Dodaj do ulubionych

kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem

04.03.04, 10:40
...koszmarnej awantury, to chyba coś jest nie tak, prawda?
Wczoraj: idę do garażu, otwieram maskę, biorę z regału butlę, wlewam płyn do
zbiornika. Zamykam, wychodzę. Mąż "Co robiłaś?" "-Wlałam płyn do
spryskiwacza". "-Skąd go wzięłaś?" "- Z czerwonego regału".
I tu następuje eksplozja! " Tyle razy mówiłem, że rzeczy samochodowe są na
SZARYM regale!!! Ten płyn jest niedobry!!! po coś go wzięła!!!"
Najpierw mnie zatkało na widok takiej furii (miał śmierć w oczach), a potem
zaczęłam wrzeszczeć również - czemu skoro niedobry jeszcze tam stoi, że nie
jestem duchem świętym, żeby to wiedzieć, niech teraz pomoże mi go wylać. On
na to żebym sobie sama poradziła, skoro nabroiłam (?).
Ja się zacięłam. On też. Nie gadamy, atmosfera jest napięta.
Nieciekawie, co? Czy w normalnych, stabilnych związkach można sobie robić
awantury o byle g...? Zastanawiam się, czy to jego nerwy (okropnym jest
nerwusem), czy coś się psuje, czy po prostu wszyscy tak czasem mają, że kłócą
się w zasadzie bez przyczyny??
Obserwuj wątek
    • pajdeczka samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 10:44
      bardziej niż własna żona.
      • Gość: panna Re: samochód dla faceta - rzecz święta... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.03.04, 11:29
        Szuka zaczepki, ewidentnie. Gdyby to był zły olej to zrozumię, ale płyn do
        spryskiwaczy? chyba go pogięło. współczuję takiego narwańca. Pozdrawiam
        • oka5 Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 11:43
          Gość portalu: panna napisał(a):

          > Gdyby to był zły olej to zrozumię, ale płyn do
          > spryskiwaczy? chyba go pogięło.

          Też tak myślę. Co takiego strasznego było w tym płynie??? Rozumiem, że wlałaś
          go do Waszego wspólnego samochodu? No to pomyślcie może o drugim. Mój mąż nie
          interesuje się, co ja wlewam do swojego pojazdu, a ja mam w głębokim poważaniu
          płyny, jakie on stosuje w swoim. Nie ma więc awantur, przynajmniej z tego
          powodu ;-). Póki co usiądź za kierownicą i dla świętego spokoju wypsikaj ten
          trefny płyn do oporu.
          • default Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 11:59
            oka5 napisała:

            Co takiego strasznego było w tym płynie??? Rozumiem, że wlałaś
            > go do Waszego wspólnego samochodu?

            Płyn był stary, mętny i z paprochami, nie zauważyłam tego, bo butla
            nieprzezroczysta. Wlałam do swojego własnego, osobistego samochodu, on ma swój.
            Płyn wypsikałam.
            Nie gadamy dalej. Idiotyzm.
            • pajdeczka Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 14:35
              default napisała:

              > Płyn był stary, mętny i z paprochami, nie zauważyłam tego, bo butla
              > nieprzezroczysta. Wlałam do swojego własnego, osobistego samochodu, on ma
              swój. Płyn wypsikałam. > Nie gadamy dalej. Idiotyzm.

              I oczywiście czujesz się winna. A kto u was sprząta w garazu i piwnicy? Bo w
              moim domu za piwniće (garażu na szczęście nie mamy) odpowiada mój mąż i nawet
              nie pozwala mi tam niczego tknąć. Dlaczego Twój nie wyrzucił tego płynu jeśli
              był stary tylko odstawił na bok? Przecież Ty nie trzymasz starych produktów,
              nawet na osobnej półce w lodówce, tylko się ich pozbywasz, bo inaczej
              wytrułabyś rodzinę. Powiedz mu to.
              • default Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 15:04
                pajdeczka napisała:

                > Przecież Ty nie trzymasz starych produktów,
                > nawet na osobnej półce w lodówce, tylko się ich pozbywasz, bo inaczej
                > wytrułabyś rodzinę.

                He, he, dobry pomysł - zostawię jakąś zieloną wędlinę w lodówce, a jak będzie
                wnosił pretensję to powiem: "Mówiłam, że rzeczy do jedzenia są na drugiej i
                trzeciej półce, po co brałeś z pierwszej????" :))))
                Dzięki!
          • aguszak Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 12:02
            oka5 napisała:

            > Gość portalu: panna napisał(a):
            >
            > > Gdyby to był zły olej to zrozumię, ale płyn do
            > > spryskiwaczy? chyba go pogięło.
            >
            > Też tak myślę. Co takiego strasznego było w tym płynie??? Rozumiem, że wlałaś
            > go do Waszego wspólnego samochodu? No to pomyślcie może o drugim. Mój mąż nie
            > interesuje się, co ja wlewam do swojego pojazdu, a ja mam w głębokim
            poważaniu
            > płyny, jakie on stosuje w swoim. Nie ma więc awantur, przynajmniej z tego
            > powodu ;-). Póki co usiądź za kierownicą i dla świętego spokoju wypsikaj ten
            > trefny płyn do oporu.

            Drugi samochód nie jest wcale wyjściem z sytuacji... jak się pokłócą o
            mieszkanie, to każdy z nich ma zamieszkać w oddzielnym...? Absurd!
            • oka5 Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 12:12
              aguszak napisała:


              > Drugi samochód nie jest wcale wyjściem z sytuacji... jak się pokłócą o
              > mieszkanie, to każdy z nich ma zamieszkać w oddzielnym...? Absurd!

              Nie przesadzaj. Na razie zajmujemy się samochodami...
              Tyle tylko, że to co sprawdza się u mnie, nie sprawdziło się u default. Świat
              jest jednak bardzo skomplikowany. Czekam z niepokojem na rozwój sytuacji u
              autorki wątku. A nuż chwycą za broń?

      • charlie_x Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 13:27
        ..he he , a gdzies w okolicach póżno wieczornych w jakiś "cudowny" sposób ta
        kolejność się nagle odwraca, ej życie życie..8)
        • pajdeczka Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 05.03.04, 11:34
          charlie_x napisał:

          > ..he he , a gdzies w okolicach póżno wieczornych w jakiś "cudowny" sposób ta
          > kolejność się nagle odwraca, ej życie życie..8)

          nie u każdego Karolu, nie u każdego:)
      • oltynka1 Re: samochód dla faceta - rzecz święta... 04.03.04, 18:17
        Zdecydowanie się zgadzam. Samochód i schowek na narzędzia, lepiej omijać z
        daleka.
    • fitit Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 11:37
      Nie przejmuj się, moja żona też wlewa rózne cuda , ale na szczęście do swojego
      sam.
    • kini Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 11:47
      > Zastanawiam się, czy to jego nerwy (okropnym jest
      > nerwusem), czy coś się psuje, czy po prostu wszyscy tak czasem mają, że kłócą
      > się w zasadzie bez przyczyny??

      Ja jestem za opcją numer trzy. Chyba wszyscy tak mają. Gorzej, jeśli zdarza się
      to zbyt często.
    • bubster Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 11:56
      a może to była tylko kropla przelewająca czarę, która napełniła się
      niekoniecznie z Twojej winy?
    • aguszak Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 12:00
      Te bezprzyczynowe kłótnie, to taki wentyl bezpieczeństwa, ale czasem chodzi o
      to co siedzi głębiej. Pocieszę Cię, że to jeszcze nie koniec Świata i należy
      konstruktywnie porozmawiać o zajściu, bo wcale nie chodzi o ten płyn, tylko
      pewnie coś w Was siedzi, a niekoniecznie to musi być od razu jakaś tragedia...
      Najlepiej jest się godzić po... :)))
    • doswiadczony Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 12:04
      Tak to jest jak kobieta zajmuje się samochodem zamiast piekarnikiem... :)
    • undyna Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 12:28
      Jeśli jest okropnym nerwusem, to może coś innego mu nie poszło, a niechcący
      wyładował się na tobie, takie głupie awantury zdarzają się ludziom w gorącej
      wodzie kąpanym. Problem tkwi w tym, że do tej pory się jeszcze nie
      pogodziliście. To też nie musi być wina ogólnej rozsypki związku, ale tego, że
      żadne z was nie potrafi powiedzieć,"daj spokój, przecież się kochamy.".:) Ja
      też w realu jestem taki narwaniec, mój luby takoż, moi rodzice jak się kłócili
      to max, ale zawsze ktoś pierwszy się opamiętał i zakończył tą nonsensowną
      chryję, czego i tobie życzę.
      PS. Dla mnie osobiście nie ma znaczenia kto pierwszy poda rękę(winny, czy mniej
      winny), grunt, żeby zgoda była, bo przecież się kochacie.:)
    • default Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 12:47
      Zadzwonił przed chwilą i starał się stworzyć wrażenie, że nic się nie stało, a
      kiedy uparcie się dąsałam, próbował wszystko obrócić w żart. Żadnego
      przepraszam, oczywiście.
      Konflikt w zasadzie zażegnany, ale ja zastanawiam się do czego może doprowadzić
      jego choleryczny charakter. Jemu się wydaje, że skoro go znam i wiem, że jest
      skłonny do wybuchów, to już spokojnie zniosę każdą pyskówkę "bo ja przecież
      taki jestem i już".
      A na starość pewnie będzie coraz gorszy....
      • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:06
        Hmmmm... Życie z cholerykiem łatwe nie jest. Zwłaszcza, że temperamentu się nie
        zmieni. Ale znowu tłumaczenie każdego zachowania słowami "bo ja taki jestem" to
        już przegięcie. Nawet choleryk musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami swoich
        wybuchów, a i tych wybuchów też nie powinien puszczać na żywioł, licząc na to,
        że obrzucona błotem osoba na 100% to wybaczy, "bo ja taki jestem". No i w
        takich sytuacjach przeprosiny należą się obowiązkowo.
        Ja mam ojca choleryka, szefa, miałam byłego narzeczonego i niedoszłego teścia.
        Przez to znam ten typ na pamięć. I już mam go dosyć, szczerze mówiąc. Teraz mam
        faceta, który jest spokojny i przez to ja mam spokój. I chyba tego mi potrzeba.
      • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:10
        Default, skąd ja to znam, mam dokładnie takiego samego choleryka w domu.I tez
        od 7 dni mamy ciche dni.Zastanawiałam sie wlasnie, czy tylko ja trafilam na
        takiego nerwusa.Co jakis czas , moze raz na rok zdarzaja sie takie chryje, i
        naprawde, eskalacja nastepuje na skutek zupełnych dupereli.
        Ostatnim razem powodem było pozostawienie na noc naszej córki u mojej
        kolezanki.Mała bardzo ja lubi, sama chciała, nie widzialam problemu.Wieczorem
        okazało sie, ze popelnilam rzecz niewybaczalna- miejsce dziecka jest we własnym
        łozku(dziwne, bo ona od malenkosci zostawała na noc w róznych domach- babci,
        dziadka, cioci, itd.).Gdy próbowalam mu uswiadomic idiotycznosc tych zarzutów
        skonczyło sie na potłuczonym talerzu, rozbryzganym grapefruicie po całej kuchni
        i wrzaskach.Ja stałam z kamienną twarza.I do dzis sie do niego nie odzywam, a
        on cos tam próbuje, ze nic sie nie stało i o co w ogóle chodzi.
        Szczerze powiedziawszy zal mi takich ludzi, bo robią z siebie idiotów, godni
        pozałowania, jak sie na nich patrzy gdy nerwy ich ponosza z zupelnie błahych
        powodów.Z drugiej strony ponoc tacy dłuzej zyja, bo nie tłamsza emocji.
        Boje sie tylko, ze kiedys jak mu machne jakims talerzem, to naprawde zrobi sie
        porzadna awantura.Duzo traca na takich zachowaniu, ja przynajmniej mam coraz
        mniej tolerancji dla takich zachowan.
        • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:18
          > Z drugiej strony ponoc tacy dłuzej zyja, bo nie tłamsza emocji.

          Tak, tylko za to ich otoczenie żyje krócej! :)
          • Gość: una Re: wieści z frontu ;) IP: 62.233.135.* 04.03.04, 13:23
            Mam w domu podobny egzemplarz, nerwus, wiecznie gdzieś pędzący, łykający obiad
            w przedpokoju na jednej nodze... a ja chcę MISIA, nudnego, kluchowatego,
            spokojnego, dobrodusznego, nawet w typie kanapowca z pilotem w garści!!!!!!!!:-)
            • undyna Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:28
              Zawsze mówiłam, że kobiety to nie jest jakaś jedność, tylko wielość i proszę,
              potwierdzenia na każdym kroku.:) Kanapowca z pilotem bym nie zniosła, mam to po
              mamie, ona twierdzi, że Święty Spokój jest w grobie.:)
        • default Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:44
          lola211 napisała:

          >Ja stałam z kamienną twarza.I do dzis sie do niego nie odzywam, a
          > on cos tam próbuje, ze nic sie nie stało i o co w ogóle chodzi.
          > Szczerze powiedziawszy zal mi takich ludzi, bo robią z siebie idiotów, godni
          > pozałowania, jak sie na nich patrzy gdy nerwy ich ponosza z zupelnie błahych
          > powodów.

          Stanie z kamienną twarzą wydawało mi się do tej pory najlepszym sposobem na
          wybuch szału, ale powoli zaczynam dojrzewać do tego żeby odpowiedzieć
          kontratakiem (wczoraj próbowałam, ale słabo). Po prostu tak stojąc i się nie
          odzywając podczas kiedy on się drze zaczynam się czuć jak karcone dziecko, jak
          niemotowaty podwładny, jak niezdarna służąca, której się należy opierdziel.
          Rzeczywiście nerwusi robią z siebie idiotów, ale to dla mnie żadna pociecha,
          nawet jak sobie to wszystko ułożę, to i tak raniąca siła wykrzyczanych słów
          pozostaje.
          Pozdrawiam,
          def
          • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:52
            Kontratak czasami skutkuje, bo jest szokiem dla choleryka :)
          • undyna Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 13:55
            My się drzemy jednocześnie, z tegoż to powodu, nie możemy siebie obrazić, bo
            się zagłuszamy, w pewnym momencie zaczyna nas śmieszyć cała sytuacja i nam
            przechodzi, można bez zbędnych ceregieli wrócić do dawnych stosunków.:)Trudno
            powiedzieć jakby to wyglądało u ciebie, kwestia skłonności do utrzymywania
            afektu:).
          • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 14:29
            Tak, odczucia mam takie same.Tylko prawde mówiac obawiam sie, czy moja reakcja
            nie spowoduje wzrostu agresji i moze dojsc do sytuacji, ktorej odkrecic sie nie
            da?Ale z drugiej strony ile mozna to znosic? Ile mozna zyc z obawa, ze moje
            drobne potkniecie uruchomi znowu lawine?To bardzo meczace, wymazac z pamieci
            tych chwil nie da.Facet na pewno sie nie zmieni, nie ma co liczyc.Ja juz u
            siebie zauwazyłam negatywne tego skutki, pewna oziebłosc, bo czuje sie
            traktowana niesprawiedliwie, az sie we mnie chwilami gotuje.
            • default Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 14:52
              lola211 napisała:

              Ile mozna zyc z obawa, ze moje drobne potkniecie uruchomi znowu lawine?

              O to, to! Dokładnie. To jak mieszkanie z beczką prochu pod jednym dachem. Byle
              co - nigdy nie można przeiwdzieć co - może wywołać eksplozję. Zaczynasz
              podchodzić do wszystkiego niemal paranoicznie. Np. taka sytuacja - on się pyta
              (spokojnie narazie): "Tu leżała taka karteczka z numerem telefonu, gdzie jest?"
              A ja zamiast zgodnie z prawdą powiedzieć, że nie mam pojęcia i niech sobie
              pilnuje swoich karteczek, zaczynam nerwowe poszukiwania, żeby za chwilę nie
              okazało się, że drogocenna karteczka została zaprzepaszczona przeze mnie, przez
              moje roztargnienie, bezmyślność itp. Jestem gotowa uwierzyć, że własnoręcznie
              ten świstek wywaliłam...

              • undyna Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:01
                O rany z tą karteczką to utrafiłas w sedno problemu:).
              • majewskaania5 beznadziejnie 04.03.04, 15:03
                Ja uwazam ze jak ludzie zaczynaj sie klocic o pierdoly tojuz koniec bliski,
                przeciez klotnie o jakis bzdury to jakis nonsens, mnie by bylo zkoda czasu na
                takie klotnie i ogolnie sa ciekawsze rzeczy do zrobienia. Tez mialam takie
                sytuacje - o lyzke musztardy, kubek na stole zostawiony brudny - mysle ze jak
                ktos nie ma co robic to sie czepia i nie warto z kims takim byc - bonie wiadomo
                o co znowu sie pokloci - naprawde szkoda marnowac czasu z kims takim.
                • lola211 Re: beznadziejnie 04.03.04, 15:15
                  Poniekad masz racja, to nie jest dobra sytuacja.Ale kazdy z nas ma takiego mola
                  co go gryzie, jedne maja mezów choleryków, inne lowelasów zdradzajacych na
                  prawo i lewo, inne znowóz facetów- niemoty, którym trzeba matkowac.Ja do tej
                  pory ideału nie spotkałam, jakby dobrze popytac, to kazdy ma jakis zastrzezenia
                  do swojego partnera.
                  Mój niestety jest nerwowy, ale ma mnóstwo zalet, poza tym jest bardzo rodzinny,
                  mozna na nim polegac, nie lata na boki, nie roztrwania kasy, itd.
                  Fajnie sie mówi, zostaw go, poszukaj kogos "normalnego"- tylko, ze ten nastepny
                  moze miec jeszcze gorsze przywary.
                  • harriet_makepeace Re: beznadziejnie 05.03.04, 10:00
                    moj eks byl z gatunku pouczajacych szefow. Zawsze bylo jakies ale, nigdy nie
                    udalo mi sie dobic do wykonania czegos bezblednie. to bylo okropne, to ciagle
                    poczucie winy, proba przewidzenia co mu sie nie spodoba, jaki bedzie mial
                    nastroj etc. On nie krzyczal, on mi wytykal bledy jak rozczarowany rodzic.
                    wypral mi mozg, czulam sie glupia, brzydka, gruba i nic nie warta. a najgorsze
                    jest to ze myslalam (bo on mnie tak przestawil) ze sobie bez niego nie poradze.
                    no i trwalam przy nim, zamieszkalismy razem, mimo ze podejrzewalam ze ma
                    kochanke. i dopiero psycholog mi uswiadomil, ze to jest toksyczny uklad, ze
                    mnie to wykancza psychicznie. w listopadzie od niego odeszlam i odrzylam,
                    odzyskalam wiare w siebie, radosc zycia, spotykam sie z nowym mezczyzna, ktory
                    respektuje moje potrzeby i docenia moj umysl, no i znowu czuje sie pozadana i
                    kochana. zmiana moe wyjsc na lepsze ale nie musi. a poza tym ten nowy zwiazek
                    jest bardzo swiezy - trwa 2 miesiace, wiec tez nie wiem w co sie rozwinie.
                    jedyne czego sie nauczylam to mowic otwarcie o swoich potrzebach i otwarcie
                    powiedziec jezeli cos mi nie pasuje. i od poczatku w tym nowym zwiazku stosuje
                    te zasady. spokojnie, bez wrzaskow ale zdecydowanie.
              • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:04
                Mimo, ze temat powazny, czytajac Twój post zaczełam sie smiac.Bo te karteczki
                to takze moja codziennosc- nawet jesli niczego nie dotykalam, to i tak zaczynam
                sie zastanawiac, gdzie ja to połozylam? I zaczynam przekopywac wszystkie
                szpargały.A karteczka lezy sobie jak gdyby nigdy nic u niego w samochodzie.
                No, paranoja totalna, doszlo do tego, ze jak cos stluke to szybko to upycham,
                zeby nie widzial, bo zbita szklanka moze byc przyczynkiem awantury z jego
                strony.Trzeba nauczyc sie krecic, oszukiwac, lawirowac chyba, by w miare
                bezbolesnie z takim nerwusem egzystowac.To jest głupie, meczace, ale takich
                ludzi jest calkiem sporo- gdy tak zaliłam sie kolezankom, niektóre z nich
                wiedzialy dokładnie o czym mówie, bo przechodzily dokladnie to samo.
                • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:16
                  Mówiąc szczerze, dla mnie to nie jest głupie i męczące, to jest... chore. I
                  uwłaczające. Bo masz prawo coś zgubić czy zepsuć, tak jak każdy.
                  • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:20
                    Mozesz sobie myslec, co chcesz, wcale nie twierdze, ze to normalne.Ale mysle,
                    ze i w twoim zyciu zdarzaja sie chore sytuacje, inne niz te nasze, ale jednak.
                    • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:23
                      Z pewnością. Ale w swoim własnym domu chciałabym się czuć swobodnie, a nie na
                      cenzurowanym.
                      • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:32
                        Cóz, kazdy by chcial.Tak jak i czuc sie kochanym, rozumianym, akceptowanym.Sek
                        w tym, ze tylko nielicznym udaje sie tak trafic, by mieli wszystko naraz i w
                        najlepszym gatunku.Innym pozostaje zmaganie sie z niedoskonałoscia partnera.
                        Nie tak dawno zaliłam sie kolezance na temat okropnego charakteru mojego
                        faceta, ale mój problem zblakł przy jej zyciowej porazce- była wiele lat z
                        facetem łagodnego usposobienia, ale cóz, zabawa w rodzine juz mu sie znudziła i
                        zamieszkal z kolejna pania zostawiajac na lodzie dziewczyne i syna, kompletnie
                        sie nimi nie interesujac.I teraz mozemy sie licytowac, która z nas gorzej
                        trafiła.
                        • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:44
                          Tylko czy lepiej porównywać się z tymi, których sytuacja jest gorsza od twojej,
                          czy z tymi, których sytuacja jest lepsza? :)
                          • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:55
                            Wiesz, jej sytuacja tez zapewne ma swoje dobre strony.I ja prawde mówiąc, nie
                            wiem z kim porównywac.Bo jakos w zwiazki idealne nie wierze, takich nie
                            znam,zawsze jest jakies "ale".Do czasu rozpadu zwiazku mojej kolezanki tez na
                            zewnatrz wygladalo to rózowo, a teraz klops.
                            • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 16:08
                              To prawda, że nie ma idealnych związków. Niestety. Jeśli jesteś w stanie
                              tolerować jakieś wybuchy ze strony faceta, bo ma szereg innych zalet, które
                              neutralizują tę wadę, to wszystko w porządku.
                              Ja tak o tym nawijam, bo pamiętam atmosferę w domu swojego byłego. Ten strach,
                              o każdą rysę na meblu, o zbity talerz, o jakąś ułamaną listewkę. Boże...
                              • lola211 Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 16:17
                                Tak, mysle, ze tez inaczej patrzy sie na to z dystansu, gdy ma sie to poza sobą.
                                Inaczej , gdy z róznych powodów przyjdzie nam z tym zyc, człowiek musi sie w
                                tym jakos odnaleźc.Sama tez nie wiem, na ile jeszcze starczy mi cierpliwosci i
                                wytrzymałosci, by to znosic.Coraz bardziej mi to przeszkadza, ale i
                                paradoksalnie coraz lepiej to znosze, po prostu nie biore sobie do serca tego,
                                co powie, wykrzyczy, bo wiem, ze wina nie lezy po mojej stronie i mnie to mało
                                dotyka.Jednakze trudno twierdzic, ze to nie wpływa na jakosc zwiazku, wpływa
                                negatywnie na pewno.
                                • kini Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 16:20
                                  Ja też uważam, że jestem w miarę uodorniona na choleryków, trening czyni
                                  mistrza! :) No i nie jestem mściwa i pamiętliwa, co bardzo pomaga. Ale to nie
                                  znaczy, że muszę wszystko znosić, gdzieś są te granice tolerancji.
                • aktin Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 15:17
                  "Bo zupa była za zimna"

                  U mnie powodem koszmarnej awantury może stać się szafka, którą ja zamknę a on
                  np. specjalnie zostawił ją otwartą bo za 10 min chciałby cos do niej włożyć,
                  albo postawienie zakupów nie w tym miejscu o którym on pomyślał. Nauczyłam się
                  to ignorować, choć zdażyło mi się wyjść i trzasnąć drzwiami.
                  Zdarzyło się też przez to popłakać....
                  Najgorsze, że ze 100 przypadkach w 99 nie usłyszę "przepraszam". po prostu
                  przechodzi z tym do porządku dziennego.
                  • default Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 16:05
                    aktin napisała:

                    > Najgorsze, że ze 100 przypadkach w 99 nie usłyszę "przepraszam". po prostu
                    > przechodzi z tym do porządku dziennego.
                    Oni nie przepraszają, bo uważają, że nie ma za co. W końcu on się tylko
                    zdenerwował, bo jest nerwowy niestety, a przecież wiesz, jak bardzo Cię kocha.
                    U mnie to norma - na drugi dzień po awanturze, ja oziębła, a on: "Kochanie, co
                    ty, gniewasz się? Nie wygłupiaj się, wiesz jak bardzo cię kocham!" :)))
                    Co oczywiście nie jest żadną gwarancją, że za chwilę znowu z jakiegoś powodu
                    wybuchnie.
                    • undyna Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 16:55
                      Przeczytałam wasze posty, albo mój facet jest zupełnie innego kalibru
                      cholerykiem (czy rzeczywiście nim jest?), albo ja jestem taka wyluzowana? Nie
                      wiem.
                      • mobypussy Re: wieści z frontu ;) 04.03.04, 17:07
                        a ja nie przeczytalam waszych wszystkich postow ale chce dorzucic grosza :]
                        mial po prostu gorszy dzien. kazdemu moze sie zdazyc. widocznie cos go trapilo
                        wczesniej i przy okazji mial sie na kim bezpodstawnie wyladowac. tez tak
                        czasami mam ;)

                        pozdrawiam
                        (tylko moj mowi ze fochy strzelam :) za to po jakims czasie przepraszam wielce
                        skruszona :D mam nadzieje ze u was tez juz wsio OK)
      • Gość: rusałka Re: wieści z frontu ;) skąd ja to znam... IP: *.pl / *.one.pl 05.03.04, 19:51

        > Zadzwonił przed chwilą i starał się stworzyć wrażenie, że nic się nie stało,
        a
        > kiedy uparcie się dąsałam, próbował wszystko obrócić w żart. Żadnego
        > przepraszam, oczywiście.
        > Konflikt w zasadzie zażegnany, ale ja zastanawiam się do czego może
        doprowadzić
        >
        > jego choleryczny charakter. Jemu się wydaje, że skoro go znam i wiem, że jest
        > skłonny do wybuchów, to już spokojnie zniosę każdą pyskówkę "bo ja przecież
        > taki jestem i już".
        > A na starość pewnie będzie coraz gorszy....

        ojojojojojoj, jak dobrze ja to znam... Potwór, który z drugiej strony jest
        naprawde fajnym i mądrym kolesiem... cóz,jak sie chce być ze smokiem złym, to
        trzeba znosić zianie ogniem i plucie siarka raz na czas;)
        tak poważnie, to chyba rzeczywiście ten typ tak ma i można się tylko uodpornić
        (oczywiście gdy nie przekracza np. granic nietykalności osobistej i nie robi
        jazdy 6 razy dziennie)
        Pozdrawiam i życze cierpliwości!



        a swoja drogą panowie o tym temperamencie sa czesto super w.... hmmm....;)_

    • miriammiriam Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 17:03
      wychowałam się własnie w takim cholerycznym domu (problem dotyczy obojga
      rodziców) i od momentu wyprowadzki na studia w wieku 19 lat bywam tam
      sporadycznie, mieszkanie z pieniaczami to koszmar, przykład z karteczką trafia
      w sedno, takie duperele mogą skutecznie zatruć zycie.
      sama jestem osoba bardzo opanowana i nawet jeśli ktoś mnie naprawde wk***
      potrafię tego nie okazywać. jest to zupełnie niezła metoda radzenia sobie z
      cholerykami. poza tym na pytania o karteczki należy odpowiadać krótko "nie
      wiem" i nie okazywać zainteresowania "problemem". być głuchym na krzyki,
      ignorować zupełnie, a po awanturze oświadczyć *spokojnie* że nie rozumiesz
      powodów wzburzenia i nie życzysz sobie takiego traktowania. jest nadzieja, że
      ignowrowanie nerwowych zachowań - jeśli jest stosowane z żelazną konsekwencją i
      stoickim spokojem + informacje o tym, że nie akceptujesz takich zachowań
      przekazana w sposób asertywny, bez pretensji i obrażania się, utemperuje nieco
      choleryczne zapędy. jednak na cudowną przemianę bym nie liczyła.
      ----------------
      szef instytucji, w której pracuję jest cholerykiem; nie przejmujemy się tym, on
      swoje z krzykiem, a my swoje spokojnie, generalnie staramy się go wyciszyć,
      rozładować sytuacje. duperelami, które on sobie ubzdura w afekcie nie zajmujemy
      się, ewentualnie wracamy do sprawy gdy boss jest w lepszej formie.
      --------------
      jeśli to możliwe pieniaczy omijam szerokim kołem, jednak nie jeden raz byłam
      zaskoczona kiedy dowiadywałam się,że osoba w kontaktach ze mną "grzeczna" gdzie
      indziej wszczyna kosmiczne awantury. temperamentu człowiekowi nie zmienisz,
      jednak stanowczść i pewność siebie w połączeniu z naprawde stoickim spokojem
      mogą sprawić, że taki ktoś oduczy się wyładowywania na tej konkretnej osobie,
      być moze znajdzie sobie inny worek treningowy.
    • glonik Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 17:12
      Ciekawe jest tylko, że tacy cholerycy nie zrobią awantury
      Bardzo Ważnemu Szefowi, Bardzo Ważnej Osobistości oraz innym,
      bardziej potężnym od siebie, ludziom... np. Papieżowi, milicjantowi,
      urzędnikowi, od którego dużo zależy itp.
      Czyli potrafią powstrzymać swój temperament na wodzy, i nie "są
      tacy, jacy są".
      • miriammiriam Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 17:19
        glonik napisała:

        > Ciekawe jest tylko, że tacy cholerycy nie zrobią awantury
        > Bardzo Ważnemu Szefowi, Bardzo Ważnej Osobistości oraz innym,
        > bardziej potężnym od siebie, ludziom... np. Papieżowi, milicjantowi,
        > urzędnikowi, od którego dużo zależy itp.
        > Czyli potrafią powstrzymać swój temperament na wodzy, i nie "są
        > tacy, jacy są".

        czasem robią i np. wylatują z roboty ;) bardziej rozgarnięci uczą się w ten
        sposób bezpiecznie dobierać worki treningowe. chodzi o to, żeby nie padło
        akurat na ciebie. przebywanie na tym samym terytorium predysponuje do bycia
        workiem, ale nie tylko to, również okazywanie słabości, dlatego grunt to nie
        dać się sprowokować.
        • glonik Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 17:35
          Fakt, niektórzy policjantów nawet gryzą, ale to wyjątki ;-)
          generalnie jednak potrafią okiełznać wybuch w obliczu "przewa-
          żających wrażych sił". Czyli...? Masz rację, jeśli worek trenin-
          gowy pozwala sobie na to, to będzie obrywał. Ufff, ja na szczęś-
          cie nie mam takiego temperamentnego, [w tej materii ;-)], zadusi
          Go z emocji, a nie ukrzywdzi nawet spojrzeniem. I wtedy ja się
          głupio czuję, jeśli narozrabiam. Niezłą metodę, skubany, przyjął...
          • lola211 Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 04.03.04, 17:45
            Tak mi sie przypomnialo.Pracowałam swego czasu z facetem, który był cholerykiem
            nad cholerykami, przy nim mój facet blednie calkowicie.Dla niego w momencie
            utraty panowania nad soba nie było wazne, do kogo krzyczy.Zdarzylo sie, ze
            okrzyczany zostal szef.Wszyscy wiedzieli z kim maja do czynienia i starali sie
            go nie urazic.Cały pic polagał tez na tym, ze był to do bólu oddany firmie
            pracownik, lojalny, pracowity, uczciwy, taki facet z zasadami, dla ktorego
            biale to białae a czarne to czarne.Nie daj Boze ktos popełnił blad czy czegos
            nie dopełnił, awantura taka, ze drzwi z futryn lecialy.Jego zona kwitowała to
            po prostu , ze on juz taki jest, wcale tez nie była jakas zahukaną kobiecina.
            Na codzien wszyscy go lubili, a te jego draki były tolerowane, bo zalet miał
            facet co niemiara.
          • default Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 08:54
            Z tym opanowywaniem się wobec silniejszych, ważniejszych, znaczących to
            częściowo prawda, chociaż mój mąż m.in. dlatego w końcu prowadzi własną firmę,
            że nie mógł dojść do ładu z żadnym zwierzchnikiem, w końcu z każdej roboty
            zwalniał się z hukiem, awanturą i waleniem pięścią w biurko prezesa. Nieraz
            też słyszę, jak op...swoich klientów, dostawców i innego rodzaju kontrahentów.
            Ponieważ jednak posiada niezaprzeczalnie dużo zalet, jest uczciwym, solidnym,
            doświadczonym handlowcem, wszyscy mu wybaczają dla dobra owocnej współpracy.
            Tak jak i ja...
            • spainq Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 10:10
              Znam to zjawisko. Nie wiem czy to choleryk czy temperament związany ze znakime
              zodiaku czy jakaś wyższa siła sprawcza.
              Ale pomiędzy burzami z piorunami - które zdarzają się coraz rzadziej chyba -
              jest to super człowiek, trochę szalony, trochę nieobliczalny, zawsze z mnóstwem
              fantastycznych pomysłów, dowodami uczucia, jakich nie znałam wcześniej...
              Taki człowiek mnie fascynuje i chcę z nim być - wytłumaczyłam sobie, że wybuchy
              o głupoty będę starać się pomijać z właściwym sobie wdziękiem (no, trzeba się
              było tego nauczyć...) bo warto!
              Tego Wam życzę. Trochę dystansu do takich sytuacji, a reszta to życie-bajka!
              • lola211 Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 10:30
                Tylko czy mozna uodpornic sie na upokorzenia, nauczyc sie tego? Bo ja to tak
                odbieram.Czuje sie upokarzana takim zachowaniem, w koncu zawsze padnie kilka
                epitetów pod moim adresem, facet nie kontroluje sie w tym, co mówi.Nie potrafie
                wymazac z pamieci tych słow, choc nie rozpaczam, nie płacze.A najgorsze jest
                to, ze on nie ma poczucia winny(lub bardzo rzadko) i uwaza, ze jego wybuch był
                usprawiedliwiony moja postawa(bo zamiast byc cicho, gdy on sie nakreca, ja sie
                odzywam- przeciez ja sie tylko bronie przed bezpodstawnymi w moim mniemaniu
                zarzutami).
                • kini Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 10:53
                  Ja na przykład u swojego byłego znosiłam wiele, dopóki w kłótni o byle co padł,
                  a raczej został wywrzeszczany, z jego strony tekst o treści "co ty
                  pierdolisz!!!????". Wtedy rozdarłam się tak, że go zatkało i NATYCHMIAST
                  było "przepraszam".
                  Tak, jak napisałam wcześniej, są jakieś granice tolerancji. Dla mnie tą granicą
                  są epitety i ogólne poczucie jakiegoś zaszczucia (co obrazuje wszechobecny w
                  tym wątku przykład z karteczką).
                  • lola211 Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 11:04
                    > Tak, jak napisałam wcześniej, są jakieś granice tolerancji. Dla mnie tą
                    granicą
                    >
                    > są epitety i ogólne poczucie jakiegoś zaszczucia (co obrazuje wszechobecny w
                    > tym wątku przykład z karteczką).

                    Masz racje.Ja juz powoli te granice zawezam, co do karteczek, to po prostu nie
                    ruszam kompletnie zadnych najmniejszych szpargałow, gdzie połozy tam leza, a
                    gdy sie pyta, gdzie dałam z czystym sumieniem moge powiedziec, ze na oczy jej
                    nie widzialam.To wymagało ode mnie pewnej dyscypliny, bo z checia bym te
                    walające sie zapiski jakos uporzadkowała, ale kilkukrotne przeszukiwania czegos
                    co sam zgubił zdecydowały o takim a nie innym postepowaniu.
                    Co do epitetów, to rzeczywiscie , z tym jest najgorzej- moge co prawda uzyc tej
                    samej broni, ale do czego to doprowadzi?
                    • kini Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 11:20
                      > Co do epitetów, to rzeczywiscie , z tym jest najgorzej- moge co prawda uzyc
                      tej
                      >
                      > samej broni, ale do czego to doprowadzi?

                      No właśnie. Albo tak jak u mnie - do natychmiastowego zreflektowania się, albo
                      do eskalacji. To jest ryzyko. Ale gdyby do tej eskalacji doszło, to może wtedy
                      opadłyby mi jakieś łuski z oczu i tak czy owak efekt można by nazwać
                      pozytywnym? Sama nie wiem.
            • tylko_admin_wie_ktom_ja a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 10:33
              default napisała:

              > nie mógł dojść do ładu z żadnym zwierzchnikiem, w końcu z każdej roboty
              > zwalniał się z hukiem, awanturą i waleniem pięścią w biurko prezesa. Nieraz
              > też słyszę, jak op...swoich klientów, dostawców i innego rodzaju
              kontrahentów.
              > Ponieważ jednak posiada niezaprzeczalnie dużo zalet, jest uczciwym, solidnym,
              > doświadczonym handlowcem, wszyscy mu wybaczają dla dobra owocnej współpracy.
              > Tak jak i ja...

              Z tego co napisałaś, wyłania się obraz nieokrzesanego i niewychowanego gościa,
              nie potrafiącego się opanować i mającego socjopatyczne tendencje, nie
              umiejącego żyć w grupie innych osób.
              To Twoje życie i Twój mąż, oczywiście, i możesz sobie do późnej bezzębnej
              starości tłumaczyć, że należy mu wybaczyć dla dobra owocnej współpracy, bo w
              rzeczywistości jest dobry, czuły i miły i miał zły dzień. Ale w momencie kiedy
              czytam, że ze wszystkich sił starasz się go nie zdenerwować (paranoja z
              cytowaną kilkakrotnie karteczką z numerem) i chodzisz spięta bo a nuż będzie
              następny wybuch, to jakoś mi dziwnie. Wnioskuję że w gruncie rzcezy wcale ci to
              nie odpowiada...
              On jest chamski. Ordynarny.
              Potrafi z wdziękiem wybrnąć z kłopotliwej sytuacji, ale chyba nie do końca mu
              się to udaje, skoro napisałś ten post? Rani Ciebie i drażni współpracowników
              (nie przeraża cię to co sama napisałaś, że jego zachowanie jest znoszone
              dlatego że jest dobrym handlowcem? Wniosek mi się nasuwa jeden, że w momencie
              kiedy powinęłaby mu się noga, zostałby sam).
              Życzę rychłego rozwiązania kłopotu (rozmową? elektrowstrząsami? wykrzyczeniem
              gościowi że zachowuje się jak dupek?) albo elastyczności gumy donald.
              • spainq Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 10:39
                Hm, ja nie czułam się nigdy upokorzona ani epitetów pod swoim adresem nie
                słyszałam. Był to zazwyczaj wybuch na fali: "dlaczego tak jest" albo "dlaczego
                mi to robisz" a nie "jesteś taka czy owaka". Mam na myśli kłótnie, które
                zaczynały się o bzdury ("dlaczego nie wyłączyłaś komórki w nocy, skoro
                wiedziałaś, że masz słabą baterię i następnego dnia nie będę się mógł do ciebie
                dodzwonić?!"), a nabierały niespodziewanego tempa, a nie o chamskich odzywkach -
                tego rzeczywiście bym nie zniosła. Na to nie można się godzić - na wyzywanie
                od idiotek itp, to już jest chore.
                • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 10:56
                  W takim razie piszemy o czyms innym.Ty o rozwijajacej sie kłotni, a ja i
                  dziewczyny o naglym wybuchu ni z gruszki ni z pietruszki.Nie moge zaliczyc cie
                  do grona znajacych temat z autopsji:))).

                  • spainq Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:03
                    Hallo, proszę mnie nie wyłączać! ;)
                    U Def też nie było z gruszki - ona pomyliła płyn!!!!
                    Granicą chyba jest tylko odpowiedź na pytanie:
                    czy on przy tym / po tym znieważa Cię nieprzyjemnymi słowami?
                    (mnie co najwyżej sama sytuacja, jeśli tak zintrepretuję ten wybuch)
                    • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:08
                      Niekoniecznie zniewaza, ale czy np. twój facet rzuci talerzem czy czyms co ma w
                      reku (nie w kogos, tylko w sciane np.)? Jesli tak, to wpisuje cie z powrotem na
                      liste :).
                      • kini Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:22
                        > Niekoniecznie zniewaza, ale czy np. twój facet rzuci talerzem czy czyms co ma
                        w
                        >
                        > reku (nie w kogos, tylko w sciane np.)?

                        Jezus Maria, a twój rzuca???? To już nie jest zwykły temperament choleryka, to
                        już jest agresja!
                        • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:26
                          Ostatnio własnie mu sie zdarzyło.Rzucil talerzem do zlewu i go potłukł.
                          A czym sie rózni choleryk od osoby agresywnej?
                          • kini Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:42
                            > Ostatnio własnie mu sie zdarzyło.Rzucil talerzem do zlewu i go potłukł.
                            > A czym sie rózni choleryk od osoby agresywnej?

                            Nie wiem, czym się różni, rzuciłam to tak na gorąco! Ale gdyby mój facet czymś
                            rzucał i to tłukł, to ja bym się zastanawiała, kiedy rzuci tym czymś we mnie
                            albo mnie uderzy. Oczywiście nie musi tak się stać, ale chyba osoba, która w
                            ten sposób wyładowuje agresję, ma ku temu większe skłonności. Bo to nie jest
                            już przemoc słowna, tylko fizyczna. A on przecież on nie był wściekły na
                            talerz, tylko na ciebie. Jak w ogóle do tego doszło, że walnął tym talerzem, i
                            czy potem po sobie posprzątał? Czy później w ogóle to komentował? Czy ty
                            komentowałaś?
                            Pewna moja znajoma wyprowadziła się od faceta, kiedy rzucił kotem o ścianę.
                            • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:56
                              Opisałam sytuacje w swoim pierwszym poscie, zajrzyj, jak ci sie bedzie
                              chcialo:).
                              W domu mam tylko rybke, ale jak dotad zywa pływa.Nie, zwierzatka to on lubi,
                              jak jedna rybka padła, to mu strasznie zal było.
                              A moze kupie sobie psa, duzego, wtedy byc moze jego zapał do raptownych
                              zachowan ostygnie?
                              • kini Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:59
                                Przeczytałam. No i co, dalej się do siebie nie odzywacie? A kto posprzątał ten
                                burdel, który on narobił w kuchni?
                                • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:04
                                  On posprzatał, a ja od tygodnia odzywam sie, ale zdawkowo.Nie chce mi sie z nim
                                  gadac, prawde mówiac, tak mnie wkurzył.
                                  • kini Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:34
                                    Ech, współczuję...
                          • undyna Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 20:13
                            Choleryk na daną sytuację reaguje prawidłowo (tzn. w granicach normy), chociaż
                            nadmiernie, jest to jednak jeden z rodzajów osobowości prawidłowej, nie niszczy
                            przedmitów w afekcie, nie obraża, nie stanowi zagrożenia dla siebie i reszty,
                            poprostu krzyczy zamiast rzeczowo wytłumaczyć, co mu leży na wątrobie, szybko
                            mu przechodzi, jest zdolny przeprosić ofiarę swojego wybuchu; natomiast jeśli
                            ktoś reaguje bardziej(nie chce mi się opisywać, ale chyba wiadomo:)), to już
                            jest patologia, w terminologii nazywana: afekt patologiczny, a jak zadługo to:
                            skłonność do utrzymywania afektu. Są pewne techniki psychoterapii (terapia
                            behawioralna), które uczą panować nad sobą i swoim afektem. Pozdrówko
                            • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 20:53
                              natomiast jeśli
                              > ktoś reaguje bardziej(nie chce mi się opisywać, ale chyba wiadomo:)), to już
                              > jest patologia, w terminologii nazywana: afekt patologiczny, a jak zadługo
                              to:
                              > skłonność do utrzymywania afektu. Są pewne techniki psychoterapii (terapia
                              > behawioralna), które uczą panować nad sobą i swoim afektem. Pozdrówko

                              No tak, od dawna czułam, ze to nie jest normalne i on musi sie leczyc, tylko ze
                              sam musi chciec.
                              • undyna Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 21:03
                                Myślałam, że piszę to sobie a muzom.:) Miłe zaskoczenie.
                      • spainq Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 11:56
                        Tak, zdarzyło się, że zrzucił ze stołu masę papierów i skoroszytów ze złości na
                        coś (nie na te papiery) i coś w tym stylu (nie we mnie). Czy to agresja?.. nie
                        obawiałabym się, że pewnego dnia rzuci we mnie.
                        Po wszystkim zazwyczaj mnie przeprasza i mówi "ależ ja jestem głupi debil, że
                        cię na coś takiego narażam". Więc ja juz w trakcie takiej kłótni zaczynam sobie
                        myśleć - aha, porozrabiaj, zaaz przyjdziesz z tym swoim "debilem"...
                        Jestem na liście? ;)
                        • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:01
                          > Po wszystkim zazwyczaj mnie przeprasza i mówi "ależ ja jestem głupi debil, że
                          > cię na coś takiego narażam". Więc ja juz w trakcie takiej kłótni zaczynam
                          sobie
                          >
                          > myśleć - aha, porozrabiaj, zaaz przyjdziesz z tym swoim "debilem"...
                          > Jestem na liście? ;)

                          Przykro mi, ale jezeli on Ciebie przeprasza, to nie moge waszej pary
                          zakwalifikowac.Mozesz tylko sie cieszyc, ze cie na tej liscie byc nie moze:)).
                          • default Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:24
                            Zgadzam się z lolą - spainq nie kwalifikuje się na naszą listę ;))
                            I niech się z tego cieszy.
                            Co do rzucania - Lola, ten talerzyk to małe miki. Mój kiedyś roztrzaskał wieżę -
                            powodem była kłótnia o to ile razy z rzędu można słuchać "Tubular bells",
                            którego to utworu serdecznie nie znoszę. Szczątki wieży leżały w przedpokoju i
                            na podjeździe przez kilka dni, w końcu je cichcem posprzątał, a wobec mnie stał
                            się jak miód, chociaż słowo przepraszam nie padło. W sumie wyszło tak "na złość
                            mamie odmrożę sobie uszy", bo wieża była jego.
                            A propos sytuacji ze spryskiwaczem - wieczorem też nie było przepraszam, ale
                            przyniósł mi ogromne pudło moich ulubionych ciasteczek....
                            • spainq Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:34
                              To chyba te ciastka były jednak przeprosinami?..
                              (No cóż wciskam się do tej grupy trochę niechciana ;) )
                              Więc w Waszym przypadku za "przepraszam" (większość mężczyzn jest upośledzona
                              językowo, trzeba to brać pod uwagę) można wziąć ciastka, miodki itp.
                              Aha, a macie POTEM takie suuuuper przyjemne godzenie się? ;)))
                              • kini Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:36
                                > To chyba te ciastka były jednak przeprosinami?..

                                Hi, hi, ja to bym pewnie nie wytrzymała i powiedziała coś w tym
                                rodzaju: "Rozumiem, że te ciastka to w ramach przeprosin?" :)
                              • default Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:43
                                Oczywiście, że tak należy to rozumieć, niemniej jest pewna subtelna, ale
                                znacząca różnica pomiędzy "naszymi" cholerykami, a Twoim. Twój jednak
                                artykułuje te przeprosiny, mało tego - on określa słowami, czego dotyczą,
                                przyznaje się otwarcie do błędu. Wraca do tematu i odkręca wszystko.
                                U mnie (i u loli podejrzewam) jest inaczej - nawet jeśli nastąpi jakaś forma
                                ekspiacji, to starają się oni zrobić to tak mimochodem, nie nawiązując do
                                przyczyny, okrywając ją zasłoną milczenia. Jakby nigdy nic się nie stało, a oni
                                wręczają ciasteczka bo taki mieli kaprys akurat.
                                W związku z tym termin "godzenie się" jest w naszym przypadku nieadekwatny, u
                                nas jest to raczej jednostronna akceptacja zmiany nastroju naszego drogiego
                                małżonka.
                                • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:47
                                  Default, jest dokladnie tak jak piszesz.
                                  • spainq Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:53
                                    No tak, ale denerwujące jest, że takie stany w ogóle mają miejsce.
                                    Wiem, że od czasu do czasu musi sobie "podebilować". Jak gdyby to jakaś choroba
                                    była. Przecież jest tego świadom, mógłby spróbować to zwalczać, ale nie, to
                                    jest silniejsze.
                                    Wasi cholerycy są może trochę bardziej skrytymi typami na co dzień, dlatego i
                                    od "święta" (kłótni) nie potrafią się otworzyć.
                                    • lola211 Re: a jak to wygląda ze strony obserwatora? 05.03.04, 12:59
                                      Kurcze, tej mój jest otwarty na maksa.Zywiol po prostu(ma to po mamusi), pełna
                                      spontana.
                                      Ale wydukanie słowo "przepraszam" i przyznanie sie do winy to dla niego prawie
                                      niewykonalne.Zreszta jak ma przepraszac, skoro w jego mniemaniu, nie jest winny?
                                      • default Re: pytanie do loli 05.03.04, 16:08
                                        Sorry, może za wścibskie pytanie, ale skoro już tyle wspólnych cech
                                        wynalazłyśmy u naszych mężów, to może jeszcze i to porównamy: mój ma 43 lata i
                                        jest Panną, a Twój?
                                        I jeszcze jedno - jak na jego pieniactwo wpływa alkohol? Bo mój jak się napije
                                        robi się czuły, przymilny aż do natręctwa i uśmiecha się do całego świata.
                                        Prawie nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi.
                                        Pozdrawiam,
                                        def
                                        • lola211 Re: pytanie do loli 05.03.04, 16:58
                                          On ma 50 lat i jest Bykiem.Pije rzadko, ale rzeczywiscie, agresji wtedy nie
                                          wykazuje , wrecz przeciwnie.Tylko, ze wtedy to ja robie sie humorzasta, bo mnie
                                          podpity marudzacy facet wkurza.
                                          • Gość: default Re: pytanie do loli IP: *.chello.pl 06.03.04, 20:11
                                            Więc napij się razem z nim, z doświadczenia wiem, że dochodzi do ciekawych
                                            dyskusji....
                                • kini Default 05.03.04, 12:53
                                  A powiedziałaś mu, że oczekujesz słownych, a nie ciasteczkowych przeprosin?
                                  • spainq Re:Hm 05.03.04, 13:22
                                    Zjadłabym teraz ciasteczko, a właściwie pysznego pączka.
                                    Może któraś podeśle tu swojego choleryka?..
                                  • default Re: Default 05.03.04, 13:23
                                    kini napisała:

                                    > A powiedziałaś mu, że oczekujesz słownych, a nie ciasteczkowych przeprosin?

                                    Kini,
                                    etap wymuszania przeprosin to ja już dawno mam za sobą. Słowne przeprosiny
                                    byłyby oficjalnym przyznaniem się do winy, a to - jak pisałam parę postów wyżej
                                    do spainq - jest dla mojego męża prawie niewykonalne. Wręczenie ciasteczek jest
                                    bezbolesne, a jednocześnie uspokaja jego sumienie, a nawet pozwala
                                    pomyśleć "ach, jaki jestem kochany".
                                    • kini Re: Default 05.03.04, 13:43
                                      To może nie przyjmuj tych ciasteczek?
                                      Kurcze, ciężka taka sytuacja...
                                      • default Re: Default 05.03.04, 15:53
                                        Wiesz co, to bywa różnie. Może to zależy też od tego w jakim ja aktualnie
                                        jestem nastroju. Nieraz taka awantura spłynie po mnie, a nieraz boli i gryzie.
                                        A "ciasteczka" - w sensie ogólnym - przyjmuję przeważnie, bo co mi to da, że
                                        nie przyjmę? Bardziej sobie zrobię na złość niż jemu.
                                        Pamięam jeden taki raz, kiedy JA wyszłam z siebie (zresztą też przez niego),
                                        wtedy się autentycznie przeraził i tylko kwilił cicho "ale przestań, ale
                                        błagam, ale nie wyprowadzaj się, zostań...". Tylko że ja nie mam awanturnej
                                        natury i rzadko kiedy zostaję doprowadzona do takiego szału, a udawać dla
                                        potrzeb strategicznych - nie umiem.

                                        • kini Re: Default 05.03.04, 16:07
                                          Jak byś nie przyjęła, to może zrozumiałby, że ciągle masz do niego żal i
                                          ciasteczka nie załatwiają sprawy?
                                          • Gość: default Re: Default IP: *.chello.pl 06.03.04, 20:14
                                            Takie zwody nie działają w przypadku tego rodzaju facetów, ponadto 15-letni
                                            staż też swoje robi.Się lubi, po prostu, co się ma, i tyle.
    • an_ni Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 10:38
      alez problem! chyba widzialy galy co braly?
      • lola211 Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 10:39
        Wyobraź sobie, ze zobaczyc mozna późno, czasem za późno.
    • harriet_makepeace Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 11:02
      moj eks byl z gatunku pouczajacych szefow. Zawsze bylo jakies ale, nigdy nie
      udalo mi sie dobic do wykonania czegos bezblednie. to bylo okropne, to ciagle
      poczucie winy, proba przewidzenia co mu sie nie spodoba, jaki bedzie mial
      nastroj etc. On nie krzyczal, on mi wytykal bledy jak rozczarowany rodzic.
      wypral mi mozg, czulam sie glupia, brzydka, gruba i nic nie warta. a najgorsze
      jest to ze myslalam (bo on mnie tak przestawil) ze sobie bez niego nie poradze.
      no i trwalam przy nim, zamieszkalismy razem, mimo ze podejrzewalam ze ma
      kochanke. i dopiero psycholog mi uswiadomil, ze to jest toksyczny uklad, ze
      mnie to wykancza psychicznie. w listopadzie od niego odeszlam i odrzylam,
      odzyskalam wiare w siebie, radosc zycia, spotykam sie z nowym mezczyzna, ktory
      respektuje moje potrzeby i docenia moj umysl, no i znowu czuje sie pozadana i
      kochana. zmiana moe wyjsc na lepsze ale nie musi. a poza tym ten nowy zwiazek
      jest bardzo swiezy - trwa 2 miesiace, wiec tez nie wiem w co sie rozwinie.
      jedyne czego sie nauczylam to mowic otwarcie o swoich potrzebach i otwarcie
      powiedziec jezeli cos mi nie pasuje. i od poczatku w tym nowym zwiazku stosuje
      te zasady. spokojnie, bez wrzaskow ale zdecydowanie.
    • Gość: Zawodowiec W normalnym stabilnym związku to: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 11:20
      by sie puknoł w czoło i powiedział ci że jutro spryskiwacz zamarznie i ze
      lepiej idz wylac ten plyn

      dodał by zapewne ze jestes glupia i nie powinnas sie zblizać do samochodu


      ps. co za baba dolewa plyn do spryskiwacza?
      • kini Re: W normalnym stabilnym związku to: 05.03.04, 11:24
        > ps. co za baba dolewa plyn do spryskiwacza?

        A czy to jest coś niezwykłego???
        • Gość: Zawodowiec tak bo o takie rzeczy nalzey sie zwrócic do IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 11:40
          męzczyzny ktory napewno zrobi to lepiej i bardziej fachowo
          • kini Re: tak bo o takie rzeczy nalzey sie zwrócic do 05.03.04, 11:46
            Nie wiedziałam, że wlać płyn do spryskiwaczy w ogóle można "fachowo"! Bo to
            słowo kojarzy mi się co najmniej z położeniem boazerii.
            • Gość: Zawodowiec no wiec już wiesz że można IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 11:55
              a polega to na tym że facet nie rozleje, naleje tyle aby nie bylo za duzo,

              przyokazji sprawidzi pozoim oleju

              a baba??????????????????????????????????????????????? jedynie cos zepsuje
              • lola211 Re: no wiec już wiesz że można 05.03.04, 11:58
                Ja lubie sama wlac do samochodu to i owo, a jesli juz ktos ma mi pomagac, to
                sasiad.Zawsze zrobi to z usmiechem ,ma poczucie spełnionej misji, a nie
                obowiazku.Fajnych mam sasiadów:).
                • spainq Re: To może...? 05.03.04, 12:04
                  >>>Fajnych mam sasiadów:)

                  To może mała podmiana...?
                  • lola211 Re: To może...? 05.03.04, 12:06
                    Ale kto sie za mną zamieni??? Zreszta sasiad to porzadny gosc i z zona bedzie
                    do grobowej deski, a zone tez lubie:).
              • kini Re: no wiec już wiesz że można 05.03.04, 12:01
                Widzę, że naprawdę niedużo ci potrzeba, żeby się dowartościować. Wystarczy, że
                płyn do spryskiwaczy ci się nie rozleje. I jaki się czujesz przy tym męski, mój
                Boże.
                • Gość: Zawodowiec kini powiedz szczerze i nie wstydz sie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 12:07
                  pragniesz mnie?
                  powiedz czy pragniesz od momętu w ktorym zobaczyłas moje zdjecie?
                  • bor.sook Re: kini powiedz szczerze i nie wstydz sie 05.03.04, 12:29
                    ach ty "momęcie" nieszczęsny...
                    • Gość: pani mechanik zawodowiec po prostu jst mechanikiem samochodowym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 12:53
                      i rozpaczliwie boi sie utraty pracy... jak rowniez autorytetu, no bo zna sie
                      tylko na samochodach...
                      biedny zawodowiec...
                      • miriammiriam tolerancja dla nieokrzesania 05.03.04, 13:36
                        chamstwu trzeba sie przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom

                        przypomniało mi się, kiedy pewnego razu na studiach przyszedł do nas taki jeden
                        nowy na piąty rok. nie ważne jak do tego doszło, ale powierzono mu prowadzenie
                        jednych zajęć, on właśnie na owych zajęciach zrobił mi awanturę. kolo nie
                        skończył tych studiów....nawet się na mnie nie gniewa, że mu nagrabiłam.

                        moja osobista tolerancja na krzyki i wyzwiska wynosi 00,00 co jest powszechnie
                        wiadome. nie jest to tylko moje dziwactwo, bo znam więcej takich ludzi. kiedyś
                        pracowałam w firmie, w której szef bezwzględnie wymagał opanowania, nie było
                        mowy, aby ktokolwiek podniósł głos, bo pewnie z miejsca musiałby spakować swoje
                        manatki. szef też się nie darł - jeśli chcesz wymagać od innych misisz zacząć
                        od siebie.
                  • reniatoja uhahaha, Leon no nie moge. 05.03.04, 13:49
                    Czy uwazasz, ze wszyscy Ciebie pragna, przyjacielu? Czy moze osoba, ktora
                    najbardziej Ciebie pragnie jestes po prostu Ty sam i nie przejdzie Ci przez
                    mysl, nie pojmiesz, ze inni (czyt. normalni) tak nie maja? Uczepiles sie tego
                    pragnienia jak nie przymierzajac rzep ogona :))))))
                    • Gość: Zawodowiec renia powiem tak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 15:15
                      znam swoją wartośc i wiem ze podobam sie 96.4% kobiet w przedziale wiekowym 18-
                      50 lat
                      poprostu dziewczeta/kobiety wstydzą sie powiedziec ze by bardzo chciały ze mną
                      poniewaz je oniesmielam

                      a ty renia pragniesz mnie?
    • Gość: Mrufka. Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 05.03.04, 15:35
      E tam, to jeszcze nic Default. Mysmy sie z mezem kiedys poklocili na smierc i
      zycie o kolor skarpetek dla naszej 8-miesiecznej wowoczas coreczki :)
    • Gość: Ethlinn apropos rzucania rzeczami IP: *.cbgnet.pl 05.03.04, 17:41
      Mój kiedyś rozwalił o podłogę moją mysz do komputera;-) Jakimś cudem jeszcze
      potem jakoś działała, ale przy kazdej okazji gdy razem ze mna korzystał z
      komputera wypominałam mu to;-) Ale generalnie najczęściej jak jest zły wali
      ręką w ścianę (naprawdę mocno!), a najbardziej śmieszy mnie gdy prawie ze
      zaczyna tupać;-)))) Duże dziecko po prostu... Moja metoda to uświadamianie mu,
      że w takich momentach jest po prostu śmieszny i żałosny. Mam nadzieję że mając
      świadomość tego że robi z siebie głupka będzie to czynił rzadziej;-)
    • facecja Re: kiedy płyn do spryskiwacza staje się powodem 05.03.04, 18:40
      eee tam, to nic strasznego
      moi rodzice kłócą się::
      - gdy mama zapomni zrobić listę zakupów
      - gdy ojciec grzebie się z jakimiś drobnymi naprawami przez tygodnie
      - gdy mam coś zepsuje
      i o inne pierdoły
      i dodam, ze te kłótnie mogą być naprawdę ogniste

      natomiast nie pamiętam, kiedy kłócili się o coś poważnego
      i tak sobie już żyją 29 lat

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka