notoja11
15.03.10, 14:39
uwielbiam pływać, ale nie zawsze udaje mi się przezwyciężać lenia (i inne
niedogodności, ale o tem potem). dwa lata na studiach pływałam regularnie -
godzinę raz w tygodniu, było to zajęcia obowiązkowe, więc było ma, że się nie
chce. no i to był najlepszy okres w moim życiu;) można się było odstresować,
wyżyć i rozluźnić.
od kiedy pływanie przestało być obowiązkiem, przychodzi mi z większym trudem i
tu dochodzimy do sedna problemu;)
temperatura wody to zazwyczaj 28-29 st. C, temperatura otoczenia - znacznie
wyższa. bardzo tego nie lubię, 10 min. zajmuje mi przyzwyczajanie się do wody
- najpierw palce, potem stopy, nogi, ramiona, ostateczne zanurzenie i wielkie
brrrr. metoda "na raz" na mnie nie działa - wstrząs wkurwia i od razu łapią
skurcze. o ile latem można to jakoś znieść, to zimą jest tragedia - drastyczne
schłodzenie ciała, nawet jeśli bardzo dobrze się wysuszę, powoduje katary i
inne przeziębienia, głównie problemy z zatokami. nawet kiedy kąpię się w domu,
w niemal gorącej wodzie, nie wychodzę na dwór wcześniej niż po godzinie (mam
na myśli zimową porę, oczywiście). nie zawsze jest czas, żeby po basenie
trochę "odsiedzieć". ale ok, to osobnicza sprawa i na to nie ma rady.
ale spotykacie się z tym, że na dworze -10, a na basenie dwa, trzy okna
otwarte? i mimo wysokiej temperatury powietrza, robią się okropne przeciągi i
wieje po nerkach? w dodatku ta lodowata woda. kiedy proszę ratownika, żeby
zamknął okna, zazwyczaj spotykam się ze spojrzeniem "o co tej pannie chodzi?".
ja rozumiem - woda ma tak niską temperaturę z jakichś tam obiektywnych
przyczyn - organizm ma większą wydolność, mniej się męczy itp., nie wiem, co
jeszcze. ale czy są baseny, gdzie można popływać chociażby w wodzie o temp. 34
- 35 st.? przecież to nie jest aż tak dużo, a jaka różnica w komforcie... nie
ma aż takiego szoku termicznego, a i tak temp. na tyle niska, żeby nie
rozleniwiać. wiem, że np. niemowlaki uczą się pływać w wodzie o tej temp., ale
pewnie na takie zajęcia nie wpuszcza się takich starych koni jak ja:)
aquaparki też mnie średnio interesują, bo okrutnie zatłoczone i nie ma za
bardzo jak popływać, a ja wielokilometrowe dystanse robię.
czy znacie w Warszawie baseny, przyjazne dla takich jak ja ciepłolubów? i czy
to, co wyżej, to jakieś moje fanaberie, karmienie lenistwa? naprawdę szok
termiczny skutecznie zniechęca mnie przed aktywnością fizyczną, co skutkuje
silnymi bólami kręgosłupa. przepraszam za ten długi wywód, ale już rok trwa ma
bitwa z warszawskimi basenami:] zakończę zatem tradycyjnie i krótko: też tak
macie?:)