Smutno mi :(((

18.04.04, 23:57
Na ogół nie potrafię się zwierzać z tego, co mnie boli, ale dzisiaj mam
niesamowitą potrzebę wyżalenia się.

Właśnie rozpadł się mój związek. Byliśmy parą ponad trzy lata. Mieliśmy plany
na przyszłość: ślub, dzieci, itd. Ale od pewnego czasu jakoś się nie
układało. Nie mieszkamy niestety w tym samym mieście, więc widywaliśmy się 2,
3, 4 razy w tygodniu a w ostatnich miesiącach nawet raz w tygodniu,w
zależności od zajęć na uczelniach. I od tego czasu w zasadzie zaczęły się
problemy. Oczywiście zdarzało się, że rezygnowaliśmy z zajęć na rzecz
spotkania, ale jak długo tak można???
W zeszłym tygodniu rozmawialiśmy o przyszłości naszego związku i ustaliliśmy,
że nam zależy i będziemy próbować. I nagle dzisiaj w wyniku niwennie
wyglądającej sprzeczki stwierdził, że nie chce mnie więcej ranić (???) i
chyba będzie lepiej jak się rozstaniemy.
I tyle.
Odszedł. Zostałam sama. Nie wiem, może i dobrze się stało. Może faktycznie
nie jesteśmy sobie przeznaczeni... Nie wiem. Trudno mi teraz myśleć takimi
kategoriami. To strasznie boli. Ktoś, kogo mogę nazwać Przyjacielem poradził
mi, żebym nie myślała o tym, co było, a o tym, co będzie. Ale to jest
cholernie trudne. Jeszcze miesiąc temu rozmawialiśmy o NASZEJ przyszłości,
kilka dni temu dostałam od niego maila z wyznaniem miłości a dzisiaj tak po
prostu koniec??? Dlaczego mówił, że kocha, skoro rozważał rozstanie???
Dlaczego powiedział, że mu zależy i zrobi wszystko aby ten związek
przetrwał??? Usłyszałam tylko "Dziękuję za wszystko".
Wiem, że najprościej byłoby jego o to zapytać, ale nie potrafię jeszcze o tym
spokojnie rozmawiać. Nie chcę używać łez jako argumentu. Nie wiem jak sobie z
tym radzić. To śmieszne. Potrafię komuś udzielić rady a nie potrafię pomóc
samej sobie.

Dziękuję, że chciało się Wam to czytać...
Proszę, nie piszcie, że jestem naiwna.
    • mejson.e5 Niecierpliwa 19.04.04, 00:06
      Nie jesteś naiwna, tylko niecierpliwa.
      Jeśli On był Tym-Właśnie-Facetem, to zreflektuje się i wróci.
      Nie napadaj go, niech sam to przemyśli.
      Nie ignoruj go, nie odmawiaj rozmowy czy spotkania ale sama go nie szukaj.

      Jeśli jednak faktycznie się nie obudzi, to trudno - masz jeszcze czas na
      zapisanie nowej karty z kimś innym.

      Kiedyś omal nie popełniłem jego błędu - na szczęście teraz już minęło
      kilkanaście lat odkąd jesteśmy razem.
      Może i Tobie się uda?

      Powodzenia!
      Mejson
      • lena_magda Re: Niecierpliwa 19.04.04, 13:21
        zlote słowa... i mnie dodaly otuchy.
        dziekuje
    • glonik Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 01:15
      Nie będzie Ci łatwo, bo związek zdawał się być trwały. Jakoś tak to widzę, że
      wykorzystał pretekst... Że chyba ktoś inny jest w jego życiu. A ciebie trzymał
      do momentu wyboru w niepewności. Mówię to ze swojego doświadczenia. Ale mogę
      się mylić.

      Dobrze poradził Ci Twój Przyjaciel, co sie miało stać - stało się, ale coś
      stanie się jeszcze. W przyszłości. Wiem, jak źle, bardzo źle się teraz czujesz.
      Musisz to przeżyć, nie uda się zamrozić uczuć. Będzie bolało zawsze, nawet
      wtedy kiedy on zechce wrócić, jak napisał mój przedmówca.

      Nie żałuj sobie łez, odpraw żałobę. Nieprzypadkowo żałobę po najbliższych nosi
      się ponad rok... Żałoba uczuć, przwdziwych uczuć, też trwa tyle. A jesli uda Ci
      się przeżyć tydzień, miesiąc i dalej...zobaczysz, ze istnieją inni mężczyźni,
      inne, ale takie same, uczucia. I miłość...

      Wiem, że trudno Ci w to uwierzyć, ale ona nadejdzie. Trochę spóźniona, trochę
      nie w tym czasie, kiedy byś chciała, ale nadejdzie.

      Bardzo, bardzo Cię serdecznie pozdrawiam.

      PS. Masz mądrego Przyjaciela.
    • maika7 Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 09:54
      Trzyletni związek, radość, że my jedyni na świecie, razem w jednej klasie
      licealnej, razem matura, studia o trochę podobnym profilu. Codzienne spotkania,
      plany na przyszłość: miał być ślub po trzecim roku studiów i ciekawe wspólne
      życie. Na drugim roku powiedział mi "do widzenia". Uczyłam się na nowo
      oddychać.

      Po trzecim roku studiów on żeni się nie ze mną. Ja wychodzę za mąż nie za
      niego. Dziś dziękuję losowi za tamto rozstanie i spotkanie z innym mężczyzną.

      Trudno coś poradzić. Przyjaciel ma racje - skup się na przyszłości, ale i na
      teraźniejszości. I Glonik ma racje, jesli to faktycznie rozstanie - daj sobie
      czas i przyzwolenie na przezycie żalu i bólu. I Mejson ma rację, czasem czas
      osobno jest potrzebny, żeby zobaczyć czy faktycznie chce się czy nie chce być
      razem - nie zamykaj się na rozmowy. Od siebie dodam jeszcze, że tamto rozstanie
      pozwoliło mi na bardzo wyraźne odnalezienie samej siebie w sobie.

      Pozdrawiam serdecznie
      M.
      • buffetka Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 10:04
        Hmmm... tak to czytam i mi się smutno zrobiło, bo u mnie powoli zaczyna być tak
        jak jest opisane. Kiedyś codziennie się widzieliśmy i tylko o to chodziło - o
        bycie razem. Teraz jest coraz rzadziej... zaczynamy się kłócić i nie wiem co
        się dzieje. Ja myślę, że to kryzys, który minie, ale jeśli nie minie i
        przyjdzie czas, że się rozstaniemy, to wiem już, że wejdę tu i poczytam sobie
        jeszcze raz. Myśl, że coś przytrafia się nie tylko nam, ale i innym ludziom -
        pomaga...
        A poradzić niestety nic nie umiem. Chyba jedynie się dołączę do tego, że nie
        należy patrzeć w przeszłość. Tylko żyć chwilą i emocjami teraz.
        mi, kiedy jest smutno i źle, robię coś wbrew sobie, na co normalnie bym się nie
        zdobyła. Spróbuj. Odrobina szaleństwa może być miłą odskocznią.
        • julia001 Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 10:52
          Dziękuję Wam serdecznie za ciepłe słowa. Wprawdzie ciężko jest mi powiedzieć,
          że wszystko jest w porządku, ale Wasze słowa podniosły mnie na duchu.

          Nie wiem, czy wróci. Nie chcę sobie robić nadzieji. Co ma być, to będzie. Też
          mam wrażenie, że wykorzystał pretekst żeby odejść, że jest jakiś inny powód...
          Czy ma kogoś??? Raczej bym go o to nie podejrzewała... ale stuprocentowej
          pewności przecież nie mam.
          Najbardziej chyba boli to, że do samego końca przekonywał mnie o swojej
          miłości. Czuję się w pewnym sensie oszukana, bo skoro kocha, to dlaczego
          odchodzi???
          Chyba teraz najlepszym wyjściem będzie rzucenie się w wir obowiązków,
          wypełnienie każdej chwili, żeby tylko przestać o tym myśleć.

          Buffetko!!! Jeszcze nie wszystko stracone!!! Może jeszcze się wszystko poukłada
          między Wami, czego z całego serca Ci życzę.

          Jeszcze raz Wam dziękuję.


          • noelka28 Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 11:37
            julio, ja wczoraj usłyszałam to co Ty, i też się na to nie zapowiadało, nie
            jest mi łatwo, ale wiesz co, najlepszym remedium an takie boleści są
            przyjaciele, ja wczoraj z nimi spędziłam cały wieczór, przez telefon pogadałam
            z godzinkę i jest mi o wiele , wiele lepiej

            poza tym wierzę w to co ostatnio przeczytałam w książce "Za moje dziecko", że
            miłośc jest jak autobus, możesz być pewny ze za pięć minut nadjedzie kolejny...

            czego nam obu zyczę
            pozdrawiam :))
          • vaporetto Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 11:43
            Sama kiedyś zrobiłam to,co Twój mężczyzna, i to w bardzo podobnych
            okolicznościach. Nigdy w życiu nikomu się do tego nie przyznałam, a już
            zwłaszcza nie swojej Drugiej Połowie, ale zrobiłam to tylko po to,żeby ...Go
            sprawdzić. Sytuacja była ciężka, nie układało nam się ( byliśmy już razem
            jakieś dwa lata) i chciałam zwyczajnie, prymitywnie przekonać się, jak
            zareaguje i ile dla Niego znaczę. Meritum tego, co chcę Ci powiedzieć jest
            takie,że może Twój chłopak też ( w niewybaczalnie durny sposób, ale jednak)
            testuje Waszą więź ? Nie dam sobie ręki uciąć,że mam rację,ale wydaje mi się,że
            chodzi mu raczej o pewność Twojego uczucia i Twoją uwagę ( zwłaszcza w
            okolicznościach takiego oddalenia),a nie o prawdziwe rozstanie. Wydaje mi
            się,że tym bardziej ta interpretacja ma sens ,jeżeli jeszcze kilka dni
            wcześniej nic nie wskazywało na taki rozwój sytuacji. Oczywiście,że nic na
            siłę,ale może warto z nim porozmawiać, poznać prawdę ?
            Trzymaj się, i przepraszam,że tak się rozpisałam.
            • Gość: aldonka Re: Smutno mi :((( IP: *.bredband.comhem.se 19.04.04, 12:28
              Przezylam cos podobnego, pretekstem bylo , ze wyjechalam na tydzien, gdy
              wrocilam mial juz nowa dziewczyne...mowil, ze dlatego ze wyjechalam bez niego
              do rodzicow, fajne, nie?
              Dziewczyne mial juz od pewnego czasu za moimi plecami. W dniu wyjazdu tez mnie
              calowal i planowalismy na Sylwestra, tez mi mowil , ze mnie kocha...
              To co przezylam nie da sie opisac, ale teraz zaczynam patrzec na swiat od nowa
              i wzmocnilo mnie to, odnalazlam siebie i byc moze stracilam wiele z mojej
              dawnej niewinnosci , ale to chyba lepiej, mocniej stoje na ziemi obiema nogami.
            • Gość: aldonka Re: Smutno mi :((( IP: *.bredband.comhem.se 19.04.04, 12:31
              Nie podoba mi sie twoja manipulacja, brzydze sie tego rodzaju sztuczkami, nie
              chcialabym miec mezczyzny ktory dopuszcza sie takich chwytow , aby mnie
              sprawdzic, potworne!
              • Gość: aldonka Re: Smutno mi :((( IP: *.bredband.comhem.se 19.04.04, 12:32
                To powyzej bylo do VAPORETTO
                • Gość: xyz Re: Smutno mi :((( IP: 80.48.238.* 19.04.04, 12:50
                  Strasznie trudno zyc po rozstaniu bedac w zwiazku tak dlugo. Im dluzej i im
                  wiecej sie razem robilo, tym trudniej. Dla mnie teraz zawalilby sie grunt pod
                  nogami, chociaz mialam takie mysli, zeby odejsc, bo mamy duzy kryzys. Boje sie
                  tego kroku jednak, boje sie, ze strasznie bym zalowala, a nawet gdyby on
                  zechcial wrocic, to nie byloby tak samo - nie ufalibysmy sobie juz tak. Boje
                  sie, ze zostane sama, ze nie znajde juz kogos, z kim czulabym sie lepiej niz z
                  nim. Ze my juz mamy swoje przyzwyczajenia, ze ulozylismy sobie juz troche zycie
                  po swojemu i nie umialabym sie dostosowac do kogos innego. Ten strach jest
                  chyba najciezszy.
    • tribeca Re: Smutno mi :((( 19.04.04, 14:41
      julia, absolutnie nie jesteś naiwna! skoro byliście razem trochę czasu, to jak
      najbardziej mogłas wierzyć kiedy mówił, że Cie kocha. Sama kilka miesięcy temu
      przetrwałam jakoś rozstanie - było bajecznie, były plany na przyszłość i nagły
      koniec. Ciagle jakoś nie mogę się z tym do końca pogodzić, choć wiem, że tak
      jest lepiej. Nie da się szybko zapomnieć, na pewno będziesz cierpiała, ale
      kiedyś to minie. Wiem, że piszę banały, ale tak jest. A kiedy poczytasz forum,
      zobaczysz, ile jest takich historii... Mnie sie wydawalo, że nasz związek był
      takie wyjątkowy, a po przeczytaniu historii innych dziewczyn stwierdziłam, że
      skończył sie tak samo banalnie, jak miliony innych - historia jakich wiele.
      Jestem dojrzalsza o parę doświadczeń i czekam na kolejne uczucie. U Ciebie też
      to przyjdzie z czasem.
    • Gość: nebbia Re: Smutno mi :((( IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 19.04.04, 17:36
      może to tylko chwilowy kryzys, zmęczenie rozłąką. przeżyłam rozstanie, po 6
      latach razem, fatalny numer, odszedł do innej. Jest mi nadal ciężko, i pomimo
      że ktoś tam się pojawił nie czuję tego drżenia serca. ale już wiem, że nigdy
      nie zakocham się, tak jak kiedyś. nie chcę, bo rozstanie za bardzo później
      boli.
    • julia001 Dziękuję Wam 20.04.04, 08:45
    • kocioo Re: Smutno mi :((( 20.04.04, 12:29
      mój sie wyprowadził wczoraj:((wiesz co czuje taki smutek ze umrzec mam ochote,
      ale wysłałm mu dzis maila i napisałam wszystko co czuje, moze wroci:)wiem ze
      mnie kocha, ale z a duzo mu za skóre zaszłam, sama spierd.... ten zwiazek i
      musze zyc z tym poczuciem to dopiero dół, pragne by wybaczył mi i zaufł raz
      jeszcze(nie zdradziłam byłam za bardzo zadrosna ograniczała itd)ale jestem
      poprostu głupia a teraz czekam ...moze
    • katka16 Re: Smutno mi :((( 20.04.04, 12:59
      Mnie też smutno :(( Zostawił mnie po 4,5 bycia razem, wspólnego mieszkania i
      planów. Minęło 7 tygodni... a ja cały czas nie mogę przestać myśleć...Liczę, że
      może wszystko przemyśli i wróci. Strasznie ciężko jest...
      • Gość: kocioo Re: Smutno mi :((( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.04, 13:34
        oj boli jak cholera, ale ja tez ufam, że przemysli i wróci wszak kocha i
        powienien wrócić aby przekonac sie ze warto być razem

        pzdr i powodzenia

        ja czekam:)
    • julia001 Re: Smutno mi :((( 20.04.04, 18:19
      A więc nie jestem sama... Czyżby jakaś plaga nastała??? Bardzo pomogli mi
      dzisiaj moi znajomi. Pomogli mi przynajmniej na chwilę o tym zapomnieć. Boli
      nadal, ale wierzę że będzie dobrze. Cokolwiek się stanie. Trzymajcie się
      dziewczyny!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja