Dodaj do ulubionych

Trzepnęło mnie bardzo...

06.12.11, 09:47
Rok temu wyprowadziłam się od męża. Nie mogłam z nim być - lekceważył mnie, robił co chciał, nie dbał o rodzinę itd, Taki wieczny chłopiec - do zakochania i kochania, ale nie prawdziwego życia. (przez wiele lat mi to wystarczało - byliśmy razem od liceum). Rozstanie odbyło się bez płaczu i awantur, spokojnie.... nawet pomagał mi w remoncie nowego lokum. Nie było rozmów, wyjaśnień, pytań co dalej? Usłyszałam - skoro podjęłaś taką decyzję, to co ja mam ci powiedzieć?
Odwiedza nas często, (mamy syna), czasem pogadamy o pierdołach, jest nawet sympatycznie, ale o powrocie nie ma mowy - ani z mojej, ani z jego strony. I nagle dowiaduje się, że on z kimś jest. Nigdy nie był kobieciarzem - to nie ten typ (?) Trzepnęło mnie bardzo, bardzo... ryczę drugi dzień i nie mogę sobie tego wytłumaczyć. Co jest do cholery? Przecież dorosła jestem, rozstaliśmy się, nie żyjemy już razem, prędzej czy później to musiało się stać...a jednak jest mi strasznie przykro i nie wiem jak mam się z tym oswoić....
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 09:51
      W liceum miałam chłopaka. Rozstaliśmy się z mojej przyczyny. On płakał, stał pod moim blokiem, groził samobójstwem. Bardzo sie martwiłam. Po miesiącu miał nową dziewczynę. Ja jeszcze długo nie doszłam do siebie.

      Na osiedlu pewnemu panu zmarła żona. Kochał ją ogromnie, potem z rozpaczy schudł, też płakał (mężczyzna 60letni) siedząc na ławce w parku - czarna rozpacz. Po pół roku miał nową żonę.

      Oni chyba mają inaczej
    • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 09:52
      Taki wątek był gdzieś, poszukaj.
      • simm-ona Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 09:56
        To nie jest WĄTEK, to jest JEJ historia.
        • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:01
          This is FORUM!
        • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:01
          Odrzuciłam faceta a teraz mam szamotanie pępka bo on jest z inną?
          To jest TA historia.
    • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:01
      Syndrom psa ogrodnika, dosyć częsty.
      I wali w samoocenę.
      • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:03
        A można piosenkę, czy wytną?
    • wersja_robocza Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:08
      Jak u psa ogrodnika: sama zrezygnowałaś, odeszłaś, a na wieść, że on nie snuje się samotnie po kątach wielki lament. Proponuję zamiast rozpaczać nad nieudanym związkiem (bo założę się, że mimo deklaracji, nadal cię to dręczy) zainwestować w siebie i w swój czas. Przepracować związek, powody przez które się nie udał (tak, tak, pisałaś jaki to pan był niedorosły, ale przecież weszłaś w związek z panem niedorosłym, znajdź odpowiedź dlaczego tak zrobiłaś), znaleźć hobby, uczyć się chińskiego, lepić talerze, spotykać się ze znajomymi. Jednym słowem żyć swoim życiem, bez zaglądania w gary eksowi.
    • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:09
      może to właśnie potrzebuję usłyszeć. Pies ogrodnika - coś w tym jest, odrzuciłam go - fakt, aczkolwiek powodów było tysiące i nie zrobiłam tego dla kaprysu, raczej dla ratowania siebie i młodego, a czy wali w samoocenę - tak, na pewno - wali i boli.
      • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:12
        Normalka.
        Zamiast wyć to zajmij się dzieciem, życiem i całym zestawem konstruktywnych działań.
      • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:12
        To psa już wiesz. Teraz powiedz, dlaczego w samoocenę? Tamta jest lepsza od Ciebie?
        • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:13
          No, ale to oczywiste, że jest w jej odczuciu - w końcu jaśniepan wybrał tamtą miast płakać za tą!
          • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:14
            Niech Ona odpowie :)
        • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:22
          nie wiem, nie znam
          • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:23
            No to pudło. Czyli pytanie o to dlaczego uderza przechodzi na Ciebie :)
            • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:26
              nie wiem, chyba siebie nie lubię, albo nie znam
              • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:27
                W jaki sposób fakt "posiadania" kogoś innego przez kogoś, kogo nie chcesz pogłębia nielubienie się?
                • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:38
                  nie nadążam za tobą, wytrawny forumowicz chyba
                  • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:41
                    Obecnie słodki akurat. Wyjaśnienie znajdziesz w linku poniżej :)
                    • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:56
                      słodko-gorzki:)
                      coś dla ciebie, jeśli jeszcze nie widziałeś: www.kciuk.pl/Dajemy-za-darmo-ci-puszki-WTF-a72606
                      • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 12:38
                        I teraz mam sobie przeklejać?
                        • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 12:48
                          jak chcesz
                          • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 12:49
                            Ty wybrałaś :)
                • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 13:08
                  W jaki sposób fakt "posiadania" kogoś innego przez kogoś, kogo nie chcesz pogłę
                  > bia nielubienie się?

                  no właśnie, jak można kogoś nie chcąc - chcieć? I ja mam się za to lubić? Nie lubić się mogę, nienawidzić nawet mogę, bo głupia jestem... uzależniam się od ludzi, miejsc, sytuacji... Fantazjuję....potrafię sobie coś wymyślić i w to wierzyć, a nawet się w tym zakochać i kochać, kochać, bez sensu - jak małe dziecko...tego w sobie nie lubię. Samoocena leci na łeb na szyję, gdyby istniały "egowe" agencje ratingowe chyba dawno by mnie było:(
      • varia1 Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:19
        a ty? masz kogoś?
        czy grasz bohaterkę matkę polkę wyrzekającą się cielesnych uciech?;)
        • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:23
          nie.Jestem sama i nie gram nikogo.
          • varia1 Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:09
            czyli liczyłaś na to że on zrozumie, on się zmieni
    • ursyda Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:11
      myślę, że nie ma człowieka którego w jakiś sposób by to nie dotknęło, ale ryczeć z tego powodu? Chyba, że wyprowadziłaś się bo myślałaś, że on o ciebie zawalczy, że coś zrozumie. Tak było?
      • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:12
        Może miał się domyślić, a nie domyślił!
        • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:13
          No pacz pani, facet bez empatii!
          • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:14
            Jak ma na imię Marcin - to nawet buc bez empatii!
            • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:15
              Jak nie ma to też. I do tego szowinistyczna męska świnia.
              • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:17
                A nie knur?
                • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:23
                  No piosenka mówi inaczej.
            • kwieto Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:57
              > Jak ma na imię Marcin - to nawet buc bez empatii!

              Ten, który radzi? ;")
              • raohszana Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:39
                kwieto napisał:

                > Ten, który radzi? ;")
                *
                Ten to jest jeden, ale każdy może swoją własną wersję mieć :D Ale tak, od tego buca się zaczęło :D
      • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:13
        No tak, gierki...
      • zed-is-dead Przepraszam, ale nie potrafię się powstrzymać: 06.12.11, 10:21
        ursyda napisała:

        Chyba, że wyprowadziłaś się bo myślałaś, że on o ciebie zawalczy, że coś zrozumie. Tak było?


        Buahahahahahahahahahahahahahahahaha!
      • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:21
        myślę, że podświadomie na to liczyłam... i w tym chyba SĘK. Naprawdę tysiące razy próbowałam ratować nasz związek. Byliśmy fajną parą, tylko w pewnym momencie ja dorosłam, a on nie. Nie mogłam z nim nic zaplanować, był niesłowny, nie pracował legalnie (nadal nie pracuje) mieszkaliśmy kątem u teścia, znikał z kumplami, nie tłumaczył, nie dzwonił, wyłączał telefon, zarzucał mi, że się czepiam itd, itd, ale też oczywiście mówił, że kocha i czułam od niego ciepło - mimo wszystko. Na mojej głowie był dom, dziecko, szkoła, praca (pobudki o piątej rano i dojazd 60 km) W pewnym momencie po prostu nie miałam siły, budziłam się w nocy, trzęsły mi się ręce, wyżywałam się na dziecku itd,itd...Mówiłam, że odejdę - słyszałam - to idź...poszłam, ale chyba liczyłam na to, że to nim trzepnie i coś spróbuje zmienić. Prawda jest chyba taka, że łudziłam się, że mimo wszystko jesteśmy dla niego ważni i nie odpuści tak łatwo.... Dzisiaj miotam się między pracą, a domem, z całych sił kocham i wychowuje naszego syna, a mój mąż (nie mamy rozwodu) nareszcie jest wolny (?)
        • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:26
          Jest takie powiedzenie, akurat o ślubie, ale chyba spokojnie możesz je zastosować do obecnej sytuacji:
          Kobieta liczy, że mężczyzna się po ślubie zmieni.
          Mężczyzna liczy, że kobieta się nie zmieni.
          Oboje się przeliczają.
          • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:30
            :)
        • wersja_robocza Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:26
          Tyle wad, a ty na to liczyłaś?? Po co ci ktoś, kto zupełnie nie spełniał twoich oczekiwań? Wiesz skąd się to u ciebie wzięło? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?
          • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:31
            tak, nawet chodziłam rok do psychologa (zanim go zostawiłam)
            • wersja_robocza Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:41
              I ? Jakies konkluzje po tych wizytach?
              • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:37
                a szkoda gadać - że mądra jestem, silna, że on mnie nie wart, że stać mnie na innego - lepszego rzecz jasna, że szukam podświadomie ojca w facetach - opiekuna, no i...że powinnam zmienić coś w życiu, podjąć jakieś konkretne decyzje, bo nie jestem szczęśliwa i nie będę. zmieniłam - na początku odetchnęłam, byłam z siebie dumna, że odważyłam się zrobić ten krok, wynajęłam mieszkanie, ubrałam po swojemu choinkę, zostawiam ciuchy w łazience i nie zawsze zmywam gary po obiedzie, tylko jak mi się chce. W pewnym momencie czegoś zaczęło brakować, a teraz jeszcze to i...znowu dołek. Pani psycholożka powiedziała mi kiedyś, że mam masochistyczną osobowość i najbardziej jestem szczęśliwa, kiedy mogę być nieszczęśliwa, może po prostu nienormalna jestem? może jakieś leki z serotoniną powinnam łykać?
                • wersja_robocza Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:56
                  I tym wpisem mnie przekonałaś, ze to grubymi nićmi szyte.
                  • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 16:01
                    możesz rozwinąć?
        • amanda-lear Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 14:55
          To stało się za szybko. Za szybko chciałaś ogłosić koniec żałoby po związku. Wrzuciłaś głęboko w podświadomość,że coś się bezpowrotnie skończyło. Było to dość proste, ponieważ, niewiele się zmieniło. Był on, co prawda daleko ale był, odwiedzaliście się...I nagle szok, przestałaś być jego kobietą definitywnie. Mogłaś zrobić toco on zrobił ale wcześniej, może by tak nie bolało. A tak? No cóż pogódź się z rzeczywistością. Z czasem i Ty znajdziesz nową miłość. Za jakiś czas...I może nie będzie tylko pocieszanką tylko partnerem. Partnerem jakiego chciałaś rezygnując ze związku ze swoim ex...
          • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:17
            kolejna osoba, która pisze, że teraz dopiero nastąpił prawdziwy koniec. Chyba musiałam założyć ten watek, żeby zaczęło do mnie docierać, że nas już nie ma...rzeczywiście jeszcze trochę byliśmy, na niby, byle jak, ale byliśmy...Teraz muszę - to też trudne - zamknąć mu drzwi do naszego świata (syna i mojego) - do niedawna wpadał, czasem nawet bez zapowiedzi - do syna oczywiście, wkurzało mnie to, ale nic nie mówiłam, niepotrzebne to było, taka próżnia się jakaś wytworzyła i nagle zimny prysznic...był wczoraj, herbatka, pieniądze na kino dla syna, uśmiech od ucha do ucha, jak gdyby nigdy nic...z drugiej strony przecież pretensji do niego mieć nie mogę, jesteśmy "wolni" Zagubiłam się chyba gdzieś przez ten rok....
            • kseniainc Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:27
              Nie ma Was, bo się nie postaraliście by żyć wspólnie, skoro jednak postaraliście się o syna-skutecznie, to i tak wiele lat będziesz "związana" z mężem. Przyjdzie wiosna, to zmienisz nastawienie.
              ps. A solarium seryjnie pomaga;-)
            • amanda-lear Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:27
              kolejna osoba, która przeżyła rozstanie tak jak Ty, tyle że wcześniej...Pomijając powody, dla których ja to zrobiłam, też odeszłam ja nie on, rozstanie jest rozstaniem, tym bardziej jeśli partner był tym pierwszym i jedynym...Pocieszę Cię z czasem będzie mniej bolało, aż w końcu się zabliźni całkiem
              Ps. pomysł z ograniczeniem odwiedzin dobry, ale dobrze przemyśl, aby nie skrzywdzić dziecka
            • szybiarz Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 16:53
              "Teraz muszę - to też trudne - zamknąć mu drzwi do naszego świata (syna i mojego)" ta część wątku jest najciekawsza i dosyć przewidywalna, kobieta która pogoniła faceta, uświadamia sobie, że to jednak jego wina i zaczyna się mścić, żeby wszystko się dopełniło to zażądaj wysokich alimentów, utrudniaj kontakty z dzieckiem...kanalia z niego, co?
              • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 18:44
                no nie - zupełnie mnie nie rozumiesz. Nie zamierzam ani utrudniać mu kontaktów z dzieckiem, ani żądać wysokich alimentów, ani spijać z niego krwi, czy opluwać go jadem. Chcę tylko, żeby przestał przesiadywać w moim mieszkaniu, wpadać bez zapowiedzi jak do siebie, a w zamian zabrał syna na piłkę, do kina itp. czasem było tak, że dzieciak grał grał na komputerze, a mój mąż drzemał obok na kanapie, to chcę wyeliminować. Skoro do mnie dociera, że to koniec faktyczny, to do niego chyba też powinno....poza tym, już na marginesie, łatwiej mi będzie jeśli nie będę go zbyt często widywać, to chyba oczywiste?
    • minasz Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:13
      wyglada ze tak naprawde go kochałas ale koles nie spełniał jakis tam norm społecznych
      a ty jak typowo samica go odrzuciłas to całkiem czeste zjawisko
      teraz proponuje załozyc szpilki umalowac sie i isc do pracy zdobywac biznesmena hehehe
      • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:29
        no własnie w pracy jestem! cholera newslettera mam pisać, a ja się wynurzam na forum. dzięki za dobre i złe słowa. zajrzę wieczorem
    • sasta Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:24
      Według mnie, to jest Ci przykro, że on sobie kogoś znalazł, a Ty jeszcze nie. Poza tym jak nikogo nie miał, to zawsze był w zapasie;-) Ale w sumie za to teraz możesz łatwiej się otrząsnąć i poszukac sobie kogoś - oczywiście, jesli chcesz i jesteś gotowa.
    • twojabogini Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:28
      Nie przejmuj się. To normalna reakcja. Nie wynika z niedojrzałości, nie wynika z miłości do męża, nie wynika z syndromu ogrodnika.
      Po pierwsze - wasze rozstanie odbyło się bez płaczu, na spokojnie, bez emocji. To, że emocje związane ze zmianą nie zostały uzewnętrznione, nie oznacza, że ich nie było. Po prostu nie pozwoliłaś im się wydostać. Jest prawdopodobne, że nie pojawiły się, ponieważ nie traktowałaś rozstania w sposób ostateczny. Być może po cichu liczyłaś, że tak wyraźny sygnał coś zmieni, że może mężowi zechce się zawalczyć o ciebie?Jeśli tak było - nie miałaś jeszcze czego opłakiwać.
      W pewnym sensie rozstanie następuje dopiero teraz - kiedy on "z kimś jest". Dlatego czujesz się porzucona, rozczarowana, osamotniona. Kiedy tama na emocjach puszcza, wylewają się wszystkie - także te zaległe, z czasu związku i rozstania - kiedy on nie reagował, kiedy zawodził. Do tego dochodzi jeszcze żal, że być może to czego ty od niego nie otrzymałaś otrzyma być może inna kobieta.
      Daj sobie czas na "żałobę" po związku, na żałobę po utraconych nadziejach. Wypłacz się. Obejrzyj parę łzawych filmów. Wyznacz sobie jednak czas po którym mówisz "stop" i wracasz do normalnego życia. Maksymalnie 7 dni. Im więcej w tym czasie trudnych i bolesnych emocji z siebie wylejesz tym mniej ich w tobie zostanie.
      Takie kryzysy są niezbędne. Dopiero dzięki nim powstaje w nas wystarczająco dużo siły i determinacji, aby dokonać w naszym życiu zasadniczych zmian, zamknąć pewne rozdziały życia - ale tez zacząć nowe. Do tej pory twój rozdział pod tytułem "nieudany związek" był wciąż niedomknięty. Czas go opłakać i zamknąć.
      Ważne jest też abyś po okresie żałoby nie rozpamiętywała już tego co było, nie próbowała szpiegować co w nowym związku twojego eks. Żeby w okresie żałoby naprawdę udało ci się "zamknąć związek". Jeśli to cie przerośnie warto skorzystać z pomocy psychologa, który ci w tym pomoże.
      Równie ważne jest, abyś przez jakiś czas podeszła do siebie jak do małej dziewczynki, którą trzeba pocieszyć. Żebyś miała dla siebie dobre słowo i dobre serce. Zadbaj o własne przyjemności, postaraj się codziennie o coś miłego, złe myśli odpędzaj. Pamiętaj, że pocieszanemu dziecku raczej nie przypomina się o złych doświadczeniach i nie rozpamiętuje bez końca. Zajmij uwagę małej dziewczynki czymś innym. Pamiętaj - dla równowagi psychicznej zwłaszcza w okresie kryzysu niezbędny jest systematyczny sen, regularne i rozsądne odżywianie oraz ruch na świeżym powietrzu. Wiem, że to banał, ale bardzo podstawowy banał. Jeśli zaniedbasz te sprawy, możesz zacząć się pogrążać w rozpaczy. Zadbanie o podstawy utrzyma cie w dyscyplinie.
      Z czasem wszystko wróci do norm. Trzymaj się ciepło :).
      • wersja_robocza Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:31
        Ładnie.:)

        Kurczesie, przeczytaj to uważnie.
      • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:36
        bardzo ci dziękuję, psycholożkę mam zaprzyjaźnioną - chodziłam zanim podjęłam decyzję o rozstaniu, ale nie chce tam wracać - to dla mnie słabość jakaś, przegrana. Mam psa, więc mam z kim pospacerować. spróbuje to ogarnąć i opłakać - masz rację, jak już się wyniosłam to strasznie się spięłam, że dam radę, że muszę, itd, itd, chyba dopiero teraz mnie puszcza...
        • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:38
          Hmm, to czego właściwie szukasz na forum - w tej kwestii?
          • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:44
            wchodziłam tu nie raz, podglądałam, analizowałam. Niektóre opinie otwierały mi oczy na wiele spraw. Chciałam dowiedzieć się czegoś o sobie, nie tylko od pani psycholog...
            • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:48
              To powinnaś była widzieć i tamten wątek...
              Szczerze? O sobie na forum dowiesz się tylko tyle, ile sama siebie zobaczysz. A to trzeba pisać, pisać, pisać.
              Bo o sobie usłyszysz dowolną opinię z całego spektrum. Bardzo popularna na przykład: naucz się czytać ze zrozumieniem :)
              • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:51
                wezmę do serca:)
                • niezmiennick Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:54
                  Lepiej do rozumu :P
            • miau_weglowy o sobie 06.12.11, 15:05
              dowiedziec sie na FORUM?!
              zart
        • kwieto Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:51
          > bardzo ci dziękuję, psycholożkę mam zaprzyjaźnioną - chodziłam zanim podjęłam d
          > ecyzję o rozstaniu, ale nie chce tam wracać - to dla mnie słabość jakaś, przegr
          > ana.

          To do niej pójdź i o tym (przekonaniu że wizyta u terapeuty = przegrana) też z nią porozmawiaj.

          To że płaczesz iż on ma inną, to normalna reakcja.
          Jestem z kimś, ten ktoś okazuje się nie spełniać moich oczekiwań, rozstajemy się i okazuje się nagle, że z kimś innym mu się świetnie układa. Normalne, że może mi być z tego powodu przykro.
          Pojawiają się pytania w stylu "skoro z kimś innym ma super, dlaczego ze mną nie wyszło?" itp. itd.

          Trzeba to po prostu przeżyć, pozwolić sobie na wyrażenie żalu z powodu rozstania.
          Widać nie byliście sobie pisani i tyle.
          • kobieta_z_polnocy Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:02
            Otóż to.

            Mnie w ogóle nie dziwi twoja reakcja. Mimo iż to ty odeszłaś, wygląda na to, że to tobie bardziej zależało na tym związku: starałaś się go zrozumieć, cierpliwie znosiłaś takie a nie inne zachowanie. Zresztą już wasze pożegnanie było dosyć znamienne. W zasadzie dopiero teraz masz niezbite dowody na to, co wiedziałaś od dawna: jemu na tobie niespecjalnie zależało i równie dobrze będzie mu bez ciebie jak z tobą.

            To jest bardzo bolesne, bo nagle okazuje się, że te wszystkie lata szarpaniny były, no może nie na nic ( w końcu macie wspólne dziecko, a i z pewnością miłe wspomnienia), ale jednak nieco zmarnowane na człowieka, któremu tak średnio zależało.

            Nie wstydź się swoich emocji, nie daj sobie wmówić że jesteś psem ogrodnika. Nie pozwól sobie jednocześnie na zbyt długą rozpacz. Buduj sobie życie na nowo i oby było lepsze.
      • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 19:19
        w sumie, to nigdy (od roku) nie rozmawialiśmy o tym gdzie jesteśmy i co dalej. Myślisz, że to odpowiedni moment, żeby się z nim rozmówić, czy lepiej w ogóle dać sobie spokój?
        Podświadomie chce mi się powiedzieć mu co myślę i uporządkować "nasze" sprawy, wreszcie założyć sprawę rozwodową (do tej pory tego zrobiłam) i rzeczywiście zamknąć ten rozdział... może zrobię tak jak zawsze radziła mi psycholog - napiszę list, potem przeczytam go po kilku dniach i zobaczę. I tak mnie poniosło na tym forum, nie sądziłam, że kiedykolwiek założę jakiś wątek i tak się obnażę (?)
    • morgen_stern Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 10:55
      Nie skupiaj się na tym za bardzo, przejdzie ci. Obstawiam, że nie przeszłaś porządnie tzw. "żałoby pozwiązkowej". Twoje reakcje i sprzeczne odczucia są NORMALNE, bez względu na to, co by ci tutaj forumowi specjaliści nie usiłowali wmówić. Po prostu daj sobie trochę czasu i nie wykonuj nieprzemyślanych ruchów, których potem będziesz żałować.
    • anaisanais Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:06
      mysle ze tak naprawde sie nie pozegnalas z nim - nawet jesli nie ma miedzy wami milosci i zwiazek nie ma sensu, to jednak byliscie razem b. dlugo i macie wspolne dziecko.
      wasze rozstanie przebieglo jakby go nie bylo, bez emocji, bez romowy, bez stawiania spraw jasno. ale te emocje sa i trzeba je odreagowac. sa normale bo duzo was laczy.
      teraz jak sie dowiedzialas ze ma kogos jest jasne ze to 'naprawde' koniec i w koncu emocje znalazly ujscie.
    • tabeletka Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:20
      pewnie hcialas (moze nawet podswiadomie), ze on bedzie walczyl, obieca poprowa, a tu nic. pan przyjal do wiadomosci i poszukal nowej baby. tu cie moge zrozumiec.
      jesli naprawde nic od niego nie chcesz, to pies ogrodnika.
      • kseniainc Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 11:48
        Kurcze, tak jak te babki które bez faceta nie istnieją. Poszłaś sobie, dobrze przemyślałaś, to się nie oglądaj.Chyba, że żałujesz decyzji i tu jest drugie dno. Nie mów tylko, że teraz Ty zawalczysz o niego, by tej drugiej udowodnić-w końcu to Twój mąż;-) Zajęła bym się tym wszystkim , co do tej pory robiłam.Ale nie myśl, że tak prędko Ci przejdzie-zaraz święta...............A to zawsze najgorszy czas na rozstania.
        • kurczesie Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 12:05
          nie walczyć o niego nie będę - po co? to głupie, chociaż bym miała "pęc" z rozpaczy, nie zrobię nic...za dumna chyba jestem
        • amanda-lear Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 15:18
          To dla ciebie... Mozesz sobie przy tym poplakac i nie wstydz się tego.

          www.youtube.com/watch?v=pfh3R0WLvVY
    • wez_sie mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 11:54
      tak, kosza.
      nie spowiedzalem sie. nic nie wskazywalo na to, a dostalem :-(
      • kurczesie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:01

        > nie spowiedzalem sie. nic nie wskazywalo na to, a dostalem :-(

        to gorzej masz - ja mogłam się spodziewać..
        • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:08
          nie dopuszczalem do siebie tej mysli po prostu.
          czuje sie strasznie, jakby przejechal po mnie walec :-(
          i najgorsze, ze ona to wie...
          • kurczesie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:29
            >i najgorsze, ze ona to wie..

            i co myślisz, że się z tego cieszy? daj spokój, mówienie komuś "już cię nie chcę" na pewno do łatwych nie należy, i jednej i drugiej stronie - nie wyszło, to raczej nie powód do świętowania, no chyba, że to bezduszna żmija, która wysysa soki i znika, a może sama nie wie czego chce, a może..... za mało szczegółów
            • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:33
              on jest bardzo wyrafinowana kobieta, to wiem.
              jest tez troszku starsza ode mnie...
              po prostu zle ulokowalem uczucia. ona najpierw to wykorzystala, a teraz po prostu poszla do innego :(
              • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:45
                starsza i dlatego automatycznie wyrafinowana?
                Ze swojego wyrachowania poszła za innym?
                Ty sobie nie masz nic do zarzucenia tak?
                • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:49
                  sobie jedynie mam do zarzucenia, ze bylem chyba za dobry
                  • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:53
                    wez_sie napisał:

                    > sobie jedynie mam do zarzucenia, ze bylem chyba za dobry



                    Widocznie niedostatecznie dla niej. "Wytarła sobie o Ciebie buty", bo kobiety lubią mężczyzn, stanowczych, zdecydowanych i takich co proponują nieco więcej , aniżeli swoje ciało i realizowanie zachcianek.Czasem trzeba tupnąć nogą.............
                    • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 12:59
                      czy to moja wina, ze mam dobre serce?
                      czy to moja wina, ze sie zabijalem jak glupi?
                      czy to moja wina, ze ona mnie wykorzystala?
                      to co piszesz jeszcze bardziej mnie doluje.
                      mowilem czule slowa, trzymalem za reke, glaskalem po niej.
                      zabieralem do na marywilska, do m1 i innych galerii.
                      naprawde o nia dbalem....
                      • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 13:11
                        Najpierw mnie przytkało, a potem mną zatrzęsło i nadal nie potrafię się ustosunkować do Twojej przeinfantylnej wypowiedzi nie obrażając Cię przy tym.Przeliczę dalszą część mojej myśli......
                        • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 13:11
                          ups-przemilczę
                          • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 13:26
                            moze porozmawiamy o tym przy kawie?
                            naprawde nie jestem infantylny (choc nie jestes pierwsza osoba, ktora to mowi :/)
                            • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 13:57
                              A ja uwazam, że urojenia zbiorowe nie występują.Czyli moim zdaniem, po przeczytaniu Twoich postów-jesteś dziecinny, a nie męski.Może dlatego nie dziewczyna, a już doroślejsza kobieta Cię zostawiła.
                              • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 14:05
                                ok
                                masz prawo do wlasnego zdania.
                                nie ma sprawy.
                                a co z kawa?
                                mialabys ochote poznac fajnego i czulego faceta?
                                • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 14:07
                                  Myślę, że jesteś dla mnie za fajny i za czuły
                                  • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 14:12
                                    bez przesady.
                                    wyczuwam, ze sie ze mnie nabijasz (chyba, ze taki masz styl flirtowania :)
                                    bylem zakochany, to wariowalem. troche mnie ostudzilyscie i chyba juz czuje, ze jestem gotowy na umawianie sie z innymi kobietami.
                                    zainteresowana?
                                    • kseniainc Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 14:23
                                      heh-może spróbuj na portalu randkowym skoro jesteś taki wyrywny;-) Jeszcze kilka postów temu, nie wiedziałeś co robić zdruzgotany, a tu proszę jaka zmiana.Widzę forum na na Ciebie zbawienny wpływ;-)
                                      • wez_sie Re: mnie tez, bo dzisiaj dostalem kosza 06.12.11, 14:30
                                        w miedzyczasie zadzwonilem do niej, bo zazwyczaj o tej porze dzwonilem, zeby sie spytac jak jej mija dzien.
                                        odrzucila mnie 3krotnie. nie odpisala na esa. na gg jest niewidoczna. na fb tez nie odpisuje.
                                        zrozumialem ze to koniec i chce zaczac od nowa.
                                        dziwne? mam rozpaczac?
              • wez_sie a ajgorsze jest to 06.12.11, 12:46
                ze niepotrzebnie i za szybko sie odkrylem ze swoimi uczuciami.
                bardzo duzo rozmawialismy, ale niestety zwykle o niej i jej pracy, zyciu (bujnym), znajomych i imprezach.
                ja jestem typem domatora. uwielbiam spedzac czas w domu, na rozmowach przy swiecach, podczas kolacji, czy po prostu lezac ze soba wtuleni.
                gotowalem jej, sprzatalem brudne rajstopu porozrzucane po podlodze. bylem jak najblizszy przyjaciel i sprzataczka.
                i nagle co? okazalo sie, ze taki typ jej nie odpowiada. opowiadala mi strszne rzeczy, jakie robila z facetami. nigdy bym nie pozwolil, zeby moja kobieta byla tak traktowana przez mezczyzn.
                naprawde nie wiem co robic.
                • kurczesie Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 13:32
                  > naprawde nie wiem co robic.

                  przestać sobie robić jaja:)
                  • wez_sie Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 13:44
                    sluuuucham?
                    masz ochote na kawe?
                    • kurczesie Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 14:56
                      piłam już dwie:)
                • samentu Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 14:30
                  > ze niepotrzebnie i za szybko sie odkrylem ze swoimi uczuciami.

                  dobrze, że przynajmniej wiesz, gdzie popełniłeś błąd
                  masz szanse na przyszłość się poprawić
                • tabeletka Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 15:01
                  strzel se w leb
                  • wez_sie Re: a ajgorsze jest to 06.12.11, 15:36
                    przestan za mna lazic, jak bezpanski pies, ktory poczul kielbase
                    • gocha033 Ty nie rob se jaj 06.12.11, 15:51
                      wez_sie napisał:
                      przestan za mna lazic, jak bezpanski pies, ktory poczul kielbase

                      te nie rob se jaj. za kielbasa, to pojdzie prawie kazdy pies.
                      ilu jest wlascicieli, co to biedne zwierze karmia tylko kartoflami.
                      i to ze skorka !
                      horror.
                      • wez_sie daj spokoj 06.12.11, 15:57
                        ma cisnienie na kielbase i tak lazi, a raczej miota sie, za kazdym facetem na tym forum.
                        bleee...
    • brak.polskich.liter Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 14:17
      Twoje emocje sa zrozumiale. Jak ktos wyzej juz Ci napisal - byliscie razem, nie wyszlo wam, teraz okazalo sie, ze jemu wyszlo, ale z kims innym. Bums w samoocene polaczony z utrata pewnej opcji (nawet, jesli nie mialo sie ochoty z niej skorzystac) bywa niemily.

      Przejdzie Ci. Tym szybciej, im mniej bedziesz sie wkrecac w klimat porownan z nowa pania eksa, zbednych analiz i dzielenia wlosa na czworo.
    • samentu No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 14:27
      Taki wieczny chłopiec - do zakochania i k
      > ochania


      dobrze wiesz jak ten typ działa na kobiety - jak ćmy do ognia
      wcale on nie musi być kobieciarzem (choć pewny jestem że jest i tylko Ty ostatnia się okłamujesz)
      pozwól innej by też się przekonała, że jakikolwiek związek z nim nie jest mozliwy
      • kurczesie Re: No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 14:54
        nie myślałam w ten sposób, ale masz rację - faceci, którzy nie ślinią się na widok kobiety, przyciągają i budzą zaufanie. Sama się chyba właśnie na to złapałam...Pozwolę się jej przekonać (wyjścia nie mam), aczkolwiek myślę, że jeśli jest mniej wymagająca, to może być im dobrze razem. Mój mąż to luzak, roześmiany, dowcipny, przystojny, zawsze mówił - "nie martw się, będzie dobrze:)" - znam dziewczyny, którym to wystarcza...dobrze życzyć im nie będę, przynajmniej na razie, może jak się wyboli? teraz jak o tym myślę, to mi niedobrze...
        • samentu Re: No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 15:07
          faceci, którzy nie ślinią się na wi
          > dok kobiety, przyciągają i budzą zaufanie


          nie w tym rzecz, że się nie ślinią tylko w tym że nie muszą
          bo do takich wiecznych chłopców - choćby w ogóle nic nie robili ustawia się taka kolejka chętnych pań (bo to taki milutki słodziak), że w ogóle nie musi zabiegać tylko łaskawie wybiera którąś,
          widzę, że dalej nie zrozumiałaś w czym tkwi problem
          nie w wymaganiach
          tylko w typie
          ten typ w ogóle nie jest zainteresowany związkiem z kobietą bo po co mieć tą samą ileś tam czasu, jak w każdej chwili można mieć inną?
          To nie Ty wybrałaś (choć się łudzisz) to Ciebie wybrano
          i jak lekcji nie przerobisz i wciąż będziesz wybierać ten sam typ
          to każdy związek skończy się dokładnie tak samo
          • kurczesie Re: No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 15:57
            ten typ w ogóle nie jest zainteresowany związkiem z kobietą bo po co mieć tą sa
            > mą ileś tam czasu, jak w każdej chwili można mieć inną?

            on raczej powiedziałby tak: ale po co mam zmieniać, skoro ta jest fajna i w dodatku tak jej na mnie zależy, przecież nie odejdzie ode mnie, nawet jeśli nie będę się starał. O odeszła? No trudno.
            a jeśli chodzi o ten wybór - miałam 16 lat, on 18 - to raczej była "wielka" młodzieńcza miłość, zero myślenia, tylko ślepe i głupie uczucie (z mojej strony). potem bardzo dużo się wydarzyło, byłam bardzo poważnie chora - przez kilka lat, potem ciąża, dziecko, ledwo udało mi się przeżyć, a on był i był i nigdy nie zauważyłam, żeby jakieś laski się koło niego kręciły. Wykazał się jako tata - opiekował się sam noworodkiem przez ponad miesiąc (ja byłam w szpitalu) Problemy zaczęły się potem, kiedy staliśmy się rodzicami. Nie mogę do końca powiedzieć, że to kawał drania i bawidamka i że nie był zainteresowany związkiem


        • kseniainc Re: No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 15:15
          heh-to jest to.Na co komu przystojny i bawidamek?Z takim facetem można sobie flirtować, czasem iść do kina, teatru, lodowisko, dancing........A na życie potrzebny mało przystojny, dobry, pracowity i rozsądny............
          • samentu Re: No i skąd to zdziwienie? 06.12.11, 15:19
            tyle teoria, bo kobiety mają OGROMNY problem z jej zastosowaniem w praktyce:P
    • maly.jasio W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 14:52
      z wymalowanym podpisem Lecha Walesy, ktory osobiscie od niego dostalem.

      I musialem, sie przestac chwalic, ze go poznalem, bo jak moglbym to udowodnic ?

      Od tego czasu stracilem cala sympatie do Lecha, bo zle mi sie kojarzy.
      • kseniainc Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 14:59
        Jasne,że się przestań chwalić-bo teraz nie masz już nawet czym.I co to za praca i współ........?
        Jej-niezwłocznie zmień pracę! Może to dopiero początek haniebnych kradzieży?
      • kurczesie Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:02
        ciekawe porównanie, jeśli to chciałeś powiedzieć
        • maly.jasio Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:12
          No to chcialem powiedziec, bo jako zwolennik Lecha (wtedy) powinienem to spotkanie wspominac
          milo, a przez ten nieszczesny dlugopis i jego kradziez , zostala mi trauma, tym bardziej, ze nie wiem, kto mi go podwedzil, wiec i prace przez to musialem zmienic.
          • kseniainc Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:17
            możesz się trochę odsunąć, bo zasmarkałeś mi rękaw?
            • maly.jasio Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:24
              kseniainc napisała:
              > możesz się trochę odsunąć, bo zasmarkałeś mi rękaw?


              Nie moge, bo nie lubie plakac w samotnosci, a co mnie obchodzi twoj rekaw,
              sama go sobie podetrzyj.
              • kseniainc Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:28
                A nie mówiłam , że egoista?
                • maly.jasio Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:34
                  kseniainc napisała:
                  A nie mówiłam , że egoista?

                  I do tego jeszcze placzus i babiarz.
                  Ideal i tu siegnal dna.
                  A biedne kobiety przez takich potem nie znajduja sobie miejsca w zyciu.
          • kurczesie Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:20
            z długopisem i z Lechem jest chyba trochę łatwiej:) w końcu długopis to rzecz, a Lech dla mas, a nie dla ciebie jednego
            • kseniainc Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:24
              teraz to już nie istotne-złodziej z niego korzysta. A w sumie, co on taki egoista-niech się chłopina nacieszy-jemu zapewne też ukradną, bo" kradzione nie tuczy"
              • kurczesie Re: W 89-mym ukradli mi w pracy dlugopis 06.12.11, 15:58
                :)
    • drinkit Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 17:06
      kurczesie napisała:

      > Co jest do cholery?


      Sprawa bardzo prosta - obyło się bez dramatów. Pan zaakceptował Twoją decyzję bez wątpliwości/pytań/ błagań. Pewnie zadajesz sobie pytanie czy w ogóle mu zależało.
      • seneka.0 a prawdę mówiąc 06.12.11, 19:24
        Niestety, ale jesteś typową kobieta. Niby dlaczego ostatnio od roku czy 2 bylo z wami gorzej? Bo on juz mial ta druga kobieta, to i w związku sie nie udzielał i pogarszało się. A ty nie czując pisma nosem, dałaś mu gotowe rozwiązanie pt. ja odejdę, moze ise otrząśniesz!!! Zabrałaś jeszcze ze sobą: ich kłopot SYNA.
        Zdradzał cie co najmniej od 2 lat! Baranico!
    • charles_chaplin Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 19:33
      Pies ogrodnika?
    • astrofan Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 21:15
      zagrałaś ostro i przegrałaś, popełniłaś życiowy błąd, choć nie wprost ale sama to przyznajesz

      teraz starasz się to zracjonalizować, wyciągasz różne drobiazgi, wyolbrzymiasz je, to naturalny mechanizm obronny własnego ego ... choć tak naprawdę to czujesz że w sumie było fajnie

      w psychologii giełdy podstawą jest szybko zamknąć pozycje przynoszącą stratę, ciąć straty póki są małe ... na przeszkodzie tej prostej reguły jest zawsze jedno, własne ego - opory nie tyle przed przyznaniem się do błędu co przed świadomością ciągłego tkwienia w nim

      to co cię dręczy nie przejdzie tak szybko, może nigdy ... może jednak warto zawalczyć ;)


      • samentu Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 21:30
        na przeszkodzie tej prostej reguły jest zawsze jedn
        > o, własne ego


        nie tylko
        najczęściej płynność kolego
        jak jej nie ma to trudno zamknąć stratna pozycję
        i w jej przypadku jest tak samo
        też płynność
        gdyby na horyzoncie był zamiennik to by ją nie rzucało

        ---------------------------
        Money making is a wonderful thing:)
        • astrofan Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 21:49
          na czym Ci tak brakuje płynności?
          • samentu Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 00:47
            a na czym poza w20 jest?
            no chyba że rozmawiam z potentatem NC zarabiajacym na wieczorne piwo w pubie, a to przepraszam
            i zwracam honor;)
            • astrofan Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 19:01
              ciekawe, czyli wszystko poza w20 jest dla Ciebie za płytkie, prawdziwy rekin,

              fundusze nawet na NC sobie radzą

              jesteś goldman sachs?
      • mumia_ramzesa Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 11:52
        > w psychologii giełdy podstawą jest szybko zamknąć pozycje przynoszącą stratę, ciąć
        > straty póki są małe ... na przeszkodzie tej prostej reguły jest zawsze jedno, własne
        > ego - opory nie tyle przed przyznaniem się do błędu co przed świadomością ciągłego tkwienia w nim

        Problemem jest nadzieja, ze to tylko chwilowe spadki, dlatego ustawia sie automatyczne stop loss, zeby nie ulegac emocjom.
        • samentu Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 16:35
          i wiara w magię SL, do realizacji którego i tak potrzebna jest płynność
          inaczej tylko sumienie mamy czyste, że się "zabezpieczyliśmy"
    • lena.nocna Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 21:23
      To normalna reakcja, ale spokojnie - czas leczy rany.
      Przyczyna wcale nie musi leżeć w jakichś wielkich uczuciach względem niego, ale w zwykłym psychicznym przyzwyczajeniu to tego w jakim układzie widywałaś byłego. Czyli albo z tobą albo sam. Głowa do góry - za kilka miesięcy nie będziesz pamiętać o sprawie.
      • seneka.0 Re: Trzepnęło mnie bardzo... 06.12.11, 21:52
        jak nie bedzie pamietac: jest jeszcze jej mezem+maja dziecko...
    • usmiechaniola13 Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 01:01
      Mnie nie dziwi Twoja reakcja. Wiele was łączyło, nie wszystko się skończyło. Płaczesz i boli, ale kiedyś przestanie. Uwierz mi na słowo, bo wiem o czym piszę. Szybciej się otrząśniesz jak sama dasz sobie prawo do bycia z kimś.

      To, że facet jest sam, niestety zwykle oznacza, że sobie szybciutko kogoś przygrucha. Oni już tak mają.
      • praleczka_live Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 14:58
        No tak to już niestety jest, później człowiek się zastanawia, czy dobrze zrobiłam, czy może trzeba było jeszcze próbować coś zmienić, coś naprawić.

        A jak on przy tamtej się zmieni, wydorośleje i stanie się takim, jakim Ty go chciałaś widzieć, to dopiero będzie bolało.

    • masher Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 15:47
      no tak, bo przecie jak go zostawilas to winien sie odziac w wor po kartoflach i okladac witka nie ograniczajac sie tylko do plecow. moze jednak nie byl takim typem nie do zycia skoro jakas istota sie nim zainteresowala. moze to tobie zabraklo zwyczajnie checi do probowania i dopracowania... zreszta co by nie bylo przestan truc sobie bo do niczego to nie prowadzi :]
    • moonogamistka Re: Trzepnęło mnie bardzo... 07.12.11, 15:51
      Uwazalas za swoja wlasnosc. Oczywiscie od razu urosl w Twoich oczach- kiedy inna sie zainteresowala?;-) A taki byl juz nudny, oswojony ;-)))
      Ludzki odruch, nie przejmuj sie:-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka