sweet_pink
01.03.10, 13:24
To wątek do wyżalania, jak kogoś też ktoś wkurzył (zwłaszcza chłop jakiś) to
zapraszam do wpisu.
Zacznijmy od tego że pracuje jako jedyna babka w dziale, który zajmuje się
najoględniej mówiąc przygotowywaniem raportów tabelarycznych z różnych
projektów, takie mało wymagające programowanie. W dziale nie ma określonych
standardów programowania, każdy programuje tak jak mu wygodnie (sic!), co
wiąże się z tym, że poprawianie czegoś po kimś to istna udręka, a połapanie
się we własnym programie jak ktoś coś w nim poprawiał to saigon. No i były
sobie dwa bardzo podobne projekty dla jednego odbiorcy. Najpierw kolega z
działu robił jeden, a później ja drugi...oba były na piątek. Jak w czwartek
robiłam swój to zajrzałam do projektu kolegi, żeby zobaczyć w jakiej
kolejności robił tabele i znalazłam procentowanie, które było zrobione źle. No
ale ja przecież nie powiem wprost że jest źle (sic!), wiec wołam kolegę i się
pytam czemu to jest tak, bo wytyczne mówią to i to i ja bym zrobiła tak i tak.
On że to jest na pewno dobrze i że już dane są u odbiorcy i jak coś to na
pewno odeślą do poprawy. No ok. Zrobiłam swój projekt po swojemu zgodnie z
wytycznymi, i oddając go odbiorcy (też facetowi) uprzedziłam że moje
metodologia jest inna niż u kolegi, ze pewne rzeczy są inaczej procentowane i
żeby na pewno się upewnili do jutra, że mają dobre dane (w domyśle wyłapali
ten błąd), i że czy wiedzą że kolega od poniedziałku jest na urlopie. Liczyłam
sobie po cichu, że projekt wróci do kolegi w piątek do poprawki i cześć
pieśni. No ale oczywiście co? Dziś z samego rana dostaje prośbę o poprawienie
tego na co zwracałam uwagę w czwartek, a poprawki wymagają postawienia
programu na głowie. Idę się szefa pytam czy mam kumplowi projekt na głowie
stawiać (poprawiać). Najpierw więc następuje debata czy to na pewno jest do
poprawki i u kogo jest dobrze procentowane, a u kogo źle (już po tym że
odbiorca stwierdził, że ma być jak w moim projekcie). Debata kończy się tak,
że u mnie jest dobrze, ale mam poprawić program kolegi według jego metody. I
tak sobie siedziałam cały ranek i poprawiłam, i pisałam po 15 linijek kodu na
to co ja mam w jednej. W miedzy czasie z ponaglaniem przez odbiorcę, bo on
jest z raportem graficznym biedny dwa dni w plecy przez ten błąd. Wrr...
I jestem zła jak osa, że te chłopy takie twardogłowe, że sobie nie dają błędu
pokazać, albo sobie zleją co baba mówi. Przecież nie będę donosić do cholery,
że kolega x zrobił błąd w tabelce y. Wrr...