piotr.ef1
19.07.09, 00:51
Te setki wątków, które pochłaniają jeden drugiego. Te tysiące odpowiedzi
radzących, każących, pochwalających, zazdroszczących, wspierających,
współczujących, potwierdzających, negujących, poważnych i żartobliwych,
mądrych, rozsądnych, przemyślanych, ważnych, inspirujących ale i głupich,
prostackich, z błędami ortograficznymi /takimi podstawowymi/. Ale ja nie o
tym... choć od razu uprzedzam, że zdarza mi się, często, wplatać wątki w
wątki, przez co cała wypowiedź jest mało spójna i chaotyczna. I błędy
ortograficzne też mi się zdarzają, ale raczej rzadko.
No tak, teraz po takim wstępie, czytelników zbyt wielu nie spodziewam się,
choć marzy mi się /nie ukrywam/, że ktoś odpowie, napisze, poradzi. Że poznam
tu /jak to się ładnie mówi/ bratnią duszę, kogoś, do kogo będę mógł napisać,
jeszcze bardziej - gdy będę mógł przeczytać. Że tym ktosiem będzie kobieta. Bo
ja jestem facetem. I o 'takich' /jakich?/ sprawach wolę rozmawiać z kobietą
właśnie. A może jednak powinienem to ukryć? To... te moje 'marzy mi się...'?
Czas pokaże. Czy będzie to wątek jeden spośród wspomnianego tysiąca? Nie, no w
sumie to na pewno taki będzie, tylko pytanie czy się rozwinie, czy skończy się
na monologu. Basta!
To mój drugi aktywny udział w forum. Wcześniej jako odpowiedź na czyjś wątek.
Takie raczej... rozpaczliwe szukanie pomocy... I teraz, jako nowy temat -
chyba jednak o nieco innym charakterze /tłumacz sobie tłumacz :)/.
Skąd to pytanie... Czytałem, trochę, to forum, ten dział (Brak) Seks(u)... Bo
szukałem odpowiedzi dla siebie, dla swoich problemów. Tak egoistycznie,
myślałem o sobie, czy ktoś mi pomoże, czy znajdę, czytając kogoś innego,
rozwiązanie dla siebie. Nie angażowałem się w pomoc dla kogoś. Teraz /właśnie
teraz/ to zrozumiałem. /.../
I zobaczyłem... że tyle ludzi ma tyle problemów. Jedni bardzo poważne, inni
błahe... Nie, w sumie tych drugich nie spotkałem. Większość, to poważne
tematy. A na pewno dla rozpoczynających te tematy, zadających te pytania,
proszących o rady i pomoc - najważniejsze.
I zobaczyłem... że nie jestem sam. Że nie jestem wyjątkiem /wyjątkowy nigdy
nie byłem... :)/. Że nie tylko mi brakuje tej bliskości, namiętności,
romantyzmu, czułości, dzikości, szaleństwa... pocałunków.
I zobaczyłem... że mimo, iż te problemy powtarzają się, że wciąż się o nich
pisze, przytacza przykłady, opisuje ze szczegółami... TO NIE MA ROZWIĄZANIA!
Stąd moje pytanie o sens tego forum. Możliwe, że chodzi tu o to, by się
wygadać. To też jest jakieś rozwiązanie. Jakieś - bo chyba pozorne, bo
krótkotrwałe. Czy tego szukają ludzie, którzy czytają te wszystkie wypowiedzi?
Ludzie, którzy tak, jak ja żyją w młodym małżeństwie, z małym cudownym
dzieckiem, którzy tak, ja nie są w stanie /nie mam odwagi czy jestem
rozsądny?/ powiedzieć: dość tego. Stanowczo nie zgodzić się z tym, co dzieje
się w małżeństwie. Że mimo, iż wciąż tyle mówi się, że seks nie jest
najważniejszy w związku, to jego brak powoduje tyle problemów. Gdy żona nie
wykazuje inicjatywy, nie chce całować, przytulać się, tak... kobieco,
przyjemnie... Nie wspomnę o seksie, raz na miesiąc, może dwa razy w
miesiącu... Często jest tak, jakby myślami była gdzieś indziej. Raczej nie z
kimś innym, nie ma innego faceta. Tak sądzę...
Tylko... dlaczego? Dlaczego taka jest? Nie jestem strasznie brzydki :), dbam o
siebie - bez przesady - tak normalnie..., nie jestem leniem, nie zostawiam na
Jej głowie domu, dziecka. Nie zdradzam. Nie jestem idealny, wiem, ale nie
jestem draniem, świnią, nie wiem kim jeszcze...
Więc dlaczego? Dlaczego nie chce się kochać, okazywać uczuć, całować się,
pieścić... Dlaczego na całym forum, wśród tysięcy Waszych listów nie ma
odpowiedzi?
Przecież nie będę jeździł do agencji, nie będę zdradzał, nie zostawię Jej, bo
żaden sąd nie przyzna mi opieki nad moim synem. A nie chcę, by wychowywał się
beze mnie.
Czy wobec tego wszystkiego naprawdę pozostaje tylko pogodzić się z tym, że tak
jest i już?
Przecież to nie tak. Takie 'pogodzenie się' nie załatwi sprawy. Przecież
wiecie, jak to wygląda... Te problemy nie są przecież bez znaczenia. To
wszystko przekłada się na życie codzienne, na to, że później żyje się obok
siebie a nie razem.
A takie życie... Ja nie chce tak żyć.
A najbardziej chyba zaskoczyła mnie jedna rzecz: że autorami bardzo dużej
liczby postów i wątków o podobnej tematyce nie są faceci, tylko kobiety
właśnie! Sądziłem, że fakt braku seksu w małżeństwie to raczej problem facetów
niż kobiet... Że kobietom to mniej przeszkadza...
Jaki chaos...