krowka.bordo
24.03.11, 19:53
Prawiem się pokłóciła z koleżanką o gościa: czy jest bucem, czy nie.
Udałam się do pubu z poznanym w necie mężczyzną. Na randce było tak:
On: na co masz ochotę?
Ja: poproszę piwo, zapłacę za siebie.
On: idzie do baru, zamawia trunki.
po jakimś czasie
on: co pijesz?
ja: drugie piwo; jak ustaliliśmy, płacę za siebie
on: idzie, przynosi napoje
Spotkanie się kończy, ja zakładając płaszcz nawiązuję subtelnie do rozdzielności rachunku, słowami: to płaciMY i wychodzimy.
Podchodzimy oboje do baru, pytam barmana, ile płacę za 2 piwa, barman podaje kwotę, ja podaję banknot.
a mój towarzysz mężnie zasłania mnie swym ciałem, stając na linii wzroku barman-ja i oznajmia : ja płacę za wszystko
zbiło mnie to z tropu, ale pytam grzecznie: jak to?
i słyszę; "nie będziemy o tym teraz rozmawiać". Zatkało mnie i pozwoliłam, aby zapłacił. Odzyskałam mowę dopiero na ulicy, gdzie oddałam mu pieniądze i oddaliłam się. Próbowałam jeszcze zapytać, co go skłoniło do takiego zachowania, ale nie rozumiał, o co mi chodzi.
Powiedzcie dziewczęta, czy któraś z Was nie odbiera takiego zachowania jak totalnego bucowstwa? Moja kumpela nie widzi problemu, nie widzi powodów, aby kobieta czuła dyskomfort w opisanej sytuacji. Wg niej przesadzam i czepiam się kolesia, który chciał postawić mi piwo.. może mam problem z oceną rzeczywistości?