kachna500
16.06.08, 23:54
Kilka lat temu bardzo zakochałam się w żonatym mężczyźnie, ze wzajemnością..
długo walczyłam ze sobą, próbowałam dystansować się, bo nie chciałam nikogo
krzywdzić i chyba zawsze miałam duże poczucie lojalności w stosunku do innych
ludzi. Ale on bardzo szybko działał i długo nie musiałam czekać, rozwiódł się,
po niedługim czasie zostałam jego żoną. Myślałam,że złapałam Pana Boga za
nogi, niem sądziłam, że życie może być takie wspaniałe, nie sądziłam, że tak
będę z kimś związana. Moje szczęście trwało półtora roku, zachorował, po kilku
miesiącach odszedł. Słowa nie opiszą tego, co czuję, właściwie nie czuję się
juz człowiekiem, żyję jakby na krawędzi, za jakąś mgłą. Jestem wyzuta z tego,
co ludzkie, już nie pamiętam, co to znaczy żyć. Nie zabiję się, nie
potrafiłabym. Staram się być silna, pracować, normalnie żyć i nie dawać po
sobie poznać, tego, że chyba...umieram.Coraz częściej choruję, czuję sie
osłabiona, cierpienie potrafi zabić, ale chyba ja juz nie chcę z tego wyjść.