grzechota_wielka_stopa
25.04.11, 21:53
W tym roku skończyłam 25 lat. Niby nic, a tak mi sie w głowie poprzestawiało, ze nie wiem od czego zacząć, by o tym opowiedziec. Najlepiej bedzie wypunktować, ale pewnie mi ochota przejdzie, jak wdam sie w analizowanie.
Ogólnie, zawsze miałam w głowie obraz malej dziewczynki. Teraz widzę kobietę. Kobietę, ktora przez minione 5 lat w ogóle nie uważała się za kobietę i teraz jej kobiecość przez to cierpi, bo nie błyszczy tak, jakby mogła. Szalenie się sobie podobam. Widze olbrzymi potencjał, gdy odrobinkę odkrywam siebie czy to w postaci dobrze naniesionego tuszu na rzęsach czy czegoś innego, to i inni natychmiast go dostrzegają. Ostatnio przezywam taką euforie, ze sama sobą się nacieszyć nie mogę.
Z drugiej jednak strony, nie czuje się młodo.. Mam kurze łapki pod oczami od słońca, bo nigdy nie nosiłam okularów przeciwsłonecznych, a mrużyłam oczy niemiłosiernie. Skora dosyć szybko mi się meczy, i raz, dwa pojawiają się otwarte pory i świecenie się policzków, brody.. Po obudzeniu buzia wygląda gładko przez pierwsze 2 godziny, później już trzeba oczyszczać, wklepywać.. Kiedyś tak nie miałam i ubolewam nad tym, ze jako nastolatka nie wykorzystałam potencjału i nie korzystałam z takiej witalności. Tyle tylko, ze obecną pewność siebie i przeświadczenie o swojej kobiecości, zdobyłam kończąc 25 lat.
Lepiej późno niż wcale, ale ja jestem z tych, co to lubią rozpamiętywać stratę..