czarny_blabla
07.09.11, 21:57
Przepraszam że tutaj, ale muszę się wyżalić a faceci się do tego nie nadają.
Jest dziewczyna, fantastyczna, absolutnie wyjątkowa pod każdym względem.
Znam ją rok, może dłużej. Od razu jak ją zobaczyłem wiedziałem że to jest to. Próbowałem ją poderwać,na różne sposoby. Zawsze była miła, taktowna, nigdy nie wysyłała fałszywych sygnałów.Była uwikłana w związek z żonatym facetem, zakochała się, on obiecywał jej że już tamto kończy i jest jej. W końcu coś w niej pękło, powiedziała mu że albo z załatwia sprawę definitywnie albo ona to zakończy. Przez ten miesiąc gdy była cisza spędziliśmy ze sobą sporo czasu. No i ja niestety odjechałem. Wpadłem dosłownie jak śliwka w kompot.
Tymczasem on się odnalazł, chyba zrozumiał co traci i zaczyna realizować co obiecał.
Dziś do niej pojechałem, powiedziałem jej co czuję, powiedziałem że dziękuję jej za ten czas spędzony razem i że życzę jej wszystkiego najlepszego. Że zawsze jak będzie jej źle może na mnie liczyć, ale nie potrafię tak dłużej udawać że nic nie czuję i balansować na granicy euforii i rozpaczy. Ona jak zawsze zachowała się fantastycznie, jak prawdziwa kobieta z klasą.
A potem wyszedłem od niej, wsiadłem do auta i popłakałem się jak dziecko.
Wiem że gdybym miał więcej czasu byłaby moja. Ale nie mam już go.
Jestem bezsilny, siedzę w domu i myślę jak się z tego wszystkiego pozbierać.
Pieprzony niesprawiedliwy świat.