margo-34
11.04.11, 09:50
Witam,to moja pierwsza "publiczna odsłowna"więc proszę o wyrozumiałość.
Mąż od kilku miesięcy pochłonięty jet grą w sieci, nawiązał znajomość "strategiczną"szczególnie z jedną osobą płci przeciwnej.Na początku stwierdziłam,że może wyolbrzymiam sprawę,ale nie są to już tylko rozmowy dotyczące wyłącznie "taktyki gry".Czułe słowka(w stylu Miłości Ty moja),,komplementy i poświęcanie całego swojego wolnego czasu temu zajęciu,oto efekt mojej tolerancji dla zainteresowań męża.Wszystko byłoby ok, gdyby nie to,że ja od 13 lat małżeństwa nie usłyszałam od męża tylu miłych słów(wręcz przeciwnie) i nigdy nie miałam z jego strony takiego zainteresowania jak ta "wirtualna?" osoba.Mąż spędza przed komputerem każdą wolną chwilę,kosztem czasu który mógłby spędzić z dziećmi i ze mną.Kiedy zdarzają się takie momenty są one wymuszone i widzę ,że nie sprawiają mu przyjemności.Szczęśliwy jest wtedy kidy po pracy siada z piwem do komputera i zaczyna"grać?".Czy mam problem czy histeryzuję?Od wielu lat to ja trzymam tę związek w kupie,idę na kompromis,mąż nie zna takiego słowa,a On obdarza wszytkim co w nim najlepsze "wirtualna znajomą"".obdarza za nic tym, na co ja czekam całe 13 lat.I to mnie najbardziej boli.Te 13 lat to temat "rzeka" ale ta ostatni kwestia przelała moją czare wyczekiwania na lepsze i każe mi się zastanowić nad sensem tego wszystkiego.Może ja najzwyczajniej przy jego boku robię za idiotkę,które łudzi się,że wszystko jest ok i z "nudów" wymyśla problemy?Mąż nie widzi problemu i nie liczy się z moimi uczuciami.Obcy ludzie znają go innym niz jest w rzeczywistości.A ja chciałambym tylko odrobinę szczęścia w miłości?O nic więcej mi nie chodzi.Czy mam problem?Ze sobą , z nim?