac. W domysle : nie
          jestes wcale takim super kochankiem, nie zaspokajasz mnie, mam do
          ciebie zastrzenia - i tak wlasnie odczytuje to meska podswiadomosc.
          Co nie wplywa budujaco na meski obraz siebie jako kochanka. Chcac
          nie chcac boli ambicja. Jesli takich rozmow jest wiecej, to zaczyna
          nakrecanie negatywnej spirali, gdzie seks przestaje byc naturalnym i
          spontanicznym aktem, a zaczyna sie panszczyzna i "staranie".

          Wyobrazcie sobie jak mezczyzna moze zareagowac na kobiecy
          przekaz "chcialabym zebys czesciej sie ze mna kochal, 2 razy w
          tygodniu to dla mnie za malo", chocby nawet bardzo delikatnie
          zakomunikowany. Facet odczytuje to "no tak, nie zaspokajam jej,
          musze sie bardziej POSTARAC". I stara sie robic to nawet wtedy
          kiedy nie ma naturalnie ochoty na seks. Jak jego podswiadomosc na
          dluzsza mete zareaguje na taki "przymus" nie musze tu chyba nikomu
          tlumaczyc.

          Wnosek : pozywne rozmowy o seksie jak najbardziej, te o negatywnym
          zabarwieniu (w stylu prosb i zazalen) - niekoniecznie.
          • beady_belle Re: przytoczę mądrą panią seksuolog: 04.01.08, 14:33
            "Wyobrazcie sobie jak mezczyzna moze zareagowac na kobiecy
            przekaz "chcialabym zebys czesciej sie ze mna kochal, 2 razy w
            tygodniu to dla mnie za malo", chocby nawet bardzo delikatnie
            zakomunikowany. Facet odczytuje to "no tak, nie zaspokajam jej,
            musze sie bardziej POSTARAC". I stara sie robic to nawet wtedy
            kiedy nie ma naturalnie ochoty na seks. Jak jego podswiadomosc na
            dluzsza mete zareaguje na taki "przymus" nie musze tu chyba nikomu
            tlumaczyc."

            Właśnie sobie wyobraziłam ... coś na kształt faceta-niewolnika spełniającego,
            niechętnie, bo niechętnie zachcianki swojej pani. Nie cycki, tylko minetka, w
            tym tygodniu - 4 razy, ale w następnym - 6. Nic dziwnego, że w końcu ma dość.

            Mnie się zawsze wydawało, że facet, nie troki od kaleson, to w końcu powie - OK,
            rozumiem, że masz takie i takie ochotki, a ja mam inne - proponuję to i to, co
            ty na to?
            Konkret zamiast przymuszania siebie, drugiej osoby. I wiara w możliwości
            adaptacyjne. Bez tej wiary, to do widzenia.
          • gomory Re: przytoczę mądrą panią seksuolog: 04.01.08, 15:46
            W sumie to dosc wlasciwy wniosek.
            Wg mnie ludzie sa na tyle rozni, ze i w rozmowach wymagaja roznego podejscia. A szczerosc sama w sobie jest po prostu zabojcza.
            Kazdy wyrzut czyniony partnerowi jest dla niego jakims tam ciosem. Lekkie klapsy, prztyczki i popchniecia kazdy zniesie. Zwlaszcza jesli dla rownowagi dostaje pozytywne "glaski". Bo nikt tez nie zniesie w nieskonoczonosc zbierania tylko ciegow (nawet jesli sa leciutkie). Ale nie ustoi tez ten kto oberwie szczeroscia raz - za to poteznie i w czule miejsce. Po prostu padnie, i podnosil sie bedzie po tym dlugo.
            W tym watku dokonano tez duzego pomieszania roznego rodzaju "rozmow". Podniecajace dla obu stron rozmowy ktore moga nakrecic atmosfere pominmy - chyba nikomu nie trzeba tlumaczyc ich pozytywnego wplywu.
            Przyjrzec sie raczej temu czy warto, a jesli tak to jak prowadzic te trudne rozmowy.
            Ja sklaniam sie ku opcji, ze warto. Ale trzeba miec bardzo, bardzo duzo wyczucia. Nigdy nie wolno komus przywalic tak by padl. Pomijajac, ze to swinstwo to najczesciej definitywnie zamyka to mozliwosci dalszej wspolpracy.
            Czasem trzeba sprobowac trudnej rozmowy by ruszyc cos z miejsca. Mozna sprobowac podawac negatywny przekaz w pozytywnej polewie.

            "chcialabym zebys przestal mi ugniatac piersi, za to
            wolalabym zebys czesciej robil mi minetke"
            Zawsze mozna powiedziec: "niesamowicie podnieca mnie jak mnie lizesz, az teraz czuje dreszcze". Gdy ugniata piersi za dlugo, to wyszeptac "alez mnie podnieciles, poliz mnie teraz".
            Moze to nie jest doskonale, bo fajniej byloby gdyby odgadywal mysli w lot. Ale tak nie bedzie, i lepiej organizowac sobie udane pozycie samej niz tylko liczyc na druga strone :P.
            Jesli juz kogos zamierzamy poczestowac przykroscia, to bez watpienia lepiej to zniesie w spokojnej atmosferze, gdy nie ma nerwow. Wczesniej rozmawialo sie milo, wydarzylo sie cos sympatycznego a przejscie jest plynne i zaplanowane ;).
            Sa jednak pewne rzeczy z ktorymi musimy sie pogodzic jesli chcemy trwac z ta osoba. Nie da sie by ktos mial swoje naturalne libido inne niz ma, drobna brunetka nie bedzie strzelista blondynka a fetyszysta bielizny nie porzuci swej fascynacji. Wytykanie takich rzeczy jest dzialaniem na szkode zwiazku - bo tego sie nie zmieni.
    • kropeczka-b Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 04.01.08, 16:30

      W skrócie chyba chodzi o to, żeby:
      - wiedzieć( być świadomym)-ale nie wszystko o partnerze
      - pytać-ale nie zawsze partnera
      -rozmawiać-ale nie o wszystkim z partnerem
      Wiele innych rzeczy tylko i wyłącznie z partnerem:-))
      Pozdrawiam
      • yvona73pol Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 05.01.08, 14:48
        bo po trzech latach Mr Right zamienia sie w Mr Annoying ;)))
        moze cos w tym jest? ;)
    • menk.a Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 07.01.08, 17:05
      Czyli rozłożenie seksu na czynniki pierwsze, pozbawia go magii?;)
      • your_and Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 07.01.08, 19:06
        menk.a napisała:
        > Czyli rozłożenie seksu na czynniki pierwsze, pozbawia go magii?;)

        Jeszcze jak! Bez tej magii to jedynie spocone ciała, śluz, wymiana śliny i
        innych płynów do tego karykaturalne ruchy frukcyjne...
        • menk.a Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 11:05
          your_and napisał:

          > menk.a napisała:
          > > Czyli rozłożenie seksu na czynniki pierwsze, pozbawia go magii?;)
          >
          > Jeszcze jak! Bez tej magii to jedynie spocone ciała, śluz, wymiana
          śliny i
          > innych płynów do tego karykaturalne ruchy frukcyjne...

          Zatem dobry seks to flirt ciał i umysłów... Niedopowiedzenia,
          skojarzenia, dwuznaczności, coś co dzieje się też pozawerbalnie. ;)
          • kawitator Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 14:24
            Zatem dobry seks to flirt ciał i umysłów... Niedopowiedzenia,
            > skojarzenia, dwuznaczności, coś co dzieje się też pozawerbalnie. ;)
            Nie tylko seks Cały związek dwojga dusz i ciał na tym polega To są emocje ;-)))
            Jeżeli po 40 latach dziewczyna stanowi dla faceta ciągle jakąś tajemnicę to z chęcią „odkrywa to i zgłębia” :-))))
            Jeżeli nie ma juz żadnego zdziwienia, tajemnicy, czegoś nieoczekiwanego bo żyjemy symbiotycznie i wszystko sobie wywaliliśmy kawę na ławę w szczerych rozmowach, jeżeli nasze JA zostało w całości wtopione we wspólne MY to nie będzie tych 40 lat a być może nie będzie też 10 lat

            Dlatego „szczerym rozmowom” między dwojgiem małżonków mówimy stanowcze NIE !!!
            • sagittka Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 14:50
              > Jeżeli po 40 latach dziewczyna stanowi dla faceta ciągle jakąś
              tajemnicę to z c
              > hęcią „odkrywa to i zgłębia” :-))))
              > Jeżeli nie ma juz żadnego zdziwienia, tajemnicy, czegoś
              nieoczekiwanego bo żyj
              > emy symbiotycznie i wszystko sobie wywaliliśmy kawę na ławę w
              szczerych rozmow
              > ach, jeżeli nasze JA zostało w całości wtopione we wspólne MY to
              nie będzie tyc
              > h 40 lat a być może nie będzie też 10 lat

              To podpowiedz jak pozostac tą tajemnicą?
              Czy chodzi o posiadanie swojego świata, hobby, itp, czy raczej ni e
              nalezy się za bardzo zaprzyjaźniac?
              Mnie się wydaje, że gdy kończy się etap romantycznych początków,
              wzajemnej fascynacji erotycznej i pożądania, a zaczyna wspólne życie
              codzienne, to związek musi ewoluowac albo w stronę przyjaźni albo w
              stronę sublokatorów. Czy po 25 latach wspólnego życia na codzień
              żona była dla ciebie tajemniczą kochanką? Jesli swój zwiazek uważasz
              za udany, to chyba musicie byc przyjaciółmi.
    • krissdevalnor100 Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 16:19
      Moim zdaniem zaeży co legło u podłoża ewentualnych problemów w zwiazku. Jeśli ona nie moze na niego patrzeć, bo za czesto rozmawia z Kaśką i ona myśli, że on ją zdradza, to niech mu to powie- usłyszy, że nie i zrobi jej sie lepiej:))) Podobnie on, kiedy go irytuje, że całą energię poświęca dzieciom i może go juz nie kocha :PPP
      Za to potrzeby typu "tu mnie gryź, tym mnie zwiąż" lepiej wyrażać mało werbalnie i nie podczas rozmowy przy herbatce, jako plany na przyszły wieczór. Element zaskoczenia, emocje, gra całym ciałem aby pokazać czego się chce, mniam... :)
      • woman-in-love Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 17:11
        No własnie - jak najwięcej IMPROWIZACJI! ewentualnie mała reminiscencja z
        podkreśleniem fajnych momentów (powtarzam się) żadnych scenariuszy , reklamacje
        wykluczone!
        • glamourous Re: Niebezpieczne rozmowy - watek refleksyjny 08.01.08, 17:35
          woman-in-love napisała:


          reklamacje
          > wykluczone!


          Reasumujac (tez sie powtorze): ogolnie chodzi o to, zeby nie
          sprowadzac seksu do rangi zle odrobionej pracy domowej. Nie walkowac
          rzeczy nieprzyjemnych, nie stawiac pod sciana, nie dramatyzowac
          ("juz mnie nie pragniesz"), nie dociekac ("dlaczego ja leze obok
          nago a tobie nawet nie stanal?")

          Za to mile rozmowy o seksie typu co za chwile zrobimy, albo jak nam
          bylo fajnie ostatniej nocy sa jak najbardziej wskazane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka