alienangel
26.07.11, 21:01
Tak mnie natchnęło to, co czytam w necie oraz kwestie wypowiadane przez psychologów w tym temacie. Jest taka tendencja, że w przypadku zdrady, jeśli decydujemy się zakończyć podwójne życie/zapomnieć o skoku w bok i wrócić do prawowitego partnera/partnerki, to powinniśmy zapomnieć o wszystkim i nic nie mówić. Argumentacja jest taka, że to nie jest żaden przejaw uczciwości, tylko zrucanie ciężaru na drugą osobę "a teraz sobie z tym radź, ja mam z głowy", taka decyzja obciąża związek. W związku z tym nie powinno się mówić, tylko dbać o związek i starać się więcej nie błądzić. Jest wielu zwolenników tej opcji i niby wszystko fajnie, ale czy nie powinno się dać drugiej osobie możliwości podjęcia decyzji - czy chce sobie "z tym radzić", czy jednak nie i woli zakończyć związek? Zamiast żyć nieświadoma, być może szczęśliwa, ale de facto oszukana? Czy nie powinna mieć możliwości wyboru.