mmamonna
27.01.12, 22:42
Hej. Chcialabym poznac wasza opinie, bo sytuacja dosc glupia. Wczoraj przyjaciel domu zachowal sie jak skonczona swinia. Moj maz wyszedl wczesniej ze spotkania, bo byl zmeczony. Ja chcialam jeszcze chwile zostac, bo ostatnio prawie zapuscilam korzenie w domu. Wieczor spedzalismy z meza starym przyjacielem, ktory do tej pory jawil sie niemal jak czlonek naszej rodziny (robil nam zdjecia slubne, maz zalatwil mu zlecenie, on nam dawal nocleg w innym miescie, maz go wspieral w sercowych sprawach itp. itd.- slowem zazyla przyjazn). Tego feralnego wieczora jakby jednak w naszego przyjaciela diabel wstapil. Zaraz po wyjsciu meza zaczal mi sugerowac, ze mi sie zwiazek sypie. Ze powinnismy miec romans, ze on od dawna to wie. Padly obrzydliwe slowa, po ktorych wstalam i poszlam do domu. Bylam w ciezkim szoku. Opowiedzialam mezowi wszystko.
Dzis slyszalam meza rozmowe telefoniczna z owym "przyjacielem". Wygladalo jakby rozmawiali o pogodzie. Normalnie jak pogaduszki u cioci Jozi.
We mnie sie do tej pory wszystko gotuje. Nie rozumiem spokoju meza, w sytuacji, gdy dobry przyjaciel usilowal przeleciec mu zone. I zaluje najbardziej, ze sama w knajpie nie dalam temu falszywemu lovelasowi w morde. Przesadzam, czy to ja, jako jedyna nosze portki?...