Dodaj do ulubionych

W którą stronę pójść?

22.01.10, 21:01
Witajcie! Dziś w pracy czytałam forum, znalazłam kilka ciekawych wątków, podobały mi się opinie niektórych z was. Dały mi do myślenia, pokazały różne punkty widzenia. Postanowiłam napisać tutaj o swoim problemie i oczekuję, że wasze wypowiedzi będą inspiracją :)Za chwilę skończę 26 lat, od pięciu lat jestem mężatką, mamy córkę. Dalej zaczynają się schody... Generalnie sytuacja jest na tyle skomplikowana, że nie sposób opowiedzieć tego w kilkunastu zdaniach. Ale skoro już tu jestem- spróbuję. Wiem, że będziecie oceniały moją naiwność, może głupotę... jestem na to przygotowana. Czytałam dziś wątki o białych małżeństwach, o braku seksu... U mnie sprawa wygląda tak: wychodząc za mąż mialam 20 lat, mąż nie był moim pierwszym mężczyzną, był wcześniej krótki, wakacyjny epizod ale tamten seks był szybki (bo zakazany- mężczyzna w związku) i nie dał mi satysfakcji. Krótko potem poznałam mojego aktualnego męża, który zakochał się jak szalony a ja niepewna tego co czuję, związałam się z nim i tak juz zostało. Seks z nim nigdy, ani razu ,nie przyniósł mi spełnienia, teraz kojarzy mi się wyłącznie z jego wielkim penisem a nie z przyjemnością. Ciężko powiedzieć czy to przez rozmiar czy kompletny brak wcześniejszych doświadczeń i techniki. Pewnie wszystko po trochu.... Doszły do tego inne sprawy takie jak wspólne mieszkanie z jego rodzicami. Zawsze chciałam mieszkać osobno, niestety nie udało się . Z powodu rodzinnego interesu teściowie nie zostawili nam wyboru. Mieszkamy wspólnie, tyle że dzis jest juz inaczej, mamy swoją część w tym własną upragnioną kuchnię i łazienkę. Ale dostałam do po 4 latach mieszkania vis a vis sypialni teściów,kolejkach do łazienki i wspólnej kuchni do której nie miałam ochity nawet schodzić.... Stopniowo oddalaliśmy się od siebie bo nie było nigdy wspólnego celu. Chciałam żebyśmy żyli po swojemu, mąż chciała (wraz z teściami) żebym przyjęła ich styl życia, podporządkowała się ich zasadom. Miał pretensje, że nie potrafie rozmawiać z jego mamą, że nie interesuje mnie nic co dzieje się w firmie. Kończyła studia, chciałam pracować. Mąż upierał się ,żebym była w domu bo tu też jest przecież sporo papierkowej roboty no i byłabym na miejscu. I choć nie ma to nic wspólnego z moim wykształceniem, nie wyobrażała sobie, że mogłabym pracować. w końcu jego mama też całe zycie zajmowała się domem i gotowaniem więc uznała, że ja też taka będę... Miłośc powoli wygasała. Seks był tylko czasem, raz na kilka miesięcy. Ja nie inicjowałam, wręcz unikałam go ponieważ często sprawiAŁ mi ból. Po co więc inicjować coś co przynosi nieprzyjemne odczucia? Czułam złośc do męża, że nie potrafi mnie zadowolić mimo, że tłumaczyłam, pokazywałam, podsuwałam książki i nic nie pomagało. On jest w tym wszystkim jakiś niezdarny. Poza tym nigdy nie pociągał mnie fizycznie tak, że na sam widok chciałao mi się kochać. Ale był dobrym człowiekiem i dlatego za niego wyszłam. Teraz wiem, że bycie dobrym nie wystarczy. Małżeństwo bez pożądania i seksu nie ma chyba sensu. W końcu doszło do tego, że zaczęłam się nim brzydzić, od jakiś 3 lat nie całujemy się, nie odpowiada mi jego zapach, denerwuje dotyk, drażni niemal każde jego słowo. Byliśmy u kilku specjalistów, psychologów, seksuologów. Pyta;li jak to jest że kiedys jego zapach mi odpowiadał a teraz nie. nie umiałam tego wyjaśnić. Zapach człowieka nie zmienia się z roku na rok. Potem przeczytałam gdzieś, że jest to problem, z którym należy udac się do specjalisty. Jeśli to nie pomoże, oznacza to oddalenie emocjonalne. Jakiś rok temu sfrustrowana, poczułam niesamowitą chemię do kogoś, z kim zaczęłam sie spotykać. Już na początku powiedziałam mężowi, ze jest ktos o kim myslę i nie umiem tego zatrzymać, nie chciałam. On sprawił, że poczułam się jak nastolatka, która może umawiać się na randki. Rozmawiałam z nim o swoich problemach, wydawał się je rozumieć..Ostatecznie był seks, nie taki jakiego się spodziewałam ale dużo lepszy niż z mężem. Potem spotkaliśmy się raz jeszcze i było naprawdę cudownie ale jednocześnie czułam, że coś jest nie tak, że on cos ukrywa. Po kilku miesiącach zgrywania singla dowiedziałam się przez przypadek (foty w internecie), że się ożeniał. nie mogłam dojść do siebie, bo ja wcałej tej nieuczciwości, wobec niego byłam uczciwa. Zakochałam się. Nie wiem cczy w nim czy w tym uczuciu, które towarzyszyło naszym spotkaniom. Uwielbiałam jego zapach, smak ale cóż.. dziś to juz przeszłość. W kazdym razie zawiodłam się kolejny raz. Spotykając się z nim chciałam poznać odpowiedz czy zależy mi na mężu czy chciałam tylko seksu, którego w małażenstwie miałam niewiele i do tego kiepskiej jakości. Wydaje mi się, że znam odp., że nie powinnysmy być ze sobą. Ja naprawdę wolałabym, żeby on znalazł sobie kogoś byle tylko nie musialam się z nim kochać. Dla mnie ta mysl jest przerażająca. Czy tak myśli kobieta, która kocha? Nie sądzę. Zobojętniał mi. Potrzebuję czułości, przytulania ale nie chcę tego od niego. Nie umiem też dawać. żal mi go, bo wiem że potrzebuje seksu, że mnie nie zdradza i że bardzo mnie kocha. Nie wyobraża też sobie żebym mogła odejsc z córką. Jest z nią strasznie związany i chyba to z jej powodu cierpiałby bardziej niż z mojego odejścia.
Mimo, że mam juz pracę, z której być może byłabym już w stanie się samodzielnie utrzymać, tkwię w tym. Ze strachu przed nieznanym, z braku wiary we własne siły (choć to się już bardzo zmieniło od czasu gdy byłam tylko żoną swojego męża gotującą i sprzątającą), z obawy przed zniszczeniem dzieciństwa mojej córeczce. Piszą to mam wrażenie, że pomyslicie, ze to dziecinne wywody, może tak to brzmi ale uwierzcie, że sytauacja jest dla mnie trudna. Zazdroszczę ludziom, którzy mają ułożone życie, partnera z którym dążą do wspólnego celu, decydują się na kolejne dzieci. Ja nie chcę mieć więcej dzieci z moim mężem choć chciałabym jeszcze urodzić ale w związku, w którym będę czuła się kjochana i spełniona. Zresztą sam akt prokreacji byłby dla mnie przykrym obowiązkiem. Nie wiem co robić a czas mija. Nie uratuję tego, próbowałam już, nie zmienię swoich uczuć, nie zniszczę bariery, która wytworzyła się przez te lata bycia razem (ale tak naprawdę osobno). Nie umiem się zmusić ale nie mam też odwagi zmienić tej sytauacji. Teraz mam bezpieczeństwo finansowe ale mąż nie zaspokaja poza tym żadnych moich potrzeb, żadnych oczekiwań. To nie jest pełne przedstawienie sytuacji ale pewien zarys jest... Czekam na wasze opinie.
Obserwuj wątek
    • green-chmurka Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 21:16
      Odejsc i zaczac nowe zycie.
    • vandikia Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 21:36
      Ja może krótko, bo nick od dawna na forum i nie będę wywlekać
      wszystkiego od a do z. W kazdym razie dokładnie wiem co
      czujesz i u mnie bariera nie do pokonania okazala się do pokonania.
      Tzn. po zupelnym oddaleniu budujemy jednak cos na nowo i jest
      zupelnie inaczej. Więc jest to mozliwe.

      Wiem też, że cięzko jest odejść ale jeśli czegoś z tym nie zrobisz,
      to się wykonczysz psychicznie. Skoro na 100% wiesz, że nic z tego
      nie będzie, to w poniedzialek idź po wniosek rozwodowy, po co się
      męczyć i do tego męża też.

      Czasami momentem przełomowym jest postawienie wszystkiego na ostrzu
      noża. Tzn. wnosisz o separację, dużo rozmawiacie, podejmujecie
      decyzję.
      • vandikia Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 21:37
        żaden człowiek nie może żyć dłuższy czas w zawieszeniu
        • marguyu Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 22:07
          Ze strachu przed nieznanym, z braku wiary we własne siły (choć
          to się już bardzo zmieniło od czasu gdy byłam tylko żoną swojego
          męża gotującą i sprzątającą), z obawy przed zniszczeniem dzieciństwa
          mojej córeczce.


          Juz niszczysz dziecinstwo coreczki. Nie wiem dlaczego, ludzie gdy
          tylko troche dorosna natychmiast zapominaja o tym jak to bylo gdy
          byli dziecmi?
          Bylam najmlodszym dzieckiem takiego niekochajacego sie malzenstwa.
          Bardzo kulturalni ludzie, nigdy nie slyszalam podniesionych glosow,
          dbali o edukacje itp.Niby milo bylo i poprawnie ale wialo takim
          chlodem, ze do dzis rodzina jestesmy tylko na papierze. Bez wiezow i
          kontaktow.
          Dzieci nie sa idiotami i doskonale wyczuwaja to co dzieje sie miedzy
          rodzicami. I wyciagaja wnioski.
          Zdecyduj sie wiec czego i kogo chcesz.
    • lisaa33 Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 21:55
      a ja nic Ci nie będę radzić bo to Twoje życie i decyzja też musi być
      Twoja ale mogę wyrazić moją opinię na temat tego związku: krzywdzisz
      i jego i siebie i waszą córkę tkwiąc w związku z mężczyzną którego
      już nie kochasz. Życzę podjęcia mądrej decyzji.
    • skarpetka_szara Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 22:23
      moim zdaniem powinno sie odejsc od malzenstwa TYLKO i WYLACZNIE gdy
      zrobilo sie absolutnie wszystko w mocy aby to naprawic.

      czyli:
      poranie malzenskie, seksuolog, psycholog, rozmowy, blagania,
      placze, danie sobie czasu, i inne.

      Mowilas ze chodziliscie razem do seksuologa, moze powinniscie pojsc
      do innego? Czy na tych sesjach jestes absolutnie szczera

      A tak brutalnie troche powiem o tym bolacym stosunku seksualnym:
      vagina jest bardzo rozciagliwa i jezeli dzieci z niej wychodza to
      tymbardziej penis moze sie zmiescic. Czy uzywacie lubrykanty? czy
      maz robi dlugie gry wstepne? czy go uczylas co ci sprawia
      przyjemnosc? Czy moglibyscie w lozku uzyac jakis "zabawek" z
      seksshopu aby ciebie "rozluznic" zanim w Ciebie wejdzie? No i
      wkoncu czy wiesz ze sa pozycjie ktore bylyby bardziej przyjemne dla
      ciebie?

      Jezeli juz absolutnie wszystko zrobisz aby uratowac ten zwiazek, a
      sie nie uda - wtedy smialo idz po rozwod.
      Najgorsze co mozesz zrobic to tkwic i nic nie robic.
      • lolcia-olcia Re: W którą stronę pójść? 23.01.10, 11:25
        Spróbujcie naprawić relacje między wami, na nowo poszukajcie tego co kiedyś was
        połączyło...Może wspólny wyjazd, zmiana otoczenia i na jakiś czas odcięcie się
        od codziennych spraw pomaga... Nie można tak się poddać.
        Dopiero gdy to nie pomoże to poważna rozmowa z mężem i decyzja co dalej...
    • bakejfii Re: W którą stronę pójść? 22.01.10, 22:30
      Biedny ten nieborak.Az taki wstret czulas no to przykre.Lepiej
      chyba sie razstac.
    • matka.frustratka Re: W którą stronę pójść? 23.01.10, 01:40
      do psychologa ja zawsze doradzam wizyte u psychologa bo mi samej do
      tępej głowy nic nie przychodzi
    • stinefraexeter Re: W którą stronę pójść? 23.01.10, 11:18
      Prosisz o rzeczy niemożliwe. Wyszłaś bardzo szybko i bez zastanowienia za mąż za
      niekochanego mężczyznę, nie fatygując się nawet, by poznać go dogłębnie. Młodość
      ci umknęła na użeraniu się z teściami i frustracji seksualnej. Czego chcesz? Mąż
      nie zmieni się nagle w ognistego kochanka, ty go nie pokochasz nagle dziką
      miłością, teściowie nie staną się z dnia na dzień rodziną profesorską.

      Te kilka lat temu działałaś pod wpływem strachu. Najgorsze jednak, że teraz
      działasz w identyczny sposób. Niczego się nie nauczyłaś na swoich błędach. Wciąż
      wypłakujesz się w kącie załamując ręce niezdolna do działania i licząca na to,
      że to INNI w magiczny sposób nagle cię uszczęśliwią.
      • lapetitesyrene Re: W którą stronę pójść? 23.01.10, 11:42
        Uwierz, że działam, że robię wszystko aby w momencie gdy stwierdzę,
        że nic nie da się juz zrobic, byc w stanie stanąc na wlasnych
        nogach. Myslenie tez zmienia sie z kazdym dniem. Pojawiają sie
        pierwsze sukcesy- stanowisko kierownicze po 3 miesiącach pierwszej w
        zyciu pracy! To dodaje energii, nadziei ale strach jest. Moze
        bardziej przed tym, ze będę sama, że nie będe umiala samotnie
        wychowac corki, ze zabiore ją z domu, w którym tak bardzo jest zżyta
        z dziadkami, z ojcem... Boję się, że kiedys będzie miala o to do
        mnie pretensje za zburzony porządek. Ale czy to są kontrargumenty
        żeby by nieszczęśliwą? Mimo, że mąż mnie kocha ja tego nie czuję bo
        chce odwzajemniac to uczucie. A wygląda na to, że nie chcę wzią od
        niego juz niczego. Nie chcę jego przytulania, dotykania. Co do
        poprzednich wypowiedzi- psychologowie, nawet psychiatra doradzali
        jednak odejście. Mówili: jeśli nie teraz to kiedy? Przestrzegali,
        żebym nie zalowala kiedy obudze sie z 50 na karku i stwierdzę, że
        zmarnowałam najlepsze lata. Jeszcze spróbuję. Dzis mąż wraca po
        tygodniowej nieobecnosc (wcale nie tęskniłam). Porozmawiam z nim,
        spróbujemy jeszcze pójsc gdzies gdzie byc moze nam pomogą. Zycie
        pokaze co dalej. Ale rzeczywiście trwanie w takim zawieszeniu
        wykańcza psychicznie. Może znacie sprawdzone osoby na takie problemy
        np. w Poznaniu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka