problem z tych trudnych...

29.05.11, 01:32
Witam.

Nie wiem, jakich rad oczekuje. Pisalam jakis czas temu o eks mojego partnera, chorej na raka. Pisalam pod innym nickiem, nie pamietam juz hasla, wiec siegam, po prastarego nicka. Chce sie chyba wygadac... Otoz byla zona mojego partnera umiera na raka. Lekarze nie daja szans. Ma przerzuty do mozgu. Psychiczne cofa sie. Teraz zapomniala, ze sie rozwiedli. Robi mu awantury i domaga sie jego obecnosci... To nie najgorsze. Najgorszy jest temat ich wspolnego syna. On wie, ze mama jest chora, nie wie, ze mama umiera. Jest nam bardzo ciezko. I bedzie jeszcze gorzej. Ja gubie sie w tej sytuacji. Wiem, ze moja rola teraz jest po prostu byc i wspierac. Wiem, ze decyzje naleza do partnera. On omawia je ze mna a wlasciwie mnie o nich informuje. Czasami czuje, ze to napiecie emocjonalne i bezradnosc doprowdza mnie do szalenstwa. Pomyslicie, ze podla jestem, ale modle sie, zeby ta kobieta jak najszybciej odeszla. Gdyby istniala dla niej szansa, to oczywiscie, ze zyczylabym jej powrotu do zdrowia. Ale ona jest bez szans. A ja widze, ze jej powolne odchodzenie, dobija zyjacych i robi nam z zycia pieklo. Nie chodzi mi juz o mnie. Ale o mojego partnera i jego syna. Chcialabym, zeby nadszedl ten etap, kiedy boli strasznie, ale przynajmniej mozna pomyslec, ze to czas na gojenie ran. Na razie te rany powstaja, jedna po drugiej... Powiedzcie cos, cokolwiek. Sama nie wiem...
    • anais_66 Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 01:45
      thea-bag napisał(a):

      > Ma przerzuty do mozgu.
      > Pomyslicie, ze podla jestem, ale modle sie, zeby ta kobieta jak najszybciej odeszla.

      Wkrótce tak się stanie...
      • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 01:49
        wiem, ale to moze potrwac jeszcze pol roku. Przystajemy na wszystkie jej warunki. Ale jesli pomysle, ze jeszcze pol roku ten koszmar ma trwac, to... Boje sie tez o psychike mlodego. Lekarze i psycholodzy staraja sie do niej dotrzec i przygotowac ja na ten etap. Ale jak grochem o sciane. Jest bardzo zaborcza i nie akceptuje rzeczywistosci. Nie mam do niej zalu. Wspolczuje jej. Jestem wsciekla na te chorobe. Na podlosc tej choroby. I jestem wsciekla bo nie moge najblizszym mi osobom pomoc.
        • anais_66 Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:14
          A młody ma kontakt z psychologiem?
          • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:21
            Mial juz raz. Jego mama od nastu lat ma raka. Mlody nie zna mamy zdrowej. Wtedy, kiedy mysleli ze juz czas, chodzil do psychologa. Pozniej nastapila poprawa stanu zdrowia mamy. Do niedawna ona byla czynna zawodowo, wydawalo sie, ze sytuacja jest pod kontrola. Wczoraj nawiazalismy na nowo kontakt z psychologiem. Mlody od przyszlego tygodnia znow bedzie tam chodzil.
            • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:34
              i jeszcze w ramach wyjasnienia. Dlaczego mlody nie wie. Nie wie, bo chcemy aby jego mama najpierw zaakceptowala ten stan rzeczy. Chcemy dac mlodemu szanse pozegnac sie z mama. Improwizujemy troche i moze bladzimy jak dzieci we mgle. Ale trudno znalezc gotowy scenariusz do takiej sytuacji...
            • anais_66 Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:35
              To dobrze. Cóż... sytuacja paskudna i cholernie trudna, ale musicie się teraz trzymać razem i wspierać. Już wiesz, że jej (byłej żony) zachowanie nie wynika z premedytacji czy złośliwości. Dla jej byłego męża to, bądź co bądź, też zły czas - bo jest młody... Trzymam kciuki, choć jeszcze wiele trudnych chwil przed Wami :(
        • eijawanoko Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 22:29
          tak... bezsilność. znam to.
          jeszcze znlazłam cos takiego, może sie przyda:
          www.polskieradio.pl/9/306/Artykul/216965,Jak-wyjsc-z-traumy
    • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 01:45
      A ja pamiętam tamten wątek. I to, co Ci radzono też.
      I dalej nic nie trafiło.
      • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 01:46
        przepraszam, ale nie rozumiem... Co nie trafilo do mnie?
        • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 01:55
          To, co do Ciebie napisano w tamtym wątku.
          Zostawmy temat, bo nie chce mi się ani szmelcu odgrzebywać ani tłumaczyć rozwlekle.

          So, jak zamierzasz dalej z tym żyć, a?
          • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:02
            ale jak moge odniesc sie do twojej wypowiedzi, nie wiedzac, o czym mowisz?... Troche sie od tamtego watku zmienilo, wiesz? Wiele nowych informacji doszlo. Wtedy czulam, ze cos jest nie tak. teraz okazalo sie, ze "cos jest nie tak", to guzy w jej mozgu, ktore doprowadzily ja do tego stanu. Z partnerem porozumielismy sie. Nigdy nie bylam z nikim tak blisko. To godziny rozmow, placzu. Moja rzeczywistosc zmienila sie. Jestem z nim, bede z nim. Bede starac sie, aby jego syn wychowywal sie u nas. Tylko ten czas dzis. Kiedy nie mozesz zaplanowac jutra. Kiedy boisz sie kolejnej wiadomosci. I kiedy musisz patrzec w oczy dziecka, ktore za chwile przezyje najwieksza tragedie. Ja nie prosze o rade, czy zostac. Ja podjelam juz decyzje. Chyba prosze o rade, co robic, jak robic, aby przetrwac...
            • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:06
              Cóż, to było do przewidzenia, że zostaniesz.
              Normalnie robić. Nie dramatyzować, bo już dawno po ptokach.
            • marguy Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 03:14
              thea-bag
              ale jak moge odniesc sie do twojej wypowiedzi, nie wiedzac, o czym mowisz?... Troche sie od tamtego watku zmienilo, wiesz? Wiele nowych informacji doszlo. Wtedy czulam, ze cos jest nie tak. teraz okazalo sie, ze "cos jest nie tak", to guzy w jej mozgu, ktore doprowadzily ja do tego stanu. Z partnerem porozumielismy sie. Nigdy nie bylam z nikim tak blisko. To godziny rozmow, placzu. Moja rzeczywistosc zmienila sie. Jestem z nim, bede z nim. Bede starac sie, aby jego syn wychowywal sie u nas. Tylko ten czas dzis. Kiedy nie mozesz zaplanowac jutra. Kiedy boisz sie kolejnej wiadomosci. I kiedy musisz patrzec w oczy dziecka, ktore za chwile przezyje najwieksza tragedie. Ja nie prosze o rade, czy zostac. Ja podjelam juz decyzje. Chyba prosze o rade, co robic, jak robic, aby przetrwac


              Pamietam twoj watek. Dobrze pamietam, bo wtedy pisalam, ze moj maz jest chory na raka.
              Dzis moge napisac, ze od 5 tygodni jestem wdowa.

              Pytasz jak to wszystko przetrwac? A co ty wlasciwie chcesz przetrwac?
              Przeciez nie masz zadnego kontaktu z ta kobieta.
              Nie podajesz jej lekarstw, nie zrywasz sie w nocy gdy glosniej westchnie, nie prowadzisz jej do toalety, nie podcierasz jej, nie karmisz, nie gotujesz jeedzenia ktore nie spowoduje u niej odruchu wymiotnego, nie myjesz jej, nie karmisz, nie podajesz morfiny i innych lekarstw, nie zmieniasz pieluch, nie znosisz zmian nastroju, zamkniecia sie kogos najblizszego twemu sercu w bolu i cierpieniu. Nie patrzysz kazdego dnia na to jak slabnie i niknie w oczach, jak z powodu przerzutow na rdzen pacierzowy paraliz z dnia na dzien pozbawia go wladzy nad wlasnym cialem. Nie nosisz go na plecach majac 159 cm wzrostu. Nie ubierasz i nie rozbierasz jego obolalego, wykreconego z bolu ciala. Nie golisz , nie czeszesz, nie obcinasz paznokci i nie boisz sie wyjsc z domu chocby na piec minut ani nie wychodzisz od roku z domu tylko dwa razy w tygodniu na dwie godziny po to zeby zrobic zakupy.

              Dlatego zastanawiam sie wiec co ty, do jasnej cholery, chcesz przetrwac ?

              Wlasna, egoistyczna histerie?

              No to powodzenia !!!
              • marguy Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 03:29
                Aha,
                zapomnialam jeszcze dodac, ze nie bedziesz znosila tego wszystkiego co opisalam z cierpliwoscia i usmiechem.
                I to nie ty bedziesz patrzyla jak ten ktos bedzie umieral na twoich oczach, nie bedziesz go reanimowala na tyle skutecznie, ze przetrwa do przyjazdu pogotowia i pompiers, nie bedziesz patrzyla na umeczone cialo lezace w pocietej nozyczkami pizamie na podlodze i wstrzasane spazmami z powodu aparatury i to nie ty bedziesz siedziala na reanimacji z oczami wbitymi w ekran wskazujacy funkcjie zyciowe i to nie ty uslyszysz ten przeklety dzwiek sygnalizujacy, ze funkcjie zyciowe sie zatrzymaly.
                To nie ty bedziesz musiala zrozumiec, ze odszedl na zawsze i stawiac sobie pytanie jak dalej zyc?
                • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 04:35
                  Moja kochana... Przepraszam, nie znamy sie. Wlasciwie czekalam na odpowiedz od Ciebie. Bo Twoje wypowiedzi najbardziej utkwily mi w sercu. Bardzo wspolczuje z powodu meza. Tak, masz racje. Ja nie bede w tych sytuacjach. Ja bede te sytuacje widziala w oczach mojego mezczyzny i jego syna. Ja bede przy nich trwala i dam wszystko, aby mniej bolalo, chociaz wiem, ze bolec mniej nie bedzie. Prosze Ciebie o rade. Bo ty, tak jak oni, stalas na pierwszej linii. co moge ja zrobic? Ja- bierny obserwator ludzi, na ktorych mi zalezy. I Ty mozesz psioczyc. I Ty mozesz mnie przeklinac. Ale mozesz mi tez pomoc. Bo wiesz, ja wiem ze wiesz, ze ja chce jak najlepiej. Ale nie zawsze wiem jak... I teraz bardzo nie wiem... I marguy prosze nie bierz za zle mojej poufalosci do Ciebie, prosze poradz mi... Bo ja bede z nimi w tym czasie "potem" i jestem w tym czasie "dzis". I staram sie... I nie wiem,czy to wystarczy.
                  • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 04:46
                    I dziekuje ci za Twoje wypowiedzi. Bo stawiaja mnie do pionu. Ja wiem, ze moi mezczyzni beda mieli i maja o wiele gorsze przezycia niz ja. Moim zadaniem jest byc ostoja i wspierac, pocieszac, skladac. Wiesz ostatnio rozlozylam sie psychicznie, kiedy moj mezczyzna oznajmil, ze jego syn bedzie pod opieka przyjaciolki eks. Nawet nie wiedzialam, ze mlody tak wrosl mi w serce. Zaczelam nagle ryczec, ze przeciez mlody ma dom u nas. Rozsadkiem wykazal sie moj facet oznajmiajac mi ze dobro mlodego na pierwszym miejscu i on do cioci przyzwyczajony. Ma racje. Wtedy tez zrozumialam, ze nie moge polegac na emocjach. Potrzeba mi rozsadku. Ciezko.
                    • marguy Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 21:53
                      thea-bag,
                      jedyne co mozesz zrobic to przyjac do wiadomosci prosty fakt, ze nie masz prawa do placzu i uzalania sie nad soba. Masz byc ostoja i oaza spokoju, pocieszeniem, kochajacymi ramionami, czuloscia ale nigdy, przenigdy rozpaczajaca, placzaca i rozstrzesiona kobieta.
                      Jesli ich naprawde kochasz to tego dokonasz.
                      Trzymaj sie i jesli czujesz taka potrzebe to napisz na maila. Odpowiem.
                      Malo tego, nawet zaczne systematycznie sprawdzac gazetowa poczte.
                    • eijawanoko Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 22:36
                      Thea-bag... mądra z Ciebie kobieta, jak tak czytam Twoje posty, myśli, przemyślenia i postanowienia.
                      Dasz radę! Wszystko sie ułoży!
                • ellareth Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 07:49
                  Reanimowała... żeby mógł jeszcze trochę pocierpieć?
                  • pomerencza Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 08:50
                    ellareth napisała:

                    > Reanimowała... żeby mógł jeszcze trochę pocierpieć?

                    reanimowała, zeby był z nią choć jeszcze przez chwilę
                    kretynko
                  • wartosc.energetyczna Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 11:27
                    ellareth napisała:

                    > Reanimowała... żeby mógł jeszcze trochę pocierpieć?

                    idź stąd.
                    • ellareth Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 12:09
                      Jestem przeciwna reanimacji na siłę, przeciąganiu wypełnionego cierpieniem życia na siłę.
                      To się robi dla siebie, a nie dla chorego.
                      Podoba mi się idea eutanazji na życzenie, w przypadkach tak ciężkich i zaawansowanych chorób jak ta.
                      Moim zdaniem: Jeśli jej mąż kurczowo czepiał się życia i wiedziała że chciałby przeżyć jeszcze trochę czasu, nawet okupując to swoim cierpieniem, decyzja była słuszna. Jeśli podjęła taką decyzję bo po prostu nie była gotowa na jego odejście i to było najważniejsze, nie.
                      • wartosc.energetyczna Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 12:18
                        a umierał ci ktoś bliski na rękach czy teoretyzujesz?
                        widzisz, ja też jestem za eutanazją z litości, ale jak mi bliska osoba umierała to biegałam jak kot z pęcherzem między lekarzami, żeby ratowali, bo to niemożliwe żeby to było już, teraz. głupia egoistka ze mnie, nie?


                        zresztą nieważne, nie ma sensu ciągnąć tego tematu. o eutanazji można sobie pogadać na pewnym stopniu ogólności, przychrzanianie się do konkretnej osoby i pouczanie jej co powinna zrobić w takiej sytuacji uważam za zwykłe chamstwo i tyle.
                        • ellareth Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 12:29
                          Byłabym wdzięczna, gdyby do osoby, która miałaby za mnie decydować w takiej sytuacji, ktoś by się tak chamsko przyczepił i pozwolił jej spojrzeć na to z innej strony.

                          Nie zamierzam niczego jednoznacznie oceniać, bo nie znam sytuacji.
                          • marguy Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 21:48
                            ellareth,
                            wiesz, ja zrobilam tylko to co kazali mi robic w takim przypadku lekarze.

                            My tez, i to oboje, zawsze twierdzilismy, ze w razie gdy jedno z nas popadnie w stan roslinki, drugie powinno zgodzic sie na eutanazje (w zaleznosci od kraju w ktorym przebywalismy) lub dokonac jej samemu.
                            Rzecz w tym, ze maz nie byl w takim stanie, ciarpial ogromnie ale chcial zyc jak najdluzej, zeby jak najdluzej byc ze mna.

                            Twoj punkt widzenia nie jest mi wiec obcy. To co mi jest obce, to kategorycznosc z jaka osadzasz innych. Nie wiem co jest jej przyczyna... mlody wiek czy kompletny brak dojrzalosci.
                            I tak naprawde nie interesuje mnie to.
                            Wiedz jednak, ze zycie rektyfikuje nasze postawy i poglady. I to w bardzo okrutny sposob.

                            Moj maz po prostu zakrztusil sie. Postepujacy paraliz spowodowal, ze podczas picia jego tchawica nie do konca sie zamknela. Sadzisz, ze mialam siedziec i patrzec jak sie dusi czy zrobic to co zrobilam - wyczyscic jak sie da najlepiej drogi oddechowe i robic masaz serca?

                            Wybralam druga opcje i jestem przekonana, ze slusznie. Maz nie przezyl, bo jego wycienczony choroba organizm nie mial sil juz walczyc. Za to przezyl jego mlody, dwudziestoszescioletni sasiad, ktoremu przytrafilo sie dokladnie to samo (zakrztusil sie podczas zabawy karnawalowej w Dunkierce co spowodowalo zatrzymanie pracy serca na 4 minuty). Na szczescie dla niego obecni przy wypadku takze go reanimowali przed przyjazdem pogotowia. Gdyby na ciebie trafil pewnie nie mialby zadnej szansy.
                          • wartosc.energetyczna Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 21:59
                            ellareth napisała:

                            > Byłabym wdzięczna, gdyby do osoby, która miałaby za mnie decydować w takiej syt
                            > uacji, ktoś by się tak chamsko przyczepił i pozwolił jej spojrzeć na to z innej
                            > strony.
                            >
                            > Nie zamierzam niczego jednoznacznie oceniać, bo nie znam sytuacji.

                            spoglądaj sobie z każdej możliwej strony, ale dopóki sobie tylko snujesz i spoglądasz na te różne strony prze monitor komputera to zachowaj odrobinę pokory i realizuj się w wątkach "na co wydalibyście milion?"
            • eijawanoko Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 22:32
              przetrwasz. być moze z depresja, siwymi włosami, chuda jak szczapa.
              ale przetrwasz. człowiek zniesie duuuużo. bardzo dużo!
          • kosc_ksiezyca Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:03
            Rozgrzeb, bo ja pamiętam wątek, ale rad do końca nie pamiętam.
            • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:07
              Rady to standard był - coby się ogarnęła i w ogóle poszła w cholerę albo co najmniej do psychologa.
              • thea-bag Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:11
                ok. nie wiem na co dzis liczylam. ok, ide w cholere
                • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:13
                  To pozdrów Mariana, do dzisiaj stamtąd nie wrócił.
            • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:08
              A w ogóle to czego po nocy siedzisz? :P
              • kosc_ksiezyca Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:09
                She is working hard for her money :)
              • kosc_ksiezyca Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:09
                A Ty, hę? :D
                • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:12
                  Pornuchy ściągam, jasne chyba :D
                  • kosc_ksiezyca Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:21
                    A to je można tylko nocą? :D
                    • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:23
                      Ni, ale chyba nie sądziłaś, że nocą ciemną i głuchą robię coś pożytecznego i niezboczonego? :D
                      • kosc_ksiezyca Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:41
                        No ja właśnie tak robię :P
                        • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:49
                          Bo Ty normalna jesteś :P
                      • olewka100procent Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:41
                        autorka wątku chyba sama nie wie czego chce . Nie rozumiem czym się tak przejmujesz, kobieta jest chora, umiera takie jest życie. Co ciebie tak ,,rani,, w tej sytuacji ??? Ludzie jak nie mają innych problemów to potrafią wyolbrzymiać każdą pierdołę . I tak jest z Tobą
                        • raohszana Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:50
                          Ze mną?!
                          A wyolbrzymianie pierdoły się przydaje jak czyjś chłop ma drobnego.
                  • anais_66 Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 02:37
                    raohszana napisał:

                    > Pornuchy ściągam, jasne chyba :D
                    >
                    Podeślij co lepsze :)
    • jeza_bell Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 09:46
      Czy Twój obecny partner opuścił własne dziecko i żonę będąca w trakcie choroby dla Ciebie?
      Jeżeli tak było, to no comment na temat Twój i tego, z którym jesteś...
      • mariela1987 Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 10:37
        z drugiej strony nie dziwię sie kobiecie, ze chce być szczęśliwa a nie mieć na głowie chora kobietę. Oczywiście- ona bezpośrednio się nią nie opiekuje ale mąż cały czas o niej mówi, gadaja codziennie o tym ,analizują chorobe.. Wypowiadałam się w poprzednim wątku i teraz też nie zmienię zdania- nie nadajesz się do tego zwiazku.. Po śmierci jego żony ( byłej) bedzie kolejny etap jak załoba, potem przyjdą problemy z synem- to się bedzie ciągnęło latami. nie oszukuj się. Jak teraz nie mozesz tego zaakceptować to nie zaakceptujesz potem
        • six_a Re: problem z tych trudnych... 29.05.11, 13:03
          >ze chce być szczęśliwa a nie mieć na głowie chora kobietę.

          ona nie ma niczego na głowie, takiego faceta sobie wybrała. więc niech to teraz uniesie albo da sobie spokój. inaczej się zamęczą, on ją ciężarem choroby, ona jego wyrzutami.
          • izabella1991 Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 19:49
            Dokladnie tak!
            Problem jest w tym,ze z chwila smierci bylej wspolmalzonki (co i tak nastapi) klopoty wcale sie nie skoncza....a dopiero zaczna!
            Najpierw zaloba (co juz ktos wyzej byl laskaw zauwazyc),potem wychowywanie zaplakanego,naburmuszonego dzieciaka,ktoremu ona nie jest ani matka ani swatka,a jeszcze potem (znajac zycie) uwagi od tegoz dzieciaka pt.nie jestes moja matka,zeby mi mowic/zakazywac/nakazywac i tak dalej w ten desen....
            Brzmi brutalnie,ale taka jest prawda -a serdeczne,pobozne zyczenia nic nie maja tu do rzeczy..
            Reasumujec-wyjedz dziewczyno gdzies choc na weekend sama,przemysl te cala sytuacje ...bo jest ona niefajna no i diablo ciezka .Czy starczy |Tobie sily i cierpliwosci na owo "potem"?
    • zamysleniee Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 20:30
      ktoś pisze z jakimś problemem w wątku, autor w wątku nie skupia się na problemie poruszanym milion razy - kocha/nie kocha, tylko dotyczy choroby, otoczenia. A jednak... niektórzy p.......ą o du..e i do śmiechu im. Żałosne.
    • ingeborg Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 22:00
      Jeśli cię stać to idź na terapię. Nie wypłakać się w rękaw koleżance, bo żadna koleżanka takiego ładunku nie zniesie, ale do dobrego terapeuty, który pomoże Ci poukładać emocje. Poza tym potem może być super ciężko. Ale nie musi.
    • eijawanoko Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 22:26
      Niedawno kupiłam sobie taki dodatek do tygodnika 'Polityka' - "O chorobach psychicznych i zaburzeniach umysłu'. Bardzo ciekawy. jeden artykuł nosi tytuł "jak wyjść z traumy". I nie pocieszę Cię... przechodzicie traumę, silny długotrwały stres. Ja i moja rodzina ten stan znamy z autopsji. Tylko trauma wynikała z czego innego. Ale zaliczyłam większość z opisywanych stanów...

      "Do najczęstszych powikłań psychicznych po urazie zalicza się zaburzenie po stresie traumatycznym (PTSD), depresję oraz inne niż PTSD zaburzenia lękowe. (...) Zaburzenie po stresie traumatycznym pojawia się mniej więcej mmiesiąc po zdarzeniu (...) W większości przypadków stan psychiczny poprawia się po około dwóch latachy, nawet jeśli osoba nie korzystała z żadnych form terapii. (...) Skuteczne psychoterapie PTSD są zoriantowane na na dany problem i najczęściej krótkoterminowe - kilkutygodniowe. Bardzo dobre efekty daje także właściwie dobrana farmakoterapia. Poszukiwanie pomocy można zacząć od od znalezienia stowarzyszeń czy fundacji skupiających osoby, które przeszły przez jakis podobny rodzaj problemu. Bo wbrew pozorom poza naszym najbliższym otoczeniem jest nardzo wiele osób, które dotknęło to co nas lub coś bardzo podobnego Uniwersalną poradą jest w wypadku traumy poszukiwać pomocy mimo wszystkko, pamiętając, że zmienione zachowanie nie jest trwałą cechą, ale skutkiem doświadczenia i powrót do równowagi psychicznej jest możliwy".

      Dużo mądrości, dużo emaptii, mnóstwo siły i dużo dobrego życzę! Świat już nigdy nie będzie taki, jak przed traumą, ale nie będzie to świat gorszy. Tylko inny. Wiem z własnego doświadczenia. Ważne, żeby przetrwać i poszukać pomocy psychologicznej. Dużo rozmawiać. Niech nikt z Was nie zamyka sie w swoim świecie! Mężczyźni mają do tego skłonność i potem zawały... i inne takie. Rozmawiajcie - a Ty rozmawiaj spokojnie w miare możliwości, nie utrudniaj, tylko wysłuchaj! To jego była żona... Nawet jeśli umrze - te przeżycia będą żywe przez wiele miesięcy. Nie unikniecie scenariusza, który przeszło juz wiele wiele osób.
      Powodzenia.
    • moonogamistka Re: problem z tych trudnych... 31.05.11, 23:45
      Oki bede wredna ale... dodaj do tego roku ktory jest plus 3 i wyobraz sobie, ze jestes Ty Twoj partner i WSPOMNIENIA..
      Trzymam kciuki...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja