Dodaj do ulubionych

Mój partner żyje z zakładów sportowych.

20.05.11, 10:34
Z ciekawości pytam: potrafiłybyście to zaakceptować?

Średnia miesięczna "pensja" z ostatnich 18 miesięcy to 6722 PLN, są oczywiście miesiące gorsze i lepsze.

Ma całe segregatory notatek, w weekend nie ma go dla nikogo, bo ogląda, gra i robi notatki a także gra, robi notatki i ogląda, w tygodniu liczba meczów jest dużo mniejsza, ale i tak całymi godzinami próbuje wyłapać spotkania na których można będzie zarobić w ciągu paru nadchodzących dni. Obstawia tylko dwie dyscypliny na których się zna, nigdy nie szarżuje dla doraźnego olbrzymiego zarobku, nie zataił też przede mną żadnych strat (wiem to na pewno).

Ponieważ całe dnie spędza w domu (głównie przed laptopem i z nosem w notatkacH), a ja pracuję poza domem, to on dba o dom i muszę przyznać, że idzie mu świetnie, gotuje lepiej ode mnie, w domu zawsze jest posprzątane, wszystkie sprawy zawsze na czas pozałatwiane, nie muszę nawet o niczym przypominać.

Ma wyższe wykształcenie (dobre studia dzienne na bardzo dobrej uczelni, ale doświadczenie zawodowe niewielkie, mimo że studia skończył cztery lata temu), twierdzi, że granie zaczyna go męczyć i psychicznie i fizycznie, że pociągnie tak jeszcze rok, zarobi jeszcze trochę i zakłada własną firmę. Tak ogólnie jest świetnym człowiekiem.

Pogodziłybyście się z dzieleniem życia z hazardzistą, takim "grzecznym" hazardzistą, a nie kolesiem, który przy każdej nadarzającej się okazji idzie na całość? Czy uznałybyście, ze to zbyt niebezpieczne i nietrwałe i że żyłka hazardzisty i tak może kiedyś zniszczyć związek? Mam swoje zdanie, ale na razie zachowam je dla siebie.
Obserwuj wątek
    • triismegistos Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 10:42
      A z czym ty masz problem? Facet fajny, ma czas na dbanie o dom i jeszcze kasę przynosi...
      Ja wiem, ze hazard ma taką mhrroczną otoczkę, ale przecież nie liczy się fakt, czy to hazard czy nie, ale czy generuje problemy. No i nie wiem, czy to w ogóle można nazwać hazardem.
      Ja bym się cieszyła, ze mam faceta z pasją, który robi coś ciekawszego niż siedzenie od ósmej do 16 w biurze.
      • riki_i Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 10:56
        triismegistos b. niemądra wypowiedź. Skoro ten facet sam mówi, że pociągnie tak jeszcze tylko rok, to znaczy że dla niego samego jest to już problem. Typowanie meczów to hazard czystej wody, bo nie podejrzewam go o posiadanie tajnych informatorów w kręgach Fryzjera i jemu podobnych.
        6722 miesięcznie w sytuacji gdy wieczna adrenalina wypala ci trzewia i tkwisz w tym praktycznie 24h na dobę, to nie jest bajka. W dodatku to jest ŚREDNIA - jednego miesiąca może być 20 koła, a drugiego strata. Według mnie facet powinien pilnie iść do terapeuty uzależnień. A segregatory spalić.
        • triismegistos Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:07
          Jakby to był czysty hazard, to facet by nie zarabiał. Nie tylko tych sześciu koła miesiecznie,. ale w ogóle miałby szczęście, ze go jeszcze mafia nie ściga za długi. Zakłady sportowe to nie jest ruletka, tutaj czynnik losowy jest niewielki.
          • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:23
            >Zakłady sportowe to nie jest ruletka, tutaj czynnik losowy jest niewielki.

            nie no, błagam:)

            wygra nie wygra to mały procent zakładów, facet pewnie piłkę obstawia, a tu masz: wygra, przegra, zremisuje. na dodatek na faworytów, czyli tam, gdzie możesz jakoś ograniczyć czynnik losowy, ale przy trzech możliwościach, to i tak niewiele, masz niskie kursy i nie wyciągniesz takich kwot miesięcznie. szczególnie w porównaniu do tego, ile musisz włożyć.
            • lacido Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:50
              mnie się wydaje że on analizuje wszelkie możliwe dostępne dane o drużynach a to nie to samo co wygram nie wygram tylko czysta kalkulacja
              • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 15:01
                i z analizy danych wynika mu ile rożnych padnie w meczu?
                bardzo ciekawe to muszą być analizy. pewnie od trawy na boisku uzależnione.
                • ggg-gazeta Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 29.05.11, 21:14
                  oj to temat bardzo szeroki, czesto tu sie odnajduja pasjonaci jezeli chodzi o matematyke, szacowanie, minimalizowanie strat i wiele wiele roznych czynnikow, ja osoboscie sam nie pamietam kiedy obstawiaielm np. zdarzenie w pilke na konkretny wynik, no wybor jest potezny i w polaczeniu z odorina szczescia przy dlugterminowej zabawie niezle sie na tym wychodzi ...
          • twoja_ulubiona_hiena Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:30
            Tak, to nie jest ruletka, dobry analityk i znawca danej dyscypliny powinien sobie poradzić, ale szczęście jest nieodzowne. Mój facet na przykład specjalizuje się w obstawianiu liczby rzutów rożnych w meczach piłki noznej. Niestety, w trakcie meczu moze dojść do wydarzeń, które całkowicie zmieniają obraz gry i wpływają na liczbę kornerów (niesłusznie przyznana czerwona kartka, zupełnie, ale to zupełnie przypadkowa bramka), a które bardzo ciężko przewidzieć.
            • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:33
              no to faktycznie, wybierz liczbę od jeden do cirkaebaut 30 i wygraj
              fcale nie jak ruletka;)
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:47
              twoja_ulubiona_hiena napisała:

              > Tak, to nie jest ruletka, dobry analityk i znawca danej dyscypliny powinien sob
              > ie poradzić, ale szczęście jest nieodzowne. Mój facet na przykład specjalizuje
              > się w obstawianiu liczby rzutów rożnych w meczach piłki noznej. Niestety, w tra
              > kcie meczu moze dojść do wydarzeń, które całkowicie zmieniają obraz gry i wpływ
              > ają na liczbę kornerów (niesłusznie przyznana czerwona kartka, zupełnie, ale to
              > zupełnie przypadkowa bramka), a które bardzo ciężko przewidzieć.

              To fakt czy czerwona kartka jest zasłużona czy niesłuszna ma wpływ na ilość rzutów rożnych?
              Wow
          • mini_kks Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:24
            Polska piłka nożna to akurat dyscyplina, w której czynnik losowy odgrywa główną rolę: a to murawa wyboista, a to wiatr wieje nie z te strony, a to sędziemu spodenki się przekrzywiły i dekoncentrują...
            ;)
            • lacido Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:51
              to tłumaczenia graczy a nie obserwatorów;)
        • po-trafie Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:56
          Nie wiem skad zalozenie, ze zarabianie na grach losowych musi od razu byc uzaleznieniem od hazardu.
          Sa ludzie zarabiajacy na gieldzie, nieuzaleznieni od hazardu, ktorzy po prostu w tym znalezli cos odpowiednio ekscytujacego i dochodowego i to im idzie. Czuje sie zmeczony? Kazda praca mozna sie czuc zmeczonym i chciec ja zmienic. To, ze fruzjerka ma dosc bycia fryzjerka i wolalaby byc kwiaciarka nie znaczy ze fryzjerstwo jej szkodzi i ze powinna isc do terapeuty.

          Z uzaleznieniem jest problem wtedy, kiedy nalog rzutuje negatywnie na zycie i kiedy nie ma sie nad soba kontroli: mowi sie ze sie przestanie ale sie nie przestaje, oszukuje sie siebie i bliskich, krzywdzi sie ludzi wkolo siebie, nie umie sie racjonalnie ocenic zyskow i strat.
          Obraz ktory opisala osoba zakldajaca watek tego nie przypomina.
          • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:26
            >Z uzaleznieniem jest problem wtedy, kiedy nalog rzutuje negatywnie

            noł, z uzależnieniem jest zawsze problem. nie ma nałogów rzutujących pozytywnie:)
            • lacido Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:52
              a to porównanie do giełdy jak CI się widzi?
              • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 15:11
                nie widzi mi się w ogóle.
                • triismegistos Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 00:06
                  Wiesz sixa, mam znajomego, który zarabia na życie grajac w pokera. Tak, ze wiem, że można. Chociaż i tak zaraz zaczniesz mi udowdniać, ze to niemożliwe ;)
                  • nglka Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 02:17
                    Ej, ale Triska... w pokera wiele zależy od Ciebie. Dobry blef to podstawa. A tu co? Na boisko na golasa można wlecieć - ale tylko raz ;)
                  • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 09:27
                    ojtam, ojtam, nie widzę specjalnie potrzeby udowadniania czegokolwiek komuś, kto uważa, że fajnie jest wyłożyć 55 tysięcy, żeby wyjąć 6.


                    karty a zakłady to dwie różne rzeczy. poza tym, że tu i tam istnieje ryzyko szarży stawkami. a jeśli gra online, to dodatkowo może natknąć się na grupę ustawioną, która go oskubie i podzieli się łupem. to tak, jakbyś normalnie pracowała i musiała się zastanawiać, czy pracodawca danego miesiąca ci przeleje kasę i będziesz miała szczęście, czy nie przeleje i włożysz to bez marudzenia w straty, takie fifty fifty;)
                    • triismegistos Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 12:03
                      :))
            • po-trafie Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 22.05.11, 16:31
              Blednie uzylam slowa uzaleznienie, powinnam napisac: 'z jakims powtarzalnym zachowaniem', bo to, ze ktos zarabia na zakladach sportowych, nie znaczy ze jest uzalezniony, nie znaczy ze jest to nalogiem. Tak jak nie kazda osoba spozywajaca alkohol jest alkoholikiem.

              A co do pozytywnych uzaleznien: istnieje pozytywnie uzaleznienie od aktywnosci fizycznej lub od zdrowego jedzenia. Oczywiscie mozna przesadzic i moze sie to przerodzic w niekontrolowana manie, ale moze tez pozostac na poziomie uzaleznienia, ktore jest zdrowe.
    • soulshunter2 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 10:56
      nieeeeee nooooo, masz racje. Niech idzie robic na budowe albo do jakiejs biedronki czy cos w tym stylu. Jak mozna tak calymi dniami siedziec w domu i nic nie robic? Skandal!
    • sweet_pink Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 10:57
      Jak facet obstawia sporty na których się zna i ma wypracowany system, którym zapewnia sobie stały zysk to moim zdaniem sprawa nie różni się za bardzo od obracania aukcjami na giełdzie.
      Ja bym zaakceptowała, ale faktycznie tylko pod warunkiem że nie miałabym nawet cienia wątpliwości co do kondycji finansów tego pana (czyli że pod przykrywka dobrego gracza nie kryje się hazardzista ze stosami długów).
    • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:06
      a te zarobki to są na czysto czy razem z wkładem?
      bo żeby wyjąć 6700, to najpierw trzeba włożyć;)

      nie ma grzecznych hazardzistów, to jest zajęcie wyczerpujące głównie psychicznie. i nie wierzę w bajeczki o posprzątaniu i załatwianiu, skoro w weekend facet nie odrywa nosa od laptopa.

      and last but not least, jak rozumiem, rżnie online. no to zupełnie nie jest to samo co obrót akcjami, gdzie płaci się legalne podatki.
      • triismegistos Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:09
        A to wprowadzili jakieś nowe prawo stanowiące, ze sprzątanie liczy się tylko w weekend?
        • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:13
          nie. po prostu nie wiesz, na czym to polega.
          znaczy nie sprzątanie:)
      • twoja_ulubiona_hiena Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:36
        A: na czysto

        B: wiadomo, że w weekend pieczę nad domem przejmuję ja, ale w sobotę rano nie muszę ściagąc pięciometrowej warstwy brudu z parkietu, bo w tygodniu ktoś o dom jednak starał się dbać

        C: gdy zaczął granie traktować bardzo poważnie, zasięgnął opinii dobrego prawnika, który znalazł odpowiednie rozwiązanie, cały czas monitoruje sytuację prawną hazardu internetowego
        • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:47
          >A:
          znaczy bogaty gościu z domu musi być;) albo ty zarabiasz na wkład.

          >B: bo w tygodniu ktoś o dom jednak starał się dbać
          no możliwe, pytanie tylko kto?;)

          >C: gdy zaczął granie traktować bardzo poważnie, zasięgnął opinii dobrego prawn
          > ika, który znalazł odpowiednie rozwiązanie

          >C:
          a na czym to rozwiązanie z grubsza polega, można wiedzieć?
      • po-trafie Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:58
        podatki od zyskow z akcji placi sie od niedawna,
        i nadal uwazam ze jest to zlodziejstwo ze strony panstwa.

        ale to zupelnie na marginesie ;-)

        Uwazam ze opis tego co facet robi brzmi rozsadnie. Jasne, to stresujace, wyczerpujace, meczace, ale brzmi jakby umial okreslic, w ktorym punkcie bedzie miec dosc. Jakby mial dosc jasne i prawdziwe spojzenie na sytuacje.
        Jest masa zawodow, ktore sa rownie jesli nie bardziej stresujace.
        • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:15
          > podatki od zyskow z akcji placi sie od niedawna,
          nie ma znaczenia. kasa na czarno. nie można jej wykazać, nie można nic większego kupić, bo zaraz cię sąsiedzi podkablują gdzie trzeba;)

          opis jest w ogóle nierozsądny, albowiem pomija to, co najważniejsze, mianowicie wysokość wkładu, który trzeba mieć, żeby te 6 tysi wyjąć. pomija też kasę straconą, bo nie wierzę, żeby wyłącznie wygrywał na tych systemach, a już na liczbie kornerów to w ogóle komicznie wygląda.

          a ten wkład jest w znacznie większym stopniu zagrożony ryzykiem utraty niż kasa włożona w giełdę. no i ktoś musi go najpierw zarobić. facet nie pracuje, czyli żona dała, albo starzy;)
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:23

            > opis jest w ogóle nierozsądny, albowiem pomija to, co najważniejsze, mianowicie
            > wysokość wkładu, który trzeba mieć, żeby te 6 tysi wyjąć. pomija też kasę stra
            > coną, bo nie wierzę, żeby wyłącznie wygrywał na tych systemach, a już na liczbi
            > e kornerów to w ogóle komicznie wygląda.
            >

            Sixa - możemy założyć że gra kwotą np. 40-50 tys. złotych. I na postawione 40k wyciąga po miesiącu 46k. Oczywiście pieniądze te musi w istocie stawiać wielokrotnie w ciągu miesiąca - to nie jest jeden 30 dniowy zakład. Z tym że nie mam pojęcia czy 40k wystarczy aby mieć zysk 6,7k na miesiąc. Podejrzewam że nie.
            • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:34
              >Sixa - możemy założyć że gra kwotą np. 40-50 tys. złotych.

              możemy, a zastanówmy się teraz, skąd facet po studiach, nigdzie niepracujący wziął te 40-50 tys. na początek i jaka normalna osoba pozwoliła mu to rozdysponować całość na zakłady.
              z tak durną i nieprzewidywalną specjalizacją, jak liczba kornerów (nawet jeśli to są przedziały albo nie wiem mniej/więcej)

              moim zdaniem, historyjka jest ściemą od a do zet, któremuś adminowi się nudzi chyba;)
              • wersja_robocza Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:38
                Nie mieszajmy w trollowanie adminów.
                • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 14:59
                  to nie jest typowe trollowanie, tylko historyjka na rozruszanie forum.
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:41
                six_a napisała:

                > >Sixa - możemy założyć że gra kwotą np. 40-50 tys. złotych.
                >
                > możemy, a zastanówmy się teraz, skąd facet po studiach, nigdzie niepracujący wz
                > iął te 40-50 tys. na początek i jaka normalna osoba pozwoliła mu to rozdyspono
                > wać całość na zakłady.
                > z tak durną i nieprzewidywalną specjalizacją, jak liczba kornerów (nawet jeśli
                > to są przedziały albo nie wiem mniej/więcej)
                >

                Ja przyznam że nie wiedziałem że istnieje taka specjalizacja jak liczba rożnych. Taki obiekt zakładu to równiez moim zdaniem czysta loteria.
              • mumia_ramzesa Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:56
                > skąd facet po studiach, nigdzie niepracujący wziął te 40-50 tys.
                > na początek i jaka normalna osoba pozwoliła mu to rozdysponować całość na zakłady.

                Studia skonczyl 4 lata temu a gra od 1,5 roku. Nikt nie napisal, ze nigdy nie pracowal, mogl pracowac i odkladac $ nawet w czasie studiow. A jesli to byly jego pieniadze, to nikt nie ma nic do gadania w sprawie pozwalania lub nie na takie a nie inne ich zagospodarowanie.
                • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 15:08
                  można by zapytać autorki, gdyby nie to, że wsiąkła:)

                  i tym się różni życie od forum, na forum ludzie przystaną na każdą maksymalną nawet głupotę, a w życiu popukaliby się w czoło.
              • hobbes1980 Naciagane to wszystko 20.05.11, 21:26
                Zgadzam się- ściema.
                Żeby wygrac miesięcznie 6 tyś, trzeba by chyba operowac, tak na moje oko kwota 10-krotnie wyższą, z załozeniem ze grasz 'rozwaznie' czyli stawiasz na faworytów. W takich meczach stawka wynosi góra 1,2 do 1, wszystko powyżej to juz ryzyko (zreszta nawet przy stawkach 1,1 zdarzało mi sie przegrywac- na szczęscie ja stawiam dla zabawy po kilka zl;). Wyobraźmy sobie teraz człowieka ktory wyłowi mecz takiego faworyta i postawi na niego np 5tyś. Mecz 'wchodzi' wygrywasz 500 zł. I teraz pytanie- ile razy w miesiacu mozna taki numer odstawic? Owszem, mozna codziennie, ale predzej czy poźniej którys zaklad przegrasz- sensacje sie zdarzają. A kazdy przegrany zaklad cofa człowieka o 5 tyś (dodajmy ze nie zawsze mozliwe jest postawienie np. 50 tys na jeden zakład- bukmacherzy maja czasami ograniczenia. Zreszta nawet wtedy- człowiek stawiajacy taka kwote nawet na tzw. 'pewniaka' jest według mnie nienormalny). O liczbie rzutów roznych to w ogole nie ma co wspominać, bo to jest zabawa na zasadzie 'rzuc moneta'- i przede wszystkim dlatego uwazam że cały ten wątek jest naciagany. Ogólnie warto pamietać, ze zaklady bukmacherskie to biznes, na ktorym zarabiac maja nie grający a bukmacherzy- człowiek może miec szczęscie od czasu do czasu, ale na dłuższa mete w większości przypadków 'kasyno wygrywa'.
                • sir_fred Re: Naciagane to wszystko 30.05.11, 09:49
                  Zawodowcy grają jednak trochę inaczej. Nie ma stawiania na pozorne "pewniaki", po kursach 1,1 - 1,2. Z długiej lektury kilku specjalistycznych forów wynika, że praktycznie wszyscy utrzymujący się z grania mają jeden system, o następujących zasadach:
                  - gra tylko na pojedyncze zdarzenia,
                  - ścisła specjalizacja - gramy tylko te dyscypliny, które dogłębnie znamy
                  - konta na kilku, kilkunastu serwisach i wyłapywanie "błędów" bukmacherów
                  - zarządzanie portfelem, standardowe dla każdej działalności inwestycyjnej
                  Taki system wymaga wielkiej samodyscypliny, której nie ma 99% graczy - ci najczęściej układają tzw. pociągi z "pewniaków", licząc ze z 1 zł dostaną 20, albo są "systemowcami" tworzącymi rozpisy ze względnie wysokich kursów. Czasem coś trafią, ale na dłuższą metę to z nich właśnie żyją bukmacherzy.
              • mandolinka.bramborova Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 10:13
                Sixa, abstrahując od tego, czy historyjka jest prawdziwa, czy też nie, uważam, że przesadzasz z tym śledztwem.

                zastanówmy się teraz, skąd facet po studiach, nigdzie niepracujący wz
                > iął te 40-50 tys. na początek

                Po pierwsze autorka napisała, że facet doświadczenie zawodowe ma, tylko niewielkie.
                Po drugie na studiach też można zdobywać pieniądze - ja dzięki pracy wakacyjnej (i to tylko w Polsce, nie wyjeżdżałam nigdzie) , potem już nie tylko wakacyjnej i dzięki stypendium po studiach miałam 20 tys. na koncie.
                Nie jest więc niemożliwe, żeby po studiach dysponować jakąśtam gotówką, którą można włożyć w zakłady. Dlaczego miałby czekać na czyjeś pozwolenie, skoro był dorosły?
                Zauważ też, że mógł zaczynać od niższej półki, a z czasem dozbierać do kwoty, która mu pozwala miesięcznie zarobić 6 tysięcy. Wcześniej dysponował np. kwotą 2x mniejszą, która pozwalała mu zarobić 3 tysiące, z czego za połowę żył, a połowę odkładał.
                Zatem zdobycie takiej kasy jest teoretycznie możliwe.
                • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 10:28
                  przeczytaj inne posty, bo nie chce mi się tego tłumaczyć setny raz. żeby zgarnąć 6 tysięcy, musisz wyłożyć z grubsza 10 razy tyle. KAŻDEGO MIESIĄCA. a że połowa z tego to będą przegrane, nie muszę chyba dodawać.
                  • mandolinka.bramborova Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 10:49
                    A Ty przeczytaj mój jeszcze raz dokładnie. Chodziło mi mniej więcej o to, że teraz, po N latach on zgarnia 6 tysięcy, czyli ma, jak piszesz 10x tyle do dyspozycji. Ale może 2 lata temu zgarniał 4 tysiące i miał tylko 40 do dyspozycji. A 4 lata temu odpowiednio - 2 tysiące i 20 do dyspozycji? A zaczynał z wkładem 10 tysięcy? Poza tym sądzę, że pula 6 tysięcy miesięcznie to zbieranina kilku małych, a może wielu bardzo małych transakcji. Nie wiem, jakie jest prawdopodobieństwo, że się przerżnie wszystkie np. 20 zakładów w miesiącu, ale sądzę, że nie tak znowu duże, dodając jeszcze, że zakłady nie są całkowicie przypadkowe, tylko po wnikliwej analizie to i owo można już przewidzieć.
                    Poza tym czy w innych postach odniosłaś się również do tego, co pisałam o zdobyciu kasy podczas studiów? Bo nie chce mi się szukać, a ciekawa jestem, dlaczego twoim zdaniem to takie niewiarygodne.
                    • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 11:47
                      Nie wiem, jakie jest prawdopodobieństwo, że się przerżnie wszystkie np. 20 zakładów w miesiącu, ale sądzę, że nie tak znowu duże, dodając jeszcze, że zakłady nie są całkowicie przypadkowe, tylko po wnikliwej analizie to i owo można już przewidzieć.

                      szkoda, że nie wiesz. byłoby łatwiej, gdybyś wiedziała, jaki jest stosunek wygranych do przegranych w grach losowych, przy konkretnych stawkach. nawet zakłady bezpieczne można spokojnie przerżnąć i to przy baaaardzo wnikliwych analizach. a bezpieczny zakład oznacza, że bardzo dużo wkładasz, a bardzo niewiele wyjmujesz, czyli jeśli go przegrasz, wypada ci baaaardzo dużo kasy.


                      > Bo nie chce mi się szukać, a ciekawa jestem, dlaczego
                      > twoim zdaniem to takie niewiarygodne.
                      jest całkowicie niewiarygodne, że facet po studiach odkłada kasę na wsadzenie jej w zakłady, a przy tym musi się jeszcze za coś utrzymywać, tak? jest to tak piramidalna bzdura, że nie warto tego w ogóle rozważać.

                      ktoś kto nastawia się na utrzymywanie się z zakładów jest a) idiotą, b) właścicielem punktu bukmacherskiego.

                      zakłady są dobre jako okazjonalna rozrywka. wygrasz super, nie wygrasz, nie musisz się martwić tym, że przerąbałaś właśnie miesięczny budżet domowy i gryziesz czerstwy chleb do końca miesiąca, zastanawiając się, jak to teraz odrobić.

                      a tzw. analitycy ślęczą przez 24 godziny na dobę przy statystykach, przy czym ich zyskowność tak naprawdę niewiele przekracza normę. nie da się z tego utrzymywać, na dodatek jest to iście katorżnicza robota niemająca nic wspólnego z hobby i stresująca, jeśli trafi cię fala przegranych, a przegrane zawsze musisz odrobić, żeby znowu wyjść przynajmniej na zero.

                      po prostu, większość ludzi, którzy są powiedzmy "za" takim stylem życia, kompletnie nie widzi strony kosztów, tylko robi wielkie łał na te 6 tysięcy.
                      • mandolinka.bramborova Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 13:25
                        > szkoda, że nie wiesz. byłoby łatwiej, gdybyś wiedziała, jaki jest stosunek wygr
                        > anych do przegranych w grach losowych,

                        To mnie proszę oświeć - konkrety poproszę, tzn. albo rachunek prawdopodobieństwa albo najlepiej dane z zakładów bukmacherskich, to co piszesz: "dużo wkładać" "bezpieczny zakład" i "niewielka wygrana" to pojęcia dość niedookreślone, nie uważasz?
                        To że komuś coś się wydaje nieprawdopodobne, nie znaczy, że takie rzeczywiście jest. Znam ludzi, którzy kasę wystarczającą na kawalerkę w średnim mieście przepuścili na podróże lub imprezy. Niby też niewiarygodne, a jednak prawdziwe.
                        W takim kontekście inwestycja nawet sporej dla mnie kasy (choć spora kasa to też pojęcie względne) w zakłady, które ŚREDNIO przynoszą zysk, jest jak najbardziej realna. I o to mi tu głównie chodzi, nie o to czy autorka jest trollem, bo może jest i jej facet nawet nie istnieje. Bo istnieją na tym świecie, nawet w tym kraju ludzie, którzy po pierwsze mają pieniądze, choć są dopiero po studiach, po drugie mają bardzo egzotyczne sposoby na ich wydawanie. To że ty uważasz, że to bardzo nierozsądne i nieprawdopodobne akurat nic nie zmienia.
                        • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 16:12
                          >to pojęcia dość niedookreślone
                          przecież było liczone z konkretnymi kwotami.

                          posłuchaj, bo mam już dość;)
                          gdyby to było takie proste i zyskowne, że wystarczy matematyczny wzorek i mamy kupę kasy, ZARABIAŁOBY w ten sposób sporo ludzi, głównie matematyków, prawda?:)
                          nie dziwi cię, że tego nie robią przy takiej ilości bukmacherów? bo mnie baaaardzo.
                          jest natomiast cała masa świrów, którzy ślęczą nad danymi z totolotka doszukując się typów na szóstkę, systemologów sportowych od siedmiu boleści, którym systematycznie kurczy się konto, więc zarabiają na sprzedaży swoich systemów, pełno tego w sieci znajdziesz + garść tych, którzy mieli szczęście wygrać sporą kasę (zdarza się przecież, jak szóstka w lotto;).
                          jedynym wygranym jest bukmacher. i koniec. a próby przechytrzenia bukmachera kończą się bardzo prosto: zamknięciem konta;) ew. wszystko to, co nie jest groźne dla bukmachera, ma tak niski i rozwleczony w czasie zysk, że nie ma mowy o zarabianiu, co najwyżej dorabianiu i to dość symbolicznym.

                          anyway. znam kilku zapaleńców w tej dziedzinie, żaden z nich nie rzucił normalnej pracy dla zarabiania na zakładach. jest to mrzonka.
                          • mandolinka.bramborova Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 17:23
                            Może mi coś umknęło, ale nie zauważyłam żadnych konkretnych kwot poza 6722 podaną przez autorkę. Co prawda coś wspominałaś o 40-50 tys., potem gdy ktoś wspomniał o potrzebie wyłożenia 10krotności, to 60 tys., ale kwoty te są tak samo konkretne jak moje wyliczenia gdzieś tam wyżej, że 2 lata wstecz zarabiał 4 tys. przy włożeniu 40 tys. Czyli niespecjalnie mnie oświeciłaś co do prawdopodobieństwa zarobku. Twoje rozważania, że gdyby to było takie łatwe, to każdy by się za to wziął, to ciągle tylko rozważania, a nie dowód na to, że to niemożliwe. Prawdopodobieństwo 6 w totka, jak już o tym mówimy też jest mikroskopijne, a jest koleś, który wygrał 2 razy, w polityce bodajże o tym było.
                            I powtórzę, po raz ostatni mam nadzieję, że jakie by nie było prawdopodobieństwo zarabiania na zakładach sportowych, to MNIE W MOICH WYPOWIEDZIACH CHODZIŁO O TO, ŻE POSIADANIE KILKUDZIESIĘCIU TYS. ZŁOTYCH PRZEZ MŁODEGO CZŁOWIEKA W TRAKCIE I PO STUDIACH JEST JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE. KPW?
                            • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 18:32
                              > Może mi coś umknęło, ale nie zauważyłam żadnych konkretnych kwot poza 6722 poda
                              > ną przez autorkę. Co prawda coś wspominałaś o 40-50 tys.,
                              jesus, to jest straszne. kurs bezpieczny = ca. 1,2, ile musisz włożyć, żeby otrzymać NA CZYSTO 6700? + konieczny warunek, część zakładów będzie przegrana. zadanie na niedzielę, wystarczy czasu?

                              > TO, ŻE POSIADANIE KILKUDZIESIĘCIU TYS. ZŁOTYCH PRZEZ MŁODEGO CZŁOWIEKA W TRAKCIE I PO STUDIACH JEST JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE. KPW?
                              pogadamy, jak opanujesz małe literki.
                              • po-trafie Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 22.05.11, 16:47
                                six_a podziwiam Twoje przekonanie co do wlasnej racji, opierajace sie, z tego co rozumiem, na posiadaniu paru znajomych, ktorzy to robia.
                                Troche jak ludzie, ktorzy mowia ze na freelance w it nie da sie zarobic bo maja paru kolegow ktorzy robia strony w domu i zawsze sa w plecy ;-)

                                Z ciekawostek: okolo 3% graczy zyje z obstawiania. Wiekszosc z nich gra na zagranicznych serwisach (co nie jest w Polsce nielegalne) i nie placi dzieki temu podatkow. Wystarczy zaczac od 10-20k i idzie calkiem fajnie.
                                Osobiscie znam bardziej gieldowy rozdzial tej samej ksiazki, czyli ludzi ktorzy grajac na gieldzie przez konto bankowe, dorabiaja druga pensje do tej posiadanej.
                                Diabelnie kiepsko sie z nimi pracuje (masz takiego biurko obok i kazde spotkanie trzeba wyblagac i uzaleznic od tego czy akurat rosnie, czy spada, czy wogole czeka na cos i jest wolny ;-)), ale maja efekty. I tez - wystarczy zaczac od 10-20k.
                                Dodam, ze prawdopodobnie na kazda jedna osobe, ktore na czyms takim zarabia wypada 20 albo 30 osob, ktore na tym przegrywaja. Dodajac do tego informacje, ze jednak duzo czesciej przegrany podzieli sie z ludzmi swoja frustracja, niz wygrany szczesciem, to obiegowa opinia jest taka ze na zakladach sportowych wszyscy traca, a na gieldzie zarabia sie tylko na transakcjach masowych.
                                Tak nie jest.

                                Dosc latwo bylo ci wyciagnac argument, ze gdyby to bylo mozliwe to duzo wiecej osob by tak zarabialo. Skad taki pomysl?
                                Zeby zarabiac, trzeba (jak opisala to autorka) nie tylko miec wiedze, skupienie i nerwy, ale do tego ladowac w to mase czasu. Niewiele osob ma wszystie te warunki a z tych, ktorzy maja, wygrywa tylko czesc.
                                Zdecydowanie nie jest to jednak niemozliwe.

                                Zastanawia mnie jednakze mechanizm takiego myslenia, bo pojawia sie w wielu wielu innych sytuacjach. 'Gdyby w UK nie dyskryminowali Polakow przy lepszych pracach, to przeciez tylu ludzi majacych dyplom nie pracowaloby na zmywaku' (prawa jest taka, ze w duzej czesci sami poddaja sie temu schematowi i przez 5 lat przy zmywaku/robieniu kawy/podawaniu talerzy nigdy nie wyslali CV w miejce, w ktorym chcieliby pracowac i ktore odpowiadaloby ich kwalifikacjom). Albo 'gdyby wyzsze wyksztalcenie nie gwarantowalo dobrej pracy, to przeciez tylu ludzi by nie spedzalo 5 lat na uniwersytetach' (tu nawet bez komentarza).
                                • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 22.05.11, 17:22
                                  >Diabelnie kiepsko sie z nimi pracuje (masz takiego biurko obok i kazde spotkanie trzeba wyblagac i uzaleznic od tego czy akurat rosnie, czy spada, czy wogole czeka na cos i jest wolny ;-)), ale maja efekty.

                                  to jest pewnie to pozytywne uzależnienie;)

                                  a moje przekonania biorą się również z praktyki rekreacyjnej i śledzenia tych, co dorabiają. nie tylko z zasłyszenia. pozdrawiam.
                              • mandolinka.bramborova Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 00:30
                                > > TO, ŻE POSIADANIE KILKUDZIESIĘCIU TYS. ZŁOTYCH PRZEZ MŁODEGO CZŁOWIEKA W
                                > TRAKCIE I PO STUDIACH JEST JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE. KPW?
                                > pogadamy, jak opanujesz małe literki.

                                Rozumiem, że jakoś trzeba przykryć swój wstyd, że mimo moich powtórzeń i w końcu dużych liter nie zrozumiałaś kompletnie, o co mi chodziło. Nie przejmuj się, kiedyś zrozumiesz. Trzymam kciuki! :)
                                • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 10:05
                                  deer mandolinka, nie wiem o jakim wstydzie mówisz. z całą pewnością tematem tego wątku nie jest posiadanie pieniędzy, tylko namawianie do ich tracenia w konkretny sposób. jeśli do tej pory tego nie zrozumiałaś, a zacięłaś się jak stara płyta na tym, czy człowiek po studiach może czy nie może mieć kilkudziesięciu tysięcy, to współczuję ci bardzo.
                                  • gruby_dolar Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 10:49
                                    absolutnie można wygrywać. Kwestia dyscypliny. Nikt przecież nie powiedział że to piłka nożna, chyba że coś przeoczyłem. Może to być równie dobrze snooker, gdzie gra to 1:1 i liczą się chociażby wiadomości takie jak liga światowa, prywatne życie zawodonika, obserwacja jak radzi sobie z presją i takimi a nie innymi sytuacjami od lat. Czytanie wypowiedzi i tak dalej. Albo nie wiem taki durny żużel. Jest średnia biegowa, jak zawodnik radzi sobie w innych ligach, jaki tuner, jaki tor prawdopodobnie przygotują gospodarze, jak się na nim czuje, jaki tuner, jaka atmosfera w drużynie. Nie różni się to bardziej od wiadomości o spółce akcyjnej. Trzeba uważenie śledzić poczynania spółki, trwające rozmowy, potencjał, start do jakichś przetargów, zaplecze szanse. A Wy tu tylko o piłce nożnej. Jest wiele sportów i wiele rzeczy można obstawiać, jednak to nie jest podejście "oo to dobra drużyna a to słaba" tylko wiedzieć co się wydarzyło w życiu drużyny, zawodników, jak radzą sobie z presją, czy forma zwyżkowa czy nie i tak dalej. To analiza bardzo analogiczna do giełdy i nie jest to przesadą. Drużyna jest jak firma, są pracownicy o takim a nie innym potencjale, jest prezes taki a nie inny z takim a nie innym podejściem i nazywa się trenerem. Ech wiele wiele można pisac.
                                    • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 13:43
                                      >Nikt przecież nie powiedział że to piłka nożna
                                      owszem, powiedział. jeśli jesteś tak zdyscyplinowany, jak czytasz, to trzymaj się od tego z daleka.
                  • silic Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 29.05.11, 23:35
                    >żeby zgarną
                    > ć 6 tysięcy, musisz wyłożyć z grubsza 10 razy tyle. KAŻDEGO MIESIĄCA. a że poło
                    > wa z tego to będą przegrane, nie muszę chyba dodawać.

                    Termin "na czysto " coś ci mówi ? To może podpowiem : ile by w miesiącu nie przegrał i nie wygrał, to średnio co miesiąc jest NA PLUSIE 6000zł. On nie wydaje co miesiąc 50tys. tylko ( być może ) takimi pieniędzmi obraca. Zakłady bukmacherskie są dużo lepszą sprawą od giełdy.
                    • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 10:02
                      >NA PLUSIE 6000zł.
                      no jest, jak mu się przyśni chyba.

                      eeetam, może powinieneś opanować takie pojęcia jak "skuteczność" typowania, zamiast bredzić.

                      > Zakłady bukmache
                      > rskie są dużo lepszą sprawą od giełdy.
                      głupota stulecia, ale bukmacherzy ci za to podziękują. brawo:)
                      • silic Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 31.05.11, 02:03
                        > głupota stulecia, ale bukmacherzy ci za to podziękują. brawo:)

                        O masz, panna wszechwiedząca, myśląca że giełda to złoty cielec kasę dający. Giełda jest grą o sumie zerowej - ktoś musi przegrać żeby ktoś mógł wygrać. W bukmachera wygrywających może być , teoretycznie, nawet 100%.
                        • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 31.05.11, 09:30
                          nie wypowiadam się na temat giełdy, tylko zakładów. nigdzie nie mówiłam, że giełda jest jakimś cielcem w porównaniu, czytaj no uważniej.
            • fuks0 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 12:46
              > Sixa - możemy założyć że gra kwotą np. 40-50 tys. złotych. I na postawione 40k
              > wyciąga po miesiącu 46k. Oczywiście pieniądze te musi w istocie stawiać wielokr
              > otnie w ciągu miesiąca - to nie jest jeden 30 dniowy zakład. Z tym że nie mam p
              > ojęcia czy 40k wystarczy aby mieć zysk 6,7k na miesiąc. Podejrzewam że nie.

              Teoretycznie może jak najbardziej być 1, tyle że wtedy ryzykuje się utratę posiadanych 40 tys. - wystarczy kurs 1.15. Niemniej żeby uniknąć ryzyka utraty dużych kwot należałoby w ciagu miesiąca "zakładać" się przynajmniej kilkadziesiąt razy, i to do tego grając systemami (np. 3 z 5, 4 z 8).
        • bartek8987 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 14:32
          > Jest masa zawodow, ktore sa rownie jesli nie bardziej stresujace.

          Jest też parę, ale dosyć szeroko praktykowanych, w których przeciętnie zarabia się tyle samo, za to z dużo mniejszym stresem (wydajność musi być utrzymywana na pewnym poziomie, ale nie przekłada się tak bezpośrednio na wynik finansowy), a przy tym są rozwojowe, tzn. im dłużej tym mniej stresu, praca ciekawsza, a zarobki większe. W dodatku jest z nich jakiś pożytek społeczny, a z zakładów to średnio.

          Co więcej, jeśli już ktoś lubi stres i zaangażowanie, to może zarobić znacznie więcej niż 6 tys. miesięcznie. Chociażby zakładając własną firmę w handlu. I dlatego opisany plan na przyszłość partnera autorki wątku jest dobry.
      • mr_moneypenny Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 14:04
        A ja w swoim zyciu spotkalem 3 ludzi utrzymujacych sie z 'hazardu'. 1 gral w pokera, 1 na koniach i 1 na zakladach pilkarskich. Tych ostatnich 2 to matematycy. Ktos to slusznie przyrownal to do gry na gieldzie, bo mniej wiecej w taki sam sposob spedzali dni na czytaniu o koniach czy pilce, jak zawodowy gracz na gieldzie czytalby o ekonomii czy spolkach. Takze nie ma absolutnie mowy o strzelaniu na slepo (co robia np. gracze obstawiajacy wlasna druzyne). Nie ma takze mowy o spektakularnych wygranych, jako ze nie obstawia sie ryzykownych zakladow.

        Zawod jak kazdy inny...
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:22
      Możemy tylko zgadywać czy robi to dla emocji, czy dla pieniędzy.
      Na pierwszy rzut oka wygląda na to że zmienił to w niezbyt przyjemną i wyczerpującą pracę, co jest rozwiązaniem bezpieczniejszym jeśli chodzi o uzależnienie.
      Ale niepewność co do przyszłych dochodów a także możliwość strat siada na psychice.

      Zastanawia mnie tylko jedno - jaką firmę za rok założyć zamierza, jeśli przez ostatnie dwa a może 3 lata tylko zakładami się zajmował?
      • six_a Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:24
        punkt bukmacherski niech założy, obstawiam, że ciągnięcie kasy z kogoś będzie dużo bardziej opłacalne;)
      • soulshunter2 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:31
        bedzie organizowal szkolenia jak obstawiac zaklady. Frajerow nie brakuje wiec moze byc tego calkiem dobry biznes.
    • lolcia-olcia Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:40
      Bo myśli to nie musi być korporobolem.
    • dzwonie.bo.nie.moge.rozmawiac Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:57
      Tak, potrafiłybyście to zaakceptować.
    • wersja_robocza Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 11:58
      Grzeczny hazardzista? Jak dla mnie hazardzista to osoba nadmiernie lubiąca ryzyko, ciągłą adrenalinę i ekscytację. Kochający ekstrema i niepewność. Żeby nie rzec uzależniony.
      Tobie to odpowiada, jemu też to świetnie.
      Jak dla mnie nie do przyjęcia na dłuższą metę.
    • thelma.3333 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:22
      n/t - nie;
      w ogole jakbym sie o czyms takim dowiedziala, to skonczyloby sie na pierwszej - i ostatniej - randce;
    • maly.jasio swietna robota, ale... 20.05.11, 12:23
      na maximum 10 lat.

      potem serce i nerwy wysiadaja.

      znam kogos takiego.
    • mumia_ramzesa Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 12:58
      > Z ciekawości pytam: potrafiłybyście to zaakceptować?

      Tak, o ile by mial odpowiednie podejscie do tego (dosc luzne) i nerwy jak postronki.
    • kobieta_z_polnocy Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:15
      Hmm, ciężko mi powiedzieć, czy potrafiłabym zaakceptować.

      Kiedy przeczytałam twój opis, to się wzdrygnęłam na nie. Tak naprawdę - choć uprzedzam, że nie przemyślałam jeszcze sprawy - to w pierwszym odczuciu, to że on średnio zarabia tyle i tyle i że dba o dom nie zmienia faktu, że bardzo mi się taki pomysł na życie nie podoba.

      Może dlatego, że trochę niejasno to wszystko opisałaś. Jaki jest w ogóle status twojego partnera? Gdzieś pracuje? Jest zarejestrowany jako bezrobotny? Dużo jest tutaj znaków zapytania, które tylko potęgują wątpliwości. Co z przyszłością?

      Po drugie, być może się mylę, ale brzmi to jak "praca" 24/7: ciągłe kalkulowanie, śledzenie rozgrywek i statystyk... I to za te UŚREDNIONE 6 tysięcy miesięcznie. Czy naprawdę warto?

      Może niewiele wiem na ten temat, ale jak można regularnie wychodzić na czysto przy obstawianiu ilości rzutów rożnych? Bo że zwycięstwo czy nawet ilość bramek jeszcze potrafię sobie wyobrazić jako względnie (=statystycznie) przewidywalne, ale kornery?

      Podsumowując: zbyt niejasno, podejrzanie i obsesyjnie to wszystko brzmi.

      • maly.jasio czytaj wpisy innych 20.05.11, 13:36
        zanim dolozysz swoj.
        by sie niepotrzebnie nie powtarzac.
        forum.gazeta.pl/forum/w,16,125375361,125379111,swietna_robota_ale_.html
    • vandikia Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 13:35
      ja bym się nie pogodziła, jako hobby, małe kwoty - owszem
      ajko zajęcie główne? nie.
      moim zdaniem, to wypacza charakter człowieka i nie prowadzi do niczego dobrego
      pieniądze to nie wszystko, poza tym te specjalnie oszałamiające nie są żeby ryzykować uzależnienie
    • bonnie79 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 15:36
      Nie przeczytałam wszystkich odp. więc nie wiem czy się nie powtórzę, no ale....proponuję ci obejrzeć film pt" "Wygrany" Saniewskiego i wszystko będzie jasne :)
      • mocno.zdziwiona Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 19:36
        Ja bym spokojnie zaakceptowała taki sposób zarabiania. Jeśli nie ma objawów uzależnienia to dlaczego nie. Kasa uśredniona jest całkiem ok, wiadomo że są miesiące lepsze i gorsze, ale wg lepsze to niż siedzenie za biurkiem lub machanie łopatą jeśli tego nie lub.
        • simply_z Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 22:44
          nie siedzi za biurkiem ,tylko siedzi przed laptopem cale dnie i noce uprawiajac no jakby nie bylo hazard
          czym tu sie zachwycac?
          pasja?jaka znowu kurna pasja.
    • izabellaz1 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 19:41
      Można tyle zarabiać nie spędzając 24h/dobę na oglądaniu, liczeniu i czym tam jeszcze :)
      Szkoda zdrowia.
      • lonely.stoner Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 23:04
        mojej kolezanki rodzice rozwiedli sie z takiego powodu ze jej ojciec byl wlasnie takim cicho-ciemnym hazardzista, co niby nie ma zadnego problemu i wszystko jest pod pelna kontrola, jak wyszlo na jaw ze pozaciagal kredyty na iles tam milionow zeby splacic przegrane w zakladach (bo trzymal to w tajemnicy przed rodzina) to matka postanowila sie z nim rozwiesc i podac o rozdzielnosc majatkowa zeby tych jego dlugow nie splacac. Nie wiem jak to sie skonczylo dokladnie, wiem ze sprawa sie wkekla strasznie dlugi, musieli sprzedac mieszkanie, no i w koncu jakos kobieta dostala rozwod z orzekaniem o jego winie. Kolezanka wtedy byla na studiach i miala mega jazde w domu, stres i ogolnie chyba zalamanie nerwowe. Takiego miala extra ojca, hazardziste.
        • simply_z Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 20.05.11, 23:06
          nie znasz się;0 to pasjonat :P
    • brown_aurelia Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 21.05.11, 10:16
      jesli jest rozsądny i wygrywa całkiem sporo, to czemu nie?
      gdzie on tyle zarobi? 6 tys?
      co Ci w tym przeszkadza?
      nie każdy musi mieć pracę na etat od 8-16
    • twoja_ulubiona_hiena Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 22.05.11, 11:02
      przepaszam z gory za wszelkie literowki i bledy inteprunkcyjne, nie mam czasu, a chcialabym wyjasnic pare kwestii, bo paru osobom udalo sie dokonac jakichs niesamoiwtych interpretacji mojego pierwszego postu:

      1. niewielkie doswiadczenie zawodowe to praca lektora w szkole jezykowej, przetlumaczenie dwoch ksiazek dla znanego, duzego wydawnictwa i praca w dziale public relations pewnej polskiej firmy. nie wyglada to zle, ale troche martwi mnie biala plama z ostatnich dwoch latach. Nie wiem skad komus przyszlo do glowy, ze nie mial ZADNYCH pieniedzy,

      2. wszystko zaczelo sie od tego, ze chcial obejrzec pewien mecz. w sieci mozna znalezc darmowe relacje, ale czesto podlej jakosci, stwierdzil, ze wplaci 50 PLN do buka, by moc ogladac mecze ulubionych lig bez reklam i zaklocen. Mial nie grac tymi pieniedzmi, ale oczywiscie nie wytrzymal. Gral bez glowy, idiotycznie, probujac sie odegrac w pare tyg. stracil 2 tys. Potem, juz duzo bardziej doswiadczony, z 50 zl w dwa dni zrobil 800, wyplacil 600, 200 zostawil sobie na kolejny weekend, potem z tych 200 zrobil 1000, wyplacil 700 i tak dalej, kwoty robily sie coraz wieksze... Zaliczal jeszcze spore wpadki, ale caly czas byl na plusie, potem zaczelo sie robienie notatatek i traktowanie tego jako podstawowe zrodlo dochodu.

      3. Jak to mniej wiecej wyglada. Wczoraj ogladamy mecz ligi koreanskiej, pierwsza polowa byla koszmarna nudna, niewiele sie dzialo, gra w srodku pola. Na poczatku drugiej w druzynie A pojawil sie zawodnik Iks, co moj partner uznal za wyrazny sygnal do ataku, ale to chyba nie tylko z tego powodu mecz zrobil sie duzo zywszy i ciekawszy. Z jego notatek wynikalo, ze w kilku meczach z rzedu obie druzyny zaliczaja duze lepsze polowy, a druzyna A w drugich polowach gra otwarta pilke, sama ostro atakuje skrzydlami, ale i jest podatna na kontrataki. Minelo kilka minut drugiej polowy, dwa razy bylo o wlos od rzutu roznego. On uznal,, ze wchodzi w to. Stawia 2 tys przy stawce 1.5, ze do konca meczu padna jeszcze 4 rogi. Mecz jest superciekawy, ale mijaja kolejne minuty, rogu nie ma. On twierdzi, ze oba zespoly naleza do najelpiej przygotowanych fizycznie w lidze i ze utrzymaja ostre tempo, sczegolnie, ze w pierwszej polowie wlasciwie czlapali, a im blizej konca wyrownanego meczu, tym obroncy beda bardziej nerwowi, co moze skonczyc sie rogami. Druzyna X zmienia ustawienie na jeszcze bardziej ofensywne, najlepszy obronca druzyny Y lapie kontuzje. On robi jeszcze jeden zaklad, 2 tys. przy stawce 1.57, ze do konca meczu padna jeszcze 3 rogi.Zaczynam sie denerwowac, jest juz 74. minuta, sporo sie dzieje na murawie, ROGÓW NIE MA. On był spokojny oczywiście, mowil, ze spodziewa sie wariackiej koncowki w tym meczu. MIedzy 77. a 90. minuta bylo 5 kornerów. Zarobil ponad 2 tys w 45 minut.

      NIe zawsze jest nerwowo, czasem jego "przepowiednia" sprawdza sie juz po 10-20 minutach od zawarcia zakladu. A czasem oczywiscie przegrywa, bo ZAWSZE, nawet przy ogromie wiedzy, potrzebne jest szczescie, ale doswiadczony gracz potrafi szczesciu bardzo pomoc. I lubie w nim to, ze jak przeegra albo bardzo pechowo, albo przez wlasna glupia decyzje, wylacza komputer i idzie na spacer albo pobiegac, by uspokoic mysli i nie zrobic niczego glupiego z zadzy odegrania sie. Zawsze gra na zimno i nie gdy nie pije przed lub w trakcie alkoholu.

      Chcialabym, zeby juz z tym skonczyl, bo mimo ze on to lubi, to jest naprawde ciezka, obciazajaca praca. Nie wszyscy zdaja sobie sprawe jak ciezka. Dzieki za wypowiedzi!
      • czarny.babou Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 29.05.11, 20:32
        Ale co w ogóle chciałaś osiągnąć tym tematem? Tak się poradzić nieznajomych? :D Ja na przykład z - odwrotna sytuacja - kobietą hazardzistką by wytrzymał. Pan Zdzisiek nie, a pan Krzychu tak. Pani Ala nie, Pani Kasia tak itd. Teraz zrobisz listę tych i tych? :P.

        Czyli kryterium jest nie to, że kogoś kochasz / nie kochasz, czujesz się dobrze w jego towarzystwie / czujesz się źle tylko ''czy gra na zakładach czy nie''? Chyba gdyby naprawdę ci zależało to mogłabyś próbować coś zmieniać, jeśli to akurat by było coś, co przesądziłoby o ewentualnym rozstaniu. Ale co ja tam wiem :P.

        Ewentualnie może kryterium jest to że np. bronek_zielony_konik poradził, że lepiej go zostawić? :-D Litości, muaahahahahah.

        Pomijając fakt, że część odopowiadających osób, którzy uważają, że to ''tylko czynnik losowy'' zdaje się nie mieć pojęcia o tego typu zabawie.
      • madzior87 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 01:00
        > 1. niewielkie doswiadczenie zawodowe to praca lektora w szkole jezykowej, prze
        > tlumaczenie dwoch ksiazek dla znanego, duzego wydawnictwa i praca w dziale publ
        > ic relations pewnej polskiej firmy. nie wyglada to zle, ale troche martwi mnie
        > biala plama z ostatnich dwoch latach


        Ważne, że jego nie martwi i nie układa sobie życia wg planu idealnego CV do korpo.
      • senseiek Masakra :D 30.05.11, 04:35
        > [...]
        > owac, jest juz 74. minuta, sporo sie dzieje na murawie, ROGÓW NIE MA. On był sp
        > okojny oczywiście, mowil, ze spodziewa sie wariackiej koncowki w tym meczu. MIe
        > dzy 77. a 90. minuta bylo 5 kornerów. Zarobil ponad 2 tys w 45 minut.

        MASAKRA :D

        Niech sie przerzuci na gielde i kupuje akcje bankrutujacych spolek.. Bedzie mniej nerwow i wieksza szansa na zajebisty zysk.

        > Chcialabym, zeby juz z tym skonczyl, bo mimo ze on to lubi, to jest naprawde ci
        > ezka, obciazajaca praca. Nie wszyscy zdaja sobie sprawe jak ciezka. Dzieki za w
        > ypowiedzi!

        No ja wiem, bo jestem inwestorem gieldowym... Czasami czlowiek nie moze spac, i czeka az do 9 rano cala noc, tylko po to zeby spojrzec w arkusz notowan on-line, zeby sprawdzic czy idzie w gore, jak sie zalozylo, i ew. ustawic nowe zlecenia..
      • turbo-liberal Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 19:58
        Po takiej ilości danych technicznych nt. meczu, już wiem, że on to ty.
        Kobieta nie byłaby w stanie tego zapamiętać. Zwyczajnie.
    • ele_gancki Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 29.05.11, 22:33
      Skoro starcza Ci na buty i torebki, to o co miauczysz?
    • maya_2 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 29.05.11, 23:14
      Może naprawdę chce założyć własną firmę i w ten sposób może na nią odłożyć. Inną opcją, żeby sensownie zarabiać jest praca w korporacji - stres koszmarny, praca po godzinach, często odmóżdzająca, także ciesz się, że Twój facet znalazł ciekawszy sposób na życie.
      • senseiek Posiadanie wlasnej firmy - to jest dopiero STRES. 30.05.11, 04:38
        > Może naprawdę chce założyć własną firmę i w ten sposób może na nią odłożyć. Inn
        > ą opcją, żeby sensownie zarabiać jest praca w korporacji - stres koszmarny, pra
        > ca po godzinach, często odmóżdzająca, także ciesz się, że Twój facet znalazł ci
        > ekawszy sposób na życie.

        Posiadanie wlasnej firmy - to jest dopiero STRES.. Nie wiadomo czy beda zlecenia, nie wiadomo czy kontrahent zaplaci, nie wiadomo czy bedzie nastepna kontrola z US itd itp.
        • wtes2 Racja, zdobywanie kontraktów dla własnej firmy to 30.05.11, 07:46
          dopiero jest ruletka. Z drugiej strony jakie jest prawdopodobieństwo utrzymania się w pracy i osiągnięcia sukcesu finansowego nawet w dużej korporacji ? Przy założeniu że wartość oczekiwana to minimum 60000 netto i liczba prób (lat pracy)-10 ? Założę się że jakieś 0,2!
    • danz Artykuł sponsorowany :) 30.05.11, 07:53
      Pierwszy post hieny i opis jak to fajnie się zarabia grając.
      Jakaś firma bukmacherska zamówiła, zapłaciła toi ma.
      Wstydu nie mają żerując na ludzkiej naiwności.
      • mitko32 Re: Artykuł sponsorowany :) 30.05.11, 10:23
        Kryptoreklama oczywiście. "6722 PLN miesięcznie", kto by się nie skusił ;-)
        • turbo-liberal Re: Artykuł sponsorowany :) 30.05.11, 20:01
          Też jestem tego zdania. Ten kobieta podał jak z nut (parę postów wyżej) masę technikaliów dotyczących meczu.
          Kobieto (hehe) - ty chyba nigdy nie widziałeś kobiety :)
    • aquanta Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 08:57
      Chyba nie ma problemu z dzieleniem życia z człowiekiem pracującym w ten sposób. Z tego co opisujesz nie jest uzależniony od hazardu ma po prostu męczącą nietypową pracę.
    • themaxmaster Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 09:18
      Boze, to juz chyba setna osoba ktora zyje z zakladow sportowych, a nikt nie mowi ze przegrywa. Z czego zyja te firmy. To jakies charytatywne podmioty ?
    • 4v kobiecie to się jednak nigdy nie dogodzi. 30.05.11, 10:53
      Masz zajebistego faceta, wiernego, silnego, niezależnego, umiejącego zadbać o siebie, o dom, o Ciebie; żadnych tandetnych romansików w pracy, pełna kontrola nad swoim życiem. i jeszcze Ci źle?

      • pkk07 Re: kobiecie to się jednak nigdy nie dogodzi. 30.05.11, 14:06
        Widze ,że cenzura działa - dałem odnosnik do strony takich jak ja i ten Twój ,którzy próbują żyć z obstawiania zakładów sportowych i ....zostałem wyciety w pień ....
        podam pare faktów :
        -ok.3 % obstawiających ZARABIA ,97% traci....
        -ta praca NAPRAWDE wymaga sporo wysiłku i to takiego INTELEKTUALNEGO..
        - aby były wyniki ja obecnie spedzam z kompem i TV ok.10 h/dobe ,tak więc traktowanie tego jako hobby to pewna ułuda - to jest cięzka praca niczym górnika na dołku..
        -jeśli Twój fagas RZECZYWISCIE wyciąga srednio-miesięcznie ponad 6 k pln NETTO to....DAJ MI DO NIEGO NAMIAR !!!!jest zarypistym typerem...
        -ogólnie yield ( czyli czysty zysk/zainwestowanego kapitału w dłuzszej perspektywie na poziomie 5-10% jest naprade wysoki)
        -jeśli gość nie zadłuża się ,nie reaguje zbyt nerwowo w domu to sie ciesz ,że masz zaradnego faceta a nie narzekaj...
        troche chaotycznie ,bo pisze z pracy (tak-tak oprócz bukmacherki wciąż pracuje) ,ale jeśli są jeszcze jakies pytania to prosze - postaram się odpowiedzieć..
    • mr_moneypenny Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 14:07
      Gdzies sie w srodku wstrzelilem wiec powtorze:
      A ja w swoim zyciu spotkalem 3 ludzi utrzymujacych sie z 'hazardu'. 1 gral w pokera, 1 na koniach i 1 na zakladach pilkarskich. Tych ostatnich 2 to matematycy. Ktos to slusznie przyrownal to do gry na gieldzie, bo mniej wiecej w taki sam sposob spedzali dni na czytaniu o koniach czy pilce, jak zawodowy gracz na gieldzie czytalby o ekonomii czy spolkach. Takze nie ma absolutnie mowy o strzelaniu na slepo (co robia np. gracze obstawiajacy wlasna druzyne). Nie ma takze mowy o spektakularnych wygranych, jako ze nie obstawia sie ryzykownych zakladow.

      Zawod jak kazdy inny...
      • jasmina_tdi definicja hazardu 30.05.11, 14:22
        Ciekawe, czemu prawie wszyscy uwazacie, ze hazard jest wtedy, kiedy w grę wchodzi jakaś dyscyplina sportowa, lub rzadziej (ktoś o tym napisał) - giełda?

        Czy jak pan Ziutek zainwestuje cały cash w okręt bananów, nie wiedząc czy zdarzy się a) burza na morzu b) dumpingowe ceny w sieci Biedronka c) masowe zatrucia bananami to nie jest to hazard? Pana Ziutka pot zlewa tygodniami, jak obstawia ewentualne zyski i straty. A potem, jak wtopa nie nastąpi, obstawia pięć kolejnych okretów i tak w kółko.

        Spora część biznesu opiera się na hazardzie. Można albo grać (i wygrywać), albo siedziec grzecznie za biurkiem marząc o sukcesach, które ZAWSZE pociągają za sobą ryzyko. Mniej lub bardziej przewidywalne. Na szczeście - dla niektórych bardzo nieprzewidywalne :D
        • bartek8987 Re: definicja hazardu 30.05.11, 14:56
          inwestycja w okręt bananów opiera się na tym, że:
          - banany są smaczne i pożywne, i ktoś chce je skonsumować (i zapłacić panu Ziutkowi)

          inwestycja na giełdzie, też może być jakoś pożyteczna (przynajmniej w teorii) - ktoś wykłada kasę, ktoś inny ją pomnaża

          inwestycja w zakład bukmacherski - gdzie tu jakaś wartość wytworzona? na tym MUSI ktoś tracić, żeby ktoś inny mógł zarabiać - nie jest możliwa sytuacja win2win
          • silic Re: definicja hazardu 31.05.11, 02:10
            > inwestycja na giełdzie, też może być jakoś pożyteczna (przynajmniej w teorii) -
            > ktoś wykłada kasę, ktoś inny ją pomnaża

            Taa. Zwłaszcza takie kontrakty na opcje, indeks czy inne pochodne. Pieniądze na giełdzie nie biorą się z powietrza tylko dokłada je inny uczestnik. Na giełdzie sytuacja win2win jest niemożliwa.

            > inwestycja w zakład bukmacherski - gdzie tu jakaś wartość wytworzona? na tym M
            > USI ktoś tracić, żeby ktoś inny mógł zarabiać - nie jest możliwa sytuacja win2w
            > in

            Tracić może bukmacher. Jeśli 10 osób obstawi zwycięstwo drużyny A , nikt nie postawi na drużynę B to w przypadku zwycięstwa drużyny A wygrywają wszyscy. Na giełdzie, żeby zrealizować zysk musisz mieć kogoś, kto za to zapłaci. Jeśli wszyscy będą chcieli sprzedać to nikt nie sprzeda.
            • six_a Re: definicja hazardu 31.05.11, 09:28
              >Tracić może bukmacher. Jeśli 10 osób obstawi zwycięstwo drużyny A , nikt nie postawi na drużynę B to w przypadku zwycięstwa drużyny A wygrywają wszyscy.

              hahahaha, bukmacher nie traci nigdy, przyswój pojęcie marży. bukmacher ciągnie z każdego zakładu. a jak będziesz robił za duże kokosy, to dostaniesz limity na zakłady, nie bój żaby, nie ma szansy, żebyś se pokicał.
            • bartek8987 Re: definicja hazardu 31.05.11, 13:02
              > Taa. Zwłaszcza takie kontrakty na opcje, indeks czy inne pochodne. Pieniądze na
              > giełdzie nie biorą się z powietrza tylko dokłada je inny uczestnik. Na giełdzi
              > e sytuacja win2win jest niemożliwa.

              Ale pomijając spekulację, idea giełdy jest taka, że posiadając akcję posiadasz część firmy, która coś wytwarza. A więc pomogłeś tej firmie coś wytwarzać, np. zapisując się na akcje, albo kupując je i powiększając ich kurs. Przy zakładach sportowych nie pomagasz nikomu w niczym.

              > Tracić może bukmacher. Jeśli 10 osób obstawi zwycięstwo drużyny A , nikt nie po
              > stawi na drużynę B to w przypadku zwycięstwa drużyny A wygrywają wszyscy. Na gi
              > ełdzie, żeby zrealizować zysk musisz mieć kogoś, kto za to zapłaci. Jeśli wszys
              > cy będą chcieli sprzedać to nikt nie sprzeda.

              Co z tego, że wszyscy wygrają pieniądze, skoro nie będzie z tego realnego pożytku? Pieniądze to tylko papier. Argument, że na giełdzie musi stracić inny uczestnik, a podczas zakładów może stracić bukmacher (jak dla mnie to też uczestnik), nie zmienia faktu, że z zakładów nie wynika nic poza przejściem pieniędzy z ręki do ręki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka