Gość: Di
IP: 192.168.2.* / *.biskupin.wroc.pl
02.07.01, 20:23
Prawko zdawałam 9 razy. Za pierwszym razem nie przeszłam manewrów, za drugim
miasto i tak na przemian. Do każdego examu podchodziłam na luzie - czym tu się
przejmować? Po szóstym - niezdanym - egzaminie, moja (anielska) cierpliwość
skończyła się, ale postanowiłam zdawać do oporu. Bezskutecznie. Po ósmym,
ponownie niezdanym, postanowiłam, że poruszę niebo i ziemię, ale zdam. Pragnę
zauważyć, że miałam trzech instruktorów. Każdy z nich był ogromnie zdziwiony,
że nie mogę zaliczyć egzaminu, skoro dobrze jeżdżę! Przemiła pani sekretarka
(której po tysiąckroć dziękuję) w ośrodku, w którym szkoliłam się, powiedziała
mi, że istnieje coś takiego, jak egzamin komisyjny. Po prostu jedzie z tobą
drugi egzaminator. Poszłam do WORDa. Okazało się, że w całej historii ośrodka,
było kilka takich egzaminów.
Na placu manewrowym, drugim egzaminatorem, był sam dyrektor ośrodka; na miasto
pojechał już inny. Panowie rozmawiali o piłce nożnej, o koszykówce... Jeździłam
przynajmniej 15 minut i myślałam, że już mi nie zaliczą examinu. Na szczęście
zdałam. Za DZIEWIĄTYM razem. Dla wszystkich, którzy mają dosyć n - tego
examinu: polecam komisa. Nie jest taki straszny, jak opowiadają.
Dodam, że egzamin odbył się we Wrocławiu.