laska_jedyna
22.02.10, 14:15
Witam,
Dlaczego kobiety sa tak naiwne? dlaczego nie potrafimy odrozniac
falszu od prawdy. Dlaczego tak latwo mozna nas "oczarowac". Dlaczego
w niektorych momentach zycia kierujemy sie sercem a nie rozsadkiem?.
A po czasie dochodzimy do wniosku, ze to wszystko bylo jednym
wielkim klamliwym szambem!
A moze to nie w nas tkwi problem tylko w osobach, ktore wpuszczamy
w swoje zycie... pytanie bez odpowiedzi.
Ona lat 26 (dziecko 1,5 roczna corka, sama, ale bardziej z wyboru
niz z przymusu) on 31 rozwodnik (10lat w malzenstwie - totalnie
nieudanym).
Widuja sie co dzien po pewnym czasie postanawiaja byc razem. On
pracuje po 14 godzin, ona wracajac z pracy zajmuje sie dzieckiem.
Totalny brak czasu dla siebie. Po doslownie paru tygodniach ( 2-3)
zaczynaja sie klocic. Kloca sie o bzdury. A jedynie co dobrze im
wychodzi to seks. Ciagna to przez 4miesiace. 4 miesiace totalnie
toksycznego zwiazku, ale udanego bzykania. dziewczyna jest juz tak
nabuzowana calym tym gownem, ze zaczyna go sprawdzac. Sprawdza raz,
drugi trzeci. Za kazdym razem okazuje sie, ze mowil prawde. On
ciagle podkresla, ze nie chce wojen, bo mial to przez 10 lat, a mimo
to kloca sie o JEGO i tylko JEGO bledy. Pewnego razu " facet" sie
upija i " wyrzyguje" wszystko to co go bolalo w malzenstwie. Mowi o
tym jakie mial zycie z zona. Prosi o to, by pomoc mu zaczac zyc
normalnie. Mowi " jak nie Ty to zadna inna". Ona widzac lzy i
zalamanie mysli sobie: " zalezy jemu, zalezy mi, zaczyna wierzyc w
to, ze moze sie udac... BLAD!!! Karty sie odwracaja: Ona, przezywa
zwiazek i czas, on, spotyka sie z Pania lat 31, ktora pracuje w
solarium i robi tipsy ;-).
Nie ma puenty.
Nie mam nic do kobiet pracujacych w solarium, jednak zawsze
uwazalam, ze kobieta, ktora ma lat 31 powinna pracowac w zupelnie
innej branzy. Myslalam, ze ambicja i chec dojscia do czegos w zyciu
wygrywa, jednak mylic sie mozna.
jestem zla, ze dalam sie wkrecic, ze wierzylam w to, ze mozna
komus pomoc, ze ktos to doceni. A nie jeszcze dopier...
Od samego poczatku wiedzialam, ze to blad, ze przepasci
intelektualnej nie da rady zredukowac chocby do minimum.
Nigdy nie przypuszczalam, ze bedzie mi wstyd za to z kim bylam. Z
poziomu + zjechalam na poziom -1. Smak porazki ciezko zabic.
to ja odeszlam, to ja powiedzialam dosc... i to ja teraz cierpie,
ale nie z milosci tylko ze zlosci.
I pytanie: co kierowalo tym mezczyzna? po co zawracal glowe prosil,
blagal, apelowal;-)? po co mezczyzni robia sieczke kobietom w
glowach. Po co sie zenia, wchodza w zwiazki skoro jednemu na milion
udaje sie dac kobiecie to czego ona chce. A przeciez nie chcemy
wiele: milosci, poczucia stabilizacji i bycia doceniana.
Pozdrawiam wszystkie te, ktore daly sie w podobnym sposob nabrac.
Mam nadzieje, ze nie jestem jedyna;-).