mmartiene
26.02.06, 10:27
ledwo weszłam do domu po wyczerpującym tygodniu na śniegu (8 godzin dziennie na nartach!przyjmuję brawa ;)) muszę usiąść i napisać, co udało mi się zdobyć w strefie wolnocłowej w Samnaun (CH), ponoć miesiąc przed oficjalną premierą. Otóż jeden (i naprawdę tylko jeden, a myślałam że sprzedawczyni mnie kokietuje) z butików w tej wolnocłowej wiosce (można się tam albo załamać,albo zrujnować, albo i jedno, i drugie) miał na tzw. "test sales" wodę Au The Rouge Bulgari. Premiera europejska 1 kwietnia (świetny żart ;)). Powąchałam z naturalnej ciekawości i wbiło mnie (w butach narciarskich) w kamienną podłogę. Najpierw czerwona herbata, ostra, przenikliwa, lekko metaliczna. Później rozkoszne figi - czuje się tę wilgoć świeżo rozerwanego owocu i odrobina pieprzu. A po paru minutach zapach mokrych orzechów laskowych - nie takich suchych, których używamy do ciasta, ale ledwo wyłuskanych ze skorupek, pokrytych jeszcze tą chrupiącą żółtą skórką, stuprocentowo oddany zapach mojego dzieciństwa na wsi... Co miałam zrobić, jeśli nie kupić? Perfumy są obezwładniające, bardzo mokre w odbiorze, jak rosa, lekka mżawka, ze śniegiem i 20*mrozem komponują się dziwnie, ale są cudownym zwieńczeniem prysznica po całym dniu mordęgi na stoku ;)
Raport ze strefy w osobnym wątku, ale najpierw muszę się wykąpać, potem odespać, a następnie siąść do pisania :)
Dla fanek fig jest to zakup obowiązkowy, choć są to najmniej trwałe perfumy (EDP) jakie miałam... Po kwadransie nie ma po nich śladu, jedynie później objawia się nieco piżma. Bardzo efemeryczny zapach. Bardzo dziwny. Zakochałam się.