histerykmaturzysta
22.11.06, 14:06
Ja mam 58 % z rozszerzonej i jestem załamany. Z części pierwszej egzaminu
miałem 75 %, ale za wypracowanie dostałem tylko 6 punktów na 20 :////... I
zupełnie tego nie rozumiem! Nauczyciel powiedział mi, że moja praca była
bardzo dobra pod względem historycznym i językowym, ale skupiłem się na
opisie rozwoju systemów totalitarnych w czasach międzywojennych, a nie na
opisie kryzysu demokracji... A ja nie wyobrażam sobie, jak można było napisać
o kryzysie demokracji bez omówienia genezy i rozwoju faszyzmu i komunizmu.
Przecież to była podstawa kryzysu demokracji...
Ogólnie to pisałem o dojściu faszystów do władzy we Włoszech, Niemczech,
Hiszpanii, komunistów - w Rosji, i polskiej sanacji... Pisałem również o
ideologii państwowej, delegalizacji partii opozycyjnych, ograniczaniu praw
jednostki, ustawach norymberskich, obozach koncentracyjnych, reedukacyjnych
dla wrogów politycznych, o napaściach na opozycjonistów itd.itp. A mój
nauczyciel dał mi tylko 6 punktów. Bosssz, już nic z tego nie rozumiem.
Miałem w pracy zawarte informacje zgodne z kryteriami nawet z ostatniego
etapu oceniania (korelacje gospodarcze, międzynarodowe itp.), ale mój belfer
musiał zatrzymać się na szóstym punkcie i reszty mi już nie przyznawał, bo
według niego nie rozwinąłem kolejnego wątku, punktowanego jako punkt siódmy,
czyli następstw kryzysu demokracji (a wypisałem - narodziny totalitaryzmu,
konflikty zbrojne, upadek wolności politycznej i osobistej)... Może jeśli
dostanę tą pracę do rąk własnych - tak było w ubiegłym roku, to prześlę ją
jakiemuś historykowi, żeby mi ją jeszcze raz ocenił, żebym się upewnił, czy
rzeczywiście zasługiwała na tyle tylko punktów... :/
Sami popatrzcie sobie na kryteria oceny z wypracowania na egzaminie
rozszerzonym z historii, są one dość wieloznaczne. Czy to, że ktoś nie
zawrze - według oceniającego - jednego podpunktu z danego przedziału
punktowego, a resztę opiszę, to znaczy, że oceniający nie może przyznawać
reszty punktów...??? I kto to będzie, na miłość Boską, sprawdzał??? Mam
nadzieję, że nie mój nauczyciel.
PS.
Swoją drogą, aby uwiarygodnić moją relację, podam wam przykłady z życia
wzięty, ilustrujący jego sposób oceniania. Na ostatnim sprawdzianie nie
zaliczał on odpowiedzi "obie płci", tylko "kobiety i mężczyźni", kiedy trzeba
było wypisać grupy, które mogły głosować w jakichś tam wyborach... Jak się
napisało "obie płci", to od razu dawał zero punktów. Albo mnie kiedyś dał
zero punktów za to, że napisałem "autor krytykuje", a miało być "autor ocenia
negatywnie"... Takich sytuacji było więcej, a ja już mam tego dość. Rozumiem,
że chce nas zmobilizować do nauki, ale czy niezbyt rygorystycznie?
Depression.