czekoladova
29.08.11, 20:41
Piszę tu ponieważ mam mętlik w głowie. Zapewne wiele osób pomyśli o moim dylemacie ironiczne, pomimo tego proszę o podpowiedzi. Pokrótce zatem opiszę co zaprząta moje myśli :)
Od kilku lat wraz z mężem spotykam się z bardzo dobrymi znajomymi, nasze spotkania są dość rzadkie jednak trwają np. 3 dni. W którymś zakamarku mojego serca jest miejsce dla męża znajomej, wiem że on również darzy mnie sympatią troszkę wykraczająca poza "normalność".
Istnieje napięcie, ukradkowe spojrzenia i to na tyle- bardzo przyjemne!!! Pożegnania i przywitania to podanie ręki, przelotny całus w policzek... Na tyle do wczoraj, żegnaliśmy się i wspomniany przeze mnie znajomy wprawdzie bardzo szybko (obok stała jego żona) ale pocałował mnie dokładnie w usta, pocałunek był na tyle dobry że czuję go na wargach. Podpowiedzcie- jak Wam się wydaje czy to przypadek, brak celności czy też spontaniczny ale wynikający z chęci czegoś więcej pocałunek? Widziałam go jak odjeżdżał cały rozpromieniony i uśmiechnięty. Jak dotąd przyjacielskie pocałunki z innymi znajomymi to takie cmok nonsensy gdzieś w powietrze. Zanim zaczniecie krytykę chcę dodać, że od kilkunastu lat jestem mężatką i nie mam podobnych doświadczeń, nie wiem co o tym myśleć i jak się odnieść do sytuacji przy następnym spotkaniu. Wspomnieć mu o tym czy też może przestać przeżywać i iść dalej?? Dzięki :)
Ps. może któryś z panów podpowie zagubionej kobiecie