Dodaj do ulubionych

co mu ise stalo?

25.11.08, 00:25
jesteśmy dość długo ze sobą. Zaczleismy dość wcześnie, bo juz w szkole
średniej, szybko tez pojawiło sie dziecko. Mieszkamy u jego rodziców.
Nie sypiamy ze sobą, trochę więcej rozmawiamy, często sie ostrzej kłócimy.
Jesteśmy młodzi. Dziecko nic miedzy nami nie zmieniło, wręcz nas do isebie
zbliżyło. Nie było tez katastrofa. Mamy w tej chwili po 24 lata.

Nie znosze mieszkania raem zj ego ordzicmai. TO neutralni ludzie, ale i tak
nie mozemy normalnie zyc. On nie widzi problemu, ja sie nie odnajduje. Trwa to
juz 3 lata. Mowi, ze póki nie jesteśmy samodzielni finansowo, a to dopiero za
3 lata, bo jest na medycynie, to nie mam mowy o zyciu na lwsna rękę. Ja to
rozumiem. To racjonalne argumenty, zresztą tyle juz za nami. Ale nie potrafię
tak dluzej życ. Nie jestem w stanie dłużej tak funkcjonować. TO mnie
przerasta. To prowizorka rodziny. Widze jak mój 3letni syn rośnie, a ja stoję
w miejscu.. bo zaliczam sejszę. Nic sie nie dzieje. Nic sie nie mzienia. Nie
widac perspektyw.

Chce odejść. Przestlalm go kochać. Chciałabym samotnie wychowywać dziecko. Tu
on tez mnie ogranicza. Njachetniej karmiłby go swoja piersią, taki jest
przywiązany.. Ja nie ma nic do powiedzenia.
Meczę sie w tym układzie. Nie przeraza mnie wizja samotnego wychowywania
dziecka, wrecz jest to moje marzenie. On jest odsc niezaradny życiowo,
właściwe to kompletny łamaga..

poważnie sie zastanawiam, czy dla dobra i szczęścia mojego dziecka-które jest
tu bardzo radosne, przeczekać jeszcze rok, bo będzie juz do przodu. Moze tez
miedzy nami coś sie zmieni, aczkolwiek wątpię..

Mma swój plan jak to wszystko sobie ułożę. ALe bardzo przydaje mi sie doraźna
pomoc przy dziecku. Moze odejsc gdy jeszcze troche podrośnie?
Co mam robić?

nie chce za niego wychodzić, miec z nim więcej dzieci, żyć z nim. Jestem tego
pewna. On po prostu mi nie odpowiada. Jako partner, człowiek. Ma dośc jego
chamskiego zachowania, obrazania mnie, niel iczenia sie ze mną.. Jestem tu sam
przeciw 5 doroslycho sob, zm laym dizekciem. Mma gdzie wracać. Co orbic, by
przestac czc sie zaszuta i odeparowac sie od niego

Nieczego od niego nie chce. Chce desperacko odejśc.
On nie bierze tego na powaznie.
Obserwuj wątek
    • kila-cherish Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 00:57
      Dziecko Was do siebie zbliżyło,a jednocześnie nic do siebie nie
      czujecie???
      A dziecko to sorki skąd?
      Sama sobie odpowiedziałaś,masz gdzie odejść męczysz się i chcesz
      odejść to spakuj się i bye.
      Z tego co piszesz,to go uprzedzałaś,że odejdziesz,więć nie będzie w
      szoku.
      Co do dziecka się dogadacie,mam nadzieję,jak nie to sąd ustali
      szczegóły.
      Z jednej strony piszesz,że się z nimi dusisz,a z drugiej masz osoby
      do pomocy nad dzieckiem.
      Jak odejdziesz będzie miał kot Ci pomóc.
      Ile Ci zostało tego studiowania?bo zrozumiałam,że też studiujesz?
      Musisz rozważyć wszelkie za i przeciw i będziesz miała odpowiedź.
      • kawitator Nie „co mu sie stało” ale Co tobie się stało 25.11.08, 08:34
        Wybacz ale to takie gadanie małolaty co to zamiast szaleć po imprezach bo to wiek do tego została postawiona przed problemami dorosłego życia
        Nic się nie dzieje ale zaliczyłam sesje
        Mam pretensje że facet jest związany z dzieckiem i się nim opiekuje
        Mieszkacie z „neutralnymi ludźmi” czyli starają się wam nie wtrącać ale to tobie przeszkadza
        Tobie wszystko przeszkadza
        Buuuu!!! chce do mamy
        To jest podsumowanie twojej wypowiedzi

        O dziecinnej niedojrzałej psychice świadczą szczególnie diwa akapity twej wypowiedzi
        5 dorosłych i ja jedna z małym dzieckiem
        Ci dorośli wokół ciebie pomagają Ci się opiekować dzieckiem umożliwiają studiowanie a nawet jeden tych wrogów to twój facet do którego masz pretensje o związek emocjonalny z dzieckiem. Ale to wrogowie bo jestem „pokrzywdzona przez los i wrogie otoczenie nawet bym coś zrobiła ale cały świat przeciw mnie więc mogę tylko płakać cichutko.

        Wezmę swoje zabawki (dziecko) i pójdę do innej piaskownicy gdzie mi będzie lepiej Dziecko to nie zabawka mamusi to człowiek i to co chcesz mu zrobić to jest dopiero świństwo.

        Prawdopodobnie przebywanie z taka rozhisteryzowaną pannicą jak Ty to bardzo frustrujące zajęcie.
        Radzę
        Pójść do solarium i na siłkę a potem na psychoterapie bo jednak widzę światełko w tunelu Mam nadzieję, że to depresja jesienna połączona z kurwicą z braku seksu niż jakieś poważniejsze odchyłki
        Zrób coś ze sobą bo hadko słuchać co prawisz
        • raffi73 Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 10:08
          wniosek z tej calej gadaniny taki ze nie warto zaczynac w liceum...
          • retttttttttttttttttttta Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 11:01
            niestety nie jest latwo mnie zaszufladkować, bo prostej recepty nie ma.
            Odpowiada mi tryb mojego życia, ale nie z nim. Jestem indywidualistką.

            Ostatni post najbardziej mi sie podoba:)

            A wniosek jest taki, że go nie kocham, że chce życie sobie układać na nowo, tak
            jak tego chcę.. Przeszkodą w tym życiu nie jest dziecko, jak niektórzy próbują
            mi wcisnąć, ale to że niestety chce wybrać inaczej..

            Nie zlazey mi na utrzymaniu tej relacji, mam swoje plany, dlatego obecnie w tym
            trwam...

            • eeela Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 13:02

              > Nie zlazey mi na utrzymaniu tej relacji, mam swoje plany, dlatego obecnie w tym
              > trwam...

              Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to, co piszesz, nie przedstawia żadnej
              wartości logicznej? Sprzeczne komunikaty w jednym zdaniu. Kawi ma moim zdaniem
              rację - rozhisteryzowana pannica, która nie ma konkretnego pomysłu ani na
              siebie, ani na życie, nie potrafiąca docenić starań bliskich i w dupie mająca
              dobro swojego dziecka.
              • kawitator Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 15:57
                Zastanawiam się co mogło u prawdopodobnie poukładanej dziewczyny (studia) wywołać taką reakcję
                Stawiam dukaty przeciwko orzechom, że dziewczę się zakochało ale w zupełnie kim innym i będąc w amoku tak sobie pieprzy. Jeżeli przyjmiemy to załozenie to opisy autorki nagle stają się poukładane
                Nie napisała tylko jakich to jej podstawowych potrzeb nie zaspokajał jej narzeczony bo że "on jej nie rozumie i wcale ze soba nie śpią" to już wiemy Kurde ze wszystkie dziewuszki muszą byc takie banalne ;-PP
                • eudajmonika Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 16:06
                  kawitator napisał:

                  Kurde ze wszystkie dziewuszki muszą byc takie banalne ;-PP

                  A nie jest tak, że to Ty sprowadzasz wszystkie do poziomu banalności?
                  Im dłużej czytam ludzkie historie (a kiedy znalazłam to forum z cztery lata temu
                  chyba Ty już tutaj byłeś, Kawitator) tym grzeczniej układają się w podpisanych
                  szufladach. Może powinno być odwrotnie, ale nawał tych informacji każe je jakoś
                  porządkować, prawda?
                  Lubimy porządek?
                • avide Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 16:17
                  Kawi nie cwaniakój.
                  Dobrze wiesz, że dukaty wiele warte dziś nie są. A za dobre orzechy
                  to kawał grosza można wziąć ;-)). Tak więc te Twoje dukaty... zamień
                  na "zielone" (ostatnio znowu w cenie) a pójdę nazbierać orzechów ;-).
                • eeela Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 16:45
                  Kurde
                  > ze wszystkie dziewuszki muszą byc takie banalne ;-PP

                  A wydaje Ci się, że chłopaczki to takie oryginały, co jeden to niezwykły? :-D
                  • kawitator Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 17:02
                    A wydaje Ci się, że chłopaczki to takie oryginały, co jeden to niezwykły? :-D
                    Nie Takie same to typowe typki.
                    Jakoś nikt się nie wypowiedział o meritum mojej wypowiedzi
                    Zakochała się w kimś nowym i dlatego naraz wszytsko jej źle a na dodatek sama nie wie co pisze ???
                    • eeela Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 25.11.08, 21:55
                      > Jakoś nikt się nie wypowiedział o meritum mojej wypowiedzi
                      > Zakochała się w kimś nowym i dlatego naraz wszytsko jej źle a na dodatek sama
                      > nie wie co pisze ???

                      Jakbyś tak wytrwale nie rzucał seksistowskich tekstów, to by nie przysłaniały
                      forumowiczom meritum Twoich wypowiedzi.

                      Może i się zakochała, no ale nic o tym nie mówi, więc trudno to zakładać.
                      • kawitator Re: Nie „co mu sie stało” ale Co tobi 26.11.08, 16:07
                        Jakbyś tak wytrwale nie rzucał seksistowskich tekstów, to by nie przysłaniały
                        forumowiczom meritum Twoich wypowiedzi.

                        Też mi się czasem już nie chce ale noblesse oblige. Muszę dbać o swój wizerunek „Męskiego, starego, szowinistycznego, heteroseksualnego prosiaka”

                        Może i się zakochała, no ale nic o tym nie mówi, więc trudno to zakładać.

                        Szukam przyczyny takiego nagłego odwrócenia priorytetów i zmiany poglądu na życie Z doświadczenia wynika, że kobitka nie odchodzi jak nie ma już ( choć w swoim mniemaniu ) zabezpieczonego następnego gniazdka Cała reszta to wynik gwałtownego poszukiwania powodów dla których własne postępowanie nie jest świństwem a głęboko uzasadniona koniecznością. Jeszcze nie odrobiła lekcji więc te zarzuty są takie sobie, ale już niedługo okaże się, że mąż molestował seksualnie dziecko ( ulubiony motyw ostatnio ) a ona była bita i poniżana itp. itp. Że niezgodne z prawdą ? A kto by się tym przejmował. Ona sama uwierzy w swoje opowieści i będzie się czuła szlachetnie i w porządku.
    • avide Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 10:58
      I właśnie dlatego jestem gorącym zwolennikiem:

      A) Edukacji seksualnej już w szkole tak by ludzie tacy jak autorka
      nie musieli być postawieni w roli rodzica w wieku 21 lat, gdyż
      zwyczajnie się do tego NIE NADAJĄ.

      B) Wchodzenia w zwiazki ok 25 rku życia oraz pobierania się po
      wcześniejszym przetestowaniu na wszelkie możliwe sposoby
      (dopasowanie seksualne, dojrzałość emocjonalna, zaradność życiowa
      itp.) w okolicach 28-30 roku zycia

      C) Posiadania dzieci nie wczeniej niż przed 28-30 rokiem życia. Do
      35 roku można spłodzić nawet 3-tę jak się chce.

      Do tego czasu nasza własna psychika robi nam tyle figli, że ciężko
      wyrokować w wieku 21 lat cóż będzie jak będę miał/a 25 lub 30.
      Dopiero koło 30-stki czlowieka stabilizuje się. Zna się na tyle by
      wiedzieć czego od życia chcieć.
      • retttttttttttttttttttta Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 11:02
        avide napisał:

        > I właśnie dlatego jestem gorącym zwolennikiem:
        >
        > A) Edukacji seksualnej już w szkole tak by ludzie tacy jak autorka
        > nie musieli być postawieni w roli rodzica w wieku 21 lat, gdyż
        > zwyczajnie się do tego NIE NADAJĄ.
        >
        > B) Wchodzenia w zwiazki ok 25 rku życia oraz pobierania się po
        > wcześniejszym przetestowaniu na wszelkie możliwe sposoby
        > (dopasowanie seksualne, dojrzałość emocjonalna, zaradność życiowa
        > itp.) w okolicach 28-30 roku zycia
        >
        > C) Posiadania dzieci nie wczeniej niż przed 28-30 rokiem życia. Do
        > 35 roku można spłodzić nawet 3-tę jak się chce.
        >
        > Do tego czasu nasza własna psychika robi nam tyle figli, że ciężko
        > wyrokować w wieku 21 lat cóż będzie jak będę miał/a 25 lub 30.
        > Dopiero koło 30-stki czlowieka stabilizuje się. Zna się na tyle by
        > wiedzieć czego od życia chcieć.


        tak, zgadzam sie!!!!

        ale co to ma do mojego postu, nie rozumiem...
        • retttttttttttttttttttta Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 11:05
          i nie piszcie, ze nie rozumim dlatego ,ze mam tyle i tyle lat


          aaaa

          sek w tym, ze już nie chce w tym trwać. a przed ciążą znaliśmy sie ok 5lat.. ale
          co to ma do tego, skoro mam tego dośc i chce odejść..

          myślę, ze tez zwiazek nie ptrztrwalby próby czasu, a ze wzlgedu na dziecko nie
          chce go reanimować...

          • songo3000 Ale 'mamuśka' :) 25.11.08, 12:54
            Doobre, Znudziłaś się, to sobie idziesz do innej bajki. OK, spoko, masz prawo do własnego szczęścia ... tylko taki mały szczegół - bachor.

            Ani razu nie potraktowałaś na tym forum swojego potomka jak człowieka, za to kilka razy jak walizkę. Walizkę rzeczywiście można przenosić z miejsca na miejsce, ba nawet oddać do przechowalni.

            Z tego co tu przedstawiłaś to z Ciebie żadna matka jest tylko zwykła gówniarka:
            - zero odpowiedzialności (tak, tak, jest takie słowo jak się kleci dzidzi)
            - zero zastanowienie co na to dzieciak
          • murakami2 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 17:35
            >
            > myślę, ze tez zwiazek nie ptrztrwalby próby czasu, a ze wzlgedu na dziecko nie
            > chce go reanimować...


            Nic z tego nie rozumiem. Eeela ma rację, logiki za grosz. Nie wspominając o
            ortografii.
      • kachna79 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 13:32
        avide napisał:

        > I właśnie dlatego jestem gorącym zwolennikiem:
        >
        > A) Edukacji seksualnej już w szkole tak by ludzie tacy jak autorka
        > nie musieli być postawieni w roli rodzica w wieku 21 lat, gdyż
        > zwyczajnie się do tego NIE NADAJĄ.
        >
        > B) Wchodzenia w zwiazki ok 25 rku życia oraz pobierania się po
        > wcześniejszym przetestowaniu na wszelkie możliwe sposoby
        > (dopasowanie seksualne, dojrzałość emocjonalna, zaradność życiowa
        > itp.) w okolicach 28-30 roku zycia
        >
        > C) Posiadania dzieci nie wczeniej niż przed 28-30 rokiem życia. Do
        > 35 roku można spłodzić nawet 3-tę jak się chce.
        >
        > Do tego czasu nasza własna psychika robi nam tyle figli, że ciężko
        > wyrokować w wieku 21 lat cóż będzie jak będę miał/a 25 lub 30.
        > Dopiero koło 30-stki czlowieka stabilizuje się. Zna się na tyle by
        > wiedzieć czego od życia chcieć.

        Avide chyba ulegasz dzisiaj magii liczb. Najpierw atrakcyjność
        mierzona wskaźnikiem BMI (wiem - przerysowuje), a teraz te ramy
        czasowe... Dojrzałość człowieka to zjawisko zbyt skomplikowane żeby
        podawać tak ostre granice wieku. Mówiąc krótko: wg. mnie napisałeś
        głupotę:(

        P.S. Zauważ, że Twoja wypowiedź wpisuje się w klimaty typu "Avide
        podaje nieprawdziwy wiek, bo pisze zbyt dojrzale jak na 29-latka".
        • eeela Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 14:03
          To są statystyki na podstawie obserwacji swojego własnego otoczenia, swojej
          własnej grupy społecznej i podobnych sobie ludzi. Młodzież klasy pracującej,
          która nie studiuje, łączy się w pary przed 25 rokiem życia i wcale nie mają
          gorszych problemów niż klasa średnia i inteligencja. Przeciwnie, jest wśród nich
          równie wiele udanych i nieudanych małżeństw, mimo że nie pokończyli studiów, nie
          przeczytali Dawkinsa i nic nie wiedzą o feromonach. Łączą się, tak samo jak
          reszta ludzkości, z miłości, z namiętności, z głupoty, z wyrachowania, z powodu
          społecznego nacisku - jedyną istotną różnicą jest to, że czynią to wcześniej.
          Czy na tej podstawie mamy przypuszczać, że ludzie klasy pracującej szybciej
          dojrzewają? Nie. Wszyscy dojrzewamy statystycznie w podobnym tempie, czyli każdy
          dojrzewa w swoim :-) A to, kiedy jesteśmy gotowi do odpowiedzialności za
          rodzinę, wynika z naszych wewnętrznych predyspozycji, rodziny, w której się
          wychowaliśmy, wpływu grupy społecznej, w jakiej wyrośliśmy. Ja w oczach swojej
          wiejskiej części rodziny jestem już starą panną, która nie wiedzieć czemu
          marnuje czas na 'romanse' na kocią łapę. Moi dziadkowie uważają, że najwyższy
          czas na prawnuki. Moi rodzice zaledwie doradzają mi, żebym przyszpiliła faceta
          do ściany, żeby się w końcu zdecydował, czy chce mieć w ogóle dzieci, czy nie. A
          ja uważam, że wciąż mam czas :-) Dla każdego pokolenia ścieżka rozwoju jest
          trochę inna, dla każdej klasy społecznej jest trochę inna, dla każdego
          pojedynczego człowieka jest trochę inna. Wyciąganie średniej na potrzeby
          określania, kto i kiedy może zakładać rodzinę przypomina zazwyczaj niefortunny,
          a w tym przypadku całkiem trafny przykład użyteczności statystyki: jak idziesz
          na spacer ze swoim psem, to statystycznie macie po trzy nogi.
          • kachna79 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 14:26
            > przypomina zazwyczaj niefortunny,
            > a w tym przypadku całkiem trafny przykład użyteczności statystyki

            Rozwiń myśl, bo na ten moment to napisałaś w jednym zdaniu dwie
            sprzeczne informacje...
            • eeela Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 16:50
              Zazwyczaj niefortunny, a w tym przypadku trafny, co w tym niezrozumiałego? :-)

              Przykład psa i jego pana/pani na spacerze jest bardzo często podawany jako
              argument przeciwko zasadności stosowania statystyki. Żarcik jest i śmieszny, i
              nie mający nic wspólnego z naukowo rozumianą statystyką. Dlatego w większości
              dyskusji jest argumentem chybionym. Tym razem jednak postulat Avide bardzo
              przypominał tę żartobliwą statystykę, dlatego jej przytoczenie uznałam za
              trafne. Napisałam ładnie, po polsku i bez żadnej wewnętrznej sprzeczności.
              Proszę się skupić na zwracaniu mi uwagi, kiedy istotnie popełniam błędy, wtedy
              przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek :-)
              • kachna79 Re: co mu ise stalo? 26.11.08, 08:39
                > Proszę się skupić na zwracaniu mi uwagi, kiedy istotnie popełniam
                błędy, wtedy
                > przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek :-)

                Moje prośba o rozwinięcie myśli miała na celu wyjaśnienie tego czego
                nie zrozumiałam.
                Nie miałam zamiaru zwracania Ci uwagi, bo i po co?
                • eeela Re: co mu ise stalo? 26.11.08, 12:40
                  OK, przepraszam, źle Cię zrozumiałam :-)
      • bi_chetny Re: co mu ise stalo? 26.11.08, 12:20
        avide - masz rację ! Oczywiście takie sztywne ramy czasowe nie byłyby może
        zawsze dobre, niemniej jednak patrząc na siebie, po 30 wybierałbym pewnie trochę
        inaczej niż wybrałem kiedyś w młodym wieku 19 lat :). Z drugiej strony, te 11
        lat jakoś mnie ukształtowało :).
    • justyna.ada ale co byś chciała usłyszeć? 25.11.08, 11:21
      ...bo nie wiem na razie, po co napisałaś na forum. Z jakichś
      powodów nie chcesz już być z tym facetem, ale jesteś. Jesteś, bo to
      do czegoś jest Ci potrzebne, ale odejdziesz jak znajdziesz sposób.
      No i...? dalej nie rozumiem, w jakim celu piszesz na forum, co byś
      chciała :)
    • sagittka Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 11:32
      W planowaniu swojej przyszłości bez tego mężczyzny, nie zapominaj,
      że jest on ojcem twojego dziecka. Ma do niego prawo, a jeśli tak jak
      piszesz, jest z nim związany emocjonalnie, to pewnie nie zrezygnuje
      z wychowywania go. Jego rodzice także mają prawo do kontaktów z
      wnukiem, więc nie da się zupełnie odciąć od tej rodziny. Nie
      zakładaj, że sąd pozbawi twojego narzeczonego praw rodzicielskich,
      bo niby dlaczego?
      Przypominam o tych sprawach formalnych, bo piszesz tak, jakby
      dziecko było twoją zabawką, którą możesz zabrać i odejść bez żadnych
      konsekwencji.
      Pomyśl też o uczuciach syna, dla niego nawet ojciec łamaga może być
      dobrym ojcem. Nie masz prawa pozbawiać go drugiego rodzica bez
      poważnego powodu, więc musisz liczyć się z koniecznością współpracy
      w zakresie wychowywania dziecka.
    • mujer_bonita JA JA JA JA 25.11.08, 11:32
      Ja chcę, ja jestem indywidualistką, ja się duszę... dużo tego 'ja'.

      Zachowujesz się jak rozkapryszony bahor. Zabiorę dziecko i pójdę
      sobie. Twoim marzeniem jest SAMOTNE wychowywanie dziecka? Pogieło
      Cię????? Wziełaś pod uwagę, że
      1) Twoje dziecko ma ojca i ma on do niego takie samo prawo jak Ty?
      2) dziecko trzeba utrzymywać - iść do pracy, zarabiać na siebie,
      mieszkanie, jedzenie etc?
      3) 'samotne' wychowywanie dziecka oznacza, że jesteś za nie sama
      odpowiedzialna przez 24h/dobę
      4) sąd w tej sytuacji rozwodu może nie przyznać Ci praw do opieki
      nad dzieckiem?

      DOROŚNIJ najpierw!
      • songo3000 Re: JA JA JA JA 25.11.08, 12:58
        :)

        Bonitka, kiedyś już (o dziwo zgodnie :) stwierdziliśmy, że większość ludzi na świecie to głupki, nie? Tak tylko przypominam, bez kontekstu ;)
        • mujer_bonita Re: JA JA JA JA 25.11.08, 19:22
          songo3000 napisał:
          > Bonitka, kiedyś już (o dziwo zgodnie :) stwierdziliśmy, że
          większość ludzi na ś
          > wiecie to głupki, nie?

          Jasne. Myślenie boli ;)

          > Tak tylko przypominam, bez kontekstu ;)

          W kontekście to ja proszę o odnotowanie, że nie zawsze ślepo bronię
          kobiet ;)
          • songo3000 Re: JA JA JA JA 25.11.08, 20:08
            Cholera, faktycznie. I co ja teraz biedny zrobię?...
      • kateoz Re: JA JA JA JA 25.11.08, 13:41

        <<poważnie sie zastanawiam, czy dla dobra i szczęścia mojego dziecka-
        które jest
        tu bardzo radosne, przeczekać jeszcze rok,
        Mma swój plan jak to wszystko sobie ułożę. ALe bardzo przydaje mi
        sie doraźna
        pomoc przy dziecku. Moze odejsc gdy jeszcze troche podrośnie?>>

        matko coz za egoizm i wyrahowanie.....
        wiesz co odejdz od niego,,,zrobisz mu zyciowa przysluge ...i jeszcze
        sie zdziwisz jak z nieporadnego faceta wybuchnie ogien gdy bedzie w
        sadzie walczyl o prawa do dziecka.
        nikt ci nie kaze z nim byc i jesli go nie kochasz to najlepszym
        wyjsciem bedzie rozstanie,przeraza mnie tutaj twoja kompletna
        znieczulica na uczucia osob trzecich.

    • eudajmonika Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 14:47
      "Widze jak mój 3letni syn rośnie, a ja stoję
      w miejscu.. bo zaliczam sejszę. Nic sie nie dzieje. Nic sie nie mzienia. Nie
      widac perspektyw."

      Zdajesz sesję w listopadzie? Hmmm. Niech i tak będzie. Nawet na "łatwych"
      kierunkach samo się nie zaliczy, a Ty piszesz, że nic się nie dzieje. Może
      jesteś tak zdolna, że nawet z problemami ząbkującego malucha uczenie nie sprawia
      Ci większej trudności, ale jak widać, również i przyjemności.
      Więc z Twojego punktu widzenia rzeczywiście nic się nie dzieje. Ale samo się się
      nie zadzieje. Trzeba sprawcy. Nie masz pomysłu na animację zdarzeń? Większość
      nie ma, ale to nie powód aby robić gwałtowne ruchy, po to tylko, aby się
      "zadziało". Cierpliwości! Masz przed sobą całe życie - jak nie wiesz co robić,
      to się raczej wycisz, posłuchaj samej siebie. Mniejsze prawdopodobieństwo, że
      będziesz żałować pochopnych decyzji.
      Nie daj się też zapędzić w kozi róg piszącym o wychowaniu seksualnym,
      antykoncepcji, mądrym Polaku po szkodzie, itp. Oni mają swoją miarę. Ty możesz
      mieć swoją.
      Może jakoś trudno uwierzyć w takim momencie, że coś się fajnego w Twoim życiu
      zdarzy, więc może będzie łatwiej jak napiszę, że znam przynajmniej jeden podobny
      przypadek z happy endem - mam 35 lat, niemalże 15-letniego syna, u boku
      męża-przyjaciela, za sobą sesje i egzaminy, czas większych i mniejszych burz, a
      przed sobą cały świat :-)
      • songo3000 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 15:03
        A potraktowałaś kiedyś syna jak walizkę?

        Zresztą to chyba jednak podpucha, sesja pod koniec listopada, hehe.
        • eudajmonika Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 15:35
          songo3000 napisał:

          > A potraktowałaś kiedyś syna jak walizkę?

          Tak, często.
          Masz dzieci? Czy tylko wyobrażenie o dzieciach?
          Dzieci przychodzą, są przez jakiś czas ze swoimi rodzicami i odchodzą. Jak są ze
          swoimi rodzicami to uczestniczą w ich życiu - nie tworzy się dla nich jakichś
          specjalnych warunków, lecz to one adaptują się do życia takiego, jakie ci
          rodzice prowadzą - więc jeśli są to dzieci studenckie, to chodzą np. późno spać,
          bo rodzice się uczą i pali się światło w jednym pokoju. Jeśli to dziecko
          aktorki, to bywa często w teatrze, w garderobie mamy, na próbach, jeśli to
          dziecko żeglarza, to widzi tatę rzadziej niż dziecko taty-księgowego. Nikt nie
          robi z tego problemów, nie neguje dobrej woli rodziców. I per analogiam, jeśli
          to dziecko nieszczęśliwej w związku matki, to będzie prawdopodobnie, biorąc pod
          uwagę orzecznictwo sądów opiekuńczo-rodzinnych w Polsce, widywać się z tatą raz
          w tygodniu. Świat dziecka nie obraca się wokół dziecka, Songo, to dziecko
          dostosowuje się do swoich rodziców.
          I dalej, Songo, moje dziecko nie jest treścią mojego życia. Ono jest jego
          częścią. A to różnica. Dlatego często pakowałam je pod pachę i robiliśmy razem
          to, czego być może samo by nie zrobiło, lub zrobić nie chciało. Z wiekiem
          autonomia rośnie, lecz wciąż 15-letnie dziecko jest ode mnie zależne i nie żyje
          na własny rachunek.
          • retttttttttttttttttttta Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 17:05
            racja. liczę sie ze skutkami odejścia i dalszych kontaktów dziecka z ojcem.

            ale niewolnica byc nie mogę.

            Musze odzyć, bo nie wytrzymam tej ciasnoty emocjonalnej

            po prostu wypaliło sie moje kilkuletnie uczucie wobec niego
            nie kreci mnie
            nic nie czuje
            a dla dziecka z inkim nie bede

            nie wiem jak to inaczej ułożyć w slowa

            może to rozkapryszenie, ale watpie czy mozna byłoby tak latwo ot nazwać
            • murakami2 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 17:46
              Ale dlaczego tytuł tego postu brzmi "co mu sie stało" to nie zrozumiem. Jemu
              raczej nic nie dolega.

              Jesteś niesamodzielna. Musisz zajmować się dzieckiem. Musisz być żoną. Musisz
              być zależna od rodziców męża. Musisz studiować. Będziesz musiała zostać w tej
              rodzinie.
              Człowiek dużo rzeczy musi. Ale kiedy go zaczyna to gnieść, niech nie zrzuca tego
              na "beznadziejnego" męża. Niech zrobi coś, co na usamodzielnienie pozwoli.
              Przejdzie na zaoczne. Odda dziecko do przedszkola. Pójdzie do pracy. Zyska w
              swoich oczach. Pójdzie na terapię.
              I dopiero wtedy snuje plany, czy miłość się wypaliła i trzeba się ewakuować, czy
              życie jest zupełnie inne, niż się wydawało rok temu.
              To sztuka być samodzielnym. Ty nie wiesz, jak to jest, bo jeszcze nie byłaś
              nigdy. Zrób sobie przysługę i zanim rozpieprzysz rodzinę, zadbaj o swoją
              odpowiedzialną samodzielność.
              • herbatka.jasminowa a dajcie spokój 25.11.08, 19:42

                niech sobie idzie gdzie chce
                • stinefraexeter Re: a dajcie spokój 25.11.08, 20:05
                  Zgadzam się.

                  Skoro nie chce z kolesiem być, to niech odejdzie. Od kiedy to jesteście
                  zwolennikami pozostawania w niesatysfakcjonującym związku jedynie dla dobra dzieci?
                  • murakami2 Re: a dajcie spokój 25.11.08, 21:49
                    Od kiedy to jesteście
                    > zwolennikami pozostawania w niesatysfakcjonującym związku jedynie dla dobra
                    dzieci?


                    każdy przypadek jest inny
                  • eeela Re: a dajcie spokój 25.11.08, 21:53
                    Od kiedy to jesteście
                    > zwolennikami pozostawania w niesatysfakcjonującym związku jedynie dla dobra dzi
                    > eci?


                    To zależy, co rozumiec przez satysfakcjonujący bądź niesatysfakcjonujący związek.
                    Z opisu wynika, że chłopak jest porządny, dziecko kocha, opiekuje się nim,
                    studiuje medycynę. Dziewczyna napisała, że 'łamaga', ale nie rozumiem, na czym
                    to miałoby polegać, bo żaden konkretniejszy zarzut nie padł. Nie skarży się, że
                    facet nie chce z nią sypiać, nie skarży się, że rodzice faceta są upierdliwi.
                    Skarży się, że nic się nie dzieje w jej życiu i że nie kocha już faceta. Dla
                    mnie wygląda to tak: studiuje bez przekonania, facet jej się znudził, nad
                    dzieckiem do tej pory wiele się nie napracowała, inaczej nie byłaby taka gorliwa
                    do samotnego matkowania, bo lepiej by wiedziała, z czym to się wiąże. Słowem -
                    rozkapryszona pannica, której się marzą podróże dookoła świata i arabscy
                    książęta obsypujący ją diamentami. Bo zwykłe studia, zwykły mąż i zwykli jego
                    rodzice zwykle ją wyręczający w opiece nad zwykłym dzieckiem to za pospolite dla
                    takiej indywidualistki jak ona.
                    • felicia.3 Re: a dajcie spokój 25.11.08, 23:19
                      Wiesz co jak czytam ten watek,to strasznie zal mi twojego meza i synka.I nawet
                      tych tesciow poniekad.Jak mozna byc tak roszczeniowym wobec zycia i ludzi skoro
                      sama nie zrobilas nic!Brakuje ci zwyklej madrosci zyciowej,ktora nie jest wcale
                      kwestia wieku.Przepraszam za okreslenie,ale "zazartosc" z jaka piszesz pozwala
                      mi przypuszczac,ze cokolwiek w tym watku bedzie madrego napisane,to i tak nie
                      zrozumiesz,nie przemyslisz.Bardzo mi szkoda twojego synka:(i meza.Ciebie mi nie
                      zal.Wyrzadzasz ogromna krzywde ludziom,ktorzy cie otaczaja.
                    • stinefraexeter Re: a dajcie spokój 26.11.08, 13:49
                      " nie chce za niego wychodzić, miec z nim więcej dzieci, żyć z nim. Jestem tego
                      pewna. On po prostu mi nie odpowiada. Jako partner, człowiek. Ma dośc jego
                      chamskiego zachowania, obrazania mnie, niel iczenia sie ze mną.."

                      No tak, bardzo satysfakcjonujący związek indeed.

                      No ale co autorce pozostaje, waszym zdaniem? Męczenie się z facetem, którego nie
                      lubi tylko dlatego, że on kocha ich wspólne dziecko?

                      • avide Re: a dajcie spokój 26.11.08, 14:00
                        Niech odejdzie. Wszak cały czas doradzane sa tutaj odejścia w razie
                        niesatysfakconującego związku, a autorka jak mało kto wyraźnie i
                        dobitnie to podkreśla na każdym kroku.

                        Tylko zasadne wydaje się pytanie juz postawione przez kogoś innego.
                        Mianowicie, czego oczekiwała zakładając wątek, i w ogóle o co
                        chodzi ???? Ona nie szuka rozwiązania problemu, ona już postanowiła.
                        Nie wiem, mamy przytulić, pogłaskać i powiedzieć "jakaś ty biedna
                        dziecino, rzuć go bo on taki niedobry" ?????
                        • stinefraexeter Re: a dajcie spokój 26.11.08, 14:06
                          avide napisał:

                          > Niech odejdzie. Wszak cały czas doradzane sa tutaj odejścia w razie
                          > niesatysfakconującego związku, a autorka jak mało kto wyraźnie i
                          > dobitnie to podkreśla na każdym kroku.
                          >
                          > Tylko zasadne wydaje się pytanie juz postawione przez kogoś innego.
                          > Mianowicie, czego oczekiwała zakładając wątek, i w ogóle o co
                          > chodzi ???? Ona nie szuka rozwiązania problemu, ona już postanowiła.
                          > Nie wiem, mamy przytulić, pogłaskać i powiedzieć "jakaś ty biedna
                          > dziecino, rzuć go bo on taki niedobry" ?????

                          Czego szukała, to chyba inna sprawa. Może po prostu chciała wyrzucić z siebie
                          ból i napisać to, czego nie może powiedzieć na głos.
                          Albo chciała usłyszeć: nie czujesz się szczęśliwa, odejdź.
                          Co w tym dziwnego?
                      • mujer_bonita Re: a dajcie spokój 26.11.08, 14:03
                        stinefraexeter napisała:
                        > No ale co autorce pozostaje, waszym zdaniem? Męczenie się z
                        facetem, którego nie
                        > lubi tylko dlatego, że on kocha ich wspólne dziecko

                        Autorce pozostaje DOROSNĄĆ i zrozumieć, że jest matką odpowiedzialną
                        za swoje dziecko. Nie jestem zwolenniczką utzymywania związkuw 'dla
                        dzieci' ale dziecko to ogromna odpowiedzialność i trzeba się nim
                        opiekować. Może sobie iść gdzie chce ale to dziecko ma również ojca
                        i być może jest on bardziej dojrzały i lepiej się nim zajmie jak ona
                        będzie sobie balować.

                        O totalnej niedojrzałości emocjonalnej i życiowej świadczy fakt, że
                        ona MARZY o tym żeby być samotną matką! Weźmie sobie swoją laleczkę
                        i pójdźie na swoje podwórko! Tylko niech się nie zdziwi, jak sąd
                        przyzna prawa do opieki ojcu!
                        • eeela Re: a dajcie spokój 26.11.08, 16:07
                          Tylko niech się nie zdziwi, jak sąd
                          > przyzna prawa do opieki ojcu!
                          >

                          Na to bym niestety nie liczyla. Sady rodzine mamy bardzo stronnicze
                          i seksistowskie. Chocby matka byla chora na glowe, pila i puszczala
                          sie, zazwyczaj i tak to ona dostanie opieke nad dzieckiem.
          • songo3000 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 20:25
            Ależ ja to wszystko wiem i się zgadzam. Niemniej jednak zrobienie dzieciaka jest najprostrze i byle półgłówek to potrafi. Wzięcie na siebie odpowiedzialności już nie jest dla wszystkich 'rodziców' takie oczywiste.

            PS. Nie lubię dzieci i nie chcę ich mieć. Wiem, kto tu do kogo ma się dostosować ;)
    • kaachna1 Re: co mu ise stalo? 25.11.08, 23:48
      Czytam ten twój wątek i za cholerę nie rozumiem czego oczekujesz od
      forumowiczów?Skoro nie kochasz ojca swojego dziecka i nie chcesz z nim być to
      może zrób chociaż dziecku przysługę i pozwól aby zajął się nim jego ojciec,tak
      może byłoby najlepiej dla wszystkich...Życzę mądrego wyboru

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka