anoresk
19.11.09, 10:38
Zdecydowałam się napisać , ponieważ chciałabym znać zdanie
innych osób 0 czyli nie związanych z problemem.
Historia pewnie jakich wiele - pierwszy raz w moim życiu ,
mężczyzna zasotosował wobec mnie przemoc fizyczną.Jest to mój
narzeczony, osoba po której się tego nie spodziewałam...
Sytuacja wyglądała następująco - po imprezie ( oboje pod
wpływem alkoholu , ja tak po 2 piwach , narzeczony po 4 )
pokłóciliśmy się - jak zwykle o jakąś bzdurę( narzeczony czasem
wymyśla zazdrośnicze historie, nie mające żadnego pokrycia w
rzeczywistości ). Niestety , powiedzieliśmy sobie parę niefajnych
rzeczy. Całe zajście zakończyło się jego mnie popchnięciem , na tyle
mocno , że przewróciłam się i poobcierałam skórę na ręce.
I teraz moja ocena sytuacji- od początku prawie wiedziałam , z
kom się wiążę - narzeczony mówił , że ma problemy z zazdrością i że
w jego rodzinie ojcu zdarzyło się uderzyć matkę narzeczonego
(pamięta 3,4 takie przypadki ). Więc możnaby stwierdzić , że całe
zajście sama sobie "wypracowałam " czy może na nie "zasłużyłam "
podejmując ryzyko ( świadomie ) zwiazania się z niestabilną
emocjonalnie osobą.
Ciekawa jest jeszcze jedna rzecz , z czysto psychologicznego
punktu widzenia - nasze konflikty są prawie bliżniaczo podobne do
tych , które narzeczony widział w domu - jego ojciec też miał
problem z zazdroscią , tez wybuchały awantury , zazwyczaj po
alkoholu (* niestety tak jak u nas -zaznaczam , że nie upijamy się ,
pijemy na imprezach , na które chodzimy raz na tydzień ).
Jestem teraz w kropce - po przeczytaniu setek chyba opowieści ,
historia zazwyczaj zaczyna się podobnie - najpierw mężczyzna kobietę
popchnie , albo za mocno ścisnie rekę itd a eskalacja przemocy
często rozwija się latami. Logiczną rzecza wydawałoby się zerwanie
znajomości , pomimo zaangażowania emocjonalnego i (niestety )
finansowego- mamy wspólne mieszkanie.
Tylko też , jak zwykle w takich przypadkach , kocham go i
chcciałabym to jakoś wszystko poukładać. Na razie nie mamy
wystarczającej ilości pieniędzy , żeby iść na terapię , co wydaje mi
się jedynym wyjściem - narzeczony wykazuje chęć ( chyba szczerą ,
ale jak ja to mogę teraz wiedziueć ?) uczestnictwaw takowej.
Ja ze sowjej strony zdecydowałam się opowiedzieć o zdarzeniu
kilku najbliższym osobom- żebym w razie następnego zajścia , lub
rozstania miała i świadków i osoby , do których będę mogła zwrócić
się o pomoc. Na tym moje pomysły się kończą niestety...