Dodaj do ulubionych

kwestia obiadu

04.11.11, 11:14
Powiedziałam dziś mężowi, że sobie gdzieś w weekend wyskoczymy z dziećmi. On na to: ugotujesz dobry obiadek i wyskoczymy. Chciałabym, żebyś nauczył się gotować kilka potraw - powiedziałam. To wtedy już do niczego nie będziesz mi potrzebna - wypalił bardzo zdenerwowowany. Tak naprawdę nie wiem co mam odpowiadać na tego typu bezczelność, no przecież ciężko coś tłumaczyć, kiedy on doskonale rozumie. Od czasu mojego wychowawczego zmieniły się proporcje - bo przecież byłam w domu itd. A teraz ja pracuję, ale on pracuje "o wiele więcej" w związku z tym wszystko w domu robię ja - poza zakupami i wynoszeniem śmieci. Chyba najbardziej poraziło mnie jego bezceremonialne chamstwo.
Obserwuj wątek
    • miau_weglowy Re: kwestia obiadu 04.11.11, 11:15
      powiedz,ze Ty w zasadzie JUZ jestes samowystarczalna
      tylko czy on to zalapie? ;)
      • ferro2 Re: kwestia obiadu 04.11.11, 11:17

        facet nie zalapie, jak mu na stol nie wylozysz, za nic na swiecie:))

        Przegrać to nie znaczy nie mieć racji.
    • wez_sie wielki problem 04.11.11, 11:22
      rzeczywiscie robisz wielki problem ze zrobienia glupiego obiadu.
      nie mow ze nagle jest to dla ciebie takie wielki obciazenie dla ciala i duszy i dumy.
      on nie potrafi gotowac, a ty potrafisz, wiec to rob.
      chyba, ze juz nie kochasz meza, ani dzieci...
    • varia1 Re: kwestia obiadu 04.11.11, 11:23
      jak to mierzycie, ze on pracuje "o wiele więcej" ?
    • vaude Re: kwestia obiadu 04.11.11, 11:27
      jak to? weekend, oboje wolne - to RAZEM zróbcie obiad.
      i nie ma wymówki, że nie potrafi: niech obierze ziemniaki, zetrze coś na tarce itd. proste prace kuchenne, które nie wymagają żadnych umiejętnosci.
      gwarantuje, ze szybko nauczy sie gotować makaron (którego nie trzeba obierać ;p)
    • ikcort Re: kwestia obiadu 04.11.11, 11:41
      > Chciałabym, żebyś nauczył się gotować kilka potraw - powiedziałam.
      > To wtedy już do niczego nie będziesz mi potrzebna

      Szczególny impertynent! Ale pewnie tak wychowany: mamusia zawsze pod nosek wszystko podstawiała, to teraz jest święcie przekonany, że ma tak mieć całe życie. Bardzo mnie drażnią tego rodzaju paniczyki domagające się wiecznej obsługi.
      • turysta_amator Re: kwestia obiadu 04.11.11, 12:08
        Może mi się tylko zdaje ale oprócz chamstwa widzę tu też frustrację więc zapytam: jak się wasze życie seksualne układa? Bo wydaje mi się że podział obowiązków domowych to nie jedyny wasz problem.

        Ps. Mi też mamusia wszystko pod nosek podstawiała jednak na chama nie wyrosłem a i wiem gdzie mop w domu stoi.
        • ikcort Re: kwestia obiadu 04.11.11, 12:11
          > Ps. Mi też mamusia wszystko pod nosek podstawiała jednak na chama nie wyrosłem a i
          > wiem gdzie mop w domu stoi.

          Mnie też podstawiała i też nie brzydzę się tzw. obowiązków domowych. Nie każdy jednak potrafi się wyzwolić z tego rodzaju nawyków.
        • jiena Re: kwestia obiadu 04.11.11, 17:29
          wiedzieć gdzie stoi mop, a używać go to jednak nie to samo.
    • mi-lky makaron był 04.11.11, 11:54
      No właśnie przez wiele lat pilnowałam, żeby było partnerstwo. Umiał ugotować ten powyższy makaron z jakimiś sosami, nawet z kurczakiem :) Obierał zieminiaki, tarł warzywa na tarce :)A kiedy urodziłam drugie dziecko, sprawa się rypła z powodu bycia na wychowawczym. Kiedyś nastawiał pranie, nawet potem wieszał i ściągał. Ścierał kurze, zniżał się nawet do mycia podłogi (chociaż bazował na wolnych, niczym nie zastawionych przestrzeniach). Myślę sobie, że właściwie musiał od zawsze chyhać na moment braku mojej czujności, kiedy nie będzie się musiał tym zajmować. Ta chwila nadeszła i trwa w najlepsze. A co do pracy - mamy wolne zawody, w związku z tym ja pracuję "mniej", żeby być dyspozycyjna dla rodziny, a on "więcej" - bo więcej zarabia, w związku z tym ma ciągoty do bycia macho i wszystkie poprzednie układy rodzinne samodzielnie anulował. Ale czy ktoś mnie pytał o zdanie?
      • wersja_robocza Re: makaron był 04.11.11, 11:57
        Moze, skoro negocjacje są nieskuteczne (może xle prowadzone, może niewłaściwie ocenione cele albo brak chęci porozumienia), to personel powinien strajkować?:>
      • my_favourite_axe Re: makaron był 04.11.11, 11:57
        mi-lky napisała:

        > No właśnie przez wiele lat pilnowałam, żeby było partnerstwo. Umiał ugotować te
        > n powyższy makaron z jakimiś sosami, nawet z kurczakiem :) Obierał zieminiaki,
        > tarł warzywa na tarce :)A kiedy urodziłam drugie dziecko, sprawa się rypła z po
        > wodu bycia na wychowawczym. Kiedyś nastawiał pranie, nawet potem wieszał i ścią
        > gał. Ścierał kurze, zniżał się nawet do mycia podłogi (chociaż bazował na wolny
        > ch, niczym nie zastawionych przestrzeniach). Myślę sobie, że właściwie musiał o
        > d zawsze chyhać na moment braku mojej czujności, kiedy nie będzie się musiał ty
        > m zajmować. Ta chwila nadeszła i trwa w najlepsze. A co do pracy - mamy wolne z
        > awody, w związku z tym ja pracuję "mniej", żeby być dyspozycyjna dla rodziny, a
        > on "więcej" - bo więcej zarabia, w związku z tym ma ciągoty do bycia macho i w
        > szystkie poprzednie układy rodzinne samodzielnie anulował. Ale czy ktoś mnie py
        > tał o zdanie?

        Powiedz mu żeby wyskakiwał z kasy, bo jak nie to już do niczego nie jest ci potrzebny.
      • nglka Re: makaron był 04.11.11, 17:51
        mi-lky napisała:

        > A co do pracy - mamy wolne z
        > awody, w związku z tym ja pracuję "mniej", żeby być dyspozycyjna dla rodziny, a
        > on "więcej" - bo więcej zarabia, w związku z tym ma ciągoty do bycia macho i w
        > szystkie poprzednie układy rodzinne samodzielnie anulował. Ale czy ktoś mnie py
        > tał o zdanie?

        Zacznij zmiany od siebie - i piszę serio.
        o to w ogóle za podejście, kiedy sama kobieta mówi "ja mniej, on więcej"? A dyspozycyjność dla rodziny, to co? Całonocna opieka nad chorym dzieckiem, to niby co innego, niż praca? W tym kontekście Ty pracujesz 24h a on TYLKO ileś tam.

        Ja mam wolny zawód. To znaczy że czasem przez tydzień pracuję 2-3 h dziennie a czasem [w okresie przedświątecznym szczególnie] po 14 i więcej. To w praktyce oznacza, że kiedy mąż [na etacie] w nocy śpi - w tygodniu - to ja wstaję do małej, to ja zajmuję się Nią głównie, kiedy jest chora i to ja codziennie przygotowuję córkę do p-kola. Bo mąż musi się wyspać. Choć nie zawsze tak było - w pierwszych miesiącach po porodzie to On często wstawał,bo mała miała takie kolki, że padałam na twarz. Zawozi do p-kola [i odbiera] mąż, bo p-kole jest koło jego pracy, robi zakupy w drodze powrotnej. Ja robię pranie, ew gotuję - bo pracuję będąc w domu [choć mamy różne kuchnie w sensie gustu, więc gotuję głównie dla siebie i córki mąż robi sobie z reguły sam]. Ale w weekendy to mąż się więcej zajmuje, to on wstaje rano, razem gotujemy abo idziemy na obiad do jego mamy czy moich rodziców. A kiedy pracuję, jak wspomniałam, po 14 czy więcej h dziennie, czy nawet choćby więcej niż 12 - to na nim spoczywa większość obowiązków. Nie wyobrażam sobie inaczej. Ja tego po prostu nie zrobię, bo nie mam jak i nie będę przerywa pracy, którą muszę wykonać.
        I Ty tak przechodzisz nad tym do porządku dziennego? Co to za problem zostawić jego brudne ubrania, by wyprał sobie sam czy ugotować dla siebie i dziecka? I wcale nie chodzi o złośliwości ale do niektórych ludzi dociera tylko taki "argument".
        Oczywiście są rzeczy, które mnie wkurzają, których nie robi a miał / powinien - ale każdy ma jakieś wady, to nie jest miganie się od wszystkiego [choć z pewnością skorzystałby z takiej opcji, gdyby była dostępna].

        Zmień myślenie. Twoja praca jest całodobowa, Ty pracujesz znacznie więcej niż on.
        U niektórych sprawdza się sposób jak wyliczenie stawki za roboczogodzinę, wliczając w to dyspozycyjność.
    • twojabogini Re: kwestia obiadu 04.11.11, 12:32
      Dąż do przywrócenia równowagi, co niekoniecznie oznacza "równy podział obowiązków". Inaczej już na zawsze ty będziesz obciążona domem, przy pracy zawodowej i dwójce dzieci z czasem będziesz się czuć zagoniona. No i z moich obserwacji wynika, że kobiety, które tak się "dały" są przez mężów lekceważone i traktowane niemiło. Skądinąd nie rozumiem zjawiska, bo skoro żona taka dobra i wszystko sama robi to raczej powinna być doceniana?
      Ja aktualnie jestem w domu - przy drugim dziecku, jeszcze małym. Pracuję i zarabiam porównywalnie, choć zajmuje mi to mniej czasu niż praca zawodowa mężowi. Z tej to przyczyny mój m. - dotąd partner w obowiązkach - znarowił się i zaczął oczekiwać że ja się wszystkim zajmę w domu. Nie ma takiej faken możliwości. Oczywiście jest wojenka, ale wolę wojnę niż dla świętego spokoju zostać kuchtą. Nie chcę mieć świętego spokoju, tylko czas dla siebie i partnera a nie macho.
    • rannie.kirsted Re: kwestia obiadu 04.11.11, 12:40
      jezeli poslubilas takiego buraka to tez swiadczy o tobie nienajlepiej. bylas w stanie odmiennej swiadomosci jak bralas z nim slub, czy co?
    • mmagi Re: kwestia obiadu 04.11.11, 12:48
      upsss
      czyli sex tez juz sam załatwia:O?
      • six_a Re: kwestia obiadu 04.11.11, 13:06
        nie sam, tylko z inną
        wersja standard;)
    • lonely.stoner Re: kwestia obiadu 04.11.11, 16:24
      zeby meza przywrocic do porzadku to bym rzucila wszystko w p.zdu i sobie wyjechala sama na tydzien na urlop, i niech sie zajmuje przez weekend domem i dziecmi sam. Zobaczysz jak szybko sie nauczy :) chociaz skoro ty z tych biednych sierotek marys co to nie potrafia noga tupnac kiedy trzeba, to pewnie po powrocie zastalabys awanture i wymowki do konca swiata...

      Nie ma poza tym na takie cos innej rady jak strajk. Przestan cokolwiek robic w domu i daj sobie spokoj z uszczesliwianiem calej ordziny, spokojnie, bez Ciebie tez sie obejda.
      • berta-death Re: kwestia obiadu 04.11.11, 17:55
        Obawiam się, że mogłoby się to skończyć jak w takiej polskiej komedii z początku lat 90, niestety nie pamiętam tytułu. Tam też się żona zbuntowała i zostawiła męża z trójką dzieci i psem. Tylko, że po powrocie zastała w domu swoją najlepszą przyjaciółkę pomagającemu biedakowi w prowadzeniu domu. W wersji bardziej optymistycznej w domu można zastać teściową.
        • alienka20 Re: kwestia obiadu 07.11.11, 20:26
          "Komedia małżeńska". Uwielbiam to po prostu :).
    • moonogamistka Re: kwestia obiadu 04.11.11, 16:47
      Ales Ty durna...
      • sokhna Re: kwestia obiadu 04.11.11, 17:56
        Jak stolowe giry... Rece mi opadly. Juz wodze jak tupiesz noga i zostawiasz wszystko w pi...u razem z dziecmi... gratuluje.

        Co do autorki watku: Jesli nie bylo to powiedziane tonem zartobliwym, to faktycznie nie jest milo cos takiego uslyszec, ale moze wtedy warto sie nad tymi slowami zastanowic? Moze tez na innych plaszczyznach Waszego zwiazku cos sie dzieje, a Ty tego nie widzisz?

        Poza tym korona z glowy Ci nie spadnie jesli ugotujesz ten obiad i bedziesz gotowac do konca zycia, tym bardziej, ze on tego nie potrafi.
        Ja pracuje, doksztalcam sie, mam male dziecko, zajmuje sie kompleksowo domem (niemalym) i nie przyszlo mi do glowy, zeby stwierdzic, ze ktos z nas pracuje wiecej czy mniej... Wiem, ze maz nie lubi sprzatac czy prasowac i nie wymagam tego od niego, ale jak bylam chora to opiekowal sie nami cudownie, a dom byl wysprzatany na wysoki polysk :)
        • vincentyna Re: kwestia obiadu 05.11.11, 00:15
          jestes isaura i Ty to lubisz, ale nie polecaj tego dalej ;)
    • berta-death Re: kwestia obiadu 04.11.11, 17:55
      Kup sobie wibrator i zakomunikuj mężowi, że od dzisiaj to on nie jest ci do niczego potrzebny.
    • empirical Re: kwestia obiadu 04.11.11, 17:56
      Trzeba bylo odpowiedziec: "Wiesz kochanie, zrobiles mi dzieci i tez juz nie jestes mi do niczego potrzebny!"
    • senseiek Typowy brak poczucia humoru i dystansu do siebie.. 04.11.11, 18:02
      Typowy brak poczucia humoru i dystansu do siebie u kobiety..

      Chyba ze seksu nie uprawiacie miesiacami, wtedy powiedzial prawde.. ;)
      Ale wkurzac sie z powodu szczerosci, to tez idiotyzm.
    • nowy99 Re: kwestia obiadu 04.11.11, 22:30
      A moze on tak naprawde pragnie jak wody twojego obiadku. Moze po prostu pysznie mu gotujesz i chlop spragniony po tygodniu stolowania sie gdzies w terenie, chcialby zrelaksowac kiszki czyms, co ty wlasnie, nie on, tak fantastycznie przyrzadzasz...

      Acz jego stwierdzenie o twej nieprzydatnosci poza gotowaniem porazka!

      Moze powiedzial w afekcie, na jakis twoj zarzut czy podobny tekst? Sama przeanalizuj dlaczego i na co tym odpowiedzial. Trza to ocenic w danym kontekscie.

      Moj maz nie gotuje w ogole, ale gdy poprosze go o pomoc z ta np.szatkownica czy obraniem czegos tam, to pomaga.
    • izabellaz1 Re: kwestia obiadu 04.11.11, 22:46
      Odpowiadać? Spakuj się i wyjedź na ten weekend i miej obiadki w dupie.
      • vincentyna Re: kwestia obiadu 05.11.11, 00:10
        Olej.




        Olej wszystko.





        I patrz, jak sie bedzie rzucal po katach, jak bedzie z piana w pysku skowloczyl, jak bedzie sie tarzal po podlodze w poszukiwaniu mniej smierdzacych skarpetek :D :D :D

        Olej. Skoro to nie jego biznes, to zrob wszystko, by to jednak jego biznesem bylo.

        Trza wiecej niz mc, by sie robaki zalegly ;)
    • happy_time Re: kwestia obiadu 05.11.11, 00:17
      To ugotuj niedobry obiad, będzie miał porównanie.
    • qw994 Re: kwestia obiadu 05.11.11, 09:03
      Chyba przydałby ci się tygodniowy, samotny urlop.
    • anna_sla Re: kwestia obiadu 05.11.11, 09:29
      i dlatego ja nie ugotowałabym tego obiadu wtedy ;)

      Ja poniekąd w życiu kieruję się tym (taki mam charakter i już):

      "Mąż wraca z pracy i widzi jak trójka jego dzieci siedzi przed domem ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po pizzy, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony są otwarte. Tak samo drzwi wejściowe do domu. Po psie nie ma najmniejszego śladu. Wchodzi do domu i widzi jeszcze większy bałagan. Lampa leży przewrócona, a chodnik zawinięty pod samą ścianę. W pokoju głośno gra telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia jest zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie wygląda lepiej: w zlewie góra naczyń, resztki śniadania porozrzucane po stole, lodówka szeroko otwarta, psie jedzenie wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leży pod stołem, a przy tylnich drzwiach jest usypana kupka z piasku. Szybko wbiega na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważa na to, tylko szuka swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżą porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany są wymalowane pastą do zębów. Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę.
      Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień.
      Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
      - Co tu się dzisiaj działo?
      Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
      - Pamiętasz kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
      - Tak. Odpowiedział z niechęcią.
      - Więc dziś tego nie zrobiłam."

      Przyznaję w dużej mierze to pomaga, ale nie jest wolne od błędów..
      • qw994 Re: kwestia obiadu 05.11.11, 09:32
        Piękna przypowieść :)
    • mi-lky Re: kwestia obiadu 07.11.11, 18:48
      Chciałam tylko pokazać na własnym przykładzie, jak łatwo wpaść w pułapkę "współczesnej pani domu" - czyli dwóch etatów. Byłam dumna ze swoich obiadków i sprawiało mi czystą radość serwowanie zupy, drugiego dania, naprawdę. Robiłam też super śniadania (dlatego teraz słyszę czasem: a śniadanie będzie?). Zaczęło się od tego, że mąż bawił się z małym dzieckiem, kiedy ja gotowałam, czy wieszałam pranie, bo robiłam to szybciej, lepiej itd. I było ok. Ale kiedy dziecko podrosło, tata już się tak nim nie zajmował, bo dziecko samo się potrafi pobawić i można je zostawić w pokoju. I wpadłam w zastawione przez siebie sieci, bo odkręcić to wszystko jest niezmiernie trudno. Próbowałam zostawiać ich samych, może nie w dramatycznych okolicznościach mojej ostentacyjnej ucieczki z domu. Wszystko działało ślamazarnie, ale jakoś tam się kręciło. Wiem! Znajdę sobie pracę z wyjazdami na dwa, trzy dni w tygodniu. Ale co potem, kiedy po pewnym czasie wspomniana drużyna okaże się samowystarczalna? :):)
      Piszę to dlatego, że każda z nas musi rozwiązać jakoś w związku te sprawy. Inaczej się nie da funkcjonować.
      • miau_weglowy Re: kwestia obiadu 07.11.11, 20:45
        znajdz sobie prace z wyjazdem na dwa , trzy lata najlepiej
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka