Gość: W.
IP: 89.73.102.*
02.10.11, 12:40
Tydzień temu zerwałam z facetem. Właściwie zanosiło się na to od dłuższego czasu, więc nie mam z tego powodu jakichś strasznych rozterek.
Tylko samo zerwanie było dziwne. Siedzieliśmy sobie w, powiedzmy to, w miejscu publicznym, i tak między innymi tematami on nagle wyskoczył z tym zerwaniem. Ja stwierdziłam, że nie mam sensu się oszukiwać i przyznałam mu rację, czyli zgodziłam się rozstać. I chciałam jeszcze o tym wszystkim pogadać, tym bardziej, że zaproponował, żebyśmy zostali przyjaciółmi. A tu - on zmienia temat znowu na poprzedni, tak jakby to była jedna z wielu spraw, które trzeba załatwić.
Druga rzecz jest taka, że praktycznie od tamtego czasu przestał się odzywać. Tzn. ja czasem do niego napiszę i zadzwonię to odbiera, nawet sam 2 razy zadzwonił, ale dotyczyło to spraw służbowych, nasz związek jest tabu. W jednej z rozmów chciałam z nim pogadać o tym jak to ma być między nami, że naprawdę liczę na to, że będziemy przyjaciółmi, bo znamy się bardzo dobrze i nadal go lubie, itd.; on na to, że nie wie i zobaczymy jak to będzie między nami teraz i że musi się zastanowić (standardowa odpowiedź, kiedy nie ma ochoty rozmawiać).
Dziś, żeby mu się jakoś totalnie nie narzucać wysłałam mu wiadomość, że chciałabym sie spotkać i pogadać o tym, jak to będzie teraz między nami, przez co mam na myśli - czy tylko razem pracujemy, czy możemy sobie pójść razem na piwo. Chciałam o tym pogadać chyba z szacunku do tego, co było między nami. Ale on się nie odzywa. Znając życie, jak zwykle nie wie co mi odpowiedzieć albo w ogóle już go nie obchodzę. I to po prostu boli - z dnia na dzień urwał się stary kontakt - tak jakby sobie wyłączył przycisk odpowiedzialny za interesowanie się mną. A przy okazji chyba znalazł sobie kogoś, po tygodniu, ale tego na 100% nie jestem pewna.
Źle mi. Co mam zrobić? nalegać na kontakt czy go olać? Czuje się zdezorientowana i zła, że w taki sposób to skończyliśmy.