estrakt
27.02.11, 15:08
Podobno seks to odzwierciedlenie relacji w związku. Jeżeli są marne to seks też.
Faktycznie, u nas nie jest idealnie, ale bez przesady, nie na tyle źle by seks był taki jak jest teraz. To znaczy prawie go nie ma.
Charakterystyka mojego faceta - absolutnie nie pies na baby, stateczny, ułożony, domownik, leniwy, lubi zalegać przed telewizorem. Czyli plusy i minusy - standard.
Mieszkamy od roku, parą jesteśmy 1,5. Seks zdarza się raz na trzy tygodnie, czasami dwa. Faktycznie, jest stres, praca, monotonia. Nie ma namiętności prawie w ogóle. Pierwszy raz mi się to zdarza. Poprzedni faceci napadali na mnie czasami w drzwiach, czułam, że mają ochotę mnie niemalże zjeść. A tutaj.. No cóż.. Tutaj czuję się jak żona po 40 latach małżeństwa. Gdy chodzę ubrana "normalnie", to zarzuca, że nie ma seksu, bo jestem aseksualna. Jak założę coś seksi, to mówi, że czuje się zagrożony, nagabywany, zmuszany, bo oznacza, że chcę od niego seksu. A jak ja chcę, to jemu od razu przechodzi ochota.
Seks jest wówczas, gdy wyraźnie widać, że ja nie mam ochoty. Bo przecież dopiero wtedy może zdobywać..
Kolejny powód, dlaczego nie ma seksu - bo jego męczy gra wstępna.. Jego idealną grą wstępną jest teks "No to robimy ten seks?". Każda inna czynność jest niepotrzebna, zbędna, niektóre wręcz są odrażające. Podobno mam niewyobrażalne wymagania. Te inne czynności zawierają się w: pocałunkach, pieszczotach, seksie oralnym, mówieniu sobie czułych słówek lub brzydkich ;) Nie dam sobie wmówić, że jestem zbyt wymagająca, bo wymienione przed chwilą czynności są normalnym elementem seksu.
Natomiast ma dosyć często przebłyski, że z tym seksem jest coś mocno nie tak, ale on nie wie co ma zrobić, żeby było dobrze. No ja też niestety nie wiem..
Miałyście/mieliście takie problemy? Da się coś z tym zrobić?