mam_pokrecony_mozg
19.07.10, 12:02
byla 2 randka, a raczej 2 podejscie po nieudanej probie przed 9 miesiacami,
gdzie wyjechalismy w grupie do Wroclawia...kto to sie poznaje na pierwszej
randce w grupie?!.....eh...
pojechalam na szkolenia do Berlina, przyjechal chetnie w piatek, chcialam go
zobaczyc,zmienil sie, zadbal o siebie, widzialam w nim jakas radosc wreszcie!w
ciezkiej bywal depresji....
Juz wtedy wiedzialam ze facet jest wart grzechu, ze charakter ma dobry choc
bardzo trudny.
Oboje na emigracji, troche los przymusil troche z wyboru, tak sie meczymy
mieszkajac od siebie 450 kilometrow....ja mam troche lepiej, mam duzo
znajomych, mieszkam dluzej, on goral, teskni smiertelnie, dopiero 3 lata
siedzi w bylym NRD, w malej pipidowie.....Wiem ze chce rodzine, bo rodzinny
bardzo, rozerwany emocjonalnie werbuje sie w Polsce i w Wiedniu, ale jakos los
mu pokazuje ze nie chlopie, nie tedy droga....
no i spotkalismy sie, czule dobre oczy, misiowata dziecieca twarz i moje
drobne cialo, nie moglam sie od niego odkleic, pilnowalam zeby zrozumial ze mu
na nim zalezy, ale ze go nie uwiazuje, ze musi sam zrozumiec czego chce i
gdzie chce.Nie dalismy po sobie nic poznac, ot zwykla przyjazn..
Do lozka z nim nie pojde bo to zobowiazuje, zrodza sie uczucia i ja tu uschne
jak kwiat bez wody.....wiec rozmawialismy oczami, dajac sobie do zrozumienia
ze pragniemy od zycia tego samego,alez jakie to trudne do osiagniecia w tych
okolicznosciach...
Nie mogl sie rozstac, wracal o 2 w nocy do siebie, podwiozl mnie najpierw pod
dom, w ktorym mieszkalam przez tydzien, zrobilo sie nagle zbyt intymnie, on
pilnujacy swoich gotujacych sie emocji na kazdym kroku, zmiekl, sloneczko
powiedzial do mnie......nie wytrzymalam.....wyrwalam sie z objec i ucieklam.....
jestem zupelnie bezsilna, nic nie moge, wszytsko zalezy od niego....
mijamy sie myslami kazdego dnia...
to boli kochani, strasznie boli....