notoja11
14.01.10, 18:23
wybrałyśmy się wczoraj z koleżanką na zakupy. idziemy Nowym Światem, spieszymy
się, jest cholernie zimno. nagle zaczepiają nas jacyś faceci - dwadzieściaparę
lat, jeden wciska coś do ręki. myślałam, że to ulotka, więc biorę, od razu
szukam kosza, żeby wyrzucić, ale zauważam, że to obrazek z papieżem. nie
jestem wierząca, do niczego mi to nie potrzebne, ale z szacunku chowam do
kieszeni. w tym samym czasie słyszę z tyłu "halo, halo!", odwracam się, facet
od obrazka do mnie: "jeszcze św. Krzysztofa proszę wziąć" i wciska. biorę z
rozpędu, odwracam się i idę dalej, bo piździ strasznie. drugi z mężczyzn woła
"dałabyś coś na Krzyśka". olewam. facet dalej idzie za nami, zaczepia z tymi
obrazkami koleżankę. ta, grzecznie acz stanowczo, odmawia, mówiąc, że jest
niewierząca. idziemy dalej. facet znowu "halo! halo!". jestem już nieźle
wku...ona, nie odwracam się, idę przez śniegi. nagle facet kładzie mi rękę na
ramieniu i mówi "oddaj to" (tonem nie znoszącym sprzeciwu, jakby chciał dać
komuś w ryj). pytam "dlaczego?". on, po chwili: "bo zadajesz się z taką jak
ona". zatkało nas, oddałam, idziemy, mija dobre parędziesiąt metrów, zanim
szczęka wraca mi na miejsce i jestem w stanie cokolwiek powiedzieć. w sumie
mogłam rzucić coś w stylu "kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera";),
nie oddawać tych obrazków, iść dalej i zobaczyć, co zrobią - w normalnej
sytuacji tak właśnie bym zrobiła, ale mnie zamurowało;) katolnicka mafia:D
nie spotkałam się dotąd z czymś takim, nie wiedziałam, że za dar w postaci
obrazka ze świętym trzeba płacić, bo inaczej zabierają;) w sumie jestem z
Częstochowy, tam często rozdają coś takiego, ale nikt jakoś nie chce kasy