Dodaj do ulubionych

koniec znajomosci

05.01.10, 01:23
Od lat mam znajomego, o ktorym tu juz pisalem. Nasze relacje sa zlozone, przez
lata on ponizal mnie publicznie i prywatnie, pouczal, prawil kazania. Ja jako,
ze pochodze z bardzo restrykcyjnej rodziny, przywyklem do tego, ze ktos mi
mowi co mam robic, wiec wiele lat to akceptowalem, ale znudzilo mi sie. On
uwaza, ze to byl wyraz troski, a ja tego nie rozumiem, i ja to przez lata
wierzylem. Moja samoocena spadala, ale bylem przekonany, ze to dla mojego dobra.
Pouczal mnie w roznych kwestiach, a to ze przeklinam, a to, ze mowie glupie
zarty, a to ze nie mysle powaznie o zyciu, a to, ze nie umiem postepowac z
ludzmi i nikt mnie nie lubi.
Nikt mnie inny tak nigdy nie pouczal, poza matka, i on nikogo tak nie pouczal,
ale on utrzymuje, ze to byl wyraz troski.
Jednym z waznych tematow bylo moje picie alkoholu, nieumiarkowane.
I z tym wiaze sie ostatnia klotnia, ale o tym zaraz.
Wiec, w temacie- w mlodosci lubilem spotykac sie z ludzmi i pic wino nad
rzeka, jako, ze mialem opinie tzw kujona z podstawowki, robilem to tym
chetniej. On mi w tamtych czasach moralizowal, ze jestem na dnie, ze jestem
menelem itp, a ja sie bronilem, ze to weekndowa rozrywka itp. Przez lata moje
picie stalo sie rzeczywiscie problemem, za co on mnie ciagle pietnowal, mowil,
ze jestem na dnie itp, choc owszem, pilem za duzo, ale do dna jeszcze mi
brakowalo. W koncu kiedys przestalem pic. On jako ten, ktory mnie do tego
namawial, popieral to i powiedzial- dobrze, ze ci powiedzialem, zebys
przestal. Po czym gdy ja nie pilem, on ciagal mnie po knajpach z alkoholem,
pil przy mnie i robil sobie zary typu wstaje od stolika z piwem w reku i mowi"
mam na imie zenek jestem alkoholikiem" i piwo chlup. Wyrazal sie bardzo
negatywnie o alkoholikach w mojej obecnosci, a zarazem uwazal mnie za
alkoholika i wymuszal na mnie "przyznanie sie" do alkoholizmu.
Po dlugim czasie abstynencji zaczalem znowu pic, picie bylo pod kontrola, ale
zdarza sie ze sie jej wymyka. Tak sie tez stalo na swieta, kiedy to bylem
pijany na obiedzie u jego rodziny. Wtedy peklo cos.
Na tej imprezie powiedzialem do pewnej dziewczyny, w formie zartu czy
pijackiej szczerosci, nie wiem, ze wyglada mi na religijna osobe. Wtedy ten
kolega wywolal mnie do kuchni " na rozmowe" i zaczal stekac i zalamywac rece,
ze jestem okropny, obrazam ludzi, pieprze swieta. Wtedy zaczela sie dyskusja i
dawno ukrywane zale wyplynely. Dzien po czulem sie winny wiec pisalem do
niego, ze przepraszam, faktycznie nie powinienem byc pijany i zle sie
zachowalem, a on mnie ignorowal. Po 5 smsach i 5 mailach w koncu odpisal, ze
"pogadamy" i tyle. Potem ja juz pisalem neutrealnie, kiedy pracuje itp. Zero
odpowiedzi.
W koncu postanowilem zamknac sprawe. Napisalem do niego, ze przyznaje, w
swieta nie powinienem byc pijany i ze nie powinnismy odbywac tej rozmowy, ale
tez ze mam naprawde pretensje o to, ze mnie tyle lat "wychowywal" i ciagle
krytykowal i to po pijanemu wyszlo, i ze sprowokowal mnie tym potepianiem za
powiedzenie dziewczynei o tym ze wyglada na religijna, bo wg mnie to nie bylo
jakos obrazliwe. Napisalem mu, ze nie chce juz kontynuowac znajmosci na
zasadach- jeden madry drygi glupi tylko ze ma byc rownosc. On odparl, ze w
takim razie to koniec. Ze ja go nie rozumiem, ze go oskarzam o wszystko i on
ma tego dosc. Ja odparlem, ze jedyne czego oczekuje i oczekiwalem od niego, to
zeby mnie nie ponizal, ze jak ma cos krytycznego do powiedzenia to ok, ale
niech powie tez cos pozytywnego itp. Dodalem, ze on tez w zyciu wiele razy
wywijal- nawalil sie na weselu naszego wspolnego przyjaciela tak, ze o 8
wieczorem lezal pijany w drzwiach wejsciowych do sali tanecznej i ja go nigdy
za to nie potepialem, a on mnie za kazde przewinienie potepia.
On odpisal, ze skoro mi tak ciazy relacja z nim to spoko, zerwiemy i nie
bedzie problemu.
Napisalem mu, ze ja tylko nie chce wokol siebie kogos, kto wpedza mnie w
ustawiczne poczucie winy, a on ze nie rozumiem go i ze to jest powinnosc
przyjaciela krytykowac zle zachowania.

rozumiem, ze zrobie cos zlego- ktos mnie moze zjechac. Ale nie jako osobe, bez
wzbudzania poczucia winy, a nie piszac, ze nikt mnie nie lubi, ze jestem zerem
itp.

wyglada na to, ze znajomosc jest zakonczona. On nie chce zrezygnowac z prawa
do tego, by mnie krytykowac, a ja nie chce tego juz dluzej sluchac.

Rzecz polega na tym, ze gdybym byl taki straszny, wiele osob by mi to
powiedzialo, odwrocilo sie ode mnie. Natomiast ja pielegnuje po 15 lat te same
przyjaznie. On ma poza mna juz tylko jednego przyjaciela wieloletniego, reszta
to nowi znajomi.
Gdybym byl tak okropny, wiecej osob mi by to powiedzialo. On uwaza, ze inne
osoby nie troszcza sie o mnie i dlatego mnie nie krytykuja, bo im na mnie nie
zalezy. Ja jednak uwazam nieco inaczej- bo przez lata mu wierzylem- uwazam, ze
jak ktos mnie nie krytykuje na kazdym kroku, to znaczy ze akceptuje mnie jako
osobe, i to ze popelniam bledy. To nie jest brak troski tylko wlasnie
akceptacja. A ktos, kto mnie ciagle chce zmieniac, mnie nie akceptuje, zniza
moja samoocene, boje sie go- nie jest mom przyjacielem.

Dziwne, ale odczuwam ulge, ze 15letnia znajomosc sie skonczyla. Mam wyrzuty
sumienia, ale zarazem tyle osob mi radzilo, ze to dla mnie zla znajomosc.

Tyle, sorry za takie wywnetrzanie.




Obserwuj wątek
    • tytus_flawiusz Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:26
      no tak, żałoby po rozpadzie związku homo, na FK, jeszcze nie przerabialiśmy. Ale
      niech będzie - łączymy się z Tobą w smutku i żalu. Łzy nasze tworzą kałuże w
      porannej owsiance i zamieniają poranną zbożową w rozrzedzoną lurę.

      ps. a po za tym, o co Ci chodzi ? O to, że tak generalnie to jesteś do bani ale
      miłość powinna Ci wszystko wybaczyć ?
      • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:40
        Zadna homoseksualna milosc, elementu seksu tu nie ma.
        Jak ktos zmarnowal czas na czytanie to sorry. Ale kpiny tu niepotrzebne.
        Rzecz jest prosta- czy przyjazn polega na tym, ze (jednostronnie, co wazne)
        mozna drugiego krytykowac i dolowac?
        Wedlug mnie nie, wedlug mojego kolegi tak, chociaz zarowno ja nie mam zadnych
        innych takich przyjaciol, ani on nie ma takich przyjaciol.
        Wspomnialem mu to, to tlumaczyl, ze to pokazuje wyjatkowo troske, jaka mnie
        obdarza! Skoro nikt mnie nie krytykuje, znaczy- nikt sie nie troszczy, skoro on
        nikogo innego nie krytykuje, znaczy on nie troszczy sie o nikogo tak mocno jak o
        mnie.
        Lata takiej dziwnej znajomosci trwaly i postanowilem powiedziec stop.
        Zaoferowalem zmiane warunkow, kolega nie zaakceptowal, wiec znajomosci juz nie ma.
        A co do kroytki, to tez zalezy jaka ona jest. Mowienie- ludzie cie nie lubia, co
        ty wyprawiasz, stary jestes badz powazny, jestes dziwakiem, jestes odmiencem,
        nikt tak sie nie zachowuje jak ty, nikt nie ma problemu tylko ty i tak moznaby w
        nieskonczonosc.
        p.s. kolega ma zone.
        • tytus_flawiusz Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:03
          Użalasz się nad sobą jak baba. Czego szukasz ? Potwierdzania, że to wina matki,
          kolegi, szkoły, środowiska, że jesteś jaki jesteś ?

          Nie, faber est quisque suae fortunae. Amen !
          • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:06
            Szukam raczej definitywnego potwierdzenia, ze prawidlowo robie, choc wlasciwie
            juz je dostalem, bo tym razem chce znajomosc zakonczyc definitywnie i na amen.
            • lolcia-olcia Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:13
              I co z nim zrobisz? wydrukujesz i w ramki obsadzisz? nie masz mózgu żeby z niego
              skorzystać?...
    • lolcia-olcia Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:30
      Jeden wielki bełkot...
      • menk.a Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:35
        Ty nieczuła dziewczyno.:P
        • lolcia-olcia Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:46
          Kto inaczej myśli nich pierwszy kamień rzuci...wiem powinnam napisać tak dobrze
          zrobiłeś, facet nie był Ciebie wart, jesteśmy z Tobą....;p
          • tytus_flawiusz Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:50
            lolcia-olcia napisała:

            > dobrze zrobiłeś, facet nie był Ciebie wart, jesteśmy z Tobą....;p

            o tak, nie dojrzał do tej znajomości, zwykła świnia.
            • lolcia-olcia Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:53
              upss o chamie, gburze i recydywiście zapomniałam...mea culpa;p

              A myślałam, że tak puste tylko kobiety mogą być;p
              • menk.a Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:55
                lolcia-olcia napisała:

                > upss o chamie, gburze i recydywiście zapomniałam...mea culpa;p
                >
                > A myślałam, że tak puste tylko kobiety mogą być;p

                Jednym słowem wydmuszki.:
          • alpepe Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:35
            rzuciłam, to limo pod okiem masz ode mnie.
    • tarantinka Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:44
      o losie, musisz mieć długie kompleksy, że tak sie dałeś i jeszcze
      masz wyrzuty sumienia. A kolega ma nad tobą władzę i jeszcze go
      bedziesz przepraszał kolejnymi 55 sms.
      • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 08:52
        tarantinka napisała:

        > o losie, musisz mieć długie kompleksy, że tak sie dałeś i jeszcze
        > masz wyrzuty sumienia. A kolega ma nad tobą władzę i jeszcze go
        > bedziesz przepraszał kolejnymi 55 sms.


        W koncu jakis normalny wpis!
        Tak, masz racje, to nie kompleksy, po prostu taka byla moja matka-
        krytykujaco-obwiniajaco-wysmiewajaca i to bylo dla mnie naturalne, ze ktos sie
        tak wobec mnie "moze" zachowywac, moze w sensie ze ma prawo, a ze to po matce
        kolega i tlumaczyl, ze to wyraz troski, to jeszcze latwiej skrzywiony w to
        uwierzylem. Od jakiegos czasu zaczalem jednak probowac robic porzadek "w szafie"
        i mowilem mu, ze mi sie to nie podoba, on sie niby nieco zmienil ale stare
        ciagle wraca wiec wystarczy.

        masz racje, ostatnie 5 czy 6 razy bylo to samo, jakis spor, on sie obraza, cisza
        i ja zawsze musze przepraszac, przyznawac sie doo winy i relacje wracaja. Tym
        razem juz tak nie bedzie. Mam go po prostu dosc.
        (a z tych 5 czy 6 razy to on mial troche racji moze z raz, a raz to nawet sie
        obrazil po tym, jam mu pozyczylem pieniadze, nie oddal na czas- dluuugi czas- i
        zaczalem sie stanowczo upominac, w koncu oddal i zamilkl na rok i ja musialem
        odnawiac kontakty, od wielu dni o tym mysle i coraz bardziej zloszcze sie, jak
        dalem sie przez lata, nawet ostatnio, wykorzystywac)
    • wacikowa Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:03
      Za przeproszeniem to mądry to Ty tak do końca nie byłeś i tu się trzeba z
      gościem zgodzić.
      Ile można dawać się tak kopać w tyłek,szmacić?
      Druga sprawa,że po takiej toksycznej znajomości nie wyjdziesz z tego stanu sam.
      Nawet to,że zerwałeś ta znajomość niewiele Ci da.
      Wystarczy,że gość dla picu powie OK a Ty do niego polecisz.
      Psycholog i wyjść z tego całkiem. Zero kontaktów z tym kolegą.
      No i powodzenia.
      • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:12
        Tak, zgadzam sie, bylem przez lata glupi i to jest prawda, choc czy glupi to
        dobre slowo to nie wiem, moze raczej- naiwny i nie mialem szacunku do siebie.
        To, ze wyjsc z takiej znajomosci jest trudno to wiem, bo przeciez to ze pisze to
        jest tego dowodem, ale teraz w odroznieniu od zawsze wczesniej mam zamiar to
        zakonczyc, czy on powie halo czy nie, ja juz nie chce po prostu, dawalem jeszcze
        szanse tej znajomosci probujac dawac mu wybor, ale teraz to nawet takiego wyboru
        nie chce dawac, bo jest on po prostu nierealny, on sie nie zmieni, a toksycznosc
        sie nie ulotni.
        Coraz wieksze mam tez przekonanie, ze ten koles mna swiadomie lub nie
        manipulowal. Dla jakichs wlasnych celow, nie wiem jakich.
        Nawet teraz, w ostatnim mailu obwinili mnie o wszystko i zaczal biadolic, ze jak
        tak mi ciezko z nim to teraz bedzie mi juz dobrze bez niego.
        Tak, ciezko mi z nim, tu mial racje. Rodzina, znajomi, ktorzy obserwowali z boku
        co sie dzieje, wielokrotnie mnie namawiali- przestan sie z nim zadawac, on cie
        niszczy psychicznie- a ja naiwnie wierzylem mu, ze to jego troska i ze wlasciwie
        to on jedyny sie troszczy o mnie a reszta ma mnie w dupie, wiec zylem w
        rozkroku, w koncu co najgorsze przyznajac racje...jemu!

        Tak, mam zal do siebie, pluje sobie w twarz, ze tak sie dalem lata szmacic. Od
        swiat przechodze wlasciwie stan depresyjny jakis, i to myslalem najpierw przez
        to, ze to koniec wieloletniej znajomosci, potem zaczalem sie obwiniac, ale po
        analizie uznalem, ze ja po prostu nie moge sobie dac rady z prawda i spojrzec
        jej w oczy- ze bylem fujara i frajerem tyle lat a on po mnie skakal jak chcial.
        • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:14
          jeszcze uzupeknienie, jakby ktos pamietal byl kiedys taki wpis o wypomnieniu
          obiadow i biletach, to ta sama osoba. wtedy tez, niby za mna obstal a potem sie
          obrazil, odwrocil kota ogonem, obwinil mnie i musialem przepraszac, zeby relacja
          wrocila. i to najgorsze, ze juz wtedy tyle osob mi radzilo zerwac relacje z ta
          para, a ja kolejny raz polecialem jak cma w ogien.
          • wacikowa Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:23
            Sam widzisz,że sam z tym sobie nie poradzisz. Już samo to,że wspominasz go jest
            oznaką tego. Psycholog nie gryzie a na pewno Ci pomoże wyjść z tego stanu i
            uwierzyć we własne możliwości a przede wszystkim w siebie.
          • alpepe Re: koniec znajomosci 05.01.10, 09:40
            czuję, że wacikowej nie posłuchasz, a mógłbyś spróbować. Jedna sprawa to twój
            alkoholizm, druga to kompleksy. Pierwszy krok do samouleczenia zrobiłeś i życzę
            Ci, byś to próbował kontynuować. Zerwij całkiem relację z tym panem i zacznij
            chodzić może na meetingi AA, tu nie chodzi tylko o zerwanie z alkoholem, ale i o
            przewartościowanie własnego życia.
            Pozdrawiam ciepło. 3maj się chłopie!
            • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 12:39
              Jestem zdeterminowany jak nigdy zakonczyc te znajomosc.
              Od lat juz mi wiele razy doskwieralo to i bylo pare starc, po ktorych czulem, ze
              cos tu nie tak, mialem zal i pretensje, ale jednak czulem, ze "musze" utrzymywac
              kontakty, ze jak to tak nie i on sie obrazal i ja wyciagalem zawsze reke.
              Zarazem od dluzszego czasu mialem poczucie jakiegos falszu w tej znajomosci,
              szczegolnie z jego zona, histeryczka nota bene, ktora wszystko krytykuje i
              wszystkim ciagle obrabia dupe.
              Otoz ja juz probowalem "reformowac" te znajomosc jakir rok temu czy dwa, tez
              bylo spiecie, po czym oczywiscie przyszedlem wyjasniac i naskoczyli na mnie, ze
              jestem przewrazliwiony i nic mi nie mozna powiedziec, ze jestem dziwakiem itp, a
              ja choc owszem jestem przewrazliwiony, ale raz to w efekcie jak wygladala ta
              znajomosc latami a dwa, z innymi ludzmi rzadko mam takie problemy. Tak czy owak,
              po "wtedy" gdy uznano mnie za nadwrazliwe jajko, ta zona zaczela mi prawic
              komplementy, i jakos moze teraz akurat jestem przewrazliwiony, ale mialem
              wrazenie, ze traktuje mnie (nawet moze w dobrej intencji) jak jakiegos
              psychopate, ktorego trzeba glaskac raz na godzine bo wybuchnie i kogos zastrzeli.

              Ostatnio w tej znajomosci to bylo nieco tak jak w tym kawale o zydzie, rabinie i
              kozie. Otoz ten kolega, potem razem z zona, traktowali mnie w niedopuszczalny
              sposob, ciagle pouczajac, osmieszjac i to co pisalem, potem gdy sie zbuntowalem
              zaoferowali mi normalnosc, a ubrali to w plaszczyk wielkiej laski. Innymi slowy,
              to co mi sie nalezy jak psu buda, czyli szacunek i powazne traktowanie, oni
              uznali za jakis przywilej, za ktory powinienem byc wdzieczny.

              (
    • evitka32 Re: koniec znajomosci 05.01.10, 21:45
      niy do tej znajomosci nie wracaj
      pamietaj dobrzy przyjaciele dodaja skrzydel i wierza w Ciebie

      to zakompleksiony czlowiek ktory przy tobie czul sie kims, toksyczny
      czlowiek
      poczytaj literature na temat toksycznych ludzi, jest jedna rada na
      takich, odciac sie

      • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 08.01.10, 00:26
        Widzisz, mimo wsystko, mimo, ze jestem przekonany, ze ten czlowiek nie traktowal
        mnie z naleznym szacunkiem, ostatnio niby lepiej, ale wiele lat bylo to chore,
        ja i tak czuje sie zle. Poprosilem znajoma, aby odebrala moje rzeczy od niego,
        bo nie chce sie z nim spotykac, a zarazem mam wrazenie, ze nie postepuje
        wlasciwie. Niby jesli mam zerwac kontakt, to nie ma innego wyjscia, bo
        przychodzenie po rzeczy moze skonczyc sie wyjasnianiem, a to moim kolejnym
        plaszczeniem sie. Zarazem, dziwnie tak odbierac przez osobe trzecia rzeczy od
        kogos, kogo znalo sie 15 lat.
        Ale jakie inne wyjscie?
    • scibor3 Re: koniec znajomosci 08.01.10, 01:03
      > Od lat mam znajomego, [...]

      I rozumiem, ze w związku z zaistniałą sytuacją, postanowiłeś zmienić płeć, bo
      dlaczego inaczej pisałbyś na forum Kobieta? ;P
    • bijatyka Re: koniec znajomosci 08.01.10, 01:08
      można wiedzieć,słonko, jakie osobiste rzeczy zostawiłeś u
      przyjaciela ?
      • kropidlo5 Re: koniec znajomosci 08.01.10, 01:10
        bijatyka napisała:

        > można wiedzieć,słonko, jakie osobiste rzeczy zostawiłeś u
        > przyjaciela ?


        bez dwuznacznosci:)
        ksiazki, plyty, te rzeczy.
    • bijatyka Re: koniec znajomosci 08.01.10, 01:19
      ale tu kupa dwuznaczności, w szczególności "te rzeczy". Dobrze się
      bawisz, słonko ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka