bateryjka
01.04.11, 23:28
Ja dzisiaj CHYBA uderzyłam w głowe jakiegos psa. Jadę sobie, nagle poczułam wyraźnie jakieś uderzenie, czegoś twardo - miękkiego, i dziwny dżwięk, chyba szczeknięcie. jechałam tak ok 50/h. Zatrzymałam się ok, 80 - 100 m dalej. Wyszłam z auta, nic nie widziałam, ani na samochodzie, ani na ulicy, tam, gdzie mniej wiecej to sie stalo. Zawróciłam i zatrzymałam się mniej więcej dokładnie tam, gdzie to walnęło - ale nic nie znalazłam, żadnego sladu psa, ani innego zwierzęcia. Jednak na pewno uderzyłam w coś. Chyba zwierzę. I chyba w głowę. I nie moge przestać o tym mysleć - poszło gdzieś w krzaki zdechnać? Rozejrzalam się tylko przy ulicy, tyle ile byłam w stanie, zmrok już zapadał, a tam był taki parczek jakby, takie krzaki, nie miałam możliwosci zaparkować i przeszukiwać tego parczku, gdyż nie było tam zadnego pobocze i stanie tam samochodem powodowalo zagrożenie dla bezpieczeństwa mojego i innych użytkowników drogi, którzy w każdej chwili mogli nadjechać. A jeśli dostal w glowę, to wątpię, zeby mu się nic nie stało, moze teraz jeszcze gdzies lezy i kona :(
Okropne uczucie. I też zastanawiam się - jeśli bym nawet tego psa odnalazła - co robić? Wziac do samochodu np bezpańskiego zapchlonego psa i zawieźć do jakiegoś weta? Psa, który zreszta mógłby mnie moze pogryźć, na przykład? Wzywa sie jakieś pogotowie? Przecież nie mozna tak stworzenia zostawić, zeby cierpiało, ale też nie wyobrażam sobie niestety, żebym rannego bezpańskiego psa wzieła do auta. A moze to był czyjś pies? Serio - nie wiem co się powinno zrobić w takiej sytuacji.
A moze to był czyjś pies, ktoś moze go teraz szuka?
Cholera. Nikomu z domowników o tym nie powiedziałam, straszne wyrzuty mam :(