do kociar

29.03.11, 21:30
Dziewczyny, chciałabym przygarnąć kociaka, myślę o tym już od dłuższego czasu. Wreszcie przyszedł na to dobry moment. Mój znajomy ma do oddania kociaka (kocura), ma 1,5 roku (kot, nie znajomy :P), jest niekastrowany. Stąd moje pytanie. Boję się, że nowy dom i kastracja to będzie dla niego za dużo stresu jak na jeden raz. Ale z drugiej strony, boje się, że będzie mi znaczył teren, a tym samym zaczadzi mi mieszkanie. Jakie macie doświadczenie?

Z góry dzięki za porady.
    • minasz Re: do kociar 29.03.11, 21:39
      jak mozna faceta kastrowac??????????
      to barbazynstwo
      wiesz jak sie psychika takiego kota zmienia to juz nie ten sam kot - odwal sie od niego i sama sobie wytnij łechtaczke
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: do kociar 30.03.11, 00:32
        No ale przecież kotu się fiuta nie wycina, tylko podcina jajowody, żeby był bezpłodny. A ru.chać i tak może. Mój se lubi poszaleć ze skarpetą;>
        • alpepe Re: do kociar 30.03.11, 10:25
          kot hermafrodyta?
        • mahadeva Re: do kociar 30.03.11, 14:13
          ... chyba wycina jadra...
          a ru.hac sie mu chce, poki ma te jadra - bez nich ru.hac nie bedzie...
      • erillzw Re: do kociar 30.03.11, 20:58
        Pier*** jak potluczony. Nic sie nie zmienia w kociej psychice po takim zbiegu. Za to zmiejsza sie ilosc topionych kociat w rzekach.
    • bambonierka Re: do kociar 29.03.11, 21:41
      Bierz i kastruj. Większy będzie miał szok jak nagle wyląduje na ulicy. Kastracja, szczególnie w przypadku kocura, to nie takie znowu halo. Mój na drugi dzień już nic nie pamiętał, choć przyznam miałam obawy, że może mi tego nie wybaczyć.
      • self-inflicted Re: do kociar 29.03.11, 21:43
        oka, dzięki za dobre wieści ;-)
      • minasz Re: do kociar 29.03.11, 21:49
        a ty sobie obciełas łechtaczke?
        • self-inflicted Re: do kociar 29.03.11, 21:54
          tak, ponieważ mam gorące postanowienie nie uprawiania seksu do końca życia
        • bambonierka Re: do kociar 29.03.11, 22:00
          Podam prosty przykład. Na tobie ktoś przeprowadził lobotomię i też nie zauważyłeś. A mózg to trochę poważniejsza sprawa niż kocie jajka. Co ma łechtaczka do jąder? Nie uważało się na biologii?
          • minasz Re: do kociar 29.03.11, 22:33
            co ma do jader???
            oba zabiegi mozna przeprowadzic bez rozcinania brzucha, do jajników trzeba sie jakos dostac
            po za tym orgazmu nie bedziesz miała pewnie bez łechtaczki a bez jader kotu srednio bedzie sie chciało dymac utyje i bedzie szczał
            • bambonierka Re: do kociar 29.03.11, 23:30
              "Łechtaczka jest narządem homologicznym z męskim prąciem i podobnie jak w prąciu wyróżnia się w niej żołądź i ciała jamiste". Gdzie tu jajca? Chyba nie rozumiesz na czym polega kastracja.
              • minasz [...] 30.03.11, 10:38
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • erillzw Re: do kociar 30.03.11, 21:05
              O czym Ty bredzisz?! Zabieg kocura bardziej przypomina zabieg laparoskopowy, to kotka ma gorzej bo ma regularne wyciananie wszystko i tydzien jest nie do zycia.
              Poza tym koty nie odczuwaja przyjemnosci z kopulacji. Doedukuj sie.
              I lecz swoich kompleksow w temacie o kotach bo to zalosne.
      • alajna85 Re: do kociar 29.03.11, 22:05
        Mój też niczego nie pamiętał już na drugi dzień. Mój kocur jest podwórkowy, jedyne, co się u niego zmieniło, to to, że bardziej się łasi. Poluje jak zawsze, wędruje jak zawsze, choć trzyma się bliżej domu (z tego akurat się cieszę:)).
      • rannie.kirsted Re: do kociar 29.03.11, 23:28
        statichg.demotywatory.pl/uploads/1246723765_by_Cieniu__500.jpg
    • lotka.zet Re: do kociar 29.03.11, 21:43
      Ja wzielam kota z domu tymczasowego po sterylizacji. Stres ? Obawiam się, że w tym wieku trudno będzie Ci coś zmienić w wychowaniu kocura. Ja wzięłam 7miesięczną kotę i już trudno było mi zmienić jej nawyki. Ale, ale... podobno ty my mieszkamy u kota a nie odwrotnie ;)
      Dużo pracowałam nad tym, aby dała się nosić na rękach i wchodziła na kolana. Do głaskania zawsze była pierwsza. Udało się. Mam super ciekawską, wszędziebylską i namolną kotę :)
      pozdr
    • hejterzyna jak lubisz smrod kociego moczu to bierz 29.03.11, 21:46
      [']
      • self-inflicted Re: jak lubisz smrod kociego moczu to bierz 29.03.11, 21:53
        no właśnie tego boję się najbardziej, bo mieszkanie nie jest moje :(
        • rusa2002 Re: jak lubisz smrod kociego moczu to bierz 29.03.11, 22:07
          Mocz zdrowego wykastrowanego kota pachnie jak... mocz.
          Dobry żwirek, regularne sprzątanie kuwety i nie ma problemu.

          O wiele bardziej potrafi śmierdzieć kupa, jeśli będziesz karmić marketowym byle czym.
          • self-inflicted Re: jak lubisz smrod kociego moczu to bierz 29.03.11, 22:15
            dzięki! :-)
        • kadanka Re: jak lubisz smrod kociego moczu to bierz 29.03.11, 23:52
          mocz doroslego niewykastrowanego kocura smierdzi straszliwie. mocz wykastrowanego - wcale.
    • zamysleniee Re: do kociar 29.03.11, 21:50
      Jeżeli nie masz zamiaru organizowania mu "randek" i rozmnażania się gatunku, to spokojnie poddaj go kastracji. Oszczędzisz mu, tęsknotę za jakąś kotką, poza tym uporządkujesz mu układ hormonalny, który inaczej,, co jakiś czas by się odezwał (taka natura).
      • rannie.kirsted Re: do kociar 29.03.11, 23:39
        ciekawa sprawa bo niby ten testosteron jest wytwarzany tylko w jadrach a jednak kastracja nie zawsze na 100% usuwa kocurzą tesknote za kotkami. kot mojej kolezanki, mimo ze wykastrowany 2 lata temu, w marcu wariuje. ociera sie, jest nerwowy, chudnie, miauczy jak wsciekly czatuje przy drzwiach do mieszkania zeby tylko dac dyla. a jest wykastrowany!
        • mahadeva Re: do kociar 30.03.11, 14:14
          moje 2 koty sie tak zachowuja przez caly rok :)
    • rusa2002 Re: do kociar 29.03.11, 22:05
      Kastracja trwa kilka minut. Narkoza nie musi być głęboka, bo kocur ma się tylko przez chwilę nie ruszać. Po kilku godzinach on już nie pamięta zabiegu.
      Musisz tylko uwzględnić to, że hormony męskie w organizmie kota będą się utrzymywać jeszcze ok. 4 tygodni, co oznacza w praktyce, że mocz jeszcze przez ten czas będzie miał kocurzy zapach (coraz słabszy wraz ze spadkiem poziomu hormonów).
      Jeśli tylko kocur jest zdrowy to tnij i się nie przejmuj.
      Oczywiście biorąc kota pamiętaj, by zabrać również jego książeczkę zdrowia i sprawdź, czy ma aktualne szczepienia i odrobaczenia.
      Dobrym nawykiem jest wizyta u weterynarza z nowym zwierzakiem, by mieć pewność, że przejmujemy zdrowe zwierzę. Jeśli to kot od znajomych i masz pewność, że jest pod stałą opieką weta, to nie musisz tego robić. Możesz za to zapisać sobie namiary na gabinet, bo tam będą mieli całą historię profilaktyki i leczenia zwierzaka.
    • tygrysio_misio Re: do kociar 29.03.11, 22:15
      Miałam samczyka niekastrowanego, ale byl wychodzacy

      powiem Ci to tak: samiec z jajami odczuwa gleboka potrzebe szlajania sie przez 2/3 roku i posiadania terenu..

      moj samczyk w swoja pierwsza zime poczul zew nautury.. i przeszlo mu dopiero 1,5 roku pozniej

      to tak jak z ludzmi... taki szal hormonow przy dojrzewaniu i pierwszych wytryskach nocnych ;]

      przez ten czas probowal cos obsikiwac w domu, ale byl za to nagradzany reprymenda (a byl z tych madrych i niezlosliwych kotow co to szybko sie ucza, ze czegos nie wolno)... nie musial robic tego czesto, bo przeiez calymi dniami i nocami zaznaczal teren na podworku

      musze przyznac, ze byl cudowny... moze nie wchodzil ze mna w tak bliskie relacje jak nasz kotka (2/3 roku do domu przychodzil zeby zjesc i sie z godzinke zdrzemnac, 1/3 roku jadl i spal), ale bylo cos niesamowicie urokliwego w tej jego samczosci... no i niesamowicie mocno mi ufal i cieszyl sie jak tylko wyczul moja obecnosc (potrafilam przez 2 godziny w lozku lezec nieruchomo, zeby sobie zasnal w spokoju, bo kazde moje poruszenie to bylo mruczenie i nadstawienia glowki do drapnia)

      ciesz sie, ze miala wlasnie takiego samczego samczyka... ze byl jaki byl... ze nie byl wykastrowana memłą

      ale jesli Twoj kociak nie bedzie wychodzil na dwor to musisz go wykastrowac.. i to lepiej przed przyjsciem do nowego domu
      • notoja11 Re: do kociar 30.03.11, 17:37
        wzburzył mnie Twój post:/

        kastrowanie wychodzącego kota jest tak samo ważne jak niewychodzącego, a może nawet jeszcze ważniejsze. nie obchodzi Cię, że Twój kotek może jednej wiosny naprodukować 50 nowych żyć (które następnej wiosny rozrosną się w populację 250 kotów, o ile wcześniej nie zginą z głodu)??? czy jesteś z tych, co to uważają, że to kobieta powinna zająć się antykoncepcją i zrzucasz winę na nieodpowiedzialne kotki?? hę? jakbyś miała kotkę, też byś ją wolno puszczała bez sterylizacji?

        PS mój kot jest dwa lata po kastracji i jakoś nie stał się memłą, pozostał "łowczym" kotem, ale przestał być kłopotliwy i będzie żył kilka lat dłużej
    • vandikia Re: do kociar 29.03.11, 22:32
      mi wet mówił, że kastracja powinna się odbywać zaraz po tym jak kto dojrzeje, później może nie zdać egzaminu, to znaczy może wciąż znaczyć teren, możesz nie wytrzymać w domu z tym zapachem
      1,5 r hm trochę za późno na kastrację, ja swojego kastrowałam jak miał 7 miesięcy
      • lacido Re: do kociar 29.03.11, 23:35
        e no co Ty, kot moich rodziców ma z 10 lat, niedawno go wykastrowali, nie leje i ma się dobrze :)
      • rannie.kirsted Re: do kociar 29.03.11, 23:37
        moze jest kilka szkol. mnie dwoch weterynarzy mowili ze z kocurem nalezy poczekac az skonczy rok, i wtedy dopiero kastrowac. nie wiem jak jest ze sterylizowaniem kotek.
      • erillzw Re: do kociar 30.03.11, 21:03
        Ja kastrowałam kocura po prawie dwóch latach. Przestał znaczyć teren, nie bylo z nim od tego czasu zadnych problemow natury smierdzaco-kocurzej :)
    • niefrasobliwa Re: do kociar 29.03.11, 22:56
      A wypowiedziałam się jako "kociara", a nie jestem. Nigdy nie miałam kota :]
    • beataj1 Re: do kociar 29.03.11, 23:04
      We wrześniu adoptowałam dwuletniego kota. Kot rasowy i rozpłodowy (w sensie napewno zaznał tego sportu).
      Wykastrowałam go na druga dobę po przywiezieniu do naszego domu. Pytałam się weta czy to nie będzie za duży szok dla kota - zmiana otoczenia + nowe koty z którymi musiał sie poznać.
      Kastrowałam go właśnie ze strachu przed znaczeniem terenu a dodatkowo kot ten przed kastrowaniem miał na siersci ten specyficzny zapach dorosłego kocura (a to duży kot jest bo to Maine Coon).

      Kot przyjął kastracje z filozoficznym spokojem. Ani razu nie zdarzyło mu sie zlać poza kuwetą czy też zaznaczyć otoczenie. Ten specyficzny zapaszek zniknął całkowicie jakoś po 3 tygodniach.

      Także moja rada sprawdzona empirycznie - kastruj od razu. A potem możecie zacząć sie poznawać. Tym bardziej że kot po kastracji w pełni dochodzi do siebie po tygodniu a na dobrą sprawę juz na drugi dzień lata jakby nic sie nie wydarzyło.
    • mrs.solis Re: do kociar 30.03.11, 01:34
      Lepiej zrob rozeznanie czy on juz nie zaczal znaczyc terenu,bo w tym wieku to juz chyba osiagnal dojrzalosc plciowa. Kastracja moze nie zlikwidowac wyuczonego nawyku znaczenia terenu. Z tego co wiem to koty kastruje sie troche wczesniej. Moj byl kastrowany w wieku chyba 8 m-cy i nigdy nie znaczyl teretnu choc zdarzylo mu sie najnormalniej w swiecie wylac gdzie popadnie. Jesli chodzi o likwidacje zapachow znakomicie zdaje egzamin spray do tego przeznaczony,ktory mozna kupic w kazdym sklepie zoologicznym. Sprobowalam go uzyc kiedy corka zwymiotowala mi na poduszki i znakomicie poradzil sobie rowniez i z tym zapaszkiem.
      • po_primo_balerina Re: do kociar 30.03.11, 10:14
        Posiadamy kocura, który był kastrowany w okolicy 1 roku. Oprócz tego, że walczył długo po zabiegu z narkozą (chodził biedak jak pijany), to po praru dniach był już znów zupełnie zadowolonym z życia kotem. Nie znaczy terenu i nie odczuwa żadnych ciągot seksualnych, co swoją drogą sprawia, że jest mi żal naszej niewysterylizowanej kotki, która ociera się o niego co jakiś czas, czego on nie rozumie ;)
        • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 10:26
          po_primo_balerina napisała:

          > [...[ jest mi żal naszej niewy
          > sterylizowanej kotki, która ociera się o niego co jakiś czas, czego on nie rozu
          > mie ;)

          A są jakieś przeciwwskazania żeby ją wysterylizować?
          • po_primo_balerina Re: do kociar 30.03.11, 12:21
            Nie ma żadnych, dlatego jest już umówiona na termin.

            Zastanawia mnie jedna kwestia, mianowicie, czy kotka męczy się w czasie trwania ruji? Podczas wizyty u weterynarza stwierdził on, że męczą się jedynie właściciele...
            • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 12:47
              po_primo_balerina napisała:

              > Nie ma żadnych, dlatego jest już umówiona na termin.

              Super :).


              > Zastanawia mnie jedna kwestia, mianowicie, czy kotka męczy się w czasie trwania
              > ruji?

              Hmm... A Ty się nie męczysz jak bardzo, bardzo Ci się chce, a nie ma gdzie, nie ma z kim? Ja tak :).
              Ludzie to może nie, ale kotki przestają jeść, przestają pić, chudną, mało śpią... No na zdrowie im to nie idzie ;).


              Podczas wizyty u weterynarza stwierdził on, że męczą się jedynie właścic
              > iele...

              Nie jedynie, ale również :).
              • tygrysio_misio Re: do kociar 30.03.11, 12:59
                mam wlasnie mloda kotke juz po 3 rui... nie wiem kiedy sie urodzila, dlatego wiek okreslam na chybil-trafil.. ale wydaje mi sie, ze ma z 8miesiecy, tylko ze to by oznaczalo,ze pierwsza ruje miala w 5,5 miesiacu zycia... malo prawdopodobne, choc te ruje jakies takie niepelne (w poprownaniu do moich wczesniejszych kotek)

                tak czy siak... wydaje mi sie, ze jej jest dobrze.. taka bloga mine ma jak ja glaszcze.. a jak podrapie ja przy ogonie to jej tylek wypiety jest az pod sufit ;]

                jedyne co wydaje sie dla niej meczace to ciagle kombinowanie jak zwiac z domu mimo, ze normalnie nie chce wychdzic (na razie prowadzana jest tylko na smyczy)

                mecze sie ja (choc juz troche przywyklam)... dlatego zaczynam myslec o jakiejs antykoncepcji.. juz jest podrosnieta troche, wiec odchodza obawy, ze zrobie hormonalna krzywde nierowninietemu w pelni koto-dzieciakowi
                • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 13:33
                  tygrysio_misio napisała:

                  > mam wlasnie mloda kotke juz po 3 rui... nie wiem kiedy sie urodzila, dlatego wi
                  > ek okreslam na chybil-trafil.. ale wydaje mi sie, ze ma z 8miesiecy, tylko ze t
                  > o by oznaczalo,ze pierwsza ruje miala w 5,5 miesiacu zycia... malo prawdopodob


                  Dlaczego? Typowe, zdarza się często. Jedna moja kotka miała pierwszą ruję w wieku 5 m-cy, druga jak skończyła 6.


                  > tak czy siak... wydaje mi sie, ze jej jest dobrze.. taka bloga mine ma jak ja g
                  > laszcze.. a jak podrapie ja przy ogonie to jej tylek wypiety jest az pod sufit
                  > ;]

                  No, w nadziei, że coś jej wsadzisz.


                  > mecze sie ja (choc juz troche przywyklam)... dlatego zaczynam myslec o jakiejs
                  > antykoncepcji.. juz jest podrosnieta troche, wiec odchodza obawy, ze zrobie hor
                  > monalna krzywde nierowninietemu w pelni koto-dzieciakowi

                  Oczywiście wiesz jakie są skutki uboczne tabletek podawanych kotkom?
                  Słyszałaś o ropomaciczu, raku sutka?
                  Ja nawet widziałam macicę wyciętą kotce, która ledwo przeżyła po takim zakażeniu.

                  Co Cię powstrzymuje przed jej wysterylizowaniem ?
                  • tygrysio_misio Re: do kociar 30.03.11, 13:55
                    zawsze w pewien sposob odnosi sie pewne sprawy do wlasnego doswiadczenia ;] czy to z dziecmi, kotami itpe...

                    ja mialam takie doswiadczenie, ze moje kotki mi miewaly pierwsza ruje w okolicach 9-10 miesiaca i byly wtedy juz wyrosniete (pozniej nabieraly tylko masy)..

                    obecna moje kotka zostala przez nas znaleziona na poczatku grudnia i byla malutka, jeszcze pyszczek miala taki jak male kociaki, stad podejrzewam, ze mila gora 4 miesiace.. pierwsza ruje miala 1,5 miesiaca temu.. pamietam,ze stare kotki od razu mialy zmasowany atak hormonow na mozg, co objawialo sie wydzieraniem sie i charakterystycznym intonowaniem, a ruje trwaly ponad tydzien (tyle, ze ona byly dopadane przez koty)... moje obcena kotka tylko troche pomrukuje, tylko czasem ma napady na nadstawienie tylka, a ruje trwaly 4-5 dni

                    pierwsza moja kotka miala cos nie tak z ciaza.. obumarcie mlodych, zatrucie organizmu...nie dalo sie jej uratowac

                    druga moja kotka urodzila... bylam z niej strasznie dumna.. zostawilismy sobie samczyka.. fantastycznie bylo widziec cich razem, ich wzajemne przywiazanie do siebie itp... moja kotka przy wychowywaniu zmienila sie bardzo i mysle, ze dobrze jej to zrobilo

                    teraz mam kotke, ktore wychodzi na dwor tylko na smyczy.... nie zna jeszcze okolicy, boi sie samochodow i ludzi.. mieszkanie nie jest moje, nie bede mieszkac tu wiecznie, nie jest duze... widze po niej, ze meczy sie tu strasznie... z nudow lazi mi po szafkach, zrzuca wszytsko, ostatnio nawet tapety zrywa (dobrze,ze w piwnicy znalezlismy rolki zapasowe)... w domu rodzinnym zaden z kotow tak mi nie wariowal: emocje i energie zostawialy na zewnatrz

                    z jednej strony widze, ze potrzebuje towarzystwa.. jednak z drugim kotem byloby jej razniej.. z drugiej mam male mieszkanie, teraz nie pracuje i boje sie wziac na siebie kolejna gebe do wykarmienia

                    i miotam sie pomiedzy kilkoma wyjsciami:
                    - dam jej urodzic teraz poki mloda i moze urodzic malo kotkow (kiedys wyczytalam w madrych ksiazkach, ze za młodu kotki najczesciej rodza 2-3, wiec przy szczesciu byloby mniej domow do znalezienia)
                    - poddam ja antykoncepcji hormonalnej i odloze decyzje o nowym kotku na bardziej sprzyjajace okolicznosci mieszkaniowe i finansowe... choc to troche glupie, bo ona teraz potrzebuje drugiego kota poki mloda jest i rozwala ja energia
                    - zrezygnuje z rozmnozenia jej, wysterylizuje i jak cos to wezme biednego kotka z jakiegos towarzystwa przyjaciol zwierzat, albo schroniska.. widzilam juz nawet takie łachudre jak ona (po minie bylo widac, ze zlosliwy rozrabiaka z niego :)

                    nie wiem co wybrac, a za 2,5 tyg szykuje mi sie juz 4 ruja
                    • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 14:31
                      tygrysio_misio napisała:

                      > obecna moje kotka zostala przez nas znaleziona na poczatku grudnia i byla malut
                      > ka, jeszcze pyszczek miala taki jak male kociaki, stad podejrzewam, ze mila gor
                      > a 4 miesiace..

                      Nawet nie wiesz jak się mylić możesz :). Mam taką mini kotkę, a jest mini, bo... kiepski start w zyciu miała, niedożywienie, zarobaczenie sprawiły, że ciało nie rozwinęło się jak powinno. Gdyby nie stan uzębienia, po którym wet stwierdził wiek dałabym jej wtedy gdy ją znalazłam jakieś 3-4 miesiące mniej :).


                      > pierwsza moja kotka miala cos nie tak z ciaza.. obumarcie mlodych, zatrucie org
                      > anizmu...nie dalo sie jej uratowac


                      I mając takie doświadczenia ryzykujesz zdrowie, życie obecnej kotki?? No proszę Cię...
                      Koty to nie ludzie, kotka nie cieszy się ciążą tak jak kobieta, to ciężki, wyczerpujący stan dla jej organizmu, gdyby nie to, że człowiek dostarcza takiemu kotu większej ilości kalorii to kończyłby jak duża część bezdomnych ciężarnych kotek - poronieniem, urodzeniem martwych kociąt lub na tyle słabych, że zapadają wkrótce po urodzeniuna katar koci lub inne świństwo.
                      Już nie wspomnę o tym, że kopulacja jest dla kotki bardzo bolesna.



                      > druga moja kotka urodzila... bylam z niej strasznie dumna..

                      ???


                      >zostawilismy sobie
                      > samczyka.. fantastycznie bylo widziec cich razem, ich wzajemne przywiazanie do
                      > siebie itp...

                      Gdybyś wzięła kociaka z jakiegoś schronu, fundacji czy domu tymczasowego ręcze Ci, że zaobserwowałabyś to samo, takie samo przywiązanie.
                      Koty nie muszą być rodziną by się wzajemnie tulić, lizać, bawić...


                      > z jednej strony widze, ze potrzebuje towarzystwa.. jednak z drugim kotem byloby
                      > jej razniej.. z drugiej mam male mieszkanie, teraz nie pracuje i boje sie wzia
                      > c na siebie kolejna gebe do wykarmienia


                      Fakt, drugi kot byłby idealnym rozwiązaniem.
                      Nie wiem czym żywisz kotkę, czy robisz coś dla niej sama (najtaniej chyba), ale wbrew pozorom druga gęba do wykarmienia nie jest jakimś okropnym obciążeniem. Co innego jakbyś jeszcze 2-3 koty dorzuciła ;).



                      > i miotam sie pomiedzy kilkoma wyjsciami:
                      > - dam jej urodzic teraz poki mloda i moze urodzic malo kotkow (kiedys wyczytala
                      > m w madrych ksiazkach, ze za młodu kotki najczesciej rodza 2-3, wiec przy szcze
                      > sciu byloby mniej domow do znalezienia)


                      Kochana, przez moje ręce przewinęły się dziesiątki kotów, już nawet nie pamiętam ile miałam młodych kotek ze stadkiem 5-6 kociąt, nie masz gwarancji, że urodzi się 2-3 kociaki.
                      Poza tym u takiej młodej kotki istnieje większe ryzyko powikłań okołoporodowych.
                      No i jeśli przypadkiem tabletki nie poskutkują, a kotka zajdzie w ciąże licz się z problemami - kociaki martwe lub żywe, ale zdeformowane, z wadami.


                      > - poddam ja antykoncepcji hormonalnej i odloze decyzje o nowym kotku na bardzie
                      > j sprzyjajace okolicznosci mieszkaniowe i finansowe... choc to troche glupie, b
                      > o ona teraz potrzebuje drugiego kota poki mloda jest i rozwala ja energia

                      Apeluję raz jeszcze, poczytaj o ryzyku jakie niesie ze sobą podawanie kotu tabletek hormonalnych. I zrób dobry uczynek - chcesz kociaka dla swojej kotki, uratuj jakiegoś malucha.

                      > - zrezygnuje z rozmnozenia jej, wysterylizuje i jak cos to wezme biednego kotka
                      > z jakiegos towarzystwa przyjaciol zwierzat, albo schroniska.. widzilam juz naw
                      > et takie łachudre jak ona (po minie bylo widac, ze zlosliwy rozrabiaka z niego
                      > :)


                      http://s.rimg.info/5962bb18d0aff8d7b1a22b492ef7b499.gif


                      > nie wiem co wybrac, a za 2,5 tyg szykuje mi sie juz 4 ruja


                      Ten wybór jest oczywisty, tylko musisz chwilę się zastanowić by zrozumiec, że nic tak naprawdę nie przemawia za tym byś swoją kotkę rozmnażała.

                      Marzec był miesiącem sterylizacjo zwierząt, w wielu miejscach w Polsce można było zrobić kastrację lub sterylizację nawet za 50% ceny. Szkoda, że się nie zdecydowałaś :(.
                      • po_primo_balerina Re: do kociar 30.03.11, 14:50
                        Skąd u Ciebie taka wiedza na temat kotów? :)

                        A co do tej dodatkowej gęby do wykarmienia, to chyba bywa różnie. Nasza mała je niewiele, natomiast starszy (i większy) pochłania niewyobrażalne wręcz ilości!

                        • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 15:03
                          po_primo_balerina napisała:

                          > Skąd u Ciebie taka wiedza na temat kotów? :)

                          Po pierwsze w moim domu koty były od zawsze, znam te bestyje dobrze ;).
                          Po drugie jeszcze do niedawna pomagałam w fundacji dla zwierząt (teraz muszę trochę od tego odpocząć, wyczerpujące psychicznie zajęcie :(), po trzecie mam pod opieką stadko "swoich" bezdomniaków, karmię je, sterylizuję i leczę (tak, tak... Człek się nauczył kroplówki podawac, zastrzyki, odrobaczać dzikusy), zdarza się, że asystuję wetowi przy zabiegach, porozmawiam, posłucham... Zawsze chciałam weterynarzem być ;). No i w domu mam kilka swoich kotulców :).



                          > A co do tej dodatkowej gęby do wykarmienia, to chyba bywa różnie. Nasza mała je
                          > niewiele, natomiast starszy (i większy) pochłania niewyobrażalne wręcz ilości!

                          I jeszcze nie utył? ;).
                          Ja muszę moim trzem ograniczać, bo inaczej już woziłyby brzuchy na taczkach ;).
                          Dwa razy dziennie miarka. Już przywykły, nie ma podjadania, jęków i zawodzeń ;).
                          I sama raz na jakiś czas robię im kurczaka z ryżem i marchewką, potem mrożę i mam - szybko, tanio i zdrowo ;).
                          • tygrysio_misio Re: do kociar 30.03.11, 15:20
                            jak robisz tego kurczaka?
                          • po_primo_balerina Re: do kociar 30.03.11, 15:22
                            To już wiem do kogo będę się zwracać o porady. A znasz się może na świnkach morskich? ;P Nabyliśmy niedawno i też by się jakiś ekszpert przydał. Uspokajam, że świnka nie mieszka z kociorami.

                            A co do większego pupila, to faktycznie może jakieś małe odchudzanie by się przyadło, ale on jest taki sam z siebie lekko gigantowaty. Wyglądają razem jak Flip i Flap, bo żeby było zabawniej panna jest filigranowa ;)
                            • tygrysio_misio Re: do kociar 30.03.11, 15:27
                              przez jakis czas niemal co dziennie przechodzilam kolo domu w ktorym byly 2 psy... jeden wielki i wlochaty, drugi maly i krotkowlosy.... tak niesamowice podobne z pyszczka (spojrzenia itpe, bo wlosy skrajnie odmienne) i umaszczenia, ze nazywalam na nie "blizniaki"

                              przypominaly mi Danego deVito i Szwarcenegera z jednego filmu... ;]
                            • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 15:35
                              po_primo_balerina napisała:

                              > To już wiem do kogo będę się zwracać o porady. A znasz się może na świnkach mor
                              > skich? ;P Nabyliśmy niedawno i też by się jakiś ekszpert przydał. Uspokajam, że
                              > świnka nie mieszka z kociorami.

                              O nie, świnki to nie moja działka ;).



                              > A co do większego pupila, to faktycznie może jakieś małe odchudzanie by się prz
                              > yadło, ale on jest taki sam z siebie lekko gigantowaty. Wyglądają razem jak Fli
                              > p i Flap, bo żeby było zabawniej panna jest filigranowa ;)

                              Ja też mam taką parę ;).

                              On waży prawie 9 kg, ona 3,5kg ;).
                              Wyobrażasz sobie dysproporcje?
                          • ofelia1982 Re: do kociar 30.03.11, 15:29
                            Dziewczyny, jeżeli mogę, to podłączę się pod Waszą rozmowę:) Potwierdzam to co pisze salma - po pierwsze kotka (oraz właściciel) męczy się podczas rui, moje księżniczki miauczały całą noc, ocierały się, były nerwowe. Więc nie ma co tego robić kotom jeżeli nie jest to hodowla z zamiarem rozpłodu. I radze nie zwlekać - my odkładaliśmy w czasie sterylizację i dawaliśmy kotom hormony, po czym okazało się, że już po 2 czy 3 m-cach jednej zrobiło się ropomacicze i wtedy TRZEBA BYŁO szybko sterylizować, żeby w ogóle przeżyła..Naprawdę hormony u kotek to słaba sprawa..
                            Po drugie - radzę wziąć duopack:) My przygarnęliśmy 2 kotki (co prawda siostry, ale równie dobrze nie muszą być spokrewnione) i nie dość, że mamy 2 razy więcej szczęścia i kociej miłości, to one doskonale zajmują się sobą nawzajem - bawią się, tłuką (czasami bywa ostro, jak to z rodzeństwem:), a potem przytulają się i śpią razem:) Pięknie na nie patrzeć. Jak jedna kiedyś nam zwiała (a właściwie naszemu przyjacielowi, który zajmował się nimi podczas naszego wyjazdu) - to druga była osowiała i nawoływała uciekinierkę. Polecam taki dwupak:)
                            A tak w ogóle to polecam Koci zakątek - tu jest tylko kilka osób, które Ci odpowiedzą na pytania odnośnie kotów, a tam całe miliony;)

                            Pozdrawiam i się nie wahaj - bierz kota, a nawet 2! Odwdzięczą Ci się!
                            Jakbyś była z Wawy to polecam fundację, w której jestem wolontariuszką - Fundacja Azylu pod Psim Aniołem. Mamy kilkadziesiąt cudownych kotów:) Ale to tylko taka mała reklama:)

                            Powodzenia!
                            • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 15:37
                              ofelia1982 napisała:

                              > Jakbyś była z Wawy to polecam fundację, w której jestem wolontariuszką - h> ttp://www.psianiol.org.pl/adopcje. Mamy k
                              > ilkadziesiąt cudownych kotów:)


                              To ja polecę Agapeanimali, jakbyś była z Poznania ;).
                              agapeanimali.org/
                      • tygrysio_misio Re: do kociar 30.03.11, 15:18
                        hormony sa grozne dla kotek tak samo jak dla kobiet.. a, ze w wiekszym stezeniu to jeszcze gorzej ... moja kotka z racji niewychodzenia z domu nie zajdzie w ciaze, bardziej nam chodzi o zredykowanie tego mialczenia i sikania, byc moze sa jakies lagodniejsze sposoby... planuje w czwartek wybrac sie do weterynarza i popytac o sterylizacje i specyfiki na ruje

                        do wysterylizowania jej i wziecia przybledy nie musisz mnie namawiac, bo i ja coraz bardziej obstaje przy tym...

                        co do ciazy mojej pierwszej kotki: ktos podrzucil nam ja kiedy jeszcze mleka pic nie umiala, karmilam ja pierwszego dnia poprzez dawanie palca do polizania, pozniej butelka... w ogole to wtedy podrzucono nam 2 kotki do takiego starego sie garazu... pierwszego dnia ustalilismy, ze to samczyk... ja poltorej roku wczesniej znalazlam sie w szpitalu z dusznosciami z powodu alergii (malo brakowalo i bym sie na amen udusila), to byl goracy czerwiec (nawet w nocy) wiec postanowilismy sie nimi zaopiekowac, ale nie brac do domu z obawy o mnie... pozniej zobaczylysmy, ze jednak byla samiczka... dopiero po nastepnych kilku dniach okazalo sie, ze tam miedzy deskami jeszcze jeden kot - niezywy samczyk... calkiem mozliwe, ze pierwszego dnia karmilam samczyka, a dopiero pozniej z ukrycia na zewnatrz wyszla samiczka (tylko, ze to by oznaczalo, ze samczyk musial spowrotem wejsc miedzy deski)... kociaki nie mialczaly prawie w ogole, wiec i tak dobrze, ze choc moja kotke udawlo nam sie odnalesc

                        potworne jest to, ze ktos podrzuca obcym okolo tygodniowe kociaki... w przypadku, gdyby ktos takich kociakow nie przygarnal, nie mogl przygarnac, nie uslyszal ich, to jest dla nich pewna smiec... dla mojej kotki skonczylo sie chorowitym organizmem i mozliwe, ze dlatego nie przetrzymala ciazy

                        druga kotka (tez nam podrzucona) byla silna i dzielna i tez urodzila nam 6 kociakow (ja tylko tak zyczeniowo mysle o 2), w tym roku bedzie miala 15 lat i cale zycie przeszlo jej bez chorob ... wiec nie mam wielkiej traumy odnosnie kocich porodow... jedynie balam sie wysterylizowac niewyrosnieta jeszcze kotke, dopiero teraz kiedy widze jak wyrosla (chuda jest jak szkapa, ale wyciąga jak mocno w gorze i w zdłuż i bedzie raczej z tych wiekszych kotow - jak nabierze masy) zaczynam o tym myslec

                        najgorsze w przygarnieciu kota z fundacji lub pokrewnych miejsc, jest to, ze jest ich za duzo... chcialby sie wziac wszystkie,ale nie da sie (boje sie ze na starosc bede jak Violetta Villas)... skoro nie wszystkie, to ktorys musi na tyle ujac,zeby chciec wlasnie tego, ale one wszystkie tak ujmuja ;]

                        najbardziej ujał mnie wlasnie taki jeden łachudra podwórkowy... w podobnym wieku do mojej kotki i takim samym spojrzeniu urwisa... zaczynam zalowac, ze nie zapisalam jego danych, bo tylko on utknal mi w pamieci ;]

                        patrze na te wszytskie wspaniale i biedne koty... i coraz mniej rozumiem ludzi kupujacych kociaki za 1500-2500tys zl
                        • ofelia1982 Re: do kociar 30.03.11, 15:33
                          tygrysio - ja jestem wolontariuszką w fundacji pomagającej zwierzakom i tez nie ogarniam tego, co robią ludzie. Ostatnio uratowaliśmy kota wyrzuconego..z samochodu. Poobijany, teraz jest już zoperowany, ale ile on musiał wycierpieć!
                          No i kupowanie kotów czy psów w sytuacji gdy tyle bied czekających tylko na kapkę miłości siedzi w schronach - dla mnie NIEPOJĘTE!
                          WItamy wśród Violett Villas;)))
                          • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 15:39
                            ofelia1982 napisała:

                            > tygrysio - ja jestem wolontariuszką w fundacji pomagającej zwierzakom i tez nie
                            > ogarniam tego, co robią ludzie. Ostatnio uratowaliśmy kota wyrzuconego..z samo
                            > chodu.

                            U nas była kiedyś kotka, której dzieci obcięły ogon.
                            I kot oblany farbą.
                            I dwa kociaki, które miały wydłubane po jednym oku...
                            Tacy są ludzie :(.



                            Poobijany, teraz jest już zoperowany, ale ile on musiał wycierpieć!
                            > No i kupowanie kotów czy psów w sytuacji gdy tyle bied czekających tylko na kap
                            > kę miłości siedzi w schronach - dla mnie NIEPOJĘTE!
                            > WItamy wśród Violett Villas;)))
                        • salma75 Re: do kociar 30.03.11, 15:34
                          tygrysio_misio napisała:

                          > planuje w czwartek wybrac sie do weterynarza i
                          > popytac o sterylizacje i specyfiki na ruje

                          Nieuczciwy wet zaproponuje Ci tabletki, stały zarobek będzie miał na Twoim kocie.


                          > do wysterylizowania jej i wziecia przybledy nie musisz mnie namawiac, bo i ja c
                          > oraz bardziej obstaje przy tym...


                          Cieszę się :). To najlepsze co możesz zrobić dla kociny :).



                          > co do ciazy mojej pierwszej kotki: ktos podrzucil nam ja...

                          [...]

                          >... zaczynam zalowac, ze nie zapisalam jego danych, bo tylko on utknal mi w pamieci ;]


                          Masz dobre serducho, życzę Ci żeby jeden z takich bezdomnych maluchów mruczał Ci kiedyś głośno na poduszce :).


                          > patrze na te wszytskie wspaniale i biedne koty... i coraz mniej rozumiem ludzi
                          > kupujacych kociaki za 1500-2500tys zl


                          To co innego.
                          Wiesz, jeśli ktoś całe lata marzy o brytyjczuku, o kocie z konkretnym charakterem, z pluszowym futerkiem i polikami jak dwa pączki to będzie marzył zawsze, nawet jak dwa dachowce przygarnie. A marzenia sa po to by je spełniać :).
                          Mam w domu 4 uratowane dachowce i 2 koty rasowe. Maine Coona dostałam w prezencie, uwielbiam koty tej rasy - łagodne olbrzymy. Żaden z moich kotów nie zastąpiłby mi Leośka, na pewno :).
                • best.yjka Re: do kociar 30.03.11, 16:35
                  Mam bardzo złe doświadczenia z antykoncepcją. Lepiej wykastrować. Było to jakieś 15 lat temu. Dwuletnia kotka moich rodziców, "wychodząca". Domek z ogródkiem. Była zbyt "plenna" :) Jak to ją określaliśmy. Dwa mioty w pierwszym roku. Pierwszym razem 5 kociąt, drugim razem poszła na całość 8. Uśpienie kociąt nigdy nie wchodziło w rachubę. Znalezienie im "dobrego domu" bardzo ciężkie w praktyce. Rodzice nie chcieli kastrować, więc dostała zastrzyk antykoncepcyjny. Nie wiem czy zastrzyk podany za późno, czy źle zadziałał. W rezultacie zaszła w kolejna ciążę i nie mogła się okocić. Przyszedł czas porodu, kocica "kręci się", niby szuka miejsca do okocenia się. Zachowuje się dziwnie. Miauczy, liże po rękach. Widać, że coś jest nie tak. Szukanie weterynarza-chirurga. Wizyta, a pan się pyta czy ratować kocicę, czy małe, bo był sam na dyżurze. Okazało się, że jeden z kociaków był martwy i blokował drogi rodne. Doszło do zakażenia. Trzeba było wyciąć całe drogi rodne. Kocica dochodziła do siebie dwa tygodnie. Przy czym nie było gwarancji, że przeżyje.

                  Wiem, że farmakologia poszła na przód, ale ja bym nie ryzykowała. Kastracja jest mniej skomplikowanym zabiegiem, niż komplikacje po antykoncepcji.
              • titta Re: do kociar 31.03.11, 20:40
                Ludzie to może nie, ale kotki przestają jeść, przestają pić, chudną, mało śpią.
                > .. No na zdrowie im to nie idzie ;).
                >
                Ludzie czasem zaczynaja pic ;)
    • zygfrytt Re: do kociar 30.03.11, 14:09
      > Wreszcie przyszedł na to dobry moment

      Niech zgadnę. Przekroczyłaś 30 i nie masz szans na związek.
      • self-inflicted Re: do kociar 30.03.11, 14:53
        Zgadłeś, zapisałam się również do Oficjalnego Klubu Starych Panien, chodzę tylko w szarych spódnicach do łydki, i żeby zaspokoić twoją potrzebę ograniczonego pola manewru umysłowego: jestem brzydką feministką, której nikt nie chce
        • zygfrytt Re: do kociar 30.03.11, 15:34
          self-inflicted napisała:

          > Zgadłeś, zapisałam się również do Oficjalnego Klubu Starych Panien, chodzę tylk
          > o w szarych spódnicach do łydki, i żeby zaspokoić twoją potrzebę ograniczonego
          > pola manewru umysłowego: jestem brzydką feministką, której nikt nie chce

          Nie przejmuj się, wciąż możesz uprawiać łatwy seks z menelami.
          • self-inflicted Re: do kociar 30.03.11, 21:02
            Nie zauważyłam nuty żalu w mojej wypowiedzi. Nie przejmuje się.
        • ofelia1982 Re: do kociar 30.03.11, 15:34
          cha cha, ale Ci pojechała! Go girl!:)
          • trans.sib Re: do kociar 30.03.11, 17:55
            "Poznasz głupiego po śmiechu jego".
            • ofelia1982 Re: do kociar 30.03.11, 20:49
              Niemniej..cha cha cha!:)
              • self-inflicted Re: do kociar 30.03.11, 21:01
                :D
    • mahadeva Re: do kociar 30.03.11, 14:12
      ja mam bardzo nerwowego kota - boi sie obcych, jak wyjezdzam a tydzien ma dziwne choroby i stany zapalne - kastracja była porazka, bo drugi my lizal i mial rope - ale przynajmniej nie mial po niej objawow stresu
      pytanie, czy takiego starego kota mozna kastrowac - to pytanie do lekarza wet
    • kum-nye Re: do kociar 30.03.11, 15:01
      Ja posiadam kota, który kastrowany nie był, bo też nigdy nie znaczył. Także różnie bywa:) Tyle, że ja dostałam go jak miał parę miesięcy i jest to kot w 100% domowy.
      • jael53 Re: do kociar 30.03.11, 20:26
        Daj mu czas na zadomowienie się. Na wypadek znaczenia stresowego (to potrafią też kotki) zaopatrz się w sklepie zoologicznym lub u weta w preperat zniechęcający do znaczenia. Dla ludzi jest niewyczuwalny.

        Potem, gdyby miał być kastrowany, dobrze będzie zrobić badanie moczu - wet powie, na co jeszcze, poza kryształkami. Rzadko się o tym myśli, ale warto wykluczyć problemy z nerkami oraz skłonności do "zapiaszczania się" pęcherza. To są dolegliwości, które po operacji mogą się mocno nasilić.
        Wiem nie z teorii - mam 7-mioletniego kocurka, który taki problem ma od okresu dojrzewania.
    • hambak_meri Re: do kociar 31.03.11, 19:57
      Bez obaw, zabieg kastracji kocura nie jest tak inwazyjny, jak u kotki.Nasz Goran na drugi dzień nic nie pamiętał;-) Ja natomiast miałam stresa o to, że kot nie wybudzi się po zabiegu z narkozy, bo to się zdarza:(
      Aha, mój wet mówił, że jeśli nie wykastruje się kota jakoś w okolicy szóstego miesiąca życia (a wspominasz, że ten Twój ma 1,5 roku), to intensywny zapach moczu może się utrwalić. Wtedy, mimo kastracji, kot nadal może "dawać strzała" w domu:-/
      W każdym razie powodzenia;-) Ja się też długo broniłam, ale jak już się u nas pojawił, to jest moim Lov i wpadłam w sidła miłości;-)))
    • mama_myszkina wykastruj zanim weźmiesz 01.04.11, 18:28
      Albo zaraz po.

      Inaczej mieszkanie na bank zostanie oznaczone.

      Kastracja dla kota to mniejszy stres niż np. przycinanie pazurów. Od lat zajmuję się zwierzętami i to akurat wiem na bank :) Z resztą, weterynarz to samo Ci powie. Kot dostaje głupiego jasia i śpi. Po obudzeniu się wcale nie tęskni do jajek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja