Dodaj do ulubionych

Bezowocne gody

30.06.08, 14:31
Zapytałeś kiedyś dlaczego nie chcę pisać o seksie. Nie odpowaidłam wiele razy i wiele razy udało mi się uniknąć prawdy. Żyję w ciągłym kłamstwie.

Wszystko rodzi się w dzieciństwie, ja nie pamiętam żadnych przykrych intymnych incydentów. Nikt nie zrobił mi krzywdy, nie wyśmiewał, nie ganił, nie byłam też ukochaną córusią tatusia, ani mamusi. Wyparłam coś?
Odkąd pamiętam chodziłam zawsze swoimi ścieżkami. Śmietnik za domem był kolebką moich marzeń. Stamtąd wyciągane szprychy od roweru przerabiane na letni ogródek dla latek straszyły odwiedzających gości, jak kółka siewników porozsiewane wokół domu rdzenną zależnością od ziemi. Byłam szybka, poganiana batem, byłam sprytna w chodzeniu po żelastwach i ostrożna przy pokrzywach. Bezczelnej jedynaczce pobłażano w wielu sprawach. Było mi dobrze samej, wolna ręka i brak zahamowań czyniły mnie niezależną.
Mały osiołek zaprzęgnięty w edukacyjny kierat próbował się wyrwać. Po paru latach złagodniałam, idąc na przykładem bliźnich, bądź przymuszana fizycznie. Przygarbiłam się i zmięłam w sobie.


Kochałam go. Ale nie chciałam nic więcej. Pragnęłam, by mnie tylko chciał, zajmował się mną, pocieszał i pielęgnował. Nie chciałam fizyczności. On nalegał. Nie nachalnie, ale stopniowo. Ustąpiłam, tłumaczyłam sobie, że mam już swoje lata – trzeba spróbować. Zupełnie mnie nie ciągnęło do seksu, to nie było tabu, to była obojętność. I to nie tylko w stosunku do niego. Miłość była wdzięcznością za troskę, dziś wiem, że nieproporcjonalnie dużą do tego, co otrzymałam. Dostałam fundamenty, na których nie da się budować.
Jak to było pierwszym razem? Nie bardzo pamiętam. Na pewno było bezpiecznie, niczego się nie obawiałam, zrobiłam to świadomie, byłam przygotowana. Miałam wielką nadzieję, że będzie nieźle, że poczuję coś w środku, podobnie jak facet. Nie przyszło mi do głowy, że mając głowę w chmurach nie ułatwiam sobie sprawy, nie potrafiłam się wyłączyć. Interesowano mnie wszystko poza nim, poza jego czułymi słowami, pocałunkami, niecierpliwymi rękami w czułych miejscach… Byłam mokra, ale nie przygotowana. Dla niego był to znak ze moje wejść. Czułam tyko jak coś napiera w małą szczelinę ciała. Wdziera się tam, gdzie nie powinno. Bolała jak diabli, a ja nie pisnęłam ani jedną głoską. Zamknęłam oczy i chciałam by było po wszystkim. Kiedy zrobiłam się trochę szersza on, poczuwszy zew, parł na oślep, nie patrząc na mnie ze zwijam się w konwulsyjnym bólu. Może to rozkosz? W końcu na każdym uderzeniem w dno trawiła mnie gorączka przeszywająca ciało ostrym nożem. Dla niego wszystko było mgnieniem, dla mnie dłuższą chwilą zabitą w pamięci. Lała się ze mnie krew. Tak ma być, on też się uśmiechnął. Sęk w tym, że po każdym dłuższym stosunku jest krew. Nie powinna.

Moje wszystkie razy są do siebie bardzo podobne. Jest matka głupich – nadzieja, są eksperymenty, są nawet moje dziwadła, które on spełnia (jestem sceptycznie nastawiona do jego szczerości w tym temacie). Na początku czuję delikatne mrowienie w podbrzuszu. Ufność, że tym razem się uda. Jest przyjemność bycia razem, fizyczna minimalna rozkosz. Moje oblężenie przez niego trwa. Zbyt krótko, widzę jak on się mieczy, jak drąży celu, jak wije się pod moimi objęciami, a ja nawet nie doszłam do piątego procenta… Długo trwa ta maskarada, on niecierpliwy bada czy już może, czasem pyta; nie odpowiadam, bo nigdy ten czas nie nadchodzi. Milczenie jest przyznaniem się do winy, fałszem i kapitulacją, zgodą na wtargniecie przemocą do obcego ciała. Chce krzyczeć - nie! A kołacze mi się po głowie, ze za chwilkę poczuje rokosz. Znów kłamstwo, za każdym razem. Mam go w sobie, nie boli, pięcioprocentowe podniecenie mija, skupiam się na nadziei, na wizualizacji moich pragnień, kilkunastoletnim polerowanym marzeniu. Rozczarowanie, nie czuje nic. Za chwilkę, gdy on jest głęboko a ja doświadczam tylko obcego ciała, próbuję współpracować,. Wtedy to opada ze mnie ta wiara, by coś jeszcze normalnego mogło się wydarzyć. Uderzam w patologię. Przybieram taką pozycje by poczuć jak najmocniej go w sobie. Może coś to da? Namiastkę szczęścia? Ślad, że coś było miedzy nami – dziś, wczoraj, za miesiąc? Wchodzi głęboko, aż do wrażliwych więzadeł, obija się o nie i zadaje ból. Zniosę dużo, nie ma nadziei jest tylko chęć szybkiego końca. Ból jest przeszywający, drażniący, zwala mnie z kolan…


Pamiętam większość stosunków, w każdym przelewały się róże rzeczy, najczęściej krew. Teraz nie ma nawet uczuć, jest wyrachowanie.

I wiesz… czuję się jak dziwka. Sprzedaje siebie. Nabawiłam się już paru chorób, niewiary, ciągłego uciekania przed nim i potwornych bóli głowy. Myślałam ze mam guza a to jednak nerwy nie dają mi spokojnie przejść koło niego, koło nich.
Facet potrafi nauczyć kobietę wszystkiego czego on pragnie w łóżku. Jeden, dugi, trzeci, kobieta staje się niemal wirtuozem, by tylko któryś z nich dał jej tę kropelkę szczęścia, którą on dostaje co noc. Założenie, że następnym razem będzie przyjemniej, nie będzie bólu i upokorzenia jest tak silna, że kobieta brnie wciąż w to samo bagno.

Ten tekst napisany na urodziny, by zobaczyć na piśmie groteskowość sytuacji, żeby zaszydzić z siebie, nie oddaje nawet w połowie całej prawy. Tego nie da się opisać.


Obserwuj wątek
    • heterosapiens Re: Bezowocne gody 30.06.08, 17:31
      Poruszyłaś mnie...

      Wiele z tego co piszesz mogłaby powiedzieć moja żona. Wtedy o tym
      nie mówiła. Musiało minąć wiele wiele lat żeby między słowami
      wyciągnąć z niej co wtedy czuła. Czuła tak jak ty. Lekarze mówili,
      że wszystsko jest fizjologicznie ok. Ale nie było. Tak naprawdę
      dopiero poród pierwszego dziecka pozwolił jej poczuć coś więcej niż
      ból. Teraz fizjologia jest ok. Ale skutki psychiczne ciągną się
      latami. Być może już nie potrafimy być ze sobą. Może gdyby wtedy
      więcej mówiła. Może gdyby bardziej świadomie szukała pomocy, bo
      przecież jakiś powód był, skoro w końcu przeszło. Poszukaj
      rozwiązania. Seks nie boli. Rozwiązanie istnieje i może jest bardzo
      blisko. A jeśli nie chcesz albo nie potrafisz to przynajmniej
      pozwól jemu odejść. Pozdrawiam cię i wszystkiego najlepszego...
      • flamenco_night Autorka Ci, niestety, nie odpowie.. 30.06.08, 17:42
        ale ja cieszę się, że zwróciłeś uwagę na Jej historię - prosiłam, by
        umieściła ją właśnie tu m.in., by pomóc Tobie spojrzeć na pewne
        sprawy inaczej..
      • flamenco_night Re: Bezowocne gody 30.06.08, 17:48
        Przy okazji.. nie, On nie chce odejść (dostaje, czego pragnie, Jej
        spełnienie olewa).. Ona też nie.. niektórzy trwają tak latami.. w
        imię wygody, zasad, 'dobra' dzieci..
      • diamat Re: Bezowocne gody 30.06.08, 19:02
        Heterosapiensie, ten tekst nie miał wzbudzać niczyjej litości, nie jest też wołaniem o jakąś poradę, nie mam też potrzeby nagłego uleczania siebie. Ten proces we mnie dojrzewa już od dawna - chęć zmiany, i zapewne jeszcze się odwlecze. Przyczyny są banalne, ale dla mnie nie do przeskoczenia. A może jednak poważne, by pojąć je mógł człowiek nie będący w podobnej sytuacji. Twoja żona zaufała Ci, mądra kobieta, nie bała się obojętności i egoizmu – Twojego i zdroworozsądkowego – swojego. Przyczyna nie leży w fizjologii, lecz w psychice i jest (moja jak i jej) na tyle złożona i zakorzeniona głęboko w pamięci dzieciństwa poprzez pierwsze miłości i eksperymenty, że nie da się wyleczyć siebie nigdy. Zostaje tylko próbować i być cierpliwym. Mówisz o odejściu mojego partnera… Jak powiedziała Flamenco, jest zawsze „coś” – dzieci, materializm, przeszłość, obcy ludzie. Poza fizycznością jest właśnie ta miłość bezcielesna, która może już przybrała odcień przywiązania, jest ten człowiek, starający się by niczego nie brakowało, jego dobroć…. Miłość fizyczna, seks to tylko dodatek. Na tę chwilę dla mnie nieznaczący.
        Napisałam ten tekst dla kogoś, kto uważał moje teksty za suche, beznamiętne, bez ducha i dna. Puste. Może ktoś, kto nie umie wzbudzić w sobie cielesnej fizyczności nie powinien pisać w ogóle? On to zauważył i drąży temat. Może kiedyś mu pokażę, tylko po co… żadne mężczyzna nie zrozumie. Myślę, ze to jest problem wielu milczących kobiet…
        Dziękuję Ci za odpowiedz.
    • motylekciemne1 Re: Bezowocne gody 01.07.08, 17:52
      Czesc Diamat
      Nie rob sobie tego.
      Jakkolwiek potrzebujesz milosci,troski,i dobroci.
      Wiem ze sie wkurzysz bo jakas obca osoba pisze Ci co masz robic
      a co nie ,jakies rady Ci daje a Ty ich przeciez nie chcesz.
      Zrobisz co uznasz ale powiem Ci cos.
      Jesli bedziesz z nim to robic nadal
      bedzisz czuc bol a tak teraz jest
      bedziesz czuc sie jak dziwka a tak tez sie czujesz
      bo robisz cos czego tak naprawde NIE CHCESZ

      to z czasem ZNIENAWIDZISZ GO i SIEBIE
      i bedziesz cierpiec coraz mocniej
      i juz nie bedziesz robic z siebie groteski



      Twoj chlopak ktory daje Ci
      te inne aspekty milosci te wazne dla Ciebie
      z czasem bedzie Ci sie jawic jako egoistyczny powtor
      ktory zaspokaja sie a Ty cierpisz
      z reszta byc moze tak juz czujesz

      Powiedz mu ze Cie to boli

      nie zrobilas tego bo sie boisz
      bo mu nie ufasz
      On powinien wiedziec jak jest
      bo seks ma dawac przyjemnosc oby dwojgu
      to nie Afryka gdzie kobiety sa tak traktowane


      Jezeli on wiedzac ze Cie to boli
      bedzie nadal nalegal na seks
      to pozostawie to bez komentarza
      bo to NIE JEST MILOSC
      choc wiem ze jej potrzebujesz
      a wierze ze ja dostaniesz
      byc moze od kogos innego

      Pozdr cieplo














      • aandzia43 Re: Bezowocne gody 01.07.08, 18:31
        > Jezeli on wiedzac ze Cie to boli
        > bedzie nadal nalegal na seks
        > to pozostawie to bez komentarza
        > bo to NIE JEST MILOSC
        > choc wiem ze jej potrzebujesz
        > a wierze ze ja dostaniesz
        > byc moze od kogos innego

        Bez komentarza... Amen.
    • meg758 Re: Bezowocne gody 01.07.08, 23:06
      Kiedy ja zaczynałam uprawiać seks też czułam ból, ale wtedy mój
      facet reagował na najmniejszy grymas na mojej twarzy (jeśli
      robiliśmy to od przodu:)i potrafił się zatrzymać i nie galopować
      dalej nawet jeśli sam był bardzo podniecony. Więc jeśli ty piszesz,
      że zwijałaś się w konwulsyjnym bólu, a on tego nie widział to moim
      zdaniem jest to bardzo dziwne. Albo było bardzo ciemno, albo jest
      niewidomy, albo nie jest taki fajny jak myślisz. Swoją drogą
      dlaczego nie mówisz mu o bólu, który czujesz? Czy to uczciwie
      utrzymywać, jak piszesz dobrego, człowieka w nieświadomości? Za nic
      na świecie nie chciałabym sprawiać takiego bólu osobom mi bliskim.
      A gdyby się tak zdarzyło chciałabym, żeby mi o tym powiedzieli.
      Ciepłej nocy
      • flamenco_night ech.. 01.07.08, 23:15
        nie lubię robić za rzecznika, ale.. na wyraźną prośbę..

        On niejednokrotnie poświęcał nawet kilka godzin na rozbudzenie i
        dążenie do JEJ rozkoszy.. to nie do końca tak, że sukinsyn dbał
        tylko o siebie kosztem Jej bólu i zerowej satysfakcji.
        • meg758 Re: ech.. 01.07.08, 23:17
          W związku z czym odszczekuję powyższe...
          Jeszcze cieplejszej nocy
    • de.bill qrrr.... 02.07.08, 02:21
      kolejna pie****a egoistka, ktora mysli ze wystarczy sie rozkraczyc.
      A facet zrobi za nia wszystko - nawet orgazm przezyje.
      ZA NIA !!!!
      Kobieto - czy ty chociaz wiesz jak sama sobie zrobic dobrze?
      Bo o ile sa pewne ogole zasady jak kobiecie zrobic dobrze, to jednak (i chwala
      wam za to drogie panie)

      KAZDA Z WAS JEST INNA

      I wymaga innych pieszczot.
      Tyle, ze facet nie jest w stanie sie domyslic wszystkiego.
      A tak 'aktywne' podejscie jakie wykazuje autorka - to szkoda gadac.

      Ale glowa do gory - choc wpedzilas sie w niezle bagno, to da sie z tego wyjsc.
      Tyle, ze musisz ruszyc d*pe (w przenosni i doslownie), i poznac najpierw sama
      siebie.
      I nie wszystko na raz !!!!
      Mozesz/powinnas pojsc do jakiegos specjalisty - np., ta lejaca sie krew jest co
      najmniej niepokojaca.
      A moze masz tez jakies hormony nie w porzadku, albo co ....
      W kazdym badz razie najpierw upewnij sie ze fizycznie jest w porzadku, ze nie
      masz przeciwskazan do uprawiania seksu.
      Pozniej psyche.
      I, na milosc boska, MOW FACETOWI ze Cie boli!
      W miedzyczasie sprobuj znalezc cos co cie podnieca.
      I cierpliwosci, to potrwa troche.

      Jeszcze raz - glowa do gory.
      Mozesz czerpac przyjemnosc z seksu, wszystko przed toba ;)
      Powodzenia ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka