Gość: ilka
IP: *.048.c72.petrotel.pl
27.11.10, 22:26
Na kursie każdą jazdę kończyłam wrzuceniem luzu i zaciągnięciem ręcznego hamulca. Po kursie zaczęłam jeździć fiatem z przełomu wieków i powiedziano mi, że lepiej nabrać nawyku zostawiania samochodu na biegu, bo zimą linka ręcznego może zamarznąć i nie da się zwolnić hamulca, fakt faktem zaobserwowałam coś takiego zeszłej zimy z perspektywy pasażera.
Czy może mi ktoś opowiedzieć, jak taki ręczny hamulec działa w kontekście temperatur? Ja mam wrażenie, że to jakiś prosty układ: dźwignia, linka i coś co blokuje koła.
Pytam dlatego, że część parkingu mam na lekkim spadku, takim, ze na luzie samochód się toczy. A podobno właściwa procedura na mróz i zlodowaciałe szyby to włączyć silnik, włączyć nawiew na przednią, wrzucić luz i wyjść skrobać od zewnątrz pozostałe. Siedziałam 5 minut z noga na hamulcu, w końcu niemal na ślepo wyjechałam na podjazd przed sklepik, gdzie jest równo, zostawiłam na luzie i odskrobałam szyby. Teraz myślę, że pewnie niepotrzebnie bałam się ruszyć ręczny, nie bylo wielkiego mrozu...