Dodaj do ulubionych

awaryjne lądowanie

    • uleczka_k Re: awaryjne lądowanie 02.11.11, 19:09
      Tak, głupie to ale na wyobraźnię podziałało. Pewnego razu sąsiadem na siedzeniu obok był pewien pan o ciemnej skórze, który czytał sobie jakieś opracowanie Koranu. Przyznam, że kiedy poprosił aby go przepuścić, bo potrzebował wyjść do WC, to zastanowiłam się czy dolecę na ziemię w identyfikowalnym kawałku :P
    • best.yjka Re: awaryjne lądowanie 02.11.11, 19:24
      Najgorsze są buraki. Sąsiad z fotela obok, samolot oderwał koła od pasa startowego. "Zocha wstawiaj pierogi. Właśnie wystartowaliśmy." Na moją grzeczną uwagę o wyłączenie telefonu, potoczyła mu się piana z pyska. "Ty mnie nie pouczaj, bo ja często latam. Zasięg przecież jeszcze mam!"
      Niektórym się wydaje, że telefon w samolocie wyłącza się tylko po to żeby bateria się nie zużywała.
      • protozoan Re: awaryjne lądowanie 02.11.11, 21:06
        W kwestii buraków. Wracałam sobie kilka miesięcy temu czarterem, który jakże by inaczej w środku nocy był. Wszyscy ledwo żywi, z wyjątkiem jednego młodziana, chyba oderwanego przez ten lot od imprezy bo nawalony był jak messerschmitt.
        I co: okazało się, ze siedzi koło mnie. Siadł i zaczął jęczeć "O q..a zaraz się porzygam, o q...a nie wytrzymam". Byłam na linii strzału, i zrobiłam (acz nieskuteczną) karczemną awanturę o przesadzenie z dala od rzygacza. Na szczęście młodzian znużon długą procedurą startu zasnął był...
        Mam tylko nadzieję, że miał kaca giganta.
        • zamysleniee Re: awaryjne lądowanie 02.11.11, 21:16
          >Byłam na linii strzału

          :D:D
    • kora3 raz miałam 02.11.11, 19:32
      na szczescie nie zdawałam sobie z tego sprawy :)

      poleciałam z kolegą "na kregi" wilgą.

      Koelga leciał jako instruktor . Zabawa polegałą na tym, ze uczacy się chłopak miał symulowasc sytuację awaryjnego wyłączenia sie silnika i niejako spadania, po czym właczać silnik i do góry. Ogólnie zabawne poza tym, ze spore jak dla mnie przeciązenia :) W pewnym momencie samolocik zaczał spadać i stery przejąl kolega instruktor. Silnik się uruchomił, przyziemilismy, generaklnie sadziłam, ze wszystko ok, trylko J, jakiś nerwowy i ten chłopaczyna też :)
      J. powiedział mi dopiero na ognisku, po 3 piwie, ze ten młodzian coś popitolił i omal nie przyziemilismy na zywca :)
      Poza tym , chyba nie:)
      • grassant Re: raz miałam 02.11.11, 20:12
        powiedział mi dopiero na ognisku, po 3 piwie, ze ten młodzian ...

        taa...dawniej młodzian w skóry odzian...
        • kora3 Re: raz miałam 02.11.11, 20:15
          dalibóg w co odzian był ten kursant, to nie pomnę, chyba w zwykłe szaty :)
          • grassant Re: raz miałam 02.11.11, 20:38
            toć nie o szaty chodziło, a o wieżę.
            • kora3 Re: raz miałam 02.11.11, 20:48
              o jaką wieże????

              Aaaaa, ze mi nie wierzysz?:) nie musisz :) Mój facety jest zawodowym pilotem, lata też rekreacyjnie, dosc czesto mam okazję latać z num, albo jego kolegami to tym, to tamtym w areoklubie. ZNie widze w tym nic do dawania wiary, albo niedawania :)
    • soulshunter Re: awaryjne lądowanie 02.11.11, 21:16
      moze juz tak byloby o tym ladowaniu? Lodowki boje sie otworzyc.
    • pamana Re: awaryjne lądowanie 03.11.11, 08:49
      Miałam ,musiałam lądować awaryjnie bo nie mogliśmy lecieć ,oni musieli lądować żeby lądować.
      W ciągu kilku minut musieliśmy zejść na lotnisko, jakąś godzinę po starcie, ból uszu niesamowity,wyłączona klima, gorąco,duszno,masakra.
      Nie polecam :)
      p.
    • brasilka2 Re: awaryjne lądowanie 04.11.11, 12:47
      Awaryjnego lądowania na szczęście nie przeżyłam.

      Raz już po wylądowaniu dowiedzieliśmy się, że samolot właśnie się zepsuł. Lecieliśmy z Lizbony do Fortalezy, z międzylądowaniem na wyspie Praia (W-y Zielonego Przylądka). Dalej mieliśmy lecieć tym samym samolotem, ale poproszono nas o opuszczenie go, bo jest zepsuty.

      Zielonoprzylądkowi mechanicy rozłożyli jakieś techniczne rysunki i tylko wzruszali ramionami. Po kilku godzinach znowu wsadzili nas do tego samolotu (nie widziałam, czy coś naprawiali) i polecieliśmy dalej do Fortalezy. Pasażerowie zero stresu czy histerii. Ja miałam trochę stracha, czy się oderwiemy od ziemi. Mąż miał opory przed wsiadaniem, chciał promem do Polski wracać :) Ale udało się.

      Linie TACV, nie wiem czy jeszcze latają. Mam nadzieję, że tak bo poza kilkugodzinnymi opóźnieniami w każdą stronę wszystko było super. Lokalny afrykański koloryt na każdym kroku. Miło wspominam tą przygodę :)
    • berta-death Podbijam wątek 24.11.11, 09:15
      A nie mówiłam, że najgorsi są współpasażerowie. Czegoś takiego to nikt z was zapewne jeszcze nie przeżył:
      Arthur Berkowitz lot 901 z Anchorage na Alasce do Filadelfii zapamięta na całe życie. To jedna z najdłuższych tras krajowych w USA, leci się siedem godzin. A Berkowitz musiał stać. Cały czas. - Na mój fotel przelało się ciało ponad 200-kilogramowego sąsiada. Dla mnie nie było już miejsca - opowiada wściekły mężczyzna.
      deser.pl/deser/1,111857,10699609.html
      • wez_sie amerykanski sen 24.11.11, 09:24
        ej, ale glupi ten koles,ze tak dal sie wycyckac.
        ja bym tego grubasa po prostu nie wpuscil i kazal isc do przestrzeni bagazowej.
        • ka-mi-la789 Re: amerykanski sen 24.11.11, 10:37
          Miałbyś proces o dyskryminację. I żadnych szans na wygraną.
          • wez_sie Re: amerykanski sen 24.11.11, 11:27
            haha, no ok.
            to bym mu po prostu powiedzial, ze sie nie zmiesci.
      • sid-sid Re: Podbijam wątek 24.11.11, 17:53
        Ne halo, że obsługa samolotu dopuściła do takiej sytuacji, zamiast wysadzić kłopotliwego pasażera.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka