Gość: Messa
IP: *.zapora / 212.160.172.*
07.05.04, 13:12
"Za pozbawienie prawa do badań prenatalnych szpital wojewódzki w Łomży ma
zapłacić blisko 70 tys. zł kobiecie, która urodzila cieżko upośledzone
dziecko.
W Sądzie Okręgowym w Łomży zapadł w czwartek wyrok w precedensowym procesie.
Barbara i Sławomir Wojnarowscy, rodzice ciężko upośledzonej czteroletniej
Moniki, zaskarżyli szpital, ordynatora i lekarkę o odszkodowanie za to, że
odmówili matce skierowania na badania prenatalne, choć starszy brat
dziewczynki cierpi na tę samą chorobę genetyczną. To pierwsza taka sprawa w
Polsce.
Sąd uznał, że Barbara Wojnarowska została przez szpital i lekarzy pozbawiona
prawa do badań prenatalnych, szczególnie zalecanych w przypadku choroby
genetycznej. W rezultacie pozbawiono ją możliwości podjęcia świadomej
decyzji, czy przerwać ciążę, czy urodzić dziecko. - Szpital naruszył prawa
matki jako pacjentki - powiedział sędzia.
Wojnarowscy domagali się ponad 1,7 mln zł m.in. na koszty leczenia,
rehabilitacji, dostosowania odzieży i sprzętu oraz rentę dla Moniki, która
nie będzie w stanie sama się utrzymać.
Sąd uznał jednak, że to żądania zbyt wygórowane i przyznał blisko 70 tys. zł
z odsetkami od 2002 r. Nie przyznał także renty dziewczynce, uzasadniając, że
powinna ona być przyznana dziecku, a nie rodzicom. Oddalił także powództwo
wobec ordynatora i lekarki, bo uznał, że to szpital jest pracodawcą i on
ponosi całą odpowiedzialność.
- Jestem zadowolona, że sąd uznał, iż postępowanie lekarzy było
nieprawidłowe - powiedziała nam Barbara Wojnarowska. - Jednak zasądzono
znacznie mniejszą kwotę, a najbardziej boli mnie to, że sąd nie przyznał
renty córeczce, a więc nadal nie będziemy mieć pieniędzy na jej leczenie. A
przecież musi się ona leczyć całe życie.
Czteroosobowa rodzina Wojnarowskich żyje w bardzo ciężkich warunkach w 30-
metrowym mieszkaniu. Nie ma tam miejsca na rehabilitację ani naukę.
Przynajmniej raz do roku chore dzieci powinny wyjeżdżać w góry i nad morze.
Bez rehabilitacji grozi im wózek inwalidzki. Konieczne są operacje wydłużania
i prostowania kości. Każda kosztuje min. 5 tys. zł - nie licząc leków i
kosztów badań. Czyli w sumie ponad 20 tys. zł na jedno dziecko.
Dzieci cierpią ciągłe bóle. Monika musi mieć specjalną dietę, przyjmować leki
odpornościowe i na polepszenie kostnienia chrząstek, żele i maści
przeciwbólowe. Powinna być pięć razy w tygodniu u masażysty. Grozi jej
uszkodzenie rdzenia kręgowego i układu nerwowego.
Wyrok nie jest prawomocny.
Tragedia rodziny Wojnarowskich
Pierwsze dziecko Wojnarowskich urodziło się z genetyczną chorobą -
hypochondroplazją. To deformacja kości i stawów, dorosły osiąga wzrost
pięcioletniego dziecka. Pani Barbara sama ma wrodzoną wadę stawów, a w czasie
ciąży zachorowała na cukrzycę. W styczniu 1999 r. mimo stosowania środków
antykoncepcyjnych zaszła w ciążę. Lekarka z poradni "K" stwierdziła, że ma
prawo do aborcji i skierowała ją do ordynatora miejscowego szpitala Leszka P.
Ten jednak odmówił skierowania na aborcję. Powiedział, że Barbara wymyśliła
sobie chorobę pierwszego dziecka, żeby się pozbyć kolejnego. Odmówił także
skierowania na badania prenatalne.
Tymczasem prawo nakazuje swobodny dostęp kobiety do takich badań, zwłaszcza
gdy jest podejrzenie wady genetycznej płodu. Ówczesny dyrektor ds. medycznych
szpitala w Łomży Agnieszka G. także odmówiła skierowania.
Zgodnie z ustawą aborcja jest dopuszczalna, jeśli m.in. zachodzi
prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu.
W siódmym miesiącu ciąży przeprowadzono USG, które wykazało, że drugie
dziecko też jest chore. Dopiero wtedy Barbara dostaje skierowanie na badania
prenatalne. Na aborcję było już za późno."