niedowyr
28.12.09, 20:27
Może ktoś mi podsunie jaką hipotezę, bo mój mózg jest na to
najwyraźniej za krótki.
Widuję się z dziewczyną, i jestem kompletnie zagubiony na jakim
właściwie gruncie. Jako kolega, przyjaciel, zabijacz czasu, „wczesny
etap” partnera (wersja optymistyczna)?
Spotyka się ze mną bez żadnych oporów, spędza ze mną czas bez
zaciśniętych zębów a nawet wydaje się dobrze bawić. Mówi mi że
jestem inteligentny. Odpowiada na moje maile. Nie otrząsa się z
obrzydzeniem gdy mówię jej miłe rzeczy. Itd.
Nie widzę natomiast żadnych czytelnych sygnałów że zmierzamy w tym
samym kierunku. Ostatnio umówiła się ze mną na spedzenie razem
całego dnia… i przyszła dopiero jak zadzwoniłem, bo pomieszała dni i
wydawało się jej że to kiedy indziej :-)
No to… chyba sam sobie odpowiedziałem. Jeśliby jej zależało to
miałaby nastawione osiem alarmów i była na czas. Wychodzi na to że
wpadłem w przerębel zwany “kolega z którym się spędza czas, ale broń
Boże nic więcej”.
Jest to o tyle niefortunne że jestem w niej obłąkańczo zadurzony. No
nic. Trzeba będzie jakoś z tego wyjść.