arnnikka
09.12.04, 19:20
Czasem ktoś się na mnie tak patrzy, że aż boli...Pani oparta o szklaną ladę
miesną nie musiała nic mówić, wiedziałam , śmierdzę, no może pachnę
nieadekwatnie do mięsno-spożywczej sytuacji... Gruba zimowa kurtka, czapka
wełniana, zasunięta głeboko na oczy i dusząca chmura perfum, otaczającą mnie
szczelnie, czułam, że zaraz zemdleje. A zaczęlo się tak niewinnie. Zwykla
ciekawość (nie powiem pobudzona bardzo przez Wasze forum), wybrałam się do
perfumerii...Ponieważ pora była późna, tuż przed zamknięciem sklepu, zwykle
zabijające wzrokiem ekspedientki, nawet nie zwracały uwagi na klientów...,
zmęczone wbijały oczy w sufit...Dwa razy taka sytuacja mogła się nie
powtórzyć, zaopatrzyłam sie w kilkanaście papierków i po kolei testowałam
buteleczki, które jeszcze niedawno znałam tylko z opisów, oczywiscie te
najpiękniejsze zapachy szybciutko lądowały na moich nadgarstkach i dłoniach.
Nos wiadomo zmęczyl się szybko, ale że wszystkie papierki podpisywałam, byłam
niesamowicie dumna, że w domu będę mogła jeszcze raz przeanalizować zapachy.
Jeden z nich był szczególny...givenchy amagire (niestety nie pamiętam czy tak
dokładnie się to pisze, rozumiecie, emocje...). Nigdy nie miałam na sobie
podobnie duszącego zapachu, niestety początkowo mnie zauroczył, wiec psiknęłam
lewy nadgarstek(biedaczek) Szorowałam juz ręce mydłem, wszystkie perfumy
,,zeszły", tylko ten jeden...wiem, myslicie, że przesadzam, ale ja zaraz
zemdleję, co za natrętne perfumy...Macie też podobne doświadczenia, zapach od
którego jesteście chorzy, a może tak jak ja przesadziliście kiedys z
testowaniem i uzywaniem??? pozdrawiam, aaaa oczywiscie aż tak bardzo się nie
zniechęciłam i za tydzień idę testować męskie, oczywiście tuz przed
zamknieciem sklepu, panie perfumiarki, jakby wtedy jakieś milsze....