Gość: Juliusz S.
IP: *.50.classcom.pl
24.02.11, 02:03
Nazywam się Juliusz i jestem poetą, od zawsze marzyłem o tym, że moja poezja zjadaczy chleba w aniołów przemieni. Od zawsze byłem blisko ludzi, żyłem z nimi i cierpiałem z nimi. Ale moja ojczyzna jest pawiem narodów i papugą, takich ludzi jak ja nie ceni się. Wszyscy mówią tylko o moim koledze, Adamie, także poecie, nazywają go ojcem, wieszczem. Adaś jest strasznym pozerem, kiedy ostatnio Maryla, jego dziewczyna, rzuciła go za namową rodziny dla zamożniejszego, poszedł z tym do "Faktu" i "Uwagi", jednym słowem sprzedał swoje uczucia za pieniądze! Adam to straszny chałturnik, Rubik polskiej poezji, Doda polskiej kultury, ostatnio w programie u Wojewódzkiego powiedział, że chce, aby jego książki trafiły pod strechy. Jest tak pewny siebie, że go to kiedyś zgubi.
Mamusia mówi mi, żebym się nie martwił, tylko dalej pisał wiersze i obiecuje mi, że załatwi dla mnie 10 minut w programie Interwencja. Co mam robić? Jam jest posąg człowieka na posągu świata, czy występ w telewizji nie sprawi, że, jak mówił znajomy menel, ideał sięgnie bruku? Pomóżcie mi! Boję się, że nie zostawię tu żadnego dziedzica ani dla lutni, ani dla imienia!