Dodaj do ulubionych

zdrada - przyznawać się czy nie

26.07.11, 21:01
Tak mnie natchnęło to, co czytam w necie oraz kwestie wypowiadane przez psychologów w tym temacie. Jest taka tendencja, że w przypadku zdrady, jeśli decydujemy się zakończyć podwójne życie/zapomnieć o skoku w bok i wrócić do prawowitego partnera/partnerki, to powinniśmy zapomnieć o wszystkim i nic nie mówić. Argumentacja jest taka, że to nie jest żaden przejaw uczciwości, tylko zrucanie ciężaru na drugą osobę "a teraz sobie z tym radź, ja mam z głowy", taka decyzja obciąża związek. W związku z tym nie powinno się mówić, tylko dbać o związek i starać się więcej nie błądzić. Jest wielu zwolenników tej opcji i niby wszystko fajnie, ale czy nie powinno się dać drugiej osobie możliwości podjęcia decyzji - czy chce sobie "z tym radzić", czy jednak nie i woli zakończyć związek? Zamiast żyć nieświadoma, być może szczęśliwa, ale de facto oszukana? Czy nie powinna mieć możliwości wyboru.
Obserwuj wątek
    • to.niemozliwe Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:08
      To nie jest danie wyboru, tylko obarczenie swoja wina.
      To jest zdjecie ciezaru odpowiedzialnosci z siebie na partnera zastepczo. Gdyby przed faktem pojsc do partnera i powiedziec, chce zrobic to i to z tym i tym, to jest danie wyboru (choc dziwnego, bo ma forme szantazu).
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:21
        To będzie prawdą jeśli założymy, że parter na pewno nie odejdzie, będzie chciał utrzymać związek i się męczyć. A tego tak naprawdę nie wiemy nigdy.
        • to.niemozliwe Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:39
          A skad przekonanie, ze jak odejdzie, to nie przestanie sie meczyc?
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:41
            Prędzej czy później pewnie przestanie. Szanse są większe niż to, że przestanie się męczyć w związku.
            • to.niemozliwe Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:38
              To moze lepiej niech nie zacznie? Masz tu ponizej wypowiedz Raducha z punktu widzenia "uszczesliwionego" wyznaniem zony :-(.
              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 17:23
                Ale co innego przygoda gdy związek jest w początkowej fazie, de facto taki związek-niezwiązek, a co innego romans po iluś tam latach bycia razem.
                • tschort Ta na zdjęciu była molestowanym dzieckie,zgwałconą 27.07.11, 22:11
                  uczennicą, sponiewierana prostytutką a teraz jest zgwałconą żoną.
                  • alienangel ??? 28.07.11, 16:38
      • marrysienka Miałam kiedyś taką sytuację 27.07.11, 23:12
        Kiedyś mój brat zrobił mi wielie świństwo. Jak byłam młodsza. I rodzice, zamiast go jakoś ukarać, powiedzieli mi, że mam sama wybrać mu karę.

        Strasznie się przy tym męczyłam. I myślę, że czułam się trochę jak taka zdradzona, poinformowana połówka. To mi zrobiono świństwo, a jeszcze ja musiałam się z tym męczyć, nie mój brat.
        • marrysienka Pójście na łatwiznę - dranie i misie 27.07.11, 23:27
          Są ludzie-dranie. Oni zdradzają bez skrupułów. Nie przyznają się, nie chcą, żeby się wydało, bo organizują zdrady na zimno.

          Są ludzie zagubione misie. Oni zdradzili, bo tak wyszło. Bo stracili głowę. Chcieliby, żeby wszystko było tak jak kiedyś. Pełne zaufanie. Żadnych sekretów - oni się przyznają do swoich sekretów, ich połówki też tego nie ukrywają. Wreszcie, jest im ciężko: ich połówka mówi, że są kochani, a oni wiedzą, że to nieprawda. Kiedy wyznają prawdę, to robią to po to, żeby było lżej. Żeby ta osoba zadecydowała. Kiedyś można było przyjść do rodziców, przyznać się, przeprosić, zebrać lanie czy szlaban, a potem mama znowu była dobra i miało się czystą kartę. Ale związek między partnermi się trochę różni od związku z rodzicami.

          Zagubione misie nie chcą niczego ukrywać, bo w gruncie rzeczy chcą być dobrzy. Ukrywanie sekretu nie ma przynosić im korzyści (mogę siędalej bawić), ale uchronić ukochaną osobę przed podkopaniem samooceny - przed pytaniami dlaczego im nie wystarczyliśmy, dlaczego szukali czegoś innego, co jest ze mną nie tak.
        • czarny44-1 Re: Miałam kiedyś taką sytuację 29.07.11, 13:04
          Do marrysienki
          to ciekawe metody stosowali twoi rodzice
          Co takiego zrobił Two brat?jaką kare mu wymysliłas?ile mieliscie lat wowczas?
        • k1-1 Re: Miałam kiedyś taką sytuację 31.07.11, 12:41
          ja nie chcialabym znac takiej prawdy.Wyznawanie prawdy w takich sytuacjach jest dobre w filmach.Czlowiek w zyciu popelnia wiele bledow ale na szczescie nie musi o nich opowiadac.Jesli ciezko z prawda ukryta zyc to od tego sa terapelci.
      • zwyczajna_inaczej Nie przyznawać, bo po co. 28.07.11, 20:00
        Tylko ranimy tę drugą osobę. W sumie już zachowaliśmy się nie fair, a mówiąc "zdradzam Cię", stawiamy ją w ciężkiej sytuacji. Jak my zareagowalibyśmy na taką wieść? Jeśli zdradzający popełnił skok w bok, a nie chce zrywać obecnego związku, nie powinien mówić. Kolejne pytanie - dlaczego zdradza?
    • wartosc.energetyczna Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:10
      alienangel napisała:

      > Tak mnie natchnęło to, co czytam w necie oraz kwestie wypowiadane przez psychol
      > ogów w tym temacie. Jest taka tendencja, że w przypadku zdrady, jeśli decydujem
      > y się zakończyć podwójne życie/zapomnieć o skoku w bok i wrócić do prawowitego
      > partnera/partnerki, to powinniśmy zapomnieć o wszystkim i nic nie mówić. Argume
      > ntacja jest taka, że to nie jest żaden przejaw uczciwości, tylko zrucanie cięża
      > ru na drugą osobę "a teraz sobie z tym radź, ja mam z głowy", taka decyzja obci
      > ąża związek. W związku z tym nie powinno się mówić, tylko dbać o związek i star
      > ać się więcej nie błądzić. Jest wielu zwolenników tej opcji i niby wszystko faj
      > nie, ale czy nie powinno się dać drugiej osobie możliwości podjęcia decyzji - c
      > zy chce sobie "z tym radzić", czy jednak nie i woli zakończyć związek?

      jak nie powiesz to z czym ma sobie radzić?

      > Zamiast żyć nieświadoma, być może szczęśliwa, ale de facto oszukana? Czy nie powinna mi
      > eć możliwości wyboru.

      możliwość wyboru bywa obciążająca. jeśli nie ma absolutnie żadnej szansy że to kiedyś wypłynie to postawiłabym na błogą nieświadomość
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:18
        > jak nie powiesz to z czym ma sobie radzić?

        Z niczym, bo problem jest w niemożności dokonania wyboru z powodu nieświadomości.

        > możliwość wyboru bywa obciążająca. jeśli nie ma absolutnie żadnej szansy że to
        > kiedyś wypłynie to postawiłabym na błogą nieświadomość

        W przypadku zdrady nie chciałabyś wiedzieć?
        • wartosc.energetyczna Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:26
          alienangel napisała:

          > > jak nie powiesz to z czym ma sobie radzić?
          >
          > Z niczym, bo problem jest w niemożności dokonania wyboru z powodu nieświadomośc
          > i.
          >
          > > możliwość wyboru bywa obciążająca. jeśli nie ma absolutnie żadnej szansy
          > że to
          > > kiedyś wypłynie to postawiłabym na błogą nieświadomość
          >
          > W przypadku zdrady nie chciałabyś wiedzieć?

          myślę że bym wiedziała tak czy owak
          • grassant Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:30
            intuicja by ci powiedziała? :)
            • wartosc.energetyczna Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 22:57
              grassant napisał:

              > intuicja by ci powiedziała? :)

              to i jeszcze parę innych rzeczy, specyficznych dla mojego związku mówiąc oględnie
        • oxf Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:29
          > W przypadku zdrady nie chciałabyś wiedzieć?
          A TY chcesz uzyskac pozwolenie?
    • kombinerki.pinocheta Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:10
      Uwielbiam to.

      Najpierw dala sobie wsadzic, wziela do ust, a pozniej wraca pielegnowac swoj zwiazek.

      Najlepiej zeby powiedziala wtedy mozna kopnac ja w 4 litery.
      • wartosc.energetyczna Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:12
        kombinerki.pinocheta napisał:

        > Uwielbiam to.
        >
        > Najpierw dala sobie wsadzic, wziela do ust, a pozniej wraca pielegnowac swoj zw
        > iazek.
        >
        > Najlepiej zeby powiedziala wtedy mozna kopnac ja w 4 litery.

        problem jest unisexowy, wracaj lepiej do kreta
        • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:34
          wartosc.energetyczna napisała:

          > problem jest unisexowy, wracaj lepiej do kreta
          >
          Wartość, jak by Ci to... Nie byłaś nigdy facetem, prawda? Nie jest to problem unisexowy, wierz mi. :-( Mojej się niedawno zebrało na szczerość, bo jak to kobieta "męczyło mnie, musiałam powiedzieć". No i opowiedziała. Sprawa jeszcze z praczasów jak to niby byliśmy już ze sobą, ale nie do końca zdeklarowane. Ot, tak, dla sportu przespała się z moim kolegą. Kolega dosłownie jak ten blondas z filmu "jak poznałem waszą matkę" więc niby jakaś tam okoliczność łagodząca - tak? W sumie miał przyjemność właściwie z całą żeńską częścią populacji naszych wspólnych znajomych. No nie. Nie nie nie. Taka to korzyść z bycia kobietą, że jak masz frywolne myśli, to je sobie natychmiast zrealizujesz. No i dobra, ale... Po cholerę mi było to po 15 latach mówić?! Ubodło. Psycholodzy kobietom nie darmo mówią: nawet jak cię złapie na gorącym uczynku, to wmawiaj, że nieprawda, nie było tam ciebie. I, cholera, mają rację.
          • wartosc.energetyczna Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:39
            raduch napisał:

            > wartosc.energetyczna napisała:
            >
            > > problem jest unisexowy, wracaj lepiej do kreta
            > >
            > Wartość, jak by Ci to... Nie byłaś nigdy facetem, prawda? Nie jest to problem u
            > nisexowy, wierz mi. :-( Mojej się niedawno zebrało na szczerość, bo jak to kobi
            > eta "męczyło mnie, musiałam powiedzieć".

            do obalenia tezy, że zdradzają zarówno mężczyźni jak i kobiety potrzeba czegoś więcej niż przykładu kobiety która zdradziła.
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:40
            Nie widzę podważenia oczywistości, że problem jest unisexowy.:)
            Chyba, że chodzi o stereotyp, że kobiecie łatwiej o seks, plus urażone męskie ego.
            Ale to nadal nie obala tezy.
            • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:53
              Niech będzie. Zabolało i dlatego proszę - nie mów. Pogadaj sobie na temat z mamą, przyjaciółką, z kimkolwiek, ale wobec swojego chłopa zachowaj milczenie.
              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:58
                Wiesz, ale co innego dowiedzieć się, że jak zaczęliśmy ze sobą kręcić 10 lat temu, to przespała się z innym, a co innego miała roczny romans po 5 latach związku, a zakończyła go tydzień temu bo tamten ją rzucił.
                • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:06
                  No na pewno. I nie 10 a 16 lat, tylko... Kurde, Ty jesteś K czy M?
                  • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:10
                    K :)
                    • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:25
                      To... to tylko moje zdanie, ale na ten temat cicho bądź. Jakoś to zniosłem, ale zabolało. Męska psychika to taka dość krucha jest. Stało się, trudno, ale nie obciążaj go bo może być nieciekawie.
                      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 17:22
                        Na szczęście nie mam takiego dylematu, a wątek nie jest osobisty.:)
                        Po prostu zainteresował mnie temat. Tak samo jak pokrewny - czy jak przyjaciółkę/przyjaciela zdradza partner/partnerka, to mówimy mu/jej o tym. Bo też kiedyś ze zdziwieniem przeczytałam "nie wtrącać się, ich sprawa".
                        • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 18:56
                          Ach tak. :) Każdy przypadek jest inny, niemniej... Widzisz, trochę się najeżyłem czytając tam wyżej "to tylko urażone męskie ego". Zdecydowanie odradzam je bagatelizować. Moja mądra kobieta wiedziała jak mi całą sprawę przedstawić bym to możliwie lekko przełknął.
                          Pozdrawiam
                          R.
                          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:34
                            Z tym ego to bardziej mi chodziło o postawę, gdy kobieca zdrada jest bardziej potępiana, bo kobieta ma być jak ta lilija, a facet niekoniecznie.
                            • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:52
                              alienangel napisała:

                              > Z tym ego to bardziej mi chodziło o postawę, gdy kobieca zdrada jest bardziej p
                              > otępiana, bo kobieta ma być jak ta lilija, a facet niekoniecznie.
                              Ehe, widzę. :) Chłop o gruszce, baba o pietruszce. Do zobaczenia w innym wątku. ;)
                            • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 10:54
                              Gdziezby tam! Kobieca zdradza bardziej potepiana? Zartujesz sobie.

                              Gdy kobieta zdradza to dlatego, bo maz ja nie docenia, nie dbal o nia wystarczajaco. Albo do zwiazku wkradla sie rutyna, a ona potrzebowala "odrobiny" szalenstwa i relaksu. Biedna kobietka... to nie jej wina. Przeciez nie mogla sie oprzec pokusie... Jej maz to dran, ze nie dal jej wszystkiego co chciala.

                              Gdy mezczyzna zdradza to dlatego, bo mysli tylko penisem. Tylko seks mu w glowie, a przeciez ma taka wspaniala zone i dzieci. Ona teraz tam biedna siedzi i placze.

                              Taka jest postawa spoleczna. Lilja i tak dalej to tylko przed slubem.
                              • janznepomuka Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 13:04
                                1/3 kobiecych zdrad, bo mąż jej nie szanuje (nie "dahe" orgazmu, względnie zemsta za wszelakie złe traktowanie), 1/3, bo się jej we łbie poprzewracało z nadmiaru dobrobytu, 1/3, bo w związek wkradła się rutyna, a tu bach
                                • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 16:34
                                  Jestem skłonna się do tego przychylić, ale poza tym zdarzają się sytuacje, gdy zdrada następuję z powodu zauroczenia konkretną osobą, a nie braków w domu. U obu płci, acz pewnie u kobiet częściej.
                              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 16:37
                                Niby tak, ale z drugiej strony bywa, że "to tylko facet, a faceci tak mają, testosteron, większe potrzeby seksualne" i "zdzira, rozbija rodzinę, co z niej za żona i matka".
                        • cowgirl_ride Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:33
                          >"Bo też kiedyś ze zdziwieniem przeczytałam "nie wtrącać się, ich sprawa"."
                          Ja wiem, ze to troche OT ale...OCZYWIŚCIE, że to nie sprawa osoby z zewnątrz.
                          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:40
                            Niby racja, ale widzisz faceta najlepszej przyjaciółki jak obściskuje się z inną i nie masz chociażby rozterki? Zakładając, że wiesz, iż nie są w wolnym związku, a przyjaciółka nie chciałaby być zdradzana?
                            • cowgirl_ride Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:50
                              Problem podstawowy polega na tym, ze patrząc z zewnątrz możesz zobaczyć pozory. Czym innym jest zastać faceta najlepszej przyjaciółki w łóżku z kims innym, podczas uprawiania sexu a następnie zostać zapytana przez tę przyjaciółkę czy wiesz coś na temat skoku w bok jej faceta. Czym innym jest zoabczyc coś co może być lub oże się wydawać skokiem w bok i lecieć z wywieszonym językiem do psiapsiółki, żeby, tryumfalnie ja o tym poinfrmować.
                              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:59
                                A czym innym informowanie o tym co się widziało, bez dopisywania interpretacji własnych.
                                • cowgirl_ride Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:15
                                  Zawsze będzie Twoja interpretacja, nie jesteś robotem. Masz uczucia. Dla mnie najważniejsze czy odbywa się to z własnej inicjatywy czy jako odpowiedź na konkretne pytanie. Ja (ale to ja) w życiu bym nie powiedziała, nie pytana, BO TO NIE MÓJ, ZASRANY, INTERES!
                                  • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 16:40
                                    Cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że moi przyjaciele prezentują inną postawę niż twoja.
                                  • answer_machine Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 19:19
                                    Wygląda na to, że przemawia przez Ciebie lęk przed ujawnieniem 'romansu'. Twoja teza: 'TO NIE MÓJ ZASRANY INTERES' wygłoszona tak dobitnie pokazuje, że zdradę jak najbardziej akceptujesz a inni niech się trzymają z daleka. Tak mówi zazwyczaj osoba, która nie ma czystego sumienia. A jak jest z Tobą?
                                    ---
                                    nie oczekuję odpowiedzi, bo to zdecydowanie nie jest mój interes ;)
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:16
        Nie przewróć się z wrażenia - zdradzają obie płcie. W związkach nie tylko heteroseksualnych.
    • rasputeen Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:13
      A może osoba zdradzona chciałaby wiedzieć?
      Jakoś nikt się nad tym nie zastanawia, a to można łatwo wybadać i postąpić tak jak chciałaby osoba poszkodowana.
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:19
        No właśnie to jest ciekawe, zdradzający myśli o swoim dobru i tym, czego on chce. Druga osoba nie ma nic do gadania i jej zdanie jest nieistotne.
        • rasputeen Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:26
          Jestem jednakże w stanie wyobrazić sobie sytuację, kiedy to osoba zdradzona wolałaby żyć w błogiej nieświadomości. Przyznanie się jej do zdrady to czysty sadyzm ;)
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:27
            Oczywiście, są przypadki "udaję, że nie widzę" lub "nie chce widzieć", ale ja nie o takich piszę.:)
            • answer_machine Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 19:28
              Dlaczego uważacie, że zdradzona osoba mogłaby chcieć wiedzieć, że była zdradzona. Jestem głęboko przekonany, że NIE. W czym miałoby to jej pomóc? Na zdradę tak naprawdę nie ma usprawiedliwienia. Krzywda wyrządzana drugiej osobie jest bezsprzeczna i niesprawiedliwa, więc po co jeszcze dobijać tego kogoś rozbijając świat na drobne kawałeczki?
              Mam tu na myśli sytuację kiedy zdradzający nie chce rozbijać związku. Zdrada pozostaje zdradą i nawet 'wybaczenie' nigdy nie będzie pełne i drzazga pozostanie.
              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 19:36
                A "zdradzona osoba" to jakiś byt zbiorowy?
                Sądzę, że większosć osób wolałaby wiedzieć.
                • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 19:37
                  Aha - i ciągle: zdradzający, zdradzający, zdradzający. A zdradzany per noga.
    • wez_sie Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:15
      najlepiej nie mowic nikomu a w szczegolnosci najlepszej psiapsiolce
    • pani_frig Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:15
      Aha, też zwróciłam uwagę na opisywaną przez ciebie tendencję. :)
      No cóż, ja osobiście chciałabym mieć możliwość wyboru/decyzji czyli wolałabym aby mój partner mi powiedział.
    • maly.jasio Nie i nigdy. 26.07.11, 21:21
      od wielu lat tu o tym pisze.
      w koncu zdrade czyni sie dla wlasnej przyjemnosci
      a nie dla unieszczesliwiania zony, czy partnerki.

      a gdy sie wyda - to isc w zaparte: kolega/kolezanka - podlozyli mi swinie.
    • kiira_korpi Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:22
      Ja wychodzę z założenia, że lepiej znać najgorszą nawet prawdę, ale jednak prawdę. Więc tak, chciałabym wiedzieć. Tzn. o jednorazowym zamoczeniu to nie, bo tego typu wiedza nie jest mi do niczego potrzebna, ale o wielomiesięcznej zdradzie, zwłaszcza emocjonalnej to już tak.
      Przy czym o ile jednorazowy skok w bok myślę że byłabym w stanie wybaczyć, tak dłuższą tego typu akcję raczej już nie. Prawdopodobnie tak zareagowałaby większość ludzi, stąd te sugestie, aby zdradę zachować dla siebie i nie obciążać nią partnera.
      Ale uczciwiej byłoby powiedzieć prawdę i dać partnerowi możliwość wyboru. Czy chce jeszcze po czymś takim z nami być.
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:26
        No właśnie jest też kwestia soku w bok i dłuższego romansu. O ile jeszcze rozumiem dywagacje w pierwszym przypadku, chociaż racji niemówiącym do końca nie przyznam, o tyle w drugim przypadku związek, który trwa bo się nie wydało, to trochę farsa.
        • maly.jasio NIE 26.07.11, 21:46
          alienangel napisała:
          związek, który trwa bo się nie wydało, to trochę farsa.

          nie.
          z zona ma sie dzieci
          dom i kredyty.

          szalenstwo spokojnioe moze byc - gdzie indziej
          byle dyskretne.
          • rasputeen Re: NIE 26.07.11, 21:49
            Ale odwrotnie także. Z mężem ma się dom, dzieci i kredyty, a szaleństwa gdzie indziej.
            Czy już nie bardzo?
          • alienangel Re: NIE 26.07.11, 21:51
            Rozumiem, że to działa w dwie strony, czy tylko kozaczysz sobie w necie?;)
            • maly.jasio oczywiscie , te ze tak. 26.07.11, 21:54
              alienangel napisała:

              > Rozumiem, że to działa w dwie strony, czy tylko kozaczysz sobie w necie?;)

              oczywiscie, ze tak (w obie strony)
              jednak widze, ze duzo tu mlodzi w necie.
              gdyz pisze o tym od wielu lat.
              • rasputeen Re: oczywiscie , te ze tak. 26.07.11, 22:00
                Jest dużo ludzi, którzy prezentują moralność Kalego
                i można potem usłyszeć: "Ale jak to, przecież ona całuje nasze dzieci!"

                Ale luz, nawet w występku powinny panować równe prawa ;)
                • maly.jasio tak wlasnie pisze 26.07.11, 22:50
                  rasputeen napisał:

                  > Ale luz, nawet w występku powinny panować równe prawa ;)


                  tak wlasnie pisze
                  od wielu lat :)))
      • ideefiks Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 14:23
        kiira_korpi napisała:

        > Ja wychodzę z założenia, że lepiej znać najgorszą nawet prawdę, ale jednak praw
        > dę. Więc tak, chciałabym wiedzieć. Tzn. o jednorazowym zamoczeniu to nie, bo te
        > go typu wiedza nie jest mi do niczego potrzebna,

        dobre... "chciałabym znać całą prawdę, z wyjątkiem całej prawy o jednorazowym zamoczeniu"
        ciekawe, czemu "jednorazowe zamoczenie" nie łapie się pod kategorię całej prawdy... :D
    • six_a Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:40
      przecież i tak kiedyś wyjdzie, to jaki zysk? opinia oszusta wieloletniego gratis.
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:42
        Naprawdę myślisz, że kiedyś musi się wydać? Ja nie jestem, tego taka pewna.
        • ludendorf Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 18:38
          > Naprawdę myślisz, że kiedyś musi się wydać? Ja nie jestem, tego taka pewna.

          Tylko naiwni moim zdaniem wierzą że będą w stanie tłamsić w sobie prawdę całe życie. Prędzej czy później przy jakiejś sprzeczce po latach pod wpływem emocji "zdrajca" się wygada więc jeśli poza ewentualnym rozpadem związku dodatkowo ktoś lubi żyć z piętnem wieloletniego oszusta proszę bardzo. Argumentacja typu że przyznanie się nie jest żadną uczciwością a zrzuceniem ciężaru na zasadzie "to teraz ty się z tym męcz" to konformizm i dorabianie ideologii u kogoś kto zwyczajnie się boi się zachować fair w stosunku do partnera tzn powiedzieć jak było i poddać się pod osąd partnera
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:32
            Ale to nie jest kwestia tłamszenia i samobiczowania się myślami na każdym kroku, tylko raczej puszczenia sprawy w niepamięć, na zasadzie było minęło.
            • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:00
              > Ale to nie jest kwestia tłamszenia i samobiczowania się myślami na każdym kroku
              > , tylko raczej puszczenia sprawy w niepamięć, na zasadzie było minęło.

              Wow. Wlasnie poznalem osobe, ktora zupelnie nie ma sumienia oraz zadnych zasad moralnych. Dobrze zyc ze zdrada... Karma - kazde zle zachowanie wroci do Ciebie.
            • ateofi Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 12:40
              > Ale to nie jest kwestia tłamszenia i samobiczowania się myślami na każdym kroku, tylko raczej puszczenia sprawy w niepamięć, na zasadzie było minęło.>
              ----
              Wyjątkowo wyrachowana i wredna z Pani osoba, to muszę przyznać.

          • answer_machine Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 19:37
            a nie jest przypadkiem tak? zraniłeś partnera faktem zdrady, informując go, chcąc być 'fair', ranisz podwójnie - rozbijasz być może rodzinę, czyli krzywdzisz dodatkowo jeszcze dzieci a może winę za rozpad związku zrzucisz na zdradzonego partnera bo Ty przecież wracasz do Niej/Niego kajając się, i jesteś taaaki/a FAIR
            ja osobiście nie poznałem osobiście człowieka, który potrafi wybaczyć.

            'Wybaczyć znaczy zapomnieć.'
        • six_a Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:02
          wiesz jak to jest, jak się jest dzieckiem, wydaje ci się, że kiwasz starych na każdym kroku. jak zostajesz rodzicem, to za każdym razem widzisz, kiedy dzieciak cię robi w balona, tylko nie zawsze mu o tym mówisz.

          podsumowując, dorosłego i w miarę rozgarniętego nie tak łatwo oszukać, ojnie:)
          • chersona Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:09
            czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo z dorosłym, jak z dzieckiem. Mały.Jasio kiwa żonę, ona o tym wie, ale mu nie mówi. i jest git.
            • six_a Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:52
              no przecież są kobiety, które traktują facetów jak dzieci, co to się muszą wyszaleć gdzieś, nie? żadna nowina;)
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:31
            Oj, moim zdaniem sytuacje nie są porównywalne i nie byłabym taką optymistką.:) Oczywiście, że są sytuacje, kiedy sprawa wychodzi na jaw lub zdradzana osoba się dowie/domyśli, ale nie zawsze tak jest. Ba, obstawiam, że nawet nie w połowie przypadków. Szczególnie gdy chodzi nie o romans, tylko o jakieś bardziej jednorazowe sprawy.
            • six_a Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:54
              myślę, że nie doceniasz życzliwości ludzi po prostu. nawet jak się sama nie domyśli, to ktoś wytłumaczy albo wylezie w przypadkowym spotkaniu gdzieś tam. albo w badaniu lekarskim.
              no w każdym kiedyś tam wyjdzie:)
              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 16:35
                Może tak być. Ale nie musi. I pewnie najczęściej nie jest.:)
    • fajnajozia Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:50
      Myślę, że każde podwójne życie wiąże się ze świadomą decyzją. Jestem w związku, zdradzam - wiem co robię i wiem jakie mogą być konsekwencje. W końcu różnie bywa, nie ? Nie rozumiem tylko potem jęków ... Zdradziłam, o ja biedna, powiedzieć, nie powiedzieć. Nie mów. A jeśli powiesz - bądź gotowa, by odejść. I jeśli prowadzisz podwójne życie, bądź gotowa na rozstanie z mężem lub z kochankiem, bądź też gotowa na samotność. I nie jęcz potem. Chcesz zdradzać bezkarnie ? Nie da się ... Chcesz zatrzymać męża, który dowiedział się o zdradzie ? Nie zatrzymuj, zasługuje na lepsze życie. Chcesz kochanka ? To miej.
      • zbychus1 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 10:38
        swietna opinia. szkoda, ze "zdradzajacy" tak rzadko sie do niej stosuja.

        Najczesciej jest to "tu mi dobrze" i "tam mi dobrze" i tak trwaja dopoki nie ma rozpier...uchy a pozniej placz.
    • disa Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 21:59
      Jesli bierzemy pod lupę poważny związek taki przyszłościowy to:
      1. gdyby mnie zdradził partner wolałabym wiedzieć - zostawiałbym go
      2. gdybym ja zdradziła to zostawiłabym partnera

      Nie mogłabym być w związku z kimś kogo zdradzam bo to znaczy, ze nie spełnia związek wszystkich moich potrzeb, a skoro nie spełnia to szkoda mojego czasu ;]

      Jesli spotykałabym sie z kimś dla zabicia czasu - pewnie nie miało by dla mnie znaczenia czy ma kogoś na boku czy nie i sama nie byłabym wierna.
      • dmbdmb Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:28
        A propos "nie spełnia [partner] wszystkich moich potrzeb" i vice versa... Tej jednej potrzeby - ciekawości - nie zaspokoi żaden partner, nawet idealny: jak to jest z innym/inną...

        Wybór partnera [w sumie - czegokolwiek - samochodu, domu] zawsze będzie jakimś kompromisem, oby tylko nie zgniłym i zbyt daleko idącym.
        • disa Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 10:48
          to nas odróżnia od zwierząt, że potrafimy się powstrzymać od sexu z kimś kto nam się podoba jak mamy partnera
          Jesli mam w związku wszystko czego potrzebuje/szukałam i mój Partner odbiera to tak samo ... prawdopodobieństwa zdrady jest bardzo małe.
          Żebym zdradziła, a raczej zostawiła obecnego partnera (zdrada mnie nie pociąga) to chyba na mojej drodze musiałby stanąć 100% ideał, a i tak bym się krzywo na niego patrzyła
          ;]
          • alieniak Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 17:26
            Hmm...
            Pociagne dalej twoja mysl - nie sztuka nie zdradzic z kims kto nam sie nie podoba, sztuka nie zdradzic z kims kto jest naszym idealem na 100% i akurat stanal nam na drodze.
            Dalej cytuje:
            "Żebym zdradziła, a raczej zostawiła obecnego partnera (zdrada mnie nie pociąga)..."
            Czyli wedlug ciebie zostawienie obecnego partnera nie jest zdrada (sic!).
            No, jesli to nie jest to co jest zdrada?

      • kwieto Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 10:05
        > Nie mogłabym być w związku z kimś kogo zdradzam bo to znaczy, ze nie spełnia zw
        > iązek wszystkich moich potrzeb, a skoro nie spełnia to szkoda mojego czasu ;]

        Bingo.
        • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:05
          > > Nie mogłabym być w związku z kimś kogo zdradzam bo to znaczy, ze nie speł
          > nia zw
          > > iązek wszystkich moich potrzeb, a skoro nie spełnia to szkoda mojego czas
          > u ;]
          >
          > Bingo.

          Inaczej rzecz ujmujac: moj maz/parnter nie jest idealny, wiec moge go zdradzac. Gdy znajde ideal to nie bede zdradzala.

          A ze krzywde wyrzadzasz innym ludziom? Ranisz innych ludzi? Wiem, wiem. Co cie to obchodzi. Wlasna przyjemnosc jest najwazniejsza.
          • kwieto Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:37
            Jeśli myślisz, że satysfakcjonujący związek można budować tylko z kimś idealnym, to masz IMO bardzo naiwne podejście do sprawy.
            • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 13:26
              Naiwne? Raczej przekazu nie zlapales.

              Oczywistym jest, ze nigdy nie zbudujesz zwiazku z kims w 100% idealnym, czyli zawsze bedziesz mial(a) usprawiedliwienie do zdrady:
              "bo nie zaspakajal wszystkich moich potrzeb"

              Zdrada, zdrada bez konca. Hulaj dusza! Piekla nie ma!
              • kwieto Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 14:02
                Ponawiam pytanie - czy na pewno satysfakcję można mieć tylko w związku z kimś "idealnym"?
                Ja idealny nie jestem, dlaczego mam oczekiwać że ona taka będzie?

                Jeśli chodzi o "wszystkie potrzeby" nie trzymałbym się tego określenia tak literalnie. Nazwijmy to: wszystkie istotne potrzeby, które taka relacja może zaspokoić.
                Pamiętaj też, że nie wszystkie potrzeby musimy realizować w ramach związku, ważne jest to czy dajemy sobie nawzajem wystarczającą wolność, żeby móc je realizować gdzie indziej.
                Przykładowo czy nie ma problemu, żebyś np. Ty poszedł z kumplami na mecz, a ona na dyskotekę z koleżankami?

                Reasumując - jeśli będąc z kimś mam poczucie, że nie zamieniłbym tego na bycie z kimś innym lub życie w pojedynkę, to nie będę sobie szukał okazji do skoków w bok.
                • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 29.07.11, 17:23
                  Ten watek dotyczy tylko usprawiedliwiania sie.

                  Nic mnie nie obchodzi zastanawianie sie, czy zwiazek mozna stowrzyc tylko z osoba idealna lub nie. (odpowiedz jest zbyt oczywista)

                  Problem polega na tym, ze zdradzajacy zawsze znajdzie usprawiedliwienie, podajac przy tym jakies tam (mniej lub bardziej wydumane) braki stalego partnera(ki). Rozumiesz? To zadne usprawiedliwienie, a tymczasem bardzo czesto uzywane i przyjmowane za wlasciwe.
        • burza4 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 13:21
          kwieto napisał:

          > > Nie mogłabym być w związku z kimś kogo zdradzam bo to znaczy, ze nie speł
          > nia zw
          > > iązek wszystkich moich potrzeb, a skoro nie spełnia to szkoda mojego czas
          > u ;]
          >
          > Bingo.

          taaaa, ciekawam ile jest związków, które spełniają wszystkie potrzeby, szczególnie po np. 20 latach bycia razem:). Ciekawe ile byłoby rozwodów, gdyby faktycznie ludzie kierowali się zasadą "wszystko albo nic". Mrzonki, szczególnie kiedy w grę potrzeby dzieci, rodzina, koneksje i uwikłania finansowe... większość po prostu przymyka oczy na fakt, że jakaś potrzeba pozostaje niespłniona.

          Idealizm zawsze trąca egzaltacją i teoretyzowaniem.
          • kwieto Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 13:50
            To kwestia tego, na ile realne są nasze oczekiwania od związku.
            Oczywiście bycie razem wymaga pewnych kompromisów, tyle że czym innym jest kompromis czy rezygnacja z jakiejś potrzeby gdy wiemy, że na innym polu jest super, a czym innym jest poczucie, że mamy niemal same kompromisy i niewiele takiego, co daje nam w byciu razem prawdziwą radość.

            Raczej nie sądzę, by ktokolwiek szukał pocieszenia w ramionach kochanki/kochanka, gdy zastrzeżenia jakie mamy do partnera są z poziomu "bo nie zmywa po sobie naczyń", zaś poza tym jest świetnie.

            Ja to widzę tak, że jeśli chcę z kimś być, to (niezależnie ile to pracy i kompromisów owo bycie razem wymaga) nie będę szukał sobie okazji do skoku w bok.
            Jeśli zaś szukam okazji do zdrady, to znaczy, że czegoś dla mnie istotnego nie otrzymuję - i wtedy może lepiej się zastanowić jak to zmienić.
    • vandikia Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:14
      dużo zależy od okoliczności
      chyba się przychylę aktualnie ku "nie mówić, nie zdradzać więcej"
      rizmawialiśmy nawet w gronie duchownych nt temat - bo tak się jakoś licealnie ułożyło, że czasem pijemy na plebani i kapłani tez mówią, żeby nie mówić.,. to jest ciężar osoby zdradzającej

      jest jednakże cała masa przypadków, gdzie bym powiedziała osobie zdradzanej, że jest zdradzana.. ale zbyt ogólnie okresliłaś temat, więc się nie wychylam :)
    • zla.m Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 22:20
      Niezłe pytanie. Osobiście wolałabym wiedzieć. Czy bym się przyznała... Sama nie wiem.

      Ale w tych radach, żeby nie mówić, jakiś sens jest. Bo jeśli ktoś się chce rozstać, to się po prostu rozstaje. A tu takie mówienie: "zdradziłam/-em cię, ale oto widzisz, wracam i wyznaję mój grzech, okazuję skruchę i przepraszam... Możesz mnie rzucić teraz, możesz mnie ukarać. Lecz ja cię kocham, wracam do ciebie..." (i w domyśle jest taki podtekst - jak się będziesz teraz wyżywać na kimś, kto się przyznaje i przeprasza, to ty wyjdziesz na małostkowego drania). I dlatego chyba pojawiają się takie sugestie, że to nie forma przeprosin a zrzucenia ciężaru na drugą osobę
    • renkarol Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 23:27
      Bardzo filozoficzne pytanie,ale kto nie był zdradzony i bólu nie czuje do dziś......nie pozna odpowiedzi.Ja dowiadywałam się od ludzi,a im nie wierzyłam....eksmąż nie przyznawał się-ja ufałam jemu bezgranicznie.Czy ,gdyby nie przypadek.....sms....nadal chciałabym być aż tak oszukiwana?Chyba nie.jestem prawie 9 lat po rozwodzie.....w drugim-nieformalnym związku.mam córeczkę.......ma dwa latka,syn 15.Ale nadal pamiętam i boleć nie przestanie.Cóż-ja nie umiałabym nie powiedzieć.pozdrawiam
    • sinsi Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 23:35
      a dlaczego to rozpatrujesz przyznanie się partnerowi/ce do zdrady PO JEJ ZAKOŃCZENIU? dlaczego nie przyznasz się W TRAKCIE ROMANSU?

      odpowiedz jest chyba oczywista...


      więc i przyznawanie się partnerowi do zdrady dopiero PO jej zakończeniu - to totalny egoizm "skonsumowałem,super było, a ty teraz się z tym męcz".
      • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 17:25
        A jak sobie to wyobrażasz? "Kochanie, zdradzam cię, ale porozmawiamy później, bo teraz lecę na randkę z XYZ"?
        • sinsi Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:09
          No właśnie spróbuj sobie odpowiedzieć na to swoje pytanie.

          Jak sobie wyobrażasz "kochanie-zdradzałem cię przez ostatnie 3 lata i właściwie nie żałuję. teraz nie zdradzam, ale chcę żebyś wiedziała i połączyłą się ze mną w tym odczuwaniu, zostawiam ci wybór-patrz jaki wspaniały jestem i szczery daję ci teraz możliwośc współodczuwania ze mną. choć najlepiej gdy pogodzisz się z tym że zdradzałem bo się głupio czuję mając taką tajemnicę. czy głupio się czułem gdy cię zdradzałem? właściwie nie, bo ważniejsza była kochanka. Ale ja cię przecież szanuję i nie chcę okłamywać. Więc mówię, że tydzien temu jeszcze zdradzałem. A jak znowu będę zdradzał to ci też nie powiem, powiem dopiero jak zakonczę romans, zebyś mi w nim nie przeszkadzała, ale powiem na pewno!".
          • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:43
            Ale dlaczego w takim tonie? I dlaczego znowu najważniejsze jest to co myśli osoba zdradzająca, a nie zdradzana? Czy ta zdradzana to jakiś niemy i niedecyzyjny element związku, którego marzeniem i funkcją jest tkwienie w owym związku po wsze czasy, nawet jeśli druga strona ma romans lub bzyka wszystko co nie ucieka na drzewo?
            • sinsi Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:00
              A któż ci każe tkwić w związku jeśli ci źle? ludzie się rozstają nawet bez zdradzania wyobrażasz sobie taki fenomen?
              Rozejrzyj się wokoło-jesteś codziennie robiona w konia przez reklamodawców, polityków, sprzedawcow w sklepie, pracodawcę który na tobie "zaoszczędził" a nawet tego nie zauważyłaś, bo ty zauważyłaś że dostałaś podwyżkę, a nie marny procent tego co powinnas dostać. Większość szczęśliwych ludzi bierze się stąd, że wiedzą mniej niż więcej.
              PO zdradzie, to niech się zdradzacz wypcha ze swoją szczerością i nie przylepia swojego syfu drugiej osobie do współnoszenia. A jak się przyznaje do zdrady bo się boi, że kto inny wypapla bo go widział, to tym bardziej żenua.
              "Ja będę uczciwy i ci powiem" pierdu pierdu. Żadna to uczciwość gdy rodzi się po konsumpcji.
              • alienangel Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:11
                No tak, reklamodawca a partner życiowy, rzeczywiście ta sama ranga.:D
                • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:09
                  > No tak, reklamodawca a partner życiowy, rzeczywiście ta sama ranga.:D

                  Nie. Sedno sprawy lezy gdzie indziej. Jesli chcesz przyznawac sie do zdrady, to lepiej sie przyznaj W TRAKCIE zdrady. Gdy sie przyznajesz PO zdradzie, to takie przyznanie ma wartosc funta klakow.

                  Abstrahujac od faktu, ze kazda zdrada jest zla. Kazda osoba, ktora zdradza zasluguje na pelne potepienie. Jezeli nie chcesz byc z mezem/partnerem, to od niego odejdz, a pozniej sobie rob szalesntwa i tym podobne.
    • akle2 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 26.07.11, 23:38
      Związek, w którym jedno z partnerów zdradziło, i tak przestał już istnieć. Jakie więc to ma znaczenie, czy się powie, czy nie?
      • raduch Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 00:20
        akle2 napisała:

        > Związek, w którym jedno z partnerów zdradziło, i tak przestał już istnieć. Jaki
        > e więc to ma znaczenie, czy się powie, czy nie?

        O masz, jaki radykał :P
        Błądzić jest rzeczą ludzką. Guzik prawda, rzecz w tym jak się to powie, albo czy w ogóle umie się to powiedzieć. O elementarną uczciwość idzie. A że różnie to odbieramy... Hmm. Allenangeli ode mnie bukiecik polnych kwiatuszków za to, że się zastanawia. :)
    • sanna.i Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 15:02
      Ja myślę, że to jest bardzo relatywne. Ja na przykład zdecydowanie wolałabym wiedzieć i bardziej niż sama zdrada ubodłyby mnie późniejsze kłamstwa, nieuczciwość, a przecież szansa, że i tak się wyda jest zawsze. Wtedy już nie byłoby czego zbierać. Ale są pewnie kobiety, które wolałyby nie wiedzieć. Wg mnie ważne, żeby o tym na początku związku porozmawiać. Na ogół zdradzający dobrze zna poglądy na ten temat swojej drugiej połowy. Jeśli ta druga połowa chce znać prawdę, to trzeba się przyznać. Moim zdaniem.
    • jowita771 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 17:21
      Jeśli skok w bok był jednorazowy, zdradzający żałuje i nie ma najmniejszego zamiaru powtarzać, a szansa, że się wyda, jest niewielka, to uważam, że trzeba milczeć. Chciałabym, żeby mój partner w takiej sytuacji męczył się ze swoim sumieniem sam, a nie obarczał tym mnie.
      Jeśli chodziłoby o jakiś romans i w grę wchodziłyby uczucia do tej osoby, z którą by zdradzał, to nie chciałabym kontynuować takiego związku i wtedy wolałabym wiedzieć.
      A mój mąż twierdzi, że chciałby wiedzieć o każdej zdradzie.
      Ja bym się w zdradę nie wpakowała z czystego egoizmu - prędzej czy później będzie z tego duży dyskomfort, a mogą być i ogromne problemy, gra nie warta świeczki.
    • emluka Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 18:39
      Moim skromnym zdaniem lepiej się przyznać, właśnie druga strona ma szansę, może dokonać wyboru... nie można nikogo więzić przy sobie, dając komuś złudną wiarę, że jest się aniołem jeśli się nim nie jest.

      Prawda prowadzi do wolności.

      Swoją drogą czym jest zdrada? Bo przecież można ją różnie definiować, czy jest to spotkanie z obcym, który chciał się umówić przez fotkę, nk, facebooka itp. Czy to pocałunek w policzek, usta, noc w łóżku, a może już samo myślenie o innym/ innej.
      • eijawanoko Re: zdrada - przyznawać się czy nie 29.07.11, 00:55
        aniołem? nikt nim nie jest!

        > Swoją drogą czym jest zdrada? Bo przecież można ją różnie definiować, czy jest
        > to spotkanie z obcym, który chciał się umówić przez fotkę, nk, facebooka itp. C
        > zy to pocałunek w policzek, usta, noc w łóżku, a może już samo myślenie o innym
        > / innej.
        :)) noc w łóżku jest najlepsza! :):)
        zdrada to jak ktos się, z przeproszeniem, pieprzy z kimś innym, będąc w stałym związku. te,at zdrady mnie wkurza. dobranoc.
    • piotr_57 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:07
      Nigdy i w żadnym przypadku nie przyznawać ise. Nawet jeśli zostaniemy złapani na gorącym uczynku, wypieramy się!!
      • mallinka86 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:22
        Żal mi Was zakłamani ludzie.
        • piotr_57 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:35
          mallinka86 napisała:

          > Żal mi Was zakłamani ludzie.

          A mnie żal głupich ludzi, więc jesteśmy kwita. :)
          • mallinka86 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 19:56
            Dlaczego jestem głupia? Bo mam inne zdanie?? Bo śmiem myśleć inaczej? Dla odmiany ja chcę wiedzieć i jeśli dopuszczę się zdrady wobec mojego obecnego partnera, powiem mu o tym. Bo mogę go nie kochać,nie pożądać,ale zawsze będę go szanować i uważam,że powinien znać prawdę. Nawet gdybym miała go stracić. A Wy sobie tłumaczcie własne tchórzostwo jak chcecie. Nie twierdzę,że nie można zdradzać-sama zdradzałam setki razy. Kłamać nie zamierzam.
            • e.i.t.h.e.l Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 23:38
              Dla mnie szanowanie mężczyzny kłóci się z jego zdradzeniem, ale ok. Poza tym jak kogoś nie kochasz, nie pożądasz, to po co chcesz z nim być i dajesz jemu możliwość wyboru? Po prostu mówisz, ni kocham cię i odchodzisz. Po co dodatkowo łamać człowiekowi serce faktem zdradzenia go. I nie rób z siebie takiej szlachetnej. Skoro zdradzałaś setki razy, to szczerość ma tu niewielką wartość. To już bardziej cenię osobę, która zdradziła, nie powiedziała, ale zdrady żałuje i nie zamierza więcej tego zrobić. A u Ciebie jest coś na zasadzie spowiedzi. Nagrzeszę sobie, nagrzeszę, co fajnego naprzeżywam to moje, a potem wszystko powiem, bo jestem taka prawa, szczera i dobra i będzie ok. Nie, nie będzie.
            • reniatoja Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 23:40
              mallinka86 napisała:

              >Nie twierdzę,że nie można zdradzać-sa
              > ma zdradzałam setki razy.

              Bez obrazy, ale ja uwazam, ze setki zdrad to bez ZADNEGO porownania gorsze niz jedno zatajenie zdrady. Jakim jestes czlowiekiem, by zdradzac setki razy? Z jakimi nieudacznikami sie wiazesz, by ciagle i ciagle zdradzac - kazdego kolejnego. I jak rozumiem - zwiazkow, partnerow, ktorych wszak szanowalas i zdradzalas - mialas tez setki? bo pelna szczerosc wymaga bezposrednio po kazdej zdradzie informowac partnera. ZAL i PORAZKA.

              Kłamać nie zamierzam.

              Kazda zdrada to juz jest klamstwo, uczciwy czlowiek najpierw konczy zwiazek, a potem rozklada nogi przed kims innym.

              SETKI ZDRAD po prostu, wg mnie, wykluczaja mozliwosc, ze chocby w najmniejszym stopniu szanujesz swoich partnerow, traktujesz ich tak samo jak siebie - jak szmaty.
      • ckm1 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:00
        czyli że co? zamykamy oczy i udajemy że nas nikt nie widzi? :))))
        Eh, niby dorośli ludzie a jak dzieci w przedszkolu :))))
        • piotr_57 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:05
          ckm1 napisała:

          > czyli że co? zamykamy oczy i udajemy że nas nikt nie widzi? :))))

          Dokładnie tak!!
          Człowiek szybciej "zapomina" zaistniały fakt, bo pomaga mu w tym efekt wyparcia, natomiast ewentualne "przyznanie się" pozostaje już na zawsze.

          > Eh, niby dorośli ludzie a jak dzieci w przedszkolu :))))

          Zachowania podświadome nie zmieniają się w raz z upływem czasu.
          • mali_kali Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 11:18
            Gratuluje logiki!

            Najlepiej wszyscy sie oklamujmy w zwiazkach miedzy ludzkich. Stworzmy wszystko sztuczne i szczesliwe. Ale bedzie super!

            Najfajniej jest tylko, gdy taki Piotrus-cwaniaczek dowie sie, ze wszyscy dookola go robili w konia i zostal frajer samemu na swiecie i bez zadnych pieniedzy. Nagle zacznie byc bardziej swiety od papieza. Widzialem juz takich wielokrotnie.
            • piotr_57 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 12:10
              mali_kali napisał:

              > Gratuluje logiki!

              aaa, dziękuję Ci dobry człowieku.
              >
              > Najlepiej wszyscy sie oklamujmy w zwiazkach miedzy ludzkich. Stworzmy wszystko
              > sztuczne i szczesliwe. Ale bedzie super!

              Błąd w rozumowaniu!!
              Nie "będzie" - jest!!
              Taki świat stworzyli nsi przodkowie i wiele wody jeszcze w Wiśle upłynie zanim to się zmieni.
              >
              > Najfajniej jest tylko, gdy taki Piotrus-cwaniaczek dowie sie, ze wszyscy dookol
              > a go robili w konia

              ... każdy ma prawo próbować :)

              ..i zostal frajer samemu na swiecie i bez zadnych pieniedzy.

              Przeżyłem 57 lat i z głodu nie umarłem to i teraz nie umrę:), już bliżej niż dalej.

              > Nagle zacznie byc bardziej swiety od papieza. Widzialem juz takich wielokrotnie

              A ja wielokrotnie widziałem(a kilku nawet "znałem" osobiście) rogaczy, święcie przekonanych o tym, że do ich żoneczki nikt się nawet zbliżyć nie może, bo oni nie dość, że zieją ogniem to jeszcze(jak meduzy) wzrokiem rywali zabijają.
              Trzeba być albo idiotą, albo masochistą, żeby chcieć "poznawać" historie seksualności partnera.
              Ale jak ktoś lubi....
              > .
              >
      • reniatoja Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 23:27
        piotr_57 napisał:

        > Nigdy i w żadnym przypadku nie przyznawać ise. Nawet jeśli zostaniemy złapani n
        > a gorącym uczynku, wypieramy się!!


        Uzasadnij prosze.
      • eijawanoko Re: zdrada - przyznawać się czy nie 29.07.11, 00:50
        > Nigdy i w żadnym przypadku nie przyznawać ise. Nawet jeśli zostaniemy złapani n
        > a gorącym uczynku, wypieramy się!!



        :)) ale to jednak trzeba mieć nerwy ze stali :) tylko dla orłów - jak głosił napis w krzyżóówkach, które rozwiązywałam w liceum ;))
    • kora3 Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 20:22
      i to niestety, z doświadczenia. Kiedyś wydawało mi się, że najlepiej jest powiedziec prawde, bo nie ma nic gorszego niż kłamstwo w takiej sytuackji. Ale teraz wiem, że to nie jest prawda. Tym bardziej nie jest, ze zwykle paniom nie wystarcza samo powiedzenie o tym fakcie, ale dopytują o szczegóły jeszcze (panowie czasem też) z kim, gdzie ile razy i dlaczego. Jesli strona zdradzajaca opowiada o tym, nawet niechetnie, to szanse na normalny zwiazek potem maleja gwałtownie, jesli nie chce mówic - bywa to odbierane, jako dalsze oszukiwanie. Ja miałam taką sytuację, ze wiedzieli wszyscy poza mną :) - mój ówczesny facet miał romans w pracy. Mysle, ze powiedział mi o tym, bo spodziewał się, poniekad słusznie, ze jego sympatia :) nie omieszka mnie o tym zawiadomić, w akcie zemsty za zakończenie z jego strony zwiazku. Nie mylił sie zresztą i szczegóły poznałam nie od niego, a dzieki pani - przysłała mi ich obfitą korespondencjke, a ja sie nie oparłam i przeczytałam. W tym momencie, pomimo, ze kochałąm go wówczas i nie wyobrazałam sobie zycia bez niego to był koniec. Nie byłam w stanie już z nim być.
      Tu był fatalny splot wydarzeń, bo gdyby on mi nie powiedział i tak bym sie dowiedziała i faktu i szczegółów od niej. I takie ryzyko, ze poinformują zdradzaną osobe osoby trzecuie na ogół istnieje. Wiec "nawrócony" zdradzajacy czesto mówi nie tyle nawet, zeby zrzucić z siebie ciezar, tylko dlatego, ze obawia sie iż zdradzany dowie się z drugiej reki i bedzie jeszcze gorzej.
      Tak czy owak - jesli komus zalezy na zwiazku, a jest szansa, ze ktoś z zewnątrz nuie "sprzeda" info zdradzanemu to lepiej zamilczeć o tym na wieki, zwłaszcaza o szczegółach.
      • alienangel Re: Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 20:38
        I tak z perspektywy czasu - żałujesz, że się dowiedziałaś i związek się rozpad?
        Czy związek jest wartością sama w sobie, że lepiej żyć w nieświadomości? Dla niektórych pewnie tak, ale jak daleko można się posunąć w kwestii tematów, o których wolelibyśmy nie wiedzieć?
        • kora3 Re: Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 20:53
          alienangel napisała:

          > I tak z perspektywy czasu - żałujesz, że się dowiedziałaś i związek się rozpad?

          Wiesz, jak się pewnie domyslasz, nie:) Ale to dlatego, że jestem obecnie w udanym zwiazku z kimś innym, a z byłym facetem utrzymuje bardzo dobre relacje, bowiem pamietam ludziom nie tylko złe rzeczy, ale i dobre, a w tej chwili tamta sprawa już mnie nie boli.

          > Czy związek jest wartością sama w sobie, że lepiej żyć w nieświadomości? Dla ni
          > ektórych pewnie tak, ale jak daleko można się posunąć w kwestii tematów, o któr
          > ych wolelibyśmy nie wiedzieć?


          Oczywiscie, ze nie zwiazek sam w sobie jest wartoscią. Jesli tak zrozumiałaś kontekst mojej wypowiedzi, to mylnie. Nie ma co teraz gdybac, jak byłoby, gdybym sie nie dowiedziała, bo się dowiedziałam i czesc. Moze byśmy byli razem, moze nie. Ale wtedy to była dla mnie ruina życia. I bymnajmniej nie dlatego, ze zwiazek mi się rozpadł:) jako taki, tylko dlatego, ze dowiedziałam się, iż człowiek któremu najbardziej ufałam, dla którego przeprowadziłam się setki kilometrów i który był tu w zasadzie jedyną bliską mi osobą (stosuynkowo niedługi czas minął wówczas od mojego "zainstalowania" się tu, a byłąm też pochłonieta nową pracą, która zabierałą mi duzo czasu, stad nie miałam za wielu bliskich znajomych tu wówczas) okazał się nielojalny. W dodatku kochałam go nadal i rozpaczliwie chciałam, żeby to był tylko zły sen. Naprawqde sporo mnie to kosztowało fizycznie i psychicznie:( Ale było, mineło i nie załuję - to znaczy inaczej, załuję, że rozstalismy siuę z takiego, a nie innego powodu. Dodam, ze poza tym epizodem, który zdecydował o naszym wspólnym zyciu, a raczej jego braku, mój eksfacet jest lojalny wobec mnie teraz:) tzn. moge mu powierzyc kase, tajemnicę, czy liczyć na jego pomoc jesli jej potrzebuję.
          • alienangel Re: Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 21:02
            No to rzeczywiście musiało być ciężko.
            Najczęściej, kiedy sypie się związek, to się myśli, że to koniec świata. Na szczęście z czasem okazuje się, że jednak nie.:)
            • kora3 Re: Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 21:19
              alienangel napisała:

              > No to rzeczywiście musiało być ciężko.
              > Najczęściej, kiedy sypie się związek, to się myśli, że to koniec świata. Na szc
              > zęście z czasem okazuje się, że jednak nie.:)


              Wiesz ja mysle, ze to zalezy jeszcze od paru rzeczy. Np. od tego, czy ktoś moze ci w tym momencie udzielić wsparciua, a takze od doswiadczenia, ogólnej sytuacji bytowej w tym momencie, siły uczucia itd.

              Kiedy stało się, jak sie stało ja byłam już kobietą tzw. po przejsciach, miałam za sobą rozwód. I wcale tenze nie wydawał mi się rujnacją życcia :) wrecz przeciwnie - dla mnie to była dosc wesoła okolicznosc - formalne zakończenie czegoś, co było do ....

              DOSC szybko po rozstaniu z mezem zwiazałam się uczuciowo z tym facetem, którego poniekad znałam jeszcze z czasów gdy byłam panną (nie bylismy jednak wówczas parą, zwyczajna znajomosc, bez podtekstów). NAsz zwiazek był "dojazdowo-telefoniczmno - komunikatorowy" przez prawie rok, nim zdecydowałm sie na przeprowadzkę. Zawsze mogłam na goscia liczyć. I to też nbie było tak, ze podczas kiedy wdał się w romans z kolezanką olał mnie, nie przejmował mną itd. Własnie nie, dlatego niczego sie nie spodziewałam. Gwoli sprawiedliwosci - to ja go olałam trocjhę, w tym sensie , ze zaczełam preace tutaj i była olna wówczas dla mnie znacznie bardziej absorbująca niż teraz - po prosyu nowy teren, nowe tematy, sporo musiałam "nadrabiać" bez taryfy ulgowej:) . A owa kolezanka już wczesniej miała nań bchrapkę:) To go oczywiscie w zaden sposób nie usprawiedliwia, zeby jasnosc była. Po prostyu mówię, jak było.
              Na dodatek mieszkalismy w mieszkaniu jego krewnej, bo to, które miało być nasz:) a jest jego dopiero sie budowało, a ja naprawde poza nium i jego rodziną niue miałam tu nikogo bliskiego, choćby takiego, zeby się wypłakać. JAsne,ze mogłam pogadac przez tel. z moimi bliskimi, ale to nie to samo. Tak czy owak - nasze rozstanie wyglądało pewnikiem dla ludzi z zawnątrz bardzo dziwnie:) Albowiem nadal mieszkalismy razem tyle, ze w oddzielnych pokojach spaliśmy. Dodatkowo dosc czesto wychodzilismy razem, mielismy jeden samochód i prowadzilismy wspólne gospodarstwo (rachunki, jedzenie). Kilka razy zapytana o nasze relacje i "odpowiedziana" dowiedzialam się wprost, że rozmówca mi nie wierzy, ze miedzy nami już nic w sensie damsko-meskim nie ma. Zwisało mi, czy ktoś mi wierzy, czy nie. Ale tak własnie było, a opinie ludzi na ogół mi latają w takich sytuacjach.
      • sinsi Re: Zgadam sie z pełni z tą opinią 27.07.11, 21:09
        hłe hłe, mąż mojej koleżanki przybiegł do niej z wyznaniem że ją zdradził i bardzo przeprasza, a właściwie nie zdradził tylko wybierał samochód bo go znajoma prosiła... okazało się, że parę godzin wcześniej znajomi żony przyłapali go chodzącego za rączkę w miejscowości wypoczynkowej z inną panią (a miał ciężko pracować) i biedak zaraz pognał pełnym gazem do domu, żeby zdążyć się przyznać zanim oni wrócą i żonie wygadają ;)
        oż, żona zaczęła się dopytywać o szczegóły i jest już po małżenstwie.


        • kora3 no czyli jest jak napisałam 27.07.11, 21:24
          - jak już się o zdradzie wie, zasadniczo nie ma wiekszego znaczenia od kogo:) a jeszcze zna szczegóły to raczej nic już z tego nie bedzie. W kazdym razie nie bedzie normalnego zwiazku. Albo ludzie sie rozstana, albo życie jednego i drugiego zamieni się w koszmar. Zdradzana osoba na pewno nie zaufa już zdradzajacej, a tamta jesli bedzie już niewinna, nie znisie podejrzeń, sledzenia, sprawdzania.
          • dziub_dziubasek Re: no czyli jest jak napisałam 28.07.11, 09:39
            Bzdury. Można zaufać, mozna mieć normalny, a nawet lepszy związek niż wczesniej. I to znająć wszyściutkie szczegóły i pobudki zdrady.
            Nie genralizuj, bo widać mało wiesz o życiu.
            • kora3 No pewnie mało wiem :) 28.07.11, 18:25
              Nie twierdze, ze nie istnieje ktoś, kto po czyms takim potra
              fi zaufac, ale wiekszosc nie. I niestety moja teoria nie jest tylko teoroia, ale takze znajduje odbicie w praktyce.

              Znam kilka osób, panie, które zdrecydowały sie wynbaczyć i trwac w takim zwiazku. Niby ich decyzja, wiec powinno być ok, ale jest jak jest. Kazde spóźnienie, kazdy wyjazd na dłuzsza delegację są powodem paniki. Dochodzi do wypominania, grzebania w rzeczachm, kompie, komórce. A prawda jest i taka, że nierzadko zdradzajacy szybko zapomina, ze mu wybaczono i ...znów zdradza. Moim zdaniem taki zwiazxek to błędne koło. Ale jesli ktoś sie w tym dobrze czuje, jego sprawa
              • dziub_dziubasek Re: No pewnie mało wiem :) 28.07.11, 18:38
                A wyobraź sobie, że można po zdradzie żyć bez lęku podczas delegacji partnera, bez grzebania w mailu, komórce czy sprawdzania kieszeni. Można ponownie zaufać. No ale pewnie Tobie się to w główce nie mieści.
                • kora3 Zaraz tam się nie miesci w głowie :) 28.07.11, 18:53
                  Skoro ktoś tak naprawde umie, to niechze sobie tak robi. Ja pisze co widze u wiekszosci takich ludzi. Kiedyś mi samej wydawało się, ze gdyby mnie zdradził hipotetyczny facet, którego bardzo bym kochala, to byłabym w stanie zapomniec. Ale nie, nie byłam. I nie trza dorabiac do tehgo ideologii. Ja takiego faceta już nie chciałam i nie chciałabym, a ze ktloś inny mysli inaczej - jefgop sprawa :)
          • sinsi Re: no czyli jest jak napisałam 28.07.11, 11:21
            Zdarza się, że ludzie po zdradzie zostają ze sobą. Lecz to zależy od wielu spraw; np są juz małżonkami, mają wspólne dzieci, kredyty, nie opłaca się tego niszczyć , albo zwyczajnie zdrada była chwilowa-nagłe zauroczenie a związek na tyle korzystny dla obu stron, ze po opamiętaniu się przychodzi refleksja ze nie warto go rozwalac dla przejsciowego zauroczenia.

            Natomiast w przypadku ww kolezanki mąż generalnie był "lewy", byli małżenstwem kilkanascie lat a ona ciągle się do jego potrzeb dopasowywała, wierząc, że choć kasy do domu dużo nie przynosi i oczekuje obsługi- to jest jej na 2000% wierny i jej nie oszukuje. Więc nie jest taki zły. Gdy więc sprawa się rypła-to uruchomiła się lawina "ja tak się dla ciebie od lat poświącam a ty ch..u jeszcze mnie zdradzasz?!". I mimo prób zostania razem - nie była w stanie wybaczyć.

            Podobnie troszkę było u ciebie- to ty wiele zrobiłas by z tym facetem być (wyjazd w obce miejsce, zostawienie dotychczasowego życia, itd) więc wtedy tym większy szok i ból , że ty dużo inwestujesz, podporządkowujesz zycie pod jego wygodę, a on zwyczajnie robi cię w konia, zdradza i gdyby nie strach przed kochanka to by zdradzał w najlepsze dalej.... W takiej fazie związku nie ma czego zbierać.

            Dlatego twierdzę, że żyć i planowac związek z drugą osobą trezba ze zdrowym egoizmem. Bez "poświęceń" , bo nikomu nie można ufać w 100% ze nie zdradzi. Nawet samemu można ulec zauroczeniu. A jeśli oboje w związku nie gromadzimy pretensji do drugiej osoby za jakieś inne sprawy, sami mamy wysokie poczucie własnej wartości, to przejściowa zdrada, szczególnie w długoletnim związku który już dużo przeżył, daje się jakoś przeprosić i przełknąć. Niemniej nie widzę potrzeby wyciągania szczegółów tej zdrady, co niektórzy lubią robiąc śledztwo ile razy, gdzie i w jakich pozycjach... a potem ten obraz ich prześladuje, ani wyrywania się by zaraz po zakończeniu zdrady informowac o niej radośnie małżonka...
            • kora3 Nie no musze coś wyjasnic :) 28.07.11, 18:36
              sinsi napisała:
              >
              > Podobnie troszkę było u ciebie- to ty wiele zrobiłas by z tym facetem być (wyja
              > zd w obce miejsce, zostawienie dotychczasowego życia, itd) więc wtedy tym więk
              > szy szok i ból , że ty dużo inwestujesz, podporządkowujesz zycie pod jego wygod
              > ę, a on zwyczajnie robi cię w konia, zdradza i gdyby nie strach przed kochanka
              > to by zdradzał w najlepsze dalej....


              Bo chyba źle zrozumiałaś:) Ja owszem się przeprowadziłam, ale nie z powodu podporzadkowywania życia pod jego wygode. Pisze to, bo nie przepadam za mitami tego rodzaju, a ten, jak sadzie wynika po prostu z Twqej (niezawinionej z twej strony) słabej orientacji w tamtej sytuacji mojej. To nie było tak, ze ja rzuciłam wszystko by być z nium tutaj akurat. W momencie, kiedy zdecydowalismy sie być razem na zasadzie pełnej, czyli mieszkania razem, rozwazalismy oba wrianty: ja tu albo on w moim miescie. To pewne czysto obiektywne spreawy (zwiazane czesciowo z moim byłym mezem, ale nie tylko) zdecydowały o wyborze wariantu nr 1. To tak gwoli ścisłosci:)




              W takiej fazie związku nie ma czego zbie
              > rać.



              Hmmm a ja mysle,ze najtrudniej się pogodzic ze zdtradą ( w sensie pozostania w zaiwaku), gdy w gre wchodzi bardzo silne uczucie. Pamietam moją ciotkę, którą maż zdradzał latami. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego ona dalej z nim jest, nie rozwodzi sie. Powi4edziała mi kiedyś, było to już po śmierci wujlka- zdradzacza. Otóż jak wyznała, po prostu tak naprawde zwisały jej jego zdrady, bo nie kochała go. Wyszła za niego pod wpływem ,młodzieńczego zauroczenia, które dosc szybko mineło, ale pojawiły sie dzieci, wspólne sprawy i jakoś tak to kulało sobie. Jestem w stanie jej uwierzyc - niespecjalnie przezyłą smierc bądz co bądz długoletniego meza. Ale wierze jej też dlatego, ze jakbym ja sie dowiedziała, ze mój eksmaz, kiedy jeszcze buył mezam oczywiscie, mnie zdradził, to też by na mnie nie zrobiło wrazenia:)

              >
              > Dlatego twierdzę, że żyć i planowac związek z drugą osobą trezba ze zdrowym ego
              > izmem. Bez "poświęceń" , bo nikomu nie można ufać w 100% ze nie zdradzi.


              W całosci zgadzam się z Twoim zdaniem :)
    • moonogamistka Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:27
      Nie przyznawac sie NIGDY! Nawet jak zlapia w lozku powiedziec, ze ta pani pan lezy obok bo zaslabl. wszyscy beda szczesliwi, nawet osoba zdradzana woli uwierzyc, ze ta nikla nadzieja i naiwnosc ktora sie tlila jednak zwyciezyla:-D
      • piotr_57 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:33
        moonogamistka napisała:

        > Nie przyznawac sie NIGDY! Nawet jak zlapia w lozku powiedziec, ze ta pani pan l
        > ezy obok bo zaslabl. wszyscy beda szczesliwi, nawet osoba zdradzana woli uwierz
        > yc, ze ta nikla nadzieja i naiwnosc ktora sie tlila jednak zwyciezyla:-D


        Dokładnie tak, klasyka.
        • moonogamistka Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 20:38
          dzieki:_) Dorosly, dojrzaly facet:_)
    • uleczka_k Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 20:58
      Wiedząc to co wiem o sobie: wolałabym wiedzieć. Wolałabym dowiedzieć się od niego.
      Ale jednak, spokój to cenna rzecz. I rozumiem tego bohatera starego kawału, który wracając z delegacji dzwonił do żony uprzedzając ją, że wróci wcześniej, bowiem raz chciał jej zrobić niespodziankę i natknął się na gacha.
      Wiedzą to Ci, którzy rozgryzali kiedyś ten dylemat własnymi zębami, popijając gorzką łezką.
      • asia_25 Re: zdrada - przyznawać się czy nie 28.07.11, 09:36
        Dwie podstawowo "zasady", po pierwsze romans tylko z kimś, kto ma co najmniej
        tyle samo do "stracenia" żadnych luźnych elektronów kiedy jest się w związku, tylko
        żonaci/żonate najlepiej z dziećmi. Po drugie, NIGDY nie należy przyznawać się do zdrady.
        Bo i po co ?? albo nasz związek jest do bani i go kończymy, albo to tylko chwilowe
        zauroczenie, który nie zamierzamy niszczyć sobie życia.
        Po trzecie czym jest zdrada ? dla jednych nawet wyuzdana "jednorazowa" noc nie będzie zdradą,
        dla innych już pośpieszny ukradkowy pocałunek nią będzie... to bardzo relatywistyczny temat :))
      • eijawanoko Re: zdrada - przyznawać się czy nie 29.07.11, 00:46
        oj... in flagranti to chyba najgorsze, co może być!
        znam chłopaka, który przyłapał żonę... na tydzień gdzieś zniknął. rodzina nie wiedziała, gdzie jest. teraz mówi, że kobiety to ku.... chciałby zaliczyć każdą. to rodzaj zemsty, która niszczy człowieka.
    • cowgirl_ride Re: zdrada - przyznawać się czy nie 27.07.11, 21:11
      Ja czułam, że coś może być na rzeczy...Dobiegał 40, trochę zarzucił hobby, sypiał ze mną ale rzadziej, do tego drobiazgi, które mogą, choć nie muszą, wskazywać na romans... Nie szpiegowałam go, nie robiłam przeszukań (choć telefony komórkowe, o wielkości i ciężarze cegły, juz istniały to nie istniały smsy), nie pytałam bo jeśli się myliłam to wyjdę na idiotkę a jak mnie okłamie to NADAL nie będę wiedziała NA PEWNO czy jest inna kobieta...Zobaczyłam ich przypadkiem. Pojechałam służbowo do innego miasta, bez zapowiedzi, zostałam wysłana w trybie pilnym. Nie spodziewał się, że akurat się tam znajdę. Czysty przypadek. Zupa się wylała. Wiesz co mnie najbardziej wqrwiło? Ponieważ to nie było jednorazowe "zamoczenie", to fakt, że nie miał odwagi przyjść i powiedzieć, że "Houston mamy problem - spotkałem cudowna kobietę, (chyba) ją kocham etc., etc.." . Nie wiem jak bym zareagowała bo teraz to jest dorabianie ideologii, pewnie bym zrobiła to samo, czyli odeszłabym. To kwestia, jego uczciwości wobec mnie i tej dziuni. Kiedyś wcześniej, zastanawiałam się jakbym się zachowała gdyby zdarzyłoby mu sie, na szkoleniu czy delegacji, w sprzyjajacych warunkach, zamoczyć. Ale nie oczekiwałam, że MUSI mi powiedzieć. Gdyby sam przylazł na kolanach i z bukietem róż to...Pewnie, że bym sie wściekła, bolało by, nie ma wątpliwości ale nie zostawiłabym go. Nie dla ratowania związku, dla siebie. Kochałam go. Nie mogłam jednak zyc z nim pod jednym dachem kiedy miałam się dzielić jego uczuciami z inną.
      Ja go nigdy nie zdradziłam, nawet nie dopuszczałam takiej myśli. To kwestia zasad, w jakich zostałam wychowana. Ale ja, to ja.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka